Dlaczego to działka powinna być celem ewakuacji?

Pisaliśmy tu już na blogu kilka razy o różnych aspektach związanych ze scenariuszem ucieczki z domu do miejsca zapewniającego bezpieczeństwo. W dużym skrócie, gdy ucieczka z domu daje Ci większe szanse na przeżycie w dobrym zdrowiu i spokoju psychicznym, niż zaszycie się w domu, zabierasz zabawki i uciekasz. Może to nastąpić np. w przypadku skażenia chemicznego okolicy, ale też gdy w Twojej okolicy zabraknie prądu, czy wody. Uciekasz do wybranego zawczasu celu ewakuacji.

Naszym zdaniem (piszę tu w imieniu swoim i Krzyśka, bo sporo na ten temat rozmawialiśmy) idealnym miejscem do zorganizowania celu ewakuacji w większości przypadków będzie działka. Ta sama działka letniskowa, którą posiada wiele polskich rodzin. I jest ku temu co najmniej kilka powodów.

1. Każdy (prawie) ma działkę

Cel ewakuacji ma być w zasięgu kieszeni każdego z nas. Nie ma sensu wydawać 50 000 PLN na kupno kawałka ziemi tylko po to, by zakopać na nim jakiś sensowny zapas żywności i wody. Znam lepsze sposoby na wydanie takiej kwoty pieniędzy.

A działka w wielu rodzinach już jest, u rodziców, u dziadków, u rodzeństwa. Wystarczy tylko przystosować ją do naszych celów i problem z głowy.

2. Na działkę się jeździ

Spędzanie większości weekendów i urlopów na działce to niemal norma u każdego posiadacza działki rekreacyjnej. To z punktu widzenia przygotowań na gorsze czasy świetna rzecz. Bo nie każdy jest w stanie wygospodarować czas na to, by przygotować do swoich celów kawałek ziemi, na którym się nigdy nie pojawia.

A skoro już jesteś na działce i korzystasz z niej regularnie, czemu nie zorganizować tam ogrodu? Czemu nie posadzić tam różnych wieloletnich roślin dających jadalne plony? Czemu nie wybudować tam stawu do hodowli złotych rybek, który od biedy będzie awaryjnym źródłem wody?

Skoro na działkę jeździsz często, możesz przetestować po kilka alternatywnych tras dojazdu do niej z miejsc, w których bywasz najczęściej (praca, dom, dom rodziców). Możesz tam stopniowo zawozić swój sprzęt, nie budząc niczyich podejrzeń.

3. Na działce zazwyczaj jest infrastruktura

Wprawdzie mówimy tu przy każdej okazji, że na gorsze czasy koniecznie trzeba mieć jakieś odnawialne źródło energii i własne ujęcie wody, ale na dziś dobrze mieć prąd z sieci i wodę z wodociągu. Inaczej cała przyjemność z wyjazdów na działkę pójdzie się jebać.

Zresztą nie o sam prąd czy wodę mi tu chodzi. One oczywiście są cholernie ważne, bo trudno zbudować cokolwiek bez elektronarzędzi. A woda się przydaje choćby do napełnienia tego stawu i zrobienia zapasu wody. Wożenie ze sobą za każdym razem wody tylko po to, by było z czego zrobić herbatę jest kłopotliwe, a co dopiero z wodą na prysznic!

Większość działek ma jednak jakiś domek. A domek to miejsce na awaryjne schronienie na naprawdę gorsze czasy. Choćby był nieocieplony, ciasny i wilgotny, na pewno będzie lepszy, niż karton pod mostem. Tym bardziej, że zazwyczaj można go niewielkim kosztem ocieplić i wyposażyć w jakieś źródło ciepła.

4. Działka pozwala ukryć przygotowania

Zbudowanie na działce ziemianki może być całkiem uzasadnione, jeśli masz tam sad i ogród i planujesz przechowywać w niej to, co uda Ci się wyhodować. Łatwiej wyjaśnić komuś cel budowy takiej ziemianki na działce, niż na zupełnie dziewiczym kawałku gruntu.

A im bardziej coś wygląda zwyczajnie, tym mniejsza szansa, że ktoś skojarzy Twoje prace z obejrzanym programem na National Geographic i skojarzy, że w tej ziemiance może być mu bardzo przyjemnie w razie czego.

Niestety, przygotowując się na gorsze czasy, musimy pamiętać, że jesteśmy w mniejszości. Mało kto ma ochotę wziąć się za takie przygotowania, a jak przyjdzie co do czego, na pewno większość chętnie skorzysta z pomocy kogoś mądrzejszego od siebie. Więc jeśli przygotowujesz się na gorsze czasy, rób to możliwie dyskretnie. Dla swojego własnego bezpieczeństwa.

Survivalista (admin)

Artur Kwiatkowski. Magister inżynier, posiadacz licencjatu z zarządzania. Samouk w wielu dziedzinach, ale nie czuje się ekspertem w żadnej. Interesuje się zdrowym życiem i podróżami. I przygotowaniami na trudne czasy, rzecz jasna!

Mogą Cię zainteresować także...

76 komentarzy

  1. WildChild pisze:

    Jak dla mnie – punktem postojowym i przegrupowania, być może… Ale nie celem samym w sobie. No chyba, że ktoś ma działkę daleko położoną od miast to wtedy kto wie. No i to zależy też od rodzaju wydarzenia kryzysowego przed którym będziemy mieli się schronić.

  2. panika2008 pisze:

    5. Działka jest na odludziu, a nawet ogródki działkowe w miastach – ogrodzone, blisko siedzib ludzkich – są regularnie okradane.
    6. Jak ktoś Ci zrobi wjazd na taką działkę na odludziu bo np. zapragnie Twoich sumiennie kitranych tam konserw w sytuacji głodu, to generalnie mało możesz zrobić oprócz upuszczenia mydła.
    7. Jak będą odcinać prąd/wodę/gaz, to zgadnij kogo odetną pierwszego, mieszczuchów w Warszawie czy Twoją działkę na zadupiu?
    8. Jak będą odśnieżać/remontować drogę, to zgadnij jakie będą priorytety?
    9. W sytuacji bardzo poważnego kryzysu społecznego – kto jest najsłabszym ogniwem i kto będzie pierwszy „wyrzucony za burtę” (np. zakapowany na ubecji) – locals mieszkający w ścisłych granicach osady wiejskiej lub miasta, czy dziwak spędzający weekendy na uboczu?

    itd itd itd.

    Wszystko ma swoje priorytety, niestety / Wszystko ma swoje wady, zalety 😀

    • Survivalista (admin) pisze:

      @5 — rzeczywiście, ryzyko kradzieży jest większe, gdy trzymasz sprzęt na działce na uboczu, niż gdy leży pod łóżkiem. Ale to ryzyko można zmniejszyć.
      @6 — nie bardzo rozumiem co masz na myśli.
      @7, 8 — racja w 100%. Na terenie zurbanizowanym łatwiej o dostawy prądu czy odśnieżenie ulicy. Tylko osobiście uważam, że poleganie na czyimkolwiek wsparciu w zaspokajaniu naszych podstawowych potrzeb jest, delikatnie mówiąc, naiwne. Jak w Polsce padnie system elektroenergetyczny, to pad będzie naprawdę poważny i tak samo dotknie miasta, jak i wsie. A na wsi jednak łatwiej przetrwać brak prądu, niż w mieście.
      @9 — kolejny argument za tym, by bywać na działce regularnie i integrować się z sąsiadami. Choć w polskich warunkach to i kilka pokoleń takiego integrowania się nie wystarczy, by zostać uznanym za tubylca.

      • panika2008 pisze:

        @6 – chodziło mi o to – siedzisz sobie w swoim bunkrze na wsi bo w mieście zaraza czy atom, a tu nagle wpada Heniek z kumplami, typowe menele/zabijaki ze wsi obok, i kroją Ci Twój ogródek, zabierają kury z kurnika i łypią pożądliwie okiem na córki wyglądające z okien…

        • Survivalista (admin) pisze:

          Jasne, ale czym to się różni od sytuacji w mieście?

          • panika2008 pisze:

            W mieście masz z reguły kilkudziesięciu ludzi w odległości max 100m, łatwiej chociażby o straż sąsiedzką. Że nie wspomnę już o policji czy ochronie. Na zadupiu jesteś sam, 100% zależy od Twoich umiejętności i ewent. najbliższej rodziny/grupy pomieszkującej z Tobą.

  3. panika2008 pisze:

    Warto też się zastanowić, co było np. w średniowieczu motywem grupowania się ludzi w coraz większe osady i miasta. Czy aby czasem nie dokładnie to, co jest ideą survivalu – zwiększenie szans na przetrwanie w sytuacji kryzysowej. Chętnie dowiedziałbym się, co wg Was się aż tak bardzo zmieniło w społeczeństwie homo sapiens, że aktualnie lepszą miałaby być strategia odwrotna („flee to the hills”).

    • Survivalista (admin) pisze:

      Trochę się pozmieniały „sytuacje kryzysowe” od czasu średniowiecza. Epidemie były takie same, jakie będą teraz — i już chyba nawet wtedy zbierały największe żniwo w miastach. Ale wtedy nie było broni jądrowej, zakładów chemicznych, scentralizowanego zaopatrzenia w wodę i prąd. Dziś za bardzo polegamy na wodzie z kranu i prądzie z gniazdka, by przetrwanie bez nich w mieście było łatwe i przyjemne.

      Mnie najbardziej do przygotowania sobie celu ewakuacji na wsi przekonuje możliwość produkowania choćby części żywności samodzielnie. W mieście też jest to możliwe, ale znacznie trudniejsze.

      Co do jednego chyba się jednak zgodzimy — że są scenariusze, które po prostu wymagają ucieczki z domu. Warto zatem na taką ewentualność przygotować sobie miejsce, do którego będziemy mogli uciekać.

      • panika2008 pisze:

        Jeśli nie mieszkasz na wsi w sposób ciągły i w sposób ciągły nie produkujesz żywności, zdobywając doświadczenie na przestrzeni lat, to raczej między bajki możesz wsadzić wyhodowanie sobie czegokolwiek.

        Plus oczywiście jak pisałem wyżej – złodzieje, złodzieje…

        • Survivalista (admin) pisze:

          Masz rację. To rzeczywiście wielka filozofia mieć kilka drzew owocowych, albo plantację topinamburu, którego 95% ludzi nawet nie rozpozna jako rośliny jadalnej. 😉

          • Survivalista (admin) pisze:

            Nie, topinamburu jeszcze nie posadziłem, ale kojarzę kilka miejsc w mojej najbliższej miejskiej okolicy, gdzie go widziałem, więc pewnie skorzystam z chwili wolnego czasu i wykopię trochę bulw, by posadzić u siebie.

            Drzew owocowych też jeszcze nie mam, co odkładałem na przyszłość, bo po sąsiedzku obok mojej działki jest opuszczony sad jabłoni, do którego po prostu chodzę pozbierać trochę jabłek, gdy najdzie mnie ochota.

          • Julek pisze:

            @Panika skąd bierzesz te daty? Zgodnie z moim rozumieniem najpierw zapowiedziana jest gruba wojna, którą zakończy wydarzenie w stylu przebiegunowania a armagedon dopiero jakieś pokolenie później.

            @Admin, jest temat do opracowania 😉 Trzeba by zbadać rzeczywistą wartość energetyczną żarcia, bo z tego co pamiętam do strawienia jabłka i czekolady potrzeba tyle samo kalorii ile one dostarczają więc w tym przypadku mamy 0 kcal. Wprawdzie dostajemy cukier ale podawanie kalorii na opakowaniach to fikcja którą trzeba skorygować o przyswajalność.

          • panika2008 pisze:

            A masz? Na papierze zawsze to żaden problem.

          • panika2008 pisze:

            Oczywiście – coś tam Ci pewnie zawsze wyrośnie. Gorzej, jeśli zaplanujesz plony ze współczynnikiem bezpieczeństwa x3, a w realnym świecie zbierzesz 10x mniej, niż planowałeś, bo nie masz właśnie tej wiedzy, którą zdobywa się uprawiając różne rzeczy latami.

          • panika2008 pisze:

            Oooo, relację z uprawy topinambura zdaj koniecznie!

            A drzewa owocowe… jak jeszcze nie posadziłeś to już armagedonu w 2013 byś na jabłkach nie przejechał… czas tu jest też ważny – ciągłość upraw.

          • a.jedlinski pisze:

            Witajcie. Odpuście sobie uprawę topinamburu na działce. Jego zaleta w terenie polegąca na tym, że zawsze część bulw zostanie w ziemi i skiełkuje, na działće jest poważną wadą tej rośliny. To chwast. Chyba że na obrzeżach to inaczej.

    • wyihdia pisze:

      Grupowali się z miastach, bo np. łatwiej dotrzeć do miejsca pracy bez samochodu czy roweru (średniowiecze), łatwiej sprzedać swoje wyroby, zrobić zakupy ?

      Bo miasta w średniowieczu były dobrze ufortyfikowane przeciw ówczesnym zagrożeniom czyli bandom na koniach z mieczami i łukami ? Epidemie wówczas brały się z grzechu i morowego powietrza więc brud i ścisk w mieście nie miał znaczenia ?

      W sytuacji napadu mam dziwne przeczucie, że ludzie 100cm obok będą siedzieć pod figurką Maryji, słuchać krzyków i modlić się żeby Heńkom Twoje córki wystarczająco dobrze wygodziły. Na wsi możecie uciec z 5-ciolatkiem do lasu, w mieście nie każda rodzina wspólnie trenuje parkour. Skuteczną straż sąsiedzką udawało się zorganizować w mieście i na wsi czego dowodzi historia 2wś.

      Na wsi odcięcie wody i prądu to problem nieduży a najczęściej żaden. Nawet największy mieszczuch najpóźniej po 2 latach mieszkania na wsi jest już doświadczony i świetnie na to przygotowany.

      Poza tym wszystko jedno gdzie trzeba mieć po prostu trochę farta.
      Kiedyś zrobiła na mnie wrażenie historia o wywózkach z getta gdzie jedna rodzina zamiast kombinować, próbować uciekać z otaczanego właśnie przez SS kwartału spakowała „zestawy EDC” i siadła do ostatniej kolacji z resztek zapasów. Zjedli i położyli się w ubraniach do łóżek w oczekiwaniu na koniec. Niemcy akurat do nich jedynych nie weszli.

  4. BtS pisze:

    no no no..

    plany zupełnie jak na testowanie ucieczki z zestawem 72h.
    Szkoda że ma tak mało wspólnego z rzeczywistością..

    widziałeś topinambur w pobliżu..

    idź, wykop, zjedz, przelicz ile Ci go zostanie na przyszły rok żeby zasadzić..
    zobacz jak Twój organizm zareaguje na topinambur..

    aha – zrób to na piechotę..
    zobacz na ile stanowisk topinamburu Ci starczy sił, ile będziesz w stanie przynieść do domu (20kg)? na ile starczy Ci to co przyniesiesz?
    Czy w obliczu domowego surwiwalu (mniejsza o powody) jestes w stanie cały dzień pożytkowac energię tylko na pozyskiwanie topinamburu?

    Ila masz jabłek z okolicznego sadu na wypadek „potrzeby” na tą zimę?
    czy liczysz na to że zimą będziesz je z drzew zbierał?

    Czy dotrwasz do przyszłych plonów opierając swoje przetrwanie na okolicznych dzikich sadach jabłkowych i kilku krzakach topinaburu?

    Panowie – na tej stronie są poruszane kwestie poważne.
    ktoś naprawde jest w stanie pomyślec że „wirtualnie” wszystko wygląda łatwo.

    a jak przyjdzie co do czego to realnie po pierwszym dniu padnie z wycieńczenia.

    a teraz wracając do głównego tematu:
    działka – powinna być rozpatrywana jako baza przelotowa, chyba że ktoś pod pojęciem „działka” rozumie domek w głuszy bez dróg dojazdowych, bez sasiadów i najlepiej z 3 hektarami żyznej ziemi wokół.

    W innym przypadku – domki letniskowe będą pierwszymi celami grabieży – zwzgl na duże skupienie alkoholu / opału / narzedzi / sprzetów wedkarskich i pływających oraz sporadycznie występujących właścicieli.

    Zgadzam się z autorem że taki domek może być dobrym miejscem na ukrycie pakietów żywnościowych / paliwa / narzedzi (ale na pewno w takim domku nie da rady pomieszkać dłużej niz kilka dni po poważnym „w” mającym wpływ na globane zachowania ludzkie). Chciałbym pokreślić słowo UKRYCIE – domek i weekendowa działalnośc wokół domku może pomóc ukryć zaopatrzenie – i nie mam na myśli bynajmniej schowania jej głęboko w szafie czy też wykopanie zwykłej ziemianki, która zostanie odkryta w kilka chwil..

    liczenie na prąd i wodę jest znaczną przesadą.
    prąd tylko z generatora (ale nie ukryje się jego pracy) – więc lepiej oszczędnie żeby nie chwalić się posiadanym paliwkiem.
    woda własna ze studni – aczkolwiek z tym jest coraz większy problem..

    szybkie podsumowanie nieco chaotycznego posta (ale obiecuje na przyszłość odnosić się całościowo do podejmowanych tematów):

    o ile nie masz działeczki na której możesz niezauważalnie przebywac dłuższy czas (schron pod ziemią / pod wodą / niewidzialny) to nie masz szans przetrwać zbyt długo bez czyjejś napaści.

    Jeśli masz działeczkę na całkowitym odludzi (a o takie trudno w polsce) to masz miejsce potencjalnej ewakuacji.

    Weźcie sobie sprawdźcie ludnośc Polski.
    Uderzenie atomowe wg planów powstałych za czasów Układu Warszawskiego miało zmieść z powierzchni ziemi kilka głównych miast – załóżmy że ludnośc zmniejszyła by się o połowę..
    a teraz ta liczbe podzielcie przez tereny wiejskie – sprawdźcie ilu ludzi wychodzi na kilometr kwadratowy.
    wsp urbanizacji w PL to 61%
    zakładając połowę ofiar śmiertelnych w miastach (zakładam WSZYSTKIE miasta w PL nie tylko główne cele strategiczne) – zostaje przy życiu 27 mln osób

    wśród nich 11mln to Ci którzy wyprowadzają się z miast i szukają nowego miejsca do życia..

    38 osób na każdy kilometr kwadratowy szuka sobie nowego miejsca w polsce (nie uwzględniam nawet jeziorności i skażonej powierzchni miast)

    i to są tylko tubylcy – nie uwzględniam ludności wiejskiej mieszkającej już w tej chwili na terenach poza miejskich..

    Czy cyfry sa w stanie do kogos przemówić?

    jeśli zdarzy się nam NAPRAWDĘ ciężki czas -zmuszający ludzi do masowych ewakuacji to często zapasy będa decydować o przeżyciu.

    nawet w terenach wiejskich bedzie trudno zorganizować życie opierające się na wyhodowanych zwierzętach czy plonach – zbyt wiele będzie osób starających się zdobyć czyjąś pracę.

    podsumowując podsumowanie 🙂
    opieranie sie an topinamburze i jabłkach – których nie masz tylko WIESZ ŻE GDZIEŚ TAM SĄ – jest opieraniem się na mrzonkach i ma tyle wspólnego z realnym przygotowaniem do godziny „w” co moja chęć do nauczenia się samoobrony z grą na xboxie..

    • Survivalista (admin) pisze:

      Ja wiem, jako baza przelotowa w drodze do niewidzialnego schronu pod ziemią.

      Miłych snów życzę. 🙂

  5. Michał pisze:

    Jak ja lubię tę konstruktywną krytykę: wszystko mrzonki – po co Ci działka jako bug-out location skoro i tak cię znajdą i zabiją. Po co masz coś tam gromadzić, i tak ci przyjdą i ukradną. Po co masz coś tam sadzić i tak ci nie wyrośnie, a jak wyrośnie, to nie będą to cheesburgery i się otrujesz.

    Najlepiej nakupować MRE, kilka bajeranckich noży, latarek LED i do tego jakąś giwerę, zabarykadować się w m3 i poczekać, aż wszyscy wymrą. A potem wszystko będzie gotowe leżeć na ulicach, więc tylko chodzić i zbierać. I to jest realny plan na SHTF większości „internetowych preppersów”. Good luck.

    • panika2008 pisze:

      Najprostszy i najbardziej efektywny IMHO plan na 99,9% sytuacji kryzysowych to mieć po prostu przenośne, płynne, odporne na inflację środki wymiany handlowej – czyli w zasadzie złoto. Że co, złota nie zjesz? Zjesz zjesz, po wymianie z rolnikiem. Plus taki że nie musisz przez nie wiadomo ile lat brudzić sobie rąk pracą na roli, ewentualnie utrzymywać nieużytek „na wypadek rozpoczęcia działalności rolnej w kryzysie”, co jak mniemam sugerował autor.

  6. Sandyy pisze:

    Taki huragan Sandy i nikt nie pisze o tym jak sie przygotowuja?
    A przygotowuja sie. Czerwony Krzyz reklamuje swoja aplikacje z informacjami i latarka, fema pomaga, ludzie maja plakaty rozwieszane z godzinami co i jak. To jest niesamowita organizacja. Zainteresujcie sie troche. Bo to swietny material, a sam w pojedynke tego wszystkiego nie wynajdę. Potem nie bedzie.

  7. gorylekto pisze:

    Jak zwykle komentarze bardziej wartosciowe od posta 😉

  8. Pozyskiwacz pisze:

    Jak zwykle prawda leży pośrodku (komentarzy 🙂 )
    Uważam że w naszych warunkach działka jest jednym z lepszych pomysłów na miejsce ewakuacji , dla kogoś mieszkającego w bloku w mieście. Argumentów nie ma co powtarzać, chyba wszystkie już przetoczono.
    Oczywiście im działka dalej od miasta tym lepiej.
    Co do wtopienia się w społeczność lokalną na wsi , to trudno coś powiedzieć tak ogólnie. Są różne wsie, różne środowiska i różnie ludzie nawiązują znajomości. Nie ma reguł.Prosił bym tylko żeby nie wrzucać wszystkich na wsi do jednego worka, zwłaszcza zawierającego już bohaterów „Chłopów” i „Samych swoich” 🙂 Dziś ,jeżeli chodzi o mentalność mieszkańców, często wsie niewiele różnią się od miast.
    Chciałbym tylko zwrócić uwagę na jedno- dziś mieszkańcy wsi, zwłaszcza „zapadłych”, w dużej mierze składają się ludzi w podeszłym wieku. Osiedleniec z miasta (nawet weekendowy) może być bardzo pomocny i za swoją pomoc sąsiedzką (wcale nie chodzi mi o pracę społeczną na pełny etat, ale o zwykłą ludzką życzliwość) spotykać się z wdzięcznością. Zresztą nie sądzę że 70-80 latkowie byli skorzy do grabienia naszych zapasów konserw . Bardziej bał bym się przybyszów z okolicznych miast , przybyłych właśnie w celu grabieży.
    Myślę że w naszych warunkach rozwiązaniem nie będzie zaszycie się gdzieś na odludziu , nie ma chyba już miejsc w Polsce , do których nie da się dojść w jeden dzień. Lepiej chyba znaleźć siedlisko w jakiejś wsi, może nie w centrum i nie w położonej blisko dużych miast, ale mimo wszystko wśród ludzi.
    Co do samodzielnej produkcji żywności:
    -mając już działające tradycyjne,wielokierunkowe, gospodarstwo, z nasadzeniami, zasiewami i zwierzętami.Można liczyć na zwiększenie produkcji po roku. Oczywiście przygotowując się do takiego scenariusza. Mając nowoczesne towarowe gospodarstwo, lub zaczynając od zera myślę że potrzeba około 3 lat żeby rozwinąć produkcję w nowych warunkach.
    W obu wypadkach zakładam trochę szczęścia, znajomość rolnictwa i brak jakichś większych kataklizmów (powodzi, napadów, pożarów itp.)
    Co do wyżywienia populacji Polski z lokalnego rolnictwa polecam teksty: http://boskawola.blogspot.com/2010/10/rok-1913-cz-1-zaozenia-programowe.html i http://boskawola.blogspot.com/2010/10/rok-1913-cz-2-garsc-liczb-na-poczatek.html

    • panika2008 pisze:

      A ja ciągle nie rozumiem co widzicie złego w mieszkaniu w centrum wsi albo mniejszego miasteczka. Tak Wam przeszkadza to, że policja przyjedzie na miejsce przestępstwa w ciągu 10, a nie 30 minut? Że jak prąd odłączą, to nie Wam, tylko „wsiokom” 10 kilometrów za granicami osady? Że do sklepu będziecie mieli 200 metrów piechotą, a nie 20 kilometrów samochodem (paliwo, paliwo)? Że jak się dobrze ustawicie, to sąsiadka z klatki Wam w weekend przypilnuje mieszkanie, kwiatki podleje? Proszę zwróćcie uwagę na te plusy, one nie znikają ani w sytuacji krótkiego kryzysu, ani nawet długiego – wojny – zauważcie że w trakcie II WŚ na terenach PL nie stwierdzono żadnej masowej migracji na zapadłą wieś!

      • night_rat pisze:

        mądre słowa, popieram. działka z tematu jest dobra jako jakiekolwiek możliwe miejsce- cel ucieczki, tylko tyle. przy czym poza krótkotrwałym ukryciem nie ma żadnych zalet. może mieć ukryty sprzęt i zapasy- odkuć cement i otworzyć klapę. za to każdy ma rodzinę, przyjaciół na wsi bądź może mieć. bez innych ludzi nie ma racjonalnej opcji. co najwyżej ryzykowne profesjonalne włóczęgostwo/rambo, czyli ostry survival w terenie.

      • Survivalista (admin) pisze:

        Chyba nikt tu nie pisał nic takiego. Tu dyskutujemy o tym dokąd udać się w razie konieczności ewakuacji z domu, a nie o tym, gdzie warto mieszkać na co dzień.

        • panika2008 pisze:

          True, trochę nadinterpretacja z mojej strony 😀

          Tymniemniej – najlepiej mieć drugie mieszkanko gdzieś w ludnej okolicy 🙂 Tylko że koszt tego z reguły sporo większy niż działki na odludziu.

        • Julek pisze:

          Na turystykę. W razie „W” kwatery zapewne będą stać puste i niejeden gospodarz chętnie da pokój i popilnuje babmetli w zamian za Au gdy my będziemy zwiedzać sobie okolicę.

      • Pozyskiwacz pisze:

        Rozmawiamy o życiu po katastrofie. Policji może nie być, a jak nawet przyjedzie to niekoniecznie żeby pomagać.Na prąd z sieci tez bym raczej nie liczył, obojętnie czy w centrum miasta czy na uboczu wsi. Podobnie wodociągi, sklepy itp. Plusem posiadania samodzielnego siedliska jest to że można łatwiej zabezpieczyć sobie samemu dostęp do tych dóbr : produkować prąd (lub się bez niego obejść) mieć własną studnie, kanalizacje itp. Jak wyobrażasz sobie zapewnienie wody w bloku, czy wielopiętrowej kamienicy w razie braku prądu? Że o windach nie wspomnę.I żadna sąsiadka nic tu nie pomoże. Za to ciężko będzie przed nią ukryć np. gromadzenie zapasów. Szybko zacznie się zastanawiać po co sąsiad targa te zgrzewki wody, czy kilogramy ryżu. Mieszkając (lub mając działkę) na uboczu takie problemy nie istnieją.
        W razie poważniejszych zamieszek czy rabunku żywności/zasobów na większą skalę też bardziej będą zagrożone centra miejscowości.
        Mała osada, przysiółek położona na uboczu nie będzie raczej pierwszoplanowym celem większych grup bandytów, a przed mniejszymi jest szansa się obronić.
        Osobiście nie widzę żadnych plusów mieszkania (lub ewakuacji tam) w centrach większych wsi, czy małych miasteczek, nie wspominając o dużych miastach.
        Może w czasie II wś nie było masowej emigracji na wieś, ale wtedy i tak większość społeczeństwa tam mieszkała. I jakaś emigracja jednak była, na wsi było mimo wszystko znacznie bezpieczniej niż w mieście.Mniej patroli, mniej łapanek, brak godziny policyjnej itp.

  9. Cuthorn pisze:

    Nie skreślał bym działki jako miejsca ewakuacji. Szczególnie, jeśli nie ma alternatywy.

    Nalezy pamiętać, że działki w Polsce bardzo często są jeszcze od czasów komuny u tych samych rodzin. Ludzie się znają, znają sąsiadów, i wiedzą kto jest kim. Są działkowicze, któzy mieszkają poza zimą na działkach i oni znają bardzo dużo ludzi.

    W sytuacji SHTF:
    1) nie będziemy jedyni na działkach, wiele osób się tam pojawi – tych prawowitych właścicieli, bo też stwierdzą, że tam bliżej do jedzenia
    2) „nowi”/”agresywni” zostaną szybko zauważeni
    3) ludzie po sąsiadach dadzą znać
    4) pojawi się ze 20-30 a jak trzeba to i więcej chłopa z widłami, siekierami, łopatami, a i kosa się często znajdzie.

    I co wtedy ci „agresywni” zrobią?

    Taka „straż sąsiedzka” podejżewam powstanie równie szybko co w miastach, albo i szybciej.

    Oczywiście prawdą jest to, że na działce trzeba być często i tworzyć społeczność – ale przecież gdziekolwiek byśmy nie uciekali tak powinno być.

    Więc jak macie działki – nie omijajcie dożynek 😉

    • panika2008 pisze:

      Cuthorn, a co jeśli to ci 20-30 z widłami i siekierami to właśnie będą „ci argresywni”? Bo wiesz, właśnie w ten sposób rodzi się każda zorganizowana władza… Tacy 20-30 to będą zawsze localsi, dobrze obeznani z realiami społecznymi okolicy, powiązani siecią znajomości, pewnie część policjanci (często z ojca na syna), urzędnicy (z ojca na syna) itd… jak nie wsiąkniesz naprawdę dobrze w lokalną społeczność to nie łudź się że ci 20-30 przyjdą Tobie z pomocą. Nie przyjdą. Jeśli już, to przyjdą nałożyć Ci jakiś nowy podatek/haracz.

    • gorylekto pisze:

      Nie sadzisz, ze naiwnoscia jest myslenie ze dzialkowicze (srednia wieku – 60 lat) zorganizuja sie w silna straz i obronia Cie przed agresywnymi napastnikami? Ok, jesli napastnikow bedzie 2-3 osoby to moze sie uda, jednak gdy bedzie to 10-20 mlodych, uzbrojonych i agresywnych oprychow to dzialkowicze straca wszystko co maja.

  10. Negaido pisze:

    Działka za miastem to dobry pomysł, jednak nie zakładałbym, że większość z nas ma taką do dyspozycji jeśli mieszka w mieście. Wręcz większość moich znajomych nie ma takowej, choć oczywiście mogę nie być osobą reprezentatywną w ogólnej statystyce;) Pisząc do dyspozycji rozumiem, że sam takową posiadam albo moi rodzice czy dziadkowie. Jakoś nie wyobrażam sobie, żebym poszedł do jakiejś cioci i powiedział jej: „Słuchaj, chciałbym zrobić u Ciebie magazyn z zapasami na wypadek kataklizmu”. Pomijając jej różne odczucia sądzę, że po prostu by się nie zgodziła.
    OK, to co gdy nie mamy takiej działki i nie stać nas na nią (zakładam, że chcemy kupić teren już z jakimś zabudowaniem, a nie puste pole)?
    Otóż niedawno wpadłem na pomysł zakupu działki tzw. ROD lub POD (Rodzinne Ogródki Działkowe albo Pracownicze Ogródki Działkowe). Chyba jeszcze nikt nie poruszył konkretnie tutaj tej opcji, a to bardzo ciekawa kwestia. Można coś takiego nabyć za kilka tysięcy złotych i to niedaleko swojego mieszkania. Regularnie uprawiać na tym jakieś warzywka i na bieżąco podejmować działania włączające działeczkę do przygotowań na sytuację krytyczną. Jest to też o tyle dobra opcja, że w moim przypadku nie miałbym czasu, ale także nie chciałoby mi się jeździć co weekend naście czy kilkadziesiąt kilometrów, żeby jej doglądać. Poza tym na urlop wolę jechać gdzieś pod namiot i powłóczyć się niż siedzieć w jednym miejscu. Oczywiście posiadanie w mieście tzw działki pracowniczej oprócz tej zalety, że można w każdej chwili do niej dojechać może mieć tę wadę, że w przypadku kataklizmu całe rzesze miastowych mogą przyjść ją zgrabić. No ale jak już było to tu napisane taka sytuacja może zdarzyć się wszędzie, nawet na wsi. Problem w tym, że trudno przewidzieć rodzaj katastrofy czy kryzysu jaki może się zdarzyć i jakie będą tego następstwa. Dużo o tym myślałem i faktycznie, o ile idea domu na wsi jest pociągająca także pod tym względem, że jest wiele przestrzeni, którą można odpowiednio zagospodarować pod względem naszych przygotowań to jednak w życiu codziennym bardziej sprawdza się mieszkanie w mieście. Nie posiadam samochodu, korzystam z komunikacji miejskiej. W przypadku jakiejś awarii tramwaju, autobusu mogę w godzinę dojść piechotą do pracy. Do sklepu w 3 minuty;) Na wsi przy zaśnieżonej ulicy, awarii samochodu nie doszedłbym daleko. Jasne, mógłbym żyć z zapasów, ale pomijając jakiś kataklizm to życie na wsi z powodu bardziej błahych i nie ukrywajmy, że bardziej prawdopodobnych zdarzeń (awaria prądu, braku odśnieżenia drogi, dłuższy dojazd karetki, awaria naszego samochodu) może stać się trudniejsze niż w mieście.

    • BtS pisze:

      jeden z ciekawszych wpisów..
      i widać że autor nie wpisuje tylko kilku na szybko skleconych zdań, ale myśli i planuje..

      Działka pracownicza lub rodzinna ma na ogół 400m.kw. – jest to wystarczająca powierzchnia na kilka drzew owocowych, kilkanascie grządek na warzywa oraz nieco miejsca pod jakieś niewielkie zabudowanie.

      Ogródki działkowe są stałym źródłem zdrowej żywności (i złomu) okolicznej żulerni (przynajmniej w Gdańsku).

      w przypadku kataklizmu wymagającego od nas szybkiego zgromadzenia żywności -taka działka może nas zaopatrzyć w warzywa i owoce na kilka dni dla całej rodziny 2+2(pod warunkiem wystąpienia tego kataklizmu w odpowiedniej porze roku ;-))
      dodatkowo – można wykorzystać ją jako miejsce przechowywania zapasów – ale trzeba to robić raczej z myślą o szybkim „wyeksploatowaniu” w razie „w” i przemieszczeniu się do z góry upatrzonych pozycji – obojętnie czy to będzie powrót do mieszkania i liczenie na przeżycie w mieście ogarniętym „czymś tam” czy raczej dalsze przemieszczanie się w celu osiągnięcia bezpiecznego miejsca odosobnienia.

    • Survivalista (admin) pisze:

      Działka na ogródkach działkowych też wydaje mi się świetnym rozwiązaniem, choć ma swoje wady. Największą jest jednocześnie największa zaleta — położenie w samym mieście lub bardzo blisko niego. Ale przede wszystkim można tam sobie zbudować mały, ciepły domek, łatwy do ogrzania, do którego można się przenieść na czas umiarkowanego kryzysu. Wyposażyć w kominek, zapas drewna, zapas wody lub studnię, toaletę kompostującą, jakieś baterie słoneczne na dachu…

      • Julek pisze:

        Położenie działek w mieście i bezpośrednim sąsiedztwie powoduje, że u mnie jedne właśnie są równane pod blokowiska, a inne na razie tylko dostaną drogę międzyosiedlową przez środek. Później je pewnie też buldożer popieści.

        • Negaido pisze:

          Jasne, przy działkach pracowniczych jest większe ryzyko, że „ktoś” postanowi tamtędy poprowadzić jakąś trasę itp., niż przy posiadaniu działki na wsi. Czy to jednak znaczy, żeby nic nie robić? Zdaję sobie sprawę z tego ryzyka, ale w takim przypadku koszty nasadzeń i zabudowań na działce pracowniczej są zwracane jej użytkownikowi, więc wiele kasy nie stracę. Poza tym robię jedno zasadnicze założenie: oprócz przygotowywania się do sytuacji kryzysowej niezbędne jest szczęście. Te dwa elementy tj. szeroko rozumiana gotowość (psychika, kondycja fizyczna, wiedza, umiejętności, sprzęt) i szczęście mogą zapewnić przetrwanie. Co z tego, że będziesz mega przygotowany, miał różne plany awaryjne jak bomba atomowa pier..lnie w dom, w którym sobie smacznie śpisz?
          Dlatego mimo wszystko zakładam, że los mi na tyle będzie sprzyjał, iż moje działania nie wezmą w łeb, choć i tak ostatecznie kto jest dobrze przygotowany albo kto ma wystarczające szczęście można będzie się przekonać jak nadejdzie kryzys.

  11. Boska Wola pisze:

    Wynika z tego, że najrozsądniej jest… samemu zostać oprychem i zorganizować bandę w celu rabowania innych!

    Że też nikt na to wcześniej nie wpadł..?

    • Pozyskiwacz pisze:

      Chyba prowokacyjny wpis -:)
      Zostanie oprychem to działanie na krótką metę. Jakoś nie przypominam sobie przypadków żeby takie bandy podziałały dłużej. W końcu wszystkie źle kończą.
      Pewnie bardziej znasz historie niż ja , więc może się jednak mylę ?

      • Boska Wola pisze:

        Owszem – życie bandziora bywa krótkie – ale ileż dostarcza w zamian emocji..!

        A historycznie rzecz biorąc, to Mieszko I może już nie – ale jego (bliżej nam nie znany) pradziad czy prapradziad dokładnie w taki właśnie sposób zaczynał. Jak widać: rodzinie się to opłaciło. Pewnie, że opłaciło się to jednej rodzinie na kilkaset próbujących – i to jest właśnie to ryzyko – że większość bandziorów zginie bezpotomnie i bez najmniejszej nawet wzmianki w przyszłych podręcznikach do historii…

    • panika2008 pisze:

      Boska Wola, nie ma co się dziwić – jest to całkiem logiczny wniosek przy założeniach, które czynicie – policja przestanie istnieć, nie będzie wody, prądu itd.

      • Boska Wola pisze:

        Bardzo przepraszam, ale ja tu niczego nie zakładam – tylko wyciągnąłem wniosek z poprzedzającej dyskusji (skądinąd: nie ma co wypominać, ale kto tu najczęściej o bandziorach rabujących wszystko i wszystkich wspominał..?).

        Akurat prywatnie uważam, że w razie poważniejszych kłopotów szybciej możemy mieć NADMIAR policji, niż jej brak. Stąd (a też i dlatego, że prawdę powiedziawszy, survival to ja mam na co dzień i nie chce mi się już o tym dodatkowo czytać…) – raczej zwykle tu nie zaglądam. Tym razem zrobiłem wyjątek, bo mnie tu blogger statystykami przyprowadził…

  12. Redford pisze:

    Działkę krytykują chyba tylko Ci co jej nie mają!Działka dla mnie jest miejscem relaksu i pracy, dzięki niej nie mam wystającego brzucha jak kumple z biura;)od kilku lat szykuję sobie ją na emeryturę-jak Bóg pozwoli.Jest mały sad,z którego mogę czerpać owoce-witaminy,wokoło las, grzyby i opał, za pozwoleniem lub bez leśniczego, możliwość należenia do koła łowieckiego, sarny zające, trzeba się nauczyć jak ktoś by chciał polować……jak tropić jak oprawić i jak odszukać upolowaną zdobycz.jak pisałem wcześniej, dom ma piec kuchenny i chlebowy,zamiast piekarnika,bez prądu i gazu spokojnie przeżyjemy bardzo ciężką zimę.bez opały również,w ziemiance zimą jest +14-15 stopni.Traktowany jestem jak miejscowy,jestem tam częściej niż w weekend.Sam zbieram słonecznik bulwiasty, wiem ile to pracy i jak mało go wychodzi,żeby się nasycić tym,jak na razie go rozsadzam po działce i okolicy,polecam, świetny na opał.Posiadam małą pasiekę,którą rozwijam,wiec potencjalny dodatkowy dochód chciałbym sobie zapewnić sprzedając lub wymieniając miodek.działka daje możliwość oderwania się od problemów,uspokojenia ciała i duszy,może zaspokoić potrzeby żywieniowe w 100, lub w pewnej części, jeśli tylko będziemy chcieli.Mały staw z rybami, pszczoły,gołębie, nie są absorbujące na tyle,że trzeba być codziennie i doglądać tego.Siedząc na stałe można mieć kozę -mleko, kury,itp. Nie nastawiajmy się,że zaraz wszyscy będą nas chcieli zabić zgwałcić nasze żony i zjeść nasze dzieci!Musimy sobie pomagać, przygarniać innych, ja pomogę dziś Tobie, jutro Ty pomożesz mnie…Działka jako pasja,alternatywa na załamania finansowe, jako 2gie miejsce do mieszkania,dla mieszczucha jak najbardziej TAK

    • panika2008 pisze:

      Bez opału w ziemiance 15 stopni zimą – przy równowagowej temperaturze gruntu max 5 stopni – a świstak siedzi i zawija te sreberka.

      • BtS pisze:

        zgadzam się..
        nie ma możliwości bez dodatkowej izolacji i systemu wspomagania grzania uzyskać temp 15 st z ziemiance.

        ok 5-7 st w pustej

        kwestię wymiany powietrza, wilgotności i innych czynników które nalezałoby uwzględnić dla zamieszkania w takiej ziemiance pomijam – bo jak widać kolega Redford odrobinkę wyolbrzymił..

  13. panika2008 pisze:

    A tak spytam autora, bo mi teraz przyszło do głowy: czemu optymalnym miejscem ewakuacji nie może być mieszkanie u rodziny? Poddasze, albo nawet waletowanie kątem – zawszeć to lepiej niż hardcore survival w szczerym polu, a i większe prawdop. że prąd i woda będzie, no i ta policja, która jednak z reguły nie znika tak z dnia na dzień – 1 września 1939 np. nie rozpierzchła się po domach.

    • Survivalista (admin) pisze:

      Bo jesteś uzależniony od dostaw wody, żywności i prądu z zewnątrz. W typowym miejskim mieszkaniu nie jesteś w stanie zaopatrzyć się w żadną z tych trzech rzeczy. Chyba, że liczysz noszenie wody wiadrami z oczka wodnego w pobliskim parku i uruchomienie na balkonie agregatu prądotwórczego. 😉

      • panika2008 pisze:

        IMHO w szczerym polu masz znacznie, znacznie mniejsze szanse na uzyskanie prądu i żywności, niż u rodziny w mieście, CHYBA ŻE sobie to zawczasu bardzo porządnie przygotujesz (koszty, koszty, koszty, policz sobie ile kosztuje utryzmanie w ciągłej produktywności dużego ogrodu wliczając monitoring i ochronę plus panele słoneczne plus akumulatory plus elektronika). Także sądzę że dla 99% ludzi rodzina w mieście/na przedmieściach/w większej wsi, blisko innych ludzi, to jest chyba niegłupi pomysł.

        • Survivalista (admin) pisze:

          Dlatego nie piszę o ucieczce na szczere pole, tylko na działkę, gdzie sobie zawczasu postawimy tani domek, przygotujemy zapas żarcia, wody, itd.

          • panika2008 pisze:

            Myślę że 4 real powinieneś zrobić biznes plan takiego przedsięwzięcia. IMHO jest to wysoce niebanalne.

  14. Redford pisze:

    co do temperatury, ziemianka ocieplona od góry jest styropianem,przykryta 50-70 ziemi, dopiero w tym roku ją prawie skończyłem,a termometr tyle pokazywał parę dni temu,gdy spał śnieg 27października-temperatura na zewnątrz była lekko poniżej zera.głębokość w ziemi 2m.ziemianka ma szyb wentylacyjny i kominowy,więc można wstawić kozę i się dogrzać,ugotować, oświetlenie to lampy ciśnieniowe naftowe, na wypadek braku prądu i diodowe z paneli słonecznych.wilgoć, wieszasz worki z wapnem,lub wiaderko z wapnem.
    Fakt jest taki, że zawsze jest na plusie w ziemiance zimą,nawet przy braku ogrzewania,czego nie da się uzyskać w domu bez ogrzewania.latem super chłodzi,wręcz jest bardzo zimno,nie podam ile bo nie mierzyłem jeszcze latem temperatury
    Domek można tanim kosztem kupić na wsi, rozebrać i przewieść go na swoją działkę.Mnie dom do rozebrania i przewiezienia do siebie kosztował 6 lat temu 1100 zł,tyle co buda dla psa. wiem świstak siedzi i zawija w sreberka.;)dom z bali świerkowych kupiony w górach.transport więcej kosztował;)
    Prawnie też wszystko jest do przejścia.
    chętnie podzielę się swoimi doświadczeniami o wymarzonym siedlisku,co i jak podziałać w temacie,na meila, może czegoś ja się dowiem od was,co zastosuję u siebie.co często mi się zdarza dzięki temu portalowi i wam

    • panika2008 pisze:

      Wiesz jak by Ci to powiedzieć, 27 października w Polsce to nie jest środek zimy. To nawet nie jest w zasadzie początek zimy. A jest pewna różnica między „zawsze na plusie” (co w przypadku dobrze zaproj. ziemianki da się uzyskać, tylko że to będzie w b. zimne dni bardzo niewiele na plusie) a 14-15 stopni 😉

    • BtS pisze:

      Redford..

      Na działce moich pradziadków funkcjonowała ziemianka jeszcze sprzed wojny..

      Uwierz mi że co nieco wiem o temperaturach panujących wewnątrz oraz ogólnym funkcjonowaniu takowej.

      To o czym napisałeś (15st pod koniec października) wynika tylko i wyłacznie z wolniejszego oddawania ciepła po ciepłej jesieni (która nadal trwa btw) Gdy ziemianka osiągnie swoją temperaturę równowagi – będzie to w okolicach kilka st C – zastanawiające jednak jest to że napisałeś że w lecie było w środku BARDZO ZIMNO, a na jesień się samoczynnie nagrzała?
      To tylko oznacza że coś zostało nieprawidłowo zrobione!
      albo błąd w izolacji, albo nawiewach, albo wejściu..

      W prawidłowo wykonanej ziemiance powinieneś mieć przez cały rok stałe 4-8stC

      zapraszam do wymiany mejlowej – bartes[małpiątko]o2[kropeczkajedna]pl

  15. Mc pisze:

    Najlepszym celem ewakuacji nie jest działka ani też dom na wsi itp.
    Najlepszym celem ewakuacji jest obszar, w którym nie występują problemy, będące przyczyną ewakuacji.
    Bazowe wyposażenie BOB to:
    – dobra karta kredytowa
    – aktualny paszport, najlepiej biometryczny (można wtedy wjechać np. do Kanady bez wizy)
    – trochę metali szlachetnych.

    Muszę też z przykrością stwierdzić, że jeśli komuś się wydaje, że sobie coś zasieje i zbierze, to mu się tylko tak wydaje.
    Też tak myślałem i na działce wysiałem różne warzywa, które:
    – nie wzeszły, a jak wzeszły to
    – sobie je pomyliłem z chwastami które bardzo dobrze wzeszły, a jak ich nie wyrwałem to
    – same padły, a jak nie padły,
    – to nic nie zawiązały, oprócz rzodkiewki
    – której się nie dało zjeść bo były zdrewniałe korzenie.
    Próbowałem też hodować kury. Było super, prawdziwe jajka, zwarte, nie takie lejące jak w sklepie, ale przyszła kuna albo lis i zjadło wszystkie razem z kogutem.
    Przy drugim podejściu przyszła jakaś zaraza i efekt podobny.

    Tak więc działka jest OK, o ile to Twoja działka i coś niej niej robisz, zdobywając doświadczenie.
    Jeśli to działka rodziny i bywasz na niej tylko rekreacyjnie,
    to gdybanie o uprawie jest jak gdybanie o ewakuacji na własnych nogach – czyli jak co do czego dojdzie, to tzw. niepełny sukces 😉

    • Pozyskiwacz pisze:

      Mc , to co napisałeś dowodzi tylko (albo aż) że cel ewakuacji , (podobnie jak i inne działania np. środki transportu) muszą być dostosowane do możliwości i umiejętności konkretnej osoby mającej je wykorzystywać.A nie że ewakuacja na wieś i zajęcie się rolnictwem / lub innym zawodem (kowalstwo,budowa wiatraków, krawiectwo itp.) jest bezsensowne samo w sobie.
      Ty sobie nie poradziłeś z rolnictwem, a wielu ludzi , nawet mając środki finansowe i paszport biometryczny czy wizę nie poradzi sobie w przykładowej Kanadzie. Zresztą ewakuacja na taką skalę to chyba inne zagadnienie. Mogą np. nie latać samoloty (choćby z powodu pyłu w powietrzu czy epidemii).
      Podobnie środki transportu, ja np. mogę się zdecydować na ewakuację konno, ale wielu ludzi nie da rady nawet osiodłać konia nie mówiąc o jeździe i opiekowaniu się nim. Podobnie na piechotę czy rowerem.

    • panika2008 pisze:

      Temat jest do ogarnięcia, ale tak jak pisałem, 2-3 lata praktyki (intensywnej, w warunkach bojowych na polu, a nie wysiewanie rzeżuchy na parapecie, hehehe). Zaiste, nie słyszałem, żeby komukolwiek za 1szym podejściem wyszło lepiej, niż Tobie, Mc.

  16. prepers hardkorowiec pisze:

    A ja to mam wszystko gdzieś wole uczyć sie przepisów przygotowania i obróbki mięsa w razie czego zostane kanibalem.

  17. Dzida pisze:

    Hardkorowy jak zginę możesz mnie zjeść 😀
    Od 2 lat mieszkam na wsi i powiem wam że cieszę się że uciekłem z miasta,od dłuższego czasu zastanawiałem się kiedy to wszystko pierdolnie, ale po obejrzeniu Serialu na discovery uznałem że oni mają racje z przygotowaniem,
    Mam Dom i kawałek podwórka 1k m2 w dobrym położeniu (blisko las,Jezioro)
    od kilku lat mój ojciec hodował drób i uprawiał warzywa z niewielkiej uprawy warzyw i drobiu potrafili przeżyć miesiąc bez bywania w sklepie,
    W przyszłości chciałbym wybudować studnie głębinową,dobra woda przyda się do podlewania warzyw jak i do codziennego użytku, a przede wszystkim wybudować budynek gospodarczy 70m2+ na zgromadzone zapasy, niestety na tym terenie nie jest możliwe budowy piwnicy gdyż teren jest podmokły i szkody górnicze…
    A co do ochrony moich zapasów, uważam że niełatwo hardkorowy zrobi ze mnie gulasz 😀
    i tutaj moja rada spierdalajcie z miasta jak najdalej

  18. Sebo pisze:

    Sorki za odświerzanie tematów ale jestem nowy i przeglądam wszystko

    Oto moim zdaniem najlepsze miejsce na zabunkrowanie:
    1. daleko od drug asfaltowych i większych miejscowości (wzdłuż drug asfaltowych będą podróżować inne osoby które moją przyuważyć nasze schronienie)
    2. Brak infrastruktury (jeśli ktoś zobaczy linie i słupy może to go zaciekawić)
    3.co do odcięć zadupia zamiast miasta to takie zdażenie miało by miejsce jedynie wtedy gdy będzie przeludnienie ziemi a nie podczas kataklizmu ponieważ wtedy nie będzie prądu tam gdzie będą zniszczenia przewodów
    4. Należy zabezpieczyć zebrany prowiant najlepiej w piwnicy pod podłogą z wejściem pod jakąś szafą itp.
    5.Dom/szałas cokolwioek co będzie nienaturalne powinno być otoczone przez drzewa a między nimi krzewy, plac powinien być ogrodzony żywopłotem, najlepiej zdziczałym który ruwnierz nie będzie się tak żucał w oczy

    Teraz jedno z najważniejszych OBRONA
    Należy zakupić kilka maczet/katan i umieścić min 1 w każdym pomieszczeniu w miejscach w których nikt nie będzie szukał, może być również młotek/siekiera wszystko co zwiększy sile uderzenia, należy zrobić również kilka wyjść awaryjnych i jak wcześniej wspomniałem piwnice pod podłogą z wejściem przez klapę w podłodze, należy też zrobić kilka „lisich nor” w których będzie maczeta/katana oraz woda (3l), przydała by się również broń typu łuk/kusza(najlepiej kilka sztuk), dobrze by było gdyby strzały/bełty były nie skomplikowane byśmy mogli sami wykonać dodatkową bądź zapasową amunicję.

  19. Sebo pisze:

    A zapomniałem napisać że powinniśmy mieć również ROWERY, jesto dobra alternatywa dla samochodu.

    Powinien powstać wątek w którym Każda chętna osoba wypisze co już zrobiła i co ma zamiar zrobić, zero dyskusji. Pozwoli nam to porównać Nasze przygotowania a i znając naturę ludzką wywiąże się pewnie rywalizacja co przy zachowaniu rozsądku pomoże tylko przygotować się 🙂

  20. d_fense pisze:

    Po pierwsze na działkach w większości przypadków są domki letniskowe, których drzwi lub okna można łatwo wywalić jednym kopem.
    Po drugie domki letniskowe są z reguły zbudowane z drewna, które bardzo dobrze się jara. 🙂

    Jeśli mieszkasz w mieście najlepszym rozwiązaniem według mnie jest sprzedaż mieszkania, budowa lub kupno solidnego domu umożliwiającego obronę, po za obszarem miejskim.

    • Survivalista (admin) pisze:

      Na działce będzie to, co sobie zbudujesz.

      Nic nie stoi na przeszkodzie, by zbudować dobrze zabezpieczoną przed ogniem i włamaniem ziemiankę.

      Z tą przeprowadzką na wieś może nie być wesoło — wyobrażasz sobie zimą dojeżdżać codziennie 2h rowerem do pracy i kolejne 2h spędzać na rowerze w drodze powrotnej?

  21. lukasz pisze:

    Jestem tu dzisiaj po raz pierwszy fajna stronka 🙂 co do działki po co kupować .Mało lasów idziesz kopiesz dziurę taką jaką potrzebujesz odpowiedni kamuflarz głëboko pod ziemią oczywiśćie wszystko wzmocnione musi być i po robocie .Jak dobrze urządzisz to będziesz miał lepiej niż w chacie:-) ….

    • Survivalista (admin) pisze:

      Właśnie po to, żebyś mógł to sobie zbudować i się niespecjalnie przejmować, że ktoś Ci zniszczy efekty Twojej pracy. A także jeździć tam regularnie na wakacje, urlopy i weekendy.

  22. lukasz pisze:

    Co do trzymania żywności powinno być trochę dalej trzymane od tak zwanej ziemianki 🙂 a jezeli ktoś wejdzie do twojej ziemianki i Cię okradnie (przedstawiam różne sytuacje) lub zajmie twoją ziemianke … co wtedy …Żywnośc jest twoim przezyciem …Zawsze możesz sobie wykopać coś nowego:-) …

  23. lukasz pisze:

    Dzisiaj bylem oglądać teren pod budowe mojego schronu 🙂 Wybrałem las odpowiednie miejsce godzinę drogi od domu .Planuje mieć pomieszczenie 4×4 metra i 2 metry pod ziemią .Wiem że bedzie dużo roboty ale napewno zrobie full wypas zaczynam od czerwca .Wiem ze trzeba bedzie wszystko porządnie przygotować ale nie martwie siē tym.Po to jest ta strona .Survivalista jakie ty masz duże pomieszczenie? Jak sądzisz 4na 4 metra przypasuje ?

  24. Wojmir pisze:

    1. Po 6 msc. spędzonych pod ziemią zaczniesz się gryźć z swoją rodziną.
    2. Rozsądniej jest umieć radzić sobie w lesie nie musisz budować schronień etc. wszystko masz za darmo. Przykładem jest Puszcza Solska, panowała w niej podczas II wojny Światowej tak silna partyzantka, że Niemcy woleli nad nią przelecieć niż przez nią przejeżdżać.
    3. W razie powodzi wieś jest bardziej zagrożona od miasta. Patrz Gmina Wilków i Warszawa. Decyzją rządu saperzy wywalili w powietrze 1.5 km wałów przeciwpowodziowych by osłabić uderzenie fali powodziowej na Warszawę.
    4. Po lekturze stwierdzam, że zarówno Autor posta jak i osoby mu przyklaskujące nie mają Zielonego Pojęcia o SURVIVAL-u, który polega na jak najszybszym dotarciu do „cywilizacji” a nie ucieczki od niej.

    • Survivalista (admin) pisze:

      1. Po 6 miesiącach od wojny jądrowej jesteś od co najmniej 4 miesięcy na powierzchni.
      2. To jest mit. Za darmo oznacza kosztem olbrzymiego wysiłku. A polskie lasy nie utrzymają w razie dużej katastrofy tylu ludzi, ilu tam może chcieć uciec. Chyba, że mówimy o scenariuszu ataku zombie typu „99% umiera, 0,99% zamienia się w zombie, reszta przeżywa”.
      3. Nikt nie każe nikomu kupować działki na terenie narażonym na powódź, a wręcz przeciwnie.
      4. Ten serwis nie opowiada o tym, jak przeżyć w głuszy, bo w odczuciu autorów taka wiedza jest bezużyteczna dla 99% Polaków. Za to 100% Polaków ma sporą szansę na to, że za swojego życia będzie musiała sobie radzić z długotrwałym brakiem żywności, wody, prądu, zamieszkami, pandemią, albo innym „końcem świata, jaki znamy”. A w takim wariancie często (oczywiście nie zawsze) lepiej jest opuścić swoje miejsce zamieszkania, zwłaszcza, jeśli jest nim gęsto zaludnione miasto.

      • Wojmir pisze:

        Ad. 4. Właśnie takie działanie do jakiego kolega namawia szybciej wywoła jakikolwiek Krach finansowy, żywieniowy etc., etc.

        Dlaczego? Już wyjaśniam:

        Primo – Aspekt Ekonomiczny. Na co komu dwie chałupy? Jak zawsze jedna z nich będzie stała pusta? To jest marnowanie kasy. Mało tego więcej terenu zabudowanego = mniej terenu pod uprawę. Ziemia uprawna powinna być stale uprawiana, jak uprawiasz ziemię sam rolnik nie ma zbytu, wnerwia się i wychodzi na ulicę, efekt zamieszki. Do tego stale rosnące ceny gruntu, mieszkań, materiałów budowlanych, żywności. Efekt zamieszki i jesteś w du*ie 🙂
        Secundo – Aspekt militarny. Gdy pojawiają się problemy ekonomiczne lub żywieniowe w danym Kraju ten Kraj staje się łakomym i łatwym kąskiem dla Państw ościennych. Masowa ucieczka oznacza: zablokowane drogi = łatwy cel dla samolotów, sparaliżowanie ruchu wojskowego, etc., etc.; Gdy dochodzi do wojny miasto najczęściej szybko się poddaje na wsi front może stać i pół roku.

        Ponadto w razie zagrożenia jądrówką to od niej nie uciekniesz a jak się znajdziesz w strefie skażenia w chwili wybuchu to lepiej byś się najszybciej zgłosił do służb medycznych ze względu na chorobę popromienną.
        Mało tego jesteś w stanie opuścić teren zagrożony w ciągu paru godzin na piechotę? Po za tym nie możesz mieć ze sobą podczas takiej „ucieczki” żadnego „szpeju”.

        Jak myślisz kto ma większe szanse na zawładnięcie plonami ziemi z Twojej działki Ty siedzący pod ziemią lub chowający się w jakiejś norze czy Ja z Kompanami poruszający się po powierzchni i będący uzbrojonymi po zęby i umiejącymi władać Tą bronią 🙂

        Kiedyś z Kumplami z ASG zrobiliśmy „manewry” w sile 10 chłopa atak na wioskę z zwartą zabudową i komisariatem Policji. Była to forma prezentu ślubnego dla „kumpla” panna młoda była córką Policjanta. Umyśliliśmy więc, że ją porwiemy czekając na pana młodego, który ją wykupi. Wioskę ową zajęliśmy „bez strzału” w kwadrans. Lokalny posterunkowy nawet nie zdążył pierdnąć. Było to w centrum wsi. Jak myślisz w jakim czasie zajęlibyśmy się w razie „W” pochędużką Twojej lubej w przypadku domku wolnostojącego na odludziu. Bo ja myślę, że od chwili namierzenia Twojej chałupy byśmy ją zajęli w niecałe 10 minut bez przygotowania a dokonując zwiadu w 5 minut. Ile byś był w stanie się utrzymać na takim odludziu?

        • Survivalista (admin) pisze:

          Nikt nie mówi o posiadaniu dwóch domów wartych 500 000 PLN. Wystarczy dom/mieszkanie w mieście i domek letniskowy nadający się do przeżycia w nim zimy. Koszt jego spokojnie zamknie się w 20-30 000 PLN. Taki wydatek to 3-4 lata zagranicznych wyjazdów na urlopy. No ale są oczywiście ludzie, którzy wolą leżeć z drinkiem nad basenem w allinclusive w Egipcie, niż leżeć z drinkiem nad stawem na własnej działce. Nie raz przecież tu pisaliśmy, że nie wszystkie nasze rady nadają się do zastosowania w każdym przypadku.

          Rozsądnie oceniamy nasz wpływ na rzeczywistość — to, że 1 000 czy 10 000 osób kupi lub przystosuje działki o powierzchni 1 000 m2 na cele, o jakich tu piszemy, nie zmieni nic w skali kraju. Nic też nie stoi na przeszkodzie, by ziemia uprawna kupiona „na gorsze czasy” była stale uprawiana, trzeba to sobie tylko umieć zorganizować.

          Mało mnie obchodzi, co będzie działo się w przypadku masowej ucieczki z miasta. Bo ja nie zamierzam brać w niej udziału, tylko odpowiednio wcześnie, po zauważeniu pierwszych oznak nadchodzących kłopotów, się stamtąd wyniosę.

          Jeśli na moje miasto spadnie atomówka to nie będę musiał sobie głowy zawracać. Dlatego też uważam, że na dłuższą skalę mieszkanie w mieście nie jest bezpieczne.

          Co do Twoich marzeń o „zawładnięciu plonami z mojej działki” czy „zajęciu się pochędużką mojej lubej”, to mogę się tylko jedynie uśmiechnąć pod nosem i życzyć Ci, byś zmądrzał. Bo skoro już tu jesteś, czytasz co piszemy i komentujesz, to znaczy, że wykazujesz zdrowe oznaki myślenia. Czyli jeszcze jest dla Ciebie nadzieja.

      • Wojmir pisze:

        Ad. 1. Jeśli doszłoby do wybuchu Jądrowego to są dwie opcje:

        – Przez dwa miesiące świecisz a po tygodniu jesteś martwy.
        – Skażenie terenu utrzymuje się przez 4 lata i by żyć musisz w nim tkwić przez te 4 lata w schronie inaczej tylko i wyłącznie wydłużysz se zycie o te pare miesięcy.

        Jak się nie orientujesz w kwestii promieniotwórczości to się na jej temat nie udzielaj.

        • Survivalista (admin) pisze:

          No, naturalnie jeśli mieszkasz w mieście skażonym brudną bombą, to prawdopodobnie przez kilkadziesiąt lat musisz mieszkać w schronie. Ale piszemy tu o działce, którą co najwyżej może skazić opad radioaktywny. A w większości przypadków po kilku tygodniach od opadu jest już dość bezpiecznie. Z pewnością nie musisz siedzieć w schronie przez kilka lat. Tobie też mogę jedynie polecić douczenie się.

          A nawet jeśli, to co to za argument? Osobiście wolałbym rok w schronie z bliskimi mi ludźmi i zapasem żywności, który się ostatecznie skończy, niż śmierć po dwóch tygodniach.

  25. am pisze:

    Od niedawna mam działkę 20km od dużego miasta. Warunki spartańskie ale da się przeżyć.

    Każdy wyjazd polega na szybkim skompletowaniu zestawu ucieczkowego dla 4 osobowej rodziny – szybkie ubieranie – prowiant, woda, apteczka, dokumenty i organizacja transportu. Tak – trening czyni mistrza.

    Myślę, że warto mieć takie miejsce na przeczekanie sytuacji kryzysowej czyli np. remontu mieszkania 🙂

    Chociaż pewnie lepszy byłby hotel ze spa.

    Albo rodzina (wszystko za darmo)z żelbetonowym domem na wsi i ogrodem i solidną, zaopatrzoną piwnicą i zwierzętami i lasem i pozwoleniem na broń palną. Mam taką, ale to na wypadek prawdziwych katastrof.

    Pozdrawiam,
    AM

  26. a.jedlinski pisze:

    Działka to bardzo dorby cel ewakuacji. Nawet drewnianą altankę można dostosować do całorocznego zamieszkania. Ja swoją już mam prawie dostosowaną. Naprawdę nic nie stoi na przeszkodzie by się tam wprowadzić na dłuzszy czas w każdej chwili. W lipcu praktycznie tam mieszkałem. Teraz co weekend tam jadę na jeden nocleg (odstresowanie się). Czekam na ferie zimowe by pomieszkać tam z tydzień – będzie to najbardziej adekwantny sprawdziań przygotowań.
    Kilka kluczowych uwag.
    1. Nie na każdej działce jest możliwość przyłączenia prądu. A nawet jak jest to lepiej go nie mieć. Lub nie polegać tylko na tym. Dobre rozwiązanie sprawdzone przeze mnie. Akumulatoru żelowe 12 v Min 7 Ah. Instalacja oświetleniowa i sprzęty „RTV” na 12 V. Do tego jakiś solar 12 V i mamy prąd. Wystarczy naprawdę.
    2. Woda. Zakłądam , że na wszystkich ogrodach działkowych woda jest zamykana na miesiące zimowe. U mnie jest zamykana od pażdziernika do maja.Trzeba to uwzględnić mieć jej odpowiedni zapas. Co najmiej na tydzień wody pitnej. Wewnątrz altanki.
    3. Przygotowując sobie działke jako cel ewakuacji priorytetem będzie zabezpieczenie ważnych sprzętów przed kradzieża. Szczególnie na czas zimowych miesięcy, czyli powiedzmy miesięcy posezonowych. I nie mam tu na myśli dobrego zamknięcia. Wręcz przeciwnie! W altance nie trzymać rzeczy cennych. Niech nie będzie dobrze zamknięta. Niech to będzie kłodka made in china która da się bez problemu sforsować. Bo jeśli będzie dobre zamknięcie to złodziej i tak wejdzie poza sezonem i narobi zniszczeń. Stosujmy strategie, że jak chce wejść to nie róbmy mu większych problemów. A co ze sprzętem? Mój „patent” – beczki takie 200 litrowe zamykane, zakopane w ziemi, gdzie tylko ja wiem, że one tam są. Tam chować sprzęty i różne zestawy przetrwania. Chcemy się do nich dostać- odkopujemy cienką wartswę ziemii i mamy dostęp. Miałem we wrześniu włam do altanki i zginęlo mi radio, akumulator żelowy i kilka innych rzeczy. Od tamtego czasu wszystko co ma jakąkolwiek wartość (prowaint, sprzęt rtv drobny, kuchenki różnego typu, ubrania….)przechowuję w beczkach. Sprawdza się. Tylko ja wiem gdzie to jest.
    4. Działkowanie wymaga czasu. Jeśli ktoś myśli, że może na działce nić nie robić cały rok i ona będzie jakoś wyglądać bez naszej opieki to grubo się myli. NIe bez powodu statystyczny działkowicz to emeryt, który ma czas i jeszcze trochę zdrowia. Nawet trawnik wymaga pielęgnaci. Jest potężna różnica między trawnikiem a ugorem. Jeśli ktoś nie chce poświęcić czasu na działke niech jako cel ewakuacji obierze sobie campera lub przyczepę campig. To też bardzo dobre rozwiązanie. Można też samochód zwykły osobowy dostosować jako cel ewakuacji (raczej jednoosobowy). Szału nie będzie ale da się w czymś takim nocowac. A jak większy samochód to na upartego mamy wersję kilkuosobową.
    5. Działka w ROD-ach przy obecnym stanie prawnym nigdy nie jest do mońca nasza.

    I jeszcze jedno. Koszt budowy altanki i jej dostosowanie do celów mieszkalnych to około 3 – 4 tysiące. Nie więcej. Duża nie jest (ok 10 m kw), zbudowana z płyt osb na szkielecie drewanianym, ocieplona wełną mineralną, całość na pseudofundamencie. Wybudowałem za około 1500 – 2000 zł. Tysiak poszedł na takie rzeczy jak piecyk, kuchenki na gaz i benzynę, odtwaracz DVD, telewizor turystyczny, akumulatory żelowe, narzędzia ogrodnicze, ładowarka solarna innego typu drobnica AGD.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Notify me of followup comments via e-mail. You can also subscribe without commenting.

banner