Fotowoltaika (baterie słoneczne) na co dzień i na trudne czasy

W ubiegłym tygodniu spotkałem się z Maćkiem Borowiakiem z firmy Brewa, zajmującej się instalacjami fotowoltaicznymi, by porozmawiać o bateriach słonecznych, instalacjach PV i ogólnie produkcji prądu z pomocą tych urządzeń.

Od dawna mówiłem i pisaliśmy tu na blogu, że domowa instalacja fotowoltaiczna to idealny przykład filozofii nowoczesnego survivalu, czyli mądrych przygotowań na trudne czasy. Z jednej strony, na co dzień oszczędza nam pieniądze, a w sytuacji awaryjnej (w razie braku prądu) pozwoli zasilić domowe urządzenia, podładować telefon, czy pomóc sąsiadowi. Mamy więc z niej korzyść, która pojawi się nawet wtedy, gdy nic złego nam się nie przytrafi.

Z tego względu zależało mi na tym, by temat poznać bliżej, w sposób, który pozwoli Wam ocenić, czy warto się tym zainteresować. Tym bardziej, że właśnie we wrześniu ruszył program dotacji do instalacji PV o nazwie „Mój prąd”, w ramach którego możemy dostać kilka tysięcy złotych.

Rozmawialiśmy bardzo długo i na wiele różnych tematów, staraliśmy się m.in. znaleźć odpowiedzi na pytania:

  • ile kosztuje instalacja fotowoltaiczna (baterie słoneczne, inwerter), którą warto zastosować w domu jednorodzinnym,
  • ile wytworzy ona prądu w ciągu roku, ale też w ciągu jednego dnia, latem i zimą,
  • jakie oszczędności przynosi,
  • jaki jest okres zwrotu z takiej instalacji,
  • jakie są programy dotacji dostępne na rynku i ile można dostać pieniędzy (oraz w jakim stopniu zmienia to okres zwrotu z instalacji),
  • czy taka instalacja solarna będzie działać, gdy nie będzie prądu w sieci,
  • jak wyglądają podłączenie jej do domowej instalacji oraz rozliczenia z zakładem energetycznym,
  • czy da się i czy opłaca się grzać wodę użytkową bateriami słonecznymi.

A wszystko to nagraliśmy na dachu, na którym jest zainstalowana demonstracyjna instalacja o mocy 3,12 kWp. Wspominaliśmy o niej kilka razy w trakcie nagrania i sprawdzaliśmy, ile prądu produkuje. Poniższy wykres przedstawia całkowitą produkcję prądu z instalacji w dniu, w którym nagrywaliśmy ten materiał.

Bilans energetyczny widocznej na filmie (za naszymi plecami) instalacji fotowoltaicznej z 12 baterii słonecznych o łącznej mocy 3,12 kWp, ustawionej wschód-zachód. W ciągu całego dnia wyprodukowała ok. 12,5 kWh, a szczytowo osiągała moc ponad 1,7 kW!
Bilans energetyczny widocznej na filmie (za naszymi plecami) instalacji fotowoltaicznej z 12 baterii słonecznych o łącznej mocy 3,12 kWp, ustawionej wschód-zachód. W ciągu całego dnia wyprodukowała ok. 12,5 kWh, a szczytowo osiągała moc ponad 1,7 kW!

A tu macie playlistę z filmami Brewy o podstawowych i bardziej skomplikowanych zagadnieniach związanych z fotowoltaiką. Warto zmienić kolejność odtwarzania i zacząć od filmu „Jak działa fotowoltaika”.

Krzysztof Lis

Magister inżynier mechanik. Interesuje się odnawialnymi źródłami energii, biopaliwami i nowoczesnym survivalem.

Mogą Cię zainteresować także...

2 komentarze

  1. Rafał M. pisze:

    Ja uważam, że w Polsce podejście do tego typu instalacji jest błędne. Szczególnie od strony prawnej, bo papierologia jakby się chciało stawiać reaktor atomowy (trzeba pieczątkę osoby z uprawnieniami, protokoły pomiarów uziemienia, załączyć arkusze specyfikacji falownika i samych paneli, certyfikat falownika, a jak jest po zagranicznemu, to koniecznie tłumaczenie wykonane przez tłumacza przysięgłego, bo w zakładzie energetycznym po angielsku cyferek nie skumają).
    Rozumiem intencję Ustawodawcy, żeby montował ktoś kto ma pojęcie co to prąd elektryczny i spełniało to jakieś normy bezpieczeństwa, ale te przepisy są właśnie pod takie duże instalacje, kilka do kilkudziesięciu kW.

    W ten sposób Polska jeszcze długo nie spełni wymagań dotyczących OZE, bo tak wielkie instalacje opłaca się tylko przy rachunkach od 150 złotych w górę. A większość ludzi ma znacznie mniejsze rachunki i tak duże instalacje są poza ich zasięgiem.

    Mnie udało się zbić rachunki za prąd do 45 złotych miesięcznie, głównie dzięki energooszczędnemu sprzętowi, pobierającemu znikomą energię przy standby. Ale to już otarło się o dno i niżej nie zejdę, dalsza obniżka jest możliwa właśnie dzięki fotowoltaice.
    Więc mam inne podejście, że opłaca się właśnie przy niskich rachunkach, nie przy wysokich. Przy niskich rachunkach koszt instalacji będzie minimalny i dlatego można się pobawić.

    W moim przypadku 3 panele pokryłyby całe roczne zapotrzebowanie w prąd, 2 panele 2/3 zapotrzebowania, 1 panel 1/3 zapotrzebowania, a latem rachunki spadłyby do zera przy jednym panelu.
    Koszt 1 panela to około 500 złotych, mikroinwertera też około 500 złotych. Więc za 1 tysiąc złotych można mieć już malutką instalację typu plug-in, wystawia się panel na zewnątrz, wtyka wtyczkę do gniazdka i to wszystko, zwraca się w 5 lat. No i za tysiaka nie ryzykuje się zbytnio pieniędzmi, to nie jest aż tak droga zabawka. Można też kupić gotowe panele plug-in, ale wychodzą drożej (około 1,8 tysiąca) i chyba są niedostępne w Polsce.
    Naprawdę to takie proste od strony technicznej – panel na zewnątrz i wtyczka do dowolnego gniazdka.

    Więc zacznę budowę instalacji od 1 lub 2 paneli (to jeszcze zależy, na razie mam zakupione 2 uchwyty na pojedyncze panele).
    Przy 1 panelu nie wiem czy zgłoszę, bo licznik mam starszego typu, nie będzie się cofał, ale ma też blokadę cofania i co najwyżej w dzień stanie. Gdyby ktoś próbował czegoś takiego, to tu trzeba uważać, bo niektóre liczniki (zwłaszcza 3-fazowe) zliczają w jedną i drugą stronę, tzn. odprowadzoną nadwyżkę doliczą do zużycia i rachunku.
    Elektroniczne liczniki to nie wiem, znaczy się wiem, ale trudno powiedzieć, bo one są programowane przez dostawcę energii i zależy jak on sobie ustawi, może ustawić by naliczało jednokierunkowo, lub by naliczało odprowadzony prąd jako pobrany. Przy instalacjach fotowoltaicznych dają te same elektroniczne liczniki, tylko są zaprogramowane by oddzielnie liczyły energię odprowadzoną i dostarczoną.

    Mam starszą instalację i nie ma bezpieczników różnicowych (w nowszych już są), więc dodam taką różnicówkę wbudowaną do wtyczki sieciowej (są też i takie). Przy wyprowadzaniu kabli elektrycznych 230V AC na zewnątrz budynku to jest istotne, bo z powodu wilgoci, podgryzania przez zwierzęta, przetarć itp. może dochodzić do przebić, ale o małym natężeniu i zwykły bezpiecznik (np. 16A) tego nie wyłapie.
    Jako że wystawiam panel na dach, to przy bezpiecznikach przy liczniku dałem odgromniki.

    Z wymogów przepisowych, to powinien być jeszcze wyłącznik po stronie AC, ale u mnie taką funkcję spełnia bezpiecznik (jest tylko do tego jednego gniazdka), różnicówka we wtyczce (też można odłączyć przyciskiem „test”), zawsze można też wyciągnąć wtyczkę z gniazdka, więc instalacja ma w sumie 3 wyłączniki 🙂

    Gdyby falownik był oddzielnie, a panele oddzielnie, to w Polsce są też wymogi by kable od paneli były chronione ogranicznikami przepięć, oraz był wyłącznik od strony DC. U mnie prawdopodobnie będzie mikroinwerter przy panelu, wtedy nie trzeba, bo z dachu schodzi tylko przewód AC z wtyczką.

    Prawdopodobnie w przyszłym tygodniu kupuję jeden lub dwa panele, później pomyślę jak to zataszczyć na dach. Zataszczenie na dach to w moim przypadku najtrudniejsza część montażu.

    Kiedy już będzie działać, to może poszukam kogoś z pieczątką i zalegalizuję w zakładzie energetycznym. Ale najpierw muszę przejść do zakładu energetycznego i się dowiedzieć, czy w ogóle odbierają tak małe instalacje (w papierach coś mi przemknęło od 0,8kW w górę, najwyżej trzeba będzie robić instalację z 3 panelami).

  2. Dzięki Krzysiek za zaproszenie. Jak będzie ktoś miał pytania, to piszcie pod filmem na YT, tam będę aktywny i będę też widział powiadomienia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Notify me of followup comments via e-mail. You can also subscribe without commenting.

banner