Jak zapewnić bezpieczeństwo lokalnej społeczności na dzisiaj i na trudne czasy?

W dzisiejszym odcinku porozmawiamy o tym, jak warto jest dbać o nasze bezpieczeństwo. O bezpieczeństwo i o porządek w naszej społeczności, w której chcemy jak najlepiej przeżyć wszelkie trudne czasy.

Uważam, że jednym z elementów strategii na sytuacje awaryjne powinno być budowanie swojej pozycji w społeczności, w której mieszkamy. Nie chodzi o to, żeby w tej społeczności mieć pozycję najważniejszej osoby. Chodzi o to, żeby w tej społeczności być osobą znaną jako ktoś, kto pomaga i jako ktoś, komu się pomaga. Jako ktoś, kto jest częścią tej społeczności, a nie przyjeżdża do niej, w razie czego ewakuując się z miasta i stanowi tylko obciążenie dla tych, którzy tam już mieszkają od zawsze.

Uważam, że w ramach tych przygotowań trzeba dbać o to, żeby tej naszej społeczności na trudne czasy żyło się dobrze i bezpiecznie.
.

  • Żeby np. już teraz wyrobić takie zdrowe i pożyteczne odruchy, jak np. zwracanie uwagi na obce osoby, które wchodzą na osiedle, żeby zostawiać ulotki, zostawiać swoje śmieci, okradać samochody czy malować sprayem po budynkach.
  • Żeby wymieniać się z sąsiadami informacjami, kiedy nas nie będzie, kiedy będziemy w urlopie, żeby np. zebrali te ulotki zostawione na naszej wycieraczce.
  • Żeby przyjęli paczkę, którą nieopatrznie jakiś kurier przywiezie właśnie wtedy, kiedy nas nie będzie, żeby ta paczka mogła zostać bezpiecznie odebrana przez sąsiada.
  • Żebyśmy mieli do siebie numery telefonów. Może nawet mieli zapasowe klucze, że jak u kogoś z nas pęknie rurka i będziemy zalewać mieszkanie sąsiada, to żeby nie trzeba było wyważać drzwi, tylko żeby można było je normalnie otworzyć kluczem. I to się chyba wydaje oczywiste.

Nie sądzę, żeby wśród osób, które śledzą nasz kanał, można było znaleźć wiele głosów, że to jest złe podejście.

Ja zawsze rozciągałem to podejście również troszkę dalej, na zapewnianie bezpieczeństwa tak szerzej rozumianej wspólnocie, społeczności, co polegało m.in. na tym, że kiedy widziałem jakiś parkujący nieprawidłowo samochód, blokujący w całości chodnik albo samochód postawiony przy znajdującej się nieopodal podstawówce przez któregoś z rodziców, który koniecznie musiał przywieźć dziecko samochodem do szkoły. Samochód postawiony bezpośrednio przy przejściu dla pieszych w taki sposób, że utrudniał widoczność pieszych na tym przejściu. Powodował ryzyko, że jakieś dziecko wychodzące zza tego samochodu zostanie niezauważone przez innego kierowcę i po prostu zostanie potrącone i zginie.

Zawsze uważałem, że zgłaszanie tego typu nieprawidłowych zachowań do służb, np. w Warszawie jest taka superaplikacja „Warszawa 19115”, za pomocą której można bezproblemowo wysłać zdjęcie do straży miejskiej licząc, że później kierowca dostanie mandat. Zawsze uważałem, że to jest słuszne, bo to służy naszemu bezpieczeństwu. Źle zaparkowany samochód, który utrudnia przejście, zmusza matkę z dzieckiem do zjechania z wózkiem z chodnika na jezdnię, którą jeżdżą wywrotki z gruzem czy tam betoniarki na znajdującą się nieopodal budowę, to jest niepotrzebne zagrożenie. Niepotrzebne, bo ktoś, kierowca nie pomyślał. No to dostanie mandat, następnym razem pomyśli.

Można oczywiście dyskutować, że lepiej byłoby np. zaczekać na tego kierowcę. Poprosić, żeby może tu więcej nie parkował, bo to jest w jakiś sposób ograniczanie bezpieczeństwa innych ludzi. Że to z pewnością jest metoda lepsza, skuteczniejsza, obywatelska bardziej. Że nie zrzucamy odpowiedzialności za nasze bezpieczeństwo na jakieś służby, na jakichś ludzi, którym za to płacimy, tylko po koleżeńsku wyjaśniamy to sami z sąsiadami.

Tak, ale nie.

Kiedy chodziłem sobie na autobus, żeby dotrzeć autobusem do pracy i mijałem właśnie tak parkujących ludzi, nie miałem za bardzo czasu, żeby tym ludziom zostawiać karteczki np. za wycieraczką czy czekać aż oni wrócą po odprowadzeniu dzieci ze szkoły. Miałem natomiast czas, żeby zrobić zdjęcie, a później już jadąc autobusem, wysłać je przez aplikację, opisując dokładnie, o której godzinie, w którym miejscu, co tam się zdarzyło.

Jeśli kierowca tira jedzie za mną i mruga mi światłami, a następnie próbuje mnie wyprzedzić na podwójnej ciągłej, nie będę zatrzymywał się, wyciągał CB radia z bagażnika, wyciągał anteny, mocował jej na dach, a potem wsiadał do samochodu, ruszał i próbował go przekonać, że zrobił źle. Nie będę jechał za kierowcą, żeby zwrócić mu uwagę, że postępuje niewłaściwie, powodując u niego jakiegoś poczucia zagrożenia. Zresztą, przecież ten kierowca może mieć pauzę dopiero za kilkaset kilometrów. Ja nie będę jechać kilkaset kilometrów, żeby kogoś nauczyć przepisów, od tego są służby.

I spotkałem się idiotycznym komentarzem, że tego typu zachowanie to jest donosicielstwo, że to jest pozostałość minionego ustroju, że tego robić nie wolno. Taki komentarz jest jednym z największych idiotyzmów, jakie przeczytałem ostatnio. Nie!

Zwracanie uwagi na to, że ktoś łamie przepisy w sposób pogarszający nasze bezpieczeństwo nie jest donosicielstwem. To jest dbanie o nasze wspólne, o nasze wspólnotowe bezpieczeństwo.

Rozumiem uwagi i w sumie się z tym zgadzam, że należałoby najpierw z tym sąsiadem pogadać. „Słuchaj, sąsiedzie, nie powinno się w ten sposób robić. To twoje szambo zanieczyszcza tę rzekę, z której krowy drugiego sąsiada piją. Wylewane na pola zanieczyszcza nasze wody gruntowe, niedługo wyląduje w mojej studni. Te spalone przez ciebie śmieci powodują zanieczyszczenie powietrza w całej okolicy i nasze dzieci chorują później częściej na astmę”.

Jeśli taka jedna rozmowa, nazwijmy to: wychowawcza, nie poskutkuje, może trzeba zebrać większą grupę sąsiadów. Dogadać się, żeby raz jeden, raz drugi poszedł, z takim sąsiadem pogadał. Może to coś rzeczywiście pomoże.

Po pierwsze, w ogóle takie działanie troszkę pozwoli scementować wspólnotę. Po drugie, może będzie skuteczniejsze. Może dopiero wtedy, jako któryś z kolei etap, doniesiemy, brzydko mówiąc, na tego sąsiada do służb, żeby został ukarany zgodnie z przepisami. Tylko ta metoda nie zawsze będzie działać.

Tak jak wspomniałem, w tym przykładzie ze szkołą. Mogę oczywiście zawsze sobie poświęcić 10 minut na to, żeby tych kierowców edukować. Mogę sobie każdego dnia notować w notatniku, że ten samochód, takiej rejestracji, przyjechał mężczyzna z blond włosami w okularach, przeprowadziłem rozmowę wychowawczą. Następnego dnia tym samym samochodem przyjechała kobieta z rudymi włosami, przeprowadziłem rozmowę wychowawczą. Trzeciego dnia przyjechała starsza kobieta z siwymi włosami. Są 3 różne osoby, 3 różne rozmowy wychowawcze. Czy za 3 razem już powinienem wzywać straż miejską, wysłać te zdjęcia na straż miejską? Przecież to są 3 różne osoby. Wiele osób może jeździć tym samym samochodem. Jednego dnia ojciec dziecka, drugiego dnia matka dziecka, trzeciego dnia babka dziecka albo niania, ktokolwiek inny. Sami widzicie, że to nie ma sensu. Pomijam już fakt, że ile czasu by to wymagało.

Tylko zwróćcie uwagę: cały czas rozmawiamy o rzeczach wpływających na nasze bezpieczeństwo, jak zasłanianie przejścia dla pieszych. To jest bardzo niebezpieczne wykroczenie, dlatego kierowców, którzy tak robią, powinno się po prostu, brzydko mówiąc, je*ać prądem. Nie rozmawiamy tu o tym, że po prostu sąsiad nas wkurza, bo np. pomalował sobie dom na taki kolor, który nam się nie podoba, więc uprzykrzamy mu życie, zgłaszając jakieś nieprawidłowości, które tak naprawdę nawet nie mają miejsca. Nie sądzę, żeby np. to, że sąsiad sobie rozbudował dom niezgodnie z przepisami powodowało jakieś zagrożenie dla mojego bezpieczeństwa, więc nie ma powodu tego zgłaszać. Rozumiem, że są ludzie, którzy mogliby chcieć to zgłosić, ja do takich osób nie należę.

Osobiście nie zgłaszam też wszystkich źle zaparkowanych w okolicy samochodów, bo nie wszystkie źle zaparkowane samochody wpływają na nasze bezpieczeństwo. Poza tym po prostu jest ich zbyt dużo i potrzebowałbym na to ogromne ilości czasu.

Uważam, że musimy się pozbyć takiej mentalności Homo sovieticus, że państwo to jest zawsze zło, że państwo trzeba okradać, oszukiwać, przed państwem trzeba się chować ze swoimi rzeczami, służby państwowe są zawsze źle względem nas nastawione.

Trochę można zrozumieć takie podejście w momencie, w którym policjanci nie zawsze zachowują się w sposób właściwy. Nie zawsze we właściwy sposób wykonują rozkazy. Nie zawsze te rozkazy są zgodne z prawem. Można do tego w ten sposób podchodzić, ale jeśli chodzi o proste rzeczy typu nieprawidłowe parkowanie przy przejściu dla pieszych albo na przejściu dla pieszych, albo wyprzedzanie na przejściu dla pieszych. Takie rzeczy, uważam, warto i należy zgłaszać. Tym bardziej że naprawdę kierowcy w Polsce to jest… siedlisko patologii, bo kierowcy w Polsce jeżdżą byle jak i trzeba ich po prostu, tak jak powiedziałem, je*ać prądem, żeby się nauczyli zgodnie z przepisami jeździć.

Wydaje mi się, że na tym właśnie polega współczesne, nowoczesne społeczeństwo obywatelskie. Na tym, że będąc obywatelami, częściami jakiejś społeczności, działamy na rzecz dobra tej społeczności. Ktoś mógłby powiedzieć, że to jest taki lokalny patriotyzm, że to jest właśnie dbanie w lokalnej skali o nasze bezpieczeństwo, o nasz dobrostan, o nasze wspólne, dobre życie. Na tym polega, moim zdaniem, patriotyzm. Nie na tym, że niedawno był 11 listopada, że ktoś sobie pójdzie, pomacha flagą i pokrzyczy. Patriotyzm lokalny polega też właśnie na tym, że jak ktoś niszczy lokalne mienie, należące do spółdzielni czy należące do osiedla, za które z naszych podatków zapłaciliśmy, to to zgłaszamy.

Jeśli więc ktoś wjeżdża dostawczakiem na chodnik, do czego nie ma prawa i ten chodnik rozjeżdża i go niszczy, to to zgłaszamy. To może nie wpływa bezpośrednio na nasze bezpieczeństwo. Nie zawsze. Jak jedzie po chodniku, cofa, nie widząc nikogo w lusterkach wstecznych, bo przecież ma taką dużą pakę z tyłu i może potrącić staruszkę, zabijając ją, nawet tego nie zauważy, a przecież są takie przypadki! To jest oczywiście inna sprawa, ale rozumiem, że ludzie, którzy widzą, że ktoś parkując na trawniku czy na chodniku, ten trawnik czy chodnik niszczy, chcą to zgłaszać. Ja złego słowa takiej osobie nie powiem, naprawdę. Chociaż rozumiem, że zdaniem niektórych lepiej byłoby zostawić kartkę takiemu osobnikowi. W porządku, to zostawiajcie te kartki.

Pozbądźmy się tego idiotycznego myślenia, że to jest donosicielstwo i tego robić nie wolno, bo inaczej jako społeczeństwo nigdzie nie zajdziemy. No chyba że aspirujemy do tego, co jest za naszymi wschodnimi granicami, daleko, w Rosji. Ja aspiruję na zachód.

Ale czy sam fakt, że będziemy częścią zżytej społeczności wystarczy nam, by przeżyć trudne czasy? Nie.

Krzysztof Lis

Magister inżynier mechanik. Interesuje się odnawialnymi źródłami energii, biopaliwami i nowoczesnym survivalem.

Mogą Cię zainteresować także...

5 komentarzy

  1. Patryk pisze:

    Odważny wpis. Niewątpliwie ciężko jest tego typu tematy poruszać w polskim internecie. Wielki szacun, chociaż niewiele znaczy opinia randoma z Internetu.
    Jeśli chodzi o bezpieczeństwo na drogach i ogólne poszanowanie jakichkolwiek zasad, to też mam swoje obserwacje. Mam nieszczęście mieszkać przy 2 przedszkolach w Wawie, przy ulicy jednokierunkowej. Prawie każde zwrócenie uwagi na jazdę pod prąd spotyka się z agresją. Zwracanie uwagi na parkowanie w mojej bramie skutkuje tym samym, „bo ja tylko na chwilę”. Do meritum – jeśli postronni reagowali, to najczęściej na zasadzie „co ja biednych ludzi męczę, każdy łamie przepisy a oni nie zrobili nic złego”. Chcąc dbać o bezpieczeństwo nawet okolicy własnego domu trzeba mieć niezwykle grubą skórę.

    • Krzysztof Lis pisze:

      Podejście Polaków do wspólnego bezpieczeństwa jest trochę schizofreniczne.

      Bo normalnie to „męczysz biednych ludzi”, ale jak ktoś umrze, bo karetka nie będzie mogła dojechać przez takiego, co „zaparkował na chwilę” ale stał 20 minut w kolejce w banku, to będą płacze i wrzaski „gdzie jest Policja, kiedy jest potrzebna” i „dlaczego nikt z tym nic nie zrobił”.

      Albo jak się słyszy domowe awantury u sąsiadów z klatki schodowej, to uszy po sobie i nic się z tym nie robi, a jak ktoś zakatuje dziecko, to „dlaczego ta rodzina nie miała kuratora, przecież od dawna tam były wrzaski i hałasy” czy wreszcie „dlaczego Policja nic z tym nie zrobiła”.

      Dlatego uważam, że nie zważając na te idiotyczne uwagi, trzeba po prostu działać.

      Może w Twoim przypadku poskutkuje duża plansza z napisem „w tym miejscu z kół samochodów parkowanych >na chwilę< samoczynnie schodzi powietrze, niewyjaśnione zjawisko, nie parkuj tutaj". 😉

  2. Kamil z Opolskiego pisze:

    Pozostaje tylko jedno pytanie – skoro od zawsze wszyscy mówią o pomaganiu drugiemu człowiekowi i życiu z innymi w zgodzie, to dlaczego od tysięcy lat jest wciąż tak samo? Rozmyślam o tym od lat i póki co moja odpowiedź brzmi: – bo w naturze człowieka jak każdego zwierzęcia, jest eksploatacja otoczenia. Mówiąc inaczej – w DNA mamy zakodowany egoizm, a nie altruizm. I tu lezy sedno.
    Nie rozwijamy mechanizmów społecznych opartych na empatii i współpracy.
    To co szumnie nazywamy „rozwojem cywilizacyjnym” opiera się głównie na wytwarzaniu coraz większej ilości narzędzi myjących wyręczać w pracach, obowiązkach. Człowiek nie rozwija się jako istota żywa, tylko polega na coraz większej ilości urządzeń, gadżetów, maszyn.
    Z punktu widzenia ewolucji jest to regres. Ludzie tracą swoje podstawowe umiejętności – zarówno fizyczne, JAK I SPOŁECZNE. Cofamy się, a nie rozwijamy (czego dowodem jest powstawanie setek blogów o prepperingu, mających za zadanie PRZYPOMNIEĆ nam, jak radzić sobie bez „cywilizacyjnych protez” czyli maszyn, gadżetów i apek smartfonowych. Na Boga, przecież dziś ludzie już nawet nie parzą sobie własnoręcznie porannej kawy, tylko kupują ekspress, żeby robił to za nich!

    A przecież, skoro na planecie nas wciąż przybywa (na tę chwilę już 8 miliardów ludzi) i robi się coraz ciaśniej, to główny nacisk „rozwoju cywilizacji” powinien być kładziony na rozwój umiejętności społecznych. Altruizm, empatia – przeciętny Ziemianin musi otworzyć słownik, aby sprawdzić, co znaczą te pojęcia. Ale nawet 6-latek wie, jak otworzyć garaż smartfonem.
    Ze wzrostem liczby ludności powinien nastąpić rozwój umiejętności społecznych na dużą skalę. A jakoś tego nie widać. Mówi się o tym zawsze dużo i głośno, ale tego rozwoju w zasadzie nie ma. Gdyby cofnąć się wehikułem czasu o jakieś 5000 lat i obserwować jakieś społeczeństwo, zobaczylibyśmy te same zachowania które widzimy u ludzi dziś.

    • Krzysztof Lis pisze:

      Trochę komentarz w tonie „kiedyś to były czasy, teraz to nie ma”, ale mimo to się odniosę. 😉

      Wydaje mi się, że jest dokładnie odwrotnie. Że dzięki temu, że ludzie tak dużo rzeczy zrzucili na maszyny, wreszcie mogą zająć się NAPRAWDĘ swoim rozwojem osobistym, duchowym, dbaniem o jakość swojego życia nie tylko w kontekście tego, jakie przedmioty mają, lecz także jakimi ludźmi się otaczają. Że w przedsiębiorstwach zaczyna się zwracać uwagę nie tylko na to, jaką kto ma wiedzę i umiejętności, lecz także na kompetencje miękkie, jak umiejętność porozumiewania się.

      To nie byłoby możliwe, gdybyś musiał fizycznie swoimi własnymi rękami zaspokajać wszystkie swoje potrzeby życiowe.

  3. swiz pisze:

    Brat wujka- mieszkaniec Szwajcarii, dostał mandat za jakieś drobne głupstwo (nie pamiętam co, ale pierdo.a) po donosie. Poszedł po fakcie przepraszać sąsiadów,że musieli na niego donieść. Tam to jest normalne, jak ktoś się nie stosuje do norm – płaci.
    Uczmy się od najlepszych 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Notify me of followup comments via e-mail. You can also subscribe without commenting.

banner