Samochodowy zestaw przetrwania

Już kilka osób przy różnych okazjach pytało nas o to, co warto mieć ze sobą w samochodowym zestawie przetrwania (survivalowym). Nadeszła więc pora na to, by taki materiał nagrać i pokazać Wam przedmioty, które warto w samochodzie ze sobą wozić.

Jak zwykle, tak i tym razem, nie jest to kompletna lista przedmiotów, która zaspokoi potrzeby każdego z Was i uratuje życie w absolutnie każdej sytuacji. To raczej lista sugestii do przemyślenia przez każdego z Was osobno i do zaadaptowania do Waszych potrzeb i możliwości.

1. Ochrona przed pogodą

Pierwszym elementem mojego zestawu samochodowego jest koc. Tani koc z marketu, który kosztował pewnie kilka lat temu na wiosennej przecenie 10 złotych.

Koc przydaje mi się najczęściej do przykrywania dziecka w samochodzie. Bo zawsze przez pierwszych kilka czy kilkanaście minut jazdy samochodem, zanim na dobre uruchomi się w nim ogrzewanie, jest w nim zimno. I w takich sytuacjach, gdy na zewnątrz jest -30°C, przyda się koc.

Ale koc przyda się także gdy trzeba coś naprawić pod samochodem, bez uwalania się w błocie. Przyda się także, jeśli zdecydujesz się spędzić trochę czasu sam na sam z dziewczyną w lesie, robiąc krótką przerwę podczas przejażdżki samochodem.

Innym rozwiązaniem, które kiedyś pokazywaliśmy na naszym kanale, jest TPA, czyli foliowy worek z suwakiem i rękawami, do którego się w całości wchodzi. Powstał dla tratw ratunkowych, ale używać go można też w samochodzie. Ten pokazany na filmie pochodzi z Karalucha, ale w chwili pisania tego tekstu nie jest już dostępny.

Ten sam efekt można uzyskać za pomocą ultralekkiego bivi, czyli czegoś na kształt foliowego śpiwora (dostępnego także w wersji dwuosobowej).

Jeszcze innym pomysłem jest plandeka z jedną stroną powleczoną folią odbijającą ciepło i światło. Plandekę też warto mieć w samochodzie, choćby dla zbudowania zaimprowizowanego schronienia, albo do osłonięcia samochodu przed działaniem słońca. Do tego celu ta konkretnie plandeka nada się lepiej, niż pierwsza lepsza z budowlanego marketu.

A tak na dobrą sprawę, to podobny efekt można uzyskać używając koca ratunkowego z samochodowej apteczki. Choć na pewno lepiej mieć tradycyjny koc i ten foliowy, ratunkowy, niż tylko polegać na kocu z apteczki.

Do ochrony przed deszczem przyda się też jakiś foliowy płaszcz przeciwdeszczowy, lub poncho. Będzie bardzo użyteczne, gdy w środku lata w czasie ulewy będziesz musiał zmienić koło w samochodzie.

2. Woda

Gdy przyjdzie Ci kilkanaście godzin czekać na pomoc, przez ten czas przyda Ci się woda. O wodzie już wspominaliśmy w osobnym materiale, dlatego teraz tylko w kilku słowach. Wodę mam w samochodzie w plastikowych półlitrowych butelkach, oraz foliowych saszetkach o pojemności 100 ml.

3. Kuchenka

Do zagotowania wody przyda się jakieś źródło ciepła. W moim przypadku jest to kuchenka spirytusowa domowej roboty z dwóch puszek po piwie. Pokazywaliśmy ją m.in. w materiale o awaryjnych kuchenkach na benzynę i spirytus.

Wodę gotować będę rzecz jasna nie w butelce, tylko w jakimś naczyniu. Ja akurat mam prostokątną, aluminiową menażkę.

Paliwem do kuchenki jest zaś w moim przypadku izopropanol. Wybrałem ten alkohol dlatego, że stosuje się go m.in. do płynów do spryskiwaczy. I gdyby była taka potrzeba, mogę sobie z jego użyciem zrobić namiastkę zimowego płynu do spryskiwaczy. Poza tym pali się nieźle, nie jest bardzo drogi, a do tego jest dość bezpieczny — na pewno trochę bardziej bezpieczny, niż kartusz z gazem do kuchenki turystycznej.

4. Żywność

Jeśli chodzi o żywność, wożę ze sobą kilka opakowań sucharów wojskowych. Opakowanie kosztuje ok. 2 zł, zawiera 6 sucharów o łącznej masie 90 g i ok. 350 kcal.

Poza tym mam też kilka amerykańskich racji żywnościowych (MRE), które zawierają już cały posiłek wraz z dodatkami. No i fajne jest też to, że mają chemiczny podgrzewacz, z użyciem którego można przygotować gorące danie główne. Gdybym miał czekać kilkanaście godzin na pomoc na mrozie, na pewno bym to docenił.

Inne rozwiązanie to także racje Seven Oceans, które produkowane są dla tratw ratunkowych i znoszą wysokie i niskie temperatury.

5. Światło

Zestaw samochodowy jest dla mnie tylko przedłużeniem zestawu EDC (do codziennego noszenia), dlatego zrezygnowałem z wożenia w samochodzie osobnej latarki. Dwie mam w zestawie EDC, w tym jedną przy kluczach od samochodu.

Za to mam ze sobą w samochodzie jedno światło chemiczne (lightstick).

6. Zapas paliwa

Wożę też ze sobą zapas paliwa w kanistrze. I to pomimo trzymania się zasady, by samochód tankować, gdy ma jeszcze mniej więcej pół baku.

Po pierwsze, to zawsze niewielki dodatkowy zapas, który pozwoli na przejechanie co najmniej kilkudziesięciu kilometrów.

Po drugie, mając taki kanister łatwiej jest pomóc komuś innemu w potrzebie.

7. Narzędzia

Jeśli chodzi o narzędzia, to w samochodzie mam m.in. jakiś nóż, który kiedyś dostałem przy jakiejś okazji. Nie używam go regularnie, więc jak już ma leżeć nieużywany, to niech leży w samochodzie.

Z tego samego powodu mam w samochodzie mały toporek. Może przydać się np. do usuwania gałęzi, które będą gdzieś blokować przejazd.

Do usuwania przeszkód może przydać się też łom. Taki za kilkanaście złotych z marketu, albo lepszy, który kosztuje ponad 150. Według producenta, jego wytrzymałość jest znacznie większa, niż takiego zwykłego łomu, który można kupić w sklepie.

8. Sprzęt do rozpalania ognia

Tradycyjny survival kładzie ogromny nacisk na umiejętność rozpalania ognia w każdych warunkach i na sprzęt, który ma w tym pomóc. Więc i w samochodzie mam parę przedmiotów, które w tym pomagają.

Po pierwsze, różnego rodzaju podpałki.

Po drugie, zapałki i zapalniczkę.

9. Pozostałe przedmioty

Oczywiście w samochodzie wozimy też i inne przedmioty, które mogą nam pomóc w trudnych czasach, a wymagane są przez przepisy, m.in.:

  • trójkąt,
  • kamizelkę odblaskową,
  • apteczkę,
  • gaśnicę.

Warto dbać o to, by gaśnica była sprawna, a apteczka kompletna. Bo często zużywamy jej elementy podczas wyjazdów, a potem zapominamy uzupełnić. Warto też dodać do apteczki jakieś najważniejsze leki — choćby przeciwbiegunkowy i przeciwgorączkowy/przeciwbólowy.

Po co zestaw przetrwania w samochodzie?

Taki zestaw warto mieć nawet gdy jesteś pewny, że absolutnie nic złego nigdy Ci się nie stanie podczas korzystania z samochodu. Inna rzecz, że taka pewność jest cokolwiek dziwna…

A przedmioty z zestawu możesz wykorzystać po prostu po to, by pomóc komuś innemu.

Poza tym, gdy pojawi się konieczność ewakuacji, to właśnie samochód zapewne w tym celu przyjdzie Ci wykorzystać. I wtedy wszystkie przedmioty z zestawu samochodowego będziesz mógł także wykorzystać na miejscu.

Survivalista (admin) i Krzysztof Lis

Artur i Krzysiek z wykształcenia są inżynierami (a Artur jest także magistrem zarządzania). Obaj są zafascynowani tematyką przygotowań na trudne czasy.

Mogą Cię zainteresować także...

18 komentarzy

  1. Zydek napisał(a):

    Srajtaśma to podstawa.

  2. Szymon napisał(a):

    Ja dodałbym jeszcze:
    -kable rozruchowe
    -linka holownicza
    -pompka nożna
    -podnośnik hydrauliczny
    -zestaw podstawowych kluczy francuskich
    – koło zapasowe
    -saperka (dla mnie narzędzie nr 1, znacznie bardziej przydatne w samochodzie niż łom i sierkierka)
    -podręczny zapas oleju silnikowego, do chłodnicy, do spryskiwaczy
    -mapa papierowa, nawet jak mamy GPSa
    -taśma McGajwerka
    -zimą zmiotka i skrobaczka + denaturat do rozmrażania szyb
    -nóż ratowniczy

  3. Szymon napisał(a):

    cd.
    -rękawice robocze
    -chusteczki nawilżane
    -100 zeta, niezależne od kasy w portfelu i EDC + monety do parkomatu lub bramek na autostradzie
    -syrop z kofeiną i małą poduszka jak kofeina nie zadziała
    -ja jestem przesądny więc obowiązkowo mam wisiorek z świętym Krzysztofem

  4. LosowyNick napisał(a):

    Przygotowujemy się na SHTF a zabrakło zwykłych rzeczy, które przydają się w normalnym świecie:

    1. Mapa papierowa kraju, okolic, miejsc gdzie przeważnie jeździmy
    2. Kodeks drogowy (papierowy) gdy trafimy na niedouczonego policjanta
    3. Pompka plus zestaw napraczy do opon
    4. Wężyk do ściągania/przelewania paliwa.
    5. CB radio! Zestaw do komunikacji
    6. Przenośny woltomierz – taki wkładany do gniazda zapalniczki. Mówi nam ile mamy akumulatora. Dzięki temu wiemy na ile można sobie pozwolić używając prądu w aucie
    7. Zapas płynów do auta, żarówek, bezpieczników itp aby nie utknąć na drodze
    8. Druk oświadczenia o zdarzeniu drogowym – w razie stłuczki tylko wypełniamy.
    9. Oczywiście papier, długopis, ołówek itp.
    10. Ciepła czapka, rękawice, kurtka, skarpety – nie tylko kocem człowiek żyje. Przyda się gdy zimą trzeba spacerować do najbliższej cywilizacji po pomoc
    11. Czapka z daszkiem – gdy w deszczu będziemy zmieniać koło

    Ktoś już wspomniał o najważniejszym – srajtaśma, ew. ręczniki papierowe lub zapas chusteczek.

    Warto też pomyśleć o możliwości umycia rąk po zmianie koła. Mały pojemnik z mydłem w płynie może bardzo się przydać.

  5. Rafał M. napisał(a):

    Koc. Jak najwięcej, minimum 2…3 koce. najlepsze są te najtańsze z polaru (ja znalazłem po 9zł, przycięty kawałek polaru, mam 2 takie pod tylnym siedzeniem, plus większy i grubszy). Bo to tworzywo sztuczne, poliester i mole będą ich unikać. Wełna jest lepsza na koce, ale nie te trzymane w samochodzie, owady jak zechcą to znajdą dojście.

    Dodatkowo mam 3 worki foliowe 240 litrów (minimum to 120 litrów). Miałem 5, ale 2 z nich schowałem w plecaku, są płaskie i w plecaku zmieściły się pod podwójnym dnem. Niestety, trafiłem na czarne, lepsze byłyby np. pomarańczowe, lub najlepiej przezroczyste (tylko z przezroczystych można budować słoneczne destylarki wody).
    Takie wielkie worki mają wiele zastosowań, np. po rozcięciu boku byłby namiot, po wycięciu otworu na głowę płaszcz przeciwdeszczowy, można podłożyć pod koc by z ziemi nie przemakał, można zrobić śpiwór awaryjny w przypadku deszczu lub śnieżycy (człowiek w nim zawilgotnieje, ale to lepsze od przechłodzenia). Można ewentualnie zakleić wybitą szybę. Można zakleić okna od środka, w przypadku konieczności nocowania zimą, wtedy dzięki warstwie powietrza nie będzie tak ciągnąć od okien. Zapewne znajdą się też inne zastosowania worków foliowych.
    Folia NRC to jest w apteczce, apteczka też się przyda (w wielu krajach jest obowiązkowa).

    Konieczna jest taśma klejąca.

    Przydatny może być sznurek, ale w razie konieczności można zrobić linki z rozplecionej liny holowniczej.

    Zamiast płaszczu przeciwdeszczowego mam parasolkę 🙂
    Taka malutka po złożeniu, chyba 18cm. Ewentualnie płaszcz przeciwdeszczowy można zaimprowizować z worka foliowego, więc nie ma dodatkowego płaszcza.

    Za to wożę w bagażniku kurtkę polarową, wersja odblaskowa, taka dla jakiś robotników. Może się zdarzyć, że gdzieś po wyjeździe pogoda się pogorszy, było 20 stopni i zrobi się 12. Zawsze też można chodzić okryty kocem 🙂

    Wodę, to wożę 1 butelkę 0,5l gazowanej (butelka wytrzymała zamarznięcie wody). To tylko w sytuacjach awaryjnych i nie używam jej, bo przestrzegam zasady, żeby na dłuższą drogę dodatkowo brać coś do picia.
    W razie czego dorzuciłem do apteczki nadmanganian, ale to raczej nigdy się nie przyda.

    Kuchenki nie wożę, nie widzę jej przydatności, bo i tak trzeba by było gotować na zewnątrz samochodu. Chyba żeby wozić w samochodzie namiot i kuchenkę, aby przy konieczności ewakuacji można było rozbić obóz.
    Za to wożę opakowanie chipsów i orzeszków ziemnych solonych, musi wystarczyć.

    Latarkę mam taką miniaturową na 1 bateryjkę AAA, medyczną, wożę w apteczce. Muszę kiedyś zamienić baterię na litową, bardziej niezawodna. Do tego 2 światła chemiczne, ale już dawno się przeterminowały, raczej nie będą potrzebne.
    Latarka może się okazać przydatna, powinna być, w samochodzie można wozić większą niż ma się przy sobie. Problem tylko z bateriami przechowywanymi w warunkach panujących w samochodzie, a litowe są drogie, więc chyba najlepszym wyjściem są latarki LED (z żarówką nie wytrzymają nieco większego napięci baterii litowej), zasilane 1 bateryjką (niższe koszty). Lepsze byłyby plastikowe niż metalowe, metal jest nieprzyjemny w czasie mrozów.

    Zrezygnowałem z karnistra, po prostu trzeba częściej tankować, samochód spala ile spala i czary nic tu nie pomogą. Karnistry są na każdej stacji benzynowej. W razie czego można kogoś podwieźć na stację benzynową i z powrotem, ale to nigdy mi się nie zdarzyło, a zrobiłem ze 300 tysięcy kilometrów.

    Nóż też mam w samochodzie, został jeden z czasów gdy handlowałem szwajcarskimi scyzorykami. Ten model ratowniczy, więc sobie dogodziłem 🙂
    Z innych narzędzi, to raczej nic. Porządnego pnia nie usunie z drogi jakiś mały toporek. Może się przydać saperka, nie mam (to nie terenówka i ani myślę zapuszczać się na drogi, gdzie trzeba byłoby wykopywać samochód), może dorzucę z namiotem jako wyposażenie kempingowe, a zimą wożę składaną łopatę do śniegu (szersza niż saperka). Jakby co, można wozić maczetę, to samo co toporek, ale ostatnio przepisy są niejasne i policja mogłaby się czepić. Zresztą toporka też.
    Narzędzia do naprawy samochodu się nie przydadzą, bo nie wozi się części zamiennych. Po prostu samochód musi być sprawny technicznie, z właściwym ciśnieniem powietrza w oponach, poziomem płynu chłodniczego, hamulcowego, do szyb itd.
    Co najwyżej może się przerwać jakiś kabelek. Muszę nad tym pomyśleć i wozić kawałek izolowanego drucika.
    W samochodzie powinny być jakieś żarówki na wymianę, szczególnie do kierunkowskazu, przedniego reflektora i pozycyjne. W niektórych państwach żarówki na zapas są obowiązkowe.
    Ja mam szczególnie nietypową w reflektorze, H11, nie ma co liczyć że się kupi na stacji benzynowej.

    Zapalniczkę też wożę. Jakby co. Tak samo jak mydło. Taka samochodowa kopia zestawu survivalowego. Ale raczej nieprzydatne, chyba żeby utknąć w jakimś buszu, co jest w Polsce skrajnie mało prawdopodobne, to nie samolot nad Afryką.

    No i koniecznie łatkę do opon w spraju. Oprócz koła zapasowego.

    Jakaś szmatka z mikrofibry, w razie jakby co.
    Papier toaletowy. Chusteczki do nosa (ewentualnie chusteczki mogłyby zastąpić papier toaletowy). Toiletki też się mogą przydać.

    LEKÓW NIE WOZI SIĘ W SAMOCHODOWEJ APTECZCE!. Z zasady. W samochodzie mogą panować tak skrajne temperatury, że to może zmienić funkcjonowanie leku. Bez problemu temperatura w lato przekroczy w zaparkowanym samochodzie 50…60 stopni.

  6. niktto napisał(a):

    Tak poza tematem: jest taki fajny blog o nazwie Laplander. Fajnie by było gdbyście wszyscy we trzech współpracowali, na rzecz nauczania Polaków tematyki survivalowej 😀

  7. LosowyNick napisał(a):

    Jeszcze jedna ważna rzecz: samochodowa ładowarka do komórki!

  8. Piotr napisał(a):

    Oprócz tego co oczywiste (koło zapasowe, lewarek, pompka, bezpieczniki, żarówki itp. oraz rzeczy wymagane przez przepisy takie jak apteczka, kamizelka itd.) oraz oprócz tego co wymienione w filmiku wożę jeszcze:
    1) Na stałe w samochodzie:
    – radio CB (idealne źródło informacji o korkach, remontach dróg, objazdach, dobrych punktach gastronomicznych itp., do tego część Policjantów z drogówki oraz wozy pomocy drogowej też mają CB – można wezwać pomoc), trzeba jedynie wyrobić sobie pewną tolerancję, bo nie ma dnia żeby na kanale 19 nie było słychać kilku „kulturalnych inaczej”
    – zamiast wszelkiej maści ponczo itd. mam kilka sztuk folii NRC, z folii NRC można zawsze zaimprowizować ponczo, ochronę przed słońcem itp.
    – mała plandeka budowlana (sprawdza się lepiej niż koc jeśli trzeba na przykład zmienić koło czy zanurkować pod samochód, a podłoże jest mokre)
    – linka holownicza i kable do „pożyczania prądu”
    – atlas samochodowy w skali 1:200 000
    – zeszyt szkolny (A5 w kratkę) i przybory do pisania (ołówek i długopis)
    – zestaw do ładowania telefonu z gniazda zapalniczki
    – śpiwór i karimata
    – kurtka i buty „robocze” – takie zwyczajne z marketu budowlanego (często podróżuję w „pantoflach”, w razie czego nie da się w nich wygodnie przejść kilku kilometrów w warunkach pogodowych typu deszcz/śnieg/mróz itp.)
    – diodowa latarka czołowa (w razie konieczności zmiany koła czy „grzebania” w samochodzie jest znacznie wygodniejsza niż latarka w telefonie czy „w breloku” bo nie angażuje rąk a nie wyobrażam sobie na przykład trzymania latarki w zębach na dużym mrozie :D)
    – kilka jednorazowych alkotestów 😀
    – często też mam benzynową kuchenkę ekspedycyjną oraz benzynową lampę ciśnieniową (takie mocne źródło światła sprawdza się podczas mgły, deszczu czy śnieżycy znacznie lepiej niż trójkąt ostrzegawczy postawiony na drodze, zwłaszcza nocą – głupio byłoby zostać przez kogoś rozjechanym przy zmianie koła podczas słabej widoczności :D)
    2) Rzeczy, które mam w „torbie podróżnej” (mały plecak) i nie są częścią wyposażenia samochodu, trzymam w domu ale zawsze ze sobą zabieram:
    – apteczka (to z niej korzystam na co dzień, jej zawartość odpowiada moim potrzebom, a nie potrzebom kodeksu drogowego :D, ta w samochodzie leży sobie zafoliowana i nie rozpakowuję jej)
    – radio ręczne (w zależności od kontekstu ląduje tam albo ręczniak CB Intek HT-520 albo ukf-ka Wouxun KG-UV8D albo Yaesu FT-817 wraz z osprzętem) – zabieram hobbystycznie bo jestem krótkofalowcem, kontekst survivalowy jest efektem ubocznym, w sytuacji awaryjnej radio CB w samochodzie wystarczy w 99% sytuacji jakie mi przychodzą do głowy
    – zestaw BCB Crusader (litrowa butelka z wodą, metalowy kubek, kuchenka na paliwo stałe, krzesiwo, spork)
    – drugi telefon (nie smartfon, tylko taki „zwykły”, w którym bateria trzyma dwa tygodnie); mam dwie karty SIM do tego samego numeru, bardzo wygodna sprawa (w razie czego nie trzeba nic przekładać między telefonami, co może być trudne w niektórych warunkach pogodowych), większość operatorów komórkowych to oferuje
    – ręcznik, szczoteczka do zębów, pasta do zębów, mały kawałek mydła i temu podobne przybory toaletowe
    – komplet ubrań (skarpety, gacie, koszulka, bluza, spodnie, zimą dochodzi czapka i rękawice)
    – ręczny GPS outdoorowy z wgraną mapą topograficzną całej polski
    – latarka czołowa
    – zapasowe baterie do całej „elektroniki”
    – notes i długopis+ołówek
    – mapa terenu w który jadę + kompas
    – zalaminowana kartka z moimi podstawowymi danymi osobowymi, grupą krwi, osobami kontaktowymi w razie ICE itp. (drugą tego typu kartkę mam zawsze w portfelu jako część EDC)
    – herbata, kawa, proste przyprawy (sól, pieprz, cukier), czasem coś do jedzenia
    – normalne survivalowe akcesoria (nóż, zapalniczki itd. czyli „puszka survivalowa”)

    Cześć rzeczy z plecaka dubluje się z tymi, które mam na stałe w samochodzie ale… czasem podróżuję jako pasażer w czyimś samochodzie, więc po prostu biorę plecak i wiem, że mam wszystko co trzeba (survival samochodowy to nie zawsze survival w swoim własnym samochodzie :D).

    Podoba mi się sugestia LosowegoNicka – wożenie ze sobą gotowych formularzy/oświadczeń w razie wypadku i to właśnie wdrożyłem (choć w ciągu 20-stu lat udało mi się nie uczestniczyć w żadnym wypadku, to nigdy nic nie wiadomo).

  9. Pozyskiwacz napisał(a):

    Trzy uwagi:
    -jak masz kanister, to wybierz taki wyposażony w lejek, albo lejek osobno. Najlepsze są kanistry które mają lejek chowany we wnętrzu.Wyciągany tylko na czas tankowania. Wtedy nic nie śmierdzi w samochodzie.Bez lejka nie uda ci się zatankować współczesnego samochodu. Wlew jest schowany w zagłębieniu , a w rurze wlewowej jest klapka. Niestety tu technika poszła w złą stronę w porównaniu do starszych modeli.
    -druga sprawa. Wywal ta siekierkę bo sobie jeszcze krzywdę zrobisz. W ogóle nie używaj siekierek czy młotków z metalowymi trzonkami z rurki. Drewniane, plastykowe lub pełne metalowe. Takie jak ma twoja siekierka potrafią się złamać jeżeli np. nie trafisz ostrzem tylko trzonkiem w rąbany klocek. Poza tym wyginają się przy cięższej pracy. I nie ma co mówić że to siekierka do lekkiej roboty. A co jak w deszczu, w nocy , zgrabiałymi rękami będziesz usiłował „wyrąbać ” kogoś zakleszczonego w samochodzie? Albo w zimie zmęczony wędrówką narąbać drewna na ognisko?
    -trzecia sprawa-gaśnica. 1kg , proszkową trzeba mieć bo przepisy wymagają. Ale nie spodziewaj się że coś nią ugasisz. Do rzeczywistego gaszenia nawet instalacji elektrycznej, warto mieć gaśnicę halonową (albo sprey gaśniczy) mimo że mniejszy to bardziej skuteczny. Tyle że już niedozwolony w krajach unii. Osobiście mam halonowe gaśnice przywiezione z Ukrainy. Dla niedowiarków polecam próbę zgaszenia ogniska zwykłą samochodową gaśnicą.

    • Piotr napisał(a):

      Halony zostały wycofane w UE, bo są bardzo szkodliwe dla środowiska, zamiast tego można kupić gaśnicę z FE-36 (skuteczność porównywalna do halonu). Ludzie kupują gaśnice proszkowe ze względu na cenę (a w samochodzie większość kierowców wozi ją tylko dlatego, że przepisy wymagają, tak samo jest zresztą z apteczką, kamizelką itp.). Gaśnica na FE-36 jest jakieś 6-7 razy droższa i jeśli przeciętny Kowalski widzi w sklepie 2kg gaśnicę proszkową za 100zł a obok niej widzi 2kg gaśnicę na FE-36 za 600zł to wybierze tańszą w myśl zasady, że „i tak jej na 99,9% nie użyję, więc po co przepłacać” (jeżdżę samochodem 20 lat i jedyne moje używanie gaśnic to „gaszenie ognisk” w sytuacji gdy kończył się ich okres ważności i w samochodzie była już kupiona nowa).

      Co do trzonków siekier – sama „rurkowatość” nie jest tu problemem (na przykład firma SOG robi toporki dla różnych służb, które też mają rurkowaty metalowy trzonek) ale jakość użytych materiałów. Moim zdaniem nie ma co kombinować skoro za 50-60zł można kupić normalną porządną siekierę (a za 100-150zł można kupić Husqvarnę czy Fiskarsa, które przy prawidłowej eksploatacji starczą „na całe życie” biwakowania).

      Co do wlewania paliwa do zbiornika gdy się nie ma lejka – wystarczy włożyć w otwór wlewowy jakiś patyk i powoli da się wlać (oczywiście z lejkiem jest wygodniej).

  10. makpfi napisał(a):

    Za lejek awaryjny doskonale posłuży plastikowa butelka z odciętym dnem, ewentualnie skrócona, jeśli jest duża / zakładam że każdy ma w samochodzie lub przy sobie jakiś przyrząd do cięcia /. Można też wozić paliwo w kanisterku po spryskiwaczu do szyb. Są takie 4-5 litrowe kanisterki z wciśniętym z boku lejkiem który się zakłada po odkręceniu zakrętki.

    • Piotr napisał(a):

      Wlewałeś przez taki lejek do w miarę współczesnego benzynowego samochodu? Większość samochodów (benzynowych) ma we wlewie specjalną klapkę, którą trzeba otworzyć aby paliwo dało się nalać. Tu masz przykład z Passata:
      http://images44.fotosik.pl/41/d1c64b8f3c143f24med.jpg

    • Piotr napisał(a):

      No i takie „kanisterki na płyn do spryskiwaczy” nie nadają się do przewożenia benzyny (taki plastik ulega szybko erozji pod wpływem benzyny – paliwa zawierają obecnie dużo emulgatorów i innych „uszlachetniaczy” które rozpuszczają pewne rodzaje plastików). Lepiej korzystać ze zbiorników specjalnie przeznaczonych do przechowywania paliwa (chyba że to jest sytuacja doraźna typu przywieźć paliwo z najbliższej stacji benzynowej i wlać je do baku, ale na stałe wozić rezerwę paliwa w czymś takim to bym się nie odważył :D).

  11. Edi napisał(a):

    U mnie w aucie (terenówka pajero długa) wożę:
    – koce wojskowe szt 2
    – saperka z zaostrzoną krawędzią – robi za siekiere
    – macheta
    – kuchenka kovea
    – 2×0.5l wody
    – karnister 5l i 20l
    – spiwór wojskowy typu mumia
    – kompet kluczy
    – podnośnik hydrauliczny
    – tirfor i 15m stalowej liny
    – 2 trapy stalowe po 60cm
    – jedzenie ale ze wzgledu na rotacje bywa różne.
    – zapasowe koło
    – pasy bagażowe
    – dużą apteczkę
    – wszystko czego wymaga polskie prawo drogowe
    – 2 latarki
    – atlas i mapa polski
    – stary GPS ( na co dzień nawiguje z tabletu ale navi nigdy nie opuszcza auta).
    – zapas płynów
    to tylko zestaw startowy, poważniejsze wyposażenie pojawi sie razem z bagażnikiem dachowym.

  12. PABLO napisał(a):

    Kilka dni temu wracałem samochodem z dziećmi z ferii spędzonych w rumuńskich Karpatach Wschodnich.

    Główna droga – wydawałoby się zero problemów. Od samej Rumunii „czarne drogi”. Tymczasem na Słowacji, w ciągu niespełna kilkunastu minut czarna nawierzchnia została zsypana śniegiem na tyle skutecznie, że wiele dróg okazało się być nieprzejezdnymi. Wg komunikatów w radio – przejazd do Polski „19-ką” (dawna „9-ka”) okazał się być niemożliwy. Postanowiliśmy spróbować przejechać. Na długo przed Przełęczą Dukielską natknęliśmy się na całe ciągi unieruchomionych TIRów (kilka w rowie). TIRy odcięły dojazd dla pługów. Udało się podjechać prawie pod samą przełęcz, ale jakiś samochód zatrzymał się i nas też unieruchomił. Droga był na tyle śliska, że zaliczało się glebę po wyjściu z samochodu. Ukraiński bus, próbujący zawrócić, kiedy stanął lekko w poprzek jezdni, zaczął się po prostu ześlizgiwać bokiem w dół. Dwóch ludzi, korzystając z jednej ręki, było w stanie przesunąć go lekko na bok, tak, aby nie zahaczył o unieruchomione samochody.

    Piszę o tym, aby zwrócić uwagę, że sytuacja wymagająca przygotowania może się zdarzyć w nieprzewidzianym czasie i w, wydawałoby się, w bardzo „cywilizowanym” miejscu.

    Ja, ponieważ wracałem z gór miałem ze sobą dobre wyposażenie (byłem na wyjeździe namiotowym) więc nie obawiałem się zbytnio przedłużonego oczekiwania na przejezdność. Korzystając z łopaty, wykopałem w lesie dół, z którego wybrałem trochę ziemi (na szczęście nie było bardzo zmarznięte), wykułem trochę lodu spod kół, posypałem przed autem i z pomocą lokalnej ekipy telewizyjnej udało się ruszyć i przejechać przez przełęcz. Jeszcze przez wiele kilometrów droga była praktycznie nieodśnieżona, bo TIRy po polskiej stronie też blokowały dojazd dla pługów.

    Parę fot z tej „akcji”, począwszy od tego zdjęcia:

    https://picasaweb.google.com/112219045945291407894/Zimowisko#6112024079888340546

    Przy okazji, miłośników „survivalu” zapraszam do obejrzenia relacji z wyjazdu: https://picasaweb.google.com/klubik.karpacki/Zimowisko

    PABLO

  13. Ann napisał(a):

    A może coś takiego 😉
    http://www.coverking.com/tactical

  14. Ann napisał(a):

    U nas na wyposażeniu jest jeszcze kamerka samochodowa i worki na wymioty.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Informuj mnie o odpowiedziach poprzez e-mail. Możesz również subskrybować wpis bez zostawiania komentarza.

banner