Co z tym państwem?

Dziś kolejny wpis na podstawie komentarza Czytelnika, który wpadł do filtra antyspamowego. Postanowiłem go nie publikować pod oryginalnym postem, tylko wyodrębnić do osobnego wpisu, bo jest na zupełnie inny temat.

Autor komentarza podpisał się jako zadziwiony.

Szanowni Państwo!

Czytuję od długiego czasu artykuły zamieszczane na tej stronie jak i komentarze czytelników.
Bo warto, to jedno z niewielu miejsc tego typu w polskim internecie. Dziękuję za to.

Dziś i ja postanowiłem napisać parę słów.
A w zasadzie to zadać pytanie bo zawsze zdziwiony jestem gdy tu coś czytam.
Mianowicie dziwi mnie to, że choć staracie się zabierać Państwo głos w możliwie poważny i merytoryczny sposób to narzucacie sami sobie niepisaną cenzurę.
Istnieje tutaj temat tabu, i zdaje się, że jego tabowość jest coraz większa.
Choć wszystkie rozmowy dotyczą problemu życia, przetrwania, ochrony siebie i bliskich to jeszcze nigdy nie pojawiło się pytanie zasadnicze.

O Polskę, o niepodległość i suwerenność naszej Ojczyzny chciałbym Państwa zapytać.

Czy Ona jest w Waszych sercach i głowach?

Pytam, czy Polska po Bogu, jest dla Was najważniejsza?

Ludzie kochani – przecież od tego pytania wszystko się zaczyna i na nim kończy.

Szanowni Państwo! My nie mamy państwa!

W powyższym artykule pojawiły się pierwsze jaskółki:

  • jakby co, to samemu sobie jakoś się pomoże, natomiast jest wielki problem czy damy rade pomóc innym,
  • sam z siebie pojedynczy człowieczek nie da rady,
  • jeżeli nawet istniałby super-hiper człowieczek to i tak zostając sam jak palec, samotne życie mu się znudzi.

Przecież to wszystko nad czym tutaj wspólnie deliberujemy to rozważania o dobrym państwie.
Sprawnie działających strukturach państowych, wojskowych, administracyjnych.
Jeżeli byśmy byli dobrze zorganizowani na najwyższych szczeblach to i najniżej musiałoby być dobrze. W każdej sytuacji.
A nie jest.

Temat przewodni większości dyskusji: „Ni ma prundu, czym se mam poświecić?”.
No najjaśniej by się nam zrobiło jakbyśmy poświecili naszymi gołymi dupami.

Przyjmijmy następujący fakt do wiadomości – wszelkie decyzje związane z wytwarzaniem energii i jej dystrybucji na ternie Polski nie zależą od Polaków.

Samo pstrykanie pstryczkiem w ścianie nie czyni nas władnymi w sprawie czy lamkpa się zaświeci.

Bowiem przed pstryczkiem, w kablu prąd wcześniej być musi.
No być musi…
Ale to już zupełnie od nas nie zależy czy on tam będzie czy nie.
Zależy od osób i organizacji, które nie są od nas zupełnie zależne, a wręcz przeciwnie.

Ja wiem, że wielu z Państwa jest już srodze oburzone.
Co ten facet pisze?! I po co?!

Prawdę.
Że niemiła.
Ale prawdziwa.

My se możemy co najwyżej kino domowe wziąć na raty.

Dlatego, że tylko na to nasi zarządcy nam pozwalają.

Rozprawiacie Państwo o rzeczach ostatecznych tak, jakby teraz była sielanka.

Owszem.
Ja teraz se piszę, necik działa, ktoś to może przeczyta bo też ma necik, prąd, krzesło, lodówkę, samochód.

Ale to jest ułuda.

Dane nam jest tylko posiadać minimum przetrwalnikowe.

Nie możemy nic zmieniać, nie możemy planować, decydować.

Ja to widzę tak – jest tragicznie.
I tak tragicznie jeszcze nie było.
I to nie dlatego, że materialnie nie istniejemy.
Nie istniejemy intelektualnie i duchowo.

Nie ma w nas potrzeby istnienia.

To tyle na początek.
A może i na koniec.
Zobaczymy czy Pan Admin będzie litościwy. O co i Państwa proszę…

Apeluję jednakże o pozostawienie tego ekscentrycznego wpisu dla celów poznawczych.
Chciałbym się dowiedzieć w ilu polskich domach lampki się jednak zapalą – zawsze i na pewno…

Staramy się tu na blogu unikać tematów politycznych, może z wyjątkiem promowania daleko idącego liberalizmu i wolności gospodarczej. Uważamy bowiem, że promowanie wolności w każdym aspekcie życia, w szczególności w zakresie gospodarowania naszymi własnymi pieniędzmi, jest kluczowe dla zapewnienia samemu sobie bezpieczeństwa.

Nie piszemy jednak o wyborach, aferach, czasem zdarza się nam co najwyżej ponarzekać na jakość prawa. Wiemy bowiem, że aktualny system społeczno-polityczny ustawiony jest tak, by ludzi w kraju dzielić, a nie łączyć. Nie piszemy zatem o aspektach, które zazwyczaj tak mocno i głęboko dzielą ludzi, a więc przede wszystkim o polityce. Chcemy, by ten blog łączył ludzi o podobnych zainteresowaniach i poglądach na życie, bez względu na to, czy głosują na Palikota, Tuska, czy Kaczyńskiego. Bez względu na to, czy popierają aborcję i legalizację marihuany, czy nie.

Z podobnych względów unikamy pisania na tematy związane z religią. Ja na przykład jestem od zawsze niewierzący, ale dla meritum tego, o czym tu piszemy nie ma to żadnego znaczenia.

Wiemy dobrze, że wszystkim (establishmentowi, mediom) zależy na tym, by społeczeństwo było podzielone. By było gotowe bić się na ulicach popierając jedną czy drugą opcję polityczną. By każdy uważał, że głosowanie na kandydata A czy B jest milion razy lepsze od kandydatów C i D, bo cośtam. By się nam zdawało, że jest jakakolwiek większa różnica między partią X a partią Y, podczas gdy różnice w praktyce prawie się nie pojawiają. A jeśli już, to raczej nie w kwestiach ważnych, jak gospodarka, tylko wizerunkowych. By niewierzący walczyli z wierzącymi, heteroseksualiści z homoseksualistami, zwolennicy legalizacji narkotyków z przeciwnikami i tak dalej.

Odpuszczamy temat polityki jeszcze z jednego względu. Obawiamy się bowiem, że nie jesteśmy w stanie nic w tym zakresie zmienić. Wiemy, że 93% Polaków chce PRL-u bis i tego nie unikniemy. Chcemy zatem promować organizację sobie życia możliwie wygodnego, bezpiecznego i dostatniego na dziś, na socjalizm, na wojnę, na kataklizmy.

Tyle, jeśli chodzi o nas dwóch. Teraz kilka słów ode mnie, bo na ten temat z Krzyśkiem nie rozmawiałem, jeśli będzie chciał, to sam się wypowie w komentarzu.

Nie czuję się wyjątkowo emocjonalnie związany z Polską. Jestem Polakiem, ale od wielu lat marzę o tym, by się z tego kraju wynieść. Głównie dlatego, że nie czuję się tu wolny, pod względem gospodarczym, ale także jeśli chodzi np. o trywialne prawo do posiadania i noszenia broni. Brakuje mi tu przestrzeni do realizacji moich marzeń, jakim jest m.in. mieszkanie nie bliżej, niż 1 km od najbliższego sąsiada. Nie będzie mnie prędko stać na to, by kupić tyle ziemi w Polsce, w innych krajach może to być znacznie łatwiejsze.

Życie i zdrowie moje własne i mojej najbliższej rodziny jest dla mnie bardziej istotne niż cokolwiek innego. Nie będę nadstawiać karku broniąc kraju przed najeźdźcą. Nie czuję się w tym kraju u siebie, nie mam wpływu na jego kształt i funkcjonowanie, niech więc radzi sobie sam. W razie wojny raczej bym stąd uciekał, niż stawał na barykadzie by rzucać kamieniami w czołgi. Choć pewnie inaczej bym do tematu podchodził, gdybyśmy mieli warunki podobne, jak w Szwajcarii, gdzie każdy dorosły mężczyzna ma w domu karabin.

Strasznie nie podoba mi się to, że wymaga się ode mnie jako obywatela mnóstwo danin i podatków, a jednocześnie nie daje prawie nic, dlatego jestem niemal anarchistą, zwolennikiem państwa absolutnie minimalnego (z podatków opłacana tylko armia, sądownictwo i policja, nic więcej). Skoro państwo nic mi nie daje, niech też mi nic nie zabiera…

Obawiam się, że na państwo liczyć nie możemy i musimy sami dbać o zaspokojenie swoich potrzeb. W każdym aspekcie: energetycznych, finansowych, edukacyjnych, zapewnienia osobistego bezpieczeństwa. To mną kieruje od paru lat i na tym staram się koncentrować tu na blogu — na niezależności od innych.

Survivalista (admin)

Artur Kwiatkowski. Magister inżynier, posiadacz licencjatu z zarządzania. Samouk w wielu dziedzinach, ale nie czuje się ekspertem w żadnej. Interesuje się zdrowym życiem i podróżami. I przygotowaniami na trudne czasy, rzecz jasna!

Mogą Cię zainteresować także...

44 komentarze

  1. Super pisze:

    Nie zgodzę się z połową tego wpisu.
    A najbardziej z tego;

    ..Ja to widzę tak – jest tragicznie.
    I tak tragicznie jeszcze nie było.
    I to nie dlatego, że materialnie nie istniejemy.
    Nie istniejemy intelektualnie i duchowo…

    Rozumiem że za komuny było fajniej? Że w czasie wojny też było fajniej?
    Może autor miał fajniej. Ja nie czuję żeby w czasach komuny gdy byłem mały było lepiej. Więc bez przesady. Teraz właśnie możesz sobie napisać co Ci leży na seru chociazby na takim forum. wcześniej nie było to możliwe. I myślę że też nie do końca autor rozumie o co chodzi w tym cały survivalu. Jakie ma znaczenie kto i dlaczego odetnie prąd? Czy z powodu wojny czy z powodu czyjegoś niedbalstwa czy z jakiegokolwiek innego powodu. Nie ma prądu i nic my z tym nie zrobimy. I będzie tak samo ciemno. Nigdy nie będziemy mieli wpływu na to, niezaleznie w czyich będzie rękach. To jest właśnie istota survivalu. Przygotowujesz się na to co może się zdarzyć i nie ma znaczenia z czyjej winy. Bo jaką różnicę ma czy prądu nie będzie z powodu awarii sieci czy ktoś coś tam zmajstruje. Dla mnie go nie będzie.
    I jest dziś lepiej bo ja moę kupować sobie sprzęt, jedzenie i myśleć o takich rzeczach chociażby czytająć internet.
    Myślisz że jest źle? jedź zobacz co jest na Białorusi 😉
    No offence
    Pozdrawiam

    • Survivalista (admin) pisze:

      Dla mnie największe różnice w stosunku do komuny (której prawie nie mam szans pamiętać) są dwie: wolność gospodarcza i możliwość oraz łatwość wyjechania z Polski na stałe. Obie mają cholernie duże znaczenie w trudnych czasach.

    • zadziwiony pisze:

      dziękuję za chęć dyskusji

      No to tradycyjnie mam pytania.
      1. Zrozumiałem intencję w wypowiedzi następującą – kiedyś była komuna.
      Skoro kiedyś była „komuna”, czyli coś co rozumiemy szerzej jako dany system, strukturę, organizację, władzę, ludzi, to teraz mamy coś innego.
      Ciekawi mnie co stanowi o tym, że to co teraz jest jest „inne”.
      2.Survival. Można równie dobrze napisać słowo – życie.
      Czyli jeżeli zastanawiam się czym se poświecić jak nie będzie prądu, to nie lepiej się zastanowić co zrobić żeby zawsze był?!
      Oczywiście latarkę warto mieć tak czy inaczej.
      Ale dyskusje tu się toczą o tym jak se załatwić latarkę co będzie świecić parę miesięcy…
      No to raczej podchodzimy do zagadnienia od złej strony.

      pozdrawiam

  2. zadziwiony pisze:

    Zdziwiony jestem raz kolejny…że moje żale rzucone zostały na tapetę.
    Dziękuję.

    Słowa Pana Admina mnie już nie dziwią.

    Są szczere, autentyczne, prawdziwe.
    Z jednej strony dlatego, że widać, że napisał je człowiek rozsądny i poważny, z drugiej strony dlatego też, że i czasy są jednak bardzo poważne i takiej powagi wymagają.

    Szanowni Państwo.

    Przyjrzyjmy się następującemu paradoksowi.

    Jesteśmy my.
    I się martwimy o nas i o nasze.
    Należy dodać, że największych zmartwień dostarcza nam nie tyle myślenie i zabieganie o pomyślność siebie samego ale troska o naszych najbliższych.
    No to jest zupełnie zdrowe i normalne podejście.

    Tak jesteśmy skonstruowani, że nie jesteśmy w stanie funkcjonować jako jednostki.
    Musimy żyć w zorganizowanych społecznościach.
    Nie ma na to rady.
    Robinsonada się wielu marzy ale to była fikcja literacka.

    Funkcjonowanie danej społeczności, grupy ludzkiej, określa polityka.
    Roztropna troska o dobro wspólne.

    Czyli.
    Chcemy żyć.
    Chcemy by żyła nasza rodzina.
    Nasze przeżycie możliwe jest tylko w dobrze zorganizowanej społeczności.
    A do tego potrzeba nam dobrej polityki.
    Wtedy będziemy mogli dobrze żyć. W ogóle żyć.

    Teoria, z którą trudno się nie zgodzić.
    Rzeczywistość jest zupełnie inna – i również się na nią zgadzamy…

    Dawno temu pojawili się ludzie, nie należący do naszej grupy i powiedzieli:
    „Nie będzie tak jak wy chcecie. Będzie tak jak my chcemy. Będziecie żyć i pracować dla nas. Wszelkie decyzje o waszym funkcjonowaniu, a więc politykę, określać będziemy my. Nie będziecie się nią zajmować. Tylko my to możemy robić.”

    To było około trzy pokolenia temu.
    I trwa do teraz.

    Naturalnie na początku nikt nie chciał się temu podporządkować.
    Zabito parę milionów nie zgadzających się.
    Ci, którzy zostali zmuszeni byli się poddać.
    Poddani jesteśmy do dziś.
    Choć już się do ludzi nie strzela to wymyślono inne, o wiele lepsze, efektywniejsze rozwiązania.

    Mianowicie.

    Po pierwsze ustala się, że nic się nie ustala.
    Jedynyne co jest to jest nic.
    Jedyne co wiemy to to, że nic nie wiemy.
    Jedyna prawda jest taka, że jedynej prawdy nie ma.
    Boga nie ma.

    Ten patent nazywa się relatywizm.
    Formatowanie mózgów, sumień i serc i instalowanie innych, nowych myśli, przekonań, pragnień i marzeń, zgodnymi z życzeniami instalatora.

    Przyznacie Państwo, że rozwiązanie skrajnie proste a zarazem skrajnie sprytne.

    Nie ma wtedy potrzeby do nikogo strzelać bo nikt nie ma do nikogo o nic żadnych pretensji.
    Skoro nic nie wiadomo na pewno, to skoro dzieje się teraz akurat tak jak się dzieje, to widocznie tak jest dobrze.

    Dana grupa stosując taką metodę wobec innej grupy może zrobić z nią dowolnie wszystko.

    I właśnie dowolnie wszystko jest z nami obecnie robione.

    Szanowni Państwo.
    Zapewne wielu z Was jest urażone moimi pretensjonalnymi insuacjami.
    Śmiało, proszę mnie wyprowadzić z błędu. Będę bardzo wdzięczny.

    • Survivalista (admin) pisze:

      Że nasze przetrwanie i dobrobyt w długim okresie są uzależnione od naszego funkcjonowania w społecznościach, nikt rozsądny nie zaprzeczy.

      Problem polega na tym, że realny wpływ mamy tylko na społeczności na poziomie lokalnym.

      Mnie zwyczajnie szkoda energii na walkę z systemem politycznym jaki jest teraz, bo wiem, że go nie zmienię. Nie zmienię mentalności 93% Polaków, którym się podobało państwo opresyjno-opiekuńcze, którzy nie poradzą sobie w realiach wolnego rynku. Wolę swój wysiłek przeznaczyć na to, na co mam wpływ — na swoje najbliższe otoczenie.

      • zadziwiony pisze:

        Kolejny raz dziękuję za możliwość i chęć rozmowy.
        Jak to mawiają młodzinie – bez kitu.
        Jak dla mnie, to to jest wielka wartość, że Ktoś założył stronę, bloga i umożliwia możliwość dyskusji na jakże ważne tematy.

        Odniosę się tym razem do powyższych słów w sposób bardziej dosłowny. Proszę nie mieć mi tego za złe. Nie mam złych intencji.

        1. Zgadzamy się co do tego, że sami i tylko dla siebie nie mamy sensu istnieć.
        No górnolotnie ale prawdziwie chyba napisałem.

        A z tego bezpośrednio wynika punkt drugi:

        2. Żyjemy z innymi i dla innych. Oni stosują identyczne rozwiązanie…więc wszystko się powinno ładnie kręcić…

        A się nie kręci. Czemu?!

        A no temu, że w rzeczywistości nie realizujemy drugiego aksjomatu.
        Nie realizujemy go nie dlatego, że nie chcemy.
        Owszem, nie chcemy, ale nie my o tym zdecydowaliśmy.
        O tym zdecydowli za nas inni i to właśnie oni zakorzenili w nas postawę „robienia nierobiącego”.

        Prościej.
        Społeczność tak.
        Ale.
        Ale mała.
        Tylko na taką się piszę, tylko dla takiej będę pracował, na takiej mi zależy.
        Czyli rodzina – bliższa, może na dokładkę dalsza. Trochę przyjaciół, dobrych sąsiadów, może nawet się skuszę na mieszkańców mojej miescowości czy regionu.
        Tyle.
        Reszta mnie nie obchodzi.
        No może by mnie obchodzili ale przecież nie dam rady tak wszystkich pokochać bo to nie możliwe, nie potrzebne i co ja będę z tego miał…

        Bić należy brawa naszym programistom.
        Realizujemy ich program idealnie.

        Zauważmy na co mamy pozwolenie.
        Mamy pozwolenie na działalność, która nie może nic zmienić w naszym życiu.
        Zmiany, zmiany istotne i wymierne, zauważalne, nie podejmowane są na poziomie imprezy rodzinnej, posiedzenia rady spółdzielni mieszkaniowej czy nawet w sejmiku wojewódzkim.
        No niby każdy o tym wie ale wszyscy chcą o tym zapomnieć.

        A mi tyle wystrczy, mi się podoba, mogę se wybrać czy se kupię plazmę czy lcd.
        Faktycznie, szał.

        Po pierwsze.
        Kupowanie, sprzedawanie, własność.
        Czy dużo, czy mało. Nieistotne.
        Środkiem i tak zawsze jest pienądz.
        A nad pieniądzem, którego używamy, jego formą, cechami, nie mamy żadnej władzy.

        Tym samym pieniądzem jest opłacana nasza praca.

        Jesteśmy załatwieni z każdej strony.

        Zdajmy sobie sprawę z tego, że leżymy i kwiczymy.

        Mi się znudziło.
        I leżenie, i kwiczenie.
        A po pierwsze to wmawianie sobie i innym, że jest całkiem spoko.
        Bo to jest największa nieuczciwość, o katastrofalnych, apokaliptycznych skutkach.

        • Survivalista (admin) pisze:

          Diagnoza jak diagnoza, można się z nią zgodzić, można nie. Ja się mniej więcej zgadzam — na wiele aspektów naszego życia nie mamy żadnego wpływu.

          To jak już sobie ponarzekaliśmy — gorąca prośba o napisanie, co dalej? Co Pan proponuje?

          • zadziwiony pisze:

            W A L C Z Y Ć !

            Bowiem nie jesteśmy chodzącymi kawałkami mięsa.
            Jesteśmy ludźmi.
            Mało tego.
            Jesteśmy Polakami.
            A to zobowiązuje.
            Nasi przodkowie nigdy się nie poddawali.

            Mieszkałem swego czasu w Warszawie.
            Jak się patrzy na to coś, bo to nawet nie miasto, to przychodzą najgorsze myśli i słowa.

            Ale też przychodzi, i powinna nawet, przejść refleksja.

            Warszawa, jako stolica dużego, europejskiego państwa wygląda żałośnie, absurdalnie, groteskowo.

            Ale pokopmy w pamięci czemu tak jest.
            Jest tak dlatego, że nie tak dawno temu, Warszawiacy i ówcześni Polacy woleli być niż mieć.

            Woleli być, pozostać ludźmi. A nie kawałkami mięsa ludźmi zwanymi jedynie.

            Ja Ich postawę zrozumiałem, i codziennie doceniam.

            No tacy paryżanie czy prażanie postąpili dokładnie odwrotnie.

            I co?! I siedzą teraz w pięknych miastach. Brawo.

            Ale to są makiety jedynie. Tego nic nie wypełnia.

            Byle kurwa może się dorobić gustownego buduaru.

            I dodać należy, że te kurwy żyją i wylegiwują się w swoich buduarach dzięki nam.
            W tym sensie, że mogą sobie leżeć każda we własnym.
            Dwa razy były zakusy, by zmienić organizację ich pracy, wprowadzić kolektywizację. Pierwsza wersja – praca w haremie, druga, za parę set lat – w kołchozie.
            A może i byłoby lepiej. Trzeba było śmiało puścić reformatorów.

            Panowie.
            Walczmy.
            Jako niewolnicy i tak już długo nie pociągniemy. Nie ugramy już wiele. Wydaje nam się, że może jednak, że ich ogramy.

            Za słabi i malutcy jesteśmy żeby to zrobić grając na ich melodię.

            Trzeba nareszcie zacząć grać swoją własną.
            Oni tego się nigdy nie spodziewają i nie będą na taką odpowiedź przygotowani.
            Bo są pewni tego, że faktycznie nic się nie zmieni. Nie będzie w nas chęci do zmian. Wykorzystują wielką, potężną cechę każdeo człowieka – próżność, wygodnictwo, nonkonformizm.

            Są na tym świecie jednak siły o wiele większe.
            Polegając na nich, zwyciężymy.

            Demagogia.

            Nic z tych rzeczy. Chłodny realizm.

            Choć Bałtyk fajny, to przyznać trzeba, że niefortunnie na północy umieszczony…

            A Szanowni Państwo nie chcieliby się dla odmiany popluskać w morzu na południu?

            Ludzie kochani! Nasi przodkowie wpadli na taki sam pomysł i sobie nad to właśnie drugie morze wojażowali…

            Nie wmawiajmy sobie, że my nie możemy wrócić do takich sprawdzonych, miłych i dobrych rozwiązań. No żal. Tyle ciepłej wody się marnuje.

          • Survivalista (admin) pisze:

            Ładnie to brzmi, żeby walczyć.

            Ale jak?

            Poważnie pytam. Jak, konkretnie, z tym walczyć?

  3. night_rat pisze:

    zaciekawiony- poruszył ciekawy problem, związany dalej z naszym bezpieczeństwem, mozliwościami dzialania i przetrwania, sensem i motywacją… reszta to opinie, spłycone wyglądają na absurdalno-abstrakcyjne. bez budowania lepszego swiata w imię wartosci, a nie wygody czy wladzy, mysli o przetrwaniu grupką stają się niekonsekwencją i uciekaniem w sekciarstwo badz zabawe. Obojętni i zmanipulowani są współwinni, a trudne czasy i smierć są zawsze. Przetrwają najsilniejsi, np. rząd bądź… wolni, bo jak najbardziej niezależni, coś jak Aleksander Wielki a Diogenes 😉 Walczyć? Życie to ciągła walka, oby- jedno i drugie- w dobrym kierunku.

  4. ja pisze:

    Trza głosować na JKM

    • Przerażony pisze:

      Jestem przerażony Twoim postem…
      Głosować na JKM? Od niego można zacząć przygodę z wolnością, można się od niego nauczyć podstaw ideowych itd. Ale jak można głosować na człowieka, który od ponad 20 lat jest za tymi ideami, a nic nie osiągnął? Wiecznie obarcza media za swoje niepowodzenia, próbuje przekonać do siebie ludzi porównaniami do hitlera w kraju gdzie samo to słowo odstrasza. Jest to nieudacznik, któremu jedyne co się udało to zarabianie pieniędzy na tym nieudacznictwie. Po tylu latach w polityce nawet nie potrafił zmobilizować swojej partii do zebrania odpowiedniej liczby podpisów :/ to jest żałosne.
      Teraz już wiem, że jedynym wyjściem jest przygotować się na gorsze czasy czytając porady na tej stronie i czekać aż ten system sam się zażre od środka albo jakiś przewrót wojskowy z ogarnietym kolesiem na czele bądź zamach kilka zamachów terrorystycznych, które zniszczą nasze elity polityczne.

    • zadziwiony pisze:

      http://www.polskieradio.pl/5/3/Artykul/425864,KorwinMikke-i-Palikot-razem-w-kampani-wyborczej

      tyle w temacie

      chodzi oczywiście o to tylko co przedstawiają zdjęcia

      mądremu dość

  5. Rufus pisze:

    Piszę po wielu miesiącach milczenia na forum, dziękuję autorowi za ten post, przeczytałem go nie tylko w celach poznawczych.
    A teraz odniosę się do tekstu który napisał Admin:

    „Odpuszczamy temat polityki jeszcze z jednego względu. Obawiamy się bowiem, że nie jesteśmy w stanie nic w tym zakresie zmienić. Wiemy, że 93% Polaków chce PRL-u bis i tego nie unikniemy. Chcemy zatem promować organizację sobie życia możliwie wygodnego, bezpiecznego i dostatniego na dziś, na socjalizm, na wojnę, na kataklizmy.

    Tyle, jeśli chodzi o nas dwóch. Teraz kilka słów ode mnie, bo na ten temat z Krzyśkiem nie rozmawiałem, jeśli będzie chciał, to sam się wypowie w komentarzu.

    Nie czuję się wyjątkowo emocjonalnie związany z Polską. Jestem Polakiem, ale od wielu lat marzę o tym, by się z tego kraju wynieść. Głównie dlatego, że nie czuję się tu wolny, pod względem gospodarczym, ale także jeśli chodzi np. o trywialne prawo do posiadania i noszenia broni. Brakuje mi tu przestrzeni do realizacji moich marzeń, jakim jest m.in. mieszkanie nie bliżej, niż 1 km od najbliższego sąsiada. Nie będzie mnie prędko stać na to, by kupić tyle ziemi w Polsce, w innych krajach może to być znacznie łatwiejsze.”

    Zatem nie zgadzam się, że wiele osób tęskni do PRL-u bis.
    Prawda jest natomiast, że niewiele osób radzi sobie z wolnością i jej naprawdę potrzebuje.
    Mieszkam niedaleko popegeerowskiej wsi, ludzie tu z rozrzewnieniem wspominają, gdzie była kuźnia, gdzie stolarnia, cielętnik, obora i pomieszczenie dla koni.
    Dziś są tu ruiny lub nawet brak śladów że było cokolwiek.
    Z rzadka mieszkańcy wspominają, jak przy likwidacji PGRów brali sami co popadło – a ile było ziarna, ile nawozów…. Sami własnymi rękoma rozpieprzyli własne miejsce pracy na wezwanie niejakiego Wałęsy.
    Utraciliśmy survivalowe zdolności przetrwania jako naród. Nie ma cukrowni, sprowadzamy z zagranicy to, co moglibyśmy wyprodukować taniej i lepiej w kraju, z eksportera zywności zamieniliśmy sie w importera. Ziemia nie leżała odłogiem a łąki były pastwiskami a nie tylko trwałym użytkiem zielonym „na dopłaty”.
    Dziś Państwo likwiduje i wyprzedaje ostatnie części stanowiące majątek narodowy, ostatnie banki, zakłady przemysłowe i szykuje się sprzedaż lasów. Sprzedaży podlegają nawet te, które dają pewny zysk bez ryzyka. Jak na ironię to samo Państwo zachęca obywateli do przedsiębiorczości.
    W gospodarce nie istnieje przemysł ciężki, stocznie, banki z emisją narodowego pieniądza z pokryciem w złocie. De facto od lat 70 żyjemy w nieustannym survivalu.
    Jak mawiał Hipolit Cegielski:
    „Podstawą bytu narodu jest ziemia, przemysł i handel. Kto ziemię, przemysł i handel oddaje w obce ręce ten jest zdrajca narodu.”
    Adminie, jeśli coś Ci się nie podoba w tym kraju – zmieniaj to. Ojczyznę masz jedną innej miał nie będziesz.
    „Podczas kryzysów strzeżcie się agentur. Idźcie swoją drogą, służąc jedynie Polsce, miłując tylko Polskę i nienawidząc tych co służą obcym…”
    – Marszałek Józef Piłsudski

    A na koniec – jeżeli szukasz dobrego miejsca do zamieszkania – skontaktuj się z użytkownikiem krk1 w znanym serwisie aukcyjnym w związku z wystawioną aukcją, może się dogadasz powołując się na ten serwis. Wymarzone miejsce dla survivalisty. Polecam. Rufus

    • Survivalista (admin) pisze:

      Dzięki za podrzucenie aukcji, naprawdę fajne gospodarstwo, tylko jak dla mnie dużo za daleko… 🙁

      Jeśli chodzi o to, że Państwo wyprzedaje państwowe przedsiębiorstwa, to ja mogę temu tylko przyklasnąć. Państwowe przedsiębiorstwa zawsze będą mniej efektywne, niż zarządzane przez prywatnego właściciela. Bo prywatny właściciel (zwłaszcza jeśli jest jeden, silny, a nie milion pojedynczych akcjonariuszy) zadba o to, by firma zatrudniała fachowców, a nie kuzynów ministrów i posłów. Osobiście jestem za daleko idącą prywatyzacją, włącznie ze sprywatyzowaniem wodociągów i dróg, nawet najmniejszych asfaltowych uliczek.

      Nie uważam też, by w dzisiejszych czasach łatwej wymiany gospodarczej za wszelką cenę trzeba było wszystko produkować u siebie. Warto wykorzystywać swoje bogactwa i na nich się koncentrować, a to co łatwiej jest sprowadzić, sprowadzać.

      Odnosząc się do postulatu, bym zmieniał to, co mi się nie podoba — nie jestem w stanie. Nie mam dość siły przebicia, by zmieniać polski socjalizm na libertarianizm. Dlatego swoje wysiłki kieruję tam, gdzie mogą przynieść efekt.

      • Rufus pisze:

        Adminie, coż, nie zgadzam się z Tobą w nastepujących kwestiach:

        1.Własność prywatna vs. państwowa.
        Menedżerowie sa dobrzy lub źli. system zarządzania nie różni się poza pakietem większościowym.
        Nadto w wielu przedsiębiorstwach sprawne zarządzanie nie jest mozliwe gdy firma jest naprawdę duża i ma znaczenie strategoczne.
        Na przykład PKP – żelazne żyły państwa. Dziś w mojej okolicy demontowane są linie kolejowe budowane jeszcze przez Niemców a na nasypach (ogromne przedsięwzięcie inżynieryjne i logistyczne) „budowane” są ścieżki rowerowe za unijne (czyli nasze) pieniądze. Czy jako naród oszaleliśmy?! Na PKP masz 1000 spółeczek z prezesikami i kolegami Tuska i jaka jest szansa na skoordynowanie działań? Połączeń? Inwestycji?
        Z czasów PRL-u jako przykład niech posłużą tzw. Zjednoczenia (przemysłu ciężkiego, lekkiego etc.) Dawały one odpór kapitałowi korporacji po to, by działać w interesie narodu. Na pewno nie były bez wad ale były NASZE. Dopóki cos działa można i należy to poprawiać i korygować. Jak rozwalisz to po sprawie. Dziś mamy wszystko korporacyjne, aspartam i E-w jedzeniu. W czasach PRL-u zakazane były toksyczne paskudztwa w jedzeniu a sól wypadowa nigdy by sie w jedzeniu nie pojawiła.
        Dziś gdzieniegdzie mamy sprywatyzowane wodociągi – na przykład spółka izraelska zainwestowała w nie. Uważam, że mają one znaczenie strategoczne i NIGDY nie powinny być własnością obcego kapitału.
        W miejscu w którym mieszkam istnieją miejscowe ujęcia głębinowe z doskonałą wodą. Za darmo i na miejscu. Jednak ktoś podjął decyzję budowy wodociągu z prywatnym inwestorem (za unijne pieniadze) i woda kosztuje 17złotych / metr. Prywatne? Tylko czemu tak drogie. o jakości tej wody najlepiej świadczy dno czajnika, koszmar!! Przepraszam – ale chyba za dużo oglądasz TVN i PO-wska propaganda przez Ciebie przemawia. W czasach gdy każda transakcja internetowa jest lepiej zabezpieczona niż wybory głowy państwa Twoje zniechęcenie jest zrozumiałe. Nie czarujmy się, nie ma żadnej wolnej konkurencji, chya że pomiędzy jedną a drugą budką z kebabem. Paliwa, telekomunikacja, farmaceutyki, bankowość są pod kontrolą korporacji i jak rak toczą nasze państwo.

        2.W Polsce po przemianach tzw. okrągłostołowych pieniądze na zakup przedsiębiorstw państwowych mieli SB-cy z afer lub przekrętasy – tzw. cinkciarstwo. Normalny obywatel mógłby pomarzyć o zakupie gotowej zbankrutowanej firmy. Poniekąd tak jest do dzisiaj. Przyjrzyj się liście sponsorów Platformy – wysocy urzędnicy i nowa klasa biznesmenów i lobbystów.

        3.W kwestii – jak piszesz – łatwej wymiany gospodarczej – przeczysz ideałom samowystarczalności i samego survivalu. Po co Ci samochód terenowy z zapasem paliwa skoro są autobusy? Własne ujęcie wody skoro masz wodę w kranie? Wreszcie zapasy żywności przecież w sklepach jest i to sprowadzana… Chyba Cię nie rozumiem. Cały portal jaki tworzysz jest na okoliczność że kiedyś to wszystko może jeb… pozdrawiam Rufus

        • HansKlos pisze:

          @Super
          „Myślisz że jest źle? jedź zobacz co jest na Białorusi”

          Myslę, że nigdy nie byłes na Białorusi, za to zdecydowanie za wiele oglądasz telewizji.-)

          @Rufus
          W zdecydowanej wiekszości zgadzam się z Tobą.

          @Admin
          „Państwowe przedsiębiorstwa zawsze będą mniej efektywne, niż zarządzane przez prywatnego właściciela. Bo prywatny właściciel zadba o to, by firma zatrudniała fachowców, a nie kuzynów ministrów i posłów.”

          Mylisz się, ponieważ wiele firm prywatnych zatrudnia owych pociotków i kuzynów, albo daje łapówki, aby otrzymywać zlecenia rządowe i samorządowe.-) Jak już wspomniał Rufus, rodzaj własności i jakość zarządzania nie mają wiele ze soba wspólnego, zwłaszcza gdy podstawową formą własności prywatnej jest … korporacja, której działanie zasadniczo nie odbiega od działania psychopaty. To prywatne korporacje monopolizuja rynek, korumpuja polityków, wywołuja wojny, mordują ludzi, zmieniają prawo i drenują budżety państw, a tym samym nasze kieszenie.

          Rozumiem, że potoczne i rzeczywista definicja własności jest nieco inna, ale zasadniczą cechą survivalu jest REALISTYCZNA ocena otaczajacej nas rzeczywistości.

          Podsumowując – w efekcie przemian własnosciowych, gospodarczych, społecznych i mentalnych w Polsce jesteśmy słabiej przygotowani na katastrofę niż w okresie komuny i wspomniani Białorusini. Jako przykład wysoce prawdopodobnej katastrofy można podać nadciagajace załamanie na rynku finansowym i rynku nieruchomosci, rozumianego jako realny spadek wartosci nieruchomosci połaczony z dewaluacją złotego.Problem ten nie dotknie Białorusinów, bo nie są oni zadłużeni w walutach obcych, a zadłuzenie zagraniczne firm i obywateli tam w zasadzie nie istnieje. Również inaczej wygląda zabezpieczenie w zywnośc ponieważ na Białorusi praktycznie każda rodzina prowadzi własny ogródek. Tymczasem w Polsce na skutek przemian ze wsi imałych miasteczek znikły ogródki przydomowe i przydomowa hodowla ptactwa, świń, krów itd.

        • Survivalista (admin) pisze:

          @Rufus, Hans: korupcja nie odróżnia przedsiębiorstw prywatnych od państwowych. Podobnie jak tworzenie monopoli i drenowanie kieszeni czy budżetu. O jakości zarządzania przedsiębiorstwem decyduje silny właściciel — jeśli jest to milion drobnych akcjonariuszy albo państwo (czyli niby, że naród), to nie ma odpowiedniego nadzoru na kadrę zarządzającą.

          @Rufus: to, że pewne służby państwowe są niewydolne nie oznacza, że powinniśmy wrócić do czasu PRL. Raczej trzeba te służby zlikwidować, skoro nie działają tak, jak powinny.

          • Rufus pisze:

            @Admin
            Służb nie likwidować. Zmieniać!
            Cieszę się że wreszcie coś się tu ruszyło. Przetrwanie narodu – survival narodowy – to coś co ćwiczymy od wieków.
            Survival domowy nie wyczerpie tematu. Pozwoli przetrwać danej rodzinie, ale jak lokalne społeczności upadną – to i Twoja grupa survivalowa długo nie pociągnie.

            Ustalmy zatem – wyp….dol telewizor. Ja tak zrobiłem ponad 10 lat temu.
            Nie wecie jaka ulga. Polecam film „Oni żyją” – jest na YT w reż Carpentera. Mniej więcej taki efekt.

            @Zadziwiony
            SZACUN!!!!!!!!!!!!

            @Hans
            Ja teraz zachodniopomorskie ok. Połczyna /Szczecinka.
            CB doleci? Może na 446 MHz? Skompletowałem już CB i PMR/LPD

        • WilkAlfa pisze:

          Rufus -święte słowa.

          WilkAlfa[23186]

  6. zadziwiony pisze:

    No Panowie, szacuneczek.

    Zapowiada się na porządną, uczciwą rozmowę. Starajmy się wszyscy by taką była.

    Jak już wspomniano, skoro mamy rozprawiać o survivalu, o sztuce życia, przeżycia to po pierwsze, ale na prawdę po pierwsze i zawsze musimy myśleć i działać realnie.

    To jest mój pierwszy postulat.

    Drugi jest taki, żeby przyświecała nam bardzo mądra zasada – od ogółu do szczegółu.

    Tak więc starajmy się już teraz w początkowej fazie dyskusji nie rzucać nazwiskami. To powoduje, że automatycznie otwierają się w nas wielkie pudła z gotowymi stereotypami.
    Spragnieni nazwisk i tak je zobaczą na końcu dyskusji, wyłonią się one niejako same i będą owocem wsześniejszych analiz. Zaczniemy po prostu innaczej niż zawsze, od drugiej strony.

    A teraz, pozwólcie Państwo, że wymienię parę pewników, na których opieram swoją ocenę naszej obecnej sytuacji.

    1. Nie żyjemy na księżycu. Żyjemy w Polsce.
    To pociąga za sobą istotne konsekwencje.
    Znajdujemy się w środku kontynentu europejskiego. Pomiędzy dwoma od zawsze potężnymi i agresywnymi państwami. Państwa te wygenerowały największych zbrodniarzy w historii ludzkości. Na naszym terenie przecinają się najważniejsze trasy handlowe. Łączymy komunikacyjnie, gospodarczo, kulturowo wschód z zachodem.

    Proszę Państwa. To bardzo, bardzo dużo. Te wszystkie okoliczności generują wielkie wyzwania dla naszego narodu, od wieków tak było.
    I czasami nam szło lepiej, czasami gorzej.
    Ale.
    I ta refleksja jest najważniejsza.
    Był taki moment, wcale krótki, że nie byliśmy nawet w czołówce.
    To my rozdawaliśmy karty reszcie graczy na kontynencie.
    Mało tego.
    Potęga nasza była budowana inaczej niż dotychczas bywało. Można śmiało uznać, że to był jeden z niewielu precedensów w dziejach.
    Nie musieliśmy bowiem nikogo prać po głowie by mieć więcej.
    Proponowaliśmy proste rozwiązanie – jesteś z nami? będziemy trzymać sztame i razem będzie git. I było.

    Czemu o tym wspominam?!
    Bo my o tym nie pamiętamy.
    A pamięć i świadomość tego prostego faktu – byliśmy najlepsi, najwięksi, najpotężniejsi jest kluczem do tego, żeby ten głupi prund był jednak zawsze w ścianie.

    A w punkcie drugim będzie czemu o tym nie pamiętamy…

    2. Polska, suwerenne, niepodległe Państwo Polskie (to jest istotna różnica), zostało napadnięte w 1939 roku przez szkopów i ruskich.

    I teraz tak…uwaga!…

    O ile z frycami mieliśmy po jakimś czasie względny spokój, to czerwoni nie odpuścili.

    Ludzie! Oni po 1945 nie wrócili do siebie. Oni tu zostali.

    I kurwa mać, czy to tak trudno zrozumieć, powiedzieć prawdę, sobie samemu i innym, stwierdzić wprost.
    Nasz kraj, Polska, my, Polacy, jesteśmy od tamtego czasu, czyli 70 lat, jesteśmy pod okupacją.
    Utworzono gigantyczny obóz pracy, w obrębie granic nowo powstałych państw – prl i tego co jest dziś.

    A gówno prawda, bo se ostatnio byłem na wakacjach w egipcie a dzisiaj na promocji w saturnie kupuje se szkiełko 50 cali.

    Szał. Dupę urywa.

    Proszę Państwa. Ja wszystko rozumiem. Wolność. Niech se każdy robi co chce. Brawo.
    Ale zdjamy sobie sprawę z tego, na co się tak na prawdę dobrowolnie godzimy.

    Siedzimy z rodziną w domu. Wchodzi gość.
    – Słuchaj koleś, bedę używał twoją żonę, spoko, nic jej się nie stanie, tobie też, ty będziesz latał do pracy, i ona, ale już nie do waszych firm ale do mojej fabryki. Z tego co zarobicie możecie sobie kupować pralki i lokówki, nawet sokowirówki.
    – Alee…
    – Jak fikniesz, odstrzelam wszystkich.
    – No dobra.
    – Acha. czasem też będę sobie brał córeczkę. Ale odpalę jej za to na iphona.
    – Luz.

    Tak wygląda nasze życie drodzy Panowie.

    A bo ja wyjadę.
    Choć się używa słowa „wyjechać“ to sama czyność wyczerpuje w pełni inne sformułowania.
    To jest ucieczka, dezercja, tchórzostwo, zdrada.
    To tak jakby zabić własną matkę zaraz po swoim urodzeniu, no bo już mi nie potrzebna.
    A pomyślał jeden z drugim podróżnikiem co ma zrobić reszta, która została?!

    Kolejny oszołomski elaborat.
    Nie.
    Chcę się przyznać. Jestem niewolnikiem, ja i Ty też jesteś.
    Znudziło mi się, rzygam tym. Chcę to zmienić.
    Wolę dać życie by żyć choć chwilę, u siebie, na swoim, niż dalej wegetować jako kawałek mięsa.

    • Survivalista (admin) pisze:

      Dobrze, ale powtórzę pytanie: JAK mamy działać? Co konkretnie robić?

      • zadziwiony pisze:

        Zmienić myślenie.

        A w zasadzie to zacząć myśleć.

        My myślimy, ale to jest myślenie szczątkowe, na poziomie psa.

        Właściciel wydaje polecenia a my je wykonujemy.

        Jak to wszystko się zaczyna.
        Zaczyna się od informacji.

        Panowie, wiem, że ton mojej wypowiedzi jest pretensjonalny, może nawet niegrzeczny, denerwujący. Mnie też to wszystko denerwowało. Ale jeszcze bardziej mnie denerwuje gdy się gada od dupie Maryni. Zacznijmy rozmawiać otwarcie, konkretnie. To chcę robić.

        Trzeba zdać sobie sprawę czemu postępujemy tak a nie inaczej.

        Wróćmy zatem do informacji.
        Ona jest fundamentem całego procesu.

        Gdy już przyjmiemy do świadomości daną informację to szybko wyrabiamy sobie opinie na dany temat.
        Ale opinie są dość chwiejne, niestałe, mogą się zmieniać w czasie, nie są dla nas bardzo ważne. Ot, mamy opinie w danej sprawie, w dany sposób interpretujemy dane zadarzenia.

        Jak już trochę więcej uzbierzemy sobie tych opini to powoli przerodzą się one w postawę.
        A to już jest poważna sprawa.
        Przyjętej postawy będziemy bronić. Ciężko zmienić czyjąś postawę.

        Czyli jeszcze raz:

        informacja -> opinia -> postawa

        I teraz zagdka. Jakby ktoś chciał zmienić postawę wielu osób to jakby miał to zrobić skoro to jest trudne, wręcz nie możliwe do wykonania?
        Znając te zależności może to zrobić w śmiesznie łatwy sposób.

        Mianowicie podaje odpowiednio spreparowane informacje.
        Nie bawi się w przekonywanie, nawracanie – to wymaga dużego wysiłku i taki proces długo trwa.

        Jak to wygląda w praktyce.
        Wystarczy posiadać media.
        Czym więcej tym lepiej.

        Nie ma sensu przywoływać tutaj przykładów jak to działa.
        Trzeba mieć natomiast świadomość, że wypracowane mechanizmy działają coraz lepiej i na coraz większą skalę.

        Cały ten system oparty jest na jednej, prostej i absurdalnej zasadzie.

        Choć większość ludzi posiada własne oczy i własne uszy i może sobie za ich pomocą zbierać informacje o otaczającym świecie, to robi się pewien genialny w swej prostocie myk.

        Mianowicie, zasłania się otaczający świat telewizorami, gazetami, portalami, bilbordami. A do uszu wpuszcza dźwięki z radia i telewizji.

        Ludziska w przedziwny sposób nie zauważają tej podmiany.
        Bowiem bodźce cały czas są dostarczane do ich zmysłów.
        I te inne, nowe, zniekształcone bodźce dostają się do ich świadomości. A potem tworzą się na ich postawie opinie. A potem postawy.

        cdn

        • Rufus pisze:

          @zadziwiony

          Trochę inaczej z tą postawą.
          Postawa to:

          -informacje na dany temat (np. Powstanie Warszawskie)
          -emocje z tym związane (np. nowy teledysk Uprising grupy Sabaton)
          -wzory zachowania (obchody)

          Tak działa np. Onet – popatrz w nagłówku – informacje, emocje, rozrywka.
          W ten sposób kształtowana jest postawa.

          Jeszcze raz polecam film reż John Carpenter „Oni żyją”. Na YT w odcinkach oraz w kino=pecetowiec. Bardzo stary, niskonakładowy film SF dokładnie o tym co się dzieje. Czekam na refleksje po obejrzeniu. Howgh! Rufus

          • zadziwiony pisze:

            dziękuję za sprostowanie

            Zwał jak zwał.
            Jakby tego nie nazwać to i tak na początku zawsze jest zwykła informacja, wiadomość.

            Filmu nie obejrzałem do końca, jego koncept ciekawy.
            Lepiej, choć to bardziej boli, obejrzeć otaczające nas ulice, miasta, własną rodzinę.

  7. HansKlos pisze:

    @Rufus
    „Ja teraz zachodniopomorskie ok. Połczyna /Szczecinka.
    CB doleci? Może na 446 MHz? Skompletowałem już CB i PMR/LPD”

    Raczej nie. Zwykle przemieszczam się na linii Berlin, Szczecin, Poznań, Warszawa, Białystok, Terespol. Kontakt do mnie raczej e-mailem, zaś środki łacznosci proszę wykorzystać do zbudowania komunikacji lokalnej, powiatowej, wojewódzkiej, co oznacza, że kiedyś może spotkamy się w eterze na hasło „boungler” lub „survival”.-)

  8. zadziwiony pisze:

    kolejny odcinek opowiadania…

    a w nim…

    „Spiskowa teoria dziejów”.

    To jest jednen z najlepszych patentów jaki wymyślono by pomóc sobie kierować wielkimi masami ludzi.

    Wykorzystuje się mniemanie, przekonanie większości, normalnych, zwykłych ludzi, o tym, że cała reszta jest równie zwykła i normalna.

    Istotnie. Typowy człowiek nie jest skory do agresji. Chce żyć i daje żyć innym.

    To jest reguła.
    Są jednak wyjątki.
    Nie chcemy zdać sobie z tego sprawy.
    I bardzo z tego powodu cierpimy.

    Zatopieni jesteśmy w magmie nonsensów i paradoksów.

    Mamy domy. W tych domach mamy drzwi.
    Zwykle solidne są to urządzenia. Zamykane na klucz. Po co?!
    Po to, żebyśmy tylko my mogli je otwierać.
    Chcemy mieć spokój. Chcemy chronić siebie, swoją rodzinę i swoją własność.

    Czemu równie troskliwie nie chronimy naszego kraju?!

    Trzymamy pod kluczem jeden włosek swej żonki, a całą resztę jej jestestwa puszczamy samopas.

    Niech mi ktoś wytłumaczy tą niekonsekwencje?! Bardzo o to proszę.

    następny Leitmotiv…

    „Jeśli nie wiadomomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze“.

    Na niskich i najniższych poziomach, tak.

    Drobny złodziejaszek ukradnie pińć złotych bo nie jest w stanie ich wytworzyć.
    Większy napadnie na bank, kombinuje na giełdzie.

    Ale to są płotki i rekiny. Bywają wieloryby.

    A istnieją też właściciele akwariów.
    Oni mają zupełnie inne cele.
    Cele osobników niższych poziomów są dla nich jedynie środkami.

    Warto się zastanowić po co zabijani są ludzie.
    Przecież każdy człowiek może stać się źródłem zysku. Po co więc pozbawiać się tej możliwości. I robić to na tak wielką skalę.
    Mi się widzi, że pozostawia się optymalną ilość ludzi dla zapewnienia powodzenia danego przedsięwzięcia. A do tego nie potrzeba tak wielu.

    Myślę sobie, że w ostatecznym rozrachunku chodzi o wojnę dobra ze złem.
    Tak po prostu.

    Wszystkie największe incjatywy obecnie podejmowane na świecie wpisują się w ten schemat.
    Trwa walka dwóch cywilizacji – życia i śmierci.

    Było tak od zawsze. Jednak gdy nas było mało, to skala była też mała. Pozostawały gołe placki, słabo zamieszkane, gdzie panował względny spokój. Dziś już nie da się uciec. Ze względów geograficznych, demograficznych, technicznych wszyscy bierzemy udział w tej wojnie.

    Przymuszeni jesteśmy do tego by opowiedzieć się po jednej ze stron. Wielu mówi – a ja się nie bawię. Taka odpowiedź skutkuje automatycznym zagospodarowaniem delikwenta w szeregach złego.

    Użyłem sformułowania wojny cywilizacji – życia i śmierci, wojny dobra i złem.

    No to teraz wypada w końcu napisać wprost.
    Dobro i życie to Bóg.
    Ta reszta to szatan.

    I to nie są bajeczki.
    To się dzieje.

    I trzeba wybrać.

    Ja wybrałem Boga.
    Dziwię się bardzo, że ktoś ma dylematy w tej kwestii.
    Wybrałem silniejszego, i Tego, który już zwyciężył.
    Choć zło podskakuje, i jeszcze wiele cierpienia to będzie ze sobą niosło, to jest to daremne.

    To może jeszcze chwilkę o tym cierpieniu.
    Będzie coraz większe.
    Były ostatnio dwie wojny światowe. W powszechnych przekonaniu wydaje nam się, że nic gorszego się już nigdy więcej nie stanie, bo to wręcz niemożliwe.

    Zwykliśmy rozliczać wielkie tragedie ludzkości w trupach.
    No to wtedy było kilkadziesiąt milionów.

    Teraz jest spokój.
    Żyjemy długo i szczęśliwie.
    ?!
    Proszę Państwa. Nie plujmy sobie w nasze piękne i dumne twarze.

    Tzw. antykoncepcja i tzw. aborcja, że o eutanazji nie wspomnę, zabiły od tamtego czasu o wiele więcej ludzi.

    Nikt nie widział. Nie ma ciał, nie ma zbrodni.

    Zakładam, że każdy z nas widział w KL Auschwitz piece i komory gazowe.
    Te pierwsze były produkowane przez niejaką firmę SIEMENS. Natomiast w komorach używano gazu Zyklon B. Produkowała je również mało znana firma BAYER.

    Produkty tej ostatniej są do dziś bardzo cenione za swą doskonałą jakość.
    Panowie nie raz zapewne łyknęli aspirynkę.
    Panie łykają też inne leki, leczą one inne schorzenia (płodność, tzw.płód, macierzyństwo, dzieci) – Qlaira, Yasmin, Yasminelle, Yas.

    Dawniej było tyle pitolenia z tymi puszkami, komorami, obozami, owczarkami niemieckimi.

    Świat idzie naprzód.
    Malutkie tabletki kupujemy sami, se łykamy, gość jest zabity zanim się urodzi, zanim w ogóle ktokolwiek mógłby go na oczy zobaczyć. Pieców nie trzeba, dołów kopać nie trzeba.

    Panowie! Co my byśmy poczęli gdyby nie dzielni naukowcy niemieccy?!

    Milijony, milijony…

  9. ochroniarz pisze:

    Ja tylko wspomne jako obserwator, iz bywam w wielu miescach i w kazdym powoli rodzi sie bunt, opór, widać ze cos sie dzieje.. tylko jak dlugo jeszcze ….

  10. Rufus pisze:

    „Przyszła wojna będzie wojną niewidzialną. Dopiero, gdy dany kraj zauważy, że jego plony uległy zniszczeniu, jego przemysł jest sparaliżowany, a jego siły zbrojne są niezdolne do działania, zrozumie nagle, że brał udział w wojnie i że tę wojnę przegrywa.” (Fryderyk Joliot-Curie).

  11. zadziwiony pisze:

    No więc na pytanie „kiedy?” poznałem odpowiedź. Już spieszę z odpowiedzią…

    Już.

    To już się dzieje.

    Jest niezwykle ciekawym i kluczowym zagadnieniem jak rozeznać kiedy wojna jest a kiedy jej nie ma.

    Pikenaterii temu dylematowi dodaje uwaga, dodawana przez wielu, że w praktyce być może nie istnieje stan bezwojenny. Wojna jest zawsze, będąc zjawiskiem pernamentnym.

    Kwestia do rozpatrzenia jakie formy przyjmuje, jakie są jej rodzaje.

    Niewątpliwie mamy teraz do czynienia z wojnami cichymi, ukrytymi.

    Jak już kiedyś wspominałem, jest to rozwiązanie najbardziej efektywne.

    Wyciska się wtedy soki z ludzisków do ostatniej kropli, bez żadnych strat, nie trzeba latać na nich z pepeszami czy innymi atomówkami.

    Czemu to działa?!
    Bo okupant, agresor, jest litościwy. I to mu się cholernie opłaca.

    Gdyby podszedł do gościa, straszył giwerą, głodził, mało by pracy czy sił witalnych od tego nieszczęśnika wyciągnął.

    Lepiej, znaczniej lepiej, choć o wiele, wiele trudniej jest to zrobić w inny sposób.

    Mianowicie, zostawia się gościa tak jak jest. Z rodzinką, będzie sobie nadal tyrał w dotychczasowej firmie.

    Co trzeba zmienić? Przestawić jedynie zwrotnice. Pociąg jedzie dalej ale w inną, naszą stronę.

    Czyli.
    Po pierwsze przejmuje się firmę, w której gościu robi. Pracuje dla nas.

    Przejmujemy też drogi, po których dojeżdża do tej roboty i do domu, i do teściowej, i na wczasy.
    Przejmujemy wodę, lasy, powietrze.
    Przejmujemy całe państwo z inwentarzem ruchomym i nie ruchomym.

    Pytanie za 1976564318 punktów – jak to zrobić by się niekt nie zorientował?!

    To jest bardziej proste niż włos Indianina.

    Nie zmieniamy szyldów.
    Ludziska mają swoje przyzwyczajenia, nie lubią zmian.
    Więc pozostawiamy wszystko tak jak jest. Chodzi na przykład o orzełka i flagę.
    Zauważcie Państwo, jakie było swego czasu larum bo wciskali nam golca bez korony.
    A teraz, te same kurwa skurwysyny, które tą koronę zdjęły, założyły ją ponownie na głowę temu nieszczęsnemu kurakowi.
    Tak nawiasem pisząc, to to cały czas nie jest nasz polski orzeł.

    Zostawili więc wszystko prawie bez zmian, z wierzchu.
    Cały środek, zawartość należy już do nich.

    I my też należymy do nich.

    I teraz jeszcze raz – pytanie – czemu się na to godzimy?
    Ano temu, że w sumie jakoś tam wegetujemy.
    Mamy neta, pice na telefon, wanny z hydromasażem.

    Czy kiedyś ludziska jednak powstaną, wyjdą na ulice? O to zasadniczo Panowie pytali.

    Taki przypadek już był nie raz. I proszę sobie dokładnie przypomnieć okoliczności jakie sprowokowały to zdarzenie.

    Rozpatrzmy przykład najświeższy – z Solidarnością.
    Ludzie przez lata się burzyli, wychodzili na ulice.
    Gdy ich nękano, zamykano, bito, zabijano.
    Ale proszę zauważyć pewną różnicę – to jest bardzo istotne – te wszystkie powody nie były powodem największych protestów.

    Prostesty najpoważniejsze, mające największą siłę i zasięg, były następstwem innej okoliczności.

    Głód.
    Po prostu ludzie nie mieli czego jeść.
    I to jeszcze nie byłby dość wystarczający problem. Granica pęka gdy patrzy się na głód swoich dzieci. Wtedy dopiero przychodzi ten moment.

    Teraz będzie dokładnie tak samo.

    Póki wody w kranach i żarcia w dyskontach spożywczych, to nikt nie ruszy dupy.
    Zasady pragmatyzmu i oportunizmu są nieubłagane i przepotężne w swym bezwładzie.

    Jeżeli mój sąsiad jest mordowany obok za ścianą – siedzę na dupie.
    To nie jest wystarczający powód by narażać życie własne i mojej rodziny by go bronić.

    Zaczynam działać wtedy, i tylko wtedy gdy zagrożenie będzie skierowne bezpośrednio we mnie lub moją rodzinę (najbliższą).

    Proszę Państwa. To jest reguła, takie są prawa dżungli i nie ma sensu się kopać z koniem.

    Że są wyjątki?! Pewnie, że są.

    To przy okazji warto sobie zdać sprawę z tego jak rzadkie są to przypadki. Jak niewielki odsetek populacji postępuje wbrew naturze.

    Państwo pozwolą, krótka dykteryjka.

    Blokowisko.
    A w nim stoją sobie drapacze chmur oddzielnie, jako pojedyncze budynki, ale stoi też kurnik. Parę bloków połączonych w jedną ścianę płaczu. Wysoka ta ściana, na 10 pięter.
    W kurniku takim siedzi więc lekko licząc parę tysięcy drobiu.

    Pewnego razu pojawia się lisek chytrusek i podpala grzędę/mieszkanko jednej kurki, która nota bene siedzi tam z dwójką małych kurcząt.

    Lisek powtarza podpalenia parokrotnie.
    Zapycha szpilkami zamki kilku mieszkań, i podpala drzwi.

    Choć drobiowa brać połączona jest nierozerwalną i gęstą komunią rur gazowych, to żadne ptaszysko nie raczyło ruszyć kupra, by uniemożliwić przeprowadzenie tego gigantycznego grilowania. No jakże to?! Przecież oglądamy taniec z ciulami!

    A jakże, była sprawa zgłaszana nie raz do niebieskich jastrzębi, ale one się obraziły i powiedziały, że nie będą co drugą noc latać by liska spróbować pochwycić. Raz go nawet złapali ale zaraz wypuścili…Sic! – to jest za małe słówko, i nawet kurwa mać! – też jest za małe.

    Puenta bajeczki.
    Jest mianowicie taka, że tylko jedna jedyna kurka, z tych paru tysięcy, chciała i walczyła z liskiem. Ta, które pisze te słowa. Myślę sobie co ja głupia będę siedzieć po nocach w dymie, se wezme przesiedzę nocki na schodach co by lisek nie miał okazji jeszcze większej zadymy zrobić.

    Szanowni.
    Bogiem naszym telewizor nasz.
    Przed nim klęczymy.
    Świat i inni nie mają już znaczenia dla nas.

    Żal mi, że takie chaotyczne żale wylawam tu przed Wami. Wybaczcie.

  12. Cuthorn pisze:

    Sorry „zadziwiony” ale przestałem czytać w połowie twój „przepływ jaźni na papier”. Internet jest cierpliwy, ja nie.

    • zadziwiony pisze:

      Sorry, że zamęczyłem Szanownego Czytelnika.

      Polecam lekturę onetu, interi, wp – treści znacznie łatwiejsze w odbiorze.

      pozdrawiam

  13. Michał pisze:

    Cytat z początku:
    „O Polskę, o niepodległość i suwerenność naszej Ojczyzny chciałbym Państwa zapytać.

    Czy Ona jest w Waszych sercach i głowach?

    Pytam, czy Polska po Bogu, jest dla Was najważniejsza?

    Ludzie kochani – przecież od tego pytania wszystko się zaczyna i na nim kończy.”

    A ja zadam pytanie pomocnicze: co jest ważniejsze – Polska czy Polacy?

    I w tym (moim) pytaniu zamyka się cały problem patriotyzmu polskiego. U nas patriotyzm rozumiany tradycyjnie, jeszcze od sporu romantyków z pozytywistami, to Polska jest ważniejsza od Polaków. I tak jest cały czas od tamtej pory. Jest to o tyle łatwe i proste dla polityków i innych czarodziejów, że można pod pojęcie „interes Polski” wepchnąć wszystko, wmówić ludziom, że mają znosić najgorszy syf, największą paranoję i najdebilniejsze pomysły „bo to jest w interesie naszego kraju”. A przy tym, co jest w interesie Polaków, to już znacznie trudniej kombinować, bo albo coś jest droższe albo tańsze, albo żyjesz, albo masz umrzeć. Amerykanie mają łatwiej – tam wolność jest świętością, państwo jest ograniczone konstytucją i każdy (na prawie każdy) jest patriotą. Też mają swoje schizy, „buy american” itp., ale kiedy ich przemysł motoryzacyjny robił denne auta, przyszli Japończycy z lepszymi i tańszymi, wykańczając większość tego przemysłu, to temu przemysłowi pozwolono upaść i nikt nie wpadł na pomysł, żeby ratować tyłki tłustym biznesmenom kosztem konsumentów. Były koszty, było duże bezrobocie i upadek wielu miast, ale nikt wpadł na to, że ratujemy na koszt podatników „bo to nasze, amerykańskie”. Dziś Ford czy GM to potęgi. I to jest patriotyzm – dbanie, żeby gospodarka i kapitalizm działały na korzyść konsumentów, szarych, zwykłych ludzi, których jest cały naród. W interesie Polaków są sprawne, czyste i punktualne koleje, a nie Polskie Koleje i na dodatek jeszcze Państwowe. W interesie Polaków są silne i dobrze zarządzane przedsiębiorstwa, a nie to, czy zysk z ich działalności idzie do kieszeni kolesia, który 30 lat temu był cinkciarzem czy esbekiem. Ważne, że podatki płaci u nas i zatrudnia naszych, a wtedy to, co robił kiedyś, to mam gdzieś.

    Że Polską rządzą obce koncerny? He, światem rządzą, a nie tylko Polską, bo tak zawsze było, że rządził ten, kto miał ziemię, potem kasę, dziś udziały. Tyle, że ten układ jest w miarę ok, bo nie jest zatopiony w bursztynie – zobaczcie największe firmy na świecie: Apple, Microsoft i Google. Dwie pierwsze 30 lat temu były w garażu, a tej pierwszej to 15 lat temu w ogóle nie było. Zamiast śnić o XVI i XVII wieku, trzeba inwestować w ludzi, niech budują nam nowe, polskie, koncerny. I nie badać pięć pokoleń wstecz, czy babcia była w KPP, w PZPR, czy dziadek spał na styropianie. Tylko, że jak będziemy chcieli bez końca ratować PKP, LOT, stocznie-kolebki, trzymać państwowe molochy na kroplówce z podatków, to te podatki zaduszą nowe firmy. Ale trudno, bo to będzie w interesie, BACZNOŚĆ!, Polski. Spocznij, można palić…

    • Survivalista (admin) pisze:

      Z tym brakiem ratowania przemysłu samochodowego na koszt podatników to trochę się zagalopowałeś. 😉

      http://en.wikipedia.org/wiki/Automotive_industry_crisis_of_2008%E2%80%932010

      Co do reszty, w pełni się zgadzam.

      • Rufus pisze:

        @Michał

        Uważam, że przewrotnie bardzo reprezentujesz patriotyzm Made in TVN.
        Koleje mają być i Polskie, i czyste.
        Wyobraź sobie – to da się zrobić.

        Czy trzeba inwestować w ludzi? Tak – ale kto ma to zrobić???
        Trzeba nam podejmowac mądre decyzje polityczne i gospodarcze by kształtować i promowac koniunkturę!!!!
        Wtedy przedsiębiorcy będa inwestować w ludzi bo:
        1.ludzie mają wolną wolę
        2.to najwazniejszy zasób przedsiebiorstwa i try=udny do zbudowania
        3.ożywia on kapitał i środki pracy (narzędzia)
        4.pracy ludzkiej nie da się „zmagazynować”

        Więc łaskawie Michale nie wciskaj nam że albo czyste, albo polskie.
        Za PRLu kiełbasy były ekologiczne i polskie.
        Normy jakości były niedoścignione przez koncerny.
        koncerny nie musza rządzić państwami przez sprzedajnych polityków.
        Wiem… można skończyć jak Kaddafi…

        Wp przeciwieństwie do Ciebie uważam że jest ważne czy ktoś był SBkiem czy cinkciarzem bo: SBkiem jest się do końca życia.
        Zbyt wielu widziałem prezesów SBków którzy są albo alkoholikami, dziwkarzami, narkomanami, hazardzistami. I wtedy jest na nich tzw. hak.
        Takiego można wyp..dolić w 3 minuty z roboty no i musi się „słuchać”.
        Jak córka Sobiesiaka w Totalizatorze siksa 25 lat.

        Polskim dramatem jest tzw. okrągły stół który oddał władzę bolszewickim mendom i nocna zmiana.
        Toasty Wałęsy i Kiszczaka opiewane przez Michnika.
        Wszystkich WON!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

        • zadziwiony pisze:

          I widać po wielu wpisach co iti robi z człowieka.

          Bezpaństwowców, bezideowców.
          Wszystko jest i dobre i złe, nijako fajne. I wszyscy są i dobrzy i źli jednocześnie. Bo nie ma jednej prawdy.
          Gdy się już zrobi taką sieczkę w głowie można z delkiwentem zrobić wszystko.
          To jest myślenie w stylu – nie ma znaczenia czy własna matka, czy żonka czy kurwa z ulicy. Ważne by mi dobre obiadki robiła.

          I proszę się nie obrażać.
          Proszę się ogarnąć.

          I to pisanie jak to w hameryce jest piknie i wolnościowo. Przecież to jest obecnie jedno z najbardziej policyjnych państw na świecie. Jednyna nadzieja, że wciąż ludziska mogą i posiadają broń.

          „Polskim dramatem jest tzw. okrągły stół który oddał władzę bolszewickim mendom i nocna zmiana.
          Toasty Wałęsy i Kiszczaka opiewane przez Michnika.
          Wszystkich WON!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!”

          Drogi Panie Rufus’ie!
          Święta prawda. Tylko co z tego. Ile osób w Pańskiej rodzinie czy najbliższego otoczenia ma podobne życzenia jak Pan.
          Oglądają telwizory, jedzą sushi i mają całą resztę w dupie.

          O tym już pisałem.
          Póki telewizory się świecą, póki wody w kranach – nic się nie zmieni.

          pozdrawiam Pana serdecznie

  14. Marta pisze:

    Irytujące dla mnie jest wpajanie ludziom pojęcia patriotyzmu,bo patriotą albo się jest, albo się nie jest.Od małego w szkołach uczą jak to walczono za ojczyznę,jak to byliśmy uciemiężeni,jak to jesteśmy narodem wybranym bla bla bla…Co takiego wspaniałego otrzymujemy dziś od naszego kraju,dzięki czemu mogłoby nam na nim zależeć?

    Cieszę się,że na tym blogu poruszana jest kwestia indywidualnego ocalenia,a nie ratowania kraju,bo ten temat jest już nużący.Jest źle,co zrobić żeby było lepiej,walczyć,ale z kim,z władzą,ale jak i tak w kółko.Aż się słabo robi.W razie jakiejś epidemii nie będzie Polski,nie będzie rządu,władzy i nie bedzie walki.Będzie trzeba przetrwać na własną rękę,a ten blog tą właśnie kwestię porusza.Dzięki wielkie Twórcom za to:)

    A zadziwionemu proponuję zamiast pisać poematy poczytać o zjawisku blackout i jego konsekwencjach i odpowiedzieć na pytanie gdzie w trakcie masowej paniki,przestępczości i ogólnego chaosu jest odpowiednie miejsce dla dbania o dobro ojczyzny.

    • Survivalista (admin) pisze:

      Twórcy dziękują za miłe słowa. 🙂

    • zadziwiony pisze:

      Droga Panno Marto!

      Czy kocha Panienka Swoją Mamę?

      Czy ja Pani bronię tej miłości.

      Jak kocham Polskę.

      Co więcej i jak mam Panience tłumaczyć?

      pozdrawiam najserdeczniej

      jeszczebardziejzadziwiony

  15. Wilkinson33 pisze:

    Jakim cudem tekst zadziwionego wpadł do filtra antyspamowego?! Zmieńcie ten filtr bo jest do niczego!
    Polecam filtr węglowy. 😉

  16. Wilkinson33 pisze:

    A tak na marginesie: Zdziwiony – domowy survival to nie arena polityczna, ani tym bardziej patriotyczna. Poruszane tematy mają konkretne zagadnienie i twoja odezwa ma się nijak do tematyki strony. Proponuję ci występ z Moniką Olejnik z „kropce nad i” a nie pisanie tych wypocin na stronie poświęconej survivalowi miejskiemu i post-apo.
    Dziwię się autorowi strony, że zechciał w ogóle zrobić ten temat poświęcony zdziwionemu. No, ale szacunek autorze.

    • zadziwiony pisze:

      A ja się dziwię, że się podchodzi do sprawy od d strony.

      Gdybyśmy dla odmiany zaczęli podchodzić od strony właściwej, czyli odbudowy, stworzeniu Polskiego Państwa to byśmy nie musieli rozprawiać o manierkach i pałatkach.

      Rozmawialibyśmy o budowie kolejnej stoczni czy elektrowni, o tym ile żabojady nam mają płacić za gaz.

      No ale może faktycznie, o gustach się nie powinno dyskutować.

      • Survivalista (admin) pisze:

        Zacznij od odbudowy. Jak zaczniesz i wymyślisz co konkretnie trzeba robić, to daj znać.

        Bo Twoje teksty o tym, że trzeba zacząć „myśleć” już zaczynają być nudne.

  17. WildChild pisze:

    Trzymajcie politykę Z DALEKA od tej strony bo niebawem z przyzwoitej strony traktującej o survivalu zrobi się „śmietnik” gdzie zamiast rozmawiać na tematy survivalu zacznie się agitacja, nagonka, dyskusja i debata „polityczna”, która ma się NIJAK do tematu survivalu. Tu nie chodzi czy jest w naszym kraju dobrze czy źle, czy mamy państwo czy nie tylko o to by w razie kryzysu (naturalnego bądź stworzonego przez człowieka) każda jednostka mogła jakoś ten czas przetrwać. Tak więc nie zajmujmy się bzdurami, którymi niewątpliwie jest polityka, a skupmy się na tym co faktycznie nam się może przydać. Bo „politycznie” to faktycznie, naszego kraju już nie ma i nic nie da się z tym faktem zrobić.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Notify me of followup comments via e-mail. You can also subscribe without commenting.

banner