Broń na zombie z rurek stalowych

Już nie pamiętam gdzie zobaczyłem po raz pierwszy The Pummel Pipe, czyli broń ręczną do zabijania zombie wykonaną ze stalowych, gwintowanych rurek hydraulicznych. Wydaje mi się, że było to na fanpage’u Karalucha. W każdym razie, szybko doszedłem do wniosku, że fajnie byłoby sobie coś takiego zrobić.

Pojechałem więc do marketu budowlanego, kupiłem potrzebne elementy i zrobiłem sobie taką broń. Może nie do końca identyczną, jak w podlinkowanym przepisie, bo kupiłem nieco inne elementy. 

Kupiłem:

  • stalową gwintowaną z obu stron rurkę 3/4 cala, długości 50 cm,
  • rurkę 3/4 cala 20 cm,
  • 2 rurki 3/4 cala 10 cm,
  • trójnik 3/4 cala,
  • 2 zaślepki 3/4 cala,
  • 2 mufy 3/4 cala,
  • korek 3/4 cala.

Za wszystkie elementy zapłaciłem nieco ponad 55 PLN brutto. Gotowa zabawka (bo nie chcę tego nazywać bronią) wyszła mi tak:

 

Waży 1 900 g, czyli nada się też do ćwiczeń poprawiających ogólną sprawność fizyczną. 😉

W środku trzonka z pewnością można zmieścić sporo różnych fantów, jeśli ktoś by potrzebował. Do części roboczej zaś można napchać gipsu, ołowiu, lub innego wypełniacza, dla poprawy wyważenia. W praktyce nie widzę zastosowania dla tego urządzenia do niczego innego, jak tylko ewentualnie wożenie jej w samochodzie.

Survivalista (admin)

Artur Kwiatkowski. Magister inżynier, posiadacz licencjatu z zarządzania. Samouk w wielu dziedzinach, ale nie czuje się ekspertem w żadnej. Interesuje się zdrowym życiem i podróżami. I przygotowaniami na trudne czasy, rzecz jasna!

Mogą Cię zainteresować także...

27 komentarzy

  1. Najtajniejszy Współpracownik pisze:

    Nie lepiej kupić aluminiowy bejzbol, który będzie o wiele lżejszy, a da się nim zabić dzika?

  2. panika2008 pisze:

    Pragnę nadmienić że typowy średniowieczny miecz ważył 1-1,5 kg. I był ostry 😉

  3. darnok pisze:

    Chyba zwykła stalowa rurka by się lepiej sprawdziła.

  4. Iulius pisze:

    Fajna zabawka. Jeżeli ktoś myślałby o poważnej broni białej, w tej samej cenie można dostać maczetę, a sama metalowa rurka też da radę.

    Panika: mieczem 1,8 kg też da się sprawnie machać jedną ręką, choć zgadzam się oczywiście, że lżejsze są dużo wygodniejsze.

  5. mts pisze:

    ciekawe jako krotochwila.
    komentarz z biciem dzika bejzbolem też przemilczę 😉
    imho najbardziej praktyczna „broń na zombie” to stara poczciwa siekiera.
    poza tym ma wiele innych zastosowań. poważnie 😉

    • Survivalista (admin) pisze:

      Też mi się zdaje, że można to traktować wyłącznie w kategoriach żartu. 😉

      Choć z drugiej strony, w środku można sporo różnych rzeczy umieścić, jeśli ktoś ma ku temu fantazję.

  6. raf7 pisze:

    Witam. Powyższy sprzęt wydaje mi się dużo za ciężki na zombiaki, i inne sytuacje gdzie nie tylko siła ciosu potrzebna ale często też szybkość. Posiadam sporą maczetę samoróbkę z aledrogo ważącą niecały kilogram, dłuższe czy szybsze operowanie nią wymaga naprawdę sporej siły w ręku. Wydaje mi się że dobra maczeta typu golok ważąca ok 0,5 kg była by odpowiednia. Nie za ciężka do przenoszenia, operowania, nie krótka i świetnie sobie radząca np. w serialu Walking Deads, gdzie głównym bohaterom dosyć często się przydaje. Pozdr.

  7. mts pisze:

    weź taką maczetę i spróbuj poćwiartować choćby żeberka 😉

  8. raf7 pisze:

    W tym momencie pojawia się pytanie od jakich ran umiera zombie? Jeśli wierzyć różnym holyłódzkim produkcjom to od unieszkodliwienia-zniszczenia mózgu, a wtedy taki golok np. produkowany dla armii brytyjskiej 5 mm grubości ponad pół kilo wagi wystarcza z zapasem. Ale jeśli trzeba dziada poszatkować to już inna sprawa.

  9. mts pisze:

    zalozmy ze trzeba zniszczyc mozg. albo wycelujesz w oko, ucho, nasade czaszki albo rozwalisz czerep. srsly, sprawdzcie czasem swoje teorie w kuchni.

  10. wyih pisze:

    Do czego służy poprzeczka na końcu ?

    Sensowniej byłoby ją wkręcić czy wspawać w ok 1/4 długości jak pałka policyjna z filmów. Można wówczas użyć jako młotka albo za ten uchwyt jak pałką wywijać.

    • Survivalista (admin) pisze:

      Myślę, że ta poprzeczka ma właśnie udawać element roboczy młotka.

      Jakbym miał coś takiego robić na poważnie, to bardziej w kształcie nadziaka, czyli jeden koniec tępy, a drugi bardzo ostry.

      • wyih pisze:

        kwestia wymiennej końcówki wkręcanej w miejsce korka 🙂

        Przydałaby się jakaś broń na prozaiczne komary.
        Jeśli w tym roku przydarzy się atak zombie uciekinierzy na wsi i w ziemiankach zostaną zjedzeni żywcem przez to paskudztwo.

  11. darnok pisze:

    jak zombiaki rozróżniają swoich?tak się zastanawiam jak by się zakamuflować jako zombiak-sztuczna krew itp. xd

  12. Najtajniejszy Współpracownik pisze:

    Naprawdę 4 lata temu zostałem zaatakowany przez dzika i pogoniłem go zwykłym hartowanym batonem. Oczywiście przy okazji prawie narobiłem w portki, ale tak było i jestem w stanie podpisać się pod tym własną krwią, jeśli ktoś nadal będzie myślał, że to żarty. Oczywiście, że miałem farta, bo gdyby zwierz był bardziej agresywny, to pewnie by mnie tu nie było, ale z takich niebezpieczeństw też się składa życie i wcale nie żartowałem… Sorry, ale poniosło mnie. Piszecie pierdoły o zombie, a na poważne pytanie reagujecie jak loża szyderców…

    • raf7 pisze:

      Rozprawiamy o zombie ponieważ w kulturze masowej jest to od wielu lat dyżurny temat na apokalipsę, dziki na pewno nie. Ale zgadzam się z Tobą jeśli ktoś jest przyparty do muru i wyjścia nie ma, radzi sobie w przeróżnych trudnych sytuacjach. Ludzie którzy to wyśmiewają, albo takich sytuacji w życiu nie mięli, albo nie udało im się nad nimi zapanować albo są do bólu realistami, natomiast życie stwarza czasami nie realne sytuacje. Ja nie tak dawno musiałem sprawić gołymi rękami niezły łomot rozwścieczonemu pitbulowi który właśnie zagryzał mi psa, jamnika. Wyjścia nie miałem adrenalina jak o tym pomyślę jeszcze mi podskakuję. Po tym wszystkim czułem się i wyglądałem jak po walce z Tysonem. A o postawie w trudnej sytuacji niech świadczy mój jamnik jak tylko oswobodziłem go od pitbulla pokiereszowany się na niego rzucił. Myślę, że podobnie jest z nami przyparci do muru ze śrubokrętem w ręku dali byśmy niezły wycisk nie jednemu „zombiakowi. Pozdr.

  13. Najtajniejszy Współpracownik pisze:

    Ok, ale w takim razie proponuję temat: jak obronić się przed T-1000, Predatorem i Alienem;)

  14. darnok pisze:

    i jak obronić się przed teściową 🙂

    • Najtajniejszy Współpracownik pisze:

      Przed zmutowaną teściową będącą stopem kryptonitu i tytanu, strzelającą plazmą z oczu;)

  15. Coyote90 pisze:

    Jeśli chodzi o improwizowaną broń rurkę hydrauliczną 3/4 cala można wykorzystać o wiele lepiej

  16. Ferdek pisze:

    Lepiej jest ze sobą nosić łom, którym zawsze możemy łatwo otworzyć zamknięte drzwi, a tym cudem to chyba tylko możemy zombie nawalać, ale trzeba przyznać, że pomysł jest fajny

    • paprokles pisze:

      a moze „siekierołom” – wyglada paskudnie i jakos tak nieporecznie… bardziej pod „multitoola” podchodzi niz jako bron na zombi ale w domowym survivalu (a nie do chodzenia po miescie 🙂

  17. Kotka pisze:

    Gdzieś coś widziałeś ale Ci się pomyliło.
    To trochę inaczej się robi i potrzebne sa jeszcze naboje od dubeltówki tylko skąd je mieć.
    No i pytanie czy nie strach to odpalić że rękę urwie.
    Słabiutko z wiedzą chłopaki oj słabiutko.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Notify me of followup comments via e-mail. You can also subscribe without commenting.

banner