Butelka przetrwania, czyli zestaw survivalowy w stalowej butelce

W dzisiejszym materiale opowiem Wam o stworzonej przez siebie butelce przetrwania. To hasło może się Wam kojarzyć z filmem Marcepana Przygotowanego, który pokazał chyba 10 metod na wykorzystanie plastikowej butelki w sytuacjach survivalowych.

Ja zaś zrobiłem zestaw przetrwania w oparciu właśnie o butelkę na wodę ze stali nierdzewnej. Zestaw survivalowy w butelce. Butelkę przetrwania.

Zestaw złożyłem w butelce, bo w którejś z dostaw do KARALUCHA trafiła się wgnieciona butelka stalowa Klean Kanteen. Uznałem, że nie można jej sprzedać i pomyślałem, że to dobra okazja, by spróbować, jaki zestaw przetrwania można w niej zmieścić.

Stalowa butelka dobrze chroni zawartość zestawu przed uszkodzeniami, oraz przed działaniem wody. Oprócz tego ma jeszcze kilka innych zalet, m.in.:

  • sama w sobie jest pojemnikiem na wodę (ma pojemność ok. 1,2 litra),
  • można w niej tę wodę również zagotować,
  • jak się ktoś uprze, może w niej także przygotować posiłek.

Ze względu na szeroki wlew, można wykorzystywać butelkę z różnymi filtrami do wody.

Ostatecznie do butelki trafiły następujące przedmioty:

  • gwizdek do sygnalizacji,
  • zapałki sztormowe w wodoodpornym opakowaniu,
  • latarka na korbkę,
  • krzesiwo,
  • lusterko sygnałowe,
  • krem do mycia i dezynfekcji skóry SOWOT,
  • 60 tabletek do uzdatniania (dezynfekcji) wody Javel Aqua,
  • koc ratunkowy (termiczny),
  • 2 porcje wody po 100 ml każda, na zaspokojenie pierwszego pragnienia,
  • otwieracze do puszek, jako że nawet zawleczki z puszek mają w zwyczaju się urywać.

W butelce jest jeszcze sporo miejsca, w którym można coś więcej zmieścić. Na przykład składany nożyk, albo torebki strunowe na mrożonki. Kilka litrowych torebek znacząco zwiększy możliwości przenoszenia i przechowywania wody pitnej. Można też przelać do nich wodę już przegotowaną.

Zawartość zestawu ułatwi nawiązanie kontaktu ze służbami ratunkowym, uchronienie się przed skutkami pogody, pozyskanie i uzdatnienie wody, czy wreszcie rozpalenie ognia. Całość można oczywiście kupić w KARALUCHU.

Taki zestaw oczywiście można też złożyć w oparciu o plastikową butelkę. Warto tylko wybierać taką z wlewem o możliwie dużej średnicy, by można było do środka włożyć choćby filtr Lifestraw.

Oczywiście można wsadzić do środka także i inne rzeczy. Jeśli macie jakieś pomysły odnośnie tego, co powinno się znaleźć w takim zestawie przetrwania, dajcie koniecznie znać poniżej!

Krzysztof Lis

Magister inżynier mechanik. Interesuje się odnawialnymi źródłami energii, biopaliwami i nowoczesnym survivalem.

Mogą Cię zainteresować także...

7 komentarzy

  1. Piotr napisał(a):

    Z tymi kilkunastoma latami bezobsługowego przechowywania latarki na korbkę to bym nie przesadzał 🙂 Takowa latarka ma w środku akumulator, który ulega samorozładowaniu (nawet najlepsze akumulatory rozładowują się w tempie 15-20% rocznie, takie typowe znacznie szybciej). Zbyt głębokie rozładowanie takiego akumulatora powoduje jego uszkodzenie (lub bardzo duży spadek pojemności).
    Na sytuacje „włóż do zestawu i zapomnij” najlepsze są dobrej jakości baterie. Latarki akumulatorowe należy używać (albo co jakiś czas chociaż podładowywać czy „regenerować” akumulator).

    • Krzysztof Lis napisał(a):

      Słuszna uwaga. Dopiero gdyby tu był kondensator, mielibyśmy tę pewność. Usunąłem ten fragment z materiału, żeby ludzi nie wprowadzać w błąd.

      • Piotr napisał(a):

        Dobrego i taniego rozwiązania na taką okoliczność (ładowalne źródło prądu, które można pozostawić na kilkanaście lat „bez opieki”) niestety nie ma. Żeby mieć sensowny stosunek pojemności kondensatora do objętości, musiałby to być kondensator elektrolityczny (aluminiowy lub tantalowy) a takie kondensatory mają izolator w postaci warstwy tlenku, która ulega degradacji gdy kondensator nie jest naładowany – po kilku latach składowania w postaci rozładowanej taki kondensator może stracić w niektórych miejscach izolację tlenkową i po podłączeniu go do prądu będzie miał wewnętrzne zwarcie zanim warstwa tlenku się nie zregeneruje (czyli nie da się go na początku naładować, bo będzie się musiał od nowa uformować izolator) – w przypadku kondensatorów w zasilaczach może to się skończyć nawet eksplozją kondensatora (bo zwarcie przy wysokiej mocy dostarczanej, to wysoka temperatura i produkcja dużej ilości gazów).
        Urządzenia elektryczne z kondensatorami elektrolitycznymi też nie nadają się do długotrwałego składowania, należy je co jakiś czas podłączać do prądu i uruchamiać aby elektrolity utrzymać w dobrej formie. To może się wydawać paradoksalne, ale wiele urządzeń elektronicznych psuje się od… nieużywania 😉

        Moim zdaniem latarka akumulatorowa w zestawie jest ok (sam mam w zestawie urządzenie Philips AE1125/12 to takie połączenie latarki, radioodbiornika, syreny/piszczka alarmowego i ładowarki telefonów, które może pracować na bateriach, na wbudowanych akumulatorach i na prądnicy „korbkowej” – oczywiście prądnica korbkowa może być użyta do ładowania wbudowanego akumulatora lub do ładowania telefonu). Po prostu mam świadomość, że raz na rok trzeba urządzenie wyjąć z zestawu i zadbać o wbudowany akumulator (a przy okazji zawsze komplet baterii jest gdyby akumulator w urządzeniu padł).

        • Rafał M. napisał(a):

          Istnieje jeszcze coś takiego jak superkondensator (tak się nazywa). Używa się tego zamiast akumulatora. Zwykły elektrolityczny nie może być używany jako akumulator, bo ma za małą pojemność i szybko ulega samorozładowaniu.

          • Piotr napisał(a):

            Superkondansatory nie są montowane w tanich latarkach elektrycznych (takich na korbkę) z kilku powodów, moim zdaniem podstawowe z nich to:
            1) Około 5-krotnie gorszy stosunek pojemności do objętości niż typowych akumulatorów
            2) Konieczność zastosowania bardziej skomplikowanego układu sterującego niż w przypadku zwykłych akumulatorów (na superkondensatorze przy stałym poborze energii napięcie spada wykładniczo)
            3) Stosunkowo wysoka cena za jednostkę pojemności w porównaniu z typowymi akumulatorami.

            Podstawową zaletą superkondensatorów jest bardzo szybki czas ładowania i ogromna żywotność (liczona w dziesiątkach lat i w milionach cykli rozładowanie-ładowanie) ale akurat nie są to cechy jakie mają na uwadze producenci latarek 😀

  2. Rafał M. napisał(a):

    Ja się zmieściłem do butelki plastikowej około 0,21 litra. Taka piersiówka, tyle że z plastiku, z górną częścią na zawiasie w całości otwieraną i dodatkowo z nakrętką.
    Zapomniałem już co tam wsadziłem, zdaje się że:
    – Torebkę z nadmanganianem
    – Małe mydełko hotelowe w folii.
    – Zestaw do szycia (igła, kilka nitek, dwa guziki).
    – Kompas mały Silva, na mocnej przecenie kupiony bez karabińczyka (ludzie pokradli karabińczyki?), więc dałem do tego agrafkę do przypięcia.
    – Obcinacz do paznokci.
    – Szwajcarski scyzoryk, z ostrzem, otwieraczem do puszek i do butelek, korkociągiem, pincetą i wykałaczką, brakuje mu tylko piły.
    – Płaski gwizdek.
    – Zapalniczkę gazową na krzemień (można używać po wyczerpaniu gazu, jeśli zdejmie się metalową osłonkę).
    – Sznurek, chyba z 5 metrów, aby coś upchać od góry i nie grzechotało.
    – Zdaje się prezerwatywę.
    – Być może woreczek strunowy z kawałkiem mosiężnego drucika i dwoma haczykami na ryby z krótkimi żyłkami, ale nie jestem pewien, może tylko planowałem, nie chce mi się wyciągać.

    Planuję tam wsadzić jakąś nowiutką stuzłotówkę, na razie potrzebne mi są do czegoś innego (wydawania).

    Nie ma artykułów medycznych, bo są w oddzielnej, malutkiej płóciennej apteczce. Są drugie pod względem ważności, bo zranień przede wszystkim to trzeba unikać, później plasterek może nie pomóc.

    Latarka w razie czego jest w telefonie, podobnie jak radioodbiornik, a zamontowana karta microSD pełni funkcję pendriva z niektórymi plikami. W przypadku smartfona, mam miniaturową ładowarkę z microUSB, na wymienną fotograficzną bateryjkę litową (nie akumulatorek), w razie konieczności pozwala na jednorazowe naładowanie. Jeśli będzie potrzebna latarka, to zabiorę zwykłą, w telefonie jest awaryjnie.

    Chusteczki do nosa są w kieszeni.

    Dodatkowo, kieszonkowa parasolka, która po złożeniu ma kilkanaście centymetrów długości.
    Gdybym brał jakąś torbę, to do niej wrzuciłbym duży ręcznik lub polarowy koc.

  3. yamabushi napisał(a):

    lepiej jedna stowe czy 5 dwudziestek (tez moga byc nowe)… no i jakis bilon (czasami podkladka z 20 czy 50 groszy moze „d” uratowac)?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Informuj mnie o odpowiedziach poprzez e-mail. Możesz również subskrybować wpis bez zostawiania komentarza.

banner