Blackout: jak się przygotować. 10 najpotrzebniejszych rzeczy!

W dzisiejszym materiale porozmawiamy o tym, jak się przygotować na blackout. Omówimy 10 najpotrzebniejszych rzeczy, które posłużą nam w razie awarii zasilania do rozwiązywania wynikłych z tego problemów.

Zaczniemy od zastanowienia się, co w ogóle jest potrzebne na ewentualność braku prądu, aby ustalić, co przyda się najbardziej. Omówimy dziesięć takich rzeczy, czy może raczej kategorii rzeczy, w kolejności odpowiadającej priorytetowi w zakupie.

Czyli po prostu — od najważniejszych.

Możesz to traktować jako listę prezentów dla bliskich, jeśli chcesz im pomóc przetrwać sytuacje awaryjne.

Jeśli poważnie podchodzisz do przygotowania na blackout swojej rodziny, możesz skorzystać z bezpłatnej czeklisty, która ułatwi Ci zrobienie zapasów i kupienie odpowiednich rzeczy. Otrzymasz ją mailem niezwłocznie po zapisaniu się na listę tutaj.

Pod spodem znajdziesz player z wersją audio materiału, film na YT oraz notatki w wersji tekstowej do poczytania.
.

Co będzie najważniejsze i na pierwszym miejscu?

Nie, to nie będzie broń palna do odpierania ataku wygłodniałych bandytów, plądrujących wszystkie mieszkania.
Nie, to nie będzie nóż za miliony monet, żeby przeżyć w lesie, to znaczy zbudować tam schronienie – szałas z patyków – oraz palić ogień, wcześniej batonując do tego celu drewno
Nie, to nie będzie latarka czołowa z kilkudziesięcioma trybami pracy i milionem lumenów, ładowana ciepłem czoła, z wbudowanym odbiornikiem GPS.
Nie, nie będą to nawet świece! Świec w ogóle nie ma na tej liście. 😀

1. Awaryjna kuchenka

Pierwszą i najważniejszą rzeczą, o której mówię, jest awaryjna kuchenka. To rzecz pierwsza i najważniejsza, bo wielu przeciętnych zjadaczy chleba z mrożonego ciasta w Polsce, po prostu jej nie ma, dlatego trzeba o niej powiedzieć na początku.

Dodatkowo, to urządzenie pozwala rozwiązać mnóstwo problemów w sytuacji awaryjnej. Posłuży do przygotowania posiłków. Z jej pomocą zagotujesz garnek wody, by zdezynfekować pieluchy tetrowe i śpioszki swojego dziecka. Możesz też użyć do zdezynfekowania dużych ilości wody do picia czy mycia. O przygotowaniu wody do umycia dziecka w misce nie wspominając. No i oczywiście można też awaryjnie użyć ją (niektóre rodzaje) do ogrzewania wnętrza.

Do wyboru są najróżniejsze kuchenki, warto dobrać taką, która najbardziej będzie spełniała nasze oczekiwania. Wybór obejmuje między innymi:

2. Zapas wody

Kilka razy wspominałem, że gdy tylko zabraknie prądu, od razu należy napełnić wannę, dopóki jeszcze jest ciśnienie w sieci wodociągowej. Gdy napełnimy wannę, napełniamy także wszystkie inne wiadra, miski, duże garnki, zlewozmywak, umywalkę oraz wszystkie pozostałe duże pojemniki. Tak samo robimy jego zapas doraźnie, gdy spodziewamy się blackoutu (bo są ostrzeżenia), albo przed planowanym wyłączeniem prądu. W ostateczności nie taki zapas można zrobić doraźnie nawet z pomocą kartonu oraz foliowego worka na śmieci albo do kiszenia kapusty.

Może się jednak zdarzyć, że prądu zabraknie, gdy będziemy w pracy i nie zdążymy tego zapasu zrobić, więc trzeba jakieś sensowne minimum trzymać.

Z tym jest zawsze duży problem, bo taki zapas wody zajmuje sporo miejsca i nigdy nie ma na niego dość miejsca. Ale przynajmniej kilka pięciolitrowych baniaków to w domu trzeba mieć i tyle.

Woda idzie nie tylko do picia i przygotowywania posiłków. Z jej pomocą zachowujemy higienę i spłukujemy jedynkę i dwójkę w toalecie. Musimy mieć jej zapas. Im większy, tym lepiej.

3. Zapas jedzenia, niewymagającego gotowania

Też nie na początku listy, bo przecież każdy z nas choć minimalny zapas żywności ma. Pełną lodówkę, trochę makaronu, cukru i mąki pochowanego po szafkach.

Pod kątem blackoutu oczywiście lepiej, żeby ten zapas nie wymagał gotowania, a co najwyżej zalania wrzątkiem. Czyli nie makaron, a co najwyżej kuskus (najlepiej razowy). Nie ryż, tylko płatki ryżowe. Przyda się nauczyć gotowania pod pierzyną (tu jest film na ten temat), żeby oszczędzać paliwo.

Optymalnie będzie to jedzenie, które daje się jeść prosto po wyjęciu z opakowania. Jeśli mamy możliwość trzymania w domu i wymieniania sensownego zapasu świeżych warzyw, to super. Jeśli jedyny zapas, jaki możemy zrobić, to racje żywnościowe typu NRG-5 albo Seven Oceans, to też dobrze. To lepsze niż nic.

4. Środki płatnicze, ale nie złoto, czy srebrne monety tylko gotówka

Gdy padnie zasilanie, padnie też łączność, a więc również autoryzacje kartami płatniczymi. Ale rynek i wymiana dóbr pozostanie. Przecież towary w sklepach nie popsują się od razu. Z początku kasy fiskalne będą jeszcze działać, bo muszą mieć zasilanie awaryjne. Może nie w dużych, ale przynajmniej w małych sklepach.

A z czasem, gdy kryzys będzie trwał dłużej, pojawi się handel z ludźmi dostarczającymi brakujące dobra na własną rękę.

I oczywiście trzeba mieć pod kątem takiego kryzysu środki płatnicze, ale to nie powinno być złoto ani srebro. Złote monety kosztują dziś kilka tysięcy złotych za sztukę, wyobrażasz sobie płacić tym za ryż albo paliwo do agregatu? Raczej nie… Złota biżuteria jak obrączki czy łańcuszki jest lepsza, ale też nie jest to rozwiązanie idealne. To w dalszym ciągu duża wartość, poza tym z początku ludzie nie będą chcieli przyjmować płatności czymś, czego nie mogą zweryfikować.

Nie, to też nie chodzi o trzymanie rzeczy takich jak naboje do pistoletu albo proch czarny oraz antybiotyki na wymianę.

Chodzi po prostu o gotówkę. Gotówkę, która pozwoli zapłacić w sklepie albo sąsiadowi. Polskie złote i ewentualnie EUR, albo może CZK jeśli mieszkasz blisko granicy z Czechami.

AUTOREKLAMA

Wiosną tego roku opracowaliśmy kurs o nazwie “NOWOCZESNY SURVIVAL — PRZYGOTUJ SIEBIE I RODZINĘ NA ZAGROŻENIA, KTÓRE NADCHODZĄ”. To kurs dla osób, które chciałby przekrojowego omówienia wszystkich zagadnień istotnych w kontekście przygootwań na sytuacje awaryjne. Ten kurs ma wygodną postać siedmiu mniej więcej godzinnych bloków tematycznych, który wskaże Wam, na czym należy się skupić w pierwszej kolejności.

KONIEC AUTOREKLAMY

5. Wiadra oraz filtr do wody

Przeciętny polski dom ma dwa wiadra, jedno od mycia podłogi a drugie funkcjonujące jako kosz na śmieci. To dobrze, ale na blackout przydałoby się ich dokupić.

Wiadro może być awaryjną toaletą, jeśli włożymy do niego gruby worek foliowy i przykryjemy pokrywką.
Wiadrem przyniesiemy wodę z rzeki.
Do wiadra zbierzemy deszczówkę z rynny.
Do wiadra wylejemy wodę po myciu rąk w misce albo odlejemy wodę z gotowania ryżu, żeby później spłukać nią w toalecie.

Fotka wykorzystana w miniaturce autorstwa NewAfrica, via Depositphotos.

A filtr do wody, to chyba oczywiste po co. Lepiej, by był to solidny filtr turystyczny, np. taki z workiem, pozwalający uzdatnić większe ilości wody. Ale jeśli nie masz takiego, to niech to będzie chociaż filtr dzbankowy. Tu znajdziesz materiał o tym, czy taki filtr dzbankowy wystarczy na sytuacje awaryjne.

6. Mokre chusteczki

Gdy nie będzie prądu, ciepła, gazu i wody, utrzymanie higieny będzie trudniejsze. A jedzenie brudnymi rękami to prosta droga do infekcji, rozwolnienia i jeszcze większego zapotrzebowania na wodę.

Więc zapas mokrych chusteczek w dużych ilościach jest w domu niezbędny. Przydadzą się także jako alternatywa dla papieru. Każdemu gorąco polecam tak zwaną bidetkę lub bidettę, czyli rozwiązanie pozwalające na całkowitą rezygnację z papieru toaletowego, które jednak wymaga wody. Rozwiązaniem alternatywnym jest kubek z wodą, którym po prostu się odpowiednio polewamy.

Ale gdy wodę trzeba oszczędzać, a chcemy oszczędzać też sobie przykrych doznań węchowych, korzystajmy z mokrych chusteczek. 

7. Folia

Dużo folii. W różnych rodzajach, bo przydać się może:

  • bąbelkowa,
  • NRC, czyli ratunkowa (termiczna),
  • malarska, budowlana, ogrodnicza (gruba!),
  • worki foliowe,
  • do tego oczywiście taśma klejąca, żeby tę folię można było mocować.

Folią docieplimy mieszkanie, gdy nie będzie działać ogrzewanie. Zamontowana w oknach zmniejszy ilość ciepła, które przez nie uciekają. W tej roli szczególnie dobrze sprawdzi się kilka warstw folii bąbelkowej.

Folią NRC ochłodzimy mieszkanie, zmniejszając uzyski ciepła przez okna.

Folią malarską zabezpieczymy podłogę w pokoju, żeby dzieci mogły się umyć w misce, bez ryzyka, że nam się woda wyleje na piękną podłogę, za którą zapłaciliśmy mnóstwo pieniędzy. Czemu w pokoju, a nie w łazience? Bo w razie awarii ogrzewania będziemy grzać jeden pokój, ten, w którym przebywamy.

Folią rozpiętą między drzewami zbierzesz większe ilości deszczówki.

Folia pod postacią worków posłuży jako awaryjna toaleta. W wiadrze albo w ostateczności zamontowana na krześle, w którym zrobimy dziurę. Albo przyczepiona do dwóch desek, na których ułożymy deskę klozetową.

8. Przetwornica 12/230 i ładowarka do gniazda zapalniczki

Dopiero przy okazji ósmego punktu mówimy o jakichś awaryjnych źródłach energii? I nie jest to agregat prądotwórczy? Dlaczego, Krzyśku, dlaczego?

Wszystko dlatego, że jak na razie nie rozmawialiśmy w ogóle o urządzeniach elektrycznych, tylko o rozwiązywaniu problemów i zaspokajaniu naszych potrzeb bez prądu, bo to po prostu jest łatwiejsze.

Łatwiej kupić kuchenkę na kartusze i gotować na niej coś awaryjnie, niż zorganizować awaryjne źródło prądu dla elektrycznej kuchenki indukcyjnej, którą mamy w domu. Łatwiej i taniej, a skoro łatwiej i taniej, to właśnie od tego rozwiązania powinniśmy zacząć.

A awaryjne źródło prądu w Polsce ma większość rodzin. Jest nim samochód. Samochodów w Polsce na 1 000 mieszkańców mamy coś między 700 a 800, a tylko ok. 32% polskich gospodarstw domowych nie ma samochodu.

Samochód jest agregatem prądotwórczym i UPSem. Ma przecież akumulator. Więc warto dokupić do niego przetwornicę 12/230 oraz ładowarkę do samochodowego gniazda zapalniczki. Z użyciem tych urządzeń podładujemy laptop, zasilimy Starlinka albo inny satelitarny internet, nebulizator do leków dla dziecka, albo nawet koncentrator tlenu dla babci. Oczywiście, silnik będzie musiał być raz na jakiś czas uruchamiany, żeby akumulatora nie rozładować do zera, co unieruchomi pojazd i pozbawi możliwości korzystania z prądu. Ale te pół baku paliwa w samochodzie powinno wystarczyć na dość długi czas. I zawsze można zrobić większy zapas paliwa.

Bo macie pół baku paliwa w samochodzie, prawda?

Dla osób dysponujących nadwyżką budżetową jest droższe i bardziej wypasione rozwiązanie, jak przenośne stacje zasilania typu Bluetti PowerOak czy EcoFlow, o których była mowa na kanale. Linki w opisie pod filmem.

Nie masz samochodu? Nie przejmuj się! Jak kupisz przetwornicę 12/230, zawsze możesz pójść do sąsiada i zaproponować mu współpracę. On da samochód, ty przetwornicę i razem będziecie mieli prąd. W sytuacjach kryzysowych będziemy sobie nawzajem pomagać.

9. Radio na korbkę lub panel fotowoltaiczny

To kolejne awaryjne źródło prądu. Takie, które może działać dłużej i nie wymaga zapasu paliwa. Tu przedstawiłem wam dwie alternatywy, choć oczywiście można kupić oba te urządzenia. Żadne z nich nie jest bowiem idealne.

Jeśli o radia albo generatory na korbkę chodzi, to ze względu na fakt, że obsługuje się je ręką, mają ograniczoną wydajność. Bo trudno wyobrazić sobie, że będziemy siedzieć i kręcić korbą przez wiele godzin. Do tego, moc takiego urządzenia też jest ograniczona, bo to nie jest ruch, który jest dla nas naturalny, do którego nasze ciała zostały stworzone. Dla przykładu, kiedy mierzyliśmy wydajność Midlanda ER300, to wyszło nam, że prądnica w tym urządzeniu ma moc około siedmiu watów. W sklepie mamy też tańszy, prostszy model Midland ER200.

Panel fotowoltaiczny z kolei działa tylko kiedy świeci słońce i nie ma za dużo chmur. Niewielka mgiełka nie przeszkodzi, choć obniży jego wydajność. Nocą wytworzy okrągłe zero prądu. W listopadowe dni, takie jak teraz, też prawie nic.

10. Agregat prądotwórczy

Dopiero wymieniam go na ostatnim miejscu. To oczywiście bardzo przydatne urządzenie i fajnie je mieć, ale dopiero wtedy, gdy ogarniesz wszystkie 9 wcześniejszych punktów. Zwłaszcza teraz, gdy agregaty w dużych ilościach jadą do Ukrainy, gdzie wskutek rosyjskich ataków na cywilną infrastrukturę są problemy z zaopatrzeniem w prąd.

„Dlaczego na tej liście nie ma X?”

Pomówmy chwilę o innych rzeczach, których tu nie wymieniłem.

Celowo nie wspomniałem o świecach, bo to nie jest optymalne rozwiązanie. Dają światło a także trochę ciepła. Ale też zanieczyszczają powietrze, co akurat w razie zimowego blackoutu nie będzie korzystne.

Nie wspomniałem też o latarkach. Po pierwsze dlatego, że niemal każdy jakąś latarkę ma. W ostateczności będzie to latarka w telefonie. I tą latarką, także tą w telefonie, można śmiało oświetlić cały pokój, jeśli tylko się skieruje strumień światła na sufit.

Nie wspomniałem o radiu, żeby słuchać komunikatów. Radio FM często jest wbudowane w telefon komórkowy. Radio mamy też w samochodach. Jeśli nie masz ani jednego ani drugiego, kup radio na baterie. Najlepiej takie, co to jeszcze będzie odbierać na falach długich, aby złapać pierwszy program Polskiego Radia na częstotliwości 225 kHz.

Nie wspomniałem o radiostacjach, żeby mieć kontakt z bliskimi. Bo przez pierwsze kilka godzin łączność komórkowa jeszcze powinna działać. Jeśli nie, to i tak z bliskimi się nie porozumiecie, o ile oni też nie mają odpowiedniej radiostacji i nie stworzycie procedury do awaryjnej łączności. Obie strony muszą przecież siedzieć przy radiu o tej samej porze i na tej samej częstotliwości.

Ktoś powie, że zapomniałem o lekach i środkach opatrunkowych? Nie, te rzeczy powinniśmy mieć w domu zawsze, bez względu na to, czy zagraża nam blackout, czy nie. Mamy na ten temat bardzo dobry artykuł o apteczce na czasy i sytuacje kryzysowe. Kliknij i sprawdź, czy masz wszystkie leki, które są polecane do apteczki kryzysowej przez lekarza.

Krzysztof Lis

Magister inżynier mechanik. Interesuje się odnawialnymi źródłami energii, biopaliwami i nowoczesnym survivalem.

Mogą Cię zainteresować także...

3 komentarze

  1. InF pisze:

    Nie do końca się zgadzam w przypadku świec jak i potraktowania źródeł światła tak po macoszemu.
    W przypadku świec, to przede wszystkim należy wspomnieć, że stanowią zagrożenie pożarowe (a tego bynajmniej nie chcemy w sytuacji, gdy straż pożarna może nie zadziałać i nie mamy jak jej wezwać) a poza tym dają nikłe, bardzo ciepłe światło przy którym nie sposób na dłuższą metę funkcjonować.
    I tu przechodzimy do następnego punktu – LATARNIE LED! To powinno być obowiązkowo na takiej liście. Technologia LED już tak dojrzała, że za 30-40 EUR mamy latarnię o świetnej barwie światła, z wysokim CRI, przy której można normalnie funkcjonować jak przy świetle sieciowym, dającą np 300-500 lumenów. Sorry, ale latarka postawiona na sztorc się nie umywa. Dwie takie oświetlą nam cały pokój, i będą działały 8h na kilku Akumulatorkach AA. To moim zdaniem absolutny top na takich listach, i nie rozumiem potraktowania najważniejszego, czyli źródeł światła tak nonszalancko.

    • Krzysztof Lis pisze:

      Chciałem, żeby to była lista rzeczy najpotrzebniejszych, czyli takich, których najprawdopodobniej Polacy nie mają.

      Wierzę, że latarki to akurat mają. Choćby w telefonie.

      I owszem, są lepsze rozwiązania, niż świecenie latarką w sufit, ale czy są aż tak dobre, żeby dawać je na listę top 10? Moim zdaniem nie.

      • InF pisze:

        Oczywiście, wszystkie inne punkty są godne polecenia, bo o niektórych często się nie pamięta, albo nie traktuje jako istotne. Chciałem jedynie zwrócić uwagę na fakt, że światło – i to takie dobrej jakości, przy którym można pracować i coś pożytecznego zrobić, a nie tylko siedzieć w blasku świec – jest absolutnie kluczowe, szczególnie np zimą, gdzie mamy stosunkowo duże zagrożenie blackoutem, i wiele godzin bez naturalnego światła. W tym sensie pozostawianie kwestii oświetlenia temu 'co każdy ma już w domu’ nie uważam za rozsadne, bo większość ludzi nie ma w domu NIC z tej dziedziny, poza dwiema świeczkami i latarką która pamięta lata 90te. A postęp w oświetleniu LED naprawdę dokonał się w ostatniej dekadzie tak ogromny, że moim zdaniem wszędzie należy propagować, by każdy miał choć ze dwie latarnie LED w domu, ja byłem oczarowany, ile i jak dobrego to światła daje, i praktycznie uniezależnia to nas w tym temacie na wiele godzin, jeśli tylko mamy parę kompletów baterii czy akumulatorków. Sam mam takich kilka, każda daje 350 lm świetnego swiatla i temat mam zamkniety, a i na camping sie nadaje.
        Nie sądzę tez, by wskazane było marnowanie baterii w telefonie na coś tak trywialnego jak oświetlenie pokoju – po pierwsze, to światło będzie zupelnie do bani, a po drugie telefon to chyba raczej do ważniejszych rzeczy należy wtedy oszczędzać 🙂 To tylko tak rzucam pod rozwagę.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Notify me of followup comments via e-mail. You can also subscribe without commenting.

banner