❌Mój największy błąd w przygotowaniach na trudne czasy

W dzisiejszym materiale, nagrywanym w pięknym ośnieżonym świątecznym krajobrazie 😉 opowiem Wam o tym, co wydaje mi się być największym błędem, jaki robiłem w moich dotychczasowych przygotowaniach na trudne czasy i na sytuacje kryzysowe.

Bezpośrednią inspiracją do nagrania tego materiału było pytanie, które padło podczas ostatniego Q&A, o to, jaki jest największy błąd w moich przygotowaniach i co bym zrobił inaczej zaczynając dziś z tą wiedzą i doświadczeniami, które mam.

Jest taka fajna internetowa pasta o ojcu, fanatyku wędkarstwa (ostatnio zekranizowana). Moje dziecko mogłoby napisać pastę: „Mój stary to fanatyk kuchenek turystycznych. Pół mieszkania zawalone kartuszami najgorsze.” Tak, tym błędem, o którym chciałem powiedzieć, jest gadżeciarstwo. Jestem gadżeciarzem i różnych rzeczy kupionych pod kątem trudnych czasów mam zdecydowanie za dużo. Przede wszystkim — kuchenek.

Przygotowując się na sytuacje kryzysowe musimy starać się mieć kilka sposobów na zaspokojenie naszych potrzeb. My te sposoby nazywamy kolejnymi warstwami. To kolejne metody rozwiązywania jakiegoś problemu. Musi być ich kilka, bo jeden gadżet łatwo może się popsuć. Patrząc pod kątem kuchenek (niezbędnych do przygotowywania posiłków, gotowania wody (co jest jedną z najlepszych metod na jej dezynfekcję, czyli usunięcie zanieczyszczeń biologicznych), grzania wody do kąpieli dla dziecka, czy awaryjnie nawet ogrzewania pomieszczeń) mam m.in. takie warstwy:

  1. tradycyjną kuchenkę gazową,
  2. piekarnik elektryczny, elektryczny czajnik, mikrofalówkę (działają na prąd, gdy nie ma gazu),
  3. kuchenkę turystyczną na kartusze,
  4. umiejętność wykonania palnika z puszek,
  5. umiejętność wykonania kuchenki z cegieł czy ogniska Dakota, by nie gotować na zwykłym ognisku (co jest mniej wygodne i efektywne).

No dobrze, ale czy tych awaryjnych kuchenek musi być kilka? W tym sedno problemu…

Przede wszystkim szkoda pieniędzy na gadżety. Każda złotówka wydana na kolejną kuchenkę nie może zostać wydana na inne rzeczy — jakąś ładowarkę, żywność, motocykl, broń czarnoprochową. Mógłbym je kupić, gdybym nie kupował kuchenek. Ale to nawet nie o to chodzi. Statystycznie rzecz ujmując w kryzysowej sytuacji potrzebne nam będą w pierwszej kolejności pieniądze (bo raczej będzie to utrata pracy, wypadek albo śmierć kogoś bliskiego, niż pandemia czy brak prądu w skali województwa). Pieniądze, które mnie zdarzało się marnować na gadżety.

Sprzęt, umiejętności i balast

Jest taka fajna ilustracja w książce Krzysztofa Kwiatkowskiego „Survival po polsku” z gościem, który w plecaku ma pełno książek o survivalu. Tak, jak jemu te książki, tak i mnie w trudnych czasach czy kryzysowej sytuacji mogą ciążyć wszystkie moje gadżety. Czasem pod naszymi artykułami pojawiają się opinie, że posiadane w domu zapasy i sprzęt mogą nas zniechęcać do ewakuowania się z niego, a przez to paradoksalnie pogorszyć nasze szanse na przetrwanie. Mogę sobie wyobrazić sytuacje, że tak będzie, choć mam wrażenie, że nie są one jakoś bardzo prawdopodobne. Na pewno nie będę pieszo uciekać z mieszkania z Biolite Campstove, bardzo fajną kuchenką na drewno, która wytwarza prąd. Bo jest fajna, ale nie do tego celu.

Z drugiej strony, sporo osób uważa, że przedmioty to tylko zbędny wydatek, bo tak naprawdę liczy się tylko wiedza i umiejętności. Że sprzęt możemy stracić, a to co mamy w głowie, pozostanie w niej na zawsze. To prawda, choć też tylko do pewnego stopnia, bo możemy ją stracić po jakimś urazie głowy. Ja nie jestem skłonny iść aż tak daleko, ale na pewno należy znaleźć jakąś równowagę między sprzętem i umiejętnościami.

W niektórych sytuacjach lepiej postawić na sprzęt. Umiejętność rozpalania ognia z użyciem patyków jest bardzo efektowna, ale wymaga czasu. Trudno ją zdobyć. Trudno zastosować w praktyce, nawet w dobrych warunkach. Nie wyobrażam sobie, by w ten sposób ogień rozpalało dziecko czy emerytka. Dla nich znacznie lepiej zrobić zapas zapałek i zapalniczek. Albo kupić kilka krzesiw. Jedno wystarczy na rozpalenie kilkuset albo nawet kilku tysięcy ognisk.

Łatwiej też pozostawić sprzęt i instrukcję jego użycia dla bliskich na ewentualność, że nas zabraknie, bo np. w razie katastrofy będziemy kilka tysięcy kilometrów dalej, w delegacji.

Dobór odpowiedniego sprzętu i umiejętne korzystanie z niego

Nie wystarczy kupić jakąś polecaną na forach kuchenkę i wrzucić ją na szafę. Trzeba przetestować ją w sytuacjach, w jakich możemy ją później być zmuszeni używać. Dowiedzieć się, czy jest dobra. Nauczyć się jej dobrych i słabych stron, wiedzieć, jak ją rozpalić i efektywnie na niej gotować, zużywając mniej opału.

Dobrze by było, żeby także bliscy wiedzieli, jak z niej korzystać.

A jeśli okaże się nieodpowiednia? W polskim internecie łatwo o recenzje na forach dla turystów (tylko częściowo mających punkt widzenia zbieżny z punktem widzenia osób, które przygotowują się na sytuacje kryzysowe) i o szemrany marketing pod postacią fałszywych opinii. Więc łatwo o zakup nieodpowiedniej. Wtedy trzeba przełknąć stratę i ją sprzedać, a potem kupić nową, lepszą.

Moja sytuacja jest trochę specyficzna pod tym względem, bo prowadząc z Arturem ten blog, kanał na YouTube i jeszcze sklep internetowy dla prepperów czasem muszę coś kupić, by przetestować przed wprowadzeniem do oferty, ale to inna historia.

Równowaga

Myślę, że koniec roku to dobry moment na zrobienie takiego rachunku sumienia, jak ja zrobiłem kilka dni temu. Uświadomienie sobie, gdzie leżą słabe punkty Waszych przygotowań na trudne czasy. I zaplanowanie na przyszły rok ich poprawy. Może coś trzeba dokupić. Może nabyć jakichś umiejętności. To wszystko da się zrobić, trzeba tylko zacząć…

Krzysztof Lis

Magister inżynier mechanik. Interesuje się odnawialnymi źródłami energii, biopaliwami i nowoczesnym survivalem.

Mogą Cię zainteresować także...

3 komentarze

  1. Rafał M. napisał(a):

    O kuchenkach na tle mnóstwa chrustu 🙂

    Mnie książki o survivalu naprowadziły na minimalizm.
    Wcześniej popadłem w zakupoholizm, kupowałem mnóstwo zbędnych rzeczy nie wiadomo po co.

    W tych książkach to okazało się fajnego, że człowiekowi tak naprawdę nie jest dużo potrzebne do życia. Najważniejszy nóż, choć w ostateczności można sobie zrobić nóż z kamienia, ale metalowy jest lepszy. Dysponując nożem można sobie dorobić w zasadzie wszystko.
    Oprócz noża przydatny bywa sznurek (można też zrobić z trawy, ale to pracochłonne), krzesiwo oraz metalowy garnek do gotowania. I to w zasadzie wszytko co absolutnie niezbędne, oczywiście jeszcze ubranie.
    To mi uporządkowało w głowie pewną hierarchę ważności rzeczy. I zwiększyło pewność siebie poprzez wyklarowanie umysłu, bo jest mi dobrze z samym sobą, bez potrzeby posiadania mnóstwa przedmiotów (chociaż na to naprowadziły mnie nie tylko książki o survivalu, ale to inna historia). Jakby co, to najważniejsze można spakować do torby i przenieść się do jakiegoś pokoju hotelowego lub nawet schroniska dla bezdomnych.

    Z zakupoholizmem nadal mam problem, choć ostatnio coraz łatwiej przychodzi mi opanowanie się przed zakupem czegoś.

    W zasadzie, to nawet by sobie żyć w komfortowych warunkach w mieście wcale nie potrzeba tak wielu przedmiotów, mieszkanie mogłoby być niemal puste. Jednak taki miejski minimalizm wymaga pewnego doświadczenia życiowego, bo z góry trudno przewidzieć, czy jakaś rzecz będzie bardzo przydatna w domu, czy ostatecznie będzie leżeć i się kurzyć, a zakup był marnotrawstwem pieniędzy. Tu nie ma gotowej listy jak w książkach o leśnym survivalu, wywodzących się doświadczeń wojskowych jednostek specjalnych.
    Jeszcze pogarsza sytuację fakt, że rzeczy bywają okazyjnie lub krótkotrwale w sprzedaży, jak się nie kupi to za jakiś czas mogą być niedostępne, a następcy nie będzie lub będzie czymś innym, o innej funkcjonalności.

    Może taka minimalna lista niezbędnych przedmiotów w domu kiedyś mi się wyklaruje. Mam już wstępną wersję, ale ciągle są poprawki.
    Gdyby przyszło mi porzucić mieszkanie i zamieszkać gdzie indziej, od nowa się urządzać, to mam już wstępny zarys co kupować w pierwszej kolejności. Uniknięcie zakupów rzeczy zbędnych może znacznie zmniejszyć koszty życia.

    W kwestii ilości sztuk rzeczy jednego typu. Może Amerykanie lubią zbierać, taką mają kulturę opartą na ideologii bogacenia się i popadli w bezmyślny konsumpcjonizm. Ale w praktyce to wystarczy wszystkiego co potrzebne po jednej sztuce, a jeśli coś jest naprawdę istotne, niezbędne, to co najwyżej zdublować, więcej sztuk się nie przyda.
    Zdublowanie niekoniecznie może oznaczać nieużywany zapas, bo jeśli w domu jest na przykład dwóch domowników, to wystarczy by każdy miał po telefonie (czyli 2 telefony łącznie, zamiast 2 + 2 zapasowe), w przypadku awarii lub utraty własnego w razie potrzeby można zadzwonić z czyjegoś.

  2. kk napisał(a):

    mam dla ciebie smutna wiadomosc, kleszcze nie boja sie mrozu i sniegu.
    kleszcz dziala, rusza sie, zyje jest aktywny i potrafi skakac jesli tylko nie lezy snieg w tym miejscu. Jesli snieg sie roztopil na 10 cm kawalku to wlasnie tam moze byc kleszcz i zimno go NIE zabija.

    jesli masz 2h czasu to poszukaj sobie wideo o kleszczach . telewizja atvn teraz chyba tylko youtube.
    duzo informacji dla zwyklych ludzi niepotrzebnych, ale rozprawia sie z mitami a prowadzona jest przez naukowca

  3. bura2 napisał(a):

    Największym błędem w przygotowaniach może być nasze złe wyobrażenie o nich.
    kilka lat temu myślałem o przygotowaniach w kategoriach: nóż, plecak, kompletny rozpad wszystkiego itp. itd
    dzisiaj jest to raczej skupianie się na posiadaniu pewnych zapasów w domu, poduszki finansowej, zdrowych zębów, sprawnego auta itp..

    Na szczęście nie miałem kasy i możliwości kilka lat temu. Na szczęście bo miałbym utoopione kilka tyś zł w PE który by mi się nie przydał. A nie miał bym kasy na inne rzeczy…

    „stacjonarny” prepping pozwala nam oszczędzić. Bo śpiwór może ważyć 2,5 kg , bo kuchenka może być wielkości małej walizki. Bo zapas jedzenia może być w słoikach itp.

    Czy naprawdę potrzebujemy w pierwszej kolejności biwakowych gadżetów? czy może kilku latarek z biedronki? 1x opatrunku homeostatycznego na postrzały (120 zł) czy za tą kasę apteczka samochodowa (DIN 13164 – 30 zł) + zestaw popularnych leków OTC?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Informuj mnie o odpowiedziach poprzez e-mail. Możesz również subskrybować wpis bez zostawiania komentarza.

banner