Downshifting i minimalizm

Krzysiek trzy dni temu pisał o pracy, kredytach hipotecznych i emeryturze, jako o przejawie nowoczesnego niewolnictwa. Dziś ja chciałbym podrzucić Wam materiał, który znalazłem dość dawno i ciągle leżał w kolejce do napisania.

Artykuł Downshifting – chcę żyć wolniej! pojawił się w serwisie edziecko.pl dobre kilka tygodni temu. Opisuje trend, który Wikipedia definiuje mniej więcej tak:

Downshifting jest społecznym zachowaniem lub trendem charakteryzującym się uproszczeniem życia w celu ucieckzi z wyścigu szczurów albo obsesyjnego materializm, aby zredukować „stres, nadgodziny i psychologiczne koszty, które się z nimi wiążą”. Stawia nacisk na odnalezienie lepszej równowagi między odpoczynkiem i przyjemnością a pracą i skoncentrowanie się na spełnieniu osobistym oraz budowaniu relacji społecznych zamiast pogoni za sukcesem ekonomicznym. Musicie mi wybaczyć to koślawe tłumaczenie.

Taka filozofia życiowa jest mi bliska, dlatego chciałem ją tutaj opisać. Podobnie, jak i minimalizm, downshifting oznacza zmniejszenie kosztów i tempa życia. Rezygnując z pogoni za coraz to nowszymi samochodami, elektronicznymi gadżetami i modnymi garniturami, otrzymujemy więcej czasu dla rodziny, siebie i swoich przyjemności.

Jednocześnie żyjemy w sposób nieco zdrowszy i bezpieczniejszy, bo w przypadku nadejścia gorszych czasów, jest nam nieco łatwiej. Mając mniej zbędnych do szczęścia gadżetów, starszy samochód, mniejszy dom, mamy mniej kosztów. Jednocześnie rezygnacja z tych wydatków pozwala nam łatwiej i szybciej zbudować fundusz awaryjny.

Sam artykuł zawiera kilka ciekawych myśli, niektóre z nich chciałbym tutaj omówić.

– Wydaje mi się, że ten nurt dotyczy głównie ludzi zamożnych, którzy osiągnęli pewien status materialny i zawodowy (…) – uważa psycholog Agata Marszałek. – Nie każdy ma jednak takie możliwości. Wiele osób, które myślą o zwolnieniu funkcjonuje wedle zasady: „Jak tylko dojdę do pułapu X wtedy się wycofuję”, ale ten pułap często z roku na rok jest podnoszony odrobinę wyżej i nic z tego nie wychodzi.

Właśnie w tym jest problem. Wcale niekoniecznie trzeba myśleć o zwolnieniu tempa życia i zmniejszeniu jego poziomu. Wystarczy odpowiednio wcześnie uświadomić sobie, że nie chcemy uczestniczyć w wyścigu szczurów. Wystarczy po prostu nie zwiększać tempa wydatków i poziomu życia w ślad za rosnącymi dochodami, co niestety robi większość ludzi.

Czy naprawdę potrzebujemy co 5 lat kupować nowy samochód z salonu? Czy potrzebujemy kupować nowe meble, jeździć co roku do Egiptu na 2 tygodnie wczasów all inclusive? Czy musimy mieć najnowszego laptopa z 17-calową matrycą do gier komputerowych, jeśli będzie cały czas stał na biurku (bo przecież jest za cieżki do noszenia)?

W mojej ocenie nie wszystko to jest nam potrzebne do bezpiecznego, przyjemnego życia.

Pytanie tylko: jak walczyć ze społeczną presją, którą ten nieformalny system na nas wywiera?

Survivalista (admin)

Artur Kwiatkowski. Magister inżynier, posiadacz licencjatu z zarządzania. Samouk w wielu dziedzinach, ale nie czuje się ekspertem w żadnej. Interesuje się zdrowym życiem i podróżami. I przygotowaniami na trudne czasy, rzecz jasna!

Mogą Cię zainteresować także...

15 komentarzy

  1. Czczigodny Szkieletor pisze:

    Ależ tak, Arturze ! Zgadzam się z Tobą i powiem, że (bez urazy dla Krzyśka) wolę Twój styl pisania:) Koszty trzeba minimalizować i uczyć się żyć bez cierpienia. Wtedy kryzys nie będzie taki straszny.

    Z drugiej strony uważam jednak, że człowiek powinien doświadczyć odrobiny luksusu. Raz na pięć lat wyjechać na all inclusive, mieć chociaż jeden dobry garnitur. Uważam też, że należy inwestować w rzeczy dobre, ale ponadczasowe. Jak raz kupisz prawdziwe meble z prawdziwego drewna, w klasycznym dizajnie, to potem nie będziesz musiał ulegać modom. Jak kupisz dobry, klasyczny, bezawaryjny wóz, to potem nie będziesz na niego patrzył ze wstrętem. Nie da się też oszczędzać na jedzeniu, bo jesteśmy tym co jemy, ale warto też pomyśleć o autonomicznym ogródku bez chemii. Przed skretyniałymi znajomymi snobami zawsze można grać kogoś ekologicznego (lub nawet nie grać, bo ja np. sam jestem bardzo eko). Temat do dłuższej dyskusji;)

    • Survivalista (admin) pisze:

      Dzięki za miłe słowa. Rzeczywiście, ekologiczne podejście do życia może być niezłą przykrywką, którą otoczenie zaakceptuje.

  2. KM pisze:

    ” Uważam też, że należy inwestować w rzeczy dobre, ale ponadczasowe.” – bardzo mądre i piękne słowa.

    Niedawno odmówiłem dodatkowych płatnych godzin – patrzyli na mnie jak na idiotę. Same odmówienie możliwości zarobku jest poczytane jako objaw choroby psychicznej.
    Cenię wyżej obiad z rodziną, niż bankiet u prezesa czy picie wódy dla znajomości. Mamy pełno zdjęć na komputerze ale żadnego w albumie. Gadamy godzinami przez telefon a nie mamy do kogo pójść. Kiedyś na wsi przed każdym domem były ławeczki, gdzie można było usiąść i pogadać. Pamiętajcie czas jest jednorazowy.

  3. Julek pisze:

    Chcesz powiedzieć, że 14 dni wczasów to dużo i że powinniśmy przez pozostałe 350 dni tyrać w fabryce i pilnować chałupy? He he, róbta co chceta, ja w ramach downshiftingu dążę do odwrócenia tych proporcji 🙂

    • Survivalista (admin) pisze:

      Pisząc o 2 tygodniach wczasów w Egipcie miałem na myśli wyjazdy tam, gdzie w danym momencie jest modnie jeździć, tylko po to, by poleżeć na słońcu z drinkiem w ręku. To już lepiej poleżeć z drinkiem w ręku na leżaku we własnym ogrodzie a Egipt pooglądać na zdjęciach. Taki sam efekt, a o ile taniej!? 😉

      Jest taki moment, czy okres w życiu, gdy spokojnie można tyrać ile wlezie. I w mojej opinii nawet warto. To jest ten czas, gdy się jest młodym, nie ma domowych obowiązków, itd. Odłożone wtedy pieniądze świetnie nadadzą się na start tego naprawdę „dorosłego” życia, gdy się będzie mieć rodzinę.

      • cedric pisze:

        Ja w ramach oszczędzania czasu i pieniędzy na podróżach zakupiłem całą serię „Dookoła świata” -117 odc. Każdy kosztował 25 zł, trwa ok. 100 min. Pogoda gwarantowana;), bez tłoku i chorób tropikalnych, każdy komu te filmy pożyczałem jest nimi zachwycony. W wiele regionów świata nigdy człowiek nie pojedzie, choćby ze względu na koszty. Przepiękne zdjęcia i do tego masa przydatnych wiadomości. Chętnym polecam zakupienie pojedynczych odcinków na początek- np. Parki Narodowe USA, Australia, Kolej Transsyberyjska itd.

        • Czcigodny Szkieletor pisze:

          Nic nie zastąpi empirycznego doświadczenia. Zawsze chciałem jechać do Czarnobyla. Obejrzałem niezły film „Land of oblivion”, który właściwie pokazał wszystko. Czy to oznacza, że teraz powinienem dać se siana?
          Poznawanie świata przez foldery jest bardzo mądre – o wiele lepiej świadomie czytać i świadomie (choć teoretycznie) poznawać zabytki, piękną przyrodę niż nieświadomie ją zwiedzać. Poznałem kiedyś zblazowanych bogaczy, którzy byli wszędzie i nawet niespecjalnie kumali gdzie byli. Mylił im się Taj Mahal z piramidami. Dosłownie !

          Jednak prawda jest taka, że dla osób świadomych empiryczne namacalne doświadczenie jest piorunujące i nie da się tego porównać z żadnym folderem, DVD, opowieścią. No może z tym ostatnim najbardziej – idąc za Romanem Ingardenem. Nie oznacza to oczywiście, że popieram globtroterskie maniactwo równoległe z długami, pustym garnkiem i nieopłaconymi rachunkami. Taka postawa kompletnie jest mi obca – choć znam ludzi, którzy jak tylko pojawia się kasa – WSZYSTKO puszczają z dymem na wycieczkę np. do Peru, a potem „zęby w parapet”. Przy czym jak pojawia się rozmowa o jakiejkolwiek inwestycji w bezpieczne jutro, to temat jest ucinany. Myślenie świerszcza, który całe lato bimba, kiedy pszczółki zapierdalają, ale potem gdy przychodzi jesień…Znacie tę bajkę?

  4. Czcigodny Szkieletor pisze:

    Zakładam, że autor, pisząc o dwóch tygodniach w Egipcie, chciał przeprowadzić pewną hiperbolizację zjawisk. Nikt tak naprawdę nie wyjeżdża aż na dwa tygodnie, bo korporacja goni.
    Prawdą jest, że dobre all inclusive pozwala się totalnie wyluzować, bo sprzątają za Ciebie, żarcie jest gotowe, driny bez czekania, niczym się nie martwisz – nie da się nie odpocząć. Nie ma w tym nic złego raz na jakiś czas. Albo chociaż raz w życiu, żeby zobaczyć jak to jest.
    Głupotą jest zapieprzać tylko po to.
    Już dziesięć lat temu gadałem z jednym kolegą z czasów liceum, który wkręcił się w bogatą rodzinę korporacyjną, ale zrobili z niego woła. Nie – nie było warto, bo po tych dziesięciu latach tyrki kupił sobie niedawno mieszkanie, chyba częściowo na kredyt, w niezbyt atrakcyjnym miejscu. No i pytam się go, już wtedy ” warto tak zapierdalać?”. A on mi na to „warto, bo jak staję w Austrii na stoku i myślę, że to wszystko ja sam, że te narty, ten ski pass, ta benzyna, to wtedy ładuję akumulatory i jadę dalej”:D Załamałem się, bo przecież nie na tym polega życie…

    • Survivalista (admin) pisze:

      Bo to jest kwestia priorytetów. Nie odmawiam racji Twojemu stwierdzeniu, że podróże kształcą. I owszem.

      Tylko że dla mnie są ważniejsze sprawy, niż zwiedzanie świata. Na przykład zapewnienie sobie i rodzinie dachu nad głową z jak najmniejszym udziałem kredytu.

      Wakacje all-inclusive mogą być fajne. Nie wiem, nigdy na takich nie byłem. Ale przecież można sobie coś takiego urządzić też w mniej modnym kurorcie niż Sharm el Sheik za mniejsze pieniądze.

      • Czcigodny Szkieletor pisze:

        Ależ moje priorytety są niemal identyczne. Chodzi tylko o to by nie popadać w żadną skrajność. Plusy i minusy są po jednej i po drugiej stronie, choć wiadomo, że najpierw fundament, ściany, ocieplenie, drzwi, okna i dach, a dopiero potem obrazy na ściany;)

        • Survivalista (admin) pisze:

          No chyba, że miałby to być święty obrazek.

          Ja jestem mocno niewierzący, ale to mi się akurat mieści w głowie…

    • Zarycz Pomysłem pisze:

      Sam jestem miłośnikiem deski,
      ale podzielam zdanie, że nie warto tyrać dla „stoków w Austrii” co roku,
      skoro mogę taniej zastąpić daną rozrywkę, wybierając np. stoki w pobliskich dla mnie Kielcach (stok Stadion, stok Telegraf, stok Niestachów, stok Tumlin) i za ułamek kwoty jeździć znacznie więcej i to przez cały sezon – kiedy mi wygodnie.

      Niektórzy powiedzą, że liczy się tylko rozrywka z najwyższej półki (cenowej i jakościowej), bo oczywiście przykładowa Austria jest lepsza, ale pytam się, jakim kosztem? Zapewniam, że można bawić się świetnie używając tańszego sprzętu i korzystając z tańszych/bliższych/nieco mniej atrakcyjnych lokacji.

      Dodatkowym plusem w/w nastawienia jest łatwość wypadu z dobrym kumplem, którego nie stać na „Austrię”, ale który chętnie wyskoczy po pracy ot, choćby na „kilka zjazdów”. Wtedy nie ma satysfakcji w rodzaju, że ja sam to wszystko, że to moje paliwo, moje by-passy :), mój super-sprzęt, ale także moje… wyobcowanie od wszystkich tych, którzy jeszcze nie żyją zamożnie. Jest za to satysfakcja ze świetnie spędzonego czasu z ludźmi, na których nam zależy.

      Były badania psychologiczne, że poczucie zadowolenia z życia jest zależne od relacji z ludźmi, a nie ma wpływu na nie status majątkowy człowieka. Dodatkowo, budując dobre relacje z ludźmi, nie będziemy tak wyobcowani, gdy SHTF (jasne, jasne, lepiej liczyć tylko na siebie i mieć duużo aktywów na gorsze czasy. Zatem po co w ogóle kontaktować się z ludźmi? I po co jeździć do Austrii, skoro to kosztuje? Poza tym, gdy przyjdzie bieda, poznamy prawdziwych przyjaciół).

      Pozdrawiam,
      Zarycz.

  5. Wilk pisze:

    Z tym „autem co 5 lat” to jest tak, że jak ktoś kupuje to , co trendowe, to siłą rzeczy – większość takich rzeczy jest tworzona z myślą o tym, żeby za długo nie służyła, żeby wymieniać ją potem na co innego. Ale zawsze można po prostu kupować z głową – samo kupowanie trwa wtedy dłużej, ale za to ile nerwów się potem zaoszczędzi w użytkowaniu…

  6. Admin RO pisze:

    popodróżowałem sobie parę latek temu, wydając kupę kasy, ku dezaprobacie rodziny a nawet konfliktach z tego powodu (po co tyle wydałeś?)

    ale to było mi w życiu potrzebne, naładowałem się, przełamałem pewne ograniczenia psychologiczne, to była dobra inwestycja

  7. Admin RO pisze:

    wspomniałem o tym tu – jedna z podrózy:
    http://racjonalne-oszczedzanie.blogspot.com/2011/10/oszczedne-podrozowanie-zima-na-majorce.html

    może kogoś zainteresuje?
    napisać coś jeszcze?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Notify me of followup comments via e-mail. You can also subscribe without commenting.

banner