Dlaczego warto mieć nie tylko metale szlachetne?

Sporo miejsca i czasu w historii bloga poświęciliśmy na pisanie o przygotowaniach i zabezpieczeniach finansowych na gorsze czasy. One będą przydatne nie tylko w razie ataku zombie, ale także wtedy, gdy najbliższa Ci osoba straci pracę albo wyląduje w szpitalu.

Pieniądze, jak wiadomo, rzecz nabyta i szczęścia nie dają, ale mogą dać choćby częściowe zabezpieczenie przed nieprzyjemnymi skutkami różnych sytuacji.

Wczoraj wrzuciłem na nasz fanpage odnośnik do mainstreamowego artykułu o tym, że warto oszczędzać i odkładać pieniądze. Artykuł w sumie rozsądny, poza jedną uwagą. Autor radzi, by oszczędności trzymać w formie lokat — bo wtedy będziemy mieli do nich trudniejszy dostęp, co zabezpieczy je przed wydaniem ich na głupoty.

Rada oczywiście dobra, ale w naszych przygotowaniach na gorsze czasy i koniec świata jaki znamy, niezbyt przydatna. My powinniśmy robić dokładnie odwrotnie.

Zaraz pod wpisem na FB dodałem komentarz, że moim zdaniem ta nasza poduszka finansowa powinna mieć formę nie tylko lokat, ale także gotówki, gotówki w obcych walutach i metali szlachetnych. Kilku czytelników jednak zwróciło uwagę, że papierowe pieniądze są nic nie warte i w razie kryzysu nadadzą się co najwyżej na podpałkę. Pozwolę sobie jednak się z tym nie zgodzić.

Oczywiście faktem jest, że papierowy pieniądz wart jest tyle, ile papier, na którym go nadrukowano. Mam tu na myśli fundamentalną jego wartość — jest ona zerowa. To nie jest węgiel, który można spalić w piecu, czy złoto, które przydaje się w elektronice, a poza tym ładnie wygląda i kobiety lubią oglądać ją na palcu (z diamentami, których wartość też jest znikoma).

Nas jednak nie interesuje, jaką one mają wartość, tylko jak ich wartość będzie postrzegana w momencie, w którym będziemy musieli je użyć.

Czyli: nadchodzi kryzys i musimy kupić paliwo do samochodu czy chleb dla rodziny. Idziemy do sklepu i wyciągamy z kieszeni:

  • 80 PLN,
  • banknot 20 EUR,
  • 25 USD,
  • polską, srebrną monetę 28,28 g, która ma ok. 0,84 uncji trojańskiej czystego srebra,
  • jedno ogniwo złotego łańcuszka, zawierające 0,5 g czystego złota.

Wszystkie te rzeczy dziś są mniej więcej warte tyle samo. Przyjmijmy, że w analizowanym scenariuszu też porównujemy towary o równej wartości.

I teraz pytanie: w momencie kryzysu, co chętniej przyjmie sklepikarz jako środek płatniczy? Moim zdaniem jego preferencje będą następujące:

  1. dolary,
  2. euro,
  3. złotówki,
  4. złoto z łańcuszka,
  5. srebrna moneta.

Przy czym nie dam sobie głowy uciąć, czy na miejscach 1-2 i 4-5 nie powinno być odwrotnie.

Zmierzam do tego, że w kryzysowej sytuacji większym zaufaniem, według mnie, cieszyć się będą obce waluty (postrzegane jako stabilne) niż metale szlachetne (których szlachetność trudno sprawdzić na szybko).

I jakkolwiek uważam, że w metalach szlachetnych warto jest mieć choć część oszczędności — dla zabezpieczenia ich przed utratą wartości — to jednak nie można polegać wyłącznie na nich. Złoto i srebro mają swoją realną wartość, zwłaszcza złoto pozwala ukryć duży majątek w niewielkim kawałku metalu, można je więc łatwo przenosić. Co do miejsca zakupu, polecamy sklep monety-inwestycyjne.pl, gdzie sami się zaopatrujemy, bo na hasło „survival” można dostać darmową przesyłkę. 🙂

mimo to nie uważam, by należało w całości rezygnować z posiadania papierowej gotówki.

Uwaga z artykułu o lokatach jest niezła. Warto jednak tak dobierać lokaty, by ich terminy zapadalności mijały się o kilka miesięcy. Chodzi o to, by w razie konieczności wycofania pieniędzy, utracić jak najmniej należnych odsetek.

Survivalista (admin)

Artur Kwiatkowski. Magister inżynier, posiadacz licencjatu z zarządzania. Samouk w wielu dziedzinach, ale nie czuje się ekspertem w żadnej. Interesuje się zdrowym życiem i podróżami. I przygotowaniami na trudne czasy, rzecz jasna!

Mogą Cię zainteresować także...

15 komentarzy

  1. Cuthorn pisze:

    Metale szlachetne warto mieć choćby z jednego powodu (tak jak dolary i inną „twaedą” walutę): to one pozwalały wykupić się z różnych nieprzyjemnych sytuacji w czasie II WŚ, one pazwalały na kupienie sobie paszwortu szwajcarskiego i uciec.

  2. MaQ pisze:

    W najbliższej przyszłości można się spodziewać kryzysu związanego z Fiat money i jego nad produkcją.. taki papierowy pieniądz i republika waimarska na skalę światową. W związku z tym nawet teraz przyjmował bym wpłaty w takiej kolejności:

    złotówki – bo na co dzień tego używam.
    srebrna moneta, złoto z łańcuszka, – bo mogę schować na czarną godzinę i przyjąć korzystny dla siebie kurs tzn lepiej zarobić.

    tego w ogóle bym nie brał: dolary i euro..

    euro, – mógł bym się zastanawiać bo czasem jeżdżę na delegacje – tylko że wolę nie trzymać ze względu na wahania kursowe.

    dolary, – potrzebne jak psu na budę.. Obama tyle tego drukuje że tylko czekać aż kurs poleci na łeb jak TU154. wystarczy spojrzeć na kurs złota, srebra palatyny wyrażony w dolarach.. od razu widać trend.

    • panika2008 pisze:

      Obama mówisz drukuje… a ja widzę że od 2006 do dziś w Polsze M3 wzrosło dwukrotnie, a w USA tylko/”tylko” o 50%… od początku kryzysu/”kryzysu” (połowa 2008) w Polsze wzrosło o ok. 54%, a w tym strasznym, paskudnym USA o ok. 15%…

      Polecam mniej propagandy a więcej faktów 🙂

      • MaQ pisze:

        To nie propaganda..
        przecież nie pisałem że złotówka jest lepsza, ani że
        Donaldinio jest lepszy od najlepiej opalonego prezydenta USA.
        Złotówki bym brał bo je na bieżąco wydaję. Nie dlatego że bym chciał w nich trzymać oszczędności 🙂
        Obecnie najlepiej „spalić kasę” tzn wydać wszystko na coś – nie oszczędzać a posiadać coś (mieszkanie? ziemię) co w razie ‚w’ będzie można sprzedać.
        Dziadek mi opowiadał jak w ciągu kilku dni z oszczędności całego życia mógł sobie w pokoju artystyczną tapetę zrobić tylko dlatego że były w papierze.
        Albo jeszcze jedna historyjka rodzinna.
        Pradziad sprzedał sad.. ponad 2 hektary jabłek duże zadbane drzewa dobrze rodzące dużo owoców itd. Po tygodniu za otrzymane pieniądze na rynku kupili za to koguta na obiad.

  3. ktoś389 pisze:

    Cena złota jest z tego co słyszałem napompowana i lada chwila może spaść do straszliwie niskiego poziomu dość szybko. Albo w ogóle nie spaść. Więc jest to piekielnie ryzykowna inwestycja.
    Są inne towary, które będą miały wielokrotnie stabilniejszą wartość – choćby alkohol. Przecież nawet w czasach kryzysu ludzie będą chcieli pić, prawda ?

    • Survivalista (admin) pisze:

      Ja słyszałem też, że cena mieszkań nigdy nie spadnie. Nie wierz we wszystko, co słyszysz, obserwuj i wyciągaj własne wnioski. 🙂

    • MaQ pisze:

      Hem.. myślałem że to blog o przygotowaniach na sytuacje kryzysowa a nie o „inwestowaniu”. 🙂 Inaczej zadane pytania.. (co by było gdyby.. vis ile zarobie na). Poza tym obecną cenę złota „pompuje” jak to napisałeś produkcja dolara. Ergo to nie złoto rośnie tylko dolar spada względem złota. Poza tym o tym „pompowaniu” „main stream” krzyczy od 400$/oz (teraz jest ~1700$/oz) tak że nie warto tego słuchać…
      tak jak napisał Survivalista: „Nie wierz we wszystko, co słyszysz, obserwuj i wyciągaj własne wnioski.”
      Fakt faktem że nie warto wsiadać do przepełnionego pociągu tylko dlatego że „wszyscy” tam siedzą. Inaczej mówiąc – nie uważam złota za dobrą inwestycję.
      Uważam jednak że jest to dobry środek w razie „w” który można spożytkować w dowolny optymalny do zagrożenia w danej chwili sposób.. czy to żeby „być daleko” czy to żeby „mieć kałacha” a może nawet mieć „paszport neutralnego kraju”.. 😉

  4. Piotr Lisiecki pisze:

    Stawiałbym na monety obiegowe z zawartością kruszcu w niedużych nominałach. Łatwo ukryć, wywieźć za granicę i ewentualnie zapłacić za benzynę, chleb czy lekarza.
    Wartość takiej monety może udokumentować certyfikat wydawany przy zakupie lub katalog numizmatyczny.
    Z dużego nominału będzie kłopot odzyskać resztę i rośnie ryzyko rabunku, gdy pokażemy gdzieś drogą monetę.
    Zawartość kruszcu (jak np. w dolarach kanadyjskich) daje bezpieczeństwo inwestycyjne.

  5. ggggg pisze:

    Warto tez miec monety. Dzis okolicznościowe 2 zlotowki NBP kosztuja 2zł, ale w czasie kryzysu beda spokojnie mogly miec wartosc pół bochenka chleba. Bo to jest konkretny stop i to dosć cenny. To samo dotyczy groszy.

    Co do euro i dolara to w ogole bym nie bral tych walut pod uwage.
    Sa lepsze waluty papierowe

    • Survivalista (admin) pisze:

      Które okolicznościowe monety masz na myśli i gdzie je można kupić po 2 PLN?

      Grosze są warte mniej więcej tyle, co stop w nich zawarty. No, ciut więcej. Ale ile tych miedziaków musisz uzbierać DZIŚ na bochenek chleba?

      Jakie lepsze papierowe waluty masz na myśli?

  6. Przemek pisze:

    Podstawową zasadą powinno być: „Nie trzymaj wszystkich jajek w jednym koszyku”.
    Myślę że warto mieć zarówno €, $, zł jak i złote monety bulionowe, nawet gdyby oznaczało to że każdego mamy niewiele.
    Jedną z najbardziej prawdopodobnych przyczyn kryzysu jakiego świat jeszcze nie widział będzie właśnie uznanie obligacji USA i dolara za mało wiarygodne sposoby przechowywania kapitału, ale mimo to niewielka ilość dolarów nie zaszkodzi na wypadek innych scenariuszy.

  7. Mirosław pisze:

    … a tutaj lewy zarzut jakich dzisiaj wiele o byle co, wkracza komornik i… majątek podzielony na togowców.
    PS:
    Po denominacji, miałem pliki banknotów z bankową jeszcze banderolą od 50 do 1000 zł, którymi bawili się moje dzieci. Straciłem majątek (nie raz zresztą).
    Nawet inwestycja w zwykłą rtęć (można robić przecież piorunian rtęci) będzie lepszą lokatą niż w jakikolwiek pieniądz fiducjalny. W czasie wojny w Jugosławii, to był „złoty towar”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Notify me of followup comments via e-mail. You can also subscribe without commenting.

banner