Co na brak prądu radzi polskie MSW?

Moglibyście pomyśleć, że polskie urzędy nie martwią się o to, jak obywatele poradzą sobie w kryzysowej sytuacji. Byłby to błąd, bo oczywiście jest zupełnie inaczej. Wystarczy przeszukać dokładnie stronę Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, by znaleźć na niej szereg ciekawostek.

Weźmy na przykład taki krótki dokument o tym, „jak postępować w niebezpieczeństwie” gdy nie ma energii elektrycznej. Chciałbym przeanalizować go kawałek po kawałku, uzupełniając o moje (a może i Wasze, wyrażone w komentarzach) uwagi.

Zaczyna się od ostrzeżenia.

Zakłócenia w dostawie energii elektrycznej mogą być wynikiem wielu czynników, włączając w to: silne wiatry, lód i ciężki śnieg oraz uszkodzenie instalacji. Dostawy prądu przywrócone zostają zazwyczaj w krótkim czasie. Jednakże od czasu do czasu mogą zdarzyć się poważniejsze przerwy w dostawie energii. Gdy nie ma elektryczności powinieneś:

I pod nim opublikowano konkretne porady.

Sprawdzić czy Twoi sąsiedzi mają prąd. Prądu brakować może jedynie w Twoim domu, czego powodem może być awaria bezpiecznika lub przepalenie obwodów elektrycznych. Gdy Twoi sąsiedzi również pozbawieni są prądu, dzwońcie do miejscowej elektrowni. Jeśli będziesz zmuszony wyjść na zewnątrz, by zbadać sytuację, zabierz z sobą latarkę i zwracaj uwagę czy na ziemi nie leżą zerwane druty elektryczne mogące Cię porazić. Gdy je znajdziesz, nie zbliżaj się do nich ani nie dotykaj czegokolwiek, co może mieć z nimi styczność. Natychmiast to zgłoś

To wydaje się pierwszy krok w takiej sytuacji. Gdy nie mamy w domu prądu, najpierw trzeba sprawdzić tablicę z bezpiecznikami, by je w razie potrzeby włączyć. Być może tylko uruchomił się wyłącznik różnicowo-prądowy, co wskazywałoby np. na zwarcie w którymś ze sprzętów i upływ prądu do uziemienia. Może wyłączył się lub przepalił tylko jeden z bezpieczników, odpowiadających np. za oświetlenie i gniazdka na poddaszu, a pozostałe obwody są sprawne?

Jeśli bezpieczniki są włączone a prądu nie ma, wystarczy spojrzeć za okno. Chodzi o to, by zobaczyć, czy świecą się latarnie uliczne (na wsiach zasilane z tej samej linii, co domy), czy w sąsiednich blokach w oknach świeci się światło.

Do oświetlenia używaj latarek. Nie zaleca się w czasie zagrożenia związanego z pożarem używania świec i lamp naftowych.

Przyznam, że nie do końca rozumiem to zastrzeżenie. Oczywiście latarki są najwygodniejsze, co do tego nie mam wątpliwości. W każdym domu powinno być ich co najmniej kilka, w tym najlepiej latarki na akumulatorki, oraz co najmniej jedna latarka czołowa (wygodna przy wykonywaniu w ciemności różnych prac). Od biedy można sobie poświecić również telefonem komórkowym, ale o ile nie ma funkcji latarki, to przyda się tylko do… znalezienia w ciemności latarki.

Tak czy siak, większość awarii prądu nie będzie miała żadnego związku z zagrożeniem pożarowym. A do oświetlania całych pomieszczeń wygodniej jednak użyć świec. Nie bardzo sobie wyobrażam kąpiel w wannie przy świetle latarki, a postawienie w łazience 3-4 świec w zupełności wystarczy. I jaki nastrój na romantyczne chwile z dziewczyną się od razu stworzy (zakładając, że woda do kąpieli będzie jeszcze ciepła).

Wyłącz urządzenia w domu. Gdy większość z nich – lodówki, termy i bojlery, wentylatory i pompy – pozostaje włączona, mogą powodować przeciążenie sieci, wywołując przerwy w dostawie energii, gdy przywrócony zostanie dopływ prądu.

Uwaga jest bardzo rozsądna. Rzeczywiście, większość urządzeń elektrycznych wyposażonych w silniki, do rozruchu potrzebuje więcej prądu, niż nominalna moc przy stałym obciążeniu. Prądy rozruchowe silników są po prostu większe i trzeba o tym pamiętać.

Jeśli więc okaże się, że prądu zabrakło z powodu jakiejś dużej awarii (przeciążenia elektrowni lub sieci przesyłowej/dystrybucyjnej) ponowne włączenie zasilania przy pozostawieniu urządzeń włączonych, może znowu spowodować wyłączenie. Będzie to istotne zwłaszcza zimą, gdy sporo ludzi ogrzewa lub dogrzewa swoje domy prądem.

Podobnie jest w przypadku korzystania z własnego źródła prądu, np. agregatu. Wtedy lepiej jest uruchomić agregat bez obciążenia, a dopiero później stopniowo włączać kolejne odbiorniki.

Lodówki i zamrażarki powinny być zamknięte tak długo jak to tylko możliwe. Jedzenie może być przechowywane dzień lub dwa gdy drzwiczki są zamknięte. Próbuj najpierw jeść łatwo psujące się pokarmy. W przypadku jakichkolwiek wątpliwości wyrzuć je.

Nie mam zastrzeżeń. Uzupełniłbym to tylko o sugestię, by produkty z zamrażarki przełożyć po jakimś czasie do lodówki. Tam, rozmrażając się, pozwolą na dłużej utrzymać niską temperaturę. Zresztą mamy tu cały artykuł na ten temat.

Potem problemem zaczyna się robić szybka utylizacja tej żywności, żeby się nie zmarnowała. 😉

Ostrożnie używaj przenośnych generatorów prądu. Mogą one być używane w celu dostarczenia ograniczonej ilości energii w czasie przerw w dopływie. Nigdy nie uruchamiaj przenośnych urządzeń w domu lub garażu, gdyż urządzenia gazowe wywołać mogą poważne pożary i zaczadzenie. Generatory powinny zostać zainstalowane zgodnie z instrukcjami lokalnej elektrowni. Zawsze postępuj według wskazówek producenta. Po dodatkowe informacje odnośnie właściwego użycia urządzeń zadzwoń do Twojej elektrowni

Ten punkt nie jest dla mnie zrozumiały. Oczywiście zastrzeżenie o tym, by nie uruchamiać agregatu w mieszkaniu czy garażu jest rozsądne. Nie dość, że wytwarzają one śmierdzące spaliny i zużywają tlen z pomieszczenia, to jeszcze wytwarzają pewne ilości tlenku węgla, który może spowodować zaczadzenie.

Nie ma natomiast czegoś takiego jak „lokalna elektrownia”, a co najwyżej „lokalny dostawca prądu”.

Najbezpieczniej jest po prostu uruchomić agregat na świeżym powietrzu, a do domu prąd doprowadzić ogrodowym przedłużaczem.

Jeśli wodę uzyskujesz ze studni lub zbiornika, bądź przygotowany na korzystanie z alternatywnych źródeł wody do czasu, gdy przywrócony zostanie dopływ prądu. We wspomnianych zbiornikach wykorzystuje się pompy elektryczne, które nie będą działać bez prądu.

Porada słuszna, choć na tym etapie bezużyteczna. Gdy ktoś zacznie czytać ten materiał w momencie, gdy zabraknie mu prądu (mało prawdopodobne — bo przecież wtedy komputer internet też przestaną działać), na nic mu się to nie przyda. Ale oczywiście zapas wody trzeba w domu mieć.

Przy okazji, proszę o zagłosowanie w sondzie, którą znajdziecie na samym dole strony. Dotyczy właśnie zapasu wody.

Ale skoro już przy tym jesteśmy, można skorzystać z wody w spłuczce i zasobniku ciepłej wody użytkowej (bojlerze).

Powinieneś zdawać sobie sprawę, że urządzenia gazowe mogą nie funkcjonować, gdy nie będzie prądu, ponieważ energia elektryczna może być niezbędna do uruchomienia zapłonu.

Dotyczy to w szczególności takich urządzeń jak kotły gazowe, wykorzystywane do podgrzewania wody i ogrzewania domu. Tu prąd używany jest nie tylko do zapłonu, ale także np. do sterowania kotłem. Ogrzewanie przestanie działać także dlatego, że nie będzie działać pompa obiegowa.

Osusz pompy, przewody, termy i bojlery, zlewozmywaki, umywalki, pralki i zmywarki. Instalacje z zimną wodą mogą zamarzać, gdy nie ma prądu. By uniknąć poważnego zalania, gdy wzrasta temperatura, zakręć zawory. Termy i bojlery osuszone, by uniknąć zniszczeń dokonanych przez ewentualne zamarznięcie, także muszą być odłączone. Niezastosowanie się do tych wskazówek może skutkować zniszczeniem elementów grzewczych gdy ponownie włączony zostanie prąd. Nigdy nie włączaj jakiegokolwiek podgrzewacza wody o ile zbiornik nie jest pełny

Zaczynam się martwić, gdy widzę takie porady na stronach Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Serio. One są słuszne, gdy przygotowujemy się na naprawdę długotrwałą awarię, wiążącą się z totalnym wychłodzeniem domu.

To oczywiście trzeba zrobić, ale nie od razu. Tym bardziej, że w razie braku wody, każdy jej litr uwięziony w rurach (nawet w instalacji grzewczej) będzie na wagę złota.

Sporządź listę urządzeń na prąd podtrzymujących życie członkom rodziny (respiratory, wyposażenie tlenowe i inne urządzenia podtrzymujące przy życiu). Zawsze powinieneś mieć plan awaryjny obejmujący alternatywne źródła zasilania w odniesieniu do urządzeń i ewakuowanych osób.

Ten awaryjny plan powinien obejmować nie tylko respiratory, ale i inne urządzenia, kluczowe dla naszego bezpieczeństwa. Czyli:

  • pompy i hydrofory do zaopatrywania domu w wodę,
  • wentylatory i sterowniki od wentylacji mechanicznej,
  • pompy obiegowe i sterowniki,
  • podajniki paliwa, sterowniki, układy zapłonowe, dmuchawy do kotłów centralnego ogrzewania,
  • pompy do ścieków,
  • choćby częściowe oświetlenie.

Moim zdaniem, dla tych urządzeń musimy zapewnić alternatywne źródło prądu.

 

Survivalista (admin)

Artur Kwiatkowski. Magister inżynier, posiadacz licencjatu z zarządzania. Samouk w wielu dziedzinach, ale nie czuje się ekspertem w żadnej. Interesuje się zdrowym życiem i podróżami. I przygotowaniami na trudne czasy, rzecz jasna!

Mogą Cię zainteresować także...

22 komentarze

  1. panika2008 pisze:

    1. Nie przypominam sobie żeby kiedykolwiek padł mi internet (bezprzewodowy) razem z lokalnym padem energii, a tej zimy już parę razy prąd nam odłączali.
    2. Jak na zewnątrz jest minus 30, to nie potrzeba wielu dni bez ogrzewania, żeby woda w rurach zamarzła. Niestety mam to przećwiczone z poprzedniej zimy.
    3. Wentylatory (wentylacja mech.) nie są niezbędne do utrzymania się przy życiu, parę dni można bez problemu wytrzymać po prostu wietrząc pomieszczenia.

    Najważniejsze to oczywiście zasilanie pomp dostarczających wodę pitną, na drugim miejscu zasilanie kotłów wymagających prądu (gazowych). Chociaż z drugiej strony – jak nie da rady odpalić pomp wody, zawsze można skoczyć po wodę do sklepu. Nie przypominam sobie w historii swego życia, żebym doświadczył braku prądu dłuższego, niż doba, także w normalnej sytuacji (nie armagedon, wojna itp) w sumie nie ma się czym przejmować.

    • Survivalista (admin) pisze:

      Pozostaje tylko gratulować szczęścia. To mocno zależy od przypadku, nie powinien paść internet przez komórkę (stacje przekaźnikowe o ile kojarzę mają własne agregaty). Ale jeśli do działania internetu potrzebujesz np. modemu kablowego w mieszkaniu i działającego komputera po stronie dostawcy, może być to problematyczne.

      Jeśli dom jest zbudowany w zgodzie z dzisiejszymi przepisami, pełne wyziębienie do zera stopni przy wyłączeniu ogrzewania potrwa co najmniej kilka dni. Naturalnie inaczej wygląda sytuacja, gdy dom jest słabo ocieplony.

      Wentylatory rzeczywiście nie są potrzebne, to raczej kwestia komfortu. W krótkim okresie wietrzenie wystarczy.

      Jak padnie prąd i ludzie nie będą mieli wody do picia, to tej w sklepach też zabraknie. O ile w ogóle będziesz mógł ją kupić (przypomnę, że bankomaty i kasy fiskalne bez prądu nie działają).

      • panika2008 pisze:

        Z tym wyziębieniem to jest piękna teoria, niestety w praktyce są często miejsca które wyziębiają się szybciej a obok przechodzi rura, której zatkanie powoduje pad cyrkulacji wody. Mówię mam to obadane z poprzedniej zimy :/ A dom mam ocieplony całkiem normalnie, nawet lepiej niż w normie.

        „Jak padnie prąd i ludzie nie będą mieli wody do picia, to tej w sklepach też zabraknie” – to jest przygotowywanie się na sytuację typu wojna z ruskimi. Wyobrażasz sobie, do czego musiałoby dojść, żeby w sklepach zabrakło wody? Masakra jakaś.

        • Przesadzasz.

          Moi rodzice mieszkają w Ursusie (dzielnica Warszawy). Wodę mają z wodociągu, który przebiega pod przebudowywanym ostatnio skrzyżowaniem. Z racji radosnej zabawy pana na koparce wody nie mieli bodaj 3 razy.

          Ojciec opowiadał, że któregoś razu awaria była jakoś w południe, a gdy wrócił wieczorem z pracy w sklepach do picia były tylko słodkie napoje gazowane. Wody nie było w ogóle, w żadnej formie. Musiałby pojechać do marketu.

          I to w Ursusie, gdzie jest sporo studni oligoceńskich (głębinowych) i gdzie dodatkowo postawiono beczkowóz. Wystarczyło tylko wziąć wiadro i pójść po wodę. A mimo to już po kilku godzinach w sklepach w dzielnicy nie było wody. Ile Twoim zdaniem upłynie czasu, by wody zabrakło w sąsiednich dzielnicach?

          A co w sytuacji, gdy nie będzie prądu, nie będą działać bankomaty, terminale płatnicze i kasy fiskalne?

          • panika2008 pisze:

            To co piszesz jest w pewnym sensie wewnętrznie sprzeczne. Niby nie było wody, a jednak na osiedlu stała beczka z wodą i w markecie też była.

            Mimo wszystko wydaje mi się, że potrzebne jest coś dużo poważniejszego żeby na długo zakłócić dostawy wody. Woda to jest takie coś, że po 2 dobach braku zaczynają się przypadki śmiertelne… absolutny top w hierarchii wartości.

        • Krecik pisze:

          Żadna masakra, świeżo co kawałek Wrocławia tego doświadczył i półki po wodzie sklepów i marketów świeciły pustkami. Zresztą, wrocławianie są dobrzy w opróżnianiu półek sklepowych w nagłych wypadkach, udowodnili to wielokrotnie.
          Raczej regułą jest, że brakujące dobro znika ze sklepów i marketów, szczególnie w mieście – gdzie ludzie nie są przyzwyczajeni do przechowywania większych ilości artykułów spożywczych i wody, bo po co skoro za rogiem sklep…

        • BtS pisze:

          panika2008 – bardzo sie mylisz..
          Twoje podejście że musi być katastrofa żeby zabrakło wody jest mocno nieprzemyślane.

          Przelicz ile potrzebuje wody 4ro osobowa rodzina na dobę – nie do przezycia tylko do w miare normalnego życia.
          Zapasy wodu w lokalnym HIPERMAKECIE są zużywane na dobę przez mieszkańców 1dnego średniej wielkości bloku z późnego gomułki..

          W gdańsku wystarczyła lokalna powódź żeby wody zabrakło w zalanej okolicy w przeciągu 4 godzin od przerwania wałów – sklepy mimo braku prądu były otwarte i przy świeczkach sprzedawali potrzebne artykuły.
          najpierw zniknęła woda, później pieczywo, potem hurtem żywność gotowa – wszelkiej maści zupki, puszki etc..

          Liczenie na wodę ze sklepu jest naiwne..

          Za przykład można podawać Warszawę, Wrocław, Gdańsk..
          ale też mniejsze miejscowości w których teoretycznie ludzie mają nieco większe zapasy i nie są nastawieni aż tak konsumpcyjnie jak panika 2008 – za przykład może słuzyć Kościerzyna (pomorskie) w czasie lokalnej powodzi również nowosądeczcyzna w czasie awari prądu

          zresztą.. nieco bardziej aktualnie – spójrz na migawki z nowego jorku i innych miast gdzie zapowiedziano huragan SANDY – mimo że 83% osób opuściło swoje domy to Ci którzy zdecydowali się zostać wykupili i tak cała wodę i zywnośc długoterminową w sklepach!

          spowodowane to było nie kataklizmem – a zwykła zapowiedzią..
          huraganu..
          o stopniu 1 w 5cio stopniowej skali..

          • panika2008 pisze:

            Ja wiem że w najbliższym sklepie zabraknie w ciągu kilku godzin. Ale potem dowiozą. A jak nie dowiozą to ktoś podstawi beczki, tak jak to zawsze bywa w sytuacjach awaryjnych. Po kilku/nastu/dziesięciu godzinach sytuacja się ustabilizuje i generalnie w sklepach też woda wróci na półki. No chyba że rozważamy scenariusz a’la Sarajewo/getto/powstanie warszawskie – ścisły kordon etc., celowe ludobójstwo, no ale na to w zasadzie nic nie poradzisz, może poza skitraniem ładnych paru uncji złota za pazuchą żeby wydostać się poza kordon (działało wielokrotnie w Sarajewie, w gettcie Waw też można było czasami tak to załatwić).

          • Survivalista (admin) pisze:

            Gdzieś kiedyś wyczytałem, że na całą Warszawę jest 7 beczkowozów. Oczywiście mogą po jakimś czasie zmobilizować wozy strażackie czy asenizacyjne, ale mimo to uważam, że warto mieć zapas wody w domu.

          • panika2008 pisze:

            Co do zapasów absolutna zgoda, zawsze warto mieć chociażby na 2-3 doby, gdzie mogą być zawirowania. Nawet nie muszą to być koniecznie takie zawirowania jak piszecie; wystarczy że będą ostre zamieszki – niby woda na półkach sklepów jest, ale troche strach wychylić nos za drzwi, heh.

  2. WildChild pisze:

    Czyli żeby uruchomić przenośny generator mam zadzwonić do elektrowni? Tak jak ja to widzę to pachnie mi tu pół godzinną rozmową przez telefon, z której i tak nic nie wyniknie bo zacznie się seria „100 pytań do” o typ, zasilanie, możliwe, że nawet model tego generatora itd. itp. A druga sprawa – jeśli awaria będzie faktycznie dużych rozmiarów to przecież sama elektrownia albo sieć telekomunikacyjna może być pozbawiona prądu. Więc jak mam niby do nich zadzwonić w takim przypadku?

  3. filo pisze:

    1. Chodzi o to żeby generatora nie włączyć do sieci bo porazi montera naprawiającego kable gdzieś dalej.

    2. Sieć telefoniczna (taka stara-analog-kabel-stacjonarny) ma wszędzie zasilanie rezerwowe. Pierwsze centrale chodziły z akumulatorów 48V, bo nic innego wtedy nie było. Technika zasilania została podobna do dzisiaj, cały osprzęt telekomunikacyjny jedzie z 48VDC.

    3. Do podtrzymania routera do internetu (neostrada i pochodne ma podtrzymanie w centrali) można sobie kupić zasilacz buforowy (google „Mean Well AD-55A) i parę kabelków. Mały akumulatorek starczy nawet na parę dni.

    • Survivalista (admin) pisze:

      Ale generatora bez specjalnych przygotowań nie da się podłączyć do sieci w sposób zagrażający komukolwiek. Ot po prostu odpalasz go i rozkładasz przedłużacze na podłodze.

      Sieć może i ma zasilanie, ale co z samym aparatem telefonicznym? Kojarzycie jakiś aparat telefoniczny z wybieraniem tonowym, który nie wymaga zasilacza?

      • Piotr Lisiecki pisze:

        Wyjaśnienie: Ja podłączam agregacik wprost do gniazdka ściennego. Zrobiłem sobie taki kabel z dwoma wtyczkami. Cały obwód ma wówczas zasilanie. Budując dom przewidziałem takie sytuacje i w jednym obwodzie zblokowałem piec gazowy i lodówkę. Pozostałe obwody odłączają się same przez bezpieczniki przepięciowe na tablicy. WAŻNE! Zanim się podłączę, biegnę do skrzynki licznikowej i odłączam się od sieci, żeby nie popieściło elektryków naprawiających awarię.

  4. elektryk pisze:

    Chodzi o urządzenie przełączające zasilanie całego budynku (WLZ) lub część obwodów (np. dedykowana sieć zasilająca sprzęt komputerowy) pomiędzy zasilaniem z sieci dystrybucyjnej ALBO generatora. Jest to konieczny element, który zainstaluje ci „lokalna elektrownia” (aleś się czepił terminologii!), jeśli nie chcesz mieć przedłużaczy po domu, tylko normalnie prąd w gniazdkach. To urządzenie zabezpiecza twój generator przez przesyłaniem prądu do sieci dystrybucyjnej. Czym to grozi, to kolega powyżej napisał, a ja dodam tylko, ze twój generator szybko zakończyłby żywot, gdyby elektrownia włączyła zasilanie (Google: synchronizacja fazy w generatorach prądu zmiennego).

  5. Najtajniejszy Współpracownik pisze:

    Od lat jestem zachwycony tym, że na stronie MSWiA wiszą te poradniki. No bo przecież ten o prądzie nie jest jedynym. Choć prawda jest taka, że w porównaniu z prlowskimi szkoleniami na wypadek uderzania atomowego to prawie nic;)

  6. Ciężko odnieść się do artykułu, opracowujący materiał w ministerstwie właściwym do spraw wewnętrznych mieli pewne założenia. Ja jednak w tym miejscu bo jest tu zapytanie o wodę pragnę wszystkim których brak wody zaskoczył poinformować, że większość z Was ma około 4-7 litrów zapasu w rezerwuarze sanitariatu !

  7. Addy pisze:

    Hmm, większość z tych rad jest dosyć oczywista, przynajmniej dla mnie. Jednak nie wszyscy koniecznie to muszą wiedzieć. Poza tym zastanawia mnie taka trochę bardziej globalna kwestia – co w przypadku gdy w całym regionie, lub części kraju zabraknie prądu ? Wiadomo, że zużycie energii w Polsce gwałtownie się zwiększa a tymczasem nasze elektrownie są dosyć… zależne od czegoś, co może się całkiem niedługo skończyć. To już temat na inną dyskusję.

  8. d_fense pisze:

    jeśli chodzi o uwagę na temat kontaktu z elektrownią w sprawie instalacji agregatu,
    chodzi o to, że agregat można wpiąć bezpośrednio do sieci domowej i w ten sposób otrzymujemy napięcie w każdym gniazdku bez potrzeby rozkładania przedłużaczy.
    chodzi jednak o to, że w takim przypadku trzeba w skrzynce zewnętrznej zamontować tzw. „hebel” czyli wyłącznik, który fizycznie odcina instalację domową od sieci.
    podyktowane to jest tym, że w przypadku zasilenia awaryjnego domu i braku odcięcia, napięcie jest podawane właśnie do sieci i grozi porażeniem instalatorów, którzy będą usuwać usterki (gdzieś w szczerym polu) w przekonaniu, że tego napięcia nie ma.

  9. Kasztelan Mirmił pisze:

    Chyba najprostszym sposobem zabezpieczenia dostępu do wody będzie ręczna pompa na studni, która może działać niezależnie od hydroforu. Oczywiście to działa jeżeli mamy wodę ze studni. Wodociągi będą działać w razie awarii u nas, ale pompy w zakładzie wymagają prądu.

    Czy zamarzająca woda może rozsadzić naczynie, które nie jest szczelnie zamknięte?

    Wtedy nie musielibyśmy spuszczać wody z instalacji a jedynie otworzyć zawory na jej końcu (tylko żeby się nie wylała). Na przykład ogrzewamy jedną łazienkę, z której rury z zaworami biegną do drugiej.Zamykamy dopływ do drugiej, otwieramy w niej kran i gotowe-woda zamarznie i kiedyś stopnieje.

    • Survivalista (admin) pisze:

      Dodajmy — to działa, jeśli mamy wodę z płytkiej studni. Powyżej kilku metrów głębokości taka pompa nie będzie działać.

      Obawiam się, że samo odkręcenie kranów nie wystarczy. Bo jeśli woda zamarznie Ci najpierw na dwóch końcach rurki, a dopiero później zacznie marznąć w środku, to będzie zachowywała się tak samo, jak przy zakręconych zaworach.

  10. Mc pisze:

    Odgrzewam temat, bo ostatnio wpadła mi w ręce książka „Black out” Elsberga.
    Czyta się to niczym reportaż z rzeczywistych wydarzeń, z niemiecką precyzją opisane są krajowe i ogólnoeuropejskie sposoby zarządzania kryzysem i zderzenie tych sposobów z rzeczywistością.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Notify me of followup comments via e-mail. You can also subscribe without commenting.

banner