Czy człowiek poradzi sobie bez swojego „stada”?

W dzisiejszym filmie zastanowimy się nad tym, jakie znaczenie ma w kryzysowych sytuacjach bycie członkiem „stada” i czy może nie jest przypadkiem łatwiej przeżyć samemu, w myśl strategii samotnego wilka. Film stanowi odpowiedź na pytanie, czy może raczej obszerny komentarz jednego z Was.

Oglądam Domowy Survival od dłuższego czasu (nawet czuję się wyróżniony, że kiedyś moja odpowiedź padła na łamach kanału) i tak sobie myślę o następującej sytuacji:

1. Nadchodzi jakiś prawdziwy kataklizm – wojna, powódź, epidemia, komunizm 😛
2. Ewakuujemy się na jakąś działkę, domek letniskowy, pole kempingowe, las
3. Po kilku-kilkunastu dniach żegnamy się z „tego łez padołem” ze względu na: odwodnienie, brak pożywienia, jakąś chorobę zakaźną, bo nie mamy dostępu do medycyny, a będąc częścią 4 osobowej rodziny (przy 2 małych „prawie pieluchowych” dzieci) nie poradzimy sobie z pozyskaniem tego wszystkiego dla całej rodziny.

To mi się podoba w Twoim podejściu do „nowoczesnego survivalu”, że nie jest to bushcraft (który sam w sobie można traktować raczej jak sport), ale raczej myśleniem „pragmatycznym”.

Warto zauważyć jeszcze jedną rzecz: ile przeżyje samotna pszczoła czy mrówka, czy pojedyncza surykatka ma jakiekolwiek szanse, czy jakiekolwiek zwierzę stadne poradzi sobie odłączone od stada?

Człowiek od zawsze był stadny, budował cywilizacje – wyjście w tym momencie „wyjście z plecakiem do lasu na czas wojny” to tak naprawdę skreślenie całego dorobku ludzkości. Nawet jak taki ktoś przeżyje kilka miesięcy (bo już na pewno nie zimę w środku lasu) to pytanie czy będzie miał do czego wrócić.

Rozważanie może nieco bardziej filozoficzne, ale w praktyce oznacza: Okopać się w domu na ile to możliwe albo uciekać z niebezpiecznego miasta na jakąś ZAMIESZKAŁĄ wioskę…

W tym miejscu warto byłoby zaznaczyć, że wspierający nas w serwisie patronite.pl mogli ten film oglądać już 2 dni wcześniej i w dodatku bez reklam. 🙂

Osobiście uważam, że przetrwanie pojedynczego człowieka, czy pojedynczej rodziny, bez wsparcia ze strony społeczności jest dużo trudniejsze, jeśli nie w ogóle niemożliwe.

O przetrwaniu w myśl strategii samotnego wilka już kiedyś mieliśmy materiał. Słusznie zauważył autor wiadomości, że przetrwanie w pojedynkę w głuszy całego roku jest niemal niewykonalne, a poziom trudności rośnie jeszcze bardziej, gdy musimy zaspokoić wszystkie potrzeby całej rodziny.

Zresztą życie bez wsparcia w dzisiejszych, normalnych czasach też jest trudne. Dotyka to w Polsce w szczególności mężczyzn, którzy popełniają samobójstwa jakieś 7-8 razy częściej, niż kobiety. Do tego szybciej umierają.

Przyczyn takiej sytuacji jest kilka i ktoś mógłby to przypisać toksycznemu patriarchatowi. Z całą pewnością dzieje się tak, bo mężczyźni nie umieją prosić o pomoc. W naszej kulturze nieradzenie sobie z czymś jest niemęskie. Prawdziwy mężczyzna powinien być samowystarczalny i umieć sobie poradzić ze wszystkim. To powoduje, że nie proszą oni o pomoc, nie chodzą także do lekarzy, wierząc, że ten ból (będący na przykład objawem choroby nowotworowej), a ostatecznie umierają (zbyt) młodo.

Zresztą identycznie jest w przypadku problemów psychicznych, dodatkowo jeszcze będących nierzadko tematem tabu. Problemy te, często biorące się np. z powodu dużej presji na osiąganie zawodowych sukcesów albo z kłopotów finansowych (np. bezrobocia) mogą kończyć się depresją i samobójstwem.

Kobietom łatwiej jest prosić o pomoc, zresztą kobiety też z większą łatwością budują wokół siebie sieci osób, które mogą im udzielić wsparcia. Mężczyźni zazwyczaj tego nie potrafią.

Mając wybór:

  • pozostać w domu, w znanym otoczeniu, w mieście,
  • wyjechać na zamieszkałą wieś,

wybrałbym to pierwsze rozwiązanie.

Na pewno w sytuacji awaryjnej nie chciałbym znaleźć się wśród ludzi, dla których jestem obcy. Byłbym tam niczym uchodźca, a jakie Polacy często miewają podejście do uchodźców to chyba wszyscy wiemy…

Dlatego jestem gorącym zwolennikiem teorii lansowanej przez Rawlesa, autora survivalblog.com oraz książki „How to Survive The End Of The World As We Know It”, że najlepiej jest po prostu przeprowadzić się do tego azylu, bezpiecznego miejsca, w którym chcemy przetrwać trudne czasy. Dzięki temu mamy szansę zżyć się z tamtejszą społecznością, co pozwoli nam liczyć na ich pomoc w tych trudnych czasach, gdy już nadejdą.

Wybrałbym pozostanie w mieście, bo tam łatwiej będzie mi o to wsparcie.

Osobną kwestią jest budowanie sobie takich sieci wsparcia już teraz. Uważam, że jest tu w naszym środowisku wiele do zrobienia i czuję, że też i ja tu muszę trochę popracować. I nie mam tu, broń Boże, na myśli budowania grup skupionych wokół przygotowywania się na sytuacje ekstremalne — złożonych wyłącznie z osób o przydatnych umiejętnościach, tj. lekarzy, budowlańców, mechaników samochodowych, rolników i żołnierzy. Nie o to chodzi.

W zupełności wystarczy, by każdy z nas miał paczkę przyjaciół, na których może polegać. Ale tak naprawdę polegać. Nie takich, z którymi się tylko raz na parę tygodni spotykamy na chlanie albo na wędkowanie. Takich, z którymi rozmawiamy o swoich problemach, którym pomagamy w rozwiązywaniu ich kłopotów i którzy mogą pomóc także nam.

W czasie poważnego kryzysu nie będzie miało znaczenia, że ci ludzie nie mają swojego zapasu ryżu i karabinów. Tym możesz się z nimi podzielić. Łatwiej kupić dwa czarnoprochowce z amunicją i 100 kg ryżu więcej, niż zatrudnić dwóch lojalnych przyjaciół.

Krzysztof Lis

Magister inżynier mechanik. Interesuje się odnawialnymi źródłami energii, biopaliwami i nowoczesnym survivalem.

Mogą Cię zainteresować także...

4 komentarze

  1. aqq pisze:

    Temat wyczerpany – komentarz zbędny. Więc pytanie: co z ciastkami Trek’n Eat?????? w Karaluchu nie ma. Przestali produkować? Pozdro

    • Krzysztof Lis pisze:

      Nie umiem w tej chwili odpowiedzieć na to pytanie. Badam temat.

      • Aqq pisze:

        ok. czekam. P.s. Kupiłem od Was KellyKettle… muszę zrobić „wyścigi” w gotowaniu wody Kelly vs czajnik.. Rewelacyjne urządzenie. O wynikach poinformuję. Pozdrawiam

  2. M pisze:

    Czy możemy nawzajem podzielić się wnioskami z czasu epidemii.

    Mój pierwszy wniosek to potęga wpływu mediów na zachowanie człowieka i całego społeczeństwa. Media mogą straszyć lub zaniżać zagrożenie, pomijać sprawy istotne, itp. Bardzo łatwo zrobić żeby człowiek na człowieka patrzył pełen lęku.

    Drugi wniosek ilość gotówki w bankomacie i banku jest ograniczona. Płatności elektroniczne sprawdziły się znakomicie pod warunkiem dostępu, ilości kodów itp. Mimo wysokiej ceny złota na rynku prawie nie było.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Notify me of followup comments via e-mail. You can also subscribe without commenting.

banner