3 fundamenty, o których zapominacie, a bez których zginiecie

W dzisiejszym filmie porozmawiamy o rzeczach absolutnie fundamentalnych, które są trochę pomijane przez prepperów. Rzeczach, bez których w naprawdę awaryjnych sytuacjach niechybnie umrzemy.

Uważam, że zbyt rzadko o nich rozmawiamy, albo rozmawiamy o nich źle, bo zamiast patrzeć holistycznie, systemowo, to się skupiamy na jakichś pojedynczych, wcale niekoniecznie najlepszym rozwiązaniach. Ale skupiamy się na nich, bo są dla nas z jakiejś przyczyny fajne (na przykład fajnie jest się pochwalić nowym zakupem na grupie dyskusyjnej).

Artur wrzucił na początku tygodnia na naszą grupę dyskusyjną pytanie: Jaka jest ostatnia rzecz, którą kupiliście/zrobiliście pod kątem trudnych czasów? Przyjrzymy się temu, jakie tu pojawiały się odpowiedzi. Dla precyzji zaznaczę, że każdy mógł wybrać jedynie jedną opcję.

A skoro o tym rozmawiamy, to gorąco zachęcam Was do zapisania się do grupy, ponieważ toczy się tam wiele ciekawych dyskusji. Warto nas śledzić także na Telegramie, a najnowsze materiały na blogu są także dostępne w formie podcastu — znajdziecie go również w popularnych serwisach z podcastami, np. Google Podcasts, Spotify czy iTunes.

No dobra, to jakie tu były odpowiedzi? Patrząc w kolejności od tych, które miały najwięcej głosów:

  • zwiększyłem/am zapas żywności,
  • kupiłem/kupiłam nowe narzędzia,
  • zdobyłem więcej wiedzy,
  • zadbałem/am o awaryjne źródło wody,
  • zadbałem o swoją sprawność,
  • kupiłem nową sztukę broni,
  • kupiłem/am nowe źródło energii,
  • założyliśmy warzywniak,
  • uzupełniłem/am zapas leków,
  • kupiłem więcej amunicji,
  • powiększyłem/am zapas paliwa

i tak dalej. Ale nie do końca się to pokrywa z tym, co ja uważam za priorytety. To co jest moim zdaniem najważniejsze?

1. Zdrowie

Na pierwszym miejscu postawiłbym zdrowie i ogólną naszą sprawność fizyczną. Dzięki epidemii koroniaka mieliśmy w Polsce ok. 100 000 nadmiarowych zgonów. Na chorobę tę umierają głównie ludzie starsi, z innymi schorzeniami, albo chorobami.

Dodatkowo, jeszcze umierali np. przez szerzej rozumiane problemy z dostępem do służby zdrowia. Część będzie umierać dopiero za jakiś czas, jeśli u kogoś np. teraz nie rozpoznano nowotworu, a później będzie już zbyt późno, by go leczyć.

Gdy sytuacja będzie naprawdę trudna, gdy trzeba będzie nosić wodę z rzeki, albo stać godzinami na mrozie w kolejkach po żywność, końskie zdrowie będzie każdemu z nas bardzo potrzebne.

I dlatego jeśli miałbym zaproponować jedną rzecz, o której często zapominamy, a którą warto zrobić, to byłoby to właśnie zrobienie sobie kompleksowych badań.

Czyli w pierwszej kolejności idziemy do lekarza, tam rozmawiamy o naszej zdrowotnej sytuacji, obciążeniach genetycznych (kto umarł na raka piersi, kto chorował na parkinsona), zauważonych niepokojących objawach, obciążeniu zawodowym. Potem lekarz dobiera nam odpowiednie badania, które następnie robimy, a potem wracamy z wynikami, by je przedyskutować.

Następnie odwiedzamy dermatologa, by skonsultować wszystkie niepokojące zmiany skórne, rosnące lub zmieniające kształt znamiona albo nowe pieprzyki. W razie potrzeby wycinamy i badamy.

Wreszcie idziemy do dentysty, żeby połatać dziurawe zęby, albo je naprostować. Dobry moment na to jest teraz, gdy mamy na to czas i pieniądze, no i gdy w ogóle jest to możliwe.

Jeśli mamy nadwagę, problemy z kręgosłupem, chodzeniem, albo nadużywaniem alkoholu, to odwiedzamy odpowiedniego lekarza specjalistę i tam te problemy rozwiązujemy. Dieta, rehabilitacja, ćwiczenia, może nawet zmiana trybu życia. Rozwiązanie głębszych problemów zdrowotnych potrwa wiele lat, dlatego tym bardziej nie powinniśmy odkładać tego na później.

2. Woda

Znacie zasadę trójek w survivalu i wiecie, jak ją analizować w ujęciu nowoczesnego survivalu? Jeśli nie, to tu jest świetny materiał na ten temat.

Woda jest bardzo wysoko na liście naszych survivalowych priorytetów, bo wbrew pozorom bardzo o nią trudno. Zapominamy o tym dziś dlatego, że wystarczy odkręcić kran i płynie do nas dowolna ilość wody bezpiecznej i zdatnej do picia. A nawet możemy regulować jej temperaturę!

Tymczasem cały ten proces technologiczny polegający na pozyskaniu wody, jej uzdatnieniu do picia (oczyszczeniu i zdezynfekowaniu) i dostarczeniu w takim stanie do naszych kranów jest wbrew pozorom całkiem skomplikowany. Wody szybko zabraknie w razie braku prądu.

Zadbanie o wodę do picia nie jest interesujące i nie chce nam się o tym gadać. Cóż fajnego w pochwaleniu się nowym filtrem do wody za 110 złotych, albo czajnikiem typu wulkan do wygodnego gotowania (czyli dezynfekowania) dużych ilości wody? Lepiej pochwalić się nowym customowym nożem za kilkaset złotych, karabinkiem, zegarkiem z funkcją GPS, krótkofalówką, albo agregatem prądotwórczym.

Z drugiej strony, czasem trudno przekonać samego siebie do inwestycji w sprzęt do uzdatniania wody. Przecież dobry filtr z możliwością usuwania także zanieczyszczeń chemicznych potrafi kosztować kilkaset złotych. A jednocześnie, najprostszą metodę na dezynfekcję wody każdy z nas ma przećwiczoną. Gotujemy przecież wodę po kilka razy dziennie, by przygotować z niej coś gorącego do picia.

Trudno też wygospodarować przestrzeń na zapas wody. Już absolutne minimum, trzy litry wody na osobę dziennie dla czteroosobowej rodziny na tydzień, oznacza siedemnaście pięciolitrowych baniaków wody źródlanej. Kto ma miejsce, by taki zapas trzymać w mieszkaniu? A co dopiero, gdy doliczyć do tego wodę do umycia ciała i spłukiwania w toalecie?

Ale jeśli nie możesz zrobić zapasu wody, nie możesz myśleć “jakoś to będzie”, tylko tym bardziej musisz postarać się, by poradzić sobie bez niego. Czyli kupić dobry filtr, coś do przyniesienia wody do domu, no i znaleźć miejsce, z którego tę wodę przyniesiesz.

3. Żywność

Bez wody można przeżyć trzy dni, a bez jedzenia aż trzy tygodnie. Poza tym każdy z nas jakąś żywność na pewno ma w domu. Czyli nie trzeba się tym przejmować, co nie?

Otóż niestety trzeba. I to bardziej, niż robieniem zapasu amunicji do pistoletu czy lekarstw. Bo owszem, środki przeciwbólowe są potrzebne i przydatne, ale jednak każdy z nas jada przeciętnie trzy-cztery posiłki dziennie, zaś leki przeciwbólowe bierzemy znacznie rzadziej. O częstotliwości strzelania do ludzi w samoobronie w ogóle nie wspomnę. W tej chwili jest większa szansa, że wygrasz szóstkę w totolotku, niż że będziesz musiał strzelać do bandytów, którzy będą chcieli cię napaść, okraść, albo zgwałcić.

Skoro więc jesteś skłonny wydać kilka tysięcy złotych na pozwolenie na broń, broń, zapas amunicji i sejf do przechowywania tego wszystkiego, czy nie lepiej byłoby najpierw kupić więcej żywności i mieć zapas na trudne czasy?

I wcale nie mam tu na myśli MRE, liofilizowanej żywności turystycznej, racji żywnościowych dla tratw ratunkowych albo zmyślnych zestawów żywności w puszkach z 15-letnim zapasem trwałości. To w dużej części świetne produkty, które mają jakieś miejsce w domowym zapasie żywności. Większość z nich warto mieć (wątpliwości mam tylko co do MRE).

Ale nie te produkty powinny stanowić fundament twojego zapasu żywności. Tym powinny być tanie i łatwe w przechowywaniu produkty takie jak ryż, makaron, kasza, cukier (albo lepiej miód) i olej roślinny. Do tego konserwy w puszkach i słoikach, zarówno mięsne, jak i warzywne oraz owoce. Koncentrat pomidorowy, fasola sucha i puszkowana, orzechy i tak dalej.

Dopiero kiedy masz sensowny zapas tego typu produktów (zrobiony np. metodą kopiowania puszek, tu wyjedzie link do tego materiału), warto zainwestować w droższe, specjalistyczne produkty. Jest oczywiście kilka wyjątków od tej zasady, na przykład może nim być sytuacja, gdy chcesz zrobić zapas żywności jak najszybciej i cena nie gra roli. W innym przypadku, lepiej budować zapas oparty o produkty, które regularnie zjadamy i które nasi bliscy lubią.

Dlatego wstańcie sprzed komputera albo odłóżcie telefon i zajmijcie się w najbliższym czasie tymi trzema priorytetami.

Krzysztof Lis

Magister inżynier mechanik. Interesuje się odnawialnymi źródłami energii, biopaliwami i nowoczesnym survivalem.

Mogą Cię zainteresować także...

1 Response

  1. eweer4 pisze:

    punkt drugi to jednak ubranie
    to taka tarcza zero
    dobre buty w których przejdziemy te 20-30km z plecakiem, ciepłe nauszniki, czapka, rękawice, spodnie , kalesony, koszula z długimi rekawami. Pamiętam te zdjęcia z powstania warszawskiego gdy dzieci w lecie, upał a one w palcie stoją pod karabinem. Wiedzą, że lato sie skonczy a nikt im nie da palta na zimę.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Notify me of followup comments via e-mail. You can also subscribe without commenting.

banner