Alternatywa dla mieszkania w bloku

Autorem niniejszego wpisu jest Tommies. Wytłuszczenia i ilustracja od redakcji.

Wpis kierowany jest przede wszystkim do mieszkańców miast. Wiele z wymienionych niżej spraw dla mieszkańca domu, szczególnie takiego na wsi będzie oczywista.

W codziennym życiu mieszkanie w bloku wydaje się być dość wygodne. Nie martwimy się o ogrzewanie, dostarczenie wody, wywóz śmieci czy kanalizację. W pobliżu sklepy, komunikacja miejska, kina i teatry. Do pracy też dobry dojazd. Wystarczy że wszystko regularnie opłacamy, trybiki się kręcą i z daleka wygląda na sielankę.

Przychodzi jednak taki moment, że zaczyna robić się ciasno, szczególnie gdy pojawiają się dzieci.
Ilość zabawek przybywa w postępie geometrycznym, bo żadna ciocia nie pojawi się bez maskotki czy samochodziku.
Zaczynamy także dostrzegać inne wady, szczególnie gdy filozofia prepperingu jest nam bliska.
O ile przechowywanie odzieży i niewielkiego zapasu żywności nawet w małym mieszkaniu nie stanowi problemu, o tyle większy zapas żywności, sprzęt sportowy i turystyczny stanowi już wyzwanie. O większym zapasie wody niż kilka zgrzewek nawet nie wspomnę. Możliwości awaryjnego ogrzewania, kanalizacji czy zasilania są znikome. Myślimy o zmianie.

To sytuacja która spotyka wielu z nas. Mnie także spotkała i podzielę się kilkoma przemyśleniami nad rozwiązaniem które wybrałem. Jestem, a raczej byłem mieszkańcem Warszawy, więc sytuacja będzie podobna w innych dużych miastach.

Zamiast sprzedać obecne mieszkanie i kupić większe, zdecydowałem się na kupno segmentu kilka kilometrów od granicy miasta. W moim przypadku wybór ułatwił fakt, że wychowałem się w domu, a nawet gdy już mieszkałem w bloku, to zawsze była jakaś działka oraz dziadkowie na wsi, gdzie spędzałem część wakacji.

Segmenty/szeregowce w Londynie. Zdjęcie ilustracyjne. Autor: A R Driver – Olympus µ [mju:] 300 Digital Camera, CC BY-SA 2.0 uk, Link

Owszem, gdzieś tam w głowie błąkała się jeszcze wizja domu na wsi, samowystarczalnego, ale bądźmy realistami. Zazwyczaj jesteśmy już zawodowo związani z miastem, a wyprowadzka na wieś to całkowita zmiana sposobu życia całej rodziny.

Koszt zakupu segmentu pod miastem z dużym ogródkiem w dobrej lokalizacji i do niewielkiego remontu z początku lat 90-tych jest porównywalny z ładnym 3-4 pokojowym mieszkaniem. To wszystko w obrębie działania komunikacji miejskiej i rozsądnego czasu dojazdu do pracy.

Jakie są zyski tego wyboru?

  1. Przestrzeń. Każde pomieszczenie pełni określoną funkcję, jest swobodnie i wygodnie.
  2. Piwnica – miejsce na realizację hobby, w moim przypadku stolarstwa, i trzymanie wielu narzędzi także ręcznych, więc nawet brak prądu nie spowoduje możliwości utraty pracy z drewnem.
  3. Wydzielone w piwnicy pomieszczenie na przetwory – umożliwia zgromadzenie zapasu żywności.
  4. Garaż – oprócz oczywistej funkcji jaką jest miejsce dla samochodu, pozwala także na trzymanie rowerów i innych sprzętów. Do tego zestawy narzędzi umożliwiające samodzielne wykonywanie wielu napraw. Miejsce na trzymanie niewielkiego zapasu paliwa.
  5. Hydrofornia – oprócz wodociągu mam własne ujęcie wody i zbiornik 300 l. W przypadku braku zasilania jest dodatkowo pompa ręczna.
  6. Szambo – z uwagi na kanalizację jest nieużywane, ale w razie potrzeby przestawiam zasuwę i mam możliwość korzystania.
  7. Kotłownia – oprócz ogrzewania gazowego mam możliwość użycia pieca na opał stały. Instalacja w pionach o dużym przekroju rur umożliwia zastosowanie obejścia elektrycznej pompki i działanie grawitacyjne. Dodatkowo kominek w salonie.
  8. Ogródek – cóż, w przypadku segmentu nie ma wielkich możliwości. Ale wbrew pozorom na 200 m² można mieć kilka krzewów borówki amerykańskiej, winogrona, zioła, pomidory koktajlowe i podobne rośliny. Jednocześnie jest miejsce do wypoczynku. Część ogródka zajmuje wiata na drewno do kominka. W kryzysowej sytuacji można zlikwidować trawnik i dysponując nasionami zapewnić pewną ilość warzyw.
  9. Dach – w planach są panele słoneczne lub/i panele fotowoltaiczne.
  10. Stosunki sąsiedzkie – zdecydowanie bliższe niż gdy mieszkałem w bloku. Ba, czuje się tu bardziej bezpiecznie, choć mieszkałem w tzw. dobrej i prestiżowej dzielnicy. Emeryci z domu po drugiej stronie ulicy są lepsi niż najnowsze modele alarmów 😉 Pożyczanie narzędzi, rozmowy i zapraszanie na imprezy są codziennością.

To są niewątpliwe zalety. Oczywiście są i wady.

Po pierwsze, to wydłużony czas dojazdu do pracy, w moim przypadku o około 35-40 minut.

Po drugie koszty utrzymania domu – uczciwie licząc jest drożej niż utrzymanie mieszkania, ale nie tyle z powodu ogrzewania czy zużycia prądu, ale z uwagi na konieczność remontów budynku we własnym zakresie. Trzeba jednak dodać, że przekłada się to bezpośrednio na nas samych. Płacimy za siebie – nie ma części wspólnych, szacunków, utrzymania administracji i innych wymysłów. Ile zużyje, tyle zapłacę, a wyremontuje jak mi się podoba i użyję dobrych materiałów a nie jak wymyśli spółdzielnia.
W moim przypadku ciągle jeszcze coś odnawiam, dokładam i zmieniam więc pochłania to dodatkowe pieniądze. Jednak 95% prac robię sam, więc odpadają koszty usług a ja zyskuje nowe umiejętności. W planach jest kilka instalacji które na co dzień odgraniczą koszty użytkowania a w kryzysowych czasach pomogą zwiększyć autonomię budynku.

Dom nie jest dla każdego, ale zakładam, że większość prepperów to ludzie zapobiegliwi i rozwijający własne umiejętności. Dom, to dla nich właściwe środowisko do życia 😉

Nie określam siebie jako typowego preppera, ale jako człowieka zapobiegliwego. Nie przygotowuje się na wielkie apokalipsy a bardziej na niespodziewane i trudne sytuacje dnia codziennego.
Z punktu widzenia przygotowań na gorsze czasy i niespodziewane wydarzenia dom to nieprawdopodobny skok jakościowy.
Niezależne źródło i zapas wody, możliwość różnych form ogrzania, alternatywne możliwości pozyskiwania energii elektrycznej, zapas własnych przetworów i żywności.
To wszystko sprawia, że polecam taką zmianę w życiu. Nie burzy ona całkowicie dotychczasowego porządku, ale jednocześnie spowoduje szereg dobrych zmian.

Mogą Cię zainteresować także...

5 komentarzy

  1. kulibob napisał(a):

    Wybudowałem dom i nigdy nie wróciłbym do bloku. Oczywiście wiele zostało wykonane pod kontem przygotowań na gorsze czasy.
    Studnia pod garażem, warzywniak ok 100m2, sad 350m2 z wybiegiem dla 30 kur, Przyzwoite ocieplenie, rekuperator+GGWC, kolektory słoneczne z grzejników, 0,5kW PV off grid latem planowana rozbudowa o kolejne 0,5 kW i małą turbinę wiatrową 100-300W

  2. Mirosław napisał(a):

    Tekst ładnie napisany, sensowny. Ale gdyby tak było łatwo, czyli gdyby ludzie mieli równowartość w gotówce na 4 pokojowe mieszkanie (pamiętajmy, że politycy mają ewakuację prawie zapewnioną), to po co kupować mieszkanie na wsi. Nie lepiej kupić używany helikopter?

  3. Rafał M. napisał(a):

    Jednak w mieście lub jego pobliżu dużo lepiej. Na wsi jest poważny problem ze znalezieniem jakiejkolwiek pracy, bo tam najczęściej nie ma żadnych firm i instytucji, a na własny biznes za mało klientów.
    Chyba żeby zostać rolnikiem, ale to specyficzny zawód i ostatnio wymaga skończenia kierunkowych studiów, inaczej będzie problem z wszelkimi urzędnikami, zezwoleniami, dofinansowaniami itd.

    Przypadkowe rabunki i pobicia są raczej blisko bloków, bo tam łatwo o anonimowość i okazje. Nikt nie wsiada we własny samochód by podjechać pod miasto i komuś ukraść portfel. Jeśli ktoś jest na tyle głupi lub zdesperowany by rabować ludzi z portfeli, to raczej nie ma samochodu, gdyż jego utrzymanie sporo kosztuje (serwisowanie, przeglądy, ubezpieczenia, paliwo itd.).

    W tym ogródku można by postawić kawałek daszka, stolik, krzesła, powiesić hamak i będzie świetne miejsce do przebywania latem. Oczywiście po rozwiązaniu problemu komarów. Kawałek szklarni też by się tam zmieścił.

    Wadą takich podmiejskich segmentów są duże odległości do sklepów i wszystkiego innego, w praktyce nie obędzie się bez samochodu.
    Choć można by rozważyć jakiś elektryczny pojazd (kiedy stanieją), albo minisamochód (nawet kategorii B1), tylko na dojazdy do miasta. Koszty eksploatacji będą dużo niższe niż samochodu normalnej wielkości, osiągi nie mają żadnego znaczenia. Może znajdzie się coś na gaz CNG, wtedy da się tankować gazem z instalacji domowej.
    Sam myślałem nad Renault Twizzy, bo duży samochód potrzebuję 2…3 razy w roku na dystansie 130 km w jedną stronę. Jednak zniechęciły mnie koszty dzierżawy akumulatora, za rzadko korzystam z samochodu by mi się zwróciło.

    Drożej będą przede wszystkim koszty ogrzewania, jeśli nie ma podłączenia do miejskiej ciepłowni, ale za to latem się tego nie płaci.
    Po jednorazowym wyremontowaniu całymi latami nie trzeba niczego przy tym robić. Przy problemach finansowych zostaje jeszcze kilkadziesiąt lat marginesu w przekładaniu remontów.

    Jeżeli w takim segmentowcu jest oddzielne wejście i możliwość rozdzielenia, to mogą zamieszkać dwie rodziny. I wtedy jakoś podzielić się kosztami.
    W niektórych pokoje mogą pełnić funkcje niezależnych mieszkanek, ze wspólną kuchnią, choć to rozwiązanie raczej nie jest dla rodziny (zależy jak duże te rodziny i ile pokoi ma budynek).

    Nawet pojawia się taka moda w przypadku mieszkań i domków, by zamieszkać w kilku lokatorów. Ale to kwestia indywidualnych predyspozycji i znalezienia oraz weryfikacji właściwych ludzi na lokatorów, niektórzy się nadają, inni nie nadają. Taka minikomuna. Wtedy życie jest dużo weselsze niż siedzenie sobie samemu. Nawet były o tym zjawisku seriale amerykańskie.

    Co do bloków, to zależy jakie, jak architekt to sobie obmyślił. Niestety, w Polsce bloki to takie sypialnie dla robotników, utrudniające aktywność niezawodową i kontakty sąsiedzkie. Nawet nowiutkie budynki mają podobną przypadłość. Ale też i zdarzają się bloki z basenem, sauną, świetlicą i innymi atrakcjami.

    Ja z kolei mieszkam w centrum osiedla, ale nie w bloku, to taki budynek m.in. z 3 mieszkaniami na piętrze, jestem w jednym z nich.
    Więc coś pośredniego między domkiem a blokiem.
    I to jest najlepsze. Do sklepów, na pocztę, nad zalew z miejskim ośrodkiem sportu, do szkoły czy przedszkola, wszędzie kilka minut piechotą, można by właściwie żyć zupełnie bez samochodu (i kilkadziesiąt lat temu tak ludzie żyli, było nie więcej niż kilkanaście samochodów na całym osiedlu).
    Wszelkie koszty utrzymania terenów wspólnych i budynków dzielą się na kilku współwłaścicieli.
    Jest wielki teren, parę tysięcy metrów będzie, z czego kilkaset metrów ogrodzonych (ale i tak włazi kto chce, więc ten ogródek najwyżej dekoracyjny, bez żywności).
    Niestety, jednym ze współwłaścicieli jest gmina, bo ma drugi budynek na działce, więc nie za bardzo można zmienić administrację, co powiększa mi opłaty o jakieś 150 złotych miesięcznie w porównaniu z innymi administracjami. Ale w pewnym sensie to też zaleta, bo gmina ma największą powierzchnię użytkową w budynkach na działce i najwięcej się dorzuca do puli.
    Jak nie będę musiał, to nigdy się tego mieszkania nie pozbędę, za dobrze mi tu się żyje. No i teraz trudno znaleźć mieszkanie za około 500 złotych miesięcznie (wraz z ogrzewaniem) o powierzchni 66 metrów i w takim punkcie.

    • tommies napisał(a):

      Jednym z głównych kryteriów wyboru było znajdowanie się potencjalnego domu w zasięgu komunikacji miejskiej. Do przystanku podmiejskiej linii autobusu mam około 450m. Co prawda używam głównie samochodu lub motoru w sezonie, ale w każdej chwili mogę zacząć dojeżdżać komunikacją miejską.
      Sklepy też nie są problemem. Do najbliższego 250m, drugi około 500m, Biedra około 1km a duże centrum handlowe około 2,5 km. Jedynie do poczty mam dość daleko. Jednocześnie cisza i spokój małej uliczki. Przykładałem się do sprawdzenia takich rzeczy przed zakupem – w końcu poszły na to całe oszczędności i jeszcze kredyt.

      Ja po prostu nie lubię bloków, czuje się w nich jak zamknięty w klatce.
      Poza tym a jestem typem majsterkowicza, więc każdą wolną chwilę spędzałem na działce. Teraz mam 2w1 i mogę się wykazać w remontach które wykonuje samodzielnie 🙂 Nawet 200 metrowe mieszkanie mi tego nie da. A segment, bo na dom w tej okolicy nie było mnie stać, a nawet jak dostał bym kredyt, to taki do emerytury i czułbym się z tym źle.

  4. Dziad z lasu napisał(a):

    @Rafał M
    „Wadą takich podmiejskich segmentów są duże odległości do sklepów i wszystkiego innego, w praktyce nie obędzie się bez samochodu.”

    Zazwyczaj podstawową wadą takich osiedli jest nie odległość od usług, ale komunikacja – o niezbędności samochodu zresztą sam piszesz. Deweloperzy upychają jak najwięcej jak najmniejszych działeczek, oszczędzając jak się da na komunikacji i ogólnodostępnych miejscach postojowych – bo za nie nikt im przecież nie zapłaci – co powoduje, że wjechać i wyjechać stamtąd w godzinach szczytu wcale nie jest łatwo. Do tego wszechobecne bramy i szlabany. Wystarczy popatrzeć sobie na okolice Piaseczna pod Warszawą (Józefosław, Iwiczna itp.), gdzie mnóstwo tego typu osiedli powstało i powstaje nadal, a nieustanne korki, co roku większe, ma się gratis.
    Oczywiście im dalej od Warszawy czy innego dużego miasta, tym lepiej, ale coś za coś.

    „Drożej będą przede wszystkim koszty ogrzewania, jeśli nie ma podłączenia do miejskiej ciepłowni, ale za to latem się tego nie płaci.”

    Ciepło sieciowe to wbrew pozorom drogie ciepło, do tego bez możliwości elastycznego reagowania na zmienne warunki. Do tego jest się zawsze uzależnionym od zewnętrznego dostawcy i jego kaprysów oraz bez możliwości jego zmiany. We własnym domu zawsze możesz przynajmniej rozważać zmianę źródła ciepła, w bloku, podłączonym do ciepłociągu – praktycznie nie (a na pewno nie w skali jednego budynku).
    Przy odpowiednim wykonaniu budynku i instalacji koszt ogrzewania domu może być mniejszy, a nawet znacznie mniejszy, niż mieszkania o podobnej powierzchni.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Informuj mnie o odpowiedziach poprzez e-mail. Możesz również subskrybować wpis bez zostawiania komentarza.

banner