Ewakuować się, czy pozostać w domu? [film]

Pod poprzednim materiałem pokazującym przykłady sytuacji, w których przyda się zapas żywności, dostaliśmy masę komentarzy. Dość powiedzieć, że w kilka dni stał się on najpopularniejszym tekstem (pod względem liczby komentarzy), bijąc tekst sprzed kilku lat. W komentarzach część z Was zwróciła uwagę na fakt, że mając zapas żywności możemy być mniej skłonni do podjęcia decyzji o ewakuacji. O tym, jak zdecydować, czy ewakuować się, czy pozostać w domu, chcieliśmy opowiedzieć w dzisiejszym materiale.

Pisaliście między innymi, że mając zapas żywności w domu możemy być do tego domu w pewnym stopniu uwiązani. My tak nie uważamy.

W przygotowaniach na trudne czasy oczywiście chodzi o to, by dom przygotować na brak prądu, wody, na utrudnienia w zaopatrzeniu w żywność. Nie chodzi jednak o to, byśmy za wszelką cenę chcieli w tym domu pozostać. Raczej o to, żebyśmy w razie czego nie byli do ewakuacji zmuszeni. Żeby nie każda sytuacja zmuszała nas od razu do opuszczenia domu w poszukiwaniu żywności, wody, pracy, czy czegoś innego.

W każdym scenariuszu, w każdej sytuacji, trzeba sobie będzie odpowiedzieć na pytanie: czy będzie dla mnie bardziej korzystne pozostanie w domu, czy jego opuszczenie i ewakuacja? Niestety, podejmując taką decyzję, jesteśmy zawsze trochę jak dzieci we mgle. Wiemy, co mamy w domu, ile żywności, wody, gotówki, na ile wystarczy nam zapasu baterii do latarek. Wiemy, czy poradzimy sobie w tej trudnej sytuacji z zaspokojeniem naszych potrzeb. Wiemy, bo jesteśmy tam ciągle i ciągle z tych zapasów korzystamy. Jednocześnie nie wiemy, jak wygląda sytuacja u celu ewakuacji i na drodze do niego.

Cel ewakuacji przygotowujemy na trudne czasy. Przywozimy tam zapasy żywności, koce, narzędzia, wodę, robimy własną studnię albo zbieramy deszczówkę, budujemy ziemiankę-schron, albo nawet najprostszy domek. Ale będąc w domu nie wiemy, czy ten domek jeszcze tam stoi. Przecież mógł zostać zniszczony przez wichurę, spalony przez wandali, albo okradziony przez złodziei. Może nic z tych rzeczy, które tam tak pieczołowicie zwoziliśmy, już tam nie zostało? Przecież nie zadzwonimy do dozorcy, który tam mieszka, bo nie mamy tam żadnego dozorcy!

Nie wiemy też, co czeka nas na drodze do celu ewakuacji. Może droga jest zniszczona (bo jakiś most spłonął). Może jest blokowana przez żołnierzy. Oczywiście część z Was powie, że nie po to macie samochody terenowe, by jeździć po głównych drogach, a uciekać będziecie przez lasy. Ale może właśnie leśne drogi są zaminowane, jak na Ukrainie, a do tego patrolowane przez uzbrojonych żołnierzy, partyzantów, czy bandytów. Może szukają oni wroga, szpiegów, dywersantów, albo po prostu ofiar. Może nie będą od razu strzelać, a tylko będą Was chcieli okraść, zgwałcić i dopiero później zabić, kolejność jest przecież zupełnie nieistotna.

Z tego względu, prawie w każdej sytuacji wydaje się, że lepiej jest pozostać w domu, niż się z niego ewakuować. Są sytuacje, gdy nie ma co do tego wątpliwości. W razie epidemii, gdy po ulicach szwendają się hordy ludzi zarażonych wirusem ptasiej czy świńskiej grypy, lepiej jest zaszyć się w domu, niż przebijać się do celu ewakuacji i ryzykować zarażenie się.

Są też sytuacje, kiedy z całą pewnością trzeba się stamtąd wynieść. Gdy na ulicach pojawiają się uzbrojone bandy, to trzeba się z miasta wynosić. Niezależnie od tego, czy są to bandy w mundurach z karabinami, czy bandy w dresach z maczetami.

Są także scenariusze, gdy sytuacja zmienia się powoli. Gdy na przykład z powodu gospodarczego kryzysu społeczeństwo ubożeje, rośnie bezrobocie i przestępczość, a my na strzeżonym osiedlu tego nie widzimy. Wychodząc z domu tylko do pracy i wracając po południu nie jesteśmy świadkami tego, że ludzie są okradani, mordowani dla kilku złotych, gwałceni czy porywani dla okupu. Z tą przemocą stykamy się tylko w prasie i telewizji, albo co najwyżej na pogrzebie kogoś bliskiego. Ale to w takim właśnie momencie może się okazać, że należało się z tej okolicy wynieść kilka lat wcześniej. Przeprowadzić się na wieś, zbudować tam dom i budować swoją pozycję w lokalnej społeczności. Dać się poznać nie jako ten outsider z miasta, tylko ciężko pracujący członek społeczności, który pomaga sąsiadom i któremu też należy się od nich pomoc.

Jeśli front działań wojennych jest 50 km od miasta, to wiadomo, że trzeba się z niego wynosić. Ale może trzeba było o tym myśleć, gdy front był 500 km dalej. To mógł być ostatni moment na to, by sprzedać mieszkanie, sprzedać meble, zabrać się z całym majątkiem i wynieść się. Może był to ostatni moment, by sprzedać to wszystko z możliwie małą stratą i zacząć życie gdzieś indziej? O tym dowiemy się niestety dopiero po czasie.

Są scenariusze, kiedy wszyscy będą chcieli się ewakuować. Bo wystąpi jakieś skażenie chemiczne, albo apokalipsa zombie. W takich sytuacjach mówi się o złotej godzinie — czyli okresie między momentem, gdy wszyscy uświadamiają sobie, że trzeba się ewakuować a chwilą, gdy faktycznie zaczynają to robić.

My jesteśmy w tej komfortowej sytuacji, że jesteśmy dość dobrze przygotowani do ewakuacji. Także mentalnie. Mamy przecież m.in.:

Nam będzie dość łatwo zabrać ze sobą przygotowane wcześniej rzeczy i się wynieść. Inni ludzie tego nie mają i im trudniej przyjdzie podjęcie decyzji o ewakuacji (inna rzecz, że i nam to łatwo nie przyjdzie, co przecież widać było po komentarzach). Im zajmie to więcej czasu i stąd bierze się ta złota godzina.

W takim przypadku istotne jest, byśmy ewakuowali się jak najwcześniej, przed wszystkimi pozostałymi ludźmi. Jeśli będziemy uciekać w tłumie, to prawie na pewno nam się to nie uda. Nagrywałem materiał blisko dużego węzła, na którym krzyżuje się trasa S79 (po 3 pasy w każdym kierunku) z trasą S2 (po 5 pasów w każdym kierunku), niedaleko lotniska Okęcie, zaraz przy trasie kolejowej na Radom. Z takiego miejsca jest tylko kilka dróg ewakuacji, które łatwo mogą zostać zablokowane.

Mogą zostać zablokowane przez żołnierzy, którzy każdego mężczyznę w wieku poborowym z samochodu wyciągną, dadzą mu karabin i poślą na front. Albo przez bandytów, którzy będą chcieli okradać wszystkich uciekających. Albo przez samochody, które będą się psuć, zderzać ze sobą, bo w takiej sytuacji zawsze do stłuczek i awantur będzie dochodziło.

 

Nie jesteśmy w stanie podać Wam uniwersalnego algorytmu, który udzieli Wam odpowiedzi na pytanie: należy się ewakuować, czy pozostać w domu. Odpowiedź na to pytanie zawsze przecież brzmi: „to zależy”. A w każdej tego typu sytuacji musicie po prostu usiąść spokojnie, zebrać możliwie dużo informacji i zastanowić się, czy macie pewność, że u celu ewakuacji i na trasie do niego będziecie bezpieczniejsi, niż w domu.

Krzysztof Lis

Magister inżynier mechanik. Interesuje się odnawialnymi źródłami energii, biopaliwami i nowoczesnym survivalem.

Mogą Cię zainteresować także...

47 komentarzy

  1. niktto pisze:

    No, co racja to racja.

  2. IDZIE WOJNA!!! Poczytajcie sobie http://isap.sejm.gov.pl/DetailsServlet?id=WDU20150000321 bez powodu powołań by nie robili!

    • Franek210697 pisze:

      Nie w Polsce, to sianie strachu żeby na lewacką platformę głosować.! Zresztą to my już pod okupacją jesteśmy…

      • Michal pisze:

        Przecież PO jest prawicowe…
        A dokument z dzienniku ustaw RP jest podpisany przez Kopacz a ona też prawicowa.

        • Survivalista (admin) pisze:

          Co w działaniach PO jest prawicowe?

          Nienawiść do wolnego rynku? Dociskanie obywatelom i przedsiębiorstwom śruby? Powiększanie sektora publicznego? Zabieranie jednym i oddawanie innym?

          Inna rzecz, że w dzisiejszej Polsce pojęcia „prawica” i „lewica” uległy zatarciu, bo tak samo lewicowy jest PiS i był swego czasu LPR. Jedyna różnica, to taka, że są to partie bardziej konserwatywne.

          • Rafał M. pisze:

            Taka obecnie panuje ideologia gospodarcza, że trzeba zabrać biednym, rozdać bogatym, a jak bogaci jeszcze bardziej się wzbogacą to może zatrudnią biednych i część z tego bogactwa im skapnie.
            W USA od czasów Reagana, w Polsce od Balcerowicza (podpowiedziana przez Sachsa).

          • tomek2 pisze:

            Piotr nie widzę sensu takich odp. Bo do niczego nie prowadzą, rozumie , źe Twoim zdanie szansa na takie zagroźenie gdzie warto będzie zostać jest bliska0 a te z koniecznością ewakuacji mają duźo większą szanse realizacji? Jeśli tak to ok ja mam jednak odmienne zdanie

  3. Piotr pisze:

    Ze wspomnianych wyżej przez Ciebie powodów (zniszczone mosty, zaminowane drogi w lasach, rozkradziony cel ewakuacji itp.) uważam, że decyzję typu wyjeżdżam/zostaję trzeba podjąć jak najwcześniej – jeśli decyzja to „ewakuacja”, to na początku po prostu nie będzie tych wysadzonych mostów, zaminowanych dróg i rozkradzionych magazynów, a czym dłużej będziemy zwlekać, tym większa szansa, że to nastąpi.
    W moim przypadku główny „cel ewakuacji z miasta” nie jest pozostawiony sam sobie, po prostu mieszkają tam moi rodzice (są emerytami, opiekują się dziadkiem, który mieszka kilkaset metrów dalej).
    Jeśli ktoś nie ma kogo „zostawić” w celu ewakuacji, to przecież mamy XXI wiek i zdalny nadzór (nie ochrona, tylko informacja o tym co się dzieje) nad jakimś obiektem nie stanowi problemu (ani technicznego, ani finansowego). Elektronika „inteligentnego domu” zrobiona we własnym zakresie to kwestia kilkuset zł (wykrywająca otwarcie drzwi, wybicie okien, monitorująca czy na miejscu jest prąd, jaka jest temperatura itd., można się nawet pokusić o tanią kamerkę, która zrobi zdjęcie a te wszystkie informacje może przesłać za pomocą MMS-a w normalnych warunkach bądź prostego nadajnika krótkofalowego i prostej anteny na 200-300km gdy sieć GSM nie działa), najprościej jednak jest mieć po prostu zaprzyjaźnionego sąsiada, który w razie czego powiadomi, że coś się stało.
    Uważam, że jeśli się ewakuować, to od razu, bo jak piszesz, po miesiącu już może nie być do czego się ewakuować (a i sama droga może być trudna do pokonania).

    • bogi1 pisze:

      Zgadzam się!. Mozna to podejrzeć w tym filmie o tym jak w ameryce zabrakło prądu – jest tu gdzieś o nim mowa na forum – tam preppers, jeden z wielu przedstawionych bohaterów, wyjeżdża od razu, jak tylko zaczyna się dziać źle. Lepiej wczesniej pojechać i przeczekać, najwyżej nic wielkiego sie nie wydarzy, niż jechać poźniej znaleźć się w czarnej dupie, jak sie okaże, że miejsca ewakuacji juz nie ma.

    • S pisze:

      „można się nawet pokusić o tanią kamerkę, która zrobi zdjęcie a te wszystkie informacje może przesłać za pomocą MMS-a w normalnych warunkach bądź prostego nadajnika krótkofalowego i prostej anteny na 200-300km gdy sieć GSM nie działa” – bardzo ciekawe co piszesz o nadajniku krótkofalowym o takim zasięgu. Chętnie dowiedziałbym się więcej o zdalnym nadzorowaniu swojego celu ewakuacji – może jest to materiał na oddzielny artykuł?

      • Piotr pisze:

        Używanie tego typu urządzeń krótkofalowych wymaga posiadania świadectwa radioperatora i pozwolenia UKE (koszty nie są wysokie, a zakres wiedzy potrzebny do zdania egzaminu to też nie „latanie w kosmos” – podstawowe wiadomości z radiotechniki, prawa radiokomunikacyjnego, bhp i procedur operatorskich). Co innego wojna i rozpierducha, wtedy nikt się nie przejmuje prawem, ale używanie tego w normalnych warunkach może się źle skończyć dla posiadacza. Nie sądzę aby były jakieś specjalne w tym celu opracowania (bo to w zasadzie podstawowa wiedza krótkofalarska) ale jeśli poszukujesz wskazówek gdzie tego szukać, to poczytaj o propagacji fal krótkich (w zależności od częstotliwości różnie się fale zachowują, co innego pasmo CB mające głównie zasięg „optyczny” a co innego częstotliwości 3,5MHz czy 7MHz) a do tego o systemach NVIS (emisja sygnału pionowo do góry w niebo i wykorzystanie rozproszenia/odbicia fal radiowych od warstw jonosfery). Na paśmie 3,5MHz moce rzędu 5W pozwalają na swobodną komunikację na 200-300km (a po zmroku w obrębie całej Polski i krajów sąsiadujących) – oczywiście przy odpowiedniej instalacji antenowej (która jest tania jeśli robimy ją we własnym zakresie – demobilowa szpula 500m podwójnego kabla PKL kosztuje na Allegro około 50zł a wystarczy spokojnie na kilka anten na niskie pasma).
        Prosty nadajnik małej mocy na 3,5MHz (nie foniczny, tylko do emisji cyfrowych na przykład CW/SlowHell czy RTTY do odbierania komputerem) kosztuje dosłownie grosze (kilkadziesiąt zł), do tego mikrokontroler ATmega328 za 20-30zł i parę czujników (mikrostyki lub kontaktrony zamontowane w drzwiach/oknach, ewentualnie czujniki temperatury też są tanie). Kamerka i przesłanie zdjęcia to już więcej zachodu (trzeba by coś w rodzaju RaspberryPi zaprząc do roboty a i nadajnik się komplikuje jeśli chcemy zdjęcie przesłać, bo do przesłania zdjęcia przez SSTV potrzebna jest obsługa SSB) – sam tego w warunkach budżetowych nie ćwiczyłem. Natomiast proste beacony (nadajniki sterowane mikrokontrolerem, które automatycznie co jakiś czas wysyłają telegraficznie podstawowe dane) robiłem kilka razy i tak na prawdę więcej czasu zajmuje napisanie odpowiedniego oprogramowania na mikrokontroler niż zmontowanie elektroniki.

        PS: Oczywiście dochodzi „druga strona medalu”, czyli jakiś odbiornik krótkofalowy do odbierania tych sygnałów trzeba też mieć.

      • Piotr pisze:

        A co do zdjęć wysyłanych MMS-em, to są w tym celu gotowe rozwiązania, można kupić kamerkę, która ma wbudowany moduł GSM i albo się na nią dzwoni (połączenie wideo) albo SMS-em wysyła komendę zrobienia zdjęcia (i kamerka „odsyła” zdjęcie MMS-em), można też aktywować w tych kamerkach czujniki ruchu itp. (poszukaj pod hasłem „kamera GSM”).

      • Rafał M. pisze:

        Nadajniki krótkofalowe mają zasięgi rzędu 2 tysięcy kilometrów, w porywach (zależy od stanu jonosfery) globalne.
        Różnica między takim lokalnym a globalnym tkwi głównie w antenie. Czasem widać na filmach na terenówkach wojskowych długie anteny, przytrzymywane linką niemal poziomo. To celowe, chodzi o skierowanie fal w górę, gdzie odbiją się od jonosfery.
        Do łączności na dalsze odległości lepiej spisują się anteny wysyłające sygnał niemal poziomo, w kierunku horyzontu.

        Do przesyłania obrazów na falach krótkich służą emisje typu Faxymile i SSTV. Przesłanie jednego obrazka zajmuje od kilku do kilkudziesięciu sekund.

      • Piotr pisze:

        Dokładnie. Stosuje się mocowanie anteny na samochodzie takie jak na tym obrazku:
        http://commons.wikimedia.org/wiki/File:NVIS.svg

        Pewny zasięg (mam na myśli pełne pokrycie obszaru, bez martwych stref, o każdej porze dnia i nocy, bez wyjątkowych warunków propagacyjnych itd.) przy NVIS to około 300km. Wspomniane przez Ciebie odległości rzędu 2000km i więcej oczywiście są możliwe (także przy małych mocach i stosunkowo prostych systemach antenowych), ale przy niskich kątach elewacji (a wtedy pojawia się martwa strefa) – przykładem jest choćby zwykłe CB, gdzie w dzień przy dobrych warunkach na radiu samochodowym (i antenie na dachu) po przełączeniu w „piątki” słychać stacje rosyjskie czy włoskie, ale nie słychać kogoś, kto jest 100km od nas 😀

      • Piotr pisze:

        Oczywiście propagacja zależy też bardzo od używanej częstotliwości. Do NVIS stosuje się częstotliwości poniżej 5-8MHz (zależy od pory dnia), na zwykłym CB (27MHz) nie da rady.

  4. Walpas pisze:

    Fajnie się czyta , i dużo daje to myślenia.
    Pozdrawiam Autora.

  5. tomek21 pisze:

    wszystko prawda , często ludzi będą zostawiać dobytek życia wart setki tysiecy lub miliony, czy w takiej sytuacji tym bardziej nie wydaje się byc sensownym przygotowanie do zostania (odpowiednio duże zapasy żywności , paliwa, itd) a w razie potrzeby np sytuacja szybko się pogarsza, brak paliwa na stacjach, braki w dostawach zywności do sklepów m mieć możliwość pełniejszego wyboru, bo co to za ucieczka np samocodem jak nie będzie paliwa albo nie będziemy mieli jedzenia??? Może lepiej będzie zostawić nadwyżkę w domu lub zamienić na coś co przyda się w uceiczce

    • PABLO pisze:

      „co to za ucieczka np samocodem jak nie będzie paliwa albo nie będziemy mieli jedzenia”

      Moim zdaniem uciekać wtedy będą prawie wszyscy, dlatego realne są tylko nietypowe sposoby – np. rowerem, w terenie a nie drogami, itp.

  6. Rafał M. pisze:

    Chyba najlepszym pojazdem do ewakuacji jest rower. Nie potrzebuje paliwa, jest cichy i osobom postronnym nie stwarza pozorów zagrożenia. Przejedzie wszędzie, a jak gdzieś nie wjedzie, to można przenieść.
    Większe możliwości terenowe ma chyba tylko chodzenie na piechotę, ale na piechotę jest bardzo wolno i każdy dodatkowy gram po pewnym czasie zaczyna ciążyć.

    W czasach liceum robili letnie wypady rowerowe wraz z nauczycielem geografii nawet pod koło podbiegunowe, obejrzeć sobie wioskę Świętego Mikołaja. Więc zasięg spory. 3…4 razy wolniej niż samochód, ale się dojedzie gdzie się chce.

    Ewakuacja samochodem jest bardzo ryzykowna, bo drogi mogą być zablokowane, na przełaj tylko niektórymi terenówkami się przejedzie (np. Jeep Wrangler, Land Rover Defender, UAZ, Honker, Mercedes G, typowy SUV tylko udaje terenówkę i ledwo się nadaje na drogi gruntowe), a gdzieś może nie być przejazdu (las, góry, rzeka). A przede wszystkim, samochód jest łatwy do zauważenia i ostrzelania, nie daje żadnej ochrony przed pociskami. Do roweru mało kto by chciał strzelać, nie wydaje się groźny, od razu widać że nie przewozi broni i żołnierzy.

    Wbrew mediom ludzie niechętnie strzelają do innych ludzi, zazwyczaj wtedy gdy sami poczują się w jakiś sposób zagrożeni. Dziennikarze z Polski jeździli na wschodnią Ukrainę i nikt do nich celowo nie strzelał (oczywiście można było trafić na jakiś ostrzał okolicy), co najwyżej przeszukał i aresztował, pod podejrzeniem szpiegostwa.

    Na ciężkie czasy inwestycja w rower, podobnie jak w baterię słoneczną i akumulator, może się okazać bardzo korzystna.
    Jedynie w Warszawie jest mało ścieżek rowerowych, a po drogach w ruchu ulicznym to jednak trochę strach.

  7. Ewa pisze:

    Hmmm, dla mnie wojna jest wystarczającym powodem do ewakuacji i posiadanie jedzenia na pół roku nieczego nie rozwiązuje. Wojna ma to do siebie, że w pewnym momencie pojawią się „bandy w mundurach z karabinemi” Pomyślcie o wojnie w Jugosławii o masakrze w Srebrenicy. O ostrzałach, nalotach cy wreszcie o braku dostępu do nowoczesnej opieki medycznej. Ochojska opowiadała np o kobiecie z zawansowanym nowotworem, która błagała, żeby konwój PAH wywiózł ją z Sarajewa.

  8. tomek21 pisze:

    PAblo „Moim zdaniem uciekać wtedy będą prawie wszyscy, dlatego realne są tylko nietypowe sposoby – np. rowerem, w terenie a nie drogami, itp.: – różnie może być tego nie wiemy nie znając scenariusza i czasu jaki będzie na ewakuacje oraz odległości , nie zgadzam się w twojej wypowiedzi ze słowem „tylko”- jednak rower jak najbardziej nie zaszkodzi.
    Ewa – ma racje , że dla niej może to być dostateczny powód (wojna)ale czy będzie ?,Czy będzie realna możliwość ucieczki? czy droga będzie długa (np kilkanaście dni z róznych powodów? czy w trakcie ucieczki na którą się zdecydujemy będziemy mieli co zjeść ew. w miejscu do którego uciekniemy ktoś nas nakarmi ??? A może będziemy musieli uciekać często w bardzo nieprzyjazne miejsce tylko z powodu przejściowego braku jedzenia?Czy w razie niebezpieczeństwa i decyzji o ewakuacji i ew. brakach w pożywieniu waluta np zł będzie miała większą wartość od papieru toaletowego? Czy jest możliwość aby w razie sytuacji kryzysowej i ew. ewakuacji wymienić zapasy pożywienia na inne potrzebne dobra i usługi? Wszystkie te Pytania pozwalają stwierdzić , ze lepie być przygotowany niż nie byc i liczyć na to , że jakoś to będzie. Pamiętajcie , ze ewakuacja to często nie bedzie koniec problemów a jedynie odroczenie ich części w czasie,

    • Piotr pisze:

      Co do „ewakuacja to często nie bedzie koniec problemów a jedynie odroczenie ich części w czasie” – podobnie jest w przypadku posiadania dużych zapasów i zostania w bloku w mieście, to tylko odłożenie problemu na później. Podczas długotrwałego kryzysu, pozostanie w jakimkolwiek miejscu, gdzie jedyne co możemy zrobić, to zużywać zapasy – jest moim zdaniem po prostu nieracjonalne. Co innego chwilowy kryzys typu powódź, a co innego długotrwały kryzys typu wojna.
      W przypadku sytuacji typu wojna, będą dwie „tury emigrantów”, pierwsi będą ci, którzy podejmą decyzję o ewakuacji natychmiast (gdzie „wrogie wojsko” będzie jeszcze setki kilometrów od nich, dopiero co przekroczy granice kraju), druga tura będzie gdy to wrogie wojsko zacznie się zbliżać do miejsca gdzie mieszkają – praktyka różnych konfliktów zbrojnych na świecie pokazuje, że tych pierwszych jest zwykle znacznie mniej (zwłaszcza w ciągu pierwszych kilkunastu godzin, gdzie większość ludzi nie jest w jakikolwiek sposób przygotowana do ewakuacji).
      Podróż kilkunastodniowa? Bez przesady – w kilkanaście dni, to nawet pieszo można dojść wszędzie (nawet pielgrzymki do Częstochowy, w których uczestniczą 70-letnie „dziadki” pokonuje średnio 30-40km dziennie, nawet najdłuższe pielgrzymki w Polsce, na przykład ze Szczecina do Częstochowy, pokonują 600km w trzy tygodnie pieszo). Samochodem choćby nie wiem jakie korki były, to opuszczenie kraju zajmie maksymalnie kilka dni, bo spokojnie te 100km dziennie pokonamy.
      Uważam, że docelowo lepiej jest być żebrakiem po tygodniu w nieokupowanym kraju (zresztą, pracę można znaleźć wszędzie), niż zostać nim po pół roku w kraju okupowanym. W przypadku wojny pierwsze co zrobię, to jak najszybciej opuszczam blok w mieście i wynoszę się na wieś do „celu ewakuacji” (gdzie mieszka część mojej rodziny – rodzice, dziadek, „wujostwo” itd.) i po dotarciu tam jak najszybciej podejmuję decyzję, czy zostajemy w kraju czy emigrujemy (ewentualnie dzielimy się na tych, którzy chcą zostać i na tych, którzy chcą wyjechać).

    • Ewa pisze:

      Jeśli zakładamy ucieczkę, to zapas żywności powinen wyglądać zupełnie inaczej niż jeśli porywamy się na bunkrowanie się w mieście.
      W tym wypadku nie potrzebujemy worków z pszenicą i żytem i kartoflami (bo na początku wojny te produkty jeszcze będą dostępne) tylko czegośc co jest lekkie i dodaje energii czyli: czekolady, orzechów, suszonych owoców, suszonego mięsa (dobrze wysuszonej kiełbasy?) plus klika porcji czekoś co da się zjeść na ciepło po zalaniu wrzątkiem (kuskus? owsianka ? kleik ryżowy?)Do tego sporo produktów mogących słuszyć jako „waluta wymienna: :alkohol, kawa, papierosy. Walutę oczywiście nalezy mieć w dolarach lub frankach.
      Cały czas mówię o ewakuacji za granicę, czyli yam gdzie wojny nie ma. Życie jest ważniejsze niż „dorobek życia”. Podkreślam w czasie wojny nie jest największym problemem „przejsciowy brak jedzenia”, dużo groźniejsze sa inne rzeczy. Uciekać należy od razu póki chaos i granice nieszczelne. Co zrobicie jak półroczny zapas jedzenia się skończy? Wojna w Jugosławi trwała 3 lata .

  9. Voyk pisze:

    Dużo mówi się o ucieczce za granicę.
    Załóżmy, że dojeżdżacie do takiej granicy a tu zonk, zamknięta, obstawiona wojskiem.
    Próba przekroczenia kończy się ostrzałem, a ludność po 2giej stronie ma zakaz przyjmowania uchodźców. Pod groźbą śmierci.
    Co wtedy?

    • Piotr pisze:

      Na każdy scenariusz da się przedstawić kontrscenariusz, na przykład zostajesz w domu, masz zapasy na pół roku, sprzęt itd., a tu wjeżdża wojsko (niekoniecznie wroga, może być nasze) i mówią „w Twoim mieszkaniu urządzamy polowy sztab, masz 5 minut na spakowanie się i wyp….aj”. Co wtedy?

  10. Voyk pisze:

    Pakuje się w i przenoszę do innego „centrum dowodzenia”. Ewentualnie pakuję się i wyp***dalam. Jeszcze się waham 🙂
    Teraz Ty odpowiedz na poprzednie pytanie 🙂

    Wiem, że nikt nie chciałby się znaleźć w w/w sytuacji, ale w razie wojny, takich sytuacji będzie mnóstwo. Trzeba się skonfrontować ze wszystkim.

    P.S. W miejscu jak moje mieszkanie nie robi się sztabów polowych, ale to szczegół. Za łatwy cel.

    • Piotr pisze:

      Co robię? Choćby to samo co Ty, czyli przenoszę się do innego „centrum dowodzenia” (skoro ty się tam możesz przenieść po powiedzmy dwóch tygodniach, to czemu ja nie mogę po 3 dniach?). Sztab polowy podałem jako przykład, mogą tam zrobić powiedzmy szpital polowy czy stanowisko strzelca wyborowego albo dziesiątki innych możliwości – po prostu wiara w to, że „zabunkrujesz” się w mieście w bloku i to miejsce jest nienaruszalne i będzie tam bezpiecznie przez powiedzmy pół roku, to trochę naiwne podejście.
      Co do obstawienia granic – owszem, może tak być, ale nie przez pierwsze 48 godzin od ogłoszenia mobilizacji u sąsiadów – po prostu nie mają obecnie „pograniczników” a uszczelnienie granicy trwa, oczywiście obstawienie granicy na Odrze sprowadza się do obstawienia mostów i to się da szybko zrobić (a to zatrzyma 99% samochodowych „uciekinierów”), ale granica południowa z Czechami czy Słowacją jest bardzo trudna do uszczelnienia „na szybko”, a pokonać ją samochodem jest stosunkowo łatwo (pomijając na przykład pas Tatr Wysokich, gdzie samochodem przejechać się nie da). Po prostu zorganizowanie tego o czym piszesz zajmuje czas i to też trzeba brać pod uwagę przy podejmowaniu decyzji emigruję/zostaję – jeśli uciekać, to od razu, bo po kilku dniach może być już za późno.
      Zresztą… weź choćby przykład z wojny na Ukrainie – Ci którzy postanowili się wynieść z Krymu od razu gdy się zaczął konflikt, nie mieli z tym najmniejszych problemów (zarówno z wyjazdem do zachodniej Ukrainy jak i z wjazdem do Polski czy pojechaniem dalej na Zachód), obecnie opuszczenie Krymu to hazard typu „ustrzelą mnie czy nie”.

      • Voyk pisze:

        No dokładnie.
        Nie mam najmniejszego zamiaru bunkrować się w mieście bo to loteria,
        „ustrzelą mnie czy nie” 🙂 Zresztą, nawet nie miałbym po co, mieszkam na obrzeżach, więc łatwo zwiać.
        Cały wartościowy sprzęt leży w jednym miejscu, spakowany i gotowy do drogi.
        Ewakuacja to kwestia minuty, może dwóch. Najgorsze co może się stać, jak mówił Pan na filmiku, to przeoczenie bezpiecznego momentu ucieczki, zwlekanie.
        I nie oszukujmy się, prędzej czy później ucieczka będzie po prostu niemożliwa. Część ludzi znajdzie się w takim położeniu jak pisałem wcześniej i dopiero zacznie się kłopot.

        • Piotr pisze:

          Poza tym jest jeszcze jedna rzecz, którą trzeba wziąć pod uwagę: gdy obce wojsko zajmuje jakiś teren, to w większości przypadków robi „przetrzepanie” wszystkich budynków na tym terenie od piwnic po strych (oczywiście pobieżne, chodzi o sprawdzenie czy nic ważnego z punktu widzenia wojskowego się nie uchowało, czyli jacyś żołnierze, broń czy inny sprzęt, dokumenty itd.), w mieście w bloku po prostu nie ma możliwości ukrycia zbyt wielu rzeczy, a w celu ewakuacji na wsi, można mieć wiele rzeczy chociażby zakopane w ziemi na podwórku (może nie tyle „worki z ryżem” ale niektóre rodzaje żywności się da, do tego broń, kruszce, zapasy paliwa, świec, narzędzia itp.), do tego woda z własnej studni, opał z pobliskiego lasu i „da się żyć” 😀

          • Jakub pisze:

            Popieram, wieś to najlepsze miejsce na przeczekanie. Sam jestem chodzącym dowodem ponieważ mój pradziadek w czasie II wś wywiózł swoją rodzinę na wieś i jakoś tam przeżyli. A w miastach łapanki, rewizje, obce wojsko na każdym kroku itd.

          • Survivalista (admin) pisze:

            Tak. Wieś to najlepsze miejsce. Zawsze. W każdym przypadku. Najlepiej sprawdziło się to we wsiach Staryki, Parośla, Lipniki, Pendyki, Janowa Dolina, Kundziwola.

          • Piotr pisze:

            Admin: Tak, masz rację, wieś nigdy i w żadnym przypadku nie jest lepsza od pozostania w mieście w bloku. Sarkazm, ale sam zacząłeś 😀

          • Survivalista (admin) pisze:

            Nie lubię słów „zawsze”, „nigdy” i innych temu podobnych. Możnaby rzec, że mam uczulenie i czasem reaguję na nie alergicznie. 😉

          • Piotr pisze:

            Niestety, usunięcia, zniekształcenia i generalizacje (nawet takie generalizacje jak „nie ma ‚zawsze’ i ‚nigdy’, bo wszystko jest względne” :D) są integralną częścią procesów myślowych – generalizacje w procesie ewolucji powstały aby ratować nam tyłek, na przykład jeden wilk nas użarł, to wszystkie inne wilki traktowaliśmy jako potencjalnie niebezpieczne (a nie tylko tego jednego konkretnego) 😀 Kot, który generalizuje mniej, będzie starał się uciec na to samo drzewo, które już mu dało w przeszłości schronienie, mimo że inne drzewa mogą być bliżej 😀

  11. tomek2 pisze:

    Piotr oczywiscie ,źe ucieczka moźe trwać wiele dni a nawet tygodni fajny przykład dostałeś z granicą zamkniętą poza tym moźe ale tylko moźe twój scenariusz będzie ok ale na prawde nie moźesz sobie wyobrazić sytuacji kiedy nie bedziesz chciał,lub mógł uciec?

    • Piotr pisze:

      Wyobrazić, to ja sobie mogę nawet to, że mnie UFO porwało, co nie znaczy, że mam to rozpatrywać jako podstawowy czy jeden z podstawowych scenariuszy. Analogicznie mogę sobie wyobrazić, że ktoś mnie zastrzeli z łuku, ale prawdopodobieństwo śmierci w wypadku samochodowym jest znacznie większe, dlatego nie noszę kolczugi i stalowego hełmu, ale przy kupnie samochodu biorę pod uwagę jakie systemy zwiększające moje szanse na przeżycie wypadku ten samochód posiada.

  12. jarek pisze:

    A co byście zrobili gdybyście mieszkali 60 km od granicy z Ukrainą w mieście? Mam ewentualne miejsce na wsi ale to oznacza przyblizenie sie do granicy do odleglosci 40 km. W moim przypadku w przypadku agresji rosyjskiej (bo wiekszosc z was takie nieszczecie ma w glowie) uciekalibyscie na zachod czy zostali?

    • Survivalista (admin) pisze:

      Za mało danych.

      Większe znaczenie ma chyba sytuacja rodzinna (kogo ewentualnie musiałbyś tu zostawić), niż odległość od granicy.

      • Ewa pisze:

        To może przeciwiczyć scenariusz : jak się przygotować, aby nikogo nie musieć zostawić. Jest przecież oczywiste, że osoby niepelnosprawne lub chore należy wysłać za granicę gdy tylko wojna wisi w powietrzu, bo w razie czego ich życie będzie najbardziej zagrożone. Zresztą mnóswo Ukraińców wysłało do Polski żony i dzieci. Zdrowy facet jakoś przejdzie przez „zieloną granicę” w ostatniej chwili.

  13. jarek pisze:

    A co myślisz o ewakuacji np nie na zachód tylko na południe – np Rumunia? Jezdze tam od kilku lat, jest wiele miejsc gdzie bez problemu mozna by rozbic namiot czy dogadac sie z Cyganami 😉 Oczywiscie zakladamy ze Rumunia nie jest w pierwszej fazie obiektem agresji

    • PABLO pisze:

      Od ponad 20 lat regularnie jeżdżę do Rumunii. Też biorę pod uwagę ten kierunek. To optymalne miejsce pod względem możliwości przeczekania. Tylko pytanie czy nie jest zbyt blisko, czy nie należy rozważać scenariusza ewakuacji na przysłowiowy drugi koniec świata.

  14. tomek21 pisze:

    Piotr do niczego twoja odp. nie prowadzi (odnośnie udo) ale ok rozumię, że scenariusz sytuacji w ktorej będą potrzebne zapasy żywności uważasz za tak mało prawdopodobny, że nie widzisz potrzeby ich robić jeśli tak to ok Twój wybór ja mam jednak odmienne zdanie

    • Piotr pisze:

      Nigdzie tak nie napisałem. Napisałem, że trzymanie (uwaga, skup się, będzie logiczna koniungcja, czyli wszystkie warunki z założenia spełnione na raz) trzymanie w bloku w mieście (<- pierwszy warunek) zapasów na pół roku (<-drugi warunek) w moim przypadku (<-trzeci warunek) jest nieracjonalne (<-teza).
      To co chcesz mi wmówić, to że napisałem iż odradzam trzymanie jakichkolwiek zapasów w bloku w mieście (co nie jest prawdą, sam pisałem, że warto mieć zapas w bloku na kilka tygodni), czy że zapasy na pół roku w ogólności są bez sensu (sam napisałem, że takowe zapasy posiadam, ale nie w bloku w mieście, tylko w celu ewakuacji na wsi). Napisałem też, że rozumiem ludzi, którzy nie mają gdzie się ewakuować, albo że mieszkanie to dla nich "inwestycja życia" (kredyt na kilkadziesiąt lat) i dla nich utrata mieszkania aby powrócić do niego powiedzmy za pół roku to nie tylko kwestia wydania kasy na remont, ale po prostu bankructwo (bank im "zaocznie" zlicytuje pustostan za bezcen, a sami zostaną z długiem). Cały czas pisałem o tym, że z mojego punktu widzenia (mam dokąd pójść, nie mieszkam na kredyt, jestem zdrowy więc te 100km pokonam nawet pieszo, byłem wielokrotnie za granicą i wiem, że umiem tam sobie poradzić itd.) zostawanie w mieście przez pół roku podczas poważnego kryzysu jest nieracjonalne i… tak, uważam, że brak możliwości opuszczenia miasta (zwłaszcza w początkowej fazie kryzysu) jest niemożliwy – ludzie pokonywali Mur Berliński czy uciekali z obozu w Oświęcimiu, dawali radę uciec z pilnie strzeżonych obozów na Syberii (gdzie oprócz ludzi strażnikami były wilki i pogoda) więc i w razie czego z Warszawy się da uciec, zwłaszcza w pierwszych dniach kryzysu, zanim wszystko zostanie "obstawione" (swoją drogą na przykład parę ładnych lat temu mój brat "przećwiczył" pograniczników w Świnoujściu – kilkudziesięciu strażników go ścigało po lesie, on był pieszo z plecakiem i go nie złapali 😀 a nie była to jakaś wojenna zadyma, gdzie takich uciekinierów jest mnóstwo, tylko wszyscy mogli się skupić tylko na nim – ale to było ponad 10 lat temu :D).

  15. adam pisze:

    A jak w ogole wyglądałaby sytuacja z pracą po wybuchu wojny. Czy z urzędu każdy z nas moze czuc sie zwolniony z obowiazku pojscia do pracy? mysle ze raczej nikt nie bedzie siedzial w kadrach i czekal na nasz wniosek urlopowy? 🙂 jak to by wyglądało?

    • Tomasz pisze:

      To faktycznie ciekawa sytuacja. Podejrzewam (opinia na chłopski rozum, nie mam wiedzy prawniczej), że w momencie gdy wojna wybucha, może nie być większego problemu z ewentualnym nie przyjściem do pracy.

      Ciekawsze jest to, jak rozegrać sytuację w wypadku zwiększania się napięcia między państwami, tj. drobne strzelaniny na przejściach granicznych, „drobne” bombardowania niecywilnych obiektów itp. Czekamy wtedy na otrzymanie urlopu, czy bierzemy rodzinę i zmywamy się za granicę?

      Bombardowania nazwałem „drobnymi”, ponieważ istnieje coś takiego jak „normalcy bias” – to samo mieli ludzie np. w Sarajewie tuż przed wojną – każde strzelaniny to przecież nic groźnego, bo jest tak już od miesiąca i nic się nie dzieje, przecież wojny nie będzie, bo od lat nie było, ich kraj ich ochroni itp itd)

  16. amzel pisze:

    Swietny blog.Autor porusza tematy ktore moga ulatwic codzienne zycie i pomoc w przetrwaniu.Traktowac nalezaloby go jako swego rodzaju poradnik z ktorego moze skorzystac kazdy kto jest tymi zagadnieniami zainteresowany.Niestety niektore wpisy moim zdaniem nie sa do konca przemyslane. I tak na przyklad- (jest przeciez oczywiste ze osoby niepelnosprawne…..).Zeby wyslac takie osoby za granice to po pierwsze- to musi sie na to zgodzic i tu moim zdaniem 99% powie Nie.Po drugie gdzie ja umiescic-u rodziny(nie musi sie na to zgodzic,bo wymaga czesto opieki 24 godziny na dobe.-W jakims osrodki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Notify me of followup comments via e-mail. You can also subscribe without commenting.

banner