Dlaczego NIE WARTO się ewakuować?

Ewakuacja z miejsca zamieszkania to bardzo istotny temat w przygotowaniach na trudne czasy. Zakładamy bowiem, że musimy być zawsze gotowi do wyniesienia się z domu, gdy zmusi nas do tego sytuacja. Może to być choćby pożar domu czy skażenie chemiczne okolicy. Ale można wyobrazić sobie scenariusze, w których przebywanie w mieście po prostu nie będzie zbyt bezpieczne — na przykład w razie długotrwałego braku prądu na dużym obszarze kraju.

Niemniej jednak, ewakuacja powinna być traktowana jako ostateczność. I w dzisiejszym materiale postaram się wytłumaczyć Wam, dlaczego tak uważamy.

Nie będę ukrywać, bezpośrednią inspiracją do przygotowania tego tekstu był materiał wideo zatytułowany „Survive This: TOP 10 Reasons NOT to Bug Out” z kanału nutnfancy.

Na początek najważniejsze jest, byśmy pamiętali zawsze, czemu ma ta ewakuacja służyć. A jej celem jest zapewnienie sobie większego bezpieczeństwa, niż w domu.

Przygotowanie domu na trudne czasy

W pierwszej kolejności przygotowując się na gorsze czasy koncentrujemy się w domu i w jego najbliższej okolicy. Tam przecież spędzamy większość czasu i jest spora szansa, że tam właśnie będziemy musieli przeczekać jakąś kryzysową sytuację.

W domu mamy więc awaryjne źródło ciepła do ogrzewania i gotowania posiłków, jakieś źródło prądu, sprzęt do komunikacji, broń i amunicję, czy wreszcie zapas żywności i wody. To tu zapewne znajdują się przedmioty kupione na handel w trudnych czasach.

Trudno zabrać to wszystko ze sobą, zwłaszcza idąc piechotą, albo poruszając się rowerem.

Warto wspomnieć także o komforcie, który zapewnia dom. Może dla Czytelników bloga nie ma kluczowego znaczenia, ale dla ich małżonek i dzieci — być może już tak. W domu mmamy radio, telewizor, gry planszowe i karty, ale także przeróżne projekty, którymi można się zająć. Wszystko to ułatwia zachowanie zdrowia psychicznego w kryzysowej sytuacji.

Dom to także znana okolica i znane otoczenie. Tu znamy sąsiadów, możemy im pomóc, możemy liczyć na ich pomoc. Będzie nieodzowna zwłaszcza wtedy, gdy trzeba będzie przynieść do domu opał albo wodę (choćby po to, by zająć sobie nawzajem miejsce w kolejce do beczkowozu).

Jeśli zakładasz, że to właśnie ze strony sąsiadów coś Ci będzie w trudnych czasach zagrażać i musisz od nich uciekac, to znaczy, że tu właśnie jest słaby punkt Twoich przygotowań.

Niebezpieczeństwa na trasie ewakuacji

Osobną kategorią dobrych powodów, by się z domu nie ewakuować, są wszystkie zagrożenia, które mogą nas spotkać na drodze z domu do celu ewakuacji.

Począwszy od zjawisk pogodowych. Nie ma nic przyjemnego w marszu z plecakami w deszczu, gdy w nocy temperatura spada poniżej zera i wszystko pokrywa się warstwą lodu. Jeszcze mniej przyjemne będzie to przy ewakuacji na rowerze. To nie tylko ryzyko wywrotki i poważnego urazu, lecz także szansa na zapalenie płuc. Zwłaszcza, gdy przyjdzie nam po drodze zanocować.

Można wyobrazić sobie sytuację, w której ludzie uciekający z miasta będą napadani przez bandytów, okradani, gwałceni i mordowani. Że drogi będą zablokowane przez samochody porzucone z braku paliwa. Albo nieprzejezdne ze względu na trudne warunki. Że trzeba będzie uciekać drogami lokalnymi, gruntowymi, albo po prostu piechotą, w ukryciu, przez las.

Wiemy mniej więcej, co jest w najbliższej okolicy domu. To, co znajduje się na trasie ewakuacji, to zawsze do pewnego stopnia niewiadoma.

Dotarłeś do celu ewakuacji i co dalej?

Gorąco zachęcamy wszystkich do określenia zawczasu i przygotowania sobie odpowiedniego celu ewakuacji. Z drugiej strony mamy świadomość, że część z Was zakłada, że uciekać będzie do lasu.

Pytanie, czy rzeczywiście jest tam bezpieczniej i lepiej, niż w domu?

Czy zyskując na przykład nieco większe bezpieczeństwo, albo możliwość korzystania z odnawialnego źródła energii (baterii słonecznych zamontowanych na dachu domku na działce), nie tracimy dostępu do zapasu żywności, albo sprzętu komunikacyjnego?

Wiadomo, że z naszymi, polskimi budżetami, musimy dokonywać trudnych wyborów i raczej nie będziemy w stanie równie dobrze wyposażyć pod kątem trudnych czasów domu i celu ewakuacji.

Zresztą jest jeszcze jedna kwestia — skąd wiadomo, że domek na działce przygotowany jako cel ewakuacji, w dalszym ciągu stoi? Że nie został splądrowany przez złodziei, albo nie spłonął w pożarze?

Bądź gotowy na ewakuację, ale dobrze ją przemyśl

Na ewakuację musimy być gotowi — choćby pod kątem przygotowania zestawu ucieczkowego. Po to, by nie tracić czasu, gdy będziemy do niej zmuszeni.

Z drugiej strony, należy ją zawsze traktować jako ostateczność.

Survivalista (admin)

Artur Kwiatkowski. Magister inżynier, posiadacz licencjatu z zarządzania. Samouk w wielu dziedzinach, ale nie czuje się ekspertem w żadnej. Interesuje się zdrowym życiem i podróżami. I przygotowaniami na trudne czasy, rzecz jasna!

Mogą Cię zainteresować także...

18 komentarzy

  1. Piotr napisał(a):

    Czy nie lepszy byłby tytuł w rodzaju „kiedy ewakuacja jest błędem” czy „dlaczego nie zawsze warto się ewakuować”? Bo tak, to materiał jest dość jednostronny, przedstawia tylko wady ewakuacji w ogóle nie przedstawiając jej zalet, a takie coś co do zasady jest nieobiektywne (podstawą obiektywizmu jest sceptycyzm, czyli szukanie błędów i „podważanie” swoich argumentacji). Moim zdaniem ewakuacja nie jest ostatecznością co do zasady, po prostu czasem jest lepiej zostać w domu a czasem lepiej się ewakuować i żaden wariant nie jest w ogólności lepszy/gorszy od drugiego, bo wszystko zależy od okoliczności (trzeba być przygotowanym zarówno na pozostanie jak i na ewakuację a gdy już kryzysowa sytuacja przyjdzie, to wybrać wariant stosowny do okoliczności).

    • Krzysztof Lis napisał(a):

      No ale takie było założenie tego materiału — przedstawić argumenty przeciwko ewakuowaniu się z domu. Bo tych wyjaśniających dlaczego trzeba być na to przygotowanym i kiedy może zdarzyć się potrzeba ucieczki z domu, było już u nas na blogu i na kanale sporo.

      • Piotr napisał(a):

        Ok, masz rację, spojrzałem na ten film jako całość samą w sobie a nie jako część obszernego bloga.

  2. ansuz napisał(a):

    Przygotowywanie procedur, kiedy opuścić dom a kiedy pozostać nie ma sensu, ponieważ w ten sposób tylko zaburzamy działanie odwiecznej selekcji naturalnej. Lepiej zadajmy sobie pytanie, czy ktoś, kto nie potrafi ocenić prawidłowo zagrożenia, wart jest aby przetrwać, zużywać cenne zasoby i przekazywać swoje (nieporadne) geny potomstwu?;)

    Może to jest lekka prowokacja, ale czy naprawdę wszyscy powinniśmy przetrwać? Czy nie po to macocha natura szykuje nam najokrutniejsze scenariusze zagłady, abyśmy dawali ściągi i bryki nieporadnym leszczom nie wartym przetrwania?

    Może ten post rozrusza intelektualnie rozmemłane forum, na którym największym problemem jest „kilo ryżu” w butelce, czy w rurze? Jeżeli nie rozrusza to chyba na prawdę nie warto zabiegać o przetrwanie i lepiej zostawić miejsce na Ziemi dla bardziej wartościowych zwierząt. 😉

    • Krzysztof Lis napisał(a):

      Nie wiem, co mam Ci odpowiedzieć.

      My założyliśmy, że będziemy się starać materiały tworzyć w taki sposób, by mogło z nich skorzystać jak najwięcej ludzi. By ci niezaradni mieli szansę stać się zaradnymi.

      • ansuz napisał(a):

        Liczyłem, że kogoś wciągnę w moralno-filozoficzną dyskusję, ale muszę przyznać, że ładnie wybrnąłeś trudnego tematu w stylu „na Jezusa”. 😉

        • Piotr napisał(a):

          Hehs, a co miał napisać? Miał zapytać czy zgłaszasz się na ochotnika jako ten, który „ustąpi miejsca” lepiej przystosowanym? 😀 Chyba o to właśnie chodzi aby w sytuacji kryzysowej jak najwięcej ludzi było przygotowanych, bo czym więcej ludzi będzie przygotowanych, tym kryzys będzie łagodniejszy (mniej ludzi będzie walczyć o życie kosztem innych).
          A co do tego ma filozofia? Filozofowie-teoretycy (bez praktycznych umiejętności) umrą pierwsi – to najlepszy przykład, że z punktu widzenia „macochy natury” filozofowie to „leszcze niewarci przetrwania” 😉

          • ansuz napisał(a):

            Zapewniam Cię, że nawet „filozofowie teoretycy” mają przygotowane plany awaryjne na wypadek sytuacji kryzysowych. Po za tym są plany na wypadek braku możliwości realizacji planów podstawowych i tak aż kilka warstw 😉

            Informowanie ludzi o potencjalnych zagrożeniach i porady jak te zagrożenia przetrwać to bardzo ważna i cenna działalność i podejrzewam, że twórcy bloga mają tego świadomość. Jednak gdy czasem czytam pytania pod Waszymi filmami na YT, to zastanawiam sie , czy aby na pewno jesteśmy gatunkiem dominującym i czy na pewno to my zasługujemy na przetrwanie? 😀

            Dam coś od siebie społeczności, aby nie było, że tylko egoistycznie czerpię wiedzę i zachowuję ją dla siebie w nadziei, iż wyginą konkurenci do cennych zasobów. 😉

            Moim zdaniem, podobnie jak gospodarza bloga, własny dom to fundament przetrwania wszelkich klęsk żywiołowych, apokalipsy zombie, czy innych plag. Domu trzeba trzymać się do tak długo jak tylko się da, nawet gdy ulegnie częściowemu zniszczeniu, gdyż właśnie w tym miejscu mamy największe szanse na przetrwanie, ponieważ:

            – mamy zgromadzone zapasy
            – doskonale znamy sąsiadów a sąsiedzi nas
            – znamy okolicę a na własnym terenie zawsze mamy przewagę
            – wiemy, gdzie znajdują się zagrożenia
            – wiemy gdzie znaleźć awaryjne źródło wody
            – wiemy, gdzie jest szansa na uzupełnienie pożywienia
            – w pobliżu często mieszka nasza rodzina i przyjaciele
            – znamy mocne i słabe strony naszego domu (schronienia)
            – przemieszczanie się to najbardziej ryzykowny etap przetrwania
            – Nigdy nie będziemy w stanie zabrać wszystkiego, co będzie nam potrzebne

            Istnieją tylko 2 scenariusze, gdy trzeba opuścić dom jak najszybciej i uciec możliwie najdalej:
            – Planowany w pobliżu upadek wielkiego meteorytu/komety
            – Wojna z naszym jedynym w tej chwili wrogiem

            W pierwszym wypadku bardzo długo nie będzie widmo dokładnie gdzie uderzy meteor. Dowiecie się tego, gdy już będzie zbyt późno na spokojną i planową ewakuację. Jednak dużo wcześniej będzie znana potencjalna ścieżka jego upadku/eksplozji, wiec już wtedy powinniśmy spokojnie przenieść się jak najdalej od niej

            W drugim przypadku warto rozważyć potrzebę obrony kraju i walki z barbarzyńcami w obronie naszej ziemi, ale gdy jesteśmy niezdolni do walki np jesteśmy astmatykami, inwalidami, kobietami, lub starcami, albo tchórzami, to lepiej abyśmy uciekli z zagrożonego terenu przy okazji opiekując się dziećmi i majątkiem, niż pozostali i stanowili tylko obciążenie (psychiczne i fizyczne) dla walczących. W takim przypadku widzę 2 realne miejsca szybkiej ucieczki. Portugalia i Irlandii. Dlaczego?

            – Obydwa te miejsca są w zasięgu dojazdu zwykłym samochodem (co najwyżej z pomocą promu)
            – Podobna, zachodnia kultura
            – łatwa komunikacja
            – Podobne systemy wartości moralnych
            – Podobna religia
            – Daleko od głównych celów uderzeń jądrowych
            – Daleko od barbarzyńców
            – Z zachodu jest oczyszczający ocean
            – Leżą na zachód od potencjalnych celów uderzeń jądrowych a ruchy mas powietrza na naszej pokuli sprzyjają takiemu położeniu, gdyż masy powietrza w stratosferze przesuwają sie na wschód. (Wynika to z obrotu Ziemi)

            To mój wkład do wspólnego przetrwania. 😉

          • Piotr napisał(a):

            A ja widzę dziesiątki (jeśli nie setki!) scenariuszy kryzysowych, w których jak najszybsza ewakuacja jest lepsza niż jak najdłuższe pozostanie w domu. Na przykład:
            – firma w której pracuję bankrutuje a alternatywny pracodawca gwarantujący porównywalne zarobki w mojej branży jest powiedzmy w mieście oddalonym o 500km czy w innym kraju
            – poważne skażenie terenu (na przykład awaria jakiejś fabryki produkującej toksyczne chemikalia itp. – maska przeciwgazowa w najlepszym wypadku wystarczy na kilkanaście godzin a co potem? trzeba opuścić teren zanim pochłaniacz w masce przestanie działać)
            – poważne zagrożenie terrorystyczne (na przykład odbywająca się w pobliżu jakaś „impreza” pokroju ŚDM czy Szczyt NATO)
            – poważna awaria sieci energetycznej jeśli przebywasz w mieście (wolę zostawić mieszkanie w bloku i niech tam sobie nawet złodzieje ukradną telewizor, pralkę czy ciuchy w szafie – straty w porywach kilka tysięcy ale mimo wszystko wolę taki kryzys energetyczny spędzić na wsi)
            …. i tak można wymieniać bez końca (tak samo jak powody pozostania w domu).

            Różnica między nami polega przede wszystkim na tym, że ja mam dwie lokalizacje (w mieście i na wsi) w których mam zapasy, znam dobrze sąsiadów, znam dobrze okolicę (w tym zagrożenia, miejsca z zasobami typu woda itd.) i… nie muszę zabierać wszystkiego na trasę ewakuacji aby przetrwać, bo potrafię sobie poradzić na prawdę w spartańskich warunkach (przećwiczone w praktyce, co roku spędzam na poligonie kilka tygodni przy różnych warunkach pogodowych i nie biorę ze sobą namiotu z dwoma łazienkami i ciepłą wodą, a moja obecna partnerka życiowa też nie jest „marudna” i nie raz ze mną w lesie pod gołym niebem spała ;)).
            Zamiast nastawiać się na jeden wariant, mam po prostu wolny wybór, w każdej chwili mogę zostać lub się ewakuować z miasta na wieś do rodziców (radiową łączność awaryjną z rodzicami mam, zarówno z domu jak i z samochodu, więc padaka komórek nie stanowi problemu). Ponieważ mam swobodny wybór, to nie muszę być „uwiązany” do tego co zgromadziłem w domu i uważam, że jeśli już się ewakuować z mieszkania w mieście, to jak najszybciej (nie odkładać tego na później, łatwiej się będzie ewakuować praktycznie natychmiast, niż po kilku dniach gdy już się zacznie „zadyma”), no ale to moje podejście, nie twierdzę, że najlepsze dla każdego, bo każdy ma inne możliwości, inną lokalizację no i od samego rodzaju sytuacji kryzysowej też wiele zależy 😀

  3. a.jedlinski napisał(a):

    Dom przeważnie będzie najbardziej bezpiecznym i komfortowym miejscem. Tutaj się zgodzę. Czasem jednak po prostu nie mamy wyboru i ewakuować się warto. Wspomniałeś o relacjach z sąsiadami. Uwierz. Czasem mimo najszczerszych chęci te relację są złe, z winy sąsiadów. Mój ojciec był kiedys politykiem. Dzięki temu ja jako jego syn zostałem zaszlufladkowany jednoznacznie źle i tego nie przeskoczę. Na to wpływu nie mam. Miałem jednak wpływ na relacje z sąsiadami działkowiczami i tutaj nie mam co narzekać. Lubię jeździć na działkę, bo tam sąsiad to faktycznie fajny sąsiad, który pomoże, któremu ja pomogę, z którym sobie pogadam. Także Krzyśku – pełna zgodność. Jak masz wpływ na relacje z sąsiadami to one są ważnym aspektem przygotowań. Pamiętam pretensje sąsiadów po naszym pożarze mieszkania Wspominałem o nim https://na-kryzys.blogspot.com/2016/10/pozar-mieszkania-w-roku-2011.html ). Pretensje żadnego słowa z propozycja pomocy. Pamietam analogicznie jak w 2012 roku w grudniu zrobiłem sobie dwutygodniowy pobyt na działce (taki biwak). Trzech sąsiadów zaczęło wypytywać czy mam jakies problemy mieszkaniowe i oferowali zakwaterunek. Gdy już wiedzieli, że robię to dla hobby to po tygodniu pukali do altanki czy wszystko w porządku.
    Co do wypowiedzi Ansusa
    1. Od czasu rewolucji poźnoneolitycznej nasz gatunek wyrwał się z typowej darwinistycznej selekcji naturalnej.
    2. Wszelkie nasze procedury to właśnie nic innego jak dodatkowe cechy by być lepiej dostosowanym.
    3. Cyt ” Czy nie po to macocha natura szykuje nam najokrutniejsze scenariusze zagłady, abyśmy dawali ściągi i bryki nieporadnym leszczom nie wartym przetrwania?” – bakterie robią dokładnie to samo w procesie poziomego transferu genów.

    • Krzysztof Lis napisał(a):

      Myślę, że tak jak warto wyprowadzić się z domu znajdującego się na obszarze zalewowym, tak samo warto wynieść się z okolicy, w której zagraża Ci niebezpieczeństwo ze strony sąsiadów (gdy nie jesteś w stanie tego inaczej zmienić). 🙂

  4. Multitactical.pl napisał(a):

    Ciekawy materiał – zgadzam się, że opuszczenie z zasady bezpiecznego mieszkania/domu nigdy nie powinno być wynikiem pochopnej i nie przemyślanej decyzji. Sytuacja kryzysowa generuje plątaninę zależności, na które nie zawsze mamy wpływ ale ucieczka do lasu, zwłaszcza z rodziną, to nie jest najlepszy pomysł. Dobrze przygotowane schronienie z zapasami żywności oraz innymi udogodnieniami i wyposażeniem to co najmniej gwarancja komfortowego przetrwania największej fali kryzysu. Z całą pewnością przewidzenie charakteru upadku nie jest łatwe dlatego warto mieć plan i cel ewakuacji.
    Kwestia sąsiedzkich współzależności to temat do dłuższej dyskusji, niemniej wiele zależy od nas samych i siły do interakcji z innymi ludźmi.

  5. mig napisał(a):

    Największym problemem ewakuacji jest wybranie prawidłowego jej momentu. Głodni ludzie bez względu na to czy nas lubią czy nie są głodni. Kiedy będzie naprawdę źle przestanie istnieć lubię cię bo sąsiada nawet najlepszego bardziej będzie interesował jego własny pusty brzuch. Należy więc odpowiednio przemyśleć czas i miejsce ewakuacji , w połowie sierpnia 1939 można było bezpiecznie udać się do dowolnie wybranego kraju, 2 tygodnie zmieniły wiele. W zależności od rodzaju zagrożenia możemy nasze zasoby przemieszczać z wyprzedzeniem nie tracąc ich. Oczywiście cysterna z wspomnianym chlorem wymusza inne zachowanie i konsekwencje niż wojna, długotrwały kryzys , itd.

  6. erpi napisał(a):

    Bardzo ciekawy materiał. Mam podobne poglądy. Od wielu miesięcy obserwuję pogodę i staram się ocenić jak długo o danej porze dnia i w takich warunkach pogodowych byłbym w stanie poruszać się w terenie zurbanizowanym (ale np. bez oświetlenia ulicznego), a jak wyglądałby marsz po nieutwardzonych drogach w tych samych warunkach (np. po kilku dniach deszczu). Mam tu na myśli poruszanie się z obciążeniem (większy wysiłek), a także poruszanie się samemu jak i z rodziną.
    Ze smutkiem stwierdzam, że ok. 80% takich analiz w okresie jesień-wiosna wypada niepochlebnie. Późną wiosną i latem takich dni w naszym klimacie szacuję na ok. 30%.
    Inny test, który przeprowadzam, to wybranie ‚at hoc’ momentu kiedy będę musiał przemieścić się do domu. Bo sytuacja awaryjna może wyniknąć niespodziewanie. Jak wtedy dotrzeć do domu? (brak prądu, brak pociągów, komunikacja miejska sparaliżowana, przepełniona, lub oddelegowana np. do ewakuacji jakiegoś regionu, a samochód zostawiony pod domem). Jak przetrwać kilka następnych dni? Potem sytuacja powinna zacząć się normować.
    Zachęcam Was przeprowadzenie takich testów nawet ‚na sucho’ w warunkach w których funkcjonujecie na co dzień. Mnie nauczyło to głównie pokory względem swoich możliwości. Kilkukrotny powrót z pracy na piechotę (ok. 16km) dał poznać reakcje organizmu i jego potrzeby podczas takiego krótkiego, bądź co bądź marszu.
    Jednocześnie nie wyobrażam sobie pokonanie nawet takiego dystansu z żoną i dwójką dzieci bez zaplanowania i przygotowania.

  7. bura2 napisał(a):

    Ewakuacja ma trwać jak najkrócej. Tu nie chodzi o to żeby 100 km odcinek pokonywać tydzień łowiąc po drodze ryby i zbierając dzikie rośliny żeby wieczorem przy ognisku ugotować sobie z nich zupę. Tylko o to żeby te 100 km pokonać w 1 lub 2 dni i paść na mordę ale w bezpiecznym celu ewakuacji..

    Po to jest plecak ewakuacji, nie powinien być wzorowany na plecaku na wypad do lasu, tylko na plecaku na rajd terenowy/ imprezę na orientację

  8. pawelll napisał(a):

    Jak może wyglądać ewakuacja zobaczyłem dzisiaj, przypadkiem oglądając końcówkę ostatniego odcinka „Nocy i dni” czyli ucieczkę z Kalińca. Ten odcinek pokazuje też jak łatwo kończy się „nasz świat”. Chwile wcześniej panowie w mundurach siedzą przy kawiarnianych stolikach, całują kobiety po rękach a za chwilę (fakt że inni w innych mundurach) rozstrzeliwują cywilów. Wbrew pozorom wojna zawsze czai się za rogiem. Jeśli ktoś nie wierzy niech zapyta Chorwatów, Bośniaków, Ukraińców. Albo nawet mieszkańców Londynu czy Barcelony.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Informuj mnie o odpowiedziach poprzez e-mail. Możesz również subskrybować wpis bez zostawiania komentarza.

banner