Czy musimy dążyć do stuprocentowej samowystarczalności?

Dyskusja pod ostatnim moim wpisem o serialu NatGeo „Czekając na apokalipsę” schodzi trochę w stronę samowystarczalności. I tego, że lepiej jest przygotowywać się na gorsze czasy w środowiskach wiejskich.

Ma to oczywiście pewne zalety, których istnienia zaprzeczać nie zamierzam. Sam tu przecież napisałem o survivalowych korzyściach z wyprowadzki na wieś, a potem opublikowałem wpis Krzyśka (gdy jeszcze nie miał osobnego konta na blogu) o tym, że ideałem byłoby mieszkać na wsi w domu autonomicznym. Tyle tylko, że to nigdy nie jest łatwe, bo:

  • sama przeprowadzka na wieś nie wystarczy, a niekiedy nawet po dwóch pokoleniach wprzód rodzina przeprowadzona z miasta będzie traktowana jak obcy,
  • jakoś trzeba zarabiać na życie, a na wsi pracy nie ma, zaś dojeżdżanie do miasta do pracy zeżre masę pieniędzy,
  • że nie wspomnę o dowożeniu dzieci do szkół, na zajęcia pozalekcyjne, opłaceniu akademika czy wynajmu mieszkania dla studenta,
  • tak naprawdę zbudowanie domu w pełni autonomicznego energetycznie jest niemal niewykonalne (bardzo, bardzo, bardzo kosztowne!), albo wymaga sporych wyrzeczeń,
  • autonomia żywnościowa jest niemal niewykonalna, jeśli się temu nie poświęci pełnego etatu rolnika (dodam, że nie uważam wegetarianizmu za wyjście z sytuacji, bo jest wbrew naturze).

Tak na dobrą sprawę osiągnięcie pełnej niezależności, samowystarczalności, autonomii pod każdym względem, jest nierealne. Nawet w wydaniu kilku rodzin, ściśle ze sobą współpracujących.

A skoro tak, to odpuśćmy dążenia do niego za wszelką cenę!

Gdy mnie ktoś o to zapyta, odpowiem, że łatwiej przygotować się na gorsze czasy na wsi. Ale nie uważam, by każdy mieszczuch musiał teraz na gwałt szukać taniego domu do kupienia i zmodernizowania na nowoczesne, survivalowe domostwo. Czyli dom + budynki gospodarcze + kurnik i hodowla królików + turbina wiatrowa + pompa do wody + przydomowa oczyszczalnia ścieków + szklarnia + ogród + las na opał. Mam wrażenie, że znacznie lepszym wyjściem dla osób mieszkających na wsi, będzie przekształcenie w cel ewakuacji swojej działki, zawczasu wyposażając ją w szereg udogodnień.

Musimy pamiętać o jednym: handel w takiej czy innej formie istniał zawsze, od zarania dziejów. Nie było sytuacji, w której handel by zamarł. Skoro nie sposób zapewnić sobie autonomii pod każdym względem, warto iść w innym kierunku.

Lepszym wyjściem wydaje mi się następujące podejście:

  • zapewniamy sobie 100% samowystarczalność żywnościową na rok (zapasy + ogród),
  • w dłuższym okresie produkujemy jakiś spory ułamek żywności (kalorii) samodzielnie, np. 50%,
  • zapewniamy sobie trwałą, 100% samowystarczalność pod kątem wody i ścieków (studnia, zbieranie deszczówki, przydomowa oczyszczalnia ścieków lub awaryjnie toaleta kompostująca),
  • organizujemy sobie trwałą samowystarczalność energetyczną (ciepło zwłaszcza) na poziomie powiedzmy 10-50% naszych normalnych potrzeb (50% ciepła, 10% dla energii elektrycznej),
  • specjalizujemy się w jednej lub kilku umiejętnościach, w których będziemy nieźli, przydatnych w gorszych czasach (a więc nie programowanie w PHP czy stosunki międzynarodowe),
  • gromadzimy zapas pieniędzy (nie tylko papierowych),
  • całą resztę naszych potrzeb realizujemy za pomocą pieniędzy — zarobionych lub zaoszczędzonych.

Nawet w czasach najgorszych kataklizmów po jakimś czasie sytuacja wraca do czegoś przypominającego normę. Pojawi się handel, być może przez pewien czas tylko handel wymienny, potrzebne towary znowu będą dostępne. Być może w pewnym okresie będą bardzo drogie (jak chleb w Bogatyni), ale później sytuacja wróci do normy, gdy popyt się zwiększy (albo podaż spadnie) podaż się zwiększy, albo popyt spadnie. Dlatego musimy się przygotować by w miarę bez szkody przetrwać ten okres przejściowy, a nie za wszelką cenę dążyć do stuprocentowej autonomii pod każdym względem.

Survivalista (admin)

Artur Kwiatkowski. Magister inżynier, posiadacz licencjatu z zarządzania. Samouk w wielu dziedzinach, ale nie czuje się ekspertem w żadnej. Interesuje się zdrowym życiem i podróżami. I przygotowaniami na trudne czasy, rzecz jasna!

Mogą Cię zainteresować także...

21 komentarzy

  1. Przemek pisze:

    Mam trochę inne zdanie niż TY. Mieszkam na obrzeżu małego miasta (15 tyś os.)do większego, gdzie jest sporo miejsc pracy mam jakieś 20 km. Do szkół podstawowych i gimnazjum dowożą darmowe autobusy szkolne (1,5 km), a szkoły średnie są oddalone o 3 km. Uczelnie wyższe 20 km.

    Od dziecka zajmuje się rolnictwem. Wcześniej pomagałem a teraz wszystko robię sam. Dodatkowo studiuje zaocznie i pracuje w tygodniu. Co prawda 6 ha pola to nie jest dużo, ale wystarcza aby mieć dodatkowe pieniądze i zaspokoić swoje potrzeby żywnościowe ( jajka, mleko, masło kilka rodzajów drobiu, wieprzowina, jabłka, gruszki, śliwki, orzechy, winogrona, truskawki, maliny, porzeczki, pomidory, papryka, ziemniaki i wszystkie warzywa).
    Czasu na to nie potrzeba zbyt wiele, 3 godziny dziennie przez 2 tyg na wiosne i 2 tyg na jesień oraz 3 dni w trakcie zbiorów. a pozostałe prace zajmują 2h dziennie.

    Co do domu autonomicznego muszę się zgodzić, ale można zmniejszyć zapotrzebowanie. Większość osób mi znanych zbiera deszczówkę, np. do podlewania roślin. Przydomowa oczyszczalnia wychodzi taniej niż kanalizacja, zwraca się po 3-4 latach. Jeszcze są studnie z krystalicznie czystą, smaczną i odpowiednio schłodzoną wodą. Więc zostaje tylko prąd i opał. Kilka osób ma małe wiatraki o śr około 3m zbudowane z silnika od prali automatycznej z magnesami neodymowymi. A opał to głowie węgiel ale drewna jest też pod dostatek tylko ścinać nie wolno, ale w sytuacji kryzysowej wycinka drzew nie będzie problemem.

    Mi pozostało do zrobienia jeszcze: elektrownia wiatrowa, studnia i oczyszczalnia przydomowa, ale to plan na przyszły rok.

    • Survivalista (admin) pisze:

      8h etatu + 3h dojazdu do domu + 2h pracy na gospodarstwie codziennie? Nierealne to jest moim zdaniem. A tak właśnie będzie wyglądało dążenie do samowystarczalności u kogoś, kto pracuje w dużym mieście.

      W przypadku miejscowości mniejszych, jest znacznie łatwiej. Bo i korki mniejsze, i koszty życia mniejsze, i nieruchomości tańsze. W przypadku Warszawy, 20 km od popularnych dzielnic biurowych (np. Służew) to lekko licząc godzina drogi codziennie rano i po południu. A w tej odległości od miasta nie sposób kupić dużej działki za nieduże pieniądze.

      Trwałym rozwiązaniem byłaby wyprowadzka dalej od dużych miast, ale to często oznacza zerwanie więzów z rodziną, zmianę ścieżki kariery. Doskonale rozumiem, czemu wielu ludziom to może nie odpowiadać.

      • Przemek pisze:

        Dlaczego 3h dojazdu? Mi dojazd z i do pracy w większym mieście zajmuje 30 min dziennie. Masz małe pojęcie o rolnictwie. Poniżej 50 ha jest mało opłacalne. Czasy gdy z małego pola można było wychować 3 dzieci, zbudować dom minęły dawno, dlatego da większości rolników małych gospodarstw jest to tylko praca dodatkowa i pracują w weekendy na polach żądz po zmroku.

        Mieszkanie w małym mieście ma wiele korzyści ale główna wadą jest mało miejsc pracy dla specjalistów po szkołach wyższych. Duże miasta są głównie miejscem pracy i prostej rozrywki.

        • Survivalista (admin) pisze:

          Przecież nikt tu nie pisał, by się z tej gospodarki utrzymać. Ponieważ jest to nierealne dla większości z nas, jedynym rozwiązaniem byłoby tylko etat + gospodarstwo na własne potrzeby żywnościowe, a to zajmie właśnie te wspomniane przez Ciebie 2 h dziennie. To też jest nierealne.

          Wiem jak wyglądają dojazdy do Warszawy z podmiejskich okolic. Spokojnie może to zająć półtorej godziny, a wciąż możesz mieszkać co najwyżej w okolicy, w której działki są cholernie drogie.

  2. Gregor pisze:

    Nie zgadzam się z niektórymi opiniami. W dobie drożejącej ropy i powszechnego internetu telepraca jest coraz bardiej popularna. Można spokojnie mieszkać na wsi, trzeba tylko zainwestować w dobry internet. Do miasta można raz na tydzień pojechać. Autem, póki się da, a na przyszłość lepiej zainwestować w wieś, która jest do 10 km od najbliższej stacji kolejowej (kolej rozkwitnie w świecie „bez” ropy).

    Oświetlenie i podstawowe urządzenia elektryczne na 12V (lodówki też takie są) można wykombinować wiatrem, czy mini elektrownią wodną, jak ktoś ma taką możliwość. Studnia i ścieki to nie problem, opał (drewno) to także nic, jak się mieszka niedaleko lasu, potrzeba tylko czasu.

    Idealna wydaje mi się wioska do ok 20-25 km od dużego miasta, niedaleko linii kolejowej, lasu i rzeki. I wżenić się w kogoś z tej wsi, żeby nie być tym obcym 🙂

    • Survivalista (admin) pisze:

      Telepraca jest coraz bardziej popularna. Mimo to, wciąż jest bardzo mało popularna. Ograniczając się tylko do etatów, w których telepraca jest możliwa, skreślasz tak (na moje oko) z 95% ofert pracy na rynku.

      Też uważam, że warto szukać miejsca zamieszkania w pobliżu linii kolejowej. Wtedy nawet w momencie, w którym jesteśmy zmuszeni szukać pracy w dużym mieście, dojazdy nas nie zabiją — czasowo i finansowo. A zawsze można coś w pociągu poczytać. PKSy też rozkwitną w świecie drogiej ropy. 🙂

      Lodówki na 12V działają jako absorpcyjne, zużywając mnóstwo prądu. Są bardzo nieefektywne, dlatego stosuje się je tylko tam, gdzie nie mają działać w trybie ciągłym.

  3. Silidan pisze:

    „[…] później sytuacja wróci do normy, gdy popyt się zwiększy (albo podaż spadnie).” – chyba odwrotnie: podaż się zwiększy, a popyt spadnie.

  4. Viking pisze:

    Na Śląsku i Jurze Krakowsko-Częstochowskiej mamy łatwiej bo tu w sumie co chwila duże miasto a już w takim Siewierzu który jest oddalony o 30 min drogi samochodem od Katowic można spokojnie żyć jak na wsi, tanio kupić działke. Mi w obrębie miasta czasem dojazd gdzieś zajmuje z godzine – w tym czasie można dojechać autem albo nawet pociągiem do Zawiercia a z tamtąd w 15 min na wieś…

  5. panika2008 pisze:

    Wegetarianizm wbrew naturze? w00t?

    • Mariusz pisze:

      Też jestem w szoku 😀 Na ten temat można by sporo dyskutować chociażby dlatego, że układ pokarmowy i inne elementy budowy i funkcjonowania ciała człowieka są dostosowane do pokarmu roślinnego (m.in. długie jelita, skład śliny i soków trawiennych, zęby siekające i rozcierające pokarm). Także z tym wegetarianizmem temat nie jest jednoznaczny jak autor tu przedstawia z taką pewnością. Sam nie spożywam mięsa od 10 lat, zaś moja dziewczyna od urodzenia czyli 23 lata i mamy się świetnie. Zachęcam do zgłębienia tematu, a najlepiej spróbowania samemu;)

      „Patrik Baboumian, jest zwycięzcą niemieckich zawodów strongman z 2011 roku. Jest wegetarianinem od 9 lat. W 2012 roku zdecydował się przejść na dietę wegańską – dietę roślinną pozbawioną jakichkolwiek produktów pochodzenia zwierzęcego. Będąc już weganinem w 2012 roku zdobył tytuł Mistrza Europy w trójboju siłowym i pobił rekord Guinnessa w dyscyplinach siłowych. Przyznaje, że swoje najlepsze wyniki sportowe osiągnął właśnie dzięki diecie wegańskiej.”

      Pozdrawiam

      • Mariusz pisze:

        Aaaa polecam również książę Scotta Jurka „Jedz i biegaj”. Ultramaratończyk opowiada o swoim życiu, filozofii i wegańskiej diecie. Czy można przebiec ponad 266 km w ciągu doby? Czy można bić rekord za rekordem? Czy można zmierzyć się z legendarnymi, najlepszymi długodystansowcami świata z plemienia Tarahumara? Można. Ale czy można zrobić to wszystko będąc jednocześnie weganinem? Można.

  6. BiegamPoLesieIJemNietoperze pisze:

    może zrobimy jakieś forum?

  7. Michał pisze:

    tak naprawdę zbudowanie domu w pełni autonomicznego energetycznie jest niemal niewykonalne (bardzo, bardzo, bardzo kosztowne!), albo wymaga sporych wyrzeczeń,

    Mylisz się kolego, takie domy się buduje i są coraz popularniejsze – nazywa się to dom pasywny. Koszt budowy takiego domu jest większy o około 20% od tradycyjnych technologii, jednak poniesione większe wydatki zwracają się w niedługim okresie. Ogrzanie takiego domu wymaga 10 razy mniej energii w porównaniu ze standardowym budownictwem. Dodatkowo w przyszłym roku startuje program dofinansowania budowy takiego domu ze środków nfoś.

    http://pl.wikipedia.org/wiki/Dom_pasywny

    Do takiego domu dorzucamy ogniwa fotowoltaniczne i mamy dom autonomiczny energetycznie.

    • Rzecz w tym, że akurat ogrzewanie jest najprościej zorganizować samodzielnie, samowystarczalnie. Jedyne, co potrzeba, to kawałek lasu i własna praca.

      Z wytworzeniem prądu jest znacznie trudniej, niż z wytworzeniem ciepła…

  8. Raffie pisze:

    Poza tym że mieszkam na wsi, nie jest rolnikiem, przeprowadzilem sie tutaj rok temu i nie zgadzam sie z wiekszścią poglądów o jakich napisałeś (ale na polemikę nie ma tu miejsca) wytknę błąd rzeczowy w poprzednich komentarzach.

    Lodówki na 12v są jak najbardziej kompresorowe a nie tylko absorbcyjne. Popatrz sobie na ofertę lodówek waeco/engel/national luna dedykowanych dla samochodów 4×4. Sam mam taka lodówke (może nie wielką ale maleńka też nie jest) która na codzien stoi i działa w domu na 12v jeśli jest to konieczne a jak trzeba to ją zabieram do samochodu.

    Poza tym jak zwykle niezły artykuł, byle tak dalej..

  9. mk7474 pisze:

    a myśleliście nad tym, jakie zwierzęta chować i jakie rośliny uprawiać? wg mnie najbardziej survivalowym zwierzęciem jest chyba królik. szybko się rozmnaża i na ich odchowanie nie potrzeba wydawać kasy na karmę – trawę, chwasty, gałązki, można znaleźć wszędzie, a poza tym nocą zjadają własne odchody, wiec pokarm dobrze wykorzystują.
    z roślin, które nie potrzebują wiele terenu bo może rosnąć w górę, a można spożywać w wielu formach, jest winogrono, wysokokaloryczne i można je suszyć, robić przetwory, przerabiać na alkohol, można też przetwarzać i spożywać jego liście.
    jeśli chodzi o trzodę, to wydaje mi się trudnym przypadkiem – potrzebuje specjalnego pożywienia, zamkniętych pomieszczeń, no i do uboju nadaje się tylko przez krótki okres czasu – nie da się jej „przechowywać” w stanie żywym, bo potem trzeba ją tak samo karmić bez dalszych przyrostów a mięso staje się coraz gorsze. po uboju będzie dużo mięsa, które trzeba będzie naraz przerobić i przechowywać, zaś króliki mają dużo mięsa, ale mogą być zużywane na bieżąco, bez potrzeby przechowywania ton mięsa, w międzyczasie dając kolejne pokolenia młodych.
    z roślin wydaje mi się, ze warto mieć orzech. mogą długo leżeć zasuszone a więc stanowić darmowe zapasy, są bogate w składniki odżywcze i wysokokaloryczne.
    macie jakieś przemyślenia lub doświadczenia w tym względzie?

    • dsb pisze:

      z tego co mi wiadomo to zywienie sie tylko miesem krolika moze doprowadzic do smierci glodowej wiec trzeba uwazac by dodac takze inne jedzenie

  10. Sebo pisze:

    Co do zwierząt to na 100% królik
    a co do roślin to polecał bym rośliny nie wymagające zapylenia(ostatnio wiele mówi się o wymarciu pszczół które zapylają większość roślin) np. zboża (chyba też kukurydza), rośliny bulwiaste np. ziemniak, marchew, piertuszka. (tylko to mi przyszło do głowy a co do 2 ostatnich nie wiem jak pozyskiewać nasiona )

  11. miedziak pisze:

    ja bym jeszcze zastanowił się nad przepiórkami, bo też są łatwe w hodowli, podobnie pszczoły. Do tego, co już wymieniliście z roślin dorzucił bym : kapusta, buraki, jakiś tytoń i marihuanę na handel, chociaż z tym ostatnim to bym się na początku krył aż bym nie wybadał środowiska. Warto by było pomyśleć przy okazji jakie jeszcze moje talenty mogły by się przydać na wiejskiej społeczności. Jestem z wykształcenia mgr. farmacji i już rozkminiam jakie leki oraz przydatne chemikalia był bym wstanie produkować na skalę półprzemysłową przy pomocy łatwo dostępnych i odnawialnych środków. Na stuprocentową samodzielność nie liczę bo jest ona nie realna. Wszystkie dzikie plemiona żyją, no właśnie w plemionach i żaden pojedynczy członek plemienia sam na dziczy nie wyżyje, a nawet jeśli to głęboko odciśnie się to na jego duszy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Notify me of followup comments via e-mail. You can also subscribe without commenting.

banner