Czy warto kupować wojskową odzież i sprzęt?

Kiedy przygotowywałem ostatni materiał o odzieży i rzeczach osobistych do zestawu ewakuacyjnego, zapomniałem odnieść się do tego, czy warto wybierać na trudne czasy ubrania wojskowe i sprzęt z demobilu.

Zrobimy to więc dzisiaj, w formie osobnego materiału.

Sam wojskowe ubrania lubię i chodzę w nich od dawna, co widać zresztą na filmach (także i na niniejszym). Mimo to nie mam przekonania, że są one najlepsze na każdą sytuację.

Zacznijmy może od dwóch historii. Pierwsza przydarzyła mi się, gdy będąc ubranym w jakąś wojskową kurtkę, w sklepie na wsi, w pobliżu której mam działkę, robiłem zakupy zaraz po wyjściu stamtąd kilku żołnierzy (albo pracowników innych, państwowych, mundurowych służb). Gdy płaciłem przy kasie, pani za ladą zdobyła się na odwagę, by zapytać mnie, dokąd to jedziemy — czy na jakieś manewry czy coś. Mimo faktu, że wyglądałem zupełnie inaczej (bo najpewniej miałem na sobie coś w kamuflażu flecktarn, moim ulubionym), zostałem przez nią myślowo wcielony w szeregi tej służby.

Inną historię z kolei gdzieś zasłyszałem. Ktoś w bojówkach (spodniach o wojskowym kroju, z kieszeniami na nogawkach) był u dentysty i rozmawiał z dentystką czy asystentką. Usłyszał, że ktoś taki jak on z pewnością nie będzie potrzebować znieczulenia (w domyśle — bo przecież jest w jakichś państwowych służbach).

Wyróżnij się i zgiń

Mam wrażenie, że w kryzysowych sytuacjach powinniśmy unikać bycia postrzeganymi jako żołnierze, jeśli nimi faktycznie nie jesteśmy. W dyskusji często pada argument o strzelaniu do niezidentyfikowanych zielonych ludzików przez siły własne i nieprzyjaciela, ale przecież nie trzeba aż posługiwać się przykładem wojny. Łatwo wyobrazić sobie, że ktoś ubrany w wojskowe ubrania, uciekający w tłumie ludzi przed powodzią z miasta, może zostać potraktowany jako niemalże dezerter, który zamiast pomagać innym (bo przecież jest w służbach), sam ucieka.

Ale chodzi także o to, żeby nie sprawiać wrażenia człowieka lepiej przygotowanego, niż inni. Gdy wszyscy będą głodni, nieogoleni i w brudnych ubraniach, nie chcesz na ich tle świecić ogoloną twarzą, głową i czyściutkim ubraniem z demobilu. Nie masz ochoty ściągać na siebie uwagi ludzi, którzy będą chcieli uratować cię od nadmiaru sprzętu i zapasów, które kupiłeś na trudne czasy.

Zresztą sprawa tyczy się nie tylko ubioru — podobnie jest np. z plecakami. Teraz używam Bail-Out Bag Helikona (recenzja będzie) i on wygląda trochę militarnie, choć ostatnio usłyszałem, że bardziej jak wzmocniony plecak do przenoszenia drona. Wcześniej nosiłem Wisport Sparrow przez dłuższy czas i doceniam wszechobecne w takich plecakach taśmy Molle. Jeśli ktoś ich bardzo potrzebuje, niech sobie kupuje takie plecaki, byle nie w maskujących barwach. Albo wybiera takie, które mają nieco inny krój tych taśm i wyglądają na bardziej cywilne (np. produkty Helikona z linii Direct Action: plecaki Dragon Egg i Dust czy torbę Messenger).

Żebyśmy się dobrze rozumieli — my się przygotowujemy po to, by poradzić sobie samemu (bez pomocy służb) i jednocześnie być w stanie pomagać innym. Ale nie chcemy, by te przygotowania stanowiły dla nas zagrożenie.

To jest pierwszy powód, dla którego nie uważam, by sprzęt wojskowy był zawsze najlepszy.

Drugi to jego jakość.

Jakość wojskowego sprzętu z demobilu kontra inne możliwości (np. sprzęt turystyczny)

Sporo osób utożsamia sprzęt wojskowy z wysoką jakością, bo wojsko to wojsko. I rozciąga tę logikę na wojskową broń, pojazdy, odzież i oporządzenie, czy nawet racje żywnościowe.

Trzeba jednak pamiętać, że wojsko zamawiając sprzęt i zaopatrzenie kieruje się szeregiem czynników, ale także ceną. Nie bez przyczyny, polscy żołnierze na misjach zagranicznych często zmieniają lub dokupują sobie sprzęt, bo ten im przez wojsko dostarczany nie spełnia ich oczekiwań.

Lepszą alternatywą wydaje mi się być sprzęt turystyczny, bo m.in.:

  • łatwiej go kupić, wcześniej oglądając go w fizycznym sklepie gdzieś w okolicy (sklepów z demobilem jest mniej),
  • produkowany jest z uwzględnieniem tego, że użytkownicy będą go testować i dzielić się krytycznymi opiniami w Internecie, a więc warto dbać o jego jakość,
  • nie wygląda na wojskowy 😉 .

A tak realnie patrząc, to trzeba się samodzielnie po prostu przyjrzeć temu zagadnieniu i każdy konkretny produkt rozpatrywać pod kątem użyteczności, jakości i ceny, a nie tego, czy jest wojskowy, czy nie!

Krzysztof Lis

Magister inżynier mechanik. Interesuje się odnawialnymi źródłami energii, biopaliwami i nowoczesnym survivalem.

Mogą Cię zainteresować także...

11 komentarzy

  1. Piotrek pisze:

    Myślę, że jeszcze jedna rzecz jest dość istotna. Kupuj sprzęt przeznaczony do tego do czego chcesz go używać. Wojskowy plecak ma system nośny przygotowany do troczenia oporządzenia taktycznego, broni amunicji i wojsko wie tam czego jeszcze. Niedociążony w ten sposób będzie po prostu mało wygodny. Kurtki z goretexu z pustynnej burzy są przygotowane na pustynie – do klimatu wybitnie suchego i gorącego. Buty nad kostkę… a po co Ci takie w mieście. Nie wspomnę o kamuflażu… Firmy turystyczne produkują świetny sprzęt również podzielony na zastosowania ale cywilne. Od dużych „kontenerowych” plecaków do przenoszenia dużej ilości ciuchów, wody i żarcia po specjalizowane rzeczy do bytowania w lesie, przeciskania się między skałami, pływania kajakiem itp… Wystarczy pomyśleć, przejrzeć katalog albo wybrać się do sklepu (nie wspomnę o różnicy w dostępności sprzętu turystycznego a wojskowego)

  2. szary pisze:

    Nie będę pastwił się nad „poradzić sobie samemu ” bo nie o tym ten wpis. Odniosę się do odzieży. Czasy takie że wszystko, właściwie absolutnie wszystko jest robione „bo dostawca/wykonawca był najtańszy”. Czy jest to w domenie publicznej czy prywatnej nie ma zupełnie znaczenia. To jak chodzimy codziennie a to jak będziemy jak już „wszystko piep..nie” to trochę różne sprawy. Ta codzienność oczywiście przekłada się na takie „codzienne” awaryjne sytuacje i tu się zgadzam że lepiej wyglądać jak cywil choć niekoniecznie „ciapa”. Pośród pokutujących „miastowych” mitów istnieją takie że „człowiek w ciapkach to menel”, „bezdomny” ostatecznie „wsiok”, czasem po prostu „biedak”. Owszem bywa i tak ale rozciąganie jednostkowych przypadków całą daną grupę to taki trochę „lemingrad”.
    Istnieje obecnie cała gama odzieży nazywanej „taktyczną” ze względu na funkcjonalność choć wyglądająca jak „cywilne” ciuchy i to za jakieś dość „śmieszne” jak na te czasy pieniądze. Weźmy takie spodnie CTP od Helikona czy nowości od nich w rodzaju spodni greyman tactical jeans (polecam) czy bluzy urban tactical hoodie (udana mutacja klasycznej bluzy z kapturem).
    Wokół rzeczy turystyczny chodziłbym ostrożnie. Dużo praktyczniejsze (a i wygodniejsze oraz tańsze) są częściej ciuchy z nalepką BHP. Oczywiście nie są to rzeczy na każdy dzień ale praktycznością i wytrzymałością biją wiele produktów których jedynym już atutem staje się „marka”.
    W zakresie plecków (które właściwie „ocierają” się o odzież) jest podobnie. Produkty „modne” są właściwie już tylko modne. Zero funkcjonalności. Podobnie ze sztukami „paramiltarnymi” które najczęściej są realizacją mało udanych projektów/wzorów sprzed czasem nawet czterdziestu lat. Nowe zaś „cywilne” wyroby to jaki technologiczny i konstrukcyjny niedorozwój skrojony pod dokładnie jednego człowieka mocno odbiegającego od przeciętnych kształtów i rozmiarów homo sapiens.
    O produktach plecakopodobnych nie będę wspominał.
    Wracając do odzieży. Jak się uporamy z jakością to może warto by umowny ciuch był dostosowany do rzeczywistości w danej chwili? Krojem, kolorem i fakturą. Jak się chowamy w lesie to właściwie chodzi o to że to w lesie i się chowamy i raczej „żarówiasta” pomarańczowa super turystyczna kurtka jest „o kant…”. A jak praktykujemy niewolnictwo w dużym mieście to powinniśmy raczej wyglądać jak niewolnik danej grupy. Bo nadal się chowamy.
    Nadal jednak powinno się pamiętać o jakości i funkcjonalności. I tu czasem i ciuch wojskowy się nada choć niekoniecznie w ciapki.
    A ciapki nie są takie złe chyba że w środku ciapek sieci ktoś co nie wygląda jak użytkownik ciapek a raczej ciapa 😀

    • Krzysztof Lis pisze:

      „Czasy takie że wszystko, właściwie absolutnie wszystko jest robione „bo dostawca/wykonawca był najtańszy”. Czy jest to w domenie publicznej czy prywatnej nie ma zupełnie znaczenia.”

      Przecież to jest właśnie KLUCZOWE.
      Gdy za produkt płaci jego użytkownik, producent dba, by był zadowolony.
      Gdy za produkt płaci urzędnik, producent ma mniejszą motywację, by użytkownik był zadowolony. Producent musi zadowolić urzędnika.

      Natomiast cała reszta Twoich spostrzeżeń pokrywa się bardzo mocno z moim punktem widzenia. 🙂

      • szary pisze:

        Wygląda na to że żyjesz w micie uogólnionego urzędnika 🙂 To nie ma znaczenia w sensie semantycznym. To jest kwestia konkretnych ludzi – kretynów albo nie.

      • Rafał M. pisze:

        Akurat sprzęt wojskowy bywa solidny. Bo zazwyczaj przechodzi testy przed wdrożeniem, natomiast w cywilnych sklepach szyją gdzieś na Dalekim Wschodzie i nawet nie przetestowali czy się nie popruje na drugi dzień.
        Ale sprzęt wojskowy jest też bardzo prosty i toporny.

        Na przykład samochody. Taki wojskowy Hummer wytrzyma wiele lat eksploatacji na bezdrożach. Ale pomijając nawet kwestię rozmiarów, zupełnie nie pasujących do europejskich miast, to w środku jest totalnie spartańsko. Nawet siedzenia nie mają tapicerki, jest goła blacha, a na niej poduszki z obszytej gąbki. Przy codziennej jeździe po drogach za wygodne to nie jest. Więc jeśli koniecznie chce się mieć terenówkę „w razie jakby co”, to lepiej rozejrzeć się za czymś w rodzaju Suzuki Jimny, czy Toyoty Hilux.
        Dziwnym zbiegiem okoliczności Hiluxy na całym świecie wyparły Land Rovera Defendera, nawet są masowo używane przez wszelkiej maści partyzantów i terrorystów.

        Wśród służb państwowych, a nawet wojska, ostatnio jest tendencja zastępowania specjalnego sprzętu przez rzeczy z rynku cywilnego. Bo produkuje się różne cuda, w dodatku nie gorsze i dużo tańsze.
        Na przykład amerykańskie jednostki specjalne używają smartfonów Samsunga, i to nie modelu XCover, to zwykły Galaxy, tylko ma wgranego dedykowanego Androida. Policja w Nowym Jorku kilka lat temu używała Lumii, dopóki Microsoft nie oświadczył że się wycofuje z WIndowsa na smartfony. Oczywiście istnieją specjalne smartfony dla służb (miasta miewają własne wewnętrzne sieci 4G), o podwyższonej wytrzymałości, z dodatkowym przyciskiem PTT („nadawania”), ale są drogie, bardzo drogie, a funkcjonalność jak w każdym innym smartfonie.

        • Piotr pisze:

          Z tą solidnością sprzętu wojskowego bywa bardzo różnie, jest Hummer a jest i UAZ 469. Ten pierwszy jest wprawdzie solidniejszy niż większość „pseudoterenówek” na rynku, ale koszt zakupu i serwisowania jak też i wątpliwa dostępność części zapasowych w sytuacji kryzysowej (czy na jakimś zadupiu świata jeśli ktoś podróżuje w mniej cywilizowane miejsca) raczej dyskwalifikuje ten pojazd z punktu widzenia preppersa. UAZ… ma trzy zalety, cena zakupu, cena części i cena serwisowania – ZNACZNIE mniej solidny (i wymaga częstej obsługi, głównie przeglądania, czyszczenia i smarowania) ale byle młotkiem naprawisz i bez problemu części znajdziesz (i tanio można sobie zrobić ich zapas). Jeśli natomiast ktoś jest na bakier z mechanizacją, to lepiej jeśli nie kupi ani Hummera ani UAZ-a, tylko jakieś popularne „cywilne” auto (którego mu w razie mobilizacji wojsko nie zabierze :D).
          Z solidnością i niezawodnością sprzętu wojskowego to jest tak, że jeszcze nie widziałem aby ludzie zajmujący się ekstremalnymi wyprawami bazowali na wojskowych kontraktówkach (nawet nowych, nie mówiąc o demobilu) a przecież od solidności i niezawodności sprzętu może zależeć ich życie!
          Głowna zaleta kontraktówek to… cena produktów demobilowych i moim zdaniem to jest podstawowym źródłem popularności. Gdyby na przykład demobilowa wojskowa pałatka przeciwdeszczowa kosztowała 300zł, to nikt by na to spojrzeć nie chciał, ale że wojsko sprzedaje za 30zł, to ludzie biorą i potem porównują z chińską kurtką za 30zł i mówią, że pałatka lepsza 😀
          Pewne rzeczy kontraktowe są super ale nowe swoje kosztują, na przykład cenię sobie latarkę Streamlight Sidewinder CompactII ale… dostałem ją jako prezent, nowa za 500zł to nieoptymalny wydatek, tak samo dostałem w prezencie Cammengę 3H i też jest ok ale 500zł za kompas kontraktowy to też niezbyt rozsądny wydatek. Możesz napisać, że demobilowe używki można wyrwać taniej… pewnie, używki „cywilne” też da się tanio kupić 😀

    • Rafał M. pisze:

      Ten pomarańczowy kolor kurtki nie jest bez powodu. W codziennym życiu bardziej prawdopodobne niż ukrywanie się jest to, że będzie się chciało zostać odnalezionym. Sytuacje, kiedy człowiek się ukrywa przed tabunami ludzi próbującymi go zabić lub pożreć, są raczej rzadkie, zwłaszcza w Europie. Najczęściej to wzywa się pomoc, np. przy złamaniu nogi, nadzianiu się na jakiś konar, rozchorowaniu się, czy zagubieniu w nieznanej okolicy.

      Ciapek lepiej unikać, za bardzo kojarzą się z wojskiem. Jeśli już, to lepiej znaleźć coś w jednolitym kolorze, może szary, może czarny (w czarnym najłatwiej się ukryć, zwłaszcza w nocy), może khaki (byle by nie od stóp do głów w khaki, ale już pojedyncze elementy w tym kolorze nie wzbudzą skojarzeń).

      Wielokrotnie w dyskusjach sugerowałem i jeszcze raz to powtórzę – trzeba się przygotowywać do sytuacji występujących w realnym życiu, a nie takich z hollywoodzkich filmów sensacyjnych. Filmy to bajki, pomyślane aby wzbudzać emocje u widza, a próba naśladowania tego w realnym życiu zazwyczaj kończy się tragicznie. Film jest szczegółowo wyreżyserowany, zatrudniają tam profesjonalnych kaskaderów.

      Nawet jak kupowałem samochód, to zwróciłem uwagę na koszty eksploatacji, a nie parametry. 100 koników w czymś wielkości Golfa w mieście w zupełności wystarcza, poza miastem ledwo co, ale wszędzie da się dojechać w razie potrzeby.
      A niektórzy kupują coś, co przekracza 250km/h. I co gorsza, na drogach próbują wypróbować, czy faktycznie da się podróżować z takimi szybkościami. A to może tragicznie się skończyć. Nigdy nawet nie byli ze swoją zabawką na torze wyścigowym, na jakichkolwiek kursach panowania nad czymś takim, naoglądali się filmów typu „Szybcy i wściekli” i im się wydaje, że tak da się jeździć w prawdziwym ruchu ulicznym, w dodatku że tak potrafią sami z siebie bez dodatkowego przygotowania.

  3. mar_kow pisze:

    Czy warto ?? Trudno powiedzieć, dobre jakościowo rzeczy są dużo droższe ale też bardziej funkcjonalne. No zależy jak kto co lubi – jak lubisz to na pewno kupisz… Kategorycznie odradzam natomiast wybieranie ciuchów „taktycznych” lub podobnych jadąc do krajów bliskiego wschodu. „Cienie” zazwyczaj są zawsze ale podejrzenie o przynależność do służb może nas narazić na co najmniej nieprzyjemności…

  4. kriskris pisze:

    Cieszę się, że poruszasz ten temat. Od razu przypomniał mi się tekst „Porady na wszelki wypadek, a wypadki zdarzają się różne” autorstwa rzekomo „byłego pracownika GRU”.

  5. bura2 pisze:

    Jedna sprawa – czy w ogóle chcemy plamki?Tu po prostu trzeba sobie odpowiedzieć w czym chodzą ludzie dookoła. Jak na wsi każdy chodzi po obejściu w demobilu bundeswehry bo tani i wytrzymały i nie żal jak się zniszczy to można tam sobie dymać w bundeswehrze. W mieście w zupełności dobrym uniwersalnym zestawem są dżinsy plus bluza z jakiejś sportowej sieciówki. Ewentualnie spodnie turystyczne ale z tych mniej worowatych. Człowiek tak ubrany może być naprawdę każdym. A jak dobierzemy stonowane kolory to da radę nawet w terenie zielonym.

    Drga sprawa to jakość „wojskowego sprzętu” piszę w cudzysłowie bo ludzie często mylą z kontraktowym sprzętem wszystko co ma cechy sprzętu wojskowego – jakieś molle/plamki itp.
    O ile kontraktów to się opłaca brać naprawdę pojedyncze egzemplarze wyposażenia danego kraju. (zasobnik piech. górskiej WP, śpiwór pododdziałów specjalnych WP) bo oferują jakość na „4” ale za bardzo dobra cenę. To tematem rzeka jest to czy kupować odzież i sprzęt cywilny posiadający cechy sprzętu wojskowego. Tu mamy cały zakres cen i jakości od chińszczyzny po firmy typu 5.11 i arcteryx odpowiednio również z cenami.
    Każdy niech sobie odpowie sam czy warto. Optymalnie to byłoby mieć wszystko cywilne w odcieniach brązu i zieleni w dobrej jakości. Czasami jest za drogo

    • Piotr pisze:

      I to jest chyba trafienie w sedno. Czy brać sprzęt wojskowy (kontraktowy)? Nie ma prostej odpowiedzi „tak, brać wszystko” lub „nie, nic nie brać”, jedne rzeczy warto, innych nie. Trzeba decydować w przypadku każdego sprzętu indywidualnie i brać pod uwagę jakość, przydatność, cenę itd. a nie na podstawie tego czy coś jest kontraktowe czy nie.
      Co do mundurów – solowo lepiej nie wyróżniać się z tłumu i nie ściągać na siebie uwagi, ale mundury mogą mieć sens przy działaniu w większej grupie, wtedy mundury dają „image” dobrze wyposażonej, wyszkolonej, zorganizowanej, licznej i „przygotowanej na wszystko” grupy do której skutecznego zaatakowania potrzebne będą znaczne siły, po prostu taki „oddział” będzie budzić większy respekt niż jakaś „grupka zwykłych ludzi” (oczywiście za tym „image” musi stać realne przygotowanie i działanie w grupie, bo udawanie bez problemu zostanie rozpoznane).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Notify me of followup comments via e-mail. You can also subscribe without commenting.

banner