Czego koronakryzys nauczył nas o przygotowaniach na SHTF?

Do przygotowania tego materiału zbierałem się od bardzo dawna. Przy różnych okazjach pytałem Was o to, jakie lekcje wynieśliście z aktualnego koronakryzysu. Chciałem dowiedzieć się, czego ta sytuacja Was nauczyła, zderzyć to z moimi wnioskami i o wszystkim tym opowiedzieć.

To właśnie niniejszym czynię.

Koronawirus jest dla nas w tym momencie jednym z najpoważniejszych zagrożeń — bezpośrednio i pośrednio (poprzez ograniczenia, które są nakładane, by sobie z wirusem lepiej radzić)!

Poniżej znajdziecie player z wersją wideo tego materiału, a pod spodem — wersję tekstową wraz z Waszymi komentarzami, które pojawiły się na filmie.

Co masz zrobić jutro, zrób dziś. Co możesz kupić teraz, kup teraz

Oczywiście nie namawiam nikogo, by brał kredyt na kupienie przedmiotów w jego ocenie niezbędnych do przeżycia trudnych czasów. Ale jeśli coś możesz zrobić lub kupić teraz, prawdopodobnie warto to zrobić, zamiast odkładać na później.

W czasie koronakryzysu wiele produktów podrożało. Posłużę się tu dwoma Waszymi komentarzami:

Czego się nauczyłem przez kryzys?

2) przy okazjach cenowych trzeba się spieszyć – kupowałem uncje srebra w grudniu po 90 zł, w lutym przez 2-3 dni były po 70 zł (wtedy nic nie kupiłem), teraz srebro jest po 135 zł… Żałuję tak samo, że w grudniu nie kupiłem więcej złota, również tego, że nie kupiłem mniejszych porcji (5, 10 gram obok uncji).

Autor: marcin k

W chwili, gdy przygotowuję ten materiał, srebro znowu jest po ok. 90 zł za uncję. Więc kupowanie go na górce byłoby dużym błędem…

Pandemia dała mi nauczkę aby kuć żelazo póki gorące. Na jej samym początku planowałem kupić maseczki jednorazowe, ale wahałem się,  bo może jednak lepiej odkładać kasę na coś innego, bo przecież wirus jeszcze daleko, bo koledzy stukali się w głowę i mnie wyśmieli gdy o tym wspomniałem… Dosłownie następnego dnia cena maseczek wzrosła ponad dwukrotnie. Żałuję, że nie kupiłem ich gdy była okazja.

Trochę później, będąc w markecie, zauważyłem że ceny żeli antybakteryjnych są jeszcze „stare” i tym razem okazji nie przepuściłem – zrobiłem sobie zapas, obdarowałem rodzinę a część z nich sprzedałem zarabiając parę groszy (#kapitalizm). Kilka dni później żeli już nie było, a za to był zakaz takiego handlu.

Autor: Michał W

Oprócz maseczek i płynów do dezynfekcji bardzo podrożał czarny proch. Bo gdy granice były zamknięte nie dało się go kupić bez żadnych papierów w czeskich sklepach. Podobno jego cena wzrosła nawet w pewnym momencie 8-10-krotnie.

Ale tu nie tylko o problemy z zaopatrzeniem chodzi, bo niektórych rzeczy po prostu nie dało się zrobić. Przykładowo, przez dłuższy czas nie organizowano egzaminów na patent strzelecki, co jest jednym z etapów niezbędnych do przejścia, gdy chce się zdobyć pozwolenie na broń.

Czasem zacznie brakować rzeczy, których nie dało się przewidzieć (drożdże)

Mnie personalnie najbardziej zdziwił brak w sklepach drożdży. Mnie personalnie nie dotknął, bo ich nie potrzebowałem, ale w sumie mogłem się tego spodziewać — ludzie siedzący w domu chcieli pewnie po prostu więcej piec ciast i być może także chlebów i bułek.

Wniosek z tego jest taki, że jeśli coś jest Ci potrzebne, warto mieć tego zapas, nawet jeśli sądzisz, że nie zniknie ze sklepów.

Wielu ludzi będzie ignorować zagrożenie, bo go nie widzi albo nie rozumie — przez co pośrednio dodatkowo jeszcze pogorszą nasze bezpieczeństwo

To najbardziej gorzka, ale i najważniejsza lekcja dla mnie. Spodziewałem się, że pozostali ludzie (nie-prepperzy) będą mieli neutralny wpływ na moje bezpieczeństwo, ale się zawiodłem.

Okazało się, że ludzie poprzez swoją lekkomyślność (żeby nie powiedzieć, że bezmyślność) powodują dodatkowe zagrożenie dla mnie.

O co chodzi? Oczywiście o maseczki, które zapewniają całkiem niezłe zabezpieczenie przed rozprzestrzenianiem się wirusa (oraz zmniejszają ilość wirusa, którą pochłoniemy, co może oznaczać łagodniejszy przebieg infekcji), a których sporo ludzi nie chce nosić. Najtańsze i najprostsze maseczki będą działać, jeśli nosić je będą wszyscy.

Ja z kolei zauważyłem, jak bardzo tracę na braku wiary we własne przemyślenia, polegając na instynkcie stadnym. Niby wielka grupa baranów jest mądrzejsza niż ja. Np. gdybym zdał się na własny instynkt i kupił walutę/maseczki byłbym dużo do przodu. Podążanie za stadem bez własnej refleksji oznacza pogodzenie się z gigantyczną konkurencją. Przy założeniu oczywiście, że stado się nie pomyli…

Autor: Pata Patatai

Ten kryzys nauczył mnie, iż jest wielu ludzi którzy nawet w momencie tzw. małej paniki twierdzili, że nic się nie dzieje i nic nikomu nie grozi. Jednak, nikt do końca nie wiedział, jak sytuacja się potoczy, mimo to śmiali się z ludzi którzy robili zapasy. A teraz tryumfują twierdząc jakoby mieli rację.

Zrozumiałem też, że jestem słabo przygotowany, nie wziąłem pod uwagę reszty rodziny, która mieszka gdzie indziej, a utrzymuje poglądy o „nieustającym dobrobycie” na świecie. 

Autor: Denis Longdare

Problem rodziny, która się nie chce przygotowywać, już poruszaliśmy, m.in. w tym materiale.

Potrzebuję więcej kontaktu z ludźmi

Do czasu tego koronakryzysu myślałem, że jestem raczej osobą aspołeczną, że ludzi nie lubię, że wystarcza mi kontakt z nimi przez kilka godzin w pracy — wyjście parę razy na kawę, zjedzenie obiadu na stołówce i parę rozmów.

Gdy tego zabrakło, miało to niebagatelny wpływ na moje psychiczne samopoczucie.

Koronakryzys zmienił moje podejście do przygotowań na trudne czasy. Zauważyłem, że bardzo negatywnie wpływa na mnie długotrwały brak kontaktu fizycznego z ludźmi, więc na pewno nie będę próbował przetrwać tych czasów samotnie. 

Autor: Smar Fon

To bardzo mocno przekonuje mnie, że muszę mieć kontakt z bliskimi na sytuacje awaryjne. A to możne zrobić na przykład z pomocą technologii omówionych w materiale o standardzie łączności dla prepperów.

W ogóle na kontakt z ludźmi zwracaliście uwagę, np. jak poniżej. 😉

żonę bym zmienił przed kolejnym kryzysem. reszta sprawdziła się bardzo dobrze.

Autor: TechPRO

Potrzebuję stałe łącze na działce

W moim celu ewakuacji mogę sobie siedzieć, ale nie bardzo mogę tam wygodnie pracować, bo internet mam zbyt słaby do pracy zdalnej.

To zresztą nie tylko ja zauważyłem.

Chyba ogólnie przydał się styl życia

2. To  że mamy dom z działką

Największym problemem okazał się kiepski internet mobilny bo utrudniał pracę zdalną.

Autor: broderwow

Internet będzie też podstawowym środkiem łączności z bliskimi, prawda?

Krany, włączniki, klamki łatwe do dezynfekcji, a przynajmniej do nieprzenoszenia brudu

To drobiazg, ale kran z dźwignią zamiast dwóch kurków znacznie łatwiej zachować w czystości i łatwiej jest go odkręcić i zakręcić łokciem (aby nie przenosić zarazków dłonią).

Analogicznie warto pomyśleć np. o większych włącznikach do świateł.

Zapuściłem się przez niewychodzenie z domu

Co tu dużo mówić, przytyło mi się, bo siedziałem w domu, a jadłem praktycznie tyle samo.

To zmusza mnie do przyspieszenia prac nad stacjonarnym rowerem do produkcji prądu, który da mi dodatkowe źródło energii, a jednocześnie metodę na utrzymanie lepszej sprawności fizycznej i spalanie kalorii bez wychodzenia z domu.

Część zapasów dobrze mieć gdzieś indziej, ale nie zawsze będziesz miał do tego dostęp, bo mogą być różne ograniczenia

Wspominaliśmy oczywiście, że nie ma sensu trzymać wszystkich jajek w jednym koszyku, ale…

Czego się nauczyłem przez kryzys?

1) sporo zapasów (łącznie ze spirytusem, rękawiczkami, bateriami itp.) miałem schowane w domu dziadków, przez ileś tygodni nie mogłem z nich korzystać, nie wpuścili mnie (mieszkam na stałe w innym, dużym mieście),

Autor: marcin k

…może warto przemyśleć je i zorganizować w taki sposób, by móc z nich korzystać i w takiej sytuacji?

Wystarczyłoby je mieć w innym budynku na posesji dziadków, by nie trzeba było mieć z nimi kontaktu.

Pandemia pozwoliła przetestować i przemyśleć zrobione zapasy

To w zasadzie jest zrozumiałe samo z siebie i dlatego posłużę się tylko kilkoma cytatami.

Co do moich przygotowań na trudne czasy to muszę zmienić jedno. A raczej zreorganizować zapasy. Przydałoby mi się więcej produktów gotowych do spożycia od razu zamiast typowych półproduktów. A tak poza tym to raczej jestem zadowolony

Autor: Mateusz Słowik

Jedynie brakowało drożdzy. Gdybysmy je mieli, to przez caly miesiac nie musielibysmy wychodzić z domu 😉

Autor: PIOTR CHMIELEWSKI

W moim przypadku przydał się zapas półproduktów chemicznych ( alkohol  izopropylowy, etylowy, gliceryna, perhydrol, węgiel aktywny w granulacie, soda, ocet, borax …. etc) przydatne na co dzień, a w pierwszych dniach pandemii umożliwiły własną produkcję środków czystości i do dezynfekcji w momencie kiedy ceny na rynku juz windowały w górę

Autor: Michał Kos

Oprócz sprzętu, warto mieć także umiejętności

To też oczywiste (był o tym kiedyś osobny materiał).

Nie zabłysnę pewnie w tym miejscu intelektem, gdy stwierdzę, że nauczyłem się, a może raczej utwierdziłem się w przeświadczeniu, że umiejętność zrobienia czegoś własnoręcznie jest najważniejszą umiejętnością.

Autor: M Pawlowski 

Selekcjonowanie źródeł wiedzy i informacji

Tego niestety nikt nie uczy w szkołach, co kończy się tym, że ludzie wiedzę o zdrowiu czerpią od inżyniera Zięby. Albo o tym, co jest dobre na pandemię (i czy w ogóle ona jest) słuchają od swojego lekarza z przychodni, zamiast zajrzeć do badań naukowych, których wyniki publikowane są w recenzowanych czasopismach naukowych.

Jasne, lekarz z przychodni nie jest złym źródłem, ale ma on gorszą perspektywę, niż naukowiec, który zbiera do kupy 50 różnych badań i analiz, a następnie wyciąga z nich wnioski, prawda?

Czego mnie nauczył koronawirus:

1) Dostęp do rzetelnych informacji jest kluczowe i należy szukać takich źródeł informacji zanim nastąpi kryzys. Opinii szukać u specjalistów, a nie wśród osób popularnych wśród mediów.

2) Należy się stosować do zaleceń władzy, jeśli nie powoduje to u mnie pogarszających skutków choroby bo pojedyncza jednostka nie obali władzy, ale ja skończę z opłatą administracyjną wartą więcej niż moja wypłata za m-c. To, jakie mam zdanie negatywne na temat władzy jest bez znaczenia dla funkcjonariuszy policji.

Autor: Leceroy 

Druga część komentarza Leceroya odnosi się do przepisów wprowadzających obostrzenia, których konstytucyjność możemy kwestionować. Pytanie tylko, czy jest sens to robić, skoro może to narazić naszą rodzinę na dodatkowe (nawet i tylko przejściowe) problemy? Czy na pewno musimy łamać np. zakaz organizowania demonstracji?

Przydaje się być dobrym pracownikiem

I to w zasadzie też nie wymaga mojego komentarza, bo Leceroy opisał to świetnie…

Czego mnie nauczył koronawirus:

3) Dobre relacje w pracy to podstawa w czasie przed jakimkolwiek kryzysem (epidemiologicznym/gospodarczym/finansowym). Bynajmniej nie mam na myśli tzw. lizusostwo czy chłopca na każde skinienie, ale rzetelność w pracy do powierzonych obowiązków.

Autor: Leceroy 

Survivalista (admin)

Artur Kwiatkowski. Magister inżynier, posiadacz licencjatu z zarządzania. Samouk w wielu dziedzinach, ale nie czuje się ekspertem w żadnej. Interesuje się zdrowym życiem i podróżami. I przygotowaniami na trudne czasy, rzecz jasna!

Mogą Cię zainteresować także...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Notify me of followup comments via e-mail. You can also subscribe without commenting.

banner