Czeka nas głód, migracje i terroryzm. Jak sobie z tym poradzić?

W dzisiejszym odcinku chciałbym porozmawiać z Wami o tym, dlaczego czeka nas w najbliższej przyszłości na świecie głód, migracje i terroryzm i co możemy z tym zrobić, i jak się na to przygotować. Zapraszam.

Wojna w Ukrainie trwa już 3 miesiące, choć w zasadzie powinniśmy mówić, że od 2014 roku. I tak jak bezpośrednio chyba nam nie zagraża, chyba nam nie zagraża to, że rosyjskie wojska przez ukraińską czy białoruską granicę wkroczą do Polski i będziemy musieli z rosyjskimi trollami walczyć naszym sprzętem na polskiej ziemi, to jednak będziemy ponosić wszyscy, także my w Polsce, bardzo daleko idące konsekwencje tej wojny.

Być może widzieliście ostatnią okładkę tygodnika „The Economist”. To jest taki tygodnik dotyczący między innymi gospodarki wydawany od 1843 roku. Ta okładka z kłosami, na których ziarna zboża zostały zastąpione przez czaszki, zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Oprócz tego bardzo dużo dowiedziałem się z 2 innych materiałów (w portalu defence24.pl oraz z kanału Nauka. To lubię na YouTube), które razem z tym artykułem podlinkuję oczywiście w opisie pod filmem, gdybyście byli nim zainteresowani. Tytuł tego artykułu to: „Nadchodząca katastrofa żywnościowa” i właśnie o to chodzi.

Głód

Ukraina i Rosja to są ogromni producenci żywności, głównie zbóż i nasion oleistych. W tym artykule jest na przykład taka ładna tabelka podsumowująca handel pszenicą. Handel pszenicą w 2020 roku w miliardach. Rosja wyeksportowała pszenicę za 10 000 000 000, Ukraina za 4,5 mniej więcej. I to trafiało do takich państw jak: Egipt, Turcja, Pakistan, Bangladesz, Indonezja. Co ważne, część z tych państw jest uzależniona od importu z Rosji i Ukrainy w ogromnym procencie, na przykład Egipt: 85,6%, Turcja: 76,5, Pakistan: prawie 88%.

Wojna z oczywistych względów zatrzymała produkcję rolną w Ukrainie. Rosjanie oprócz tego, co robią zawsze, czyli gwałcą, zabijają, również niszczą sprzęt, kradną te maszyny rolnicze, niszczą wyprodukowaną żywność, a co jest najgorsze: uniemożliwiają wyeksportowanie przez Ukrainę tej żywności drogą morską, ponieważ blokują Morze Czarne swoimi statkami. I w chwili, kiedy nagrywam ten materiał, jest już mowa o tym, że Ukraina dostała rakiety przeciwokrętowe Harpoon. To jest świetna rakieta, która powinna im pomóc w odblokowaniu tej blokady na Morzu Czarnym, ale nie mamy wcale pewności, że tak się w rzeczywistości stanie.

Czyli z jednej strony Ukraina ma problemy z eksportem swojego już wyprodukowanego zboża, nasion roślin oleistych, z drugiej strony z oczywistych względów plony w nadchodzącym sezonie będą mniejsze. Jeszcze więcej żywności na eksport produkuje Rosja, która nie ma kłopotów technicznie z eksportowaniem tej żywności, podobno wykorzystuje do tego również ukraińskie porty, wcale nie ma pewności, czy przez te ukraińskie porty wychodzi rzeczywiście rosyjskie zboże, czy na przykład ukraińskie, ukradzione wcześniej w Ukrainie zboże.

W każdym razie Rosja może swoje zboże eksportować, tylko że nie powinniśmy go kupować. Nikt nie powinien kupować nic od Rosji po to, żeby Rosjan odciąć od pieniędzy potrzebnych m.in. do fundowania właśnie tej machiny zbrodni wojennych, która to próbowała się przetoczyć przez Ukrainę, dalej tam walczy.

Jakby tego było mało, mamy do czynienia ze zmniejszoną produkcją rolną w innych państwach ze względu na susze albo na ogromne gorąco jak w Indiach. Rosną również ceny nawozów sztucznych produkowanych częściowo w Rosji, a częściowo z surowców energetycznych eksportowanych przez Rosję, których też powinniśmy nie kupować. I to powoduje, że troszkę się już ludzie zaczynają obawiać, że tej żywności będzie brakować. Po pierwsze rośnie jej cena, a po drugie państwa zaczynają blokować eksport tej żywności. W artykule jest mowa o tym, że już 26 państw zablokowało eksport żywności ze swoich terenów.

Żeby Wam uświadomić, o jakiej skali problemu mówimy, to jak się doliczy do tej pszenicy rośliny oleiste, kukurydzę, żyto, całą też żywność, wszystkie te produkty sprzedawane na paszę, to z Rosji i z Ukrainy pochodzi 1/8 kalorii, którymi się handluje na świecie.

I my w Polsce w sumie głodu to się obawiać za bardzo nie musimy. Kiedy ta kwestia pojawiła się podczas któregoś z ostatnich Q&A, to powiedziałem, że Polska tam produkuje żywności więcej niż sama zużywa. Nie mamy się czym specjalnie martwić. Nawet gdyby plony znacząco spadły, a z całą pewnością spadną przez koszty nawozów, to i tak sobie poradzimy. W najgorszym razie będziemy jedli trochę mniej mięsa, nie? Bo mięso zdrożeje, pasza zdrożeje i ludzie po prostu przestaną kupować mięso. Może się okazać, że część hodowli krów, świń i drobiu po prostu się zamknie, zlikwiduje, ponieważ nie będą w stanie kupić dostatecznie dużo paszy w sensownych cenach, nie? Więc to raczej nie oznacza ryzyka, że Polacy będą głodować, to znaczy pomijając tych Polaków, którzy będą musieli zamknąć swoje hodowle, ponieważ nie będą w stanie ich utrzymać, ci Polacy z całą pewnością będą mieli problem, natomiast w skali kraju raczej nie będziemy głodować.

Migracje

Ale to my. Już dziś dziesiątki milionów ludzi są na granicy śmierci głodowej. To znaczy są zagrożeni śmiercią głodową. I oczywiście można byłoby powiedzieć, że to nie jest nasz problem, ponieważ w Polsce takich ludzi jest garstka, może nie garstka, ale na tyle mało, że jesteśmy w stanie im sensownie pomóc, a tamci są w jakichś innych krajach, gdzieś tam, wiecie, w Afryce, w Azji i w sumie co nas to obchodzi. Tylko że nie można zakładać, że ci ludzie będą w milczeniu i w ciszy umierać z głodu tam, gdzie się urodzili. Oni i ich rodziny będą chcieli się przenieść tam, gdzie tej żywności jest więcej. Będą potrzebować naszej pomocy. I my jako cywilizowany zachód, troszkę być może odpowiedzialny za te państwa postkolonialne, prawdopodobnie będziemy chcieli im pomóc.

Mam nadzieję, że uda się nam pomóc tym państwom na miejscu, ale niestety obawiam się, że to się skończy bardzo dużą falą imigracji. Imigracji wykorzystywanej trochę też jako broń. Mieliśmy tego przykład na granicy polsko-białoruskiej zimą tego roku.

Ale to nie jest tak, że przyczyną tej migracji będzie wyłącznie głód czy wyłącznie wzrost cen produktów spożywczych, żywności. Każda taka znaczna zmiana gospodarcza powoduje ogromne problemy w mniej stabilnych państwach: protesty, obalania rządów, wojskowe junty, terroryzm i to też wszystko będzie powodować, że ludzie będą z tamtych państw chcieli wyjeżdżać. I jest też bardzo poważne zagrożenie, że ten terroryzm trafi do Europy, w tym może nawet do Polski, którą do tej pory raczej omijał. Tym bardziej że wcale nie mówimy tylko o migracji z państw afrykańskich czy z biedniejszych państw Azji, lecz także z samej Rosji, która tych migrantów może wepchnąć właśnie przez naszą granicę do Europy. I mówiąc oględnie, Rosja będzie robić to w taki sposób, że nie będzie utrudniać jakimś organizacjom terrorystycznym podłączenie się pod ten strumień ludności.

Terroryzm

W ślad za tym można spodziewać się, że więcej terroryzmu, więcej ofiar terroru w Europie spowoduje dojście do władzy, a może nawet nie od razu dojście do władzy, ale wzrost popularności różnego rodzaju ruchów prawicowych, które z kolei tradycyjnie są całkiem często sponsorowane przez Rosję. Żebyśmy się dobrze rozumieli, Rosja sponsoruje zarówno skrajną prawicę, jak i skrajną lewicę. Im jest obojętne, kogo sponsorują, ważne, żeby dzięki temu osiągnąć dla siebie jakieś korzyści. No i te skrajne ugrupowania będą postulować, aby się dogadywać z Rosją.

Żebyśmy się dobrze rozumieli, Putin używa żywności i głodu na świecie, czy widma głodu na świecie, jako broni. Broni, którą chce zmusić Zachód do zaakceptowania tego, co wygrał do tej pory w Ukrainie do zdjęcia sankcji, do zaprzestania wspierania Ukraińców, do podporządkowania Rosji już zajętych terenów, do tego, żebyśmy zapomnieli o tych mało wygodnych zbrodniach wojennych, żebyśmy dalej współpracowali, żebyśmy dalej kupowali ten gaz ziemny, to jest takie świetne paliwo dla zmian klimatu, żebyśmy też węgiel kupowali, on już jest trochę mniej dobry, ale też dobry, w Polsce superwęgiel, nie?

Rozwiązania w skali rodziny

Mam wrażenie, że stoimy naprawdę przed ogromnym wyzwaniem. Jak sobie możemy z nim próbować poradzić? No przede wszystkim oczywiście powinniśmy jeszcze kupować żywność.

Ja trochę widzę, przynajmniej po swoim sklepie internetowym, że ten pierwszy taki szał na robienie zapasów żywności spowodowany przez wojnę z 3 miesiące temu to już się zakończył. Ja już w tej chwili w sklepie mam 3 różne rodzaje racji żywnościowych w ofercie, a nie tak jak poprzednio, że zamawiam ogromną dostawę, większą niż kiedykolwiek w przeszłości, racji Seven Oceans, połowa trafiała do osób zapisanych na listę, odkładałem pod ladę. Druga połowa trafiała do sklepu i po czterdziestu minutach znikała. W tej chwili już tak źle nie jest.

I wydaje mi się, że podobnie będzie z innymi produktami żywnościowymi, z których też warto robić zapasy żywności: ryż, makaron, kasze, konserwy, przetwory warzywne, owocowe, mleko w proszku itd. Tymi wszystkimi produktami, które warto mieć w zapasie żywności. Olej podrożał, masło podrożało, olej tańszy raczej w najbliższej przyszłości nie będzie, wspomniałem o tym, że sporo tych roślin oleistych pochodzi właśnie z Ukrainy i z Rosji, więc jeśli nie macie sensownego zapasu żywności, to zróbcie go.

Jeśli nie macie w ogóle żadnego zapasu żywności, to wydaje mi się, że to jest naprawdę ostatni moment, żeby zrobić go w sensownych cenach, za sensowne pieniądze. Potem będzie tylko drożej. Tylko pamiętajcie o tym, żeby kupować żywność, którą realnie zjecie, a nie, że się potem ją wyrzuci. Dzięki temu kupicie ją dziś taniej, zjecie ją później, jak będzie droższa i oszczędzicie te pieniądze. To Wam pozwoli w mniejszym stopniu odczuwać skutki wzrostu cen żywności.

Nie ma natomiast gotowego planu, jak zabezpieczyć się przed skutkami ataków terrorystycznych. No bo wiecie, to nie my powinniśmy się na nie przygotowywać tylko rząd i służby. My natomiast powinniśmy z całą pewnością przygotowywać się na różnego rodzaju fake newsy, które Rosja, jestem więcej niż pewny, że będzie rozprzestrzeniać. Rosja będzie wspierać te ruchy imigrantów, Rosja będzie wspierać te działania terrorystyczne, jestem o to spokojny.

I może to właśnie jest ten moment, żeby troszkę zmienić swoje życie i przestać pracować w centrum miasta, gdzie ryzyko ataku terrorystycznego jest siłą rzeczy największe. Myślę więc, że to jest moment, w którym te nasze przygotowania takie robione w skali rodziny powoli przestają wystarczać. To znaczy oczywiście nie należy z nich rezygnować, bo będą one miały ogromne znaczenie, ale to może być za mało.

Przyda się bojkot francuskich i niemieckich firm, które dalej współpracują z Rosją. Przyda się naciskanie na polityków, na polskich polityków, na europarlamentarzystów, żeby sankcje na Rosję były jak najściślejsze i jak najskuteczniejsze.

Tak, musimy się trochę przemęczyć. Może będziemy musieli jako Zachód trochę zasponsorować żywności biedniejszym państwom, wesprzeć te państwa w tym zakresie po to, żeby te sankcje w ogóle były możliwe. Po to, żeby Rosję jako tego europejskiego, czy może bardziej azjatyckiego terrorystę, zagłodzić. A potem rękami Ukraińców pokonać. Powybijać zęby i połamać kończyny. I rozwiązaniem problemu nie będzie śmierć Putina, bo jego następca wcale niekoniecznie musi być lepszy. Rosję jako państwo, jako naród trzeba pokonać po prostu, bo ona stanowi ogromne zagrożenie dla Europy, teraz mniejsze niż kiedyś i w przyszłości będzie to zagrożenie tylko rosnąć.

My natomiast musimy po prostu robić swoje: sukcesywnie, konsekwentnie zwiększać zapasy żywności, powoli zwiększać produkcję naszej własnej żywności. Nie wiem, czy widzicie, za moimi plecami w doniczce rośnie sobie bazylia, to jest jedyny kawałek czegoś do jedzenia, co jestem w stanie wyhodować tu w mieszkaniu, ale na działce mam piękny sad. Może to jest moment, żeby zimą zająć się tym sadem, żeby chociaż jego część efektywnie owocowała. Może wreszcie pierwszy raz od kilku lat zbiorę dużo tej żywności i ją w jakiś sposób przetworzę na później, te śliwki, w formie dżemów, suszone, może nawet wino z nich przepędzę. Cokolwiek, żeby się ta żywność nie zmarnowała.

Wiecie, komunizm upadł wtedy, kiedy upadł, dlatego że żywność podrożała. Nie tam przez to, że ludzie byli bici na ulicach i mordowani przez służby bezpieczeństwa. To też, ale tym zapalnikiem, który spowodował wybuch tej całej mieszanki nagromadzonej przez lata, były właśnie ceny, ale dokładnie tak samo będzie w innych państwach. Tam też będą tego typu wybuchy.

I co my jako Polacy możemy na to poradzić w Polsce? No nic. Możemy tylko starać się wspierać te biedniejsze państwa własnymi pieniędzmi czy wpływając na polityków, żeby te państwa wspierali pieniędzmi budżetowymi, zamiast je rozkradać i wydawać na jakieś tam utrzymanie pastwiska, na którym jest plan, żeby wybudować lotnisko.

To nie będzie optymistyczny materiał. Ja nie mam dla Was gotowych rozwiązań. Szczerze mówiąc, liczę na to, że czegoś się od Was mądrego dowiem, co możemy zrobić, żeby w tej sytuacji sobie poradzić z tym głodem na świecie, z tą imigracją z państw biedniejszych do Europy i z terroryzmem, który z całą pewnością razem z tą migracją do nas dotrze.

Krzysztof Lis

Magister inżynier mechanik. Interesuje się odnawialnymi źródłami energii, biopaliwami i nowoczesnym survivalem.

Mogą Cię zainteresować także...

3 komentarze

  1. Bezrobotny pisze:

    Nie jestem rusofobem !!!!!!!!!!!!!!
    Nie będę wspierał innych bo sam nie mam!!!!!!
    Jak to w survivalu nie licz na nikogo radź sobie sam !!!!!!
    Jestem przygotowany na głód, brak opału, choroby i rząd jakikolwiek.
    Miała być wojna i jest wojna mogli nie mówić wkoło że są warci przystąpienia do UE!!!
    Nie wszyscy przyjmują oficjalną narrację jest jeszcze druga niepopularna.
    Oczywiście do wykasowania.

    • Krzysztof Lis pisze:

      Odpowiem tak: będziesz wspierał innych, przy czym pewnie raczej pośrednio, tj. nasze państwo będzie ich wspierać.

      Jeśli nie zmieni się sytuacja, to jest to nieuniknione — albo będziemy pomagać tym ludziom tam, gdzie teraz mieszkają, albo oni przyjadą tutaj i będziemy musieli pomagać im tutaj.

  2. Robotny pisze:

    Bardzo dobry, motywujący wpis

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Notify me of followup comments via e-mail. You can also subscribe without commenting.

banner