Dlaczego nie wierzę w survivalowe grupy wsparcia?

Napisałem ostatnio, że nie wierzę w szanse stworzenia survivalowych grup wsparcia. Dlatego nie zamierzam się angażować w inicjatywy wychodzące poza to, co dzieje się w internecie. Chętnie dzielę się swoją wiedza, uruchomiliśmy tu encyklopedię na skrypcie MediaWiki (którą możecie edytować), rozważamy również uruchomienie forum dyskusyjnego.

Ale w inicjatywy w świecie realnym nie bardzo wierzę.

Dlaczego?

Bo póki co, nowoczesny survival jest tematem ekstremalnie niszowym. Tradycyjny (leśno-pustkowiowy) survival jest bardziej popularny, ale nowoczesny? Ilu ludzi przygotowuje się na gorsze czasy? Ilu ludzi świadomie planuje swoją karierę, czy dom na wypadek krachu finansowego i gospodarczego? Niewielu.

I choć osób zebranych wokół serwisów takich jak ten, jak boungler.pl czy boungler.eu jest sporo, to w praktyce na poziomie lokalnym ciężko jest znaleźć kilka osób o podobnych zainteresowaniach.

Wierzę w skuteczność wymiany wiedzy, konkretnych rozwiązań, pomysłów, itd. Wierzę w przesyłanie wiadomości i informacji za pośrednictwem radia. Nie bardzo przekonuje mnie wspólne nabywanie i ćwiczenie nowych umiejętności. Ale już zupełnie nie wierzę w to, że w gorszych czasach zbierzemy się do kupy, zabunkrujemy u kogoś i przeczekamy, aż powróci normalność.

Za bardzo jesteśmy przywiązani do swoich domów, by coś takiego miało szansę zadziałać. Wolę wyrobić sobie dobrą opinię wśród nowych sąsiadów na wsi, utrzymywać dobre kontakty z bliższą i dalszą rodziną i zbierać przysługi, które później będę mógł wykorzystać.

Ale chętnie poczytam o tym, co Wy na ten temat sądzicie.

Survivalista (admin)

Artur Kwiatkowski. Magister inżynier, posiadacz licencjatu z zarządzania. Samouk w wielu dziedzinach, ale nie czuje się ekspertem w żadnej. Interesuje się zdrowym życiem i podróżami. I przygotowaniami na trudne czasy, rzecz jasna!

Mogą Cię zainteresować także...

18 komentarzy

  1. wolfshadow pisze:

    Temat jest ciekawy bo można byłoby przeanalizować „postawy wyjściowe” wielu katastrofistów.
    Osobiście też najpierw szukałbym wsparcia rodziny i sąsiadów. Grupa musi być silnie ze sobą związana. Zebranie na kupie, obcych sobie indywidualistów, może doprowadzić do mniej lub bardziej jawnych tarć i konfliktów.

    Wspólne ćwiczenia i nabywanie nowych umiejętności. Z tym się nie zgodzę. Teoretycznie można sprawdzić wszystko co zostało gdzieś tam na papierze czy w necie opisane. W praktyce braknie życia na zajmowanie się dogłębne każdym tematem. Druga sprawa: kontakty. Nie wirtualne ale rzeczywiste. Kojarzę twarz człowieka z nickiem i avatarem. Zajmujemy się tym samym więc jest nawiązana relacja. Jeśli będę w potrzebie i będzie miał on zdecydować czy wpuścić mnie na teren „swojej grupy” czy też pogonić w siną dal ta relacja spowoduje, że nie będę anonimowym ludkiem z tłumu, którego bez żalu można skreślić.

  2. MaQ pisze:

    W sumie to już od kilku lat ze znajomymi uskuteczniam mniej więcej to co opisałem pod poprzednimi postami. Sporo tych znajomości utrzymuję przez net. Co jakiś któryś z nas rzuca hasło i jedziemy na żagle, w góry na kajaki, jakiś rajd pieszy albo robimy sobie jakieś małe szkolenie (dla chętnych – ratownika medycznego można zrobić w ramach WOŚP i organizacji przystanku Woodstock) Działa to na podobnej zasadzie co skrzyknięcie chłopaków na piwo. Tylko że w tym przypadku jest to ogólnopolskie. Swego czasu był nawet taki serwis (Zapraszacz.pl) do organizacji eventów – w tej chwili używamy grupy mejlingowej na googlu. Wszystko działa (i nie trzeba w to wierzyć). Niestety ostatnio nie korzystam za często – mam deficyt czasu. Pozdrawiam

  3. Boungler pisze:

    Grupy wsparcia nie mają żadnej gwarancji bytu, pisałem to już 1000 razy napiszę i 1001. Sytuacje są różne. Ja grupę wsparcia w projekcie tworzę dla klęsk lokalnych – zobaczymy czy to się sprawdzi przy pierwszej powodzi i ile osób udzieli takiego wsparcia.

    To i tak się ma nijak do klęski o charakterze globalnym lub kataklizmie. To będzie zupełnie inna rzeczywistość, absurdalnie nie do wyobrażenia. Istotą rzeczy jest wymiana informacji przygotowawczych, uczenie się nowych zawodów, doświadczeń itp… to jest nawet nie tyle gwarancja co szansa na przetrwanie.

  4. Ciek pisze:

    No cóż, trzeba też wziąć pod uwagę fakt, że wszelkie grupy „siurwajwalistów” to też potencjalne zagrożenie. Jest ryzyko, że w razie rzeczywistych problemów będą to ludzie lepiej wyposażeni i bardziej zdeterminowani by brać „co potrzebne”. Poza tym już dzisiaj można zauważyć w sporej części tej społeczności niepokojące objawy takie jak paranoja z tendencją do przeradzania się czasem w agresję. Spora część ludzi to wyznawcy jakiś przedziwnych teorii spiskowych, co może dowodzić słabości umysłu. Poza tym często trafiają się tzw. „małe żołnierzyki”, dla których wszelka filozofia jest tylko przykrywką dla ukrytej potrzeby wywijania maczetą po drzewach lub strzelania, choćby z pistoletu na plastykowe kulki. Nie mówię, że takie hobby jest złe bo jeden lubi strzelać z ASG, a drugi jak mu skarpetki śmierdzą i jest to porządku, tylko w sytuacji kryzysowej ja akurat wolałbym mieć przy sobie kogoś cechującego się opanowaniem i zdrowym rozsądkiem, a nie potencjalnie duże dziecko przyzwyczajone do odruchowego wciskania spustu i uważające się za reinkarnację Rambo. Problemem jest też zwykła aspołeczność i problemy w funkcjonowaniu w grupie; ludzie przygotowujący się na koniec świata są w rzeczywistości często ludźmi tego końca pragnącymi z tej prostej przyczyny, że nie są w stanie się w nim odnaleźć, a jeżeli nie są w stanie się odnaleźć już dziś w cieplarnianych warunkach, to co dopiero gdy faktycznie pojawią się jakieś problemy …

    Tak więc do wszelkich propozycji współpracy ze strony mniej lub bardziej przypadkowych ludzi podchodziłbym ostrożnie.

    • MaQ pisze:

      Ha Ha Ha – Genialne 🙂
      A tak wracając do tematu – nikt nie lubi obcych, potencjalnie niezrównoważonych, aspołecznych typów ze skłonnością do agresji. 🙂 Biorąc pod uwagę że człowiek ma tendencje do mierzenia innych „własną miarką” raczej takie osoby nie chciały by się grupować… i raczej nie uwierzą w „surwiwalowe grupy wsparcia” – sory za tą złośliwość, bez obrazy 🙂
      Po to piszę o bardzo ważnym aspekcie wspólnych spotkań. Takie spotkania umożliwiają rozpoznanie i wyeliminowanie wszelkiej maści przychlastów. Tak jak wspomniałem spotykając się można robić dodatkowo uzyskać coś w zamian. Podam prosty przykład życia wzięty: organizacja spływu kajakowego – dla jednej „dwójki” – brak możliwości negocjacji cen właścicielowi kajaków po prostu się nie opłaca dla dwóch osób coś zniżać. Przy spływie dla 40osób już jest znacznie lepiej. Suma sumarum wychodzi taniej (nie ma róży bez kolców w tej drugiej opcji płyniesz tam gdzie „wszyscy” chcą i wtedy gdy „wszyscy” mogą) Sama organizacja takiego wyjazdu to też przedsięwzięcie wymagające mocnych nerwów, zdolności negocjacji itp. Po takim wyjeździe można już o sobie co nieco powiedzieć (np a ten przychlast wierzy że ich dobili a tamten ganiał z maczetą) – nie jest się już całkiem „obcym”.

    • Mc pisze:

      Ciek, touché!

      Przyznajcie się z ręką na sercu, czy po zgromadzeniu zapasów, gadżetów i nabyciu tylu umiejętności nie zaczynacie tęsknić za potrzebą ich wykorzystania? 🙂

      • Boungler pisze:

        Czekamy z utęsknieniem na każdą możliwą okazję aby ich użyć… a co mi tam, tak mnie zachęciłeś że otworzę puszkę z fasolą 🙂
        Zapasy to nie wszystko, to tylko początek tego co jest potrzebne.

      • Admin RO pisze:

        Ja korzystam ze swoich zapasów aktywnie – tj. włączam je do normalnego funkcjonowania. Zapasy są tylko swoistym „buforem” do codziennej gospodarki żywnościowej, itp.

        Korzystam z radia cb prawie na co dzień, swojego czasu dużo w rodzinie korzystaliśmy z krótkofalówek do wzajemnego kontaktu – obecnie jednak wyparły to komórki, ale ‚precedens” jest.

        I tak dalej. Powoli do przodu.

        • Admin RO pisze:

          a jak mnie nosiło do wykorzystania umiejętności strzelania, walki, itp.

          no to hejka z kumplem do lasu – strzelanie, sparingowa walka, itp. – teraz się rozprowadziliśmy do różnych miast, ale będę miał więcej czasu – znajdę sobie podobnych wariatów w okolicy – już jedną ekipę mam na oku

  5. piotr34 pisze:

    Co do grup wsparcia to trudno powiedziec ale co do rozsiewania ideologi nowoczesnego surwiwalu w otoczeniu to jak najbardziej.W koncu w razie powodzi,zalamania finansowego czy innej katastrofy lepiej zyc w dzielnicy/miescie/kraju gdzie ludzie maja jakies tam zapasy lekarstw,zywnosci czy alternatywne zrodla energii niz w dzielnicy/miescie/kraju ktora w razie jakiejkolwiek katastrofy stoczy sie do epoki kamienia lupanego a wszyscy wszystkim skocza do gardel.Cwyilizacja w okolicy to dobra rzecz i nawet jej resztki sa lepsze niz jej brak.

  6. TJ pisze:

    to ruszy się coś z tym forum ?

  7. night_rat pisze:

    nie wierę w grupy wsparcia skrzykiwanych obcych ludzi ale wierzę we wspólne treningi i zgrupowania. wiele z nich można w ramach różnych organizacji, lokalnie też. załóżmy, że choćby pracujemy i ćwiczymy z bronią na codzień, co zbliża. po drugie: sama rodzina i zabezpieczony, przystosowany dom to nie wszystko, prawda?
    P.S. survivalowym świrkom przeciwstawmy postawy bohaterów serialu „jericho”, którzy starają się żyć normalnie. to większy wyczyn i prawdziwy survival niczym polskie emerytury.

  8. oles77 pisze:

    Aby grupy wsparcia miały jakiekolwiek efekt i szanse przetrwania oraz działania, musi być ona złożona z ludzi którzy dążą do tego samego celu.
    W każdym innym przypadku jest to grupa tzw. „świrków survivalowych” o jakich pisze night_rat.

    To co pisze admin, o tzw. przysługach, to z racji swego zawodu i wiedzy nie za bardzo bym na nich polegał. Przysług nigdy nie za wiele, jak to mawiają, ale w ciężkich czasach ludzie potrafią zapomnieć o przysługach. Czego zresztą nauczyło mnie doświadczenie.

    Sam liczę, na to, że „gorsze czasy” nigdy nie nastąpią, że dożyje swych dni w ciepłych pieleszach. Jednak pomimo tego przygotowuję się.

    Zresztą bardzo dobrze, ze taka strona powstała, wiedzy i doświadczenia nigdy nie za wiele. Jak mnie w woju nauczyli: im więcej krwi i potu, na ćwiczeniach i nauce, tym mniej ran.

  9. Masos pisze:

    Witajcie bracia!
    Mam pomysł jak można zlokalizować (w przybliżeniu) innych survivalowców –
    Można zrobić interaktywną mapę Polski, na której każdy chętny wpisałby w jakim mieście, czy wsi mieszka, a następnie mógłby się skontaktować za pomocą e-maila z preppersem mieszkającym w pobliżu, zorganizować spotkanie, wymienić pomysły.
    Co wy na to?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Notify me of followup comments via e-mail. You can also subscribe without commenting.

banner