Czy jesteś gotów na zimę stulecia?

Ostatnio na Facebooku ktoś podrzucił materiał o ostrzeżeniach przed zimą stulecia, ktoś inny poprosił o zajęcie się tym tematem. A Artur podrzucił artykuł napisany w 2010 roku właśnie na ten temat.

Tak, już 7 lat temu, na początku istnienia bloga, pisaliśmy o tym zagadnieniu. Od tamtego czasu zima stulecia nie miała miejsca. Więc jak się na nią przygotować, ale jednocześnie nie stracić na tych przygotowaniach, jeśli taka zima nie wystąpi w tym sezonie? Albo nigdy?

To właśnie jest tematem niniejszego materiału.

Sprawność instalacji grzewczej

Gdy jest zima, musi być zimno. Takie są odwieczne prawa natury. O tym wszyscy wiemy. Bez względu na to, z jakim scenariuszem zimy stulecia będziemy mieć do czynienia (bardzo zimno, ponadprzeciętnie duże opady śniegu, długotrwały mróz), dom musimy ogrzać.

A to wymaga w pierwszej kolejności sprawności instalacji centralnego ogrzewania. Drożny komin, wyczyszczone dysze i sprawdzone czujniki w kotle. Szczelna instalacja gazowa. Sprawny podajnik do węgla. Mały kryzys pod postacią awarii któregoś z elementów systemu grzewczego w piątek wieczorem, przy dużym mrozie, do poniedziałku stać może się dużą (a przynajmniej bardzo uciążliwą) katastrofą.

Ogrzewanie na sytuacje awaryjne

Sprawne ogrzewanie nie będzie działać, gdy zabraknie gazu w rurce albo prądu. Dlatego warto zadbać o to, by i w takim przypadku mieć jakieś działające źródło ciepła. W tym celu może służyć kominek, biokominek, czy agregat prądotwórczy, podtrzymujące pracę kotła i pompy obiegowej gdy zabraknie prądu.

Więcej o tym jest w ubiegłorocznym materiale o awaryjnych rozwiązaniach na brak ogrzewania. Nie będę tego powtarzać.

Zapas paliwa do ogrzewania

Pełna przydomowa butla propanu, albo zapas drewna czy węgla co najmniej na cały sezon grzewczy. Wprawdzie ze względu na ceny to nie jest dobry moment na robienie takich zakupów, ale w połowie lutego, w środku trwającej zimy stulecia, może być jeszcze drożej, bo będzie go brakować.

Chodzi o to, by po pierwsze nie być narażonym na to, że tego paliwa zabraknie. Po drugie, kupowanie go w większych ilościach i z wyprzedzeniem pozwala na skorzystanie z niższych cen. Można na przykład kupić świeże drewno i samodzielnie je sezonować, by zdążyło dobrze wyschnąć przed spaleniem.

Energia elektryczna, woda, żywność

Zima, atak mrozu lub opady śniegu, mogą zakłócić dostawy wody, prądu i żywności. Historia zna przypadki, gdy oblodzenie linii przesyłowych powodowało długotrwałą i trudną do naprawienia awarię zasilania. Tak samo przy największych mrozach zniszczeniu mogą ulec elementy wodociągu. No a intensywne opady śniegu mogą Cię uziemić w domu na kilka dni, bez możliwości wyjechania do sklepu.

Musisz więc mieć w domu choć minimalny zapas żywności i wody i sprzęt, który pomoże Ci w razie braku prądu.

Dojazdy do pracy (i inne podróże) zimą

Skoro wspomnieliśmy o uziemieniu przez pogodę w domu, warto zastanowić się, jaki może to mieć wpływ na możliwość dojazdu do pracy. Nie tylko samochodem, także w zakresie komunikacji publicznej, autobusów, tramwajów i pociągów.

Sprawdź (uzgodnij z szefem), czy w razie awaryjnej sytuacji jesteś w stanie pracować przez kilka dni zdalnie.

Upewnij się, że samochód będzie w pełni sprawny zimą. Zwłaszcza dotyczy to pojazdów, którymi nie jeździmy na co dzień. Samochody z silnikiem diesla warto zatankować zimowym olejem napędowym gdy tylko pojawi się na stacji (albo samodzielnie dodać do niego dodatki przeciwdziałające wytrącaniu się parafiny w niskich temperaturach).

Przygotuj samochód do przetrwania sytuacji, w której ugrzęźniesz w śniegu na 24 godziny. Takie sytuacje zdarzają się nie tylko w Bieszczadach czy na Podlasiu. O tym opowiadaliśmy w materiale o samochodowym zestawie przetrwania.

Taka sytuacja grozi jednak także przy podróży pociągiem czy autobusem. Może ona przedłużyć się z godziny do kilku godzin. Możesz w pociągu czy autobusie także utknąć na całą noc. Warto więc w tym zakresie zmodyfikować delikatnie zestaw EDC i włączyć do niego:

Termos czy kubek nie utrzyma ciepłej herbaty przez całą noc, zwłaszcza, że wcześniej ją wypijemy. Bez picia i jedzenia przez ten czas na pewno przeżyjemy, ale po co dodatkowo dokładać sobie zmartwień? Tym bardziej, że być może będziemy w stanie pomóc komuś, kto z jakichś względów jest w jeszcze gorszej sytuacji, niż my.

Ubranie do zimowej pogody

Warto dbać także o to, by nasze ubranie było odpowiednie do pogody, także z uwzględnieniem sytuacji awaryjnych. Jeśli mieszkasz w mieście, pod blokiem i biurem masz podziemny garaż, to być może nie czujesz potrzeby zabierania porządnej, zimowej kurtki i butów. A jednak warto, choćby na ewentualność zmiany koła gdzieś po drodze.

Ubranie powinno mieć kolejne warstwy, dające się rozpiąć, zdjąć lub założyć, zależnie od odczuwanej temperatury. Komfort cieplny przy oczekiwaniu na opóźniony pociąg na otwartym peronie będzie zupełnie inny, niż podczas marszu ze stacji kolejowej do domu, gdy nie podjedzie autobus, czy podczas podróży pociągiem w ogrzewanym przedziale. Warto więc ubierać się tak, by nie dostać jednocześnie jakiegoś zapalenia płuc.

Krzysztof Lis

Magister inżynier mechanik. Interesuje się odnawialnymi źródłami energii, biopaliwami i nowoczesnym survivalem.

Mogą Cię zainteresować także...

21 komentarzy

  1. Rafał M. napisał(a):

    Przetwornice są głównie dla sprzętów pobierających stosunkowo duże energie, a w sytuacji kryzysowej każda miliamperogodzina staje się cenna.
    Chyba lepiej sobie do tego akumulatora żelowego podłączyć kabelkami gniazdko zapalniczki samochodowej, to koszt kilku złotych. I mieć najważniejszy sprzęt z możliwością zasilania z 12V, wtedy da się używać nie tylko w domu, ale też w samochodzie.
    Telewizor, pralka i żelazko mogą poczekać na koniec kryzysu.

    Jak ktoś ma możliwość podpięcia generatora spalinowego, to mogłoby być jakieś rozwiązanie. Można by go włączyć na 2…3 godziny, aby naładować akumulator żelowy (jak dobra ładowarka), przy okazji coś wyprać w pralce, uprasować (ale jak się równo rozwiesi pranie, może nie być potrzeby prasowania), odkurzyć dywany itd.
    Po wyłączeniu generatora można by do kilku dni korzystać z tego akumulatora i później znowu go włączyć jeśli zajdzie taka potrzeba skorzystania z prądożernego sprzętu na 230V.
    Pracujący bez obciążenia generator tylko niepotrzebnie będzie zużywał sporo paliwa.

  2. Maciej napisał(a):

    Zakup opału przygotowany wcześniej nie stanowi żadnej oszczędności. Pieniądz jest towarem i ma swoją cenę w czasie. Uwięzienie gotówki na kilka lat nie wydaje mi się roztropnym pomysłem. Następnym problemem jest miejsce do składowania paliwa węgiel jest w tym wypadku mniej problematyczny drewno wymaga odpowiedniego składowania. Mieszkańcy bloków mają jeszcze gorzej bio kominek nie ogrzeje mieszkania tak lepsze mizerne ciepło niż żadne. Wracamy do tematu brak energii oraz do miejsc w których możemy gromadzić szpej na ciężkie czasy. I tu zbawienna okazuje się działka . Tam możemy przechowywać piecyki polecam gaz lub naftę i przy założeniu że będziemy mogli tam dotrzeć i dostarczyć zapasy do domu rozwiązuje nasz problem. Dlaczego nafta i gaz nawet gdy linie przesyłowe przetrwają mrozy i opady śniegu to przy kłopotach z ogrzewaniem załatwią je setki piecyków elektrycznych. Pomijam ekonomiczną stronę użycia farelki. Większość działkowców których domki bazują na ogrzewaniu elektrycznym po pierwszym rachunku za prąd szuka tańszej alternatywy. Przygotowanie auta to dbałość o opony, akumulator, i odpowiednie paliwo, warto też posiadać dobre kable rozruchowe i prostownik. W większości przypadków nasze przejazdy to krótkie trasy do uruchomienia pojazdu zwłaszcza z silnikiem wysokoprężnym potrzeba dużo energii czasami nasz alternator przy krótkiej trasie nie uzupełni braków warto więc raz na jakiś czas podładować baterię prostownikiem lub dłuższą trasą. Współczesne auta słabo znoszą odpalanie z szarpania na holu.

    • tommies napisał(a):

      Maciej – Zgromadzenie zapasu opału jest pewną oszczędnością. Nie mając presji konieczności zakupu(bo masz zapas) możesz szukać naprawdę tanich ofert lub niestandardowego sposobu pozyskania. Posłużę się przykładem teścia z przed kilku lat. Kilka kilometrów od niego budowano nową drogę, tereny zostały wcześniej wykupione, ale rosło tam sporo przeróżnych drzew i krzaków. Teść dogadał się z wykonawcą i w zamian za oczyszczenie z nich terenu mógł je zabrać. Tym samym za stosunkowo niewielki koszt paliwa do ciągnika i piły, ale duży wkład pracy fizycznej swojej i rodziny zdobył opał na kilka zim. W sumie to nawet na tym zarobił, bo na przykład topole jako nie przedstawiające dużej wartości opałowej sprzedał pobliskiej wytwórni palet.

      Mieszkańcy miast są w gorszej sytuacji, ale i jednocześnie lepszej. Gorszej, bo ciężko jest zgromadzić paliwo do ogrzania mieszkania, ale jednocześnie lepszej, bo miasta są traktowane priorytetowo w przypadku usuwania awarii.
      Biokominek nie zapewni długotrwałego komfortowego ogrzewania, ale może być traktowany jako alternatywne źródło na kilka dni awarii, szczególnie w przypadku małego mieszkania w bloku. Moc takiego biokominka z kilkoma „paleniskami” porównywalna jest z mocą zainstalowanego grzejnika lub często wyższa. Większość producentów nie podaje tych danych, ale z tych co są, wynika, że w przypadku popularnej wielkości biokominków możemy mówić o 2-3kW. Całego mieszkania nie ogrzeje, ale zapewni ciepło w jednym pokoju. W dodatku paliwo w postaci bioetanolu zajmuje mało miejsca a ma wysoką wartość energetyczną. Wadą jest produkcja pary wodnej i CO2, więc wentylacja szcególnie w małym pokoju gdzie przebywa kilka osób musi być sprawna.
      No i paliwo do biokominka jest relatywnie drogie.
      Mam mały biokominek dla ozdoby, ale mogę użyczyć do testów domowemu-survivalovi – naprawdę grzeje 🙂

      W przypadku

  3. Maciej napisał(a):

    Moje testy biokominka wypadły inaczej jedynie co robi to fajnie wygląda . Mówimy tu o sytuacji gdy nie grzeją nas ściany sąsiada i cały blok jest wyziębiony . Z drewnem opałowym też mam inne doświadczenia musi być dobrze składowane inaczej zamiast wyschnąć butwieje. Testowałem na sobie różne rodzaje ogrzewania awaryjnego i tak naprawdę każde ma swoje wady lecz dobrze coś mieć. Piecyki elektryczne rachunek osiąga niebotyczne pułapy. Nafta spalana nawet w wysokiej klasie piecyku śmierdzi przy zapłonie oraz dobre piecyki wymagają elektryczności zużycie prądu niewielkie tyle co na wentylator + elektronika sterująca wysoki koszt rekomendowanej nafty. Nafta piecyki knotowe w większości nie wymagają zasilenia a jeżeli już są to baterie – bardziej śmierdzą. Nagrzewnice przemysłowe ON + prąd smród spalin . Gaz butle 11 l smrodek plus wilgotność. Zarówno nafta jak i gaz wymagają wietrzenia pomieszczeń.

    • Piotr napisał(a):

      Pytanie brzmi czy lepszy jak to określiłeś „smrodek” ale akceptowalna temperatura czy konieczność ewakuacji (i zostawienie mieszkania bez nadzoru)?
      Poza tym mamy chyba inne doświadczenia bo u mnie gazowy piecyk na butle „jedenastki” śmierdzi tylko podczas rozpalania zanim nie wygrzeje się katalizator (oczywiście te najtańsze bez katalizatora śmierdzą cały czas), wystarczy rozpalać na zewnątrz (na przykład na balkonie).
      Nagrzewnice ON też nie śmierdzą jeśli mają dwa niezależne obiegi powietrza (tzw. webasto), tylko trzeba odprowadzać odpowiednio spaliny. Mam demobilową nagrzewnicę ON z czołgu – śmierdzi tylko z otworu na spaliny i tylko na początku dopóki się nie wygrzeje – jako ogrzewanie postojowe zimą świetnie daje radę. Rzecz jasna są i nagrzewnice grzejące spalinami oleju opałowego lub gazu (na przykład budowlane czy przeznaczone do ogrzewania tuneli przy uprawie warzyw czy kwiatów) ale tam jest to celowy zabieg, bo zwiększona zawartość CO2 w powietrzu przyspiesza wiązanie zapraw wapiennych oraz przyspiesza wzrost roślin – takie nagrzewnice nie nadają się do ogrzewania pomieszczeń w którym przebywają ludzie, ale „Janusze biznesu” w Polsce przemilczają takie detale lub wręcz celowo dezinformują klientów aby przebić cenowo nagrzewnice z izolowanym obiegiem spalin.
      Dobre piecyki naftowe na dobrej nafcie (niestety drogiej) też śmierdzą tylko kilka minut przy rozpalaniu a potem już nie – są obecnie powszechnie używane w wielu rejonach Japonii jako awaryjne ogrzewanie (ze względu na trzęsienia ziemi często infrastruktura ulega uszkodzeniom). Swego czasu w jednym z Toruńskich pubów jedno pomieszczenie było ogrzewane piecykiem naftowym i nie było problemów z niechcianymi zapachami. Wszystko zależy od jakości paliwa – czysta nafta w dobrym (i prawidłowo wyregulowanym) piecyku spala się bez wydzielania zapachów ale rzecz jasna zarówno dobry piecyk jak i dobra nafta swoje kosztują (a tania nafta i tanie piecyki – masz rację, smrodek jest).

    • tommies napisał(a):

      Maćku – oczywiście, że drewno musi być sezonowane. Z reguły tego typu opał przygotowuje się z zapasem jednego sezonu, czyli to co przygotowujemy w obecnym 2017 roku ma służyć w sezonie 2018/2019. W mojej rodzinie i znajomych to pewien standard.
      Co do biokominka, to znalazłem ciekawe wyliczenia: http://www.ogrzewanie-kominkowe.pl/eksploatacja/czy-biokominkiem-da-sie-skutecznie-ogrzewac-pokoj/

      • tommies napisał(a):

        Pamiętajmy też, że piszemy o sytuacjach awaryjnych i skupiliśmy się na problematyce ogrzewania zastępczego mieszkania w bloku. Tu nie ma prostych łatwych i przyjemnych rozwiązań.
        Generalnie uważam, że jeśli ktoś traktuje różnego typu zagrożenia zupełnie poważnie i mieszka w mieście, to powinien myśleć o rezygnacji z mieszkania na rzecz domu/segmentu pod miastem. Oczywiście, w grę wchodzą poważne finanse, ale nie jest to też tak straszne jak się wydaje. Posłużę się własnym czyli miarodajnym przykładem. Miałem do wyboru zmianę mieszkania na większe lub kupno segmentu do niewielkiego remontu pod miastem. Cena ładnego 3-pokojowego mieszkania w Warszawie w dobrej lokalizacji to minimum 450tys. Spory segment z początku lat 90-tych oddalony o dosłownie 3 km od granicy Warszawy dokładnie w tej samej cenie. Co prawda zmiana miejsca zamieszkania była podyktowana zupełnie innymi czynnikami, ale niejako przy okazji nastąpił skok jakościowy w tego typu przygotowaniach.
        Taka przeprowadzka to ogólnie ciekawy temat i warto było by poświęcić mu wpis na blogu pod kątem przygotowań na trudne czasy, szczególnie, że zapewne duża grupa czytelników to mieszczuchy.

  4. Maciej napisał(a):

    Co do wyprowadzki z bloku to święta racja. Poza wydatkami związanymi z budową trzeba doliczyć koszty i czas codziennego dojazdu do miasta – praca. Jeżeli chodzi o zwiększenie możliwości przetrwania w ciężkich ale i w zwykłych czasach tak jak wszystko ma plusy i minusy . Z plusów przy nowo i prawidłowo budowanych domach wymienił bym zdecydowanie wyższy komfort życia, możliwość zgromadzenia zapasów, i paradoksalnie niższe koszty użytkowania budynku. Ciężko myśleć o współcześnie budowanym domu bez rekuperacji. Wentylacja mechaniczna filtruje powietrze więc nie dość, że taniej to jeszcze zdrowiej. Zespolenie rekuperatora i pompy ciepła bardzo mocno obcina nasze wydatki na energie. Natomiast są rzeczy z których trzeba zdawać sobie sprawę. 1 Jesteśmy na końcu kolejki przy przywracaniu dostaw prądu ( większość systemów obecnie pędzonych jest prądem) 2 Odśnieżanie 3 Zmiana stylu życia – rzadsze lecz większe zakupy. 4 Ciągła dbałość o stan nieruchomości parcela w lesie zima śniegopad wiosna patykopad następnie pyłopad z sosen jesień szszkopad połączony z igłopadem. Przez te pady cały rok jest co robić. Czyszczenie rynien i dachu to norma. Kolejną rzeczą którą należy brać pod uwagę to majsterkowanie – każdy właściciel domu czy nawet działkowiec musi się tego nauczyć . Kolejna rzecz to dublowanie systemów . Pompa ciepła + kominek . Energia elektryczna + generator . Wracając do systemów ogrzewania nie kryje, że jestem fanem piecyków naftowych w Japonii stanowią nie tylko awaryjne źródło ogrzewania w wielu przypadkach jest to źródło podstawowe . Butle 11 też mają masę plusów dzięki swojej uniwersalności – możliwość gotowania w moim przypadku grill z dodatkowym palnikiem gazowym – czyste spalanie. Oba te systemy wymagają dobrej wentylacji. Potężnym minusem gazu jest możliwość wybuchu w razie wycieku gazu. Nie będę wdawał się w dyskusje na temat nagrzewnic ON moje doświadczenia są inne i dla mnie Webasto i systemy pokrewne także śmierdzą. Drewno przy sezonowaniu wymaga wiaty moje doświadczenie z drewnem ułożonym bez zadaszenia.

  5. tommies napisał(a):

    Dla osoby, której filozofia prepperingu jest bliska, nowoczesne systemy obecne w domach mogą być dyskusyjne. Z jednej strony dzięki nim niby uzyskujemy większe oszczędności, ale z drugiej uzależniamy się od konieczności zasilania prądem tych systemów. Aby mieć awaryjnie prąd, dokładamy kolejny klocek do jego awaryjnego pozyskiwania. Od lat śledzę trendy w budownictwie i mam za sobą budowę domu ojca. O ile powiedzmy 10-15 lat temu podchodziłem do rekuperatorów, pomp ciepła i wszelkiej maści urządzeń bardzo entuzjastycznie o tyle teraz już nieco mniej. Po pierwsze lepiej zrozumiałem zasady działania i możliwości tych urządzeń a po drugie nauczyłem się po prostu lepiej wyliczać pewne dane. Fora dyskusyjne dostarczają też sporo informacji dodatkowych 😉 Skłaniam się raczej do opinii, że duża część nowoczesnych rozwiązań w domu w większym stopniu ponosi komfort jego użytkowania niż przekłada się na realne oszczędności. Mam paskudny charakter poznawania szczegółów rozwiązań co często powoduje zwiększanie wątpliwości, ale gdy już coś zaakceptuje, to z reguły wiem, czego mogę oczekiwać od danego rozwiązania i nie ma przykrych niespodzianek.

    I pełna zgoda – dom to nie tylko zmiana miejsca zamieszkania, ale zmiana stylu życia. Nie każdemu to pasuje.
    Ja osobiście na nowo odżyłem po wyprowadzce z mieszkania, ale dzieciństwo spędziłem w domu i nigdy do końca nie zaakceptowałem bloku jako miejsca do życia. Dla mnie powrót do domu był powrotem do normalności 😉

  6. olo napisał(a):

    Podsumowując jak jest kasa to można się przygotować.
    A jak przygotować się zatem bez kasy?

    • Piotr napisał(a):

      Rekompensować braki sprzętowe wiedzą i umiejętnościami. Nie masz kasy na fachową kuchenkę turystyczną? Naucz się jak ją zrobić samemu (na przykład oliwna z puszki z tuńczykiem czy spirytusowa z puszek po piwie). Nie masz kasy na awaryjny agregat? Naucz się jak sobie radzić bez prądu (lub prądem jaki masz do dyspozycji w samochodzie). Nie masz kasy na powerbanki do smartfona? Kup nową wersję Nokii 3310 zamiast smartfona (wystarczy ładować raz na 2 tygodnie). Nie masz kasy na opał na całą zimę? Obniż temperaturę w domu z 22 do 15 stopni – ta sama ilość opału wystarczy na znacznie dłużej. Nie masz kasy na fachowe filtry do wody? Naucz się jak uzdatniać wodę improwizowanymi metodami (lub zrób sobie zapas „kranówy” w pustych butelkach PET po wypitych napojach). Nie masz kasy na fabryczne latarki? Zrób je sobie sam (białe diody LED małej mocy kosztują grosze, dwie baterie R20 świetnie się mieszczą w kartonową „rurkę” po papierze toaletowym :D). I tak można wymieniać bez końca.
      Nie tylko sprzęt warunkuje przetrwanie, ale tez w dużej mierze umiejętność improwizowania i wykorzystywania tego co akurat masz pod ręką.

    • bura2 napisał(a):

      Rozejrzeć się czy rodzina nie mieszka na wsi i mieć z nimi dobry kontakt choćby to byli teściowie, w bloku szykować się na max tydzień i mieć dobrze opracowany plan ewakuacji.

      Co rozumiesz bez kasy? nie możesz wydać 50 zł miesięcznie na przygotowania czy nie stać Cię na dom pod miastem?

      Ważna rzecz jeśli chodzi o przygotowania na zimę to skarpety, dużo i dobrych, albo chociaż ze trzy pary dobrych i dużo innych. Warto rozejrzeć się za wełnianymi – rewelacja, kto nosił ten wie że stopa śmierdnie dwa-trzy razy wolniej niż w zwykłych

      Gdyby mi się ktoś pytał jak ma za 100 zł się przygotować na zimę stulecia to bym go wysłał do pewnego sklepu sportowego na „M” żeby kupił tam 6 par skarpet wełnianych.

  7. kulibob napisał(a):

    Mam w miarę energooszczedny dom ok 50kwh/m2/rok awaryjnie kominek niezależny od prądu, dwa panele PV i aku 110Ah z przetwornicą. Więc w razie czego jakoś to będzie.

  8. gucio napisał(a):

    A ja tęsknię za zimą stulecia. No i pamiętajmy, że śnieg jest niezłym izolatorem, zatem duże mrozy i wiatr nie są tak wychładzające jak „goła” zima.

    • Linkolm napisał(a):

      Oj zima by się przydała,może nie stulecia,ale chociaż dziesięciolecia.

      • Piotr napisał(a):

        Zależy ci macie na myśli, czy tylko malowniczy krajobraz, czy paraliż państwa. Śnieg do pewnego stopnia jest korzystny dla gospodarki (głównie dla rolnictwa – chroni uprawy przed mrozem) ale duży mróz i więcej śniegu już niekoniecznie, bo podnosi znacząco koszty wszystkiego, w tym ogrzewania, transportu (zużycie paliwa), konserwacji i napraw infrastruktury, odśnieżania dróg i dachów wielu budynków, podnosi koszty medyczne (dużo poślizgnięć kończących się koniecznością wizyty lekarskiej i gipsu, odmrożenia), wiele ludzi starszych czy niepełnosprawnych jest praktycznie „uziemionych”, są problemy z funkcjonowaniem wielu urządzeń i odpalaniem samochodów itp. A wbrew powszechnej obiegowej opinii nie przekłada się to na ilość komarów następnego lata 😀

        Dla przypomnienia kronika z PRL-u https://www.youtube.com/watch?v=N5KA3o6v9Js

        • Linkolm napisał(a):

          Piotr zauważyłem,że jak jest normalna zima z mrozem i śniegiem to wypadków jest mniej niż gdy pogoda serwuje na przemian mróz i temperatury dodatnie,gdzie rano i wieczorem chodniki są oblodzone a w ciągu dnia pada deszcz czy śnieg.

          • Piotr napisał(a):

            Owszem, śnieżne błoto pod którym jest lód to najwięcej wypadków (i na chodnikach i na drogach niższych kategorii odśnieżania).
            Mimo wszystko wolę normalną „porządną” zimę niż zimę stulecia 🙂 Długo utrzymujący się mróz poniżej -20 stopni czy opady śniegu rzędu 20cm dziennie (przez kilka dni) to nie przelewki, a podczas zimy stulecia 1978/1979 potrafiło w niektórych miejscach Polski spaść nawet ponad 70cm dziennie (i to nie gdzieś w górach, tylko w Warszawie czy Łodzi) – coś takiego jak zima stulecia „to nie je bajka” 😀

          • Piotr napisał(a):

            Mały dzieciak w 1979 roku byłem, ale pamiętam jak samochody na drogach (wtedy jeszcze Żuki, Stary itp.) były tak pozasypywane, że tylko dachy wystawały a osobówek w ogóle nie było widać spod śniegu i to nie gdzieś na zadupiu, tylko na dawnej E81 (obecna „siódemka”), mieszkałem akurat wtedy w okolicach Mławy, leki dla chorych i lekarzy to wojsko musiało śmigłowcami przywieźć, bo drogą nie było szans, żarcie dla mieszkańców okolicy zapewniał PGR (dyrektor kazał sukcesywnie zabijać byki i owce na mięso oraz rozdawać mleko od krów, o pieczywie można było zapomnieć, a mieszkańcy niektórych bloków wychodzili oknem z parteru, bo normalne drzwi wejściowe były pod śniegiem). Ostra zima to na prawdę nie przelewki.

  9. Linkolm napisał(a):

    Oczywiście nie chciał bym żadnego kataklizmu,ale do 10 stopni na minusie i z pół metra śniegu rozłożone na 3 miesiące zimowe było by mile widziane.Zboża bez okrywy śnieżnej wiatr potrafi wykończyć nawet przy niewielkim mrozie.

  10. Wiktoria napisał(a):

    co roku ma być zima stulecia, już nie wierzę w te gadki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Informuj mnie o odpowiedziach poprzez e-mail. Możesz również subskrybować wpis bez zostawiania komentarza.

banner