Nierealne założenia (1)

W dzisiejszym materiale zajmiemy się kilkoma scenariuszami, które niektórzy z Was sobie wyobrażają. I nierealnymi założeniami, które niektórzy czynią w ramach przygotowań na trudne czasy.

Założenia te znajdują niekiedy odzwierciedlenie w komentarzach, jakie dostajemy. Kilka chciałbym na łamach tego wpisu zacytować i odnieść się do nich.

Zombie lenko
Dlaczego męczyć pozwolenie na broń jak można kupić czarnoprochowca bez zezwolenia, którym można podczas apokalipsy zdobyć broń na nabój zespolony ;)?

Na pierwszy rzut oka (i w pierwszej części) ten komentarz wydaje się rozsądny. Ale co tak naprawdę oznacza taki komentarz?

Oznacza, że kupię legalnie czarnoprochowca, a następnie użyję go, by zdobyć broń nowoczesną. Ale na co dokładnie przekłada się „zdobyć czarnoprochowcem broń na nabój zespolony”?

Od kogo będę mógł ją zdobyć? Od osoby, która taką broń ma już teraz.

W jaki sposób będę mógł ją zdobyć? Czy wystarczy posiadacza grzecznie poprosić o jej oddanie? Nie, z całą pewnością będę musiał zrobić mu krzywdę, albo przynajmniej go postraszyć.

Jak bardzo jest to ryzykowne? Jak duża jest szansa, że posiadacz tej broni będzie chciał się bronić? Skąd założenie, że mu się to nie uda?

Nawet jeśli zdobędę broń, to co z amunicją? Ile uda mi się jej zdobyć od kogoś, kogo zabiję, by ukraść mu pistolet?

Wreszcie — czy naprawdę jestem gotów kogoś zabić, by pozyskać broń palną, a nie jestem gotów wydać 2 500 złotych i poświęcić pół roku na pozwolenie na broń?

Inny komentarz, odnoszący się ogólnie do strategii przetrwania trudnych czasów, bardzo wysoko oceniany (ponad 50 łapek w górę na YouTube).

Barteekk_Money
czyli najlepiej jest zostać bandytą z 5 kolegami i siekierami xD

To podejście oznacza, że zamierzamy zdobywać potrzebne nam do przetrwania zasoby agresywnie, polując, a może i plądrując. A to jest po prostu głupie.

Po pierwsze, robienie ludziom krzywdy w celu pozyskania zasobów jest zwyczajnie złe i niemoralne. I wydaje mi się, że od tego trzeba byłoby zacząć. To jest najważniejsze i to powinno wystarczyć, by przestać w ogóle tymi kategoriami myśleć.

Po drugie, oznacza uzależnianie się od innych, od czego przecież przygotowując się na trudne czasy mamy odchodzić. Mamy radzić sobie sami, bez pomocy z zewnątrz, a nie być zależnym od tego, jaki zapas jedzenia ma sąsiad, którego uda nam się okraść.

Skoro wiemy, że generalnie nikt się nie przygotowuje na kryzysowe sytuacje i nikt nie robi zapasu żywności, to czy lepiej jest zrobić ten zapas samemu, czy zakładać, że w razie czego uda się go komuś ukraść?

Po trzecie, takie działania są nielegalne. I wcale nie jest powiedziane, że w kryzysowej sytuacji nie będzie żadnego wymiaru sprawiedliwości. O tym napiszę jeszcze nieco później.

Po czwarte, na każdego cwaniaka prędzej czy później znajdzie się większy cwaniak. I rabowanie prędzej czy później skończy się tragicznie także dla rabusia. A nasza filozofia przygotowań na trudne czasy ma zwiększać, a nie zmniejszać nasze bezpieczeństwo. Mamy unikać niepotrzebnego ryzyka, a nie samemu się pchać tam, gdzie może nam stać się krzywda.

I kolejny komentarz dotyczący broni i pozwoleń.

Krisgw 
Śmieszą mnie ludzie, którzy w kontekście przygotowań na trudne czasy martwią się brakiem pozwolenia na broń. W sytuacji, kiedy ludzie będą zmuszeni zdobywać pożywienie z siekierą w ręku nikt nie będzie o takie rzeczy pytał, a już na pewno nie zapyta o to tych pięciu drabów. Jeżeli ktoś koniecznie chce się zabezpieczyć przed taka sytuacją to zawsze może spróbować zdobyć broń w sposób nielegalny, po czym ukryć ją w sobie tylko znanym miejscu, aż do czasu, kiedy nadejdą trudne czasy.

Przy bardzo wielu okazjach mówiliśmy i pisaliśmy, że nie wolno w celu przygotowań na trudne czasy robić rzeczy nielegalnych. Że nie należy budować schronu bez pozwolenia na budowę, kupować nielegalnej broni ani zajmować się produkcją narkotyków albo spirytusu. Bo mamy działać tak, by POPRAWIAĆ a nie POGARSZAĆ nasze bezpieczeństwo.

Za nielegalne posiadanie broni, także kuszy, może wylądować w więzieniu na 8 lat. Gorąco zachęcam do zastanowienia się, jakie przełożenie na życie naszej rodziny będzie miał taki epizod, jak wpłynie na jej bezpieczeństwo, czy w ogóle na jej istnienie (wyrok więzienia często oznacza rozpad rodziny). Dlatego gdy słyszę i czytam o pomysłach na przykład kupowania wysyłkowego w Czechach kuszy, to aż mi się słabo robi.

Inna rzecz, że nielegalne posiadanie broni ma niewiele praktycznych korzyści nad posiadaniem jej legalnie. Bezpieczniejsze nie jest, to już powiedzieliśmy. Wiąże się z ryzykiem odsiadki, gdy służby jakoś trafią na nasz ślad. Gorzej będzie, gdy okaże się, że z tej broni ktoś wcześniej zginął, albo że została użyta w napadzie, bo wtedy pójdziemy siedzieć nie tylko za posiadanie, ale być może także za tamto przestępstwo. Nie oswoimy się z bronią i nie nauczymy się korzystać z naszego egzemplarza, bo nie możemy zabrać jej na strzelnicę. Jest problem z nabyciem amunicji, której przecież dobrze jest mieć dużo. Nie możemy jej użyć do samoobrony, bo od razu zostanie nam zabrana i dostaniemy wyrok za posiadanie.

Jest tylko jeden aspekt, który można uznać za zaletę — że nie widniejemy w żadnym państwowym rejestrze posiadaczy broni. Ale to lepiej rozwiązać kupując z drugiej ręki rewolwer czarnoprochowy, niż nielegalny pistolet.

Osobną kwestią jest jeszcze to, jak będzie wyglądać wymiar sprawiedliwości w czasach kryzysu. To wiąże się zarówno z nielegalnym posiadaniem broni jak i używaniem broni i przemocy do pozyskiwania zasobów.

Nie jest rozsądne zakładać, że wymiaru sprawiedliwości w ogóle nie będzie. Może rzeczywiście zabraknie policjantów, by przyłapać Cię na gorącym uczynku. Może nie będą w stanie Cię ścigać, bo będą mieć inne sprawy na głowie. Ale gdy sytuacja się uspokoi, mogą do Ciebie wrócić i przypomnieć Ci wszystkie przestępstwa.

Co więcej, w czasie na przykład wojny może być odwrotna sytuacja — nie mniej, a więcej służb. Godzina policyjna, wojsko na ulicach, przeszukania mieszkań, aresztowania i uliczne egzekucje. Znamy to doskonale z historii. W takich warunkach ta nielegalnie posiadana broń czy zatargi z okradzionym sąsiadem może skończyć się wyrokiem śmierci, a nie ośmiu lat w więzieniu.

Krzysztof Lis

Magister inżynier mechanik. Interesuje się odnawialnymi źródłami energii, biopaliwami i nowoczesnym survivalem.

Mogą Cię zainteresować także...

37 komentarzy

  1. Fomalhaut napisał(a):

    Komentarz zawarty w tym filmie jest najlepszym, bo najbardziej prawdziwym ze wszystkich Waszych filmów. Pozwala on uświadomić wielu z nas, w jakim stanie umysłu niektórzy funkcjonują i jakie działania rozpatrują jako podstawę przetrwania. Głupota w naszym społeczeństwie ma się niestety coraz lepiej – o czym świadczy między innymi mizerne zainteresowanie tematyką przygotowań na ewentualny kryzys czy wojnę. Ofiary Amber Gold ,czy numerów „na wnuczka” niestety mieszkają miedzy nami, tak samo jak idioci zamierzający napadać i rabować. Dziękuje za ten film i życzę dalszego trzymania dobrego poziomu.

  2. maniek napisał(a):

    Zobacz co sie dziwje w usa w st.zalanych.
    Rabunki, wlamania, walka o zywnosc!!!
    Przezywaja kolesie co maja zle zamiary…

    • Krzysztof Lis napisał(a):

      To ciekawe, bo w pierwszej kolejności przeżywają ci, którzy w porę opuszczą miejsce zagrożone atakiem żywiołu.

    • linkolm napisał(a):

      Gdyby mieli zabezpieczony zapas żywności i wody wielu z nich nawet nie pomyślało by o kradzieżach,a jak już zaczną to hamulce puszczają.Powódź się skończy i prawo się o nich upomni.

    • Piotr napisał(a):

      To zależy od stanu, na przykład w Texasie funkcjonują straże obywatelskie a ponieważ został tam ogłoszony stan klęski żywiołowej, to i z automatu na takim obszarze modyfikacji ulega prawo (każdy ma prawo strzelać do przestępcy bez ostrzeżenia). To o czym piszesz dotyczy stanu Floryda – zostali tam tylko rabusie (wykorzystując fakt, że reszta się ewakuowała) oraz ludzie nierozważni którzy zlekceważyli żywioł.

  3. czekan napisał(a):

    Jak ktoś ma ochotę posiadać broń podczas wojny, to warto sobie doczytać Konwencję Haską, a dokładnie „Załącznik do konwencji: Regulamin dotyczący praw i zwyczajów wojny lądowej
    ( Regulamin haski z 1907 r. ), Haga, 18 października 1907 r. ” sam początek oraz artykuł 23 o tym czego nie wolno robić. Konsekwencje nieprzestrzegania, to danie carte blanche okupantowi. Sądy w warunkach wojennych działają dużoooo sprawniej i są zdecydowanie mniej pobłażliwe, a i taryfikatory rosną.

    • linkolm napisał(a):

      Wychodzi na to,że jeżeli nie zamierzamy napadać i rabować to lepiej nielegalnej broni nie posiadać zwłaszcza podczas wojny.

    • Coyote napisał(a):

      Ta sama konwencja która zakazuje używania przeciwko celom żywym amunicji fragmentującej o masie pocisku poniżej 400 gram ?
      Ciekawie mają się do niej piguły do granatników podwieszanych i automatycznych 40 mm że o pospolitej 5.56 Nato nie wspomnę .
      „To wytyczne a nie żelazne reguły”
      Brudy typu Nangar Khel czy My Lai wywleka się tylko na polityczne zamówienie robiąc aferę z czegoś będącego wojenną normą .
      Jak okupant będzie chciał cię rozwalić to rozwali . Bo się gęba nie spodobała , bo się twoja kobieta spodobała , dla zabawy , przez przypadek itd .
      Jak będą ciśnięci przez górę to cykną fotę trupa z podrzuconą bronią .
      Jak nie to tylko jeden zneutralizowany rebeliant więcej .

  4. Pozyskiwacz. napisał(a):

    Też nie rozumiem dlaczego ludzie uważają że w przypadku jakiegoś kataklizmu prawo przestanie obowiązywać. Może przestanie obowiązywać prawo pisane-skodyfikowane . Ale prawo naturalne, zwyczajowe, powiedzmy nawet zwykła przyzwoitość może obowiązywać jeszcze bardziej.
    Pierwszy z brzegu przykład: jak dziś ktoś ukradnie worek ziemniaków z pola i nawet zostanie złapany to w najgorszym razie będzie musiał oddać ziemniaki i dostanie jakiś mandat (praktycznie to sprawa zostanie umorzona „ze względu na małą szkodliwość społeczną”), zresztą jak dziś ktoś spotka takiego złodzieja to pewnie zwyczajnie go pogoni i zapomni o sprawie.
    A teraz pomyślcie co by było w razie wojny, wybuchu superwulkanu czy innego kataklizmu – złapany złodziej ziemniaków w najlepszym razie dostał by ostry wpierd… , może skończył by ze złamaniami , co wobec utrudnionego dostępu do pomocy lekarskiej może się skończyć kalectwem lub nawet śmiercią.
    W najlepszym wypadku, bo wkurzeni ludzie mogli by go zwyczajnie zatłuc na miejscu.
    A co w przypadku poważniejszych przestępstw – zabójstw, gwałtów itp.? Myślicie że dalej była by sfora adwokatów, długi proces i odsiadka w celi ?
    Warto pomyśleć nad konsekwencjami swoich czynów , jak ktoś planuje żyć z rabunku i napadów.
    Zwróćcie uwagę jak wyglądało życie w czasach i okolicach gdzie prawo nie obejmowało wszystkich dziedzin życia tak jak dziś. Np. słynny „dziki zachód”. Wbrew obiegowych opiniom (nie opierajcie się na filmach, ale na historycznych faktach), było tam bardzo bezpiecznie. Fakt że czasami zdarzały się napady, ale stosunkowo niewiele, a drobnych przestępstw, np. kradzieży, nie było prawie wcale. Ludzie nie zamykali domów.
    Po prostu konsekwencje popełnienia przestępstwa były szybsze i znacznie brutalniejsze niż dziś.
    Wszystkim którym dziś nie chce się zrezygnować z piwa żeby kupić torebkę ryżu, a wyobrażają sobie że kataklizm wyzwoli w nich supermoce życzę szczęścia i na tyle łagodnego łomotu na początku żeby mieli szanse przemyśleć jeszcze raz swój plan na życie.

    • Piotr napisał(a):

      Zwykle nie dość że prawo nie przestaje obowiązywać, to jeszcze ulega zaostrzeniu (postępowanie uproszczone przed sądami polowymi/wojskowymi, przywrócenie kary śmierci itp.). No i prędzej czy później sytuacja się stabilizuje a przestępców wykorzystujących chwilowe zamieszanie stawia się przed sąd w pierwszej kolejności.

      • Krzysztof Lis napisał(a):

        Nawet jeśli nie trafią pod sąd, to się może okazać, że nie będą mieć później normalnego życia w społeczności.

        Lars pokazał taki przypadek opisując strajk generalny w Danii, jaki dotknął wyspę, na której wtedy mieszkał:
        http://domowy-survival.pl/2016/04/strajk-generalny-danii/

        Szkoda, że zapomniałem o tym wspomnieć na filmie. :/

      • Rafał M. napisał(a):

        Prawo przestanie obowiązywać tylko w przypadku jakiegoś całkowitego załamania cywilizacji na bardzo dużym obszarze. Ale nie w przypadku okupacji, okupant sam ustanowi prawo.

        Jednak taki chaos postcywilizacyjny nie potrwa długo, zaraz jakiś przebiegły osiłek zacznie od mieszkańców zbierać haracz „za ochronę” przed innymi osiłkami. Czyli de facto zostanie królem i będzie pobierał podatki, wykształcą się elementy państwowości oraz administracji.
        Bo tak właśnie powstawały państwa.
        Później sąsiedni osiłkowie prowadzili wojny między sobą, aby zwiększyć obszar własnej jurysdykcji, pobierać podatki od większej ilości ludzi. I w ten sposób powstawały imperia.

    • Coyote napisał(a):

      Trochę przegięcia w drugą stronę . Żeby się nie kłócić jak ten nieszczęsny dziki zachód był naprawdę dziki ( i gdzie , inaczej bogate , stateczne miasteczko inaczej duży obóz poszukiwaczy złota a jeszcze co innego slumsy dużych miast )
      Tam gdzie każdy każdego zna bandytyzm rzeczywiście może się skończyć źle i szybko . Kamery telefonów Afrykanów i Latynosów nie raz to uwieczniają .
      Ale w dotkniętym kataklizmem dużym mieście gdzie ludzie z jednej klatki schodowej się nie znają ? Nie jeden może być przeświadczony że jak go za rękę nie złapią to w ogóle . Zwłaszcza gdy takich jak on jest więcej jeszcze bardziej mącąc wodę i utrudniając ściganie w anonimowej masie .

      Nie znaczy to że małe społeczności będą praworządne .
      W czasie wojny nie brakowało sytuacji że kilku zbirów terroryzowało okolicę . Kradli , gwałcili , zabili bo ktoś krzywo spojrzał itd.
      A mieszkańcy nie robili nic . Kilkaset albo i nawet kilka tysięcy ludzi bało się trzech czy czterech zapijaczonych ryjów . I trwało z reguły aż partyzanci nie przysłali garstki chłopaków żeby zrobili porządek z dziadami psującymi leśnym opinie . Ci rozwiązywali problem błyskawicznie .

      Podobnie sprawa Wołynia . Zdarzało się że kilkudziesięciu banderowców wyżynało kilkuset osobową wieś . Zganiali ludzi w jedno miejsce , najpierw zabijali kobiety i dzieci na oczach mężczyzn a potem po kolei ich zarzynali jak bezwolne owce . Zero jakiegokolwiek oporu czy walki o życie swoje czy bliskich aż ostrze nie dotknęło gardła .

      A kilka dni później ta sama banda mogła połamać zęby na chutorze zamieszkanym przez parę rodzin . Bo witały ich kule wystrzelone żeby zabić .

      Prawo naturalne świetnie działa wśród jakiś koczowników czy innych syberyjskich myśliwych . Zbir ma pod górkę bo łatwych ofiar brak , same cwane , bezlitosne szakale .
      Opłaca się być honorowym i sobie pomagać .

      Prawo naturalne owiec to wygoda i zwalanie odpowiedzialności na innych . Nawet stadem nie są tylko masą gdzie jedna drugiej sra na żarcie z bezmyślności czy złośliwości . Wells w „Wehikule czasu” pokazał do jakiej degeneracji może to prowadzić .

      W skrócie ? Durnowatych enoli jest tylu że zapewnią świetny żer bandyckiej populacji . Więc normalnym ludziom szczęścia , naboi i siły w rękach żeby sobie z tym dziadostwem radzić .

  5. szlama25 napisał(a):

    Witam, Wszystko to jest teoria i niech tak zostanie.
    Wszyscy jesteśmy mocni teoretycznie i tak też niech zostanie.
    Oby czas próby praktycznej nigdy nie nadszedł!

  6. Maciej napisał(a):

    Ni jak nie rozumiem fascynacji rejestrowaną bronią przykład stanu wojennego pokazuje, że w ciągu paru dni służby odebrały wszystko włącznie z wiatrówkami i to w czasach znacznie mniej zinformatyzowanych – posiadanie bzdura. Z bronią bez rejestracji jest jeszcze gorzej sprawiamy sobie ciężkie czasy już i na miejscu . Nielegalne nabycie związane ze sporą możliwością odsiadki. Przechowywanie nawet w ścisłej tajemnicy możliwość odsiadki. Użycie murowana długa odsiadka. Więc bryndza. Teraz rodzi się pytanie na jakie trudne czasy jest nam ona potrzebna. Współczesna wojna w naszym położeniu geograficznym mamy pozamiatane i ze swoją pukawką raczej niewiele dokonamy. Obrona osobista też raczej odpada w takich sytuacjach opcja 1 na 1 będzie pomijalnie rzadka więc odpada celowo pomijam to czy psychicznie jesteśmy w stanie kogoś zabić. Wojna nie więc w jakich przypadkach potrzebujemy broni. Kryzys gospodarczy na wielką skalę – nie . Utrata pracy – zdecydowanie nie . Jest natomiast wiele sytuacji , w których posiadanie broni przeszkadza np. ewakuacja przekroczenie granicy z bronią to raczej głupi pomysł. Konieczność dokładnego zabezpieczenia broni podczas dłuższych wyjazdów. Odnawianie prawa do jej posiadania. Moim zdaniem zdecydowanie więcej kłopotów niż korzyści. W 100% zgadzam się z autorem że działania poza obowiązującym prawem są skrajnie głupie

    • Fomalhaut napisał(a):

      Choć napisałeś wiele prawdy w swojej wypowiedzi to jednak częściowo się z nią nie zgadzam. Tzw. wojna to nie tylko przemarsze wrogich armii. To w większości strefy okupowane i obszary chaosu po przejściu linii frontu. To też wszelkiego rodzaju zielone ludziki i „grupy zbrojne”, dezerterzy i maruderzy. To szaber, rabunek , plądrowanie i prywatne porachunki „za winy sprzed wojny”. Nikt przy zdrowych zmysłach nie zamierza użyć broni prywatnej, zwłaszcza krótkiej do walki z jakąś tam armią. To samobójstwo. Chodzi raczej o możliwość obronienia swoich najbliższych i zasobów w razie takiego zagrożenia. Sprawa konfiskaty nie koniecznie musi wyglądać tak jak w stanie wojennym – wtedy nie było de facto wojny ,a jedynie stan wyjątkowy i komunistyczny zamordyzm. A i tak połowa tzw. „trepów” waliła w gacie. W razie realnej współczesnej wojny na obszarze nizinnym jak Polska mamy chaos po 10, może 48 godzinach. Telewizja nie będzie działać, Brak prądu, zniszczone rozgłośnie, maszty i serwery internetowe. Jak powiadomisz obywateli by oddawali broń ? Będą urzędasy rozlepiać ulotki ? kto je wydrukuje i kiedy ? Kto przyjdzie do domu (przy zdrowych zmysłach) i zechce szukać u Kowalskiego broni ? A jak Kowalski ma 4 braci i zechcą nie oddać 8 Remingtonów ?
      Jak masz broń zawsze możesz ją zniszczyć lub ukryć, gdy jest to korzystniejsze. Gdy nie masz – nie masz szansy na własną decyzję.

      • Rafał M. napisał(a):

        Bywały wojny w Polsce i ludzie nie miewali wtedy broni, jakoś przeżyli.
        Paradoksalnie, podczas wojny najgorszą rzeczą jaka może się przytrafić, to zaciekła obrona przez własne wojska, przebywające gdzieś w pobliżu. Wtedy bomby i cegły spadają na głowę.
        Jak front będzie gdzie indziej, to w zasadzie niewiele się zmienia w życiu codziennym. Okupant co najwyżej wymieni kilku najwyższych urzędników, albo odbędzie poważną przyjacielską rozmowę z prezydentem miasta, czy kto w okolicy rządził. Reszta urzędników zostanie ta sama, policjanci ci sami, sędziowie ci sami, firmy nadal będą w mniejszym lub większym zakresie funkcjonować, nie pójście mieszkańca do pracy może bardzo się nie podobać nowej administracji okupacyjnej.

        Wojny wybuchają w dwóch celach:
        1. Przejęcie terenu i włączenie go do swojego państwa.
        2. Rabunek.

        Przejęcie, okupacja, oznacza tylko wymianę rządu i paru kierowników urzędów, nie niszczy się czegoś co chce się mieć.
        Przykład z Krymem.
        Okupacja hitlerowska była gorsza, ale to kwestia rasistowskiej ideologii, uzasadniającej uczynienie z Polaków niewolników. Dzisiaj już nie potrzeba niewolników, są maszyny, coraz bardziej inteligentne i wszystkie państwa zmagają się z rosnącym problemem bezrobocia. Podczas okupacji hitlerowskiej jak najbardziej działały instytucje państwowe i wymiar sprawiedliwości, nie można było sobie chodzić po ulicach i napadać ludzi, wręcz to było utrudnione bardziej niż zwykle, ze względu na częste wojskowe patrole.

        Natomiast rabunek ostatnio jest dokonywany głównie na surowcach. Polska takowych nie ma, które warto byłoby rabować.
        A rabować prywatnych rzeczy zwykłych ludzi po prostu się nie opłaca, współczesna broń jest na to zbyt droga, taniej byłoby sobie kupić podobną rzecz niż wysyłać armię by zabrała na przykład telewizory i laptopy. W dawnych czasach rabunkowe wyprawy wojenne były dużo powszechniejsze.
        Natomiast nie rabuje się

  7. Rafał M. napisał(a):

    Zależy o jakie nielegalne działania chodzi.
    Bo sam osobiście zaryzykowałbym budowę schronu bez pozwolenia na budowę. Jeśli to byłby schron zamaskowany, podziemny, niewidoczny dla urzędników. W razie „wpadki” to co urzędnicy zrobią? Wykopią, czy zasypią? Trudno zburzyć coś, co jest pod ziemią 🙂
    Jak do środka wejdą w ogóle, żeby zobaczyć co to jest?

    Jednak co do nielegalnej broni, to tu kaliber (że tak to ujmę) przestępstwa jest dużo poważniejszy. Tu sądy mogą się nie patyczkować.
    W życiu należy unikać posiadania nielegalnej broni palnej i nielegalnych programów komputerowych.
    Z bronią jest duże ryzyko wpadki, jeśli ktoś „życzliwy” powiadomi policję, to z pewnością oni to sprawdzą, przeszukają mieszkanie i będzie problem. Z tego powodu paradoksalnie przestępcy w Polsce też unikają nielegalnej broni, za broń dostaliby wyższy wyrok niż za przestępstwo.
    Fakt posiadania nielegalnej broni trzeba byłoby trzymać w tajemnicy przed wszystkimi, włącznie z rodziną (np. dziecko może się wygadać w szkole kolegom, żona może się na coś obrazić itp. sytuacje).
    Na co dzień w samoobronie też nie można by takiej nosić, bo jeśli ktokolwiek zauważy i powiadomi policję, ci natychmiast przyjeżdżają i sprawdzają.

    Dlatego wspomniałem również o nielegalnych programach komputerowych. Przy każdej rewizji domu, z jakiejkolwiek przyczyny by nie była, to policja też rutynowo sprawdza zawartość komputera, a może znajdzie się jakiś hak.
    Dobrze byłoby też zaszyfrować dysk twardy, niech się męczą 🙂
    Teraz jest tyle tańszych lub darmowych zamienników programów, że nie ma sensu ryzykować.

    Jakiekolwiek plany wchodzenia w konfliktowe sytuacje z kimkolwiek faktycznie są głupie. Pomijając narkomanów na głodzie, ludzie nieprowokowani zazwyczaj nie są groźni, ale jeśli się ich sprowokuje do obrony własnym atakiem, to można się nieźle naciąć. Głupotą jest właśnie przecenianie siebie i niedocenianie innych.
    Zawodowi rabusie, że tak to ujmę, intuicyjnie rozpoznają, która ofiara może mieć coś cennego i nie będzie stawiać oporu (widać po wyglądzie, zachowaniu, gestach, spojrzeniu), aby zminimalizować ryzyko i zmaksymalizować zyski.
    W sytuacji apokaliptycznej wyobrażam sobie, że ktoś opierający swoje przetrwanie na rabunku nie będzie w ten sposób wybrzydzał, będzie atakować osoby które mają coś, co mu się przyda, na które przypadkiem się natknie. I przypadkiem się może okazać, że ktoś taki ma ukrytą broń palną, albo chociaż nóż, albo ma uzbrojonych znajomych w pobliżu, albo ma rodzinę lub znajomych którzy będą chcieli dokonać zemsty.
    Jest jeszcze taka kwestia, że rabuś będzie musiał szukać towarzystwa innych rabusiów, gdyż „normalni” ludzie będą go unikać, po prostu będą się bać mieć kogoś takiego w swoich szeregach. A światek przestępczy jest dosyć brutalny, rządzi się własnymi zasadami. Taki wspólnik od rabunku może na przykład w nocy poderżnąć gardło i uciec z fantami, bo co się będzie dzielił.

    • Krzysztof Lis napisał(a):

      Jak Ty chcesz ukryć ten schron to ja nie wiem, skoro na zdjęciach satelitarnych LIDAR to każdą większą nierówność terenu widać jak na dłoni…

      • Piotr napisał(a):

        Do tego wojsko rutynowo korzysta teraz z dronów mających na pokładzie z radary z syntetyczną aperturą (tzw. nano-SAR) – nawet polskie wojsko ma od dziesięciu lat drony z takimi radarami, więc tym bardziej będzie je miał bardziej zmilitaryzowany potencjalny okupant. Na takim radarze, to nawet widać że powiedzmy kilkanaście godzin temu drogą gruntową czy łąką przejechał jakiś pojazd (na przykład robi się zdjęcia co 48 lub 72h i porównuje odbicie radarowe, przejazd pojazdem naruszy spójność „murawy” i mimo że na przykład trawa się wyprostuje i gołym okiem nie będzie widać śladu, to na obrazie radarowym będzie widać ślad – a zrobienie obrazu różnicowego zdjęć sprzed 48h i obecnego pozwala stwierdzić, czy ślad jest stary czy nowy). Takimi radarami wykrywa się właśnie bunkry, schrony, okopy, jakieś działalności „partyzantki leśnej” itp.
        Czasy się „trochę” zmieniły, na przykład latające stacje zwiadu elektronicznego (takie jak AWACS) są w stanie w czasie rzeczywistym robić mapy gęstości zaludnienia w promieniu około 140km na podstawie… sygnałów jakie generują telefony komórkowe 😉

  8. Dziad z lasu napisał(a):

    @Rafał M.:
    „Bo sam osobiście zaryzykowałbym budowę schronu bez pozwolenia na budowę. Jeśli to byłby schron zamaskowany, podziemny, niewidoczny dla urzędników. W razie „wpadki” to co urzędnicy zrobią? Wykopią, czy zasypią? Trudno zburzyć coś, co jest pod ziemią
    Jak do środka wejdą w ogóle, żeby zobaczyć co to jest?”
    Schronu, czy ziemianki, nie wykonasz w jedną noc. A wystarczy jeden „życzliwy”, któremu będzie się chciało zawiadomić PINB o prowadzonych u ciebie bez pozwolenia robotach budowlanych, żebyś miał kłopoty. Niekoniecznie zaraz jakiś armageddon, być może nawet mógłbyś ową budowlę sobie zachować – to zależy od terenu (czy jest MPZP, a jeśli tak, to z jakimi ograniczeniami). Nawet jednak jeśli będziesz mógł przeprowadzić legalizację, to na początek prawie na pewno dostaniesz grzywnę, i to dość dotkliwą (szczegóły masz w Prawie budowlanym, warto się zapoznać). Legalizacja to też nie bułka z masłem (mapy, ekspertyza wykonanych robót, projekt), a do kosztów trzeba jeszcze doliczyć upierdliwe i niezajmujące pięciu minut bieganie po urzędach.
    A coś, co pod ziemią, zburzyć wcale nie jest trudno. Poza tym to nie urzędnik, który w razie czego po prostu wręczy ci nakaz rozbiórki , a ty będziesz się martwił, jak to przeprowadzić. No i, oczywiście, rozbiórka na twój koszt. Nabroiłeś, to ponosisz konsekwencje.
    A do środka wejdą normalnie, PINB jest w prawie przeprowadzić kontrolę zawsze i wszędzie (oczywiście o terminie kontroli cię zawiadomią).
    Samowole się oczywiście zdarzają – najczęściej z czystej głupoty – a później jest płacz. Jak pisałem, wystarczy jeden „życzliwy” – to, że ktoś dobrze żyje z sąsiadami, nie znaczy, że tak będzie zawsze.

    • ansuz napisał(a):

      Dziad z lasu: „Nabroiłeś, to ponosisz konsekwencje.”

      Bez urazy kolego, nie bierz tego do siebie, ale gdy czytam takie słowa w kontekście wybudowania schronu na WŁASNEJ ziemi to aż powieka mi drga, myśląc o tym z sowietyzowanym narodzie znad Wisły, narodzie pełnym zniewolonych Homo Sovieticus.

      Szanuję cudzą własność i własność publiczną, bardziej niż nawet nakazuje prawo, ale nigdy nie proszę urzędasów o jakiejkolwiek pozwolenie prac na WŁASNEJ ziemi! Nawet gdybym z automatu, od ręki dostawał pozwolenia na wszystko, to nie będę o to prosił, gdyż byłoby to poniżej mojej godności. Żyję tak od naprawdę wielu lat, nikomu nie zawadzam, ale mam honor, poczucie własnej godności i nie skomlę o pozwolenia dysponowaniem moją własnością. Dopóki nie grozi mi „ostrzegawcza” kula w potylicę to po prostu olewam ich, oraz ich ewentualne kary…

      Bez urazy, ale sami z siebie zrobiliście niewolników systemu, sami dobrowolnie wyciągacie ręce, aby założyli Wam kajdany i podstawiacie nogi aby Was spętali. Jak można tak żyć???

      • Dziad z lasu napisał(a):

        Szambo też wylewasz tuż pod płotem, nie bacząc na studnię sąsiada, bo przecież wylewasz na własnej ziemi? W piecu palisz starymi gumofilcami, bo i piec, i gumofilce twoje? Zmieniając olej w samochodzie, zlewasz zużyty pod drzewko, bo to wszystko twoje? Albo zamieniasz działkę w skład złomu lub innych przydasiów, bo u siebie możesz robić co chcesz?
        Doprawdy, nie zazdroszczę twoim sąsiadom.
        Akurat prawo budowlane mamy dość zdroworozsądkowe i wcale nie najgorsze (co nie oznacza, że nie ma czego poprawiać, bo wiele takich obszarów by się znalazło).
        Niezależnie od tego, jak wysoko nosisz swoją godność, nieprzestrzeganie prawa, w tym tego dotyczącego zagospodarowania przestrzennego (własność zawsze jest ograniczona, czy ci się to podoba, czy nie – nigdy nie żyjesz w pustce, lecz w społeczeństwie), może ją w pewnych okolicznościach skutecznie sprowadzić do parteru, i nie trzeba do tego żadnego „W”.
        A skoro nie podoba ci się prawo – dąż do jego zmiany.
        I zechciej łaskawie zrezygnować ze stawiania się poza nawiasem, bo to, delikatnie mówiąc, niegrzeczne. Nie jesteś jakimś nadludzkim demiurgiem, lecz takim samym człowiekiem jak inni, też należysz do owych „Wam”.

        • Coyote napisał(a):

          A co ci do tego że sąsiad ziemiankę wykopał albo ma na posesji cztery wraki samochodów na części czy inne żelastwo „przydasie” ?
          Jego teren i JEGO sprawa jak długo to nie oddziałuje fizycznie na twój teren . Typu zatrucie wód gruntowych po przeróbce starej studni na szambo .
          Jak jedynie podwórko sąsiada rani wysublimowane poczucie estetyki to sobie wysoki płot postaw albo rząd iglaków zasadź .

          Nie ma większego upierdliwca we wsi niż nowobogacki którego dupa boli jak sąsiedzi jadą maszynami na pole bo hałas i kurzą , świnie śmierdzą a Bizon za płotem straszy .

          • Dziad z lasu napisał(a):

            Coyote:
            „Jego teren i JEGO sprawa jak długo to nie oddziałuje fizycznie na twój teren .”
            To, co kto robi u siebie, ZAWSZE odziałuje na sąsiedztwo, kwestią jest jedynie, w jakim stopniu. To wszystko zależy od bardzo wielu czynników (odległości, ukształtowanie terenu, zagęszczenie zabudowy itp.).
            A czemu tylko fizycznie? A spadek wartości twojej ziemi spowodowany uciążliwym sąsiedztwem to nic?

            „Nie ma większego upierdliwca we wsi niż nowobogacki którego dupa boli jak sąsiedzi jadą maszynami na pole bo hałas i kurzą , świnie śmierdzą a Bizon za płotem straszy.”
            Ależ oczywiście, że jest – zasiedziały cham, który nie widzi dalej, niż czubek własnego nosa, i, dla przykładu, zasypuje rów melioracyjny, który biegnie przez jego ziemię.
            Tylko jakie to ma znaczenie w kontekście „co mi grozi, gdy wybuduję sobie schron bez papierów”?
            Ansuz twierdzi, że przestrzeganie prawa budowlanego, nakładającego ograniczenia w dysponowaniu własną nieruchomością, to objaw zsowietyzowania (a takie stawianie się poza nawias, jakie prezentuje, to już niby nie?). A ja napiszę, w pełni zgadzając się z Krzysztofem, że nieuwzględnianie obowiązującego prawa w przygotowaniach na różne zdarzenia, opieranie swojego bezpieczeństwa na działaniach nielegalnych obecnie, jest bezsensowne. Bo czym się różni budowa schronu na dziko od nielegalnego posiadania broni? Niczym. I to, i to może ewentualnie uratować życie, ale też jedno i drugie może sprowadzić kłopoty.
            Prawo trzeba znać, choćby po to, by mieć świadomość konsekwencji w razie gdy zajdzie konieczność (cóż, zdarza się) jego przekroczenia.
            I to też powinien być element przygotowań, który może się bardzo przydać choćby po to, by nie dać się wpuścić w maliny podczas kupowania ziemi, na której chciałoby się ów schron wybudować.

          • Coyote napisał(a):

            Jak sobie taki @ Ansuz czy @ Rafał M wybuduje na dziko schron przy okazji innych prac ziemnych czy budowlanych to figę wypatrzy wielki brat dronami (technofilom przypominam że w Polsce mało gdzie jest zachowana ciągłość warstw gruntu) , inspektor budowlany czy nawet „życzliwy” sąsiad znający drogę do PINB na pamięć bo biegał tam co chwila w sprawie że „chamy mają czelność fasady na inny kolor malować i dachy pod innym kątem mieć! ” . Jak długo nie chlapnie sam przy kim nie trzeba to jest bezpieczny choćby sobie miniaturkę Củ Chi wyrył . A co dopiero np: nadliczbowy zbiornik na szambo czy zakopana karoseria busa .
            Nie wspominając że jeszcze muszą znaleźć wejście 😀
            Trochę dużo zachodu jak na marginalną szkodliwość społeczną czynu .

            Aż chwilami człowiek podejrzewa czy półświatek nie bruździ bo w razie „W” chcą mieć wszystko na tacy . A tu „frajery” się zbroją i ryją jakieś nory pod ziemią jak za okupacji .
            Więc za wszelką cenę trzeba ich przekonywać że to niepotrzebne i szkodliwe !
            Sam bym tak robił na ich miejscu .

            To że z „życzliwym” nikt się jedzeniem czy paliwem nie podzieli , ani nikogo nie będą obchodzić krzyki z jego domu jest osobnym tematem .
            „Ot , doigrała się menda” jedynie stwierdzą .

        • ansuz napisał(a):

          Nie dam się wciągnąć w tę erystykę.
          Wymyślasz jakieś brednie, obwiniasz mnie o nie i oczekujesz, że będę się bronił? :))

        • ansuz napisał(a):

          Dziad z lasu :
          „Akurat prawo budowlane mamy dość zdroworozsądkowe i wcale nie najgorsze”

          Homo Sovieticus o jakimś bandycie z NKWD:
          „Mógł zabić, ale tylko wybił wszystkie zęby”

  9. ansuz napisał(a):

    Co jest więcej warte, poczucie przestrzegania absurdalnego prawa, czy życie własne i swojej rodziny?

    – Spacerujecie nocą nad brzegiem morza (albo na rzeką, stawem lub w parku) a pewnym momencie kilku bandytów napada Was. Ciebie biją do nieprzytomności i krępują a gdy odzyskujesz przytomność, widzisz jak gwałcą twoja kobietę. NIEMOŻLIWE W CYWILIZOWANYM ŚWIECIE?

    – Pewnej nocy włamują się do Waszego domu drobni przestępcy, chcą tylko okraść pusty dom. Jednak jesteś w domu. Budzą Cie hałasy, wstajesz, zaskakujesz ich. Jeden z nich calkowicie przypadkowo przecina Ci tętnicę nożem. Nie zamierzał Cię poważnie skrzywdzić, ale to nie ma znaczenia, ponieważ za kilka minut będziesz juz trupem. NIEMOŻLIWE W CYWILIZOWANYM ŚWIECIE?

    Każdy z Was (i tchórze i odważni), przeciętnie ma 80 lat życia na tym świecie a tylko od Was zależy w jakiej pozycji spędzicie te 80 lat.

    • Krzysztof Lis napisał(a):

      Czy ten komentarz się odnosi do tego, co powiedziałem na filmie?

      • ansuz napisał(a):

        Nie, to raczej to polemika z komentarzami czytelników bloga, którzy zrzucają na system odpowiedzialność za bezpieczeństwo własne i rodziny, tłumacząc się tym, że system nie pozwala posiadać broni.

      • ansuz napisał(a):

        Ty Krzysztofie w swoim filmie odnosiłeś się do postów dzieciarni, dla której wojna, rabowanie i zabijanie to jedynie abstrakcyjna fantazja z kreskówek. Być może wśród nich było kilku, amoralnych, potencjalnych bandytów przed którymi muszę za wszelką cenę obronić siebie i własną rodzinę.

        Dorośli ludzi, którzy we własnym sumieniu dopuszczają możliwość odbierania życia bezbronnym, nie zasługują na połajanki w filmach, tylko na bezwzględną eksterminację, ponieważ brak im cech ludzkich a wiec nie mają żadnych praw człowieka. Amen

        • Krzysztof Lis napisał(a):

          Dzięki za uzupełnienie. Wydaje mi się, że w dużej mierze się zgadzamy.

          Ja też nie chcę, żeby ludzie uzależniali swoje bezpieczeństwo, czy w ogóle szerzej — przeżycie — od państwa i jego systemów. Chcę, by byli w stanie wziąć sprawy w swoje ręce i nie musieli czekać na przyjazd policji, gdy tej nie będzie.

          W każdym społeczeństwie jest jakiś procent ludzi ze skłonnościami do popełniania przestępstw. Jest też procent takich, którzy dziś nie robią nic złego, bo boją się konsekwencji, a gdy konsekwencje znikną, zaczną robić krzywdę innym ludziom. Myślę, że to z tej grupy rekrutują się np. szabrownicy, okradający sklepy w razie braku prądu czy domy ludzi, którzy ewakuowali się przed powodzią.

          I teraz oznacza to dwie sprawy.

          Po pierwsze, trzeba być przygotowanym na to, że takich ludzi będzie więcej.

          Po drugie, że jest pokusa by samemu to właśnie postępować. A ja tym filmem chciałem pokazać, że nawet jakby nie patrzeć w ogóle na aspekt moralny i prawny, to takie podejście jest zwyczajnie GŁUPIE, bo wcale nie zwiększa szans przetrwania trudnych czasów.

    • Dziad z lasu napisał(a):

      To co proponujesz? Na wszelki wypadek każdego, kto zbliży się do ciebie, twojej rodziny lub jakiegokolwiek składnika majątku na mniej niż 1,5 m bez białej flagi, profilaktycznie postrzelisz w kolano ze swojego czarnoprochowca?
      I tym sposobem doszliśmy dzięki ansuzowi do konkluzji, że konieczność przestrzegania prawa budowlanego stanowi zagrożenie życia i zdrowia. To nie godność i honor, lecz paranoja.

      • ansuz napisał(a):

        NICZEGO WAM NIE PROPONUJĘ! DO NICZEGO NIE NAMAWIAM!

        Potrzebujesz wykładni jak samodzielnie i godnie żyć? Ja robię swoje w moim WŁASNYM lesie a Wy róbcie swoje. Jedynie przedstawiłem własną opinię na temat moralności, prawa własności, odwagi, tchórzostwa, odpowiedzialności i zaradności. Każdy z Was powinien samodzielnie, we własnym sumieniu rozstrzygnąć ten dylemat moralny i nie oczekiwać od innych procedur na życie.

        (Ja tez jestem „dziadem” z lasu)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Informuj mnie o odpowiedziach poprzez e-mail. Możesz również subskrybować wpis bez zostawiania komentarza.

banner