Sąsiedzi w trudnych czasach: jak uwzględnić ich w strategii przetrwania?

Na co najmniej jednym naszym filmie padły słowa, że sąsiada łatwiej jest nakarmić, niż zastrzelić. I dostaliśmy w odniesieniu do takiego podejścia sporo komentarzy. Do jednego z nich chciałbym się odnieść w formie tego materiału i przy okazji przedstawić jedyną słuszną (w moim odczuciu) filozofię uwzględniania sąsiadów w przygotowaniach na trudne czasy.

Komentarz, którego autorem jest Chmiel Chmiel, brzmi tak:

Rozumiem twoje podejścia i punkt widzenia, ale jeśli ktoś wie, że mamy jedzenie to głodny może nas zaatakować. Poza tym w trudnych czasach „sąsiad/ka” może być zmuszony lub zachęcony do podania informacji, że mamy zapasy i będziemy musieli się ewakuować lub walczyć. Zamiast dawać sąsiadowi rybę, lepiej dać mu wędkę i nauczyć go korzystania z niej.

I oczywiście z takim komentarzem nie sposób się nie zgodzić.

Zamiast przygotowywać się do wykarmienia sąsiada w sytuacji kryzysowej, lepiej przygotować go, by był w stanie zrobić to samodzielnie. Zamiast dawać mu rybę gdy zabraknie prądu, dać mu wędkę, a ściślej — pokazać, że warto ją kupić i zachęcić, żeby sam to zrobił. I żeby nauczył się z niej korzystać. Ta analogia jednak nie jest do końca dobra.

Wiemy przecież, jak trudno jest przekonać do przygotowań na trudne czasy naszych najbliższych. Ludzi, którzy nas znają, ufają nam i liczą się z naszym zdaniem. Nawet im nie zawsze da się wytłumaczyć, że nowoczesny survival to działanie równie zdroworozsądkowe, jak ubezpieczenie mieszkania przed pożarem. Jeszcze większym wyzwaniem będzie przekonanie do tego sąsiadów, którzy są nam obcy.

W idealnym scenariuszu mielibyśmy za sąsiadów prepperów przygotowanych na sytuacje kryzysowe co najmniej tak dobrze jak my. Jest to nierealne. Przekonanie kogokolwiek do przechowywania zapasu wody i żywności w mieszkaniu nastręcza trudności choćby ze względu na fizyczny brak miejsca. Dobrze więc, by ci nasi sąsiedzi mieli w domu choć jakieś niezbędne minimum. Ale nie to wydaje mi się być najważniejsze.

Najważniejsze jest to, byśmy my sąsiadów znali i żebyśmy byli przez nich lubiani i szanowani.

Sympatia i szacunek

Przygotowujemy się nie tylko na duże kataklizmy w rodzaju wojny czy pandemii, lecz także na domowe katastrofy w rodzaju utraty pracy czy śmierci członka rodziny. W takiej sytuacji zaprzyjaźniona sąsiadka, która zaopiekuje się naszym dzieckiem gdy będziemy załatwiać ważne sprawy urzędowe czy pojedziemy do innego miasta na rozmowę o pracę, będzie nieocenioną pomocą. Zdejmie z naszej głowy jedno zmartwienie — szukanie na gwałt opiekunki do dziecka, z której usług nigdy wcześniej nie musieliśmy korzystać. Zaufany sąsiad także podczas naszego urlopu wyjmie listy ze skrzynki, podleje kwiaty i pozapala światła, zmniejszając ryzyko, że ktoś w tym czasie okradnie nam mieszkanie.

Sąsiad, z którym się nie lubicie, może zignorować zauważoną próbę włamania do Twojego samochodu czy domu. Ten, któremu pomogłeś ostatnio w przeprowadzce i spotykacie się regularnie na piwo, będzie bardziej skłonny do reakcji. Niech będzie nią choćby telefon do Ciebie czy na policję, bo przecież niekoniecznie aż fizyczna interwencja i próba powstrzymania kradzieży.

Analogicznie będzie w każdej sytuacji kryzysowej.

Wiadomo, że każdy z nas ma jakąś hierarchię ludzi, na których nam zależy (którym jesteśmy skłonni udzielić pomocy). W pierwszej kolejności najbliżsi, później dalsza rodzina, krewni, przyjaciele. Zwykły sąsiad nie jest wysoko na tej liście. Ten, z którym jesteśmy zaprzyjaźnieni, któremu pomagamy (i on nam także) na tej liście będzie dużo wyżej.

Zachęć sąsiadów do nowoczesnego survivalu

Gdy zdobędziemy zaufanie i sympatię sąsiadów, możemy próbować ich zachęcić do przygotowań na trudne czasy. W jaki sposób?

Po pierwsze, wprost. Pokazując na co się przygotowujemy i w jaki sposób. Tłumacząc, że nowoczesny survival to tylko rozwinięcie pomysłu na ubezpieczenie mieszkania przed pożarem czy montowanie autoalarmu do samochodu. Od tego punktu wyjścia przechodząc do latarek, świec, zapasu żywności i wody.

Po drugie, pokazując te przygotowania w innym kontekście. Zabrać sąsiada z dziećmi na wycieczkę do lasu, wraz z kuchenką turystyczną na kartusze. Na jakimś postoju zagotować w kuchence wodę na herbatę dla wszystkich. I wytłumaczyć, że z tej kuchenki korzystać można także wtedy, gdy zabraknie prądu i gazu w mieszkaniu, do gotowania posiłków czy przygotowania wody do kąpieli dla dzieci. To świetnie pokazuje, że to nie jest jakieś dziwactwo, że kupujemy coś, z czego korzystamy regularnie, na co dzień albo na urlopie i będziemy mogli użyć w sytuacji kryzysowej.

Bandy i sąsiedzi

Ciągnąc temat chciałbym jeszcze odnieść się do jeszcze jednego komentarza, autorstwa grega1982fr, nawiązującego do tego tematu z innego punktu widzenia:

Jedna rzecz daje do myślenia. Skoro są takie komentarze, to co się stanie jak faktycznie w jakimś mieście braknie żywności? Ludzie będą się organizować właśnie w takie 5-osobowe grupy z pałami i siekierami i chodzić od domu do domu, wyłamując drzwi, gotowi zabić za… kartofla. Głód potrafi zdziałać wiele. Co wtedy? Co proponujesz jako obronę przez taką sytuacją?

Zaufanie naszych sąsiadów i umiejętność współpracowania z nimi oczywiście nie rozwiąże tego problemu, ale może samo w sobie znacząco w tym pomóc. Jednej rodzinie bronić się jest bardzo trudno. Nawet gdy ma duży zapas broni i amunicji, bo na każdego cwaniaka w końcu trafi większy cwaniak. A mieszkania w bloku ufortyfikować przeciwko butelkom z benzyną się nie da. Zaś kilka zaufanych rodzin sąsiadów już może stanowić punkt wyjścia do stworzenia takiej bandy. O czym, rzecz jasna, już wspominałem, że to nie jest właściwa strategia przygotowań na trudne czasy.

Idąc po jakieś zasoby, wodę do rzeki czy opał do lasu, nie będziemy musieli iść z żoną i dziećmi (by nie zostawiać ich bez opieki), tylko z sąsiadem albo dwoma. W 2-3 jest zawsze raźniej, nawet jeśli bandytów jest 5.

Nie można zakładać, że sąsiad będzie stuprocentowo lojalny względem nas. Nie powinno dziwić, że gdy ktoś będzie grozić mu śmiercią albo gwałtem powie skąd wziął żywność, że wskaże akurat Ciebie. Ale to nie oznacza, że należy z tego rezygnować. Wcale nie trzeba przecież mówić mu, że dzielimy się z nim częścią naszego ogromnego zapasu. Możemy powiedzieć, że ta konserwa, którą dostaje, kosztowała nas naręcze drewna przyniesione z lasu, czy coś w ten deseń. To minimalizuje także ryzyko ataku ze strony samego sąsiada.

A przecież zrobienie prostego zapasu kalorii pod postacią ryżu jest bardzo tanie i nie zajmuje dużo miejsca.

Sąsiedzi i inni ludzie w sytuacji kryzysowej

W poprzednim materiale o tym, czy brak prądu rzeczywiście będzie oznaczać trudne czasy, że równie istotne jest nie tylko przetrwanie naszej rodziny w takiej sytuacji, ale też to, jak wpłynie ona na wszystkich ludzi dookoła.

Uwzględniając sąsiadów w naszej strategii przygotowań na trudne czasy zmniejszamy ryzyko, że będą oni stanowić dla nas zagrożenie jako część hordy wygłodniałych bandytów, plądrujących wszystko, co tylko się da. W polskich warunkach jest dużym wyzwaniem wyprowadzić się na tyle daleko od innych ludzi, by ich brak przygotowania w sytuacji kryzysowej nie pogarszał jeszcze naszej sytuacji.

Inną kwestią jet budowanie grup w celu wspólnego przygotowania do sytuacji kryzysowych. O tym nie chciałbym na razie mówić, bo to temat na osobny materiał, ale nie do końca jestem przekonany, by takie grupy należało (i w ogóle dało się) budować właśnie z sąsiadami, a nie np. z rodziną.

A jeśli w Twoim otoczeniu są tylko ludzie, z którymi w ogóle nie da się porozumieć? Którzy na pewno będą stanowić zagrożenie, gdy coś złego będzie się dziać? Trzeba się po prostu przeprowadzić…

Powrót do normalności

Trzeba pamiętać, że każda sytuacja kryzysowa prędzej czy później się skończy i życie wróci do (przynajmniej względnej) normalności. Nie jest więc tak, że to, co działo się w czasie wojny czy powodzi zostanie nam błyskawicznie zapomniane czy wybaczone. Będzie odwrotnie. To, że kogoś skrzywdziliśmy czy komuś pomogliśmy może się za nami ciągnąć jeszcze na przestrzeni kilku pokoleń. Pisał o tym Lars w swoim artykule, który jakiś czas temu tu opublikowaliśmy.

A więc zachęcam do utrzymywania poprawnych, serdecznych relacji z sąsiadami.

Krzysztof Lis

Magister inżynier mechanik. Interesuje się odnawialnymi źródłami energii, biopaliwami i nowoczesnym survivalem.

Mogą Cię zainteresować także...

7 komentarzy

  1. Rafał M. napisał(a):

    Niedługo będzie zakaz handlu w co drugą niedzielę i ludzie zaczną robić zapasy 🙂
    Taka sytuacja zmusi, by w domu była ta druga zapasowa kostka masła, bo jak się skończy nie będzie można po prostu pójść do sklepu.
    Już teraz ludzie zaczynają panikować co to będzie, jak nagle coś się skończy i akurat będzie wolna niedziela. Może w końcu zaczną myśleć, bo problem banalny do rozwiązania.

    Uzbrojone bandy rabujące żywność to chyba w Ameryce, taka kultura z filmów. W historii ludzkości wielokrotnie wybuchały klęski głodu, czy to z powodu kryzysu gospodarczego, suszy, czy wojny. I jakoś nie słyszałem, by się ludzie nagle zaczęli masowo mordować. Podczas wojen wychodzą raczej różne animozje na tle uprzedzeń narodowościowych i z tego powodu dochodzi do mordów, a nie z powodu żywności.
    Na szalupach ratunkowych zdarzały się przypadki zabójstw w celu kanibalizmu. Ale podczas klęski głodu raczej nie, było zjadanie trupów, które same umarły z głodu. Nieoficjalne zjadanie, bo ktoś umarł i znikał, nikt się innym nie przyznawał co się stało z ciałem.

    Dwie strategie przetrwania w takiej sytuacji głodu, albo większa współpraca między ludźmi, albo wybijanie się nawzajem.
    Ludzie raczej idą na współpracę, to odsuwa moment śmierci w czasie. Może się skończyć, że wszyscy w końcu umrą z głodu, ale zawsze jest nadzieja.
    Natomiast konfrontacja z ludźmi to ryzyko dużo szybszej śmierci.

    Co ciekawe, w różnych takich skrajnych sytuacjach kryzysowych rolę administracji państwowej mogą przejmować lokalne grupy przestępcze, które zaczynają pomagać ludziom.
    Tak było na przykład podczas tsunami w Japonii, które uszkodziło elektrownie atomowe i odcięło od prądu. Te tereny były odcięte od władz i służb ratunkowych przez co najmniej kilka dni, to Jakuza organizowała koce i zaopatrzenie. W programach telewizyjnych pokazywali, jacy to Japończycy są zdyscyplinowani, grzecznie czekają w kolejce na posiłek, albo naładowanie telefonu, ale nie mówiono kto to organizował.
    Zorganizowane grupy przestępcze typu mafie i gangi mają swoją terytorialność, to rodzaj jakby równoległej administracji, powstałej jako forma samopomocy ludzi czujących się wykluczonymi społecznie. Grupy przestępcze mogą walczyć ze sobą o strefy wpływów, wymuszać haracze „za ochronę”, mają swoją hierarchię, a jednocześnie opiekują się swoimi członkami i ich rodzinami (na przykład grupa utrzymuje żonę i dzieci członka, który zginął podczas strzelaniny ulicznej z inną grupą).
    W zasadzie państwowość pierwotnie wzięła się z dawnych grup przestępczych, których przywódcy podporządkowali sobie inne grupy przestępcze na większym obszarze.

    • djans napisał(a):

      „W historii ludzkości wielokrotnie wybuchały klęski głodu, czy to z powodu kryzysu gospodarczego, suszy, czy wojny. I jakoś nie słyszałem, by się ludzie nagle zaczęli masowo mordować. ”

      Serio nie słyszałeś o pospolitych bandach złożonych z amnestionowanych i różnego innego elementu, które terroryzowały rolników?

      Przecież są nawet udokumentowane przypadki, gdzie niemieckie okupacyjne władze dawały polskim chłopom broń, by mogli w ten sposób zabezpieczyć opłacanie kontrybucji.

      „Ludzie raczej idą na współpracę, to odsuwa moment śmierci w czasie. ”

      Skąd Ci to przyszło do głowy? Jak do farmera w czasie Wielkiego Kryzysu, albo chłopa za okupacji, przyszła banda obwiesiów, żeby podzielić się jego zapasami, to on „szedł na współpracę” oddając im to, co miał na przednówek, żeby „odsunąć moment śmierci w czasie”, czy do nich strzelał?

      „Zorganizowane grupy przestępcze typu mafie i gangi mają swoją terytorialność, to rodzaj jakby równoległej administracji, powstałej jako forma samopomocy ludzi czujących się wykluczonymi społecznie. ”

      Proszę Cię… Nie porównuj organizacji o głębokim rysie historycznym, powstałych nierzadko pod okupacją, jako formy oporu i samoobrony z rodzimymi bandami karków w dresach, czy bardziej poważnymi organizacjami byłych funkcjonariuszy resortów siłowych PRL.

      Przy okazji – wspomniana przez Ciebie Yakuza powstała właśnie jako ochrona rolników przed rabusiami – coś, jak w filmie „Siedmiu samurajów”.

      • Rafał M. napisał(a):

        Głupkowate osiłki w środowisku przestępczym nie stoją zbyt wysoko w hierarchii. Na górze tej piramidy są ludzie inteligentni i kulturalni, choć potrafią też i zabić, jak to się mówi „to nic osobistego, tylko interes”.
        Ale mało prawdopodobne, by w sytuacji kryzysowej ci z nizin światka przestępczego przejęli nad nim władzę.
        Więc wystąpienie sytuacji kryzysowej nie oznacza całkowitego załamania się hierarchii społecznej. Może ona ulec przeobrażeniu, ale nadal będzie jakaś hierarchia, jakieś zasady społeczne i kary za ich nieprzestrzeganie.
        Paradoksalnie, najspokojniej będzie w dotychczasowych slumsach, gdzie już teraz są lokalne gangi uliczne.

        Wszędzie, gdzie z jakiegoś powodu słabo funkcjonuje administracja państwowa, po jakimś czasie samoistnie pojawia się lokalna organizacja typu mafijnego. W półświatku wcześniej lub później do władzy dochodzą najinteligentniejsi, którzy wykorzystują osiłków jako ochroniarzy i pobierają od ludności haracz za ochronę przed zewnętrznymi osiłkami, tworzą się pierwociny państwowości. Ci inteligentni doskonale sobie zdają sprawę, że lepiej kurom czasem podebrać jajko, niż zarżnąć kury i w końcu samemu z głodu umrzeć. Lepiej ludziom odebrać trochę ich plonów, aby później ludzie odtworzyli zapasy i znowu trochę odebrać, niż zabrać wszystko.

        Współczesne gagi żyją głównie z handlu narkotykami, wcześniej w USA żyły z handlu zakazanym alkoholem, ale pierwotnie żyły z haraczu za ochronę przed innymi gangami. Pełnią też pewne funkcje socjalne, na przykład południowoamerykańscy bossowie narkotykowi są uwielbiani przez lokalnych wieśniaków.

        Stąd mało prawdopodobna jest sytuacja, że miejskie głupkowate osiłki zaczną rozrabiać, bo nie oni rządzą, ci wyżej potrafią ich utemperować.
        Wynika z tego też małe prawdopodobieństwo, że nagle ktoś się przebranżowi i będzie chciał żyć z regularnego rabunku. Bo tym samym stanie się niewygodną konkurencją dla dotychczasowych struktur przestępczych, które albo wchłoną i podporządkują, albo zabiją, ale nie będą tolerować naruszania własnego terytorium przez inną grupę.

        Nie próbuję ich wybielać, ani demonizować, są czym są, tak po prostu się dzieje.

        • Coyote napisał(a):

          A kto powiedział że struktury przestępcze przetrwają kataklizm w wiele lepszym stanie niż państwowe ? Yakuza też nie jest państwem w państwie tylko jego przedłużeniem powiązanym zarówno z japońskimi służbami specjalnymi jak i związkami zawodowymi . U siebie nie ma żadnej konkurencji która zakłócałaby symbiozę z społeczeństwem i oficjalnymi strukturami Japonii .
          Gorzej jak na danym obszarze masz mozaikę konkurujących z sobą „młodych” gangów . Pozbawione kontaktu z centralą poszczególne komórki zajmą się rabunkiem i rozliczaniem zadawnionych porachunków . Wdając się w walkę z zwykłymi desperatami , czy dezerterami z wojska czy policji jedynie gdy wejdą sobie w drogę .
          Tylko pogłębiając chaos a nie stabilizując sytuacje .
          Podejrzewam że czytałeś książkę „Syberyjskie wychowanie” , stara szkoła już wymarła , nowa woli zjeść kurę zanim ktoś inny im ją sprzątnie z przed nosa .

  2. bura2 napisał(a):

    Po pierwsze żeby doszło do powstania „władzy przestępczej” to musi powstać luka w interesie czyli normalna władza musi przestać istnieć na dłuższy czas. W każdej innej męty będą czuć się jak ryba w wodzie i korzystać nie myśląc kategoriami kura-jajko.
    Ponadto sądzę że najbardziej prawdopodobny jest po prostu wzrost zwykłej przestępczości – kogoś kto da mi po głowie za resztę wypłaty a nie 5 kg ryżu.
    Takie miejsca są na ziemi. Duża część Południowej Ameryki. Da się tak żyć? Da się. Ale ciągła czujność nas zje. Potrzebujemy chociaż małej grupy ludzi od których nie dostaniemy kosy w plecy.
    I tu jest rola sąsiadów – nie zatłuką, może swojego karku nadstawiać nie będą ale np. Powiedzą że na rynku rzucili ziemniaki spiesz się sąsiad.

    A takie gadanie że najspokojniej będzie w slumsach – bzdura tam po prostu już jest źle i się zwyczajnie nie pogorszy…

  3. hardkor napisał(a):

    Czołem miejskie partyzanty!
    Aby z sąsiadem w miarę dobrze żyć czy się czymś podzielić to trzeba go chociaż odrobinę znać. Na wsiach ludzie jeszcze znają innych ze swego najbliższego otoczenia ale i to się zmienia. A kto z was mieszkających w bloku, pardon apartamentowcu zna więcej niż 5 sąsiadów? Tak z ręką na sercu?

    Ogromne migracje jakie zachodzą w Polsce: wieś do miast, miastowi na wieś, wszyscy na emigrację, Ukraińcy napływają równomiernie do miast i miasteczek, to wszystko nie tworzy dobrego klimatu do zacieśniania więzów. Co więcej powstaje duże ryzyko powstania niekorzystnej kombinacji sąsiadów praktycznie z dnia na dzień. A przeprowadzka nie jest żadnym rozwiązaniem bo populacja miesza się jak w kotle.

    Moim zdaniem w takiej sytuacji najlepsza taktyka to więzy rodzinne , a z sąsiadami utrzymywać relacje spokojnie, w miarę uprzejmie ale z dystansem. A w kryzysie najwartościowsze znajomości same się wyselekcjonują.

    W trudnych czasach agresja między ludźmi będzie narastała stopniowo. Zanim dojdzie do kanibalizmu jak np. za Stalina na Ukrainie czy w Leningradzie to będzie „mniejszy głód”, grabieże, napady , partyzantka kożuchowa itp.. Będzie to też okres przystosowywania się ludzi do niedostatku, głodu, chłodu ale jakoś to będzie działało. I to może trwać latami (jak czasy komuny i octu na półkach).

    A kiedy dojdzie do eskalacji? Ano wtedy, kiedy władza ograniczy ludziom swobodę przemieszczania się, powstaną zony, obozy koncentracyjne, zamknięte miasta, getta jak zwał tak zwał.
    Wtedy przetrwają tylko najsilniejsi. I sąsiad będzie najmniejszym zmartwieniem.

  4. Wiktoria napisał(a):

    z sąsiadami trzeba żyć ale z niektórymi to się nie da, choćby człowiek ze skóry wychodził żeby było dobrze to i tak nie dogodzi.

Odpowiedz na „bura2Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Informuj mnie o odpowiedziach poprzez e-mail. Możesz również subskrybować wpis bez zostawiania komentarza.

banner