Czego powinna nas nauczyć awaria ekosystemu Facebooka (i dlaczego to jest ważne)?

W dzisiejszym materiale pogadamy o ubiegłotygodniowej awarii ekosystemu Facebooka: o tym, jakie są jej konsekwencje i dlaczego tego typu zdarzenie może być poważniejsze, niż wielu z Was może się to wydawać. Pogadamy o bezpośrednich i pośrednich skutkach takiej awarii oraz o tym, jak powinniśmy przygotowywać do nich siebie i nasze rodziny.

W trakcie tej awarii padły tak naprawdę 4 usługi z jednego ekosystemu: Facebook, Instagram, Messenger (czyli facebookowa aplikacja do komunikacji) oraz Whatsapp. I jak to zawsze w Polsce bywa, podzieliliśmy się na dwie grupy: pierwsza była tą awarią w bardzo dużym stopniu dotknięta i druga, która być może nawet jej nie odczuła i troszkę zaczęła drwić sobie z tej pierwszej.

Komentarze typu „o, przydałoby się, żeby FB przez jakiś czas nie działał, przynajmniej byśmy wrócili do normalności” zawsze mnie bawiły, bo uważam, że to nie jest właściwe podejście.

Wyobraźcie sobie, że część ludzi jest tak mocno zżyta (nie powiem, że uzależniona) z Facebookiem i Instagramem, że dzwonili oni do swoich dostawców internetu, że nie działa im cały internet. Bo nawet nie sprawdzili, że problem jest tylko z tymi wymienionymi aplikacjami. Ale ich życie jest tak mocno z nimi związane, że siedząc sobie po południu na kanapie z telefonem w dłoni, korzystają wyłącznie z nich i poza ten ekosystem nawet nie wychodzą. I to oczywiście może budzić rozbawienie wielu ludzi i muszę przyznać, że też trochę smiechłem wewnętrznie czytając takie informacje.

Ta sytuacja pokazuje, jak duża część z nas jest w takim ogromnym stopniu zżyta z tym ekosystemem i korzysta z tych aplikacji. Nas to może słusznie albo niesłusznie bawić, ale tak po prostu jest. I to jest ważne, bo chociaż my osobiście tak nie mamy, to pośrednio taka sytuacja może dotyczyć też nas.

Trzeba powiedzieć jedno: te cztery aplikacje odpowiadają za dużą część dzisiejszej cyfrowej komunikacji. Także naszej komunikacji z bliskimi. Nagle w momencie takiej awarii okazuje się, że nie możemy korzystać z podstawowego środka łączności z członkami naszej rodziny.

Ma to znaczenie na przykład dlatego, że na Messengerze bardzo wygodnie się przesyła zdjęcia. I tymi zdjęciami również można wysyłać ważne informacje — przecież nie musi to być zdjęcie z ładnej okolicy. Wyobraźmy sobie na przykład, że wysyłamy komuś zdjęcie instrukcji obsługi i uruchomienia agregatu, a ta osoba później nie będzie mogła z tego skorzystać, jeśli to zdjęcie jej się nie zapisze lokalnie na telefonie. Jak nie będzie działać Messenger, nie będzie mieć dostępu do tego zdjęcia.

W przypadku Whatsappa jest chyba trochę lepiej, o ile pamiętam, bo on chyba zapisuje w pamięci lokalnej pliki, które się nim przesyła. To rozwiązuje ten problem, jeśli tylko wybieramy właściwą aplikację do wysłania zdjęć, które mogą być dla nas ważne.

W ogóle uważam, że w przypadku cyfrowej łączności powinniśmy mieć kilka różnych, niezależnych kanałów komunikacji:

  • telefon — połączenia głosowe i SMS,
  • Messenger,
  • inny komunikator niż Whatsapp, ponieważ Messenger i Whatsapp paść mogą w tym samym momencie, jako część jednego ekosystemu — lepiej Telegram lub Signal (najbezpieczniejszy).

Jeśli padnie ekosystem Facebooka, być może Telegram i Signal będą działać.

Powiedzenie anglojęzycznych prepperów „two is one, what is none” w przypadku Messengera i Whatsappa nabiera jeszcze więcej znaczenia. Bo te aplikacje funkcjonują w jednym ekosystemie.

Chciałbym zwrócić waszą uwagę, że komunikacja i łączność z bliskimi to nie tylko wysyłanie wiadomości. To również jest ustawienie statusu na Facebooku. Wiem, że to części z was nie jest do niczego potrzebne i ja to rozumiem. Sam też niewiele wrzucam na FB.

Ale wyobraźcie sobie taką sytuację: przez waszą miejscowość przechodzi trąba powietrzna albo powódź. Albo niech to będzie wydarzenie mniejszej skali: wasz blok się pali i jest o tym mowa w wiadomościach. Ponieważ macie liczną rodzinę oraz wielu przyjaciół i znajomych, to nagle ci wszyscy ludzie zaczynają do was dzwonić: chcą dowiedzieć się, czy żyjecie, czy u was wszystko w porządku i nie potrzebujecie pomocy.

Wtedy jedną ręką odgruzowujecie samochód spod połamanych konarów drzewa, by pojechać nim do hotelu i przenocować, a drugą ręką będziecie odbierać wszystkie te telefony?

W takiej sytuacji aż się prosi, by wrzucić na Facebook informację: „tak, nasz dom został częściowo uszkodzony wskutek działania tej trąby powietrznej, samochód przywalony gałęziami, ale wszyscy żyjemy i prawie wszystko u nas dobrze, sysutacja sąsiadów wygląda gorzej, będziemy jechać do hotelu, nie potrzebujemy pomocy”. Albo wręcz przeciwnie: „potrzebujemy pomocy”.

Jeśli wrzucicie taką informację na FB to odejdzie wam spora część tych telefonów, które do was ludzie zaczną wykonywać. Będziecie mogli się zająć robotą. Być może dzięki temu szybciej uzyskacie pomoc od bliskich?

O takim sposobie komunikacji często zapominamy, bo jest to komunikacja mocno jednostronna: my wystawiamy jakąś informację, z której nasi bliscy korzystają. Ale ona też dla nich będzie w jakiś sposób użyteczna. Pozwoli im zachować spokój. Dobrze byłoby więc na taką okoliczność mieć przygotowane jakieś alternatywne miejsce do opublikowania tego typu treści. Może to być na przykład grupa naszych bliskich na Telegramie lub Signalu. Wtedy możemy informację wysłać jednocześnie do wszystkich, co jest zawsze wygodniejsze, niż wysłanie 20 SMSów lub jednego SMS do 20 osób. Tylko tę grupę trzeba zawczasu stworzyć, aby później wysłanie informacji było szybsze.

Kiedyś można było ustawić status na Gadu-Gadu. Wiem, że jeszcze niektórzy korzystają z tej aplikacji. Jeśli razem z bliskimi łączycie się za pomocą GG, to właśnie status ustawiony tam załatwi sprawę.

Bardzo chciałbym, żebyście przekonali swoich bliskich do posiadania alternatywnych form komunikacji z wami!

Awaria tego ekosystemu a biznesy online

Facebook co chwila proponuje nam prowadzenie sprzedaży z naszego sklepu również za pośrednictwem jego platformy. Im zależy na tym, by ludzie spędzali w tym ekosystemie jak najwięcej, bo oni z tego mają pieniądze.

I wiele biznesów korzysta z FB do jakiejś części swojej pracy. Jeśli jest to tylko jeden z kanałów dotarcia do klientów, albo kontaktu z nimi, to jest to OK. Ale na pewno nie może to być jedyny kanał kontaktu, to byłby z całą pewnością błąd. I to bez względu, czy sprzedajecie produkty w sklepie, produkty cyfrowe (szkolenia, ebooki), czy świadczycie różne usługi, np. myjecie ludziom samochody u nich na podwórku.

W każdym przypadku wasi klienci muszą mieć inny sposób łączności z wami. A wy musicie znać numery waszych klientów. Jeśli o to nie zadbacie, jednodniowy pad Facebooka może oznaczać jednodniową przerwę w waszej działalności zarobkowej. Jeden dzień, kiedy nie zarobicie pieniędzy. Lepiej tego unikać, prawda?

Inną gałęzią cyfrowej działalności, która bardzo oberwała przez tę awarię, byli influencerzy. Wiem, że wy się znowu będziecie z tego śmiać, bo to jest trochę zabawne, że ktoś świeci tyłkiem i cyckami do kamery, zarabia z tego pieniądze i nagle dzieje się tragedia, że nie może tego zrobić. Że nie działa Instagram i nie może wrzucić kolejnego zdjęcia, na którym świeci ciałem, reklamując kolejną odżywkę, kosmetyk czy bóg wie co jeszcze.

To się może wydawać zabawne, ale tak dziś wygląda świat i nie mamy się co na to obrażać. Na tego typu treści jest najwyraźniej zapotrzebowanie.

Nie trzymamy wszystkich jajek w jednym koszyku. Analogicznie, prowadząc biznes nie można się uzależnić od jednego tylko technologicznego giganta — niekoniecznie Facebooka, tak samo łatwo uzależnić się od ekosystemu Google (np. poczty na Gmailu i trzymania swoich treści na YouTube). Tak samo nie można być uzależnionym od jednego dostawcy usług, na przykład dostawcy hostingu.

Zwłaszcza wtedy, gdy za te usługi nie płacimy, jest to ważne. Nie płacimy FB za utrzymywanie tam fanpage’a, ani Instagramowi za nasze konto. My te usługi dostajemy za darmo w zamian za treść, którą dostarczamy serwisowi, ściągając ludzi, którzy chcą nas tam śledzić. De facto walutą, którą za to płacimy, jest Wasza uwaga.

Artur, zakładając Domowy Survival, zaczynał właśnie od bloga, który był w pełni pod jego (a potem naszą wspólną) kontrolą. Trzymaliśmy go na zarządzanej przez nas przestrzeni pod własną domeną. I oczywiście byliśmy zależni od dostawcy hostingu, ale kopię bazy danych zawsze mieliśmy gdzieś w bezpiecznym miejscu. Awaria tego bloga albo jego przypadkowe skasowanie (przecież mogliśmy sobie to zrobić sami, to się też zdarza) nie byłaby więc dla nas końcem świata. Moglibyśmy go przecież odtworzyć, bo mieliśmy kopię zapasową.

Po tym jak założyliśmy fanpage na FB, on stał się dodatkowym miejscem naszego działania. W dużym stopniu powielaliśmy treści z bloga. I przyzwyczajaliśmy was do tego, żebyście czytali nasze treści na blogu. To dawało nam szansę, że jak FB padnie, to fani jednak będą pamiętać, że blog istnieje i na niego wejdą, poszukując jakichś informacji, jak zbudować filtr do wody albo jak długo trzeba gotować wodę, by poddać ją dezynfekcji.

Jak zaczęliśmy działać na YT, to zaczęliśmy od razu embedować nasze filmy na blogu. Gdy YouTube padnie, to filmy na blogu padać nie będą, ale od jakiegoś czasu kopia zapasowa wszystkich naszych filmów jest w serwisie cda.pl i tam też można je oglądać (bo wszystkie nowe filmy się tam automatycznie ściągają).

My się musimy zabezpieczać nie tylko przed awarią, lecz także przed banem w takim serwisie! Możemy w dowolnym momencie dostać bana od FB czy YT, choć nie robimy raczej nic, co łamałoby ich regulaminy. Ale tam też pracują ludzie, którzy mogą się mylić. Ktoś może przejąć nam konto i wrzucić tam nagie zdjęcia lub filmy, co spowoduje ich permanentne usunięcie. FB czy YT może zmienić regulamin i na przykład stwierdzić, że od teraz nie chce mieć nic wspólnego na przykład z tematami dotyczącymi broni palnej — prywatne biznesy mogą przecież zmienić sobie regulamin do woli, prawda? (ja mam mieszane uczucia, bo to są jednak do pewnego stopnia monopoliści).

Dlatego założyliśmy niedawno na Telegramie odpowiednik fanpage’a oraz grupę dyskusyjną i odnośniki do nich dodajemy sukcesywnie do wszystkich filmów. Jesteśmy też na Twitterze. Niedawno naprawiliśmy forum. Z kolei wersje audio naszych treści są dostępne na Google Podcasts, iTunes i Spotify (a można je słuchać też na blogu!).

Docelowo chcemy też uruchomić newsletter, by móc wysyłać wam wiadomości o nowych artykułach na blogu, ale gdy zacznie się dziać coś złego, informacje o sytuacji i może do tego jakieś nasze rekomendacje. Bo jest szansa, że uda się mailing wysłać i on dotrze na wasze telefony, do waszych skrzynek pocztowych, póki jeszcze wszystko będzie działać.

Logowanie kontem FB / Google

I jest jeszcze jeden aspekt, o którym zapomniałem powiedzieć. Bardzo wygodne jest logowanie się do różnych serwisów za pośrednictwem konta FB lub Google. Ta funkcja jest dostępna w wielu sklepach internetowych i jakichś serwisach społecznościowych, albo na blogach czy innych serwisach tematycznych, gdzie trzeba się zalogować by uzyskać dostęp do treści.

Fajnie się z tego korzysta (również prowadząc sklep czy blog). To bardzo ułatwia życie. Ale trzeba dbać o tym, by nie była to jedyna metoda logowania do serwisu.

I my, jako użytkownicy, musimy pamiętać, żeby zakładać tam zawsze normalne konta, by w razie czego móc zalogować się loginem i hasłem — albo hasło przypomnieć, lub zresetować za pośrednictwem poczty elektronicznej.

Krzysztof Lis

Magister inżynier mechanik. Interesuje się odnawialnymi źródłami energii, biopaliwami i nowoczesnym survivalem.

Mogą Cię zainteresować także...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Notify me of followup comments via e-mail. You can also subscribe without commenting.

banner