Handel (barter) w trudnych czasach: dlaczego może się nie udać?

Dzisiejszy materiał stanowi bezpośrednią odpowiedź na pytania zadane przez Bartosza, który jest naszym Patronem (czyli wspiera nas w serwisie patronite.pl).

Osoby, które nas tam wspierają, mają pierwszeństwo w zgłaszaniu tematów do materiałów, dlatego gdy tylko zobaczyłem to pytanie, uznałem, że będzie to temat najnowszego naszego filmu i artykułu.

Oto treść wiadomości od Bartosza. Linki w treści dodałem ja, żeby było Wam łatwiej znaleźć te materiały.

Byly juz fajne filmy:

6 umiejętności, na których zarobisz w trudnych czasach
towary na handel: 6 rzeczy, które warto kupić na wymianę w trudnych czasach?
6 powodów, by mieć zapas alkoholu na trudne czasy

Ale w zasadzie to moze warto poruszyc temat jak handlowac? Jak wyceniac swoje towary?

Osoby ktore graja w gry RPG moga miec jako-tako pojecie, ale czy na pewno?

Gra `This war of mine` pokazuje jakie rzeczy moga byc cenne podczas oblezenia: medykamenty, ziola, alkohol, uzywki (kawa, papierosy, bimber) – no ale wiadomo, ze sa rozne trudne czasy.

Nie ukrywam, że poszukiwanie i wertowanie źródeł w trakcie przygotowania tego materiału było dla mnie bardzo pouczające.

I ponieważ to, co znalazłem, przeczyło temu, co można wyczytać na grupach dyskusyjnych i serwisach dla prepperów, nadałem temu filmowi może taki trochę dość prowokacyjny tytuł.

Jest bowiem szereg powodów, dla których nie bardzo wierzę w barter w trudnych czasach i sytuacjach awaryjnych. 

1. Barter wcale nie jest czymś naturalnym

Istnieje taka teoria, zresztą spopularyzowana przez Adama Smitha, jednego z ojców współczesnej ekonomii, że barter funkcjonował zanim pojawiły się pieniądze. Że ludzie w społeczności handlowali ze sobą, po prostu wymieniając towary. Jeden łowił ryby, drugi piekł chleb, więc się wymieniali. Ryby za chleb. Tymczasem dziś antropologowie twierdzą, że tego typu wymiana w pierwotnych społecznościach raczej miała miejsce tylko między obcymi ludźmi — że w obrębie jednej wspólnoty ludzie dzielili się dobrami inaczej #komunizm 😉

Wspominam o tym dlatego, że wcale nie mam przekonania, że w sytuacjach awaryjnych rzeczywiście powrócimy do tego rzekomo naturalnego stanu. 

2. Barter wymaga bardzo szczególnego przypadku

Żeby barter mógł mieć miejsce, musi zaistnieć bardzo szczególny przypadek: ty musisz mieć to, czego potrzebuje druga osoba, a ona musi mieć coś, co chcesz mieć ty. Wyobraź sobie, że w sytuacji awaryjnej masz ochotę kupić trochę ziarna, a na wymianę masz jednorazowe zapalniczki. Musisz teraz na targu znaleźć kogoś, kto ma ziarno, a jest skłonny przyjąć jednorazowe zapalniczki.

Albo przynajmniej musisz funkcjonować w społeczności, w której te zapalniczki są na tyle cenne, by sprzedawca zboża miał poczucie, że będzie w stanie je relatywnie szybko upłynnić. Takich towarów jak zapalniczki jest więcej, nie bez przyczyny nagraliśmy o tym osobny film, który znajdziesz tutaj.

3. Barter jest trudny, gdy masz rzeczy, które mają krótki okres trwałości

Do poprzedniej trudności dołóż kolejną: masz produkt o krótkim terminie ważności, chcesz go wymienić na coś potrzebnego. Jak bardzo będziesz zdesperowany i jak mocno spadnie wartość tego, co masz, gdy ten termin będzie upływać?

Czytałem o pewnym rybaku z Wenezueli, który na targu codziennie próbował wymienić złowione ryby na inne dobra.

Wiadomo, że nie mógł przynosić ryb złowionych jednego dnia na sprzedaż kolejnego, bo po całym dniu leżenia na świeżym powietrzu mogłyby się błyskawicznie zacząć psuć. Czasem więc, gdy nie udawało mu się ich wymienić np. na mąkę kukurydzianą, po prostu zabierał je z powrotem do domu.

I to nie jest problem, gdy chcesz wymienić jeden produkt żywnościowy na inny (o ile nie jesteś uczulony na to, co masz, albo nie musisz zacząć jeść czegoś innego, bo inaczej się pochorujesz od niezbilansowanej diety). Problem się zaczyna, gdy czegoś naprawdę bardzo potrzebujesz, np. leków na astmę swojego dziecka.

Wtedy wartość tego, co oferujesz, może błyskawicznie spaść. Im bardziej czegoś potrzebujesz, tym niższą wartość ma to, co oferujesz na wymianę. 

4. Utrata wartości przy wymianie

I tu płynnie przechodzimy do kolejnego problemu, jakim jest nierównowaga takiej wymiany handlowej. Zawsze ktoś jest bardziej potrzebującym i ten na takiej wymianie straci bardziej. Za coś, co realnie warte jest X może dostać tylko połowę wartości, gdy okaże się, że druga strona ma po prostu lepszą pozycję negocjacyjną.

A dołóżmy do tego jeszcze to, że niektóre rzeczy będą po prostu niepodzielne. Nie sprzedasz pół kanistra paliwa. Możesz sprzedać cały, możesz sprzedać samo paliwo (o ile kupujący będzie miał w czym je zabrać), ale połowy kanistra nie sprzedasz. Może się więc okazać, że z braku możliwości zapłacenia czymś innym po prostu przepłacasz. 

Ale żebyśmy się dobrze rozumieli, podobnie będzie w przypadku płatności czymkolwiek innym. Jeśli będziesz mieć jedną złotą monetę zawierającą uncję złota (w chwili pisania tego materiału wartą ponad 7 000 zł), trudno będzie Ci otrzymać od niej resztę. No chyba, że jesteśmy już na tyle daleko w rozwoju płatności kruszcami, że każdy szanujący się sprzedawca ma linijkę Fischa oraz kamień i ciecze probiercze, a do tego wagę jubilerską i możemy zapłacić skrawkiem monety. W każdym innym przypadku płacisz jedną monetą, albo po prostu nie kupujesz towaru. 

Podobnie jest przy płatności gotówką w dużych nominałach. Ale o tym na pewno wiecie, bo o trzymaniu pieniędzy w niskich nominałach wiele razy mówiliśmy… 

5. Trudności z ustaleniem realnej wartości towaru

W świecie, w którym ceny podawane są w polskich złotych, czy jakiejkolwiek innej walucie, biznesy prowadzi się dość łatwo. Masz gotówkę, znasz cenę, decydujesz się kupić, negocjujesz, albo po prostu odpuszczasz.

Gorzej jest, kiedy nie masz do czego się odnieść. Zjawisko to w praktyce można zobaczyć na przykład na targach staroci — kiedy ludzie sprzedają jakiś przedmiot, niech to będzie na przykład samowar, za cenę, która jest wypadkową jego wartości użytkowej, kolekcjonerskiej, oraz pamiątkowej. 

W przypadku transakcji poza oficjalnym rynkiem w sytuacji awaryjnej, trudnością może być ustalenie wartości tego chleba, paliwa, czy baterii, które chcesz kupić. W przypadku handlu wymiennego ten problem należy podnieść do kwadratu. 

I teraz w zasadzie należałoby wprost powiedzieć: wszystkie poradniki dotyczące tego, co będzie miało wartość w sytuacji awaryjnej, są psu na budę. No dobra, może nie zupełnie bezużyteczne, ale są to tylko przypuszczenia, które wcale niekoniecznie muszą się sprawdzić.

Co mam na myśli… W naszym materiale o 6 grupach produktów, które nadadzą się na handel w sytuacjach awaryjnych wymieniliśmy np. używki. W zasadzie otwierają one tę listę, całej oczywiście nie będę tu prezentować, bo możecie sobie to po prostu obejrzeć albo przeczytać, tutaj. 

Na liście tej tymczasem nie pojawia się w ogóle żywność. 

Problem jednak polega na tym, że w konkretnej sytuacji awaryjnej spora część rzeczy z tej listy może po prostu nie mieć specjalnie dużej wartości. 

Weźmy na przykład kryzys koronawirusowy. Bardzo podrożały na przykład maseczki przeciwpyłowe. W sklepie miałem od wielu lat półmaski FFP3, tymczasem przez kilka miesięcy nie mogłem ich kupić w ogóle, a oferty cenowe, jakie dostawałem od różnych dystrybutorów, były dziesięciokrotnie wyższe od tych, po jakich kupowałem w zwykłych czasach. Dość powiedzieć, że za jedną maseczkę miałbym płacić kilkadziesiąt, a nie kilka złotych.

Widzimy zatem, że w tej sytuacji bardzo cenne stały się produkty, których na naszej liście nie ma.

Ale w czasie tego samego kryzysu bardzo podrożał… czarny proch. W Polsce dostępny legalnie w sklepach dla posiadaczy zarejestrowanej broni czarnoprochowej. W Czechach dostępny dla każdego pełnoletniego obywatela w sklepie wcale niedaleko od granicy. W chwili, gdy przygotowuję ten materiał, jego cena wynosi 120 zł za kilogram i można tam płacić w złotówkach. Tymczasem gdy granice były zamknięte, sprzedano mnóstwo czarnoprochowców (co spowodowało pustki w sklepach) a w szczycie cena prochu skoczyła do ok. 1 000 zł za kilogram. 

I tu akurat nasza lista się sprawdziła. 😉 

Skoro o tym mówimy, to piszcie proszę w komentarzach: w jaki sposób koronakryzys wpłynął na Wasze przygotowania: czego się nauczyliście, czego Wam brakowało, a co okazało się kompletnie niepotrzebne… 

Zmierzam do tego, że nie sposób przygotować uniwersalnej listy, która będzie równie dobra w każdym przypadku. Bo wartość towarów na rynku, nawet dzisiaj, zawsze jest wypadkową:

  • popytu na dany towar, czyli zapotrzebowania na niego,
  • podaży, czyli jego dostępności.

Nie sposób powiedzieć, że najlepszym płaciwem do handlu wymiennego będą jednorazowe zapalniczki, skoro kryzys może wydarzyć się w miejscu, w którym akurat wywróciła się ciężarówka pełna takich zapalniczek i wszyscy mają ich dziesiątki sztuk.

6. Prawdopodobnie nie umiesz handlować (targować się)

Kolejnym powodem, który utrudni Ci efektywne korzystanie z barteru będzie fakt, że prawdopodobnie nie bardzo umiesz się targować. Czy może szerzej: nie umiesz sprzedawać. 

Pierwszą tę umiejętność można ćwiczyć w bardzo wielu miejscach, po prostu targując się przy próbie kupienia czegoś. Bez względu na to, czy dotyczy to zakupu samochodu, telefonu komórkowego z abonamentem, ubezpieczenia mieszkania, czy dżinsów albo pietruszki na bazarze. Po prostu wystarczy przyjąć założenie, że pierwsza cena nigdy nas nie satysfakcjonuje i próbujemy coś z niej urwać. Jasne, w dyskoncie spożywczym czy markecie budowlanym to nie będzie możliwe, ale w mniejszym sklepach już prędzej. Zwłaszcza, jeśli rozmawiasz z właścicielem, albo przynajmniej kierownikiem sklepu, a nie tylko z panią zza lady, pracującą tam za najniższą krajową pensję.

Drugą umiejętność, umiejętność sprzedaży, rozwijać jest trudniej. Najlepszą metodą jest po prostu zatrudnić się w charakterze sprzedawcy albo przedstawiciela handlowego. Kilka lat takiej pracy i zdobędziesz tę bardzo przydatną umiejętność. Jest ona przecież cenna już dziś, bo na przykład prędzej czy później możesz być zmuszony do sprzedaży domu, ale także sprzedania siebie samego, na rozmowie o pracę. W sytuacjach awaryjnych też będzie niezmiernie przydatna. A ja bym powiedział, że to może być jedna z najcenniejszych umiejętności w sytuacji awaryjnej. Bo bez względu na to, jak rozsypana będzie gospodarka, sprzedawców prawie zawsze będzie potrzeba.

Czyli jak realnie określać wartość towaru?

Na to pytanie nie ma niestety uniwersalnej odpowiedzi, bo też towar nie ma jednej, niezmiennej wartości. Ta zależy przecież od popytu i podaży.

I właśnie to należy zweryfikować: poznać popyt i podaż w miejscu i czasie, w którym chcemy zająć się barterem.

Przejść się raz na jakiś czas na targ, gdzie ten handel się odbywa i zapytać kilku sprzedających: co jesteś skłonny dać mi za, na przykład, kanister paliwa?

I starać się ewentualnie wychwycić ten moment, w którym wartość towaru, który mamy, zaczyna spadać, albo tego, jaki jest nam potrzebny, zaczyna rosnąć.

Krzysztof Lis

Magister inżynier mechanik. Interesuje się odnawialnymi źródłami energii, biopaliwami i nowoczesnym survivalem.

Mogą Cię zainteresować także...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Notify me of followup comments via e-mail. You can also subscribe without commenting.

banner