Praca i emerytura, czyli nowoczesne niewolnictwo

Po ostatnich zmianach w systemie emerytalnym doszedłem do wniosku, że pracowanie przez całe życie tylko po to, by w wieku 67 lat doczekać głodowej emerytury, jest oznaką głupoty. Bo taki układ to nic innego, jak nowoczesne niewolnictwo.

Przez całe życie pracujemy na państwo, by zasłużyć na odpoczynek na emeryturze. Szkoda, że odpoczywać będziemy w kiepskich warunkach (za naprawdę niewielkie pieniądze), w kiepskim zdrowiu (bo przecież pod koniec życia) i przez bardzo krótki czas (bo Polak statystycznie  umiera w wieku ok. 71 lat).

Już nie wspomnę, że liczenie na emeryturę od państwa też nie jest najmądrzejsze. Wiadomo przecież, że ten, kto umie liczyć, liczy na siebie. Oczekiwanie, że państwo zaspokoi wszystkie nasze potrzeby lepiej, niż my sami byśmy to zrobili, jest naiwne. Dotyczy to też emerytury.

Co więc trzeba robić?

Po pierwsze, samodzielnie odkładać pieniądze na emeryturę.

Po drugie, szukać dodatkowych metod zarobienia na życie. Kto wie, może z takich metod docelowo uda się nam zbudować własny biznes? Własna firma daje też możliwość zwiększenia realnej płacy, nawet przy współpracy tylko z jednym pracodawcą-klientem.

Po trzecie, żyć oszczędniej.

Po czwarte, unikać kredytów hipotecznych, które podnoszą realny koszt inwestycji dwu- lub trzykrotnie, czyniąc z nas niewolnika banksterów.

Po piąte, zwolnić tempo życia i wygospodarować więcej czasu na odpoczynek już wtedy, gdy jesteśmy młodzi.

Bo kiedy mamy realizować swoje marzenia o podróżach po całym świecie, wyścigach samochodowych, czy uprawianiu własnego ogródka? Na emeryturze przecież nie będziemy mieć na to ani zdrowia, ani pieniędzy!

O ile w ogóle nasze pieniądze odłożone na emeryturę nie zostaną przez państwo wykorzystane w czasie kryzysu na potrzebniejsze rzeczy, np. przywileje dla służb mundurowych czy rolników.

Krzysztof Lis

Magister inżynier mechanik. Interesuje się odnawialnymi źródłami energii, biopaliwami i nowoczesnym survivalem.

Mogą Cię zainteresować także...

18 komentarzy

  1. mst napisał(a):

    Niestety, prawda dość podstawowa i bardzo na czasie. Umiesz liczyć, licz na siebie. Trzeba się pod tym podpisać w 100%. Z drugiej strony trzeba nauczyć się żyć korzystając z możliwości jakie daje nam otoczenie. I nie chodzi tutaj tylko o środowisko naturalne, ale i społeczne. Swoją drogą istotne jest poznanie zasad, które realnie rządzą otaczającym światem. Znając zasady, można znaleźć sposób na ich obejście.

  2. Lech Baczyński napisał(a):

    A może „państwo ma mi dać odpoczynek” to złe podejście? W Japonii o ile wiem jest takie pojęcie jak przydatność człowieka dla społeczeństwa (dla innych ludzi). Ludzie nie pytają się kto im da emeryturę, tylko czy są przydatni dla innych – dlatego pracują nawet do końca życia.

    • Krzysztof Lis napisał(a):

      W ogóle podejście „państwo ma mi dać” jest złe.

      A jeśli chodzi o pracę po to, by być użytecznym, to mam zupełnie inne podejście. Ale ja jestem trochę dziwny, nie lubię pracy, traktuję ją tylko jako zło konieczne…

      • Jura napisał(a):

        ufff…A ja myślałem, że jestem jedyny, który potrafi się do takiego światopoglądu przyznać publicznie.

  3. wolfshadow napisał(a):

    Problem tkwi w całym systemie, który jest dziurawy i przez to nie potrafi efektywnie wykorzystać tego co do niego oddajemy.
    Otwarcie w Polsce działalności gospodarczej wbrew pozorom jest dołożeniem sobie problemów i wydatków. No chyba, że pracować będziemy na takiej zasadzie jak „spółka”, którą obserwuję jeżdżąc nowo wybudowaną obwodnicą mojego miasta. Panowie wyczaili miejsce gdzie podczas niwelowania terenu odsłoniła się warstwa węglonośna i uruchomili całkiem dobrze prosperujący biedaszyb. Zamaskowali go od strony drogi, gałęziami ale i tak po 1,5 miesiąca pracy, odwiedziła ich policja. Na kilka dni prace zamarły a szybik był ogrodzony taśmą. Po poprawieniu „maskowania” prace ruszyły na nowo. 😀 Niestety, najprawdopodobniej cały wypracowany zysk pójdzie na „przelew”.

    Inny sposób na życie. Wczoraj zapukał do mych drzwi człowiek. Ubrany schludnie, z reklamówką w ręce. Prosił o pomoc żywnościową. Na pytanie dlaczego nie korzysta z pomocy socjalnej czy instytucji charytatywnych odpowiedział iż nie chce być na garnuszku społeczeństwa (a ja to niby co jak nie element społeczeństwa!?).
    Polazłem do szafki z podręcznymi zapasami i zabrałem woreczek grochu łuskanego. Gość go prawie otrzymał. Prawie. Poczułem od niego alkohol. Nie piwo ale wódę. W tym momencie stracił na wiarygodności.
    Woreczek powędrował na powrót do szafki a facet po rzuceniu niedopowiedzianej groźby pod moim adresem poszedł szukać innych naiwnych.
    Nienawidzę pasożytów pod każdą postacią.

    • Ciek napisał(a):

      System nie jest dziurawy, Wilku. Jest to najzwyklejsza w świecie piramida finansowa, która świetnie sobie radzi jak długo w postępie geometrycznym kolejnych płatników. Niestety, w momencie gdy tych płatników nie przybywa bo złośliwie nie chcą się rozmnażać, uciekają w szarą strefę, albo emigrują w miejsca gdzie zabawa w piramidę jest wciąż jeszcze 10 razy tańsza pomimo większego poziomu bogactwa społeczeństwa to piramida taka wali się jak domek z kart i w historii ludzkości nie znalazł się jeszcze ani jeden taki spryciarz, co potrafiłby znaleźć wyjście z piramidy dla wszystkich. Taki model jest zawsze skazany na zagładę, a ci, co ostatni do niego przystąpili są zawsze przegrani.

      Emerytury to wymysł i fanaberia końca epoki przemysłowej, czyli mają lekko ponad 100 lat od chwili narodzin do agonii, którą obserwujemy dziś. Świat tymczasem trwa znacznie dłużej, nawet najbardziej ortodoksyjni katolicy coś mówią o 5000 lat, czyli wychodzi na to, że da się jak najbardziej żyć również i bez państwowych emerytur. Moim zdaniem zawsze myśląc o swojej przyszłości trzeba przyjąć, że emerytur nie będzie, a w razie wątpliwości powtarzać to sobie codziennie aż się wbije to do głowy. No, chyba, że się jest jedną ze świętych krów państwa rzekomej sprawiedliwości społecznej, zwłaszcza mundurowym, bo jak wiadomo ktoś prędzej czy później będzie musiał zacząć pałować, a lepiej żeby był dobrze opłacony. System już dzisiaj jest bankrutem. Zadłużenie samego ZUS to 2 biliony złotych, a dochodzi do tego jeszcze zadłużenie publiczne na lekko ponad 800 mld czyli na łebka każdego z 38 mln niewolników, łącznie z noworodkami i starcami, przypada około 80.000 zł długu do spłacenia jak dobrze liczę. Jeśli dzielić to na tych, którzy faktycznie pracują (ostatnio mignęła mi liczba 16 mln) to zrobi się jeszcze weselej bo wyjdzie tego już ponad 200 kawałków. Rozwiązania tego problemu są trzy:
      1. Spłacić, co jest zupełnie nierealne, tym bardziej, że zadłużenie będzie cały czas rosnąć.
      2. Ogłosić bankructwo, co jest bardzo mało realne, bo najprawdopodobniej skończyłoby się rozlewem krwi, a towarzystwo u żłobu, które by powiedziało „sorry, nie ma kasy to emerytur nie będzie” zostałoby rozerwane na strzępy.
      3. Drukować, drukować, drukować, czyli wariant prawie pewny. W Polszy mamy pełno lasów, rozwinięty przemysł celulozowy, a drukarki nie są drogie. Każdy może dostać tysiaka emeryturki, państwo mu wydrukuje bez problemu.
      Konkluzja jest taka; pracować i zarabiać bo temu służy praca – gromadzeniu kapitału, najlepiej oczywiście unikając podatków jak i gdzie tylko się da bo one idą na zmarnowanie, są przez system przeżerane już dziś, one nigdzie nie leżą na żadnej lokacie, tzw. indywidualne konta to bujda na resorach. W momencie gdy już zarobimy to zamieniać papier na cos bardziej trwałego – sprzedawać pieniądze, póki jeszcze ktoś chce je kupować. W chwili denominacji chodziłem do szkoły i pamiętam, że hot dog kosztował najpierw 3000 zł, a później, w ramach tzw. uczciwego przeliczenia 😉 złotówkę. Dziś kosztuje 4-5 zł. Ile będzie kosztować za 30 lat gdy wybiorę się na emeryturę i dostanę swojego tysiaka albo nawet i dwa (w to wątpię bo idę po minimalnych kosztach) to nikt nie jest w stanie powiedzieć, ale logika wskazuje, że za tysiaka to się przez miesiąc nie najem bo już dziś jest z tym problem.

      Jestem szalenie bogatym człowiekiem, w samym portfelu noszę ze sobą na co dzień 200.000 zł (słownie: dwieście tysięcy złotych), które znalazłem kiedyś w szufladzie i dałem do zalaminowania. Gdy ogarniają mnie wątpliwości, co jest chyba naturalnym zjawiskiem gdy się zewsząd słyszy, że jest się tubylcem na Zielonej Wyspie, wzrost gospodarczy wynosi X%, premier ma świetny plan, MSZ wygłosił w Berlinie błyskotliwą mowę, no i mamy prawie najlepszego ministra finansów w EUropie, wyciągam ten majątek i patrzę. Zawsze pomaga wrócić do psychicznej równowagi. Już postanowiłem, że każdy z moich synów na 18 te urodziny dostanie po okrągłym milionie złotych, również na jednym świstku i będzie to świetny prezent, bo wartość papierowego pieniądza się ulatnia niczym kamfora ale nauka w głowie pozostaje na zawsze i jest bezcenna.

  4. mat napisał(a):

    Witam!

    To wszystko prawda. Ale z własnego doświadczenia wiem, że własna działalność nie do końca da nam to czego oczekujemy. Może zależy jeszcze od branży. Ja po otworzeniu działalności mam o wiele więcej obowiązków i pracy, a pieniądze nie zawsze większe niż na etacie. Za to stresu i martwienia się dużo, dużo więcej. Najlepszym rozwiązaniem jest wejście do szarej strefy, ale do tego to musi być też odpowiednia branża. Wtedy mamy pieniądze nie opodatkowane czyli jakieś 50%-60% więcej niż normalnie. Z tego można inwestować. A tak a propos kredytu hipoteczny. Jak myślicie czy w warunkach światowego kryzysu i upadku państwowości, rewolucji i zamieszek, bank przyjdzie i zajmie mój dom jak nie będę płacił rat? Bo nie wiem czy robić schron w piwnicy:)

    • Ciek napisał(a):

      Masowe eksmisje są bardzo mało prawdopodobnym scenariuszem, zwłaszcza w Polszy. Do tematu trzeba podejść z dwóch stron: prawnej i ekonomicznej. Od strony prawnej można stwierdzić, że lokator jest dużo bardziej chroniony niż właściciel nieruchomości. Bez rozpisywania się – pozbyć się jest go bardzo ciężko, a gloryfikowana po sieci metoda „wpadają koledzy z bejsbolami” może się skończyć w pace – dla organizatora „kolegów”. Od strony ekonomicznej natomiast historia jest taka, że hipoteka na nieruchomości jest zabezpieczeniem dla banku. W momencie udanej egzekucji z nieruchomości i jej zlicytowania hipoteki są czyszczone. Tym sposobem bank pozbawia się zabezpieczenia w zamian za ułamek jego wartości (nieruchomości nieustannie tanieją, a sprzedawane na licytacjach są dodatkowo tańsze niż na rynku). Taki numer jest księgową katastrofą. Przejmowanie nieruchomości na własność przez banki to natomiast zupełne science – fiction, bo co niby bank miałby zrobić z jakimś mieszkaniem na zadupiu? Po przejęciu nieruchomości na własność sytuacja banku zmieniłaby się z sytuacji zabezpieczonego wierzyciela w niezabezpieczonego właściciela, który musi utrzymywać lokal, a na dodatek jeszcze użerać się z lokatorami, którzy pewnie nie płacą, w końcu bank to bank, a nie kamienicznik. W takiej sytuacji akcjonariusze wywieźliby prezesa na taczce 😉

      Jeśli chodzi o licytacje to bardziej bym się bał na miejscu posiadaczy gruntów lub niedokończonych domów. W takim przypadku nie ma problemów z eksmisją bo nikt tam nie mieszka, egzekucję można zrobić uproszczoną, są mniejsze koszty utrzymania, a chętni zawsze się znajdą bo jeśli sytuację z „apartamentami w apartament owcach” można porównać do bańki spekulacyjnej, a nawet zbiorowej histerii, to na ziemię zawsze i wszędzie był popyt. Sam przeglądam regularnie komunikaty.pl w poszukiwaniu działeczki z promocji i liczę, że prędzej czy później coś trafię także trzymam kciuki za zwiększeniem ruchu w interesie 🙂

      Tak na marginesie, w chwili obecnej kredyty hipoteczne to bardzo mały % kredytów zagrożonych. Prawdziwym problemem są zazwyczaj kredyty konsumpcyjne, tutaj odsetek niesolidnych dłużników jest znacznie większy. Na jakąś masową histerię na rynku nieruchomości bym nie liczył. Polacy mają jakąś obsesję na punkcie nieruchomości, tak jak robią wszystko by ja nabyć (często nie wiadomo po co), tak samo zrobią wszystko by ich nie stracić. Myślę, że w przypadku większych zawirowań ruszy zwyczajnie druga fala emigracji zarobkowej, której owoce zamiast do rodziców będą płynąć do bankierów, a 40-50 metrowy „apartament” nadal będzie powodem do dumy i dorobkiem kilku pokoleń. Jak to szło, „zastaw się, a postaw się”? 🙂

  5. peccator napisał(a):

    Ciekawy post, ale autor zapomniał o jednym i właściwie fundamentalnym, najstarszym i najczęściej spotykanym w historii każdej cywilizacji sposobie na „emeryturę” – wielu dzieciach. Wszystkie cywilizacje świata opierały swoje systemy socjalne właśnie na wielodzietnych rodzinach i nie trzeba było w tym celu żadnych uchwał parlamentarnych.

    • Krzysztof Lis napisał(a):

      Mnie osobiście średnio podoba się pomysł uwieszenia się na własnych dzieciach i proszenie ich o wsparcie, ale nie sposób się nie zgodzić.

      • Henryk Minimalista napisał(a):

        To nie musi być uwieszanie. Można przepisać dzieciom mieszkanie z wpisaniem do księgi wieczystej służebności zobowiązującej do opieki.

        • Krzysztof Lis napisał(a):

          Mimo wszystko, chyba bym się z tym trochę źle czuł. Mam chyba nie po kolei w głowie, że tak bardzo zależy mi na tym, by nie być od nikogo zależnym. Nigdy…

          • peccator napisał(a):

            Dla ścisłości – nieboszczyk na cmentarzu jest niezależny absolutnie. 🙂 A na poważnie to oczywiście masz rację – różnie możne być z dziećmi bo tak jak są wyrodni rodzice, są i wyrodne dzieci. Ale jedno nie ulega wątpliwości – system wielopokoleniowej rodziny gdzie wszyscy są sobie pod różnymi względami potrzebni (dziadki się przydają przy małych dzieciach) nie jest opcją, ale dla większości będzie KONIECZNOŚCIĄ. W dodatku ten system ma potężny plus – DZIAŁA OD TYSIĘCY LAT jako tako sprawnie. Trzeba tylko opanować podstawowe umiejętności współżycia z innymi, czyli trzeba być po prostu dobrym człowiekiem – opiekować się rodzicami i tym samym dawać przykład swoim dzieciom, by one pamiętając jak zajmowaliśmy się ich dziadkami, zajęli się nami na starość.

    • Jura napisał(a):

      każdej cywilizacji sposobie na „emeryturę” – wielu dzieciach.
      a czy przyszło ci miedyś do głowy,że to co wyżej, nie jest rozwiązaniem a przyczyną, problemów?
      ‚Ktoś kto wierzy w możliwość ciągłego wzrostu w świecie ograniczonym fizycznymi rozmiarami musi być szalony albo być ekonomistą.’
      Narysuj sobie krzywa wzrostu populacji i zastanow sie dlaczego wystepuja na niej tak silne minima i co je powoduje.

  6. mat napisał(a):

    Odpowie mi ktoś na pytanie w sprawie tego kredytu hipotecznego?

  7. Czarny napisał(a):

    Włożę kij w mrowisko.
    W sytuacji kryzysowej (a o tym jest blog) oszczędności całego życia idą w piach.
    Może jestem stary ale już raz zarabiałem miliony, które nie były zbyt wiele warte.
    Najlepiej (poza dziećmi i nieruchomościami) inwestować w swoją własną wiedzę to zawsze procenuje.
    A jak wszystko będzie OK no cóż, polska emerytura to bardzo wysokie uposarzenie np. w Bolivii.

  8. night_rat napisał(a):

    praca… emerytura… szara strefa…
    nikt nie napisał nic o możliwości zarabiania i odkładania za granicą, by po czasie kupić jakis tani domek do remontu na zapadłej wsi (np. za 40 tys. zł, więc realne już nawet po 2-3 latach!). pozostaje potem kwestia, z czego zyc oraz jak, byle szczesliwie, zapewne skazuje to na dalsze dorabianie poza krajem. dodatkowo emerytura plus jeszcze drobne oszczednosci moze zostana na starość.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Informuj mnie o odpowiedziach poprzez e-mail. Możesz również subskrybować wpis bez zostawiania komentarza.

banner