Zmiany w ustawie o broni i amunicji – projekt

W dzisiejszym materiale przyjrzymy się nieco bliżej projektowanym zmianom w ustawie o broni i amunicji, nad którymi trwają właśnie prace w parlamencie. I opiniom dotyczącym tego projektu.

Sam projekt pojawił się w sejmie już jesienią ubiegłego roku, ale dopiero teraz ruszyły prace. I przez cały internet (oraz tradycyjne media) przetoczyła się fala komentarzy. Od „wreszcie będzie w Polsce wolność” do „teraz dresy będą się zabijać bronią z Biedronki”. Samo środowisko strzeleckie jest podzielone. Mamy opinie, że na parlamentarzystów przeciwnych tym zmianom nie wolno głosować, mamy opinię, że jest to zmiana zła dla środowiska a dobra dla sprzedawców i dystrybutorów broni, wreszcie nawet opinie, że to wcale nie jest projekt aż tak ułatwiający dostęp, jak byłoby to możliwe.

Broń i pozwolenia na broń to temat ważny, bo że jest to jedno z najskuteczniejszych narzędzi do samoobrony to chyba nie ma co dyskutować. Nie bez przyczyny jednym z najpopularniejszych materiałów tu na blogu i na kanale na YouTube jest ten o uzyskiwaniu pozwolenia na broń do celów sportowych z lipca 2014 r. (wciąż aktualny). Dlatego nie dziwią nas informacje o tych zmianach pojawiające się także na grupach dyskusyjnych dla prepperów.

Dzisiejsze przepisy są dość liberalne (dostęp do broni został ułatwiony w 2011 r.), ale wciąż mają w sobie sporo pozostałości po przepisach powstałych zaraz po drugiej wojnie światowej. Choćby tę ogólną zasadę, że obywatel broni palnej mieć nie musi, bo przecież o jego bezpieczeństwo zadbają służby i państwo. Tylko ta wiara jest naiwna, bo łatwiej przy sobie nosić broń (która i tak nie przed każdym napadem pozwoli się obronić), niż policjanta (który też nie zawsze będzie mógł pomóc).

Ale tymi projektowanymi zmianami także nie ma się co podniecać i to z kilku względów.

Po pierwsze, to dopiero projekt. W toku prac nad nim może się z nim stać wiele różnych rzeczy. Niekoniecznie dobrych. Już teraz pojawiają się głosy, że przy okazji warto wprowadzić obowiązek rejestrowania broni czarnoprochowej (którego na razie nie ma). Nie wiemy więc, czy w ogóle ta ustawa zostanie zmieniona i jak zostanie zmieniona.

Po drugie, to wcale nie jest projekt idący tak daleko, jak to możliwe. Nawet zmieniona niedawno dyrektywa dotycząca broni pozwala na więcej. W projekcie ustawy mowa jest o tym, że część broni (m.in. długie strzelby i karabinki bocznego zapłonu) można posiadać na najprostsze do uzyskania pozwoleniam, tj. na obywatelską kartę broni. Tymczasem dyrektywa pozwala część broni jedynie rejestrować (bez uzyskiwania pozwolenia).

Po trzecie, jeszcze nie wiadomo, kiedy te zmiany miałyby w ogóle nastąpić. Ktoś napisał ostatnio w jakiejś dyskusji chyba na naszej facebookowej grupie, że on poczeka z załatwianiem pozwolenia, bo przecież już za chwilę, dosłownie za miesiąc, mają się zmienić przepisy. A ja stawiam dolary przeciwko orzechom, że prędzej pozwolenie na broń zorganizuje ktoś, kto dziś zapisze się do klubu strzeleckiego (cała procedura uzyskania pozwolenia trwa 6-12 miesięcy), niż zmienią się te przepisy.

Ja bym osobiście bardzo chciał, żeby dostęp do broni w Polsce był powszechny — to znaczy, żeby każdy praworządny, zdrowy i przeszkolony obywatel mógł ją sobie kupić i trzymać w domu, albo nosić przy sobie. Do pewnego stopnia te przepisy mają to odzwierciedlać. Nie przekonuje mnie, że niby jako społeczeństwo do tego nie dorośliśmy. Nie rozumiem, dlaczego w Czechach może być 17 sztuk broni na 100 obywateli, a u nas niecałe 2. Nie wiem, co nas różni od Niemców (gdzie jest 30 sztuk broni na 100 obywateli) czy Finów (gdzie jest 45 sztuk na 100 osób). Chciałbym, by i u nas było 30 sztuk broni w rękach legalnych posiadaczy, zainteresowanych strzelectwem.

Jeśli chcesz poprawić bezpieczeństwo rodziny kupując broń, nie czekaj na zmianę przepisów, tylko dziś kup rewolwer czarnoprochowy. I proch od kolegi ze strzelnicy, albo po uzyskaniu Europejskiej Karty Broni (czyli rejestracji czarnoprochowca na Policji) kupi w polskim sklepie (bo w czeskim to można kupić bez żadnych ceregieli). Albo niech się zapisze do klubu strzeleckiego i uruchomi procedurę. Jak przepisy się zmienią, to wiele na tym nie straci — przynajmniej pozna ludzi zafascynowanych strzelectwem i podpatrzy, co oni mają za broń i może będzie mu łatwiej wybrać sobie własną później w sklepie.

Krzysztof Lis

Magister inżynier mechanik. Interesuje się odnawialnymi źródłami energii, biopaliwami i nowoczesnym survivalem.

Mogą Cię zainteresować także...

25 komentarzy

  1. Piotr napisał(a):

    W pełni zgoda co do tego, że nie należy czekać na to aż prawo się zmieni (bo nie wiadomo kiedy to nastąpi i w jaki sposób), natomiast nie zgadzam się co do tego, że nie ma co sobie zawracać głowy projektami bo to tylko projekty. Władze właśnie liczą na to, że nikt się nie będzie tym interesował i uchwalą sobie co im się będzie chciało. Tam gdzie jest bierność obywateli, tam władza robi co chce. Czym większa będzie „aktywność polityczna” osób których ta ustawa będzie dotyczyć, tym bardziej władze będą się ze zdaniem społeczności liczyć, dlatego moim zdaniem właśnie należy wokół tego projektu narobić jak najwięcej szumu aby w oczach polityków to był temat ważny medialnie (i docelowo wyborczo! czyli to co proponują niektórzy – nie głosować w wyborach na posłów, którzy nie popierają liberalizacji dostępu do broni – posłowie muszą o takiej inicjatywie wiedzieć i ta inicjatywa musi być na tyle duża aby posłowie potraktowali ją na serio).
    Jasne że nie ma się co „podniecać”, ale jak najbardziej należy się angażować, bo kwestia dostępu do broni to moim zdaniem ważna sprawa – im więcej osób się zaangażuje tym lepiej.

  2. Fomalhaut napisał(a):

    Zgadzam się z komentarzem Krzysztofa zawartym w filmie. Również z powyższą opinią Piotra. W internecie można znaleźć nie tylko tekst projektu ustawy ,ale również OPINIE różnych instytucji o „zgodności” tego z tym i tamtym itp. Czasami ta lektura jest ciekawsza niż sam projekt. Fakt ,że prawo u nas stanowione jest nie rzadko bardziej restrykcyjne niż propozycja unijnych „komisarzy” daje do myślenia. Osobiście bardzo by mnie ucieszyło prawo określające posiadanie broni podobne jak w Czechach , likwidujące takie anarchizmy jak pozwolenia na kusze, pałki jako broń biała czy zakazy drewnianych nunczaków (ale stalowy „baton” jest legalny) itp. wesołą twórczość sprzed pół wieku. O ile popieram jakąś ogólną kontrolę zakupu broni to np. broń „niezabijająca” powinna być szeroko dostępna np. pistolety z gumowe pociski czy „gazowe”.

  3. GNOM napisał(a):

    Polacy są jednym z najbardziej rozbrojonych narodów w Europie i przodownikiem w skali światowej! To nie stało się przypadkowo, albo pomimo czyjejś woli. To skutek wieloletniego, planowego działania. Doprowadzić Polaków do stanu zupełnej bezbronności, bez kultury posiadania broni palnej, bez sportów strzeleckich, bez tradycji związanych z bronią. Jak to się stało?

    Stało się to po Drugiej Wojnie Światowej pod dyktando rosjan którzy tak naprawdę rządzili w Polsce. Rosjanie bali się wybuchu powstania w Polsce które mogło by posłużyć jako pretekst do ruszenia wojsk stojących z drugiej strony Łaby- dlatego podjęto decyzję o udzieleniu amnestii dla AK-owców i rozbrojenia podziemia (1945 rok i 1947 rok). Oni odrobili lekcje historii- powstania listopadowe, styczniowe i Cud nad Wisłą- po co walczyć z bitnym narodem skoro można go rozbroić i udało im się.
    Obecne rządy zaś zamiast zmienić ten stan rzeczy poprzez edukacje, rozwój organizacji strzeleckich i liberalizacje przepisów, tak aby każdy obywatel zdrów na umyśle (obowiązkowe badania psychologiczne), posiadający wiedzę w tym zakresie (obowiązkowe szkolenia) mógł sobie taką broń kupić i posiadać w domu oczywiście odpowiednio zabezpieczoną – (obowiązkowa szafa na broń) tego nie robią utrwalając rosyjskie rozbrojenie Polski.
    I tyle. Ani więcej ani mniej.

    O absurdach polskiego prawa :
    Jeśli któryś z Was (jeśli nic oficjalnie nie trenował) kopnie kogoś tzw. butem twardym to odpowie góra za pobicie. Jeśli zaś tak jak ja trenował sztuki walki (legalnie i oficjalnie) to takie samo zdarzenie będzie zaklasyfikowane jako pobicie z użyciem niebezpiecznego narzędzia.

    • Rafał M. napisał(a):

      Po 45 roku była obowiązkowa służba wojskowa, strzelania na lekcjach przysposobienia wojskowego, czasopisma i książki o wojsku, LOK, 2 lata za nielegalną broń i legalna palna gazowa bez zezwolenia

      • Piotr napisał(a):

        To wszystko było robione w ramach produkcji skutecznego „mięsa armatniego” (no i dwuletnie wojsko przy okazji służyło złamaniu indywidualności i odpowiedniemu „wychowaniu w duchu socjalizmu” młodego człowieka wchodzącego w dorosłość) a nie w ramach kształtowania w narodzie kultury posiadania broni i temu podobnych.
        To że system wychowywał „karnych żołnierzy” nie oznacza, że ten system nie rozbrajał i nie zniewalał społeczeństwa.

        • Rafał M. napisał(a):

          Ale po co „kultura posiadania broni” w socjalizmie? No po co?
          Zdarzała się trudna młodzież, o IQ na tyle niskim, że wielokrotnie nie zdawali z klasy do klasy w podstawówce i nie ukończyli nic więcej od podstawówki, często podstawówki też nie, oraz z innymi problemami, zwłaszcza wyniesionymi z rodziny. Zajmowali się włamaniami, kradzieżami kieszonkowymi, rowerów i innymi drobnymi przestępstwami pospolitymi. Większość z nich później z tego wyrastała, a reszta regularnie trafiała do więzienia.
          Dorosłych fizycznie nie atakowali, bo się bali, dzielnicowi wiedzieli kto na osiedlu jest problematyczny, a w tym czasie milicja nie miała oporów w nadużywaniu pałek.
          Trochę wśród młodzieży było też narkomanów, narkotyzujących się makówkami i butaprenem.

          Była dosyć niska ilość poważnych przestępstw przeciwko zdrowiu i życiu. Choć zabójstw podobna ilość jak teraz, około 500 rocznie, w podobnych okolicznościach (zadźgania nożem podczas libacji alkoholowej).
          Przestępczość zorganizowana i handel narkotykami ówcześnie praktycznie nie istniały. To byli pojedynczy ludzie „dorabiający” sobie okazjonalnymi kradzieżami, znacznie rzadziej zawodowi złodzieje.
          Większość terenów była bezpieczna, tylko niektóre okolice niektórych miast miewały problemy.

          Dzieci bez obaw można było puszczać bez nadzoru. Podczas wakacji można było mieszkać w namiocie i nikt się nie włamał.

          Więc ówczesna przestępczość wynikała albo z głębokiego upośledzenia, albo przemian psychicznych wieku dorastania, albo to był rodzaj hobby, w niektórych rodzinach kultywowane jeszcze od czasów przedwojennych. Sporo też było kradzieży dokonywanych przez pracowników w miejscach pracy, typu wyniesienie kombinerek, gumek recepturek albo śrubokręta.

          Więc do kogo mieliby ludzie strzelać z broni palnej?
          Na broń palną gazową nie było potrzebne żadne zezwolenie, ale nie kojarzę by ktokolwiek miał taką (może taksówkarze), kuszami to się nawet harcerze bawili na obozach, podobno było jakieś ograniczenie długości ostrza posiadanego przy sobie noża (ale raczej nikt ze sobą nie nosił noża, nawet osiedlowe łobuzy).

          Warunki życia w socjalizmie (załatwianie niektórych trudno dostępnych towarów, oraz przysług) wymuszało zacieśnianie więzi społecznych, więc ludzie byli przyjaźnie nastawieni. Na osiedlu wszyscy wszystkich znali, przynajmniej z widzenia, a ludziom spoza osiedla trudno było się dostać z uwagi na niedobór samochodów.

          Poziom przestępczości jest proporcjonalny do braku więzi społecznych. Gdzie wszyscy wszystkich znają, trudno okraść sąsiada, a więzi rodzinne pozwalają poradzić sobie z bezrobociem (jest gdzie mieszkać i co jeść, a bandytów rodzina może wygonić z domu).
          Chociaż w socjalizmie nie było bezrobocia, kto chciał temu państwo znalazło pracę, choć nie zawsze jaką by sobie wymarzył.

          W kapitalizmie następuje zwiększenie ilości brutalnych przestępstw, bo ludzie są przyzwyczajeni do walki o przetrwanie. Szczególnie w państwach, gdzie nie można liczyć na jakąkolwiek pomoc od państwa i człowiek sam sobie zostaje z problemem (np. Meksyk).
          Główną przyczyną wzrostu przestępczości jest jednak zrywanie więzi społecznych i anonimowość. Ludzie utrzymują znajomości głównie po to, by w razie czego łatwiej załatwić sobie lepszą pracę (stąd stronią od tych mających mniej pieniędzy, gdyż nie mają żadnej korzyści finansowej z takiej znajomości). Nie mają też czasu na życie towarzyskie. Do tego dochodzi konieczność częstych przeprowadzek w związku ze zmianą pracy. To powoduje wykluczanie ludzi, całych dzielnic, dyskryminację, segregację.

          • Piotr napisał(a):

            Bez przesady z tym idealnym socjalizmem. Wszyscy kradli na potęgę co kto mógł, paliwo, narzędzia, części zamienne itp. i… było na to przyzwolenie społeczne, wręcz do tego stopnia, że ten kto mógł kraść a nie korzystał, to był „frajer”. Bójki na wiejskich zabawach tez były i to z użyciem narzędzi (a że nie kije basebolowe tylko sztachety – takie czasy). W wiosce moich rodziców w latach 80-tych sklep był rabowany średnio dwa razy do roku. Łapówkarstwo i załatwianie wszystkiego „po znajomości” było znacznie większe niż teraz (tyle że kiedyś łapówką u traktorzysty PGR-u było pół litra za pasek klinowy do Usrusa a teraz taki pracownik wyleciałby na pysk). Wujek na kopalni (był dyrektorem działu energetycznego) opowiadał, że z elektrykami nie można było dojść do ładu i czasem problemem było skompletować zmianę – co lepsi „artyści” potrafili mieć średnią nieobecności w pracy rzędu 18 dni miesięcznie (czyli 75% absencji) – na wszystko oczywiście lewe zwolnienia.

            Niektórzy ludzie wspominają tamte czasy z sentymentem, bo to były ich czasy młodości oraz „rozumieli system” a więc potrafili się w nim sprawnie poruszać, po zmianie systemu zmieniły się reguły gry, zamiast warcab są szachy i… ten kto chce grać regułami warcabowymi przegrywa. Ludzie przyzwyczaili się do tego, że odpowiedzialność za wszystko bierze państwo i teraz jak muszą tę odpowiedzialność wziąć na siebie (taka jest cena wolności), to nie dają rady i narzekają, że to wina złodziejskiego kapitalizmu (podżegani przez partie polityczne).
            W Polsce tak na prawdę starsze pokolenie nie było przeciwko socjalizmowi, tylko przeciwko niekiedy brutalnym praktykom partii/władzy (i wyzyskowi kraju ze strony „wielkiego brata”) – wielu ludziom się podobało, że o nic nie musieli się martwić, że władza organizowała im wszystko, od pracy, po zakładowe wczasy i… tesknią za tym. Socjalizm jest dla ludzi biernych (zrzucających odpowiedzialność i decyzyjność na innych), kapitalizm jest dla ludzi proaktywnych (którzy wolą sobie wszystko zorganizować sami i nie lubią gdy im się władza wtrąca ile godzin w tygodniu mają pracować itp.).

            Nie zgodzę się też, że w kapitalizmie następuje zwiększenie ilości brutalnych przestępstw – to zależy od mentalności danej społeczności a nie od ustroju. W Polsce rocznie w przeliczeniu na 1000 mieszkańców jest około 30 przestępstw, a w Kanadzie 6 – chyba nie powiesz mi że w Kanadzie jest socjalizm 😀
            Przestępczość jest wynikiem tego, że wielu Polaków nie potrafi sobie poradzić w kapitalistycznym ustroju „w normalny sposób” (rodzice wychowani w socjalizmie często wychowują swoje dzieci w taki sposób, w jaki byli sami wychowywani a to we współczesnym świecie nie działa – potrzebny jest inny zestaw cech i umiejętności, można być mistrzem w jakimś fachu a i tak bez marketingu, PR, umiejętności negocjacyjnych, mobilności, inteligencji finansowej itp. sukcesu nie będzie, bo „czas robotników” już minął).

            Każdy kto czeka na pomoc od państwa życiowo przegra z tym, który pomaga sobie sam – tak funkcjonuje wolny kraj, sam jesteś kowalem własnego losu i czym mniej państwo ingeruje i ogranicza tym lepiej.

          • Coyote napisał(a):

            @Piotr w sumie to w kapitalizmie wydaje ci się że jesteś kowalem własnego losu .
            Będąc w sumie całkowicie zależnym od widzimisię lokalnych oligarchów i wielkich koncernów .
            „Wolny” jesteś jak długo robisz to na co ci pozwalają , krok nie w tę stronę i zmiażdżą jak robaka .
            Bo oni mają siłę by ustawiać prawo pod siebie czy po prostu korumpować urzędników .

            Krętacz który potrafiłby się świetnie ustawić w kombinacie czasów PRL w parasekciarkiej korpo czuje się jak ryba w wodzie . Dureń dla którego kaizen i polityka firmy są prawdą objawioną byłby takim samym dojonym lemingiem w realnym socjalizmie .

          • Piotr napisał(a):

            @Coyote: Żebyśmy się dobrze zrozumieli – ja nie twierdzę, że w Polsce (czy w Europie) mamy kapitalizm, wręcz przeciwnie, uważam że rewolucja socjalistyczna jest w pełnym natarciu, tyle że nie jest to rewolucja prowadzona metodami bolszewickimi 😀

          • Coyote napisał(a):

            Specyficzny socjalizm dla bogatych . Z dołu w sumie niby kapitalizm „radź sobie sam i nie skacz za wysoko bo kolana połamiemy” .
            W idealnie wolnorynkowym systemie kto zabroniłby niszczenia konkurencji zanim ta stanie się groźna , podobnie jak zmów cenowych i oligopoli ? Efemeryczne państwo „nocny stróż” ?
            Prędzej czy później taki kapitalizm przejdzie w feudalizm , tak jak i piękny system feudalny jest też w Północnej Korei .

            Pytanie jak balansować , czy w stylu Chin i iść do przodu , czy w stylu UE mierzyć krzywiznę banana .

            Temat rzeka po prostu , temat rzeka . Nawet bez zbędnego wplatania obyczajówki która jest tematem osobnym .

            Młodzi którzy nie skończyli jeszcze szkoły nie raz są czytelnikami tego bloga . To tu chociaż nie wciskajmy im kitu że chcieć to móc , przebojowość itd bo potem pełni tych bzdur po skończonych takich sobie studiach zderzają się z rzeczywistością dla której są niewykwalifikowanymi robolami mniej wartymi od 18 latka po zawodówce .

          • Piotr napisał(a):

            Bez przesady 😀 W Polsce mimo wszystko sukces osiągnąć się da a ilość milionerów rośnie (i wcale nie trzeba mieć „układów” itp., choć to oczywiście ułatwia pewne sprawy).
            Młodzi po prostu powinni się wyzbyć iluzji, że papier z uczelni automatycznie gwarantuje sukces życiowy, jak też i iluzji, że osiągnięcie sukcesu jest łatwe i szybkie – nie, nie jest, sukces w większości przypadków trzeba ciężko wypracować i to z wieloma wyrzeczeniami. Sukcesu nie osiąga „przeciętny człowiek” który pracuje na etacie 8x5h w tygodniu a potem „piwko i telewizorek” a w weekendy impreza w klubie z kolegami – sukces osiąga ten, kto nie marnuje zasobów (między innymi nie marnuje kasy i czasu na bzdety). Sukces jest dla tych, którzy potrafią odłożyć „nagrodę” na długie lata do przodu (myślą zawsze długoterminowo, czyli na przykład potrafią zrezygnować z natychmiastowej „nagrody” w postaci piwka po pracy czy w weekend na rzecz na przykład nauki języka obcego, dodatkowych kwalifikacji czy rachunkowości/podatków które „zaprocentuje” po roku czy dwóch).

          • Coyote napisał(a):

            Pełna zgoda . Ciekawym jest też sprawa medialnego programowania które idzie w przeciwnym kierunku . Hodowli bezmyślnego emocjonalnego konsumenta . Idealnego klienta korporacji jak i „nowego człowieka” niezdolnego do buntu przeciw coraz głupszym pomysłom trockistów .

            Sukces to ciężka praca i planowanie do przodu . Akumulacja zasobów . Ale też znalezienie dobrej niszy i niewychylanie się póki nie przyjdzie właściwy moment .
            Sporo ciekawych rzeczy w tym temacie pisze niejaki 3r3 .

        • Rafał M. napisał(a):

          Nie twierdzę, że w socjalizmie było idealnie.
          Ale przestępczość była dosyć drobna, mogła być uciążliwa, ale zagrożenie dla zdrowia i życia minimalne.
          To zupełnie innego kalibru przestępczość niż w Zachodnich slumsach, z mafią i gangami ulicznymi, z wojnami o strefy wpływów z handlu narkotykami itd.

          Nie, żeby przestępczość wynikała z biedy, statystyki tego nie potwierdzają (zdarzają się biedne regiony na świecie z minimalną przestępczością i bogate z wysoką). Raczej wynika z poczucia odrzucenia, z zerwania więzi społecznych. W kapitalizmie gdzie wszyscy ze wszystkimi o wszystko rywalizują, dużo łatwiej o dyskryminację.

  4. bura2 napisał(a):

    Praktycznie żaden postęp, można co prawda będzie posiadać strzelby i karabinki .22 na te łatwiejsze pozwolenie.
    Wprowadza jakieś dziwne pojęcie broni podobnej do wojskowej broni automatycznej, ale w zasadzie nic niewnoszące bo można te „podobne” posiadać na pozwolenie tej samej kategorii co niepodobne samopowtarzalne karabinki centralnego zapłonu…. w zasadzie blokuje to tylko karabinki .22 zbudowane na „maszynowej” komorze zamkowej (czy S&W MP-15-22 jest taką bronią, bo wygląda jak M16 czy też jest cacy bo powstał na bazie cywilnego karabinka? itp itd.)
    Nie przypominam sobie również niczego o przenoszeniu…
    Przepraszam za ewentualne nieścisłości ale nie mam tekstu nowelizacji przed oczyma gdy to pisze

    Słusznie napisane – zamiast jarać się tym, że może coś ze stołu skapnie i będzie można kolejna pseudobroń lub zabawkę sobie kupić to podjąć starania o dostanie się do grona legalnych posiadaczy broni – to nie jest wcale żadna elita, przyrównałbym to raczej do grona posiadaczy prawa jazdy kategorii A – nie musi nikt tego mieć, kosztuje i głownie daje przyjemność ale sporo ludzi jednak wysiłek podejmuje i to robi a nie czeka aż im dadzą jeździć bez kwitów.

    • Rafał M. napisał(a):

      Lepiej zacząć zakupy od wstawienia do mieszkania porządnych drzwi antywłamaniowych, niż zakupu karabinka.

      Niedawno przyszedł mi do głowy pewien pomysł.
      Można kupić miotacz gazu w formie gaśnicy (gazu, żel byłby lepszy na zewnątrz). Postawić obok łóżka, wraz z maską przeciwgazową. Jakby coś się działo, jednym ruchem zakłada się maskę, drugim rozpyla gaz. Jeśli intruz nie ma ze sobą maski przeciwgazowej, to musi uciec.
      Można by też pomyśleć o jakiś zautomatyzowanych dyszach, na parterze domku gdy sypialnia na piętrze…
      Więc zabawki też mogą być skuteczne, wystarczy uruchomić wyobraźnię.

      Z kolei karabinek .22 jest zalecaną bronią w walce z zombi. Otóż taki malutki pocisk przebija czaszkę, lecz ma zbyt mało energii by wybić wylot i rykoszetuje po całym mózgu.
      Więc umiejętnie użyta to śmiertelnie niebezpieczna broń.
      Większe kalibry, zwłaszcza wojskowe (amunicja cywilna rozpadająca się w ciele to co innego) mają za zadanie przebić ciało przeciwnika, przy możliwie małych szkodach. Oficjalnie tłumaczy się to względami humanitarnymi, a tak naprawdę chodzi o to, żeby ranić, a nie zabić, bo trupem nikt się nie będzie już przejmował, ale rannemu swoi muszą zapewnić opiekę medyczną. Im więcej rannych i kalek, tym większe obciążenie finansowe władz przeciwnika, często przez długie lata po zakończeniu konfliktu.

      • bura2 napisał(a):

        Nie neguję pierwszego akapitu, broń się jak chcesz. Zakup porządnych drzwi antywłamaniowych -mądra uwaga. Pisząc „zabawki” miałem na myśli jaranie się tym, że można będzie mieć coś co wygląda jak prawdziwy pistolet (przykład hukowce na 9 mm PAK z przegrodą w lufie która zmieniała kaliber na mniej niż 6 mm – można ale po co? – zabawka)

        Ale dwie rzeczy – nie tylko czas „P” i nie tylko siedzenie w domu. W trudniejszych czasach profil zagrożeń może się zmienić. Możemy również zostać zmuszeni do opuszczenia bezpiecznego mieszkania/domu i ewakuacji.

        druga rzecz: broń to nie tylko samoobrona, broń to dla wielu ludzi pasja,hobby,sport itp itd.

        Jestem nie za tym żeby karabiny stały na półce w sklepie koło rowerów a naboje koło lizaków. Jestem za tym, żeby procedura uzyskania pozwolenia wymagała dużo wiedzy a mało biurokracji. Chcąc uzyskać pozwolenie na broń obecnie więcej się staramy uzyskać „uzasadnioną przyczynę” niż rzeczywiści poznać prawo i zasady dot. broni palnej w praktyce.

        Można pójść kupić sobie rewolwer CP, wszystkie komponenty do załadowania go i nie mieć ŻADNEJ wiedzy o broni i BHP z nia….

        Co do pisania o broni na zombi – ktoś już pisał, edukacja – bo zombi nie istnieją.
        Chyba, że to jakieś pisanie między wierszami o broni do obrony własnej – wtedy proponując .22 wprowadzasz ludzi w błąd bo nie ma on wystarczającej mocy obalającej (tj. lepszy rydz niż nic, ale mając wybór brałbym cokolwiek mocniejszego).
        Co do pisania o broni „wojskowej” – co chciałeś napisać? bo nie znając się na broni zrozumiałbym ten akapit tak, że .22 lr jest bardziej śmiercionośne od amunicji wojskowej… – do książek/na strzelnicę ( a najlepiej jedno i drugie).

  5. Rafał M. napisał(a):

    Ja jestem przeciwko powszechnemu dostępowi do broni palnej. To moda z głupawych amerykańskich filmów gloryfikujących przemoc. Wolałem MacGyvera i jego metody.
    Broń palna jest całkowicie bezużyteczna. Wystarczy spojrzeć na statystyki. Polska należy do najbezpieczniejszych państw w Europie, z jednym z najniższych wskaźników przestępczości.
    Na 38 milionów ludzi jest około 30 przypadków zabójstw i prób zabójstw (łącznie) z użyciem broni palnej. I to raczej nie w celu zabrania portfela na ulicy. Zabójstw jest około 500 rocznie, ale tu też jest pewien schemat – bardzo rzadko zabija ktoś nieznajomy na ulicy, typowe morderstwo to zadźganie nożem podczas libacji alkoholowej lub awantury domowej, a typowy zabójca to znajomy lub członek rodziny. Z kolei zgonów z innej przyczyny niż zabójstwo jest ponad pół miliona rocznie. Więc statystyczne prawdopodobieństwo ocalenia życia dzięki noszeniu broni palnej jest znikome, gdzieś na poziomie szansy wygrania w totolotka.
    Może broń ocali przynajmniej mienie? Ano nie za bardzo. W Polsce jest dużo kradzieży, kradzieży z włamaniem, oraz aktów wandalizmu, każde po ponad 100 tysięcy przypadków rocznie, bardzo duża szansa. Ale z definicji broń palna nie uchroni przed włamaniem lub kradzieżą, bo właściciela mienia nie ma w pobliżu. Okradną mieszkanie razem z bronią, później przestępcy będą mieć broń zarejestrowaną na okradzionego.
    Można i powinno się zabezpieczać przed utratą mienia, ale broń to zaledwie ostatnia warstwa, wpierw lepiej ubezpieczyć i skatalogować dobytek, a zamiast pistoletu kupić lepsze drzwi wejściowe do domu.
    Broń w domach to też duże ryzyko wypadków. Gdyby zastosować statystyki z Florydy, to w Polsce zdarzałoby się średnio około 100 zgonów dzieci w wyniku zabawy bronią podebraną rodzicom.
    Jedyne realne uliczne zagrożenie w Polsce, to natknięcie się na pijaną grupkę pseudopatriotów, którzy postanowili pobić jakiegoś przypadkowego urojonego wroga narodu. Ale z dwojga złego, wolę bez broni palnej natknąć się na nieuzbrojoną grupkę, niż z bronią na uzbrojoną grupkę przy powszechnym dostępie do broni.
    Kiedyś, chyba w 2002 roku, kupiłem sobie pirotechniczny miotacz żelu pieprzowego, taki dwustrzałowy. Ani razu mi się nie przydał, od lat nie noszę bo mi się nie chce.

    • Piotr napisał(a):

      A ja jestem zdania, że to nie państwo powinno decydować jakie środki są stosowne do zabezpieczenia mojego mienia, zdrowia i życia a jakie nie. Ty wolisz drzwi antywłamaniowe czy maski i wyrzutnie gazu, ja wolę mieć „pompkę”. Przestępca jak będzie chciał zdobyć broń, to i tak ją bez problemu zdobędzie.
      A podawanie statystyk z USA jest wyjątkowo stronnicze. Czemu nie podasz statystyk z Kanady, Norwegii czy Szwajcarii? Tam nasycenie broni jest większe niż w USA a ilość przestępstw z jej użyciem (w przeliczeniu na mieszkańca) mniejsza niż w Polsce. Zresztą, przecież w Polsce można mieć legalnie broń czarnoprochową a jakoś ludzie z czarnoprochówek nie strzelają do siebie na ulicach, przestępcy też jakoś czarnoprochówek nie używają choć to z ich punktu widzenia broń idealna (nierejestrowana, można ją legalnie wszędzie ze sobą nosić, nie ma „próbek balistycznych” w bazach Policji, można „bez śladu w rejestrach” kupić do niej amunicję itp.) a jednak przestępstwa z tej broni nie są często notowane (i w większości przypadków to przestępstwo kłusownictwa).

      • Piotr napisał(a):

        To że w porównaniu z Niemcami, Francją, Wielką Brytanią czy Szwecją jesteśmy w ostatnich latach „bezpiecznym krajem” wynika głównie z tego, że tam statystykę przestępczości nakręcają imigranci, których u nas jak na razie wielu nie ma (są na przykład Ukraińcy, ale większość z nich przyjechała tu pracować a nie tworzyć „getta” i wprowadzać własne prawo).

        • Rafał M. napisał(a):

          Nie w ostatnich latach, w ogóle w Szwajcarii, Wielkiej Brytanii i Norwegii jest większa ilość przestępstw niż w Polsce.
          Pod koniec lat dziewiećdziesiątych w Polsce była „górka” po latach osiemdziesiątych, ale już spadła.

          To niezupełnie imigranci, w Polsce największa przestępczość jest przy granicy zachodniej i południowej, na tzw. terenach odzyskanych, na które przesiedlano Polaków. Kwestia jest taka, że gdzie ludzie się znają, gdzie mieszkają od dawna, to zawsze przestępczość jest minimalna. Tam, gdzie nie ukształtowały się jeszcze więzi społeczne, sprzyja to przestępczości, poczucie odrzucenia i anonimowości.

          W Wielkiej Brytanii islamiści popełniają mniej przestępstw niż imigranci z Polski, którzy są na drugim miejscu za bodajże Jamajczykami.

  6. Rafał M. napisał(a):

    Ja jestem przeciwko powszechnemu dostępowi do broni palnej. To moda z głupawych amerykańskich filmów gloryfikujących przemoc. Wolałem MacGyvera i jego metody.

    Broń palna jest całkowicie bezużyteczna. Wystarczy spojrzeć na statystyki. Polska należy do najbezpieczniejszych państw w Europie, z jednym z najniższych wskaźników przestępczości.

    Na 38 milionów ludzi jest około 30 przypadków zabójstw i prób zabójstw (łącznie) z użyciem broni palnej. I to raczej nie w celu zabrania portfela na ulicy. Zabójstw jest około 500 rocznie, ale tu też jest pewien schemat – bardzo rzadko zabija ktoś nieznajomy na ulicy, typowe morderstwo to zadźganie nożem podczas libacji alkoholowej lub awantury domowej, a typowy zabójca to znajomy lub członek rodziny. Z kolei zgonów z innej przyczyny niż zabójstwo jest ponad pół miliona rocznie. Więc statystyczne prawdopodobieństwo ocalenia życia dzięki noszeniu broni palnej jest znikome, gdzieś na poziomie szansy wygrania w totolotka.

    Może broń ocali przynajmniej mienie? Ano nie za bardzo. W Polsce jest dużo kradzieży, kradzieży z włamaniem, oraz aktów wandalizmu, każde po ponad 100 tysięcy przypadków rocznie, bardzo duża szansa. Ale z definicji broń palna nie uchroni przed włamaniem lub kradzieżą, bo właściciela mienia nie ma w pobliżu. Okradną mieszkanie razem z bronią, później przestępcy będą mieć broń zarejestrowaną na okradzionego.

    Można i powinno się zabezpieczać przed utratą mienia, ale broń to zaledwie ostatnia warstwa, wpierw lepiej ubezpieczyć i skatalogować dobytek, a zamiast pistoletu kupić lepsze drzwi wejściowe do domu.

    Broń w domach to też duże ryzyko wypadków. Gdyby zastosować statystyki z Florydy, to w Polsce zdarzałoby się średnio około 100 zgonów dzieci w wyniku zabawy bronią podebraną rodzicom.

    Jedyne realne uliczne zagrożenie w Polsce, to natknięcie się na pijaną grupkę pseudopatriotów, którzy postanowili pobić jakiegoś przypadkowego urojonego wroga narodu. Ale z dwojga złego, wolę bez broni palnej natknąć się na nieuzbrojoną grupkę, niż z bronią na uzbrojoną grupkę przy powszechnym dostępie do broni.

    Kiedyś, chyba w 2002 roku, kupiłem sobie pirotechniczny miotacz żelu pieprzowego, taki dwustrzałowy. Ani razu mi się nie przydał, od lat nie noszę bo mi się nie chce.

  7. Rafał M. napisał(a):

    Coś mi się komentarz nie zamieszcza 🙂

    Broń w Polsce jest praktycznie bezużyteczna. Wystarczy spojrzeć na statystyki dotyczące przestępczości.
    Przestępstw jest wyraźnie mniej niż w Szwajcarii czy Szwecji.
    Zabójstw jest około 500 rocznie na 38 milionów mieszkańców i ta wielkość nie zmienia się od dawna, w latach osiemdziesiątych było podobnie (ale pod koniec lat dziewięćdziesiątych około 1000, w związku z porachunkami mafijnymi). Typowe zabójstwo to zadźganie nożem podczas libacji alkoholowej, albo awantury domowej.
    Zabójstw i prób zabójstw (łącznie) z użyciem broni palnej jest około 30 rocznie, tyle co zgonów w wyniku ataku pszczół i os. I zazwyczaj to nie jest przestępczość pospolita na ulicach, raczej się nie zdarza by ktoś z użyciem broni palnej próbował zrabować portfel przypadkowemu przechodniowi.

    Wzrasta ryzyko pobicia, zwłaszcza ze strony różnych pijanych fanów żołnierzy wyklętych. Ale lepiej bez broni natknąć się na nieuzbrojonych pseudopatriotów, niż z bronią na grupkę uzbrojonych. Bo ci w pierwszej kolejności kupią broń.

    Najwięcej przestępstw to kradzieże, kradzieże z włamaniem, wandalizm. Po ponad 100 tysięcy rocznie. Ale przeciwko takiej przestępczości broń palna się nie przyda, bo z definicji właściciel nie jest świadomy że ktoś popełnia właśnie przestępstwo, dowiaduje się dopiero po fakcie, kiedy wraca do domu i ten okazuje się całkiem pusty.

    Nie będę tutaj wymieniał kompletnej listy co zrobić by zminimalizować ryzyko padnięcia ofiarą przestępstwa, bo na ten temat można by napisać podręcznik.
    Ale zamiast w broń palną, dużo lepsza byłaby inwestycja w ubezpieczenie mieszkania i samochodu, zamontowanie dodatkowego zabezpieczenia niefabrycznego do samochodu (może złodziej poszuka łatwiejszego łupu), montaż porządnych drzwi antywłamaniowych, przydałyby się też w oknach szyby z folią antywłamaniową (ale stosunkowo rzadko ktoś się włamuje poprzez wybicie szyby, bo to zbyt głośne, a więc ryzykowne).
    Trzeba się też liczyć z ryzykiem utraty telefonu i portfela, nawet niekoniecznie w wyniku rabunku, ale można po prostu zgubić, telefon może upaść na betonowy chodnik, albo kieszonkowiec ukradnie.
    Więc większych sum pieniędzy lepiej nie nosić w portfelu, jeśli zachodzi taka konieczność lepiej rozmieścić po różnych schowkach w ubraniu, są nawet pasy do noszenia pieniędzy pod koszulą. Jak się ma w portfelu 100 złotych i kartę z niewielkim limitem, to jak się straci nie szkoda, nie ma też potrzeby ryzykowania życiem w obronie bądź co bądź niedrogiej rzeczy.
    Długo by wymieniać sztuczki…

    • Coyote napisał(a):

      „Robotnicy muszą być uzbrojeni i zorganizowani. Cały proletariat bez zbędnej zwłoki musi zostać uzbrojony w muszkiety, karabiny, działa i zaopatrzony w amunicję (…) Pod żadnym pretekstem nie wolno oddawać broni ani amunicji; jakakolwiek próba rozbrojenia robotników powinna zostać zdławiona w zarodku, jeśli to konieczne – przy użyciu siły.”

      Karol Marks

      W Związku Sowieckim dziwnym trafem broń gładkolufowa i karabinki bocznego zapłonu były łatwo dostępne . O wiele łatwiej niż w satelickiej PRL .
      Pewnie dlatego że uważających ludzi za idiotów trockistów wytępiono jak robactwo . Niedobitki podejrzane o takie sympatie Stalin zesłał do Polski jako przeciwwagę dla polskich komunistów takich jak Moczar .
      Ich potomkowie brużdżą do dziś .
      Zwłaszcza że w krajach zachodnich u władzy są często trockiści pokolenia 68″ , lewactwo wycierające sobie gęby robotnikiem i chłopem małorolnym po „robieniu dobrze” koncernom .

      Z sztuczek zapomniałeś o podstawowych . Umiejętności szybkiego , długotrwałego biegu oraz dania w pysk jak i trzymania gardy .

      Koniec offtopu . Wprowadzenie obywatelskiej karty broni , tego „łatwiejszego pozwolenia” może być olbrzymim krokiem w przód . Ludzie którzy kupią tani kbks czy turecką pompkę żeby parę razy roku pojechać rekreacyjnie na strzelnice mogą stanowić potężną grupę popularyzującą strzelectwo .

      Gorzej z lex bieńkowska czyli sprawą magazynków . Trzeba to podważyć jako zwyczajną bzdurę która będzie martwym przepisem . Ciut zwiększy tylko sprzedaż ołówków . Wsadzanych do sprężyny magazynka przed wyjazdem na strzelnice na wypadek jakby jakiś „życzliwy” chciał sprawdzić czy 11sty nabój nie wlezie .

  8. GNOM napisał(a):

    A ja jestem ZA POSIADANIEM – a nie za noszeniem jej po mieście. W Polsce nie ma potrzeby nosić broni przy sobie po mieście i w tej części zgadzam się z Wami. Ale chciałbym móc ją legalnie posiadać w domu i jak najdzie mnie ochota móc w sobotę udać się na strzelnice i poćwiczyć oko czy to sam czy to z bratem, a może nawet z żoną. Dlaczego? bo jestem wolnym człowiekiem i chcę mieć taką możliwość.

  9. Fomalhaut napisał(a):

    Myślę ,że każde proste porównanie typu „w Ameryce jest tyle mordów bo jest dużo broni” jest olbrzymim nieporozumieniem. Zawsze należy brać pod uwagę dużo czynników – jeśli nie wszystkie ,które możemy przeanalizować jak choćby historię kraju, obecność emigrantów, lemingów, ilość „bab” i zniewieściałych facetów , styl działania państwa itd. Po prostu nie ma takie drugiego kraju jak Polska. 😉 Dlatego musimy sami wypracować i ewolucyjnie wdrożyć nasze prawo do posiadania, noszenia i używania broni, uwzględniające nasze lokalne uwarunkowania. Ja odrzucam instynktownie każde skrajności: obecne, jednak mocno uznaniowe „okrojone prawo do broni” jak i wolne „promocje w biedronce na Uzi”. Przede wszystkim należy wyeliminować absurdy z lat 30 tych XX wieku typu „pałka z ciężarkiem” to broń biała ,a szabla to niebezpieczny przedmiot itp. Należało by określić precyzyjnie kto to jest „niekarany” (i za co nie karany i kiedy ?) Kto to jest psychicznie chory, niezdolny do posiadania i obsługi broni. Czy te dwie grupy niedopuszczone do kontaktu z bronią są automatycznie zwolnione z poboru w razie wojny ? Czy tylko w czasie pokoju są niebezpieczni dla społeczeństwa ,a w kamasze to ich się ochoczo wcieli ? W Polsce można bardzo łatwo (nadal !) wylądować w psychiatryku choćby na polecenie sądu i to na lata. Można być karanym za „przestępstwo skarbowe” i po wielu latach i po bankructwie dochodzić swoich racji. Obecny tragiczny poziom sądów nie ułatwia budowy nowego prawa o broni. O ile prawo jakoś tam wygląda na papierze to ewentualne problemy będą rozstrzygać sądy. Jak niektórzy pamiętają .. konstytucja ZSRR na papierze też była całkiem spoko. Nie powinno tak być ,że ktoś za posiadanie pistoletu gazowego lub kuszy może dostać 8 lat ,a za pobicie i skopanie człowieka żul dostaje 3 lata – bo „nie był karany”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Informuj mnie o odpowiedziach poprzez e-mail. Możesz również subskrybować wpis bez zostawiania komentarza.

banner