Wek prepersa, Udo prepersa, Skrzydło prepersa – recenzja

W dzisiejszym materiale chciałem przedstawić Wam test i recenzję konserw Wek prepersa, Udo prepersa oraz Skrzydło prepersa, które dostałem do przetestowania od producenta.

O ich istnieniu wiedziałem od dłuższego czasu, ale jakoś nie miałem dobrej o nich opinii. Po pierwsze ze względu na nazwę. Jakoś mi się źle kojarzy, gdy ktoś dodaje „prepersa”, „wojskowe” czy „taktyczne” do nazwy — jakby sama naza miała podnieść jakość produktu. Po drugie dlatego, że chyba któryś z dystrybutorów tych konserw spamował nam komentarze na blogu i YouTube. Nie mam zaufania do produktów, które trzeba reklamować za pomocą spamu.

Ostatecznie dałem się przekonać po rozmowie telefonicznej z producentem, który zaoferował podesłanie kilku opakowań do przetestowania. Tym bardziej, że sami nas czasem o te konserwy pytaliście.

Na filmie odniosłem się do ich walorów smakowych na gorąco po spróbowaniu i jeśli kogoś interesuje także to, jak one wyglądają, to gorąco zachęcam do obejrzenia. Muszę tylko ostrzec, że w filmie jest sporo mlaskania.

Generalnie konserwy w smaku okazały się bardzo dobre.

Zarówno Udo prepersa jak i Skrzydło prepersa to konserwy o wyraźnie drobiowym smaku. Można bez problemu po smaku poznać, jaki kawałek mięsa właśnie jemy. Zresztą w puszce widać właśnie zlepione kawałki mięsa, a nie pulpę z maszynki do mielenia. Producent mówi, że to mięso pakowane jest do puszki ręcznie, bo nie ma na rynku maszyn do pakowania kawałków mięsa.

Wek prepersa to konserwa wieprzowo-drobiowa (69% / 29%), która też jest niezła, ale w porównaniu do tych dwóch wcześniejszych już nie aż tak smaczna. Wciąż jednak jest lepsza, niż inne konserwy, które udawało mi się w Polsce kupić.

Do konserw nie dodano konserwantów ani sztucznych składników, jedynie mięso i przyprawy. Deklarowany przez producenta termin przydatności to 2 lata od daty produkcji, choć prawdopodobnie wytrzymają dużo dłużej, jak to konserwy. Zrobię z pozostałymi opakowaniami otrzymanymi od producenta eksperyment — kolejne 3 puszki otworzę za 2 lata, a ostatnie 3 — za lat 20. 🙂

Gdybym miał podsumować jednym zdaniem — kupić je warto i najpewniej w najbliższym czasie domówię dodatkowo jeszcze jakąś większą partię.

Konserwy można kupić tutaj, a podając przy zamówieniu kod „Domowy Survival” otrzymacie 5% rabatu.

Rozważałem wstawienie ich do sprzedaży w KARALUCHU (skoro warto je kupić, to warto także mieć je w sprzedaży). Na razie tego nie zrobię. Puszki powinny być przechowywane w temperaturze 0-18°C, a ja nie mam warunków do przechowywania ich w takiej temperaturze. Małą partię dla siebie mogę trzymać w piwnicy, czy nawet zakopać na działce — ale nie mam gdzie przechowywać konserw na sprzedaż.

Jeśli się to zmieni, skoryguję treść tego artykułu.

Krzysztof Lis

Magister inżynier mechanik. Interesuje się odnawialnymi źródłami energii, biopaliwami i nowoczesnym survivalem.

Mogą Cię zainteresować także...

39 komentarzy

  1. TomSlaV napisał(a):

    Ciekawa sprawa. Zawsze sam robię mięcho ale niestety w słoiki, które jednak w transporcie lubią trzasnąć. Jak tak polecacie to chyba kupie kilka sztuk tego wynalazku na spróbowanie.

  2. nemo napisał(a):

    Udo prepersa? Ktoś zgłosił to do prokuratury? ;-P Brakuje jeszcze „SPAMu Preppersa”.

  3. BoaPL napisał(a):

    Krakus wieprzowina w sosie własnym też nie ma chemii wg etykiet.ja tylko je kupuję.

  4. Frozi napisał(a):

    Witam. Tez przygotowywuje się na trudne czasy ale gdy żywności zacznie brakować dobrym sposobem jest hodowla jadalnych owadów. Nie znam się na tym ale to Ciekawy temat na filmik

    • djans napisał(a):

      To się tylko wydaje takie proste.

      Owad musi coś źreć, musi mieć odpowiednią temperaturę i wilgotność. Niby tym samym kosztem paszy zbożowej można uzyskać kilkukrotnie więcej białka z owadów, niż z dużych kręgowców, ale w praktyce znacznie łatwiej jest hodować kury, niż robactwo.

  5. Tero napisał(a):

    Podstawowym problemem przy przygotowywaniu konserw lub weków z mięsem jest zachowanie biologicznej czystości. Pokpienie tej sprawy może skończyć się tragicznie – zatruciem jadem kiełbasianym. Dlatego trochę z przerażeniem patrzyłem na proces produkcji tych konserw. Czy jesteście Panowie (i Panie?) pewni, że zawartość tych konserw będzie bezpieczna po jakimś czasie? Brak sztucznych konserwantów jest chwalebny ale coś za coś. Również temperatura przechowywania (do 18 stopni) może być problemem w warunkach kryzysowych. Domyślam się, że taka temperatura przechowywania wynika właśnie z braku stosowania sztucznych konserwantów. Nie jestem specjalistą w przygotowywaniu tego typu zapasów więc stąd moje pytania. Czy te trzy godziny gotowania tego mięsa w puszkach jest wystarczającym zabezpieczeniem przed ewentualnymi niespodziankami po otwarciu takiej puszki?

    • nemo napisał(a):

      A to po wypukłym wieczku nie będzie widać, że jest zepsuta?

    • Bunkier napisał(a):

      Teoretycznie konserwy sterylizowane są bezpieczne pod względem jadu kiełbasianego. Bo jeśli nie ma clostridium botulinum to nic się nie powinno dziać.

    • a.jedlinski napisał(a):

      Podobno te konserwy są tyndalizowane. Taki proces zabija wszystko. WSZYSTKO. Jeśli wewnątrz nic nie żyje, to jak coś ma się zepsuć. Podejrzewam, ze dwuletnia trwałość wynika raczej z przepisów oraz opakowania. Jeśli tyndalizowany wek (czy to słoik, czy konserwa) się zepsuje oznacza to tylko dwie sytuacje
      1. Coś się przedostało z zewnątrz, więc mamy do czynienia z rozszczelnieniem opakowania.
      2. Nastąpiło samorództwo jakiś mikrobów. Co oczywiście nie jest możliwe.
      Jadłem kilka lat temu wekowane mięso swojej teściowej. Leżało zapomniane na półce, odkryliśmy bo zabierałem słoiki do własnych weków. Były dobre. W sytuacjiweków preppersa brak konserwantów właśnie przedłuża termin przydatności.

    • Piotr napisał(a):

      Botulina ulega rozkładowi pod wpływem wysokiej temperatury lub zasolenia. O ile w warunkach walki o przetrwanie pozbywanie się jej przez zasolenie mięsa może być problematyczne (trwa bardzo długo no i przegięcie z solą nie jest dobre dla organizmu) o tyle obróbka termiczna jest jak najbardziej wykonalna.
      Toksynę botulinową można zniszczyć przez gotowanie podejrzanego mięsa przez około 30 minut w temperaturze 100 stopni i… tu uwaga, ta temperatura 100 stopni to musi być temperatura mięsa (wewnątrz) a nie tylko temperatura wody, najlepiej wcześniej rozdrobnić mięso na jak najdrobniejsze kawałki a dla większych kawałków mięsa trzeba proces gotowania odpowiednio przedłużyć (i najlepiej gotować w szybkowarze, czym wyższa temperatura wody tym lepiej).

      Oczywiście pozbywanie się botuliny poprzez obróbkę termiczną to ostateczność gdy nie mamy innego wyboru, najlepiej w ogóle nie ryzykować spożywania podejrzanego mięsa (i nie sugerować się tym, że na przykład damy trochę psu do zjedzenia i jeśli nie będzie kręcił nosem, zje i nic mu nie będzie, to znaczy że mięso jest ok – słyszałem o takich „patentach”, podobnie jak takich, że jak nie ma jak ugotować ryżu, to wystarczy go namoczyć – zwykle będzie ok lub skończy się na małej biegunce, ale czasem, przy osłabionym organizmie, może to się zakończyć utratą wzroku, zapaleniem opon mózgowych czy poważnymi problemami z sercem – lepiej nie stosować metody „raz spróbowałem będąc w pełni zdrowym i nic mi nie było, więc metoda jest ok”).

      • a.jedlinski napisał(a):

        Całkowicie się z Tobę zgodzę
        cyt – „lepiej nie stosować metody „raz spróbowałem będąc w pełni zdrowym i nic mi nie było, więc metoda jest ok”
        W ciężkich czasach lepiej polegać na sprawdzonych rozwiązaniach a nie ładować się w niepotrzebne ryzyko. Takie ryzyko można sobie podjąć w normalnych czasach, gdy w razie czego pójdziemy na SOR i uzyskamy pomoc. Ale nie w kryzysie, gdy taki dostęp będzie co najmniej znaczne utrudniony. Namoczenie ryżu, kasz wszelkich tylko je rozmiękcza, produkty skrobiowe MUSZĄ BYĆ UGOTOWANE . Wynika to z właściwości chemicznych skrobii (hydroliza termiczna wiązań między cząsteczkami glukozy).

        • Piotr napisał(a):

          Oprócz spraw chemicznych związanych ze skrobią w przypadku zbóż dochodzi jeszcze konieczność pozbycia się bacillus cereus.

  6. kulibob napisał(a):

    Ja osobiście mam konserwy z Biedronki.
    Nie lepiej zebrać puchy z kilku popularnych marketów. Mówię tu o takich wyprodukowanych dla….. oraz bardziej firmowych. Zebrać je do kupy przeanalizować skład, smak okres ważności, cenę itp.

  7. a.jedlinski napisał(a):

    To znowu ja;-). Ja już porzucam powoli ideę konserw, jako zapasu w celu ewakuacji. Powodów jest kilka.
    1. Te kupne konserwy po prostu mi nie smakują.
    2. Te lepszej jakości są po prostu zbyt drogie. Nie jestem w stanie jednorazowo kupić większej ilości, a kopiowanie puszek mi po prostu nie wychodziło. Musiałem obrać inną strategię. Kupić raz a dużo i do zapasu.
    3. Najważniejsze. Jak zrobię coś sam – mam większą pewność, że zjem to ze smakiem.
    4. Umiem gotować, więc po co mam kupować gotowce?
    O własnych daniach gotowych wspominam tutaj
    http://na-kryzys.blogspot.com/2016/06/fasolka-po-bretonsku-w-soikach.html
    Co prawda opisuję na przykładzie fasolki, ale tak samo można robić bigosy, zupy, wszelkie dania jednogarnkowe. Zrobiłem za dużo zupy jakiejś tam i widzę, że na trzeci dzień zostanie? Do słoików. Teraz często jak gotuję zupy, to celowo robię więcej – większość do spożycia a zostają mi dwa trzy słoiki 0,6 – 1 litrowe, które lądują na działkę i/lub do piwnicy.
    Zalety robienia własnych przetworów? Robię to co mi smakuje. Jest to tańsze. Mam urozmaicenie. Jeśli mi ta potrawa smakuje to łatwiej mi robić rotację produktów.

  8. amzel napisał(a):

    Uważam że weki są najlepsze jako zapas na trudne czasy ale dobrze jest mieć też trochę konserw puszkowych.
    Jedne i drugie można łatwo rotować.

  9. a.jedlinski napisał(a):

    Nie zamierzam rezygnować z konserw. Ja w zapasie działkowym też mam konserw „trochę”. Łącznie 67 na dzień dzisiejszy, z czego 22 takie mniejsze (130-170g) reszta to takie 300-330 g, terminy od 09.2018 do 09.2019. Patrząc na terminy oraz częstoliwość potencjaalnego zjadania spokojnie mógłbym utworzyć większy zapas, powiedzmy 150 sztuk, ale uznałem że zapas na poziomie zbliżonym do 50 sztuk jest wystarczający. Najbardziej mi smakują te wszelkie rybne, mam ich teraz 24, docelowo w ich kierunku będzie szedł zapas.

  10. Antychryst napisał(a):

    A oglądaliście może na you tube tego gościa kudliński roman czy adolf chyba roman:-P on w telewizji nawet był i na you pokazuje jak robi właśnie udo prepersa i też można u niego kupić ponoć ma 20lat wytrzymać

  11. Antychryst napisał(a):

    A skoro już mówimy o jedzeniu to mam pytanie, jadł ktoś może orzeszki ziemne solone w puszce po dacie ważności? Bo znalazłem w polo market po 3zl sztuka to fest tanio jest i bym kupił więcej tylko data krótka na nich jest

  12. Michał napisał(a):

    1) Co do orzeszków to nie kupuj – po jakimś czasie następuje rozkład tłuszczu, są niesmaczne i trujące.

    2) Co do Pana A. K. – to na pewno ma przebicie medialne i porusza ważne sprawy. Problem jednak zawsze tkwi w szczegółach. Co do naśladowania polecam innych.

    3) Co do Pana Adolfa to posłuchaj opowieści o korpusach najemniczych. Nagranie jest dostępne na internecie. Nigdzie nie ma że to A. K ale według mnie głos jest jego.

    4) Bardzo martwi mnie Twój pseudonim. Z reguły ignoruje takie nicki. Jednak wierzę, że jesteś dobrym człowiekiem.

    • djans napisał(a):

      Ja w sprawie tych orzeszków – po jakim czasie i jaki jest mechanizm rozkładu tych tłuszczów?

  13. Antychryst napisał(a):

    Ha ha michalku nie martw się o mój nick;-) a jeśli chodzi o pana wspomnianego interesują mnie te konserwy a nie czy jest najemnikiem zjodziejem czy ruskim szpiegiem:-) chodzi o to ze narobie się jak wół przy kiełbasie później będę ja trzy dni z rzędu gotowal mnóstwo gazu pójdzie na ten proces żeby się później okazało za 3miesiące albo 3lata będzie niejadalne

  14. Antychryst napisał(a):

    Michoł zapodaj ten link o korpusach najemniczych bo nigdzie tego nie ma i za bardzo nie wiem jak miał bym tego szukać

  15. Michał napisał(a):

    1) http://joemonster.org/filmy/58039 Porównaj głos.

    2) Co do moich doświadczeń z mięsnymi przetworami to oprócz trzykrotnego gotowania, dodaję sól peklującą. Peklowałem na sucho.

    3) Co do Twojego pseudonimu to wiesz co o nim myślę. Poczytaj o zagrożeniach duchowych.

  16. Antychryst napisał(a):

    zaczynasz mnie draznic z tym swoim
    1
    2
    3
    i sie nie interesuj moim nickiem bo nie pojdziesz do nieba

    • Survivalista (admin) napisał(a):

      A ja proponuję, abyście przestali się kłócić i skupili na meritum. To nie jest miejsce na dyskusje o wyższości wieprzowiny nad żywnością halal, chodzenia do kościoła nad pastafarianizmem i tak dalej.

  17. Antychryst napisał(a):

    Adm ŚWIĘTA racja dzięki za interwencję bo zaczynała mnie denerwować ta dyskusja o niczym:-)

  18. Antychryst napisał(a):

    A skoro mówimy już o konserwach polecam w sklepie Netto konserwe filety z makreli w pomidorach w smaku moge szczerze powiedzieć bardzo bardzo dobre cena 2.99zl a data do 2020 do sierpnia to ponad trzy lata tak samo fasola konserwowa do 2020. I myślę nad takim czymś- zapekluje na mokro boczek świeży polezy jak zwykle 10 dni z tej wodzie z solą następnie wezmę oa działko uwędze zrobię na porcje po około 200gram włoże do słoików i będę tandylizowal 3 2 i godzinę przez trzy dni powinno wytrzymać w ciemnym chłodnym miejscu kilka lat i teraz do tego mam te fasole z puszki nie trzeba jej gotować mam też w piwnicy 100kg ziemniaków i ostatnio zacząłem suszyc marchew i teraz przychodzi trudny okres biorę porcję boczku dodaje ziemniaki w kostkę i suszona marchew gotuje aż ziemniaki będą miękkie bo boczek po tylu godzinach tandylizacji będzie miękki tylko żeby smak oddał,ziemniaki miękkie dodaje fasole z puszki majeranek sól pieprz suszony lubczyk(zamiennik magi) zageszczam mąka i zupa pozywna jest gotowa w 20 minut można od razu zrobić podwójną porcję i na dwa dni. Wido ze taka zupę można kupić w słoiku jednak tutaj mamy poszczególne produkty w data praktycznie 10 razy dluższą no poza ziemniakami:-) ktoś tu pisał o jadalnych owadach pomysł może i by się sprawdził ale spróbuj to wcisnąć później dzieciom bądź żonie, powodzenia:-)

    • djans napisał(a):

      „cena 2.99zl”
      Jaka masa? Jaka masa netto? Ile % z tej masy stanowi ryba? Jakie środki konserwujące i dodatki do żywności?

      Bez tej wiedzy ciężko oceniać racjonalność zakupu.

      Pomyśl o zastąpieniu tych ziemniaków np. kaszą gryczaną – lepsze wartości odżywcze, lepsza „gęstość usypowa”, łatwiej przechować.

  19. Antychryst napisał(a):

    Masa samej ryby 170gram konserwanatow tam nie ma bo po co to jest produkt sterylizmwany jak ktoś ma ten sklep blisko to może sobie jechać kupić i samemu ocenić a jaki skład to można teraz wymyślać później ważne ze będę miał tego dużo i mi smakuje bo pamiętać trzeba ze zapas musi być z tego co jemy na codzień a co do kaszy do tej zupy to wiesz mam i kaszę różne rodzaje groch ryż cieciorke do wyboru do koloru ale trzeba będzie najpierw zjeść ziemniaki a później brać się za suche to może leżeć latami ziemniaki nie. Wszystkie ryze kasze i groch oraz fasole przechowuje w słoikach szklanych laduje do środka zakręcam i do piekarnika na 80 stopni na 30-35 minut i może stać latami

    • djans napisał(a):

      Akurat nie mam Netto jakoś szczególnie po drodze, a w zapasach, z ryb w pomidorach, to byczki (bo szczególnie lubię) i szprota (bo pewnie był tańszy od makreli w przeliczeniu na kg). Dużo tego nie ma, bo na co dzień konserw nie jem i trudno by mi było rotować na siłę.

      Suche powietrze o temperaturze 80 stopni Celcjusza ma raczej słabe właściwości sterylizacyjne. Pod kątem rozwoju bakterii, czy pleśni, to jest właściwie bez różnicy, czy zrobisz takie wygrzewanie, czy nie. Ewentualnie może zaradzić na larwy mączniaka i podobne makroorganizmy, ale to i tak ważniejsza jest szczelność opakowania w trakcie przechowywania, niż „wypiekanie”.

  20. Antychryst napisał(a):

    E.jedli powiedz mi bo widzę ty jesteś obcykany w warzywach niedaleko mnie są pola na których rośnie od groma kukurydzy ale nie tej słodkiej tylko ta na pasze ta bardziej twarda i tu moje pytanie jak bym sobie troche „pożyczył” tej kukurydzy co mógł bym zrobić w razie W z tymi ziarnami? Czy jest sens zbierania tego w ogole?

  21. Antychryst napisał(a):

    Jadłem ale to nie jest w ogole dobre strasznie jest mączna co innego ta cukrowa dlatego pytam co można by z tych ziaren zrobić

    • djans napisał(a):

      Za krótko gotowałeś.

      Pół życia jadłem pastewną z „masem i solą” zanim w ogóle się dowiedziałem o istnieniu słodkiej kukurydzy cukrowej.

      Zbierana w sezonie (lipiec-sierpień) co prawda dojrzała nie jest, ale wówczas się idealnie nadaje do spożywania na takiej zasadzie, jak cukrowa. Nie jest mączysta, a po prostu inaczej smakuje.

      Trochę, jak z bobem, albo groszkiem zielonym – możesz zbierać niedojrzały i wówczas jeść na surowo, albo poczekać do pełnej dojrzałości i wówczas trzeba długo gotować.

      Kukurydza stoi do października-listopada, ale wówczas wymaga podobnej obróbki jak zboża, czy nasiona strączkowych, czyli namaczanie w ciepłej wodzie dla uruchomienia enzymów i potem gotowanie.

      Możesz też zemleć na śrutę, albo mąkę – wówczas czas obróbki się nieco skróci, ale gorzej z przechowywaniem.

      • linkolm napisał(a):

        Dodam tylko,że kukurydzę po zebraniu z pola trzeba dosuszyć niezależnie od tego czy ziarno zostanie na kolbie czy od razu ją wymłócisz.Niewysuszona spleśnieje nie wspominając o mykotoksynach no i wysuszoną łatwiej wymłócić.Oprócz zastosowań kulinarnych można przygotować z niej paszę dla zwierząt (dla kur nie musi być rozdrobniona)Dostępne są łuszczarki do kukurydzy na korbkę z wysyłką nie cała stówa przynajmniej przed dwoma laty jak kupowałem to płaciłem z wysyłką 80 zł

  22. Antychryst napisał(a):

    A ty ze podsuszyc to wiem ryż też zanim załaduje do słoików też proforma podsuszam w piekarniku i kukurydzę dobrze zbierać po pierwszych mrozach podobno tak czytałem gdzieś.

    • djans napisał(a):

      Po pierwszych mrozach już po prostu nie ma sensu dłużej czekać. Ale nie ma żadnych przeszkód, by zbierać przed ich nastaniem.

  23. Skaurus napisał(a):

    Jakiś czas temu z ciekawości kupiłem na spróbowanie wek, udo i skrzydło prepersa z nastawieniem, że jak się sprawdzi to zrobię z tego jakieś większe zapasy. Najbardziej do mnie przemawiało, że jest to mięso i przyprawy bez żadnych dziwnych „ulepszaczy”. Smak i konsystencja jak najbardziej mnie zadowalały i nie mam tu zastrzeżeń. Problemem jak dla mnie jest za to jakość opakowania. Blacha jakiej użyto do zrobienia puszek jest dość giętka (w porównaniu do puszek jakie kupuje normalnie w sklepie) i łatwo się wygina w rękach. W sumie zamówiłem 6 puszek i z tego 4 przyszły do mnie „pogniecione”, choć to pewnie zasługa poczty polskiej. W mojej ocenie jest to ciekawy produkt na jakiś wypad lub do bieżącego wykorzystania, jednak do swojego zapasu długoterminowego (zakopanego w bezpiecznym miejscu) użyje raczej puszek z lidla lub biedronki (przy promocji cena o połowę mniejsza, dużo mięsa w składzie, puszka mocniejsza).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Informuj mnie o odpowiedziach poprzez e-mail. Możesz również subskrybować wpis bez zostawiania komentarza.

banner