Czeka nas trudny rok

Chciałbym pogadać dziś z Wami o tym, że czeka nas rok-półtora roku trudności, kłopotów, trudnych czasów. Opowiem, z czego to wynika, z jakimi problemami dokładnie się wiąże i jak możemy sobie z tym poradzić.

Rzadko formułuję przewidywania dotyczące przyszłości, bo nie jestem jasnowidzem, bo opieram się o przewidywania analityków, o informacje, które docierają z różnych źródeł. I na tej podstawie mogę wyobrażać sobie, co będzie się działo. I mam wrażenie, że czeka nas przede wszystkim drożyzna.

Mamy w Polsce w tej chwili, ostatni odczyt, inflację na poziomie prawie 14%. To tak, jakby pieniądze zarobione przez każdego z nas w ciągu ostatnich 50 dni wyparowały tak o, tylko na pokrycie tego, co stracimy przez inflację. Inflacja jest bardzo wysoka. Politycy mówią, że nie trzeba się przejmować, że kiedyś było gorzej. Analitycy bankowi uważają, że szczyt tej inflacji będzie pod koniec roku i że gorzej jeszcze będzie. Ja raczej obawiam się tego drugiego scenariusza.

Ceny paliw i gazu

Że jest drożyzna na stacjach, to już wiemy. Obawiam się, że to nie jest ostatnie słowo. Nie bez przyczyny w tych pylonach na stacjach montuje się nowe wyświetlacze, żeby było miejsce na 4 cyfry, jedynkę z przodu. To wynika z tego, że na rynkach światowych ceny paliw bardzo wysoko podrożały. I nie chcę tutaj wchodzić w dywagacje na temat tego, czy Orlen, Lotos, czy państwowe spółki mogłyby obniżyć ceny paliw, czy by tego zrobić nie mogły. Są różne opinie. Jest jak jest. Nie mamy na to wpływu. Nasz wpływ ogranicza się wyłącznie do tego, żebyśmy mniej zatankowali.

Podobny problem jest z gazem ziemnym. Rosja komunikuje, że wskutek awarii, problemów technicznych, przebudowy remontów, będą utrudniać dostawy gazu Nord Streamem i tym gazociągiem co idzie do Turcji. Putin po prostu przystawia gazowy rewolwer do głowy i chcę grać z Europą w rosyjską ruletkę. Do Polski rosyjski gaz już dawno nie dopływa, mamy go z innych źródeł, ale można się spodziewać, że jego ceny jeszcze wzrosną. Nasze podziemne magazyny gazu są pełne już chyba w 100%, ale pojawiają się jednak mimo wszystko głosy, że ryzykujemy przerwami w dostawie gazu zimą. I ze względu na to, jak skonstruowany jest rynek gazowy w Polsce, one w pierwszej kolejności dotkną nie gospodarstw domowych, odbiorców indywidualnych, tylko przemysłu, w drugiej kolejności ewentualnie energetyki, dopiero gdzieś tam na końcu są szpitale, osiedla i domy jednorodzinne.

Więc o ile nie będzie ryzyka, że nie będziemy mieli czym ogrzać domu, to możemy oberwać pośrednio, jeśli w firmie, w której pracujemy, gaz jest istotnym źródłem kosztów. Znaczy wiecie, ja mówię tylko o tym, że tego gazu raczej nie zabraknie. Nie o tym, że on może jeszcze dużo podrożeć.

W skali gospodarstwa domowego raczej nie musimy się obawiać braku gazu, natomiast musimy się liczyć z tym, że on podrożeje. Z drugiej strony możemy pośrednio oberwać przez to, że nasza piekarnia czy nasza mleczarnia, w której pracujemy, nie będzie w ogóle mogła z tego gazu korzystać przez wyłączenia, przez braki gazu na rynku. I ten właśnie pośredni efekt może jak najbardziej wystąpić.

To samo dzieje się z węglem. Mają być kartki na węgiel, mają być gwarantowane ceny tego węgla. Wcale nie ma pewności, że sprzedawcy będą chcieli z tych dopłat do węgla korzystać. Więc ogólnie no nie jest wesoło. I tak jak zawsze mówiliśmy, że warto mieć zapas opału przynajmniej na najbliższy sezon zawsze naprzód, no to nie jest dobrze.

W kontekście poradzenia sobie z tym energetycznym paliwowym kryzysem na zimę ostatnio był materiał na kanale. A tutaj link do znacznie starszego materiału z bardzo długą listą rzeczy, co można zrobić, kiedy ogrzewanie przestanie działać. Uważam, że warto jest się z tym zapoznać. Tak, ja wiem, że się jeszcze nie zaczęło lato, nie? W chwili, kiedy nagrywam te słowa, jest około 33 stopni, ale jeszcze jest kalendarzowa wiosna.

Ale musimy o tym rozmawiać już teraz, bo czas na modernizację systemu grzewczego, na zamianę kotła takiego na inny czy na docieplenie domu jest wtedy, kiedy jest ciepło, a nie wtedy, kiedy ten dom trzeba ogrzewać. Najlepszy moment na takie rzeczy był w zeszłym roku, 2 lata temu. W przyszłości chyba lepiej nie będzie. Chociaż są już pierwsze oznaki tego, że materiał budowlany, np. styropian, mogą zacząć tanieć.

Ponieważ wszystko podrożeje, ponieważ może nie być tego gazu, powinniśmy się spodziewać i przygotować również na lokalne wyłączenia prądu, na lokalne braki energii elektrycznej. Gdy wszyscy rzucą się na ogrzewanie elektrycznymi grzejnikami i farelkami czy nawet pompami ciepła. Trochę odchodziliśmy od tych źródeł, bo prąd był zawsze droższy w porwaniu do gazu czy węgla, czy drewna, ale jak nie będzie wyboru, ludzie odpalą te wszystkie elektryczne źródła ciepła, które jeszcze mają. Jak nie masz choćby farelki w domu, no to teraz jest moment, żeby ją kupić. Nie w październiku, nie w grudniu.

Wzrost cen i deficyt żywności

To, czego się obawiam, to również wzrost cen żywności. Przez wojnę w Ukrainie Putin de facto używa żywności i widma głodu jako broni, straszaka na Europę. Próbuje przekonać Europę, żebyśmy naciskali na Ukrainę, żeby się szybciej poddali, to on wtedy odblokuje ten dostęp do żywności, nie? Skurwysyństwo, tak, nie bójmy się tego powiedzieć.

I my w Polsce głodować nie będziemy, tej żywności dla nas nie zabraknie, ona po prostu może stać się droższa. Może się okazać, że nie stać nas na mięso, ale znów mogą oberwać przez to właśnie jakieś gałęzie przemysłu, przemysł przetwórczy, hodowla bydła czy produkcja mleka. Może się okazać, że gdzieś pośrednio oberwiemy przez wzrost cen żywności czy paszy.

To może oznaczać też problemy w hotelarstwie, w gastronomii. Wakacje nad morzem mogą nie być tanie i przyjemne.

Rozwiązania

No dobra, to trochę sobie poopowiadaliśmy o tej puszce Pandory, którą de facto otworzył Putin. O tym, co wydaje się, że nas czeka. Ale jak sobie z tym poradzić? To, na czym mi najbardziej zależy, to jest, żebyście skupili się na rzeczach, na które macie wpływ. Żebyście przejmowali się tym, co jest pod Waszą kontrolą, a w mniejszym stopniu przejmowali się czymś, co od Was zupełnie nie zależy.

Ważne jest to, że dla naszego zdrowia psychicznego, dla naszego świętego spokoju, dla takiej równowagi psychicznej bardzo ważne jest skupienie się na konkretnych rzeczach do załatwienia, na konkretnych problemach do rozwiązania, a nie na tych problemach czy na tych zagrożeniach, na które nie mamy wpływu.

Żaden z nas nie jest w stanie zatrzymać wojny w Ukrainie, dlatego musimy się skupić na tym, żeby minimalizować skutki tej wojny dla nas i dla naszych rodzin. Wzrost cen żywności wynika częściowo z wojny, częściowo z antropogenicznych zmian klimatu. Warto jest ograniczać emisję gazów cieplarnianych. Warto, żeby każdy z nas podejmował świadomie takie decyzje, np. wybierał autobus zamiast samochodu, rower najlepiej. Rezygnował z wołowiny. Mniej kupował. Zużywał mniej prądu.

Ale to, że ja będę oszczędzać energię, że zrezygnuję w ogóle z samochodu, tak jak staram się już to robić, do magazynu sklepowego jeżdżę zamiast raz w tygodniu, raz na 2 tygodnie. Jak ta benzyna będzie dalej drożeć, przestanę w ogóle tam jeździć samochodem, przesiądę się na rower. Każdy z nas powinien robić takie rzeczy, ale te nasze decyzje nie odwrócą globalnych trendów w zakresie zmiany klimatu.

Więc trzeba to robić, trzeba naciskać na polityków, ale nie skupiać się na zmianach klimatu. Raczej walczmy ze skutkami. Skutkami, z którymi możemy sobie poradzić, niż z przyczynami, na które każdy z nas nie ma żadnego wpływu. Zmiany klimatu to więcej upałów, susze, to ryzyko katastrofalnych zjawisk pogodowych. Na to można próbować się przygotować. Był zresztą na ten temat osobny materiał na kanale. To trzeba robić, na tym się skupiać.

Podobnie jest z cenami żywności. To jest prawdopodobnie ostatni dobry moment na to, żeby kupić większą ilość żywności, żeby mieć ją w zapasie. Tylko kupujcie produkty, które zjadacie na co dzień. Niech ten film obejrzy kilkadziesiąt tysięcy osób i każda z nich kupi 10 kg ryżu. To i tak nic nie zmieni w światowej gospodarce. To, że zrezygnujemy z mięsa i zastąpimy je warzywami nie obniży cen chleba ani tych warzyw, choć spowoduje ulgę dla domowego budżetu.

Więc warto to zrobić, ale warto skupić się na problemie: „Żywność będzie coraz droższa, co mogę z tym zrobić?”. Czyli kupujcie przede wszystkim to, co sami zjecie. Jeśli nie macie zapasu produktów, z których robicie codziennie obiady, nie kupujcie wyspecjalizowanych racji żywnościowych. A jeśli już je kupujecie, np. u mnie w sklepie, to nie kupujcie całego kartonu czy dwóch nie spróbowawszy, czy ten produkt Wam smakuje. To będą zmarnowane pieniądze, jak się okaże, że Wam nie smakuje. Znaczy zawsze możecie to sprzedać, powiedzmy, że z niewielką stratą. Ale jakieś pieniądze stracicie, tak? Dostępność tych produktów wraca do normy, więc lepiej kupcie po jednym produkcie każdego rodzaju, spróbujcie i potem zamówcie więcej.

Ale przede wszystkim oszczędzajcie, odkładajcie pieniądze na czarną godzinę. Jeśli nie macie w tej chwili bufora finansowego na kilka miesięcy życia, naprawdę nie powinniście wydawać na przygotowanie na sytuacje awaryjne więcej niż kilkaset złotych na, nie wiem, filtr do wody, bo to jest jedna z rzeczy najważniejszych. Ale nie róbcie dużego zapasu żywności, jeśli nie macie poduszki finansowej na kilka miesięcy życia. Te oszczędności w razie czego ochronią Wasze rodziny od bankructwa. I może nie trzymajcie całości w złotówkach. Inflacja w USA i w strefie euro też jest wysoka, ale jednak znacznie niższa niż w Polsce.

Jeśli macie jakieś konkretne pytania dotyczące tego, jak się przygotowywać, śmiało wpisujcie je proszę w komentarzach poniżej. Będę starał się odpowiadać i będzie to dla mnie punkt wyjścia do nowych materiałów.

Krzysztof Lis

Magister inżynier mechanik. Interesuje się odnawialnymi źródłami energii, biopaliwami i nowoczesnym survivalem.

Mogą Cię zainteresować także...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Notify me of followup comments via e-mail. You can also subscribe without commenting.

banner