Fasola w pomidorach z kiełbasą Pikok – recenzja

Tak się złożyło, że ostatnio będąc u siebie na działce zjadłem na obiad słoik Fasoli w sosie pomidorowym z kiełbasą marki Pikok, kupioną jakiś czas wcześniej w Lidlu.

Skoro już ją zjadłem, pomyślałem, że może warto byłoby podzielić się z Wami wrażeniami smakowymi. Bo jest dość tania i łatwo ją włączyć do naszych survivalowych zapasów żywności.

Zacznijmy od terminu przydatności – nie jest długi, bo ok. roczny. W słoiku o pojemności 520 g mieści się 225 g białej fasoli, 43 g kiełbasy oraz inne składniki, m.in. woda i masa chemii (stabilizatory, przeciwutleniacz, barwnik, konserwant, zagęstnik oraz wzmacniacz smaku). Z tego względu raczej bym nie opierał swojej diety na tym produkcie.

Smakowo – bez specjalnych doznań. Zjadliwa, bez posmaku chemii w kiełbasie. W konsystencji średnio gęsta, łatwo wylać zawartość słoika do garnka, łatwo też się miesza przy podgrzewaniu, co zmniejsza szansę na przypalenie. Ja akurat odgrzewałem nad piecykiem rakietowym, trwało to kilka minut.

100 g potrawy dostarcza 140 kcal, czyli cały słoik – ponad 700, a więc ok. 1/3 średniego dziennego zapotrzebowania na kalorie.

Mam mieszane uczucia co do tej potrawy. Chyba większych ilości do moich zapasów jednak nie włączę… Na szczęście kupiłem tylko dwa słoiki, czyli jeszcze jeden mi pozostał.

Krzysztof Lis
Fasola w pomidorach z kiełbasą Pikok
31star1star1stargraygray

Krzysztof Lis

Magister inżynier mechanik. Interesuje się odnawialnymi źródłami energii, biopaliwami i nowoczesnym survivalem.

Mogą Cię zainteresować także...

8 komentarzy

  1. Gregor napisał(a):

    Nie żebym się czepiał, ale ta „masa chemii” to trochę przesada. Przeciwutleniaczem jest najczęściej witamina C, barwnik czerwony to najczęściej beta karoten, czyli prowitamina A, konserwant czy wzmacniacz smaku to często benzoesan sodu, którego pełno jest w figach czy niektórych owocach morza, zagęstnik to jakaś mąka itp.
    I dzięki tej całej „masie chemii” możesz przechowywać ten słoik przez lata. Jak się już czegoś czepiać, to kiepskiej proporcji omega6/omega3 czy za dużo węglowodanów w tym słoiku. Dużo zdrowiej będzie dodać trochę oleju lnianego do gotowego dania.

    • Krzysztof Lis napisał(a):

      Bym się tej chemii nie czepiał, jeśli termin rzeczywiście byłby 2-3 letni. A jest ledwie roczny, dlatego mi to przeszkadza. Nigdy specjalnie nie obawiałem się chemii w konserwowanych produktach, bo się tego dużo nie zjada, a długi termin uzasadnia ich zastosowanie. Ale w tym przypadku ten termin nie jest zbyt długi — chyba, że słoik już swoje przeleżał na półce, tego mi trudno ocenić.

      Szkoda, że nie mam pod ręką słoika z etykietą, to bym przepisał co tam dokładnie jest, żeby Czytelnicy sami mogli ocenić, na ile się tej chemii trzeba bać.

  2. Rufus napisał(a):

    Z Lidlowych nabytków warte uwagi są właśnie słoiki samej fasoli – czerwonej i czarnej – bodajże portugalskie. Natomiast wszelkie mięsne przetwory z Lidla, w szczególności Pikok rzeczywiście jest nafaszerowana wszelkimi „E” i Bóg wie czym jeszcze. Fasolę wolałbym okrasić np. jajkami,żabimi udkami lub ślimakami w razie czego. Jako alternatywę polecam kukurydzę z Biedronki – import z madziarskiego kraju. Mniam! Off top – dobrze, że daliście sobie spokój z tym nadziakiem na zombie – jeszcze za dwa takie tematy i położycie forum. Chyba, że to w dziale czarnego humoru :))

  3. AddMaster napisał(a):

    Kiedyś były takie ciekawe arty, a teraz albo żarcie, albo broń na zombie (to był najgorszy art jak do tej pory) 🙂 Czekam na powrót w wielkim stylu.

  4. Kurczatow napisał(a):

    Właśnie zjadłem 2 słoiki tej fasolki ważne do 08.2012 i wszystko ok, także rocznym terminem bym się nie martwił 🙂

    • Szczepan napisał(a):

      Witam. Jeżeli przetwory zostały zrobione z dobrych i świeżych artykułów to mogą w dobrych warunkach przetrwać dość długo. Sam jadłem swojską kiełbase znalezioną powieszoną na gwoździu wbitym w tył szafy,szafa odsunięta do malowania pokoju, po naradach z resztą rodziny okazało się że wisiała tu wędlina na wesele córki które odbyło się 8 lat temu. Po wymyciu i odpiłowaniu piłką do metalu plasterki doskonale służyły mi do żucia, smak bardzo dobry jak i czas użycia, trzeba było długo żuć. Następnie w innym przypadku jadłem gulasz z serca wieprzowego w słoiku wecka taki z gumką (niestety przy otwieraniu się rozleciała gumka znaczy)smak taki sobie ale przyprawy pomogły. Teraz pije wodę z sokiem malinowym zrobionym w 2006, niestety nie ma już tego zapachu ale w smaku nadal bardzo dobry, chociaż kolor już nie taki klarowny. Co do daty ważności to wytwórca gwarantuje nam że do tego czasu nie utraci wartości deklarowanych, nikt nie daje dokładnie do końca zawsze musi być jakiś okres w zapasie. To tak jak z nośnością mostów sam widziałem jak po moście oznaczonym 10 t jechały zestawy z drewnem świeżo ściętym tak na oko lekko licząc około 30 ton i to w tempie jak na autostradzie… Pozdrawiam wszystkich twórców ciekawego forum oraz czytelników. Ja też wole nosić niż się prosić jak mówi polskie przysłowie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Informuj mnie o odpowiedziach poprzez e-mail. Możesz również subskrybować wpis bez zostawiania komentarza.

banner