Brak internetu: to będzie prawdziwy kataklizm

Dziś przeanalizujemy jeden z zagrażających nam scenariuszy, który moim zdaniem powinniśmy traktować bardzo poważnie. Prognozuje się, że prawdopodobieństwo jego wystąpienia wynosi kilka-kilkanaście procent w każdej dekadzie. Jego prognozowanie i przewidywanie jest bardzo trudne. Może się więc wydarzyć za trzy dni. A jednocześnie, mimo tego, sporo osób go kompletnie bagatelizuje.

Chodzi tylko o brak internetu na większym obszarze i przez dłuższy okres.

Materiał bezpośrednio zainspirowany jest dyskusją na jednej z facebookowych grup dla prepperów. Ktoś wrzucił tam link do artykułu z focus.pl o tym, że kolejna burza słoneczna może wyłączyć nam internet na dłuższy czas. Pod artykułem zaś pojawiły się komentarze bagatelizujące ten problem. Część osób wręcz się z takiego scenariusza ucieszyła:

Patrząc na poziom zidiociałych lewaków w życiu i internecie to przydał by się taki reset [pisownia oryginalna]

To by był raczej ratunek i czas na opamiętanie

I co fejsika nie będzie no jak to tak? […] A serio to by było bardzo dobre […] [pisownia oryginalna]

Elegancko. Może w końcu dzieci wyjdą na dwór 😀

I szczerze mówiąc to ja jestem takimi komentarzami trochę zasmucony. Wprawdzie część z tych osób, które zacytowałem na filmie, po mojej uwadze przyznało się, że to były takie trochę żarty, ale to czasem bardzo trudno jest ocenić.

Uważałem zawsze prepperów za osoby, które czują się bardziej świadome otaczających ich zagrożeń, ale te komentarze wołają o pomstę do nieba.

Brak internetu to kataklizm, z którego skutkami będziemy się borykać przez dłuższy czas i ja wam to za moment wykażę.

Na początek jednak podlinkuję badanie autorstwa Sangeethy Abdu Jyothi o tytule „Solar Superstorms: Planning for an Internet Apocalypse” (Superburze słoneczne: planowanie na internetową apokalipsę), na podstawie ustaleń z którego powstał artykuł na focus.pl.

Koronalny wyrzut masy i burze geomagnetyczne

Może zacznijmy od tego, jaki scenariusz miałby doprowadzić do braku internetu? Oczywiście chodzi o burzę magnetyczną zwaną także geomagnetyczną, powodowaną przez koronalny wyrzut masy.

Koronalny wyrzut masy (CME), to obłok zjonizowanej plazmy wyrzucany z powierzchni słońca. Zdarza się całkiem często, ale w większości przypadków omija naszą planetę (w końcu układ słoneczny jest całkiem duży 😉 ). Jeśli dotrze do ziemi, spowoduje ogromne zakłócenia w działaniu ziemskiego pola magnetycznego. Te zakłócenia, znane jako burze magnetyczne lub burze geomagnetyczne, mogą powodować indukowanie się prądu w przewodnikach (przewodach), niczym magnes przesuwany nad kablem na lekcjach fizyki. Zjawisko to znamy dobrze i wykorzystujemy od dawna do wytwarzania energii elektrycznej w alternatorach i prądnicach.

Ten indukujący się w przewodach prąd może spowodować uszkodzenia infrastruktury energetycznej, ale i telekomunikacyjnej. Także tej światłowodowej.

Najbardziej znana taka sytuacja z przeszłości to tzw. “Carrington event”, albo po prostu burza magnetyczna z 1859. 1 września 1859 roku angielski astronom-amator, Richard Christopher Carrington zaobserwował rozbłysk słoneczny, który, jak wiadomo już teraz z badań współczesnych, utworzył wówczas koronalny wyrzut masy. Obłok plazmy dotarł do Ziemi po mniej jak 18 godzinach, podczas gdy zazwyczaj czas ten wynosi 3–4 dni.

Zorza polarna była wtedy obserwowana na Karaibach (a zwykle widzimy ją tylko w obszarach okołobiegunowych, bardzo rzadko i bardzo słabo widoczna jest w Polsce). Podobno w niektórych miejscach w USA było tak jasno, że ludzie się budzili myśląc, że już jest ranek! 

W tamtym czasie infrastruktura telekomunikacyjna dopiero się rozwijała, pod postacią telegrafów. Burza magnetyczna spowodowała awarie sieci telekomunikacyjnych. Prąd indukował się w nich tak duży, że telegrafy mogły działać mimo odłączenia od nich zasilania. Czasem urządzenia kopały prądem operatorów. Z słupów telegraficznych sypały się iskry.

Prawdopodobieństwo wystąpienia poważnej burzy geomagnetycznej ocenia się na 1,6-12% w każdej dekadzie. Co gorsza, ostatnie 30 lat to okres minimum słonecznej aktywności, który idealnie zgrał się z błyskawicznym rozwojem infrastruktury telekomunikacyjnej i naszej od niej zależności.

Dlatego nie do końca wiemy dziś, jak tego typu sytuacja w 2021 czy 2022 wpłynie na funkcjonowanie sieci elektroenergetycznej i telekomunikacyjnej, czyli co się w jej skutek popsuje.

Wiemy na pewno, że długie kable i satelity telekomunikacyjne są narażone na działanie burzy geomagnetycznej. Podmorskie łącza światłowodowe same w sobie są na nią odporne, bo w nich nie płynie prąd. Niestety, do ich działania potrzebne są wzmacniacze sygnału, umieszczane co jakieś 100 km, bo impulsy świetlne w światłowodach stopniowo słabną. 

Satelity będą ulegać uszkodzeniu, a w przypadku tych na niższych orbitach (np. Starlink) jest ryzyko ich ponownego wchodzenia w atmosferę.

Bardziej narażone na skutki będą sieci na wyższych szerokościach geograficznych, czyli na przykład w Europie, Azji i USA. Tam jest też ich większe zagęszczenie. 

Pocieszające jest to, że w Europie jest więcej krótkich kabli i nie za dużo łączy podmorskich, dzięki czemu u nas prawdopodobnie nie będzie aż tak źle. 

Skutki braku internetu

Rzeczywiście, fejsika nie będzie i to z kilku przyczyn.

Po pierwsze, badaczka spodziewa się awarii dużych data center, należących m.in. do Google’a i Facebooka (przy czym ocenia, że te należące do Google będą bardziej odporne, ze względu na to, że są bardziej rozproszone).

Po drugie, problemy mogą być z podmorskimi łączami światłowodowymi, zapewniającymi łączność między kontynentami.

Po trzecie, awarii mogą ulegać poszczególne sieci należące do danych operatorów, w całości lub części.

Ale co to w szczegółach oznacza? Przyjrzyjmy się potencjalnym skutkom, pamiętając, że burza geomagnetyczna może uszkadzać również infrastrukturę energetyczną, ale ten efekt na razie pominiemy.

Łączność

W pierwszej kolejności zauważymy brak lub problemy z łącznością z bliskimi. I to się wydaje drobiazgiem, ale samo w sobie jest kłopotliwe. Widzimy, że coś złego dookoła nas się dzieje, ale nie możemy się połączyć z rodziną, by ustalić dalszy tok postępowania.

Spodziewam się problemów nie tylko z łącznością internetową, lecz także głosową — wszak już dziś spora część połączeń telefonicznych odbywa się w technologii VOIP, czyli przekazywania rozmów przez łącza internetowe.

Pozyskiwanie i dostęp do informacji

Jest ryzyko, że padną lokalne i globalne portale informacyjne. Jeśli nawet nie, może być problem z połączeniem się z nimi.

Ale jeśli nawet się to uda, to cóż nam po tym, skoro one nie będą miały nowych informacji? Ich pozyskiwanie, tak lokalnie i w skali międzynarodowej, odbywa się dzięki skutecznie działającej łączności. Przecież zagraniczni korespondenci nie wysyłają swoich materiałów na kasetach wideo pocztą, tylko przez internet…

To samo będzie z rozgłośniami radiowymi. Być może będą funkcjonować, ale też nie będą miały wiadomości. Cóż więc nam dobrzego przyjdzie z tego, że będą one w stanie grać na okrągło podniosłe, patriotyczne pieśni, albo poloneza z ekranizacji „Pana Tadeusza”?

Straty w gospodarce

Choć są trudne do oszacowania, to w opracowaniu mowa jest o tym, że skutki braku internetu w USA przez jeden tylko dzień ocenia się na 7 mld USD strat!

Ponieważ będą problemy z łącznością, sklepy będą miały bardzo utrudniony sposób składania zamówień na towar.

Dziś może to już wyglądać tak, że po skasowaniu przez kasjerkę w markecie danego produktu, system komputerowy składa zamówienie u dostawcy, a następnie organizuje dostawę tego produktu z lokalnego magazynu.

Gdy łączności internetowej zabraknie, zamówienia będą musiały być składane… no właśnie… jak? Telefonicznie? Też to w grę nie wchodzi. Osobiście, gdy do sklepu dotrze dostawca z hurtowni? Teoretycznie jest to możliwe, ale przestawienie się na ten sposób działania zajmie strasznie dużo czasu.

W praktyce oznaczać to może przerwane łańcuchy dostaw, od rolników do producentów żywności, od producentów do hurtowni i do sklepów. Także w zakresie paliw — węgla, drewna opałowego oraz benzyny i oleju napędowego.

Straty w bankowości

Brak łączności niechybnie spowoduje ogromne utrudnienia w działaniu całego sektora bankowego:

  • brak możliwości autoryzacji płatności kartami,
  • wstrzymane przelewy międzybankowe,
  • gwałtowna wyprzedaż akcji na giełdzie, a w konsekwencji wstrzymanie transakcji giełdowych, co wpłynie na wartość naszych oszczędności, także tych na emeryturę
  • brak dostępu do własnych pieniędzy. 

I to wszystko z uwzględnieniem tego, że jesteśmy jedynie 9 posiłków od anarchii…

Jak się przygotować?

Nie mam gotowej recepty, która zadziała stuprocentowo w takim scenariuszu.

Na pewno, musimy zadbać o to, żeby nie być zależnym od internetu, w jak największym stopniu. Bezpośrednio i pośrednio, czyli w ujęciu naszego zaopatrzenia w wodę, paliwo, gaz i tak dalej.

Po drugie, przyda się jakieś bezpieczne miejsce do mieszkania, z dala od dużych miast, w których sytuacja może szybko wymknąć się spod kontroli.

Krzysztof Lis

Magister inżynier mechanik. Interesuje się odnawialnymi źródłami energii, biopaliwami i nowoczesnym survivalem.

Mogą Cię zainteresować także...

2 komentarze

  1. Dominik pisze:

    No, całkiem przyzwoita analiza. Dodałbym jeszcze chaos w szeroko pojętym ratownictwie z powodu braku łączności. Ale to oczywista konsekwencja tego, o czym piszesz. Bardzo celne uwagi, które powinny otworzyć oczy niektórym śmieszkom, dla których internet t tylko niewyczerpane źródło rozrywki.

  2. Unono pisze:

    No niestety masz całkowitą rację. Ponieważ Polska nie ma jeszcze całkowitego uzależnienia od „internetu” może nie będzie tak katastroficznego scenariusza. Ale niestety dotknie nas bardzo boleśnie. Przy wybuchu jądrowym uszkodzeniu ulegają elementy półprzewodnikowe. Spowoduje to nie działanie wszystkich urządzeń o wyższym stopniu technologicznym. Dlatego Rosjanie zminiaturyzowali lampy elektronowe i wykorzystują je w swoim sprzęcie łączności. Staną wszystkie wypasione fury. Pojadą Syrenki i Maluchy. Właśnie z tego powodu moje agregaty prądotwórcze są najprymitywniejsze na świecie. Niestety moja fotowoltaika padnie. Nawet niepodłączone do sieci urządzenia ulegną uszkodzeniu. Może pomogłyby obudowy z ołowiu. Jest jeszcze jeden problem. Elektrownie jądrowe. Nie mogą pracować bez zasilania z zewnątrz. Nie można ich wyłączyć w 5 minut. Jeżeli cała moc nie zostanie odebrana przez chłodzenie, rdzenie zaczną się topić. Przepisy międzynarodowe nakazują, żeby agregaty diesla w systemie chłodzenia miały zapas paliwa na 2 tygodnie. Ale co z basenami, w których zatopione są zużyte pręty paliwowe? Jeżeli woda nie będzie chłodzona, wyparuje i zacznie się samoistna reakcja łańcuchowa. Na świecie jest ok 460 reaktorów. Ale jest światełko w tunelu. Swojego czasu śledziłem wybuchy na słońcu i uderzenia strumieni protonów w Ziemie. Były to „kopniaki” punktowe obejmujące np Nową Zelandię i 3/4 Australii. Nawiasem mówiąc w Australii padły wszystkie magnetometry. Reszta Ziemi nie była bezpośrednio w tym momencie uderzona. Ale zauważyłem że w ciągu 12 godzin w innym rejonie świata następowało trzęsienie Ziemi lub wybuch wulkanu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Notify me of followup comments via e-mail. You can also subscribe without commenting.

banner