Henry AR7 Survival – składany karabinek na trudne czasy?

Niedawno miałem okazję dwa razy pobawić się na strzelnicy należącym do kolegi karabinkiem Henry AR7 Survival. Od kiedy poczytałem o tej konstrukcji w internecie, wydał mi się on być idealną bronią palną na trudne czasy.

Czy tak jest w rzeczywistości? Sprawdźmy to!

AR7 jest karabinkiem bocznego zapłonu, strzelającym amunicją .22 LR. Zaprojektował go w 1959 r. Eugene Stoner, najbardziej znany z konstrukcji AR-15, przyjętej do użytku przez amerykańską armię jako M-16. Konstrukcja AR-7 Survival liczy sobie więc niemal 60 lat i na przestrzeni tego czasu produkowana była przeze wiele różnych firm. W tej chwili prawa do marki posiada od ponad 20 lat firma Henry, która wyprodukowała ten karabinek, który miałem w ręku.

Karabinek zaprojektowano do użytku przez zestrzelonych pilotów, głównie do pozyskiwania żywności poprzez polowanie na drobne zwierzęta. Miał w tym celu zajmować jak najmniej miejsca. Jego celność jest na tyle duża, że da się z niego ustrzelić drobne zwierzę na dystansie 50 metrów.

Ale używał go także James Bond w filmie „Pozdrowienia z Rosji”.

Unikalność tego karabinka polega na tym, że jest on składany z trzech części: kolby ze stopką, korpusu z komorą zamkową oraz lufy. Wewnątrz kolby mieszczą się korpus i lufa, a także dwa magazynki po 8 nabojów każdy, dostarczane w zestawie z karabinkiem. Trzeci można wpiąć w gniazdo magazynka i też schować w kolbie, czyli łącznie będziemy mogli przenosić w nim 24 naboje, choć w puste przestrzenie w kolbie da się upchać więcej amunicji. Całość po spakowaniu w kolbę powinna, teoretycznie, pływać po wodzie, ale właściciel broni nie chciał nam jej użyczyć o takiego testu, więc w tym celu muszę się posiłkować materiałami z testów przeprowadzonych przez innych YouTuberów.

Patrząc więc na wspomniane do tej pory cechy, karabinek wydaje się być idealny na trudne czasy. Zajmie mało miejsca w plecaku ucieczkowym, amunicja jest lekka i tania, więc można jej zabrać dużo. Jednocześnie z użyciem tej amunicji można z powodzeniem polować, czego wydają się dowodzić dokonania polskich kłusowników. Energia pocisku kalibru .22 to ok. 180-250 J, zależnie od naboju (masy pocisku i ładunku prochowego), czyli mniej więcej 2-3x mniej, niż energia pocisku kaliber 9×19 parabellum.

Postanowiłem przyjrzeć się mu bliżej i przeprowadzić pewien eksperyment, o którym za chwilę.

Karabinek strzela bardzo fajnie. Jest względnie cichy, odrzut i podrzut są znikome. Zdarzały mi się jednak podwójne strzały, których pochodzenia nie ustaliliśmy. Dość częste były również zacięcia, gdy kolejny nabój nie był wprowadzany do komory. Mimo tych niedogodności, jest to fantastyczna zabawka do wystrzeliwania olbrzymich ilości amunicji.

Ale żeby sprawdzić jego przydatność na trudne czasy, dobrze byłoby zweryfikować dwie rzeczy. Po pierwsze — celność, ale tego się nie podejmuję, bo strzelec ze mnie taki sobie. Na zawodach mieszczę się mniej więcej w połowie stawki, więc prawie na pewno ten karabinek strzela lepiej ode mnie.

Po drugie, co było dużo łatwiejsze, chciałem sprawdzić, czy rzeczywiście da się tym karabinkiem upolować coś większego. Dzika na przykład. YouTube twierdzi, że pocisk .22 LR jest w stanie przebić czaszkę dzika. Ale jak to sprawdzić?

Więc kupiłem w internecie… no, przyjmijmy że były to 2 idealne repliki czaszki dzika, wykonane z materiału do złudzenia przypominającego prawdziwą kość. Postanowiłem je ostrzelać z karabinka z odległości kilkunastu metrów, bo na tyle pozwalały mi tylko warunki na strzelnicy.

I tak, polowanie z takiej odległości jest możliwe, bo jak widać, moje strzały były w stanie przebić tę replikę czaszki, z każdego kierunku, z którego strzelaliśmy.

Strzelaliśmy też do stalowego zbiornika po helu do balonów, który kształtem przypomina mi trochę głowę zombie. 😉 Efekty tego strzelania widzicie na kolejnych ujęciach.

Karabinek kosztuje nowy w Polsce ok. 1 600 złotych. Amunicja — od ok. 30 groszy za sztukę. Za niecałe 2 000 złotych masz więc karabinek i 1 000 sztuk amunicji. Jeśli sądzisz, że w kryzysowej sytuacji wystrzelisz tyle amunicji, to znaczy, że za długo grasz w postapokaliptyczne gry komputerowe. Można go kupić i posiadać na najprostsze do uzyskania pozwolenie do celów sportowych, o którym mówiliśmy w tym filmie.

Czy warto? Nie znam się na broni na tyle dobrze, by móc na to pytanie jednoznacznie odpowiedzieć.

Jeśli chcecie zobaczyć więcej materiałów o broni palnej na trudne czasy, dajcie znać.

Krzysztof Lis

Magister inżynier mechanik. Interesuje się odnawialnymi źródłami energii, biopaliwami i nowoczesnym survivalem.

Mogą Cię zainteresować także...

29 komentarzy

  1. Aqq pisze:

    Ośmielę się nie zgodzić. Broń na trudne czasy to Howdah Hunter. Powody:
    A. gładkie 2 lufy – można ładować kulami, kartaczami, czymkolwiek
    B. wykonany wg współczesnej metalurgii – można go ładować prochem czarnym, nitro, pyrodexem, prochem zielonym i różowym też.
    C. zapalać można kapiszonem (wg instrukcji), zapalniczką, cygarem – czymkolwiek
    W każdym z powyższych rozwiązań będzie skuteczny.
    A co do kalibru 0.22 i przebijania suchej kości dlaczego nikt nie poluje z tej broni???

    • Krzysztof Lis pisze:

      Jeśli pytasz o to, dlaczego w Polsce nikt oficjalnie nie poluje z .22 LR, to odpowiedź jest prosta: bo przepisy na to nie pozwalają.

      Stawiam dolary przeciwko orzechom, że gdyby było wolno, to by ludzie chętnie używali tego kalibru do strzelania, co najmniej do zajęcy i lisów.

      Według mojej wiedzy .22 LR to popularny kaliber wśród kłusowników.

      • mirek pisze:

        Krzysztof Lis ;Według mojej wiedzy .22 LR to popularny kaliber wśród kłusowników.

        Te naboje latwo mozna bylo wyniesc, ze strzelnicy ale wtedy nikt nie klusowal z bronia palna bo milicja za to wieszala. Stawiano wnyki na strune od gitary a wieksza zwierzyne z pianina. Wnyk trzymal zwierzyne zywa i dobijali ja rzucajac nozami, siekierami lub dobijajac z kuszy z resoru od trabanta. Jak lesniczy lub straz lowiecka znalazla wnyk ze zwierzeciem to czekali w ukryciu az klusownik przyjdzie dobic zwierze i wtedy go lapano. To byli zwykli chlopi, klusowali bo lubieli klusowac, znali las i zwierzyna ich znala tzn ich zapach, mieli sposoby aby przywabic zwierzyne do wnyku, rozrzucali suszone sliwki, jablka, kukurydze, wykladali sol i smole bukowa na sprochniale pniaki. Byli bardzo latwi do wytropienia przez kazdego psa mysliwskiego, ale zwierzyna ich zapachu sie nie bala bo wloczyli sie po lesie od zawsze. Jak ich zlapala straz lowiecka to okazywalo sie, ze to robotnik lesny, pilarz i w sumie jest potrzebny i jako kare dostawal prace w lesie przy cieciach sanitarnych a z zerdzi mial zrobic ambone. Alkoholizm to byla zmora tego zawodu, gajowi czasami nie potrafili pisac a podlesniczym mozna bylo zostac bez szkoly sredniej nawet nie mowie o szkole lesnej tylko bez jakiejkolwiek zawodowki. Ja mam wyksztalcenie lesne a lowiectwo to byl przedmiot obowiazkowy, na praktykach zbieralismy wnyki w lesie oprocz wszystkich mozliwych szacunkow brakarskich, ciec, trzebiezy, nasadzen.
        Dzis kazdy podlesniczy to magister inzynier lesnictwa a klusownicy to biale kolnierzyki na quadach z bronia nawet wielkokalibrowe wiatrowki z tlumikami, bloczkowe kusze o bardzo malej szerokosci z systemem szybkiego ladowania, noktowizory, termowizory, kolimatory, nawet nie zabieraja zwierzyny bo nie chce im sie patroszyc. Inna sprawa, ze to sa rajdy dewizowych frajerow, ktorzy chca zlapac dreszczyk emocji przed wypadem do afryki. Na dziki najlepiej sprawdzaja sie ciezkie wolne kule to tak przy okazji obecnej sytuacji czyli programu wybicia dzikow, nikt juz na nie nawet nie poluje a co dopiero klusowanie. Najwiekszym problemem strazy lesnej to motocros i wyrzucanie smieci, gruzu. potem raczej poszukiwacze skarbow czyli detektorysci. Klusownictwo jak istnieje to jak pisalem super bron i trening przed safari w afryce lub jako rodzaj ekstremalnego sportu, z reguly to jakies kusze za 200 funtow z anglii np barnet lub wielkokalibrowe wiatrowki precharge za 600 dolarow z usa np dragon, mozna je chyba nawet kupic w holandii i oczywiscie bez pozwolenia, mozna nimi strzelac z odlanych kul lub specjalne strzaly, to wszystko to bardzo minimalny problem bo jak straz lesna znajdzie postrzalka to dostaje piany i tepi gosci na quadach i wszystkich innych. Aby zapolowac nie potrzeba byc mysliwym, wystarczy wykupic polowanie, kiedys to bylo polowanie tzw dewizowe teraz to sie nazywa bodajze komercyjne., kolo lowieckie zapewnia bron, przewodnika i cala reszte czyli patroszenie. Jest teraz tak olbrzymi nacisk srodowisk eco na zniszczenie myslistwa jako dzialalnosci, nikt nie poluje dla miesa bo mozna go kupic w sklepie. Dziki zwyczajnie ludzi sie nie boja, maja zapas tluszczu, gruba skore, siersc i robia sobie kapiele blotne , zima jak to bloto zamarznie to mozna do nich strzelac i nawet ciezkie kule sie slizgaja albo rykoszetuja. Jelenie i sarny maja bardzo dobry wech i sluch i uciekaja zanim sie zblizymy. Jak sie dzika nie zabije to na nas szarzuje i nas rozszarpie , ma szable i fajki. .22lr to naboj do kbks u, w uk mozna strzelac tym kalibrem do krolikow, chyba tez do muntjackow czyli jelonkow wielkosci psa spaniela, trzeba miec pozwolenie na bron, do muntjakow strzela sie z reguly z wiekszych kalibrow przy okazji polowan na wieksze jelenie.

        • mirek pisze:

          Przyznaje racje, sa wiatrowki przerobione na ten naboj .22lr, ja jak wynosilem je ze strzelnicy to rzucalem do ogniska i byla frajda. W latach 80 tych posiadanie nawet nie naboju ale luski z niezbita splonka to byly ciezkie klopoty z milicja. Dlatego wszyscy je nosilismy razem z opornikiem w klapie co rowniez gwarantowalo klopoty.

    • Rafał M. pisze:

      Gładkie lufy mogą być powyżej kilkunastu metrów niecelne, energia pocisków też ulega znacznemu wyhamowaniu.
      To jak ze strzelbami śrutowymi, z 5 metrów można zabić człowieka, ale dalej to co najwyżej jakąś kaczkę, a człowieka tylko ranić, co go jeszcze mocnej wkurzy.

  2. Fomalhaut pisze:

    Propozycję obu broni ,tej z filmu i Howdaha Huntera mają swoje plusy i minusy. Dlatego ,że obie bardzo się różnią. Pierwszy to samopowtarzalny (!) dziurkacz , stawiający bardzo na precyzję strzelca ,a nie energię kuli. Drugi to energetyczny „obrzyn” walący na rympał tym co jest pod ręką. Jeśli przetrwanie będzie zależeć od polowania na małe ptaki i ssaki to Hennry (z wiadrem naboi) wygrywa. Jeśli trzeba będzie bronić chałupy przed pojedynczymi bandziorami to lepszy „obrzyn”. Jaka by nie byłą sytuacja SHTF decyzję o zakupie trzeba podjąć teraz wtej realności ! I tu pojawiają się kolejne dylematy. Bo na Hennrego potrzeba standardowe zezwolenie ! i z 1500 pln. Na czarnoprochowca dwa razy tyle (!) ,ale bez papierków ,kosztów i zwłoki w czasie. Koszty strzelania hm.. w uproszeniu podobne. W pewnym sensie „godzi” ten spór zakup rewolweru czarnoprochowego z dołączaną kolbą lub wręcz karabinu czarnoprochowego z bębenkiem. Wyjdzie taniej , równie skutecznie i wielostrzałowo.
    W obecnej sytuacji , jeśli ktoś jeszcze nic nie kupił ,warto chyba poczekać na nową „ustawę o broni” która to jest przygotowywana w zgodzie z „dyrektywami Unii” żeby nasz wybór po zmianie prawa nie zakończy się jakimiś dziwnymi problemami prawnymi. Czy może ktoś wie jakie są najnowsze „przecieki” w sprawie ustawy ?

  3. Pozyskiwcz pisze:

    .22 LR na dzika ? A widział ktoś dzika ? ZOO warto odwiedzić.
    Nie wiem czy siedząc gdzieś na drzewie odważył bym się z tego strzelać do dzika – mógłby się wkurzyć i nie odejść za szybko. Natomiast z ziemi to nawet nie ma co próbować. Pomijam prawdopodobieństwo trafienia w mózg ruszającego się celu, a trafienie gdziekolwiek indziej będzie zupełnie bez znaczenia.
    Przebicie suchej kości na strzelnicy nic nie znaczy, w realu dochodzi mięso, gruba i twarda skóra, a przede wszystkim sierść. Dzik ma twardą, gęstą szczecinę, do tego przeważnie pozlepianą błotem, lub/i z powbijanym między sierść piaskiem. Dużo silniejsze pociski potrafią po tym zrykoszetować. Naprawdę widząc szarżującego dzika to trzeba spier…. , a nie ostrzeliwać się z takiej plujki. To tak na przestrogę domorosłym traperom, żeby ktoś nie wpadł na pomysł wzięcia KBKS-u , albo nawet Remingtona .44 i trenowani zdobywania żywności. Naprawdę w przypadku dzika kłopoty prawne mogą już nie mieć dla nas żadnego znaczenia.
    Jeżeli to prawda że kłusownicy często posługują się .22 LR , wcale nie musi znaczyć że to dobry myśliwski nabój. Może jest po prostu najbardziej dostępny (zarówno broń jak i amunicja) ? Albo stosunkowo cichy, co też ma znaczenie. Zresztą na jakieś bażanty, zające czy nawet niech by i sarnę pewnie wystarczy, ale dzik to naprawdę przegięcie.

  4. Rafał M. pisze:

    Akurat Bond to mógł mieć większy kaliber. Od tego mają rusznikarzy.
    Na przykład KGB w latach siedemdziesiątych wytwarzała pistolety niewykrywalne przez detektory metalu (jedyną metalową częścią była 9V bateryjka do odpalania ładunków prochowych, którą można było przechowywać np. w radyjku lub maszynce do golenia), parasolki strzelające zatrutymi kulkami i inne wynalazki. CIA wtedy miała pistolety strzelające zatrutymi strzałkami, wyrzucanymi elektromagnesem, proszek do wypadania brody (chcieli dosypać Castro do butów, by mu broda wypadła i w ten sposób się ośmieszył), miny w kształcie małży (też w celu zabicia Castro, kiedy lubił się kąpać w zatoce) i inne.

    Współcześnie raczej się unika takiego gadżeciarstwa w tej branży, bo sprzęt może wkopać nielegalnego agenta, nie powinien się zupełnie niczym odróżniać od zwykłych ludzi.

  5. CPFAN pisze:

    Z mojego skromnego doświadczenia wynika, po pierwsze : chodzenie na dzika z .22 w sytuacji postapo i ryzykowanie ciężkich zranień = śmierć – bardzo niemądry pomysł. Natomiast sama koncepcja posiadania takiej plujki jest jak najbardziej ok – ze względu na stosunkowo łatwo dostępną amunicję. Natomiast jeśli chodzi o CP – to w grę wchodzi jedynie zestaw Remington 1858 + dwururka 12 – ze sporym zapasem kapiszonów. Niezależnie od fanów tej czy innej marki, 1858 jest najbardziej niezawodny spośród wszystkich replik, ma możliwość szybkiej wymiany bębna. Dwururka – narzędzie uniwersalne, zależne od tego, co załadujesz do lufy. Osobiście dodałbym do tego karabin z szybkim gwintem – coś na długie pociski – oby nie typowo tarczowy – kal co najmniej 45, a najlepiej 50 albo 54. Tym upolujesz wszystko, co znajdziesz w lesie – w tym dzika. Pytanie tylko, czy zaryzykujesz strzał, wiedząc, że będzie go słychać z daleka…

  6. Fomalhaut pisze:

    To co tu piszemy to trochę takie teoretyczne gadanie ,ale w sumie wartościowe. W brutalnym życiu każdy z nas cieszył się będzie z tego co będzie miał.. w razie jakby co.
    Najefektywniejszą pukawką z punktu widzenia cena/możliwości jest wg mnie … wiatrówka FAC. Najtańsza amunicja i najłatwiejsza do wykonania. Bardzo duża niezawodność i łatwość naprawy (np wymiana sprężyn). W sytuacji „poza prawem” przeróbka wiatrówki kal. 5,5 mm na FAC wydaje się najłatwiejszą możliwością. Polowania na dziki to w ogóle bez sztucera 7,52 mm bym se darował. Dzik potrafi zabić jednym atakiem w nogi (przebicie tętnicy udowej). Byłem świadkiem takiego ataku na człowieka, który siedział „już” w połowie na jedno metrowym płocie ,ale i tak noga została przedziurawiona. I zrobił to dzik który był w zasadzie oswojony.

  7. Marek W. pisze:

    @ CPFAN:
    Odnośnie słyszalności strzałów w lesie – znam kogoś, kto zna kogoś, kto słyszał, że ktoś bawił się wykopanym poniemieckim mauserem 98 i MP40 (tym drugim tylko raz). Strzelając w lesie 500 metrów od wsi przy wietrze i padającym deszczu nikt w chałupach nie słyszał kanonady…

  8. Wild SlaV pisze:

    Ta broń będzie się nadawać na małą zwierzynę, ale o dzikach bym radził nie myśleć. Na filmie strzelałeś do czaszki jak to sam powiedziałeś „z materiału do złudzenia przypominającego prawdziwą kość”. Czyli wynik „badania” może być przekłamany. Ponadto sama czaszka to nie to samo co cała głowa, bo dochodzą do tego mięśnie, gruba skóra i sierść, które mogą pocisk wyhamować na tyle, że nie dojdzie do penetracji czaszki. Do tego nie wiem czy odległość nie jest za mała, bo raczej ciężko będzie podejść tak blisko do jakiegokolwiek dzikiego zwierza.

    • Krzysztof Lis pisze:

      Czaszki dzika były prawdziwe, ale nie chciałem o tym wprost mówić na filmie, bo trochę obawiam się bana ze strony YouTube’a. Ich polityka w zakresie broni palnej jest dla mnie kompletnie niezrozumiała i wolałem nie ryzykować.

      Oczywiście masz rację, że sama czaszka to tylko część tego, co chroni mózg tego zwierzęcia. Lepiej jednak nie umiałem tego zasymulować.

  9. Legion pisze:

    Pod wpływem powyższego materiału poszedłem na strzelnicę zrobiś eksperyment. Nie miałem tej akurat broni, ale za to samopowtarzalny KBKS z krótką lufą, która swoją długością przypomina Henry AR7, więc parametry siły ognia będą zliżone. Mam trzy wnioski:
    Pierwszy jest taki, że broń też się zacinała – instruktor powiedział, że większość małokalibrowych broni samoczynnych się zacina, ale z pomocą może przyjść obfite smarowanie broni, łącznie ze smarowaniem magazynka smarem do broni w spray’u. Wynika to z tego, że tak mały pocisk nie ma na tyle dużo siły, aby z pełną mocą odsunąć zamek i poruszyć wyrzutnikiem. Też stosunkowo słaba sprężyna nie przesuwa mechanizmami tak mocno, jak w broniach „pełnowymiarowych”.
    Drugi – dobrze nasmarowana broń ma odrobinę większą siłę ognia, ze względu na lepsze uszczelnienie lufy. Będąc na drzewie, i strzelając w dół w głowę dzika, strzał powinien być śmiertelny.
    Po trzecie, tego typu broń najlepiej się obsługuje z celownikiem kolimatorowym. Wtedy można wydobyć pełen potencjał broni.

    Też trzeba pamiętać, że są dostępne różne typy amunicji .22LR, które cechują się różnymi wartościami penetracji.

    • Rob pisze:

      Do takiego karabinka (samopowtarzalnego) używa sie amunicji HV.
      Smarowanie nie uszczelnia broni 😉
      Magazynków do broni sie nie smaruje.
      Sprężyna w karabinku nie służy do przesuwania mechanizmów.
      Kolimator nie jest potrzebny do polowania surwiwalowego.

  10. mar_kow pisze:

    .22 long z odpowiednim pociskiem da radę i z dzikiem ale to musi być dobry strzelec z dużym zapasem szczęścia. Ale po co kombinować skoro Hunter .50 S.665 kosztuje niecałe 2,5 tys. Szybki gwint 1:26 i można strzelać ciężkim pociskiem 520gr że i słonia powali. Poza tym @Fomalhaut pisał że Howdah Hunter’a można ładować prochem nitro – ciekawe czy nie ma protezy zamiast ręki… Jak coś to zapraszam na: https://forum.blackpowder.pl/

  11. bura2 pisze:

    Beznadziejna broń do nowoczesnego survivalu!

    Przede wszystkim jest to bron długa. To że można ją rozłożyć i schować w plecaku nic nie znaczy. Nie jesteśmy pilotami i nie spadniemy nad dżunglą. Mamy inne problemy. Jak ją pzygotujemy do strzału to mamy 89cm i 1,13kg czyli leciutka, ale wciąż długa. a możliwości?
    Niewielkie. Można odstrzelić zwierzynę wielkości zająca, tyle. Cała reszta to loteria.

    Co zrobisz z tą bronią np. w sytuacji kryzysu gospodarczego kiedy jeszcze masz pracę ale wielu ludzi nie i istnieje realne ryzyko napadu? będziesz jeździł do pracy z karabinkiem na pasie?
    Lepszy pistolet 9mm.

    Czy naprawdę jest to twoja broń którą byś wybrał idąc na polowanie, gdyby rzeczywiście udało ci się dostać na takie odludzie, ze można sobie na to pozwolić? kbks a nie np kniejówka?

    Wymaga pozwolenia, jest długą bronią o możliwościach energetycznych mniejszych niż pistolet 9mm, wymaga od strzelca tak naprawdę sporo umiejętności i amunicja mimo, że lekka i tania to praktycznie niemożliwa do reelaboracji i czasem kapryśna.

    Alternatywy:
    Pistolet 9mm (np. Glock 19, CZ P-07) umożliwia obronę przed przestępcami na realnych dystansach, można go mieć przy sobie 24/7. Pistolet do obrony to za mało? naoglądałeś się filmów. W 99,9% jak się nie obronisz pistoletem to i kałachem nie dasz rady.

    Kniejówka/dryling. Lufa śrutowa(albo dwie) i lufa kulowa w jednej broni. W lufie śrutowej amunicja od drobnego śrutu na zające po brenekę na dzika. I w drugiej lufie kula od.223 po np. 8×57 luneta na takiej broni i mamy NAMIASTKĘ sztucera/broni wyborowej żeby coś upolować.

    I czarnoprochowce, ale tutaj też nie ma co się podniecać tekstami w stylu „nasypiesz byle co do lufy, wrzucisz kamień i strzelisz”
    Ok. wszystko co jest w miarę wybaczające, czyli gładkolufowe. jest jedno/dwustrzałowe.
    Ponadto jeżeli broń jest kapiszonowa, czyli w miarę nowoczesna to nie odpalisz jej byle czym bez przeróbki. A każdy system zapłonu inny niż kapiszonowy jest duuużym krokiem w tył.
    Można dyskutować czym da się zastąpić fabryczny proch czarny właściwej gradacji. Zakładając że ręce mamy w komplecie to dochodzi inny problem. Z broni trzeba trafić!
    Test jakiegoś czarnoprochowca dawno temu i nieprawda w „Strzale” wykazał że ŚPT zmienia się w zalezności od sposobu ładowania tymi samymi komponentami w tej samej ilości. (różnica była np.: sposób 1 – wsypać proch, przybitkę, kulę, przybitkę – ubić. Sposób 2 – wsypać proch, przybitkę – ubić, kula przybitka – ubić jeszcze raz)

    Zaletą broni CP jest to, że jest bez pozwoleń. I tyle. Ludzie którzy piszą takie brednie to takiej nigdy nie mieli.

    • Krzysztof Lis pisze:

      Broń i strzelanie lubię, ale w żadnym razie nie myślę o sobie jako o ekspercie, jeśli o strzelectwo chodzi. Na polowaniu nie znam się wcale. Dlatego traktuj ten materiał raczej jako próbę znalezienia odpowiedzi na tytułowe pytanie, przedstawienie zalet i wad tej konstrukcji (oraz samej amunicji) a także możliwości jej potencjalnego wykorzystania w razie sytuacji awaryjnej. I raczej tu myślałem o konieczności zabrania jej razem z plecakiem ucieczkowym z domu, nie zaś noszenia przy sobie w drodze do pracy w czasie kryzysu gospodarczego, gdy tylko drastycznie wzrośnie przestępczość.

      Aspekty, na które zwracasz uwagę, są bardzo dobre i byłoby fajnie się im przyjrzeć w szerszym ujęciu, a nie tylko patrząc na jeden karabinek. Jeśli tylko uda się znaleźć partnerów do takich materiałów (czytaj: osoby, które będą chciały pokazać jakąś broń i o niej poopowiadać), na pewno będziemy chcieli to zrobić.

      TECHNICZNIE rzecz ujmując, można ustrzelić coś większego z karabinka bocznego zapłonu. W Polsce jednak zweryfikować tej teorii w praktyce nie wolno. Zastrzelić można z takiej broni także człowieka. Oczywiście to nie oznacza jednak, że jest dobra do samoobrony.

      Pistolet wydaje się być dobrą alternatywą i przy odrobinie szczęścia też nim zapolujesz. No ale z zająca trafionego kulką 9×19 to raczej niewiele zostanie.

  12. mar_kow pisze:

    „Beznadziejna broń do nowoczesnego survivalu!” – a czym jest nowoczesny survival ?? Moda na 9 Para i strzelanie w poziomie jak na filmach ?? Życzę powodzenia w polowaniu z pistoletu. Nawet jak trafisz sarnę z 20m to możesz jej nie znaleźć to nie jest broń do polowań. Jak nie trafisz w serce to mięsa nie będziesz jadł. Kozioł trafiony w płuca ze sztucera 30-06 przebiegł jeszcze prawie kilometr… Tematem jest”Henry AR7 Survival – składany karabinek na trudne czasy?” i już ustaliliśmy że lepsze to niż nic ale są lepsze rozwiązania. Oczywiście przeżyć można jedząc mięso wiewiórek więc 22-jka też ma swoje możliwości. Liczą się umiejętności a broń jest elementem dodatkowym. Biorąc pod uwagę możliwości nabycia broni bez pozwolenia i rejestracji to CP jest na pierwszym miejscu. W przypadku ogłoszenia stanu wyjątkowego lub wojennego i tak cała legalna broń jest konfiskowana i deponowana więc czy 9mm czy .22 zostanie odebrana prawowitym właścicielom. Pozostanie albo pałka albo CP…

    • bura2 pisze:

      Tradycyjny survival – zielony survival. I tutaj rzeczywiście tego typu karabinek sprawdzi się zapewne dobrze. Jak równiez M6, PackRifle i inne podobne konstrukcje do odstrzeliwania zajęcy.

      Nowoczesny survival – survival który nie zakłada ze będziemy w środku dziewiczego lasu. Raczej, że z jakichś powodów będziemy w tym samym miejscu, ale w dużo gorszych okolicznościach (kryzys jak w Wenezueli?). Każdy na coś się szykuje. Wspólnym mianownikiem jest spadek poziomu bezpieczeństwa publicznego. I pierwszym podstawowym problemem będzie bezpieczeństwo swoje i rodziny. A nie polowanie. Jeśli chodzi o polowanie to dla osób nie polujących może niewiele zostać jak myśliwi i kłusownicy zrobią swoje.

      Nigdzie nie napisałem o polowaniu z pistoletu, bo nie liczę na żadne polowanie. Strzelanie w poziomie też nie wiem skąd się wzięło. Trzeba się zastanowić co tą bronią będziemy robić.

      Napisałem „beznadziejna broń”, bo pojawiły się teksty o penetracji czaszki dzika amunicją .22 i trzeba ludzi ostudzić. Teoretycznie, technicznie i w ogóle to ja mam szansę przespać się w przyszłym miesiącu z wszystkimi króliczkami playboya z bieżącego roku…. Tak widzę bajki o odstrzeliwaniu grubej zwierzyny z .22lr . Mysliwi mogą sporo powiedzieć ile zwierzyna czym trafiona potrafi uciec

      Kurde! .22 to jest za mało na agresywnego bezpańskiego psa!

      Pozyskanie AR-7 wymaga mniej więcej tyle samo zachodu co pozyskanie pistoletu 9mm (różnica to kilkaset złotych więcej za pistolet), strzelby, kniejówki, kałacha, PCC etc.. A odpowiedz sobie szczerze która broń REALNIE ma większe szanse się przydać? Żywimy się jakąś fantazją o polowaniach zapominając o prawdziwym problemie.

      Polecam lekturę ego artykułu i zastanowienie się co naprawdę może się przydać:
      https://www.alloutdoor.com/2014/07/09/one-gun-three-guns-tshtf-bad-idea/

      Fajnie sobie pofantazjować co by było dobre w świecie 10 lat po upadku ostatniej fabryki ale to nie jest blog artystyczny.

      • Coyote pisze:

        Dlatego w latach 1944-48 czy wcześniej , w okresie bezprawia 1918-22 tak popularne zarówno wśród bandyterki jak i zwykłych ludzi chcących chronić swoje rodziny były urzyny mauzerów czy mosinów . Wszędzie można było zabrać , łatwo ukryć pod kurtką czy w plecaku . Dzięki czemu były pod ręką gdy najbardziej ich potrzebowano . Ten AR 7 w trudnych czasach też by tak skończył , z dorobioną rękojeścią i odpiłowaną większą częścią lufy . Chyba że właściciel miałby coś lepszego , makarowa , glock,a 19 czy poręczny rewolwer .357 . Osobiście mam w tym momencie tego ostatniego , niezawodność bo co widać na strzelnicach z półautomatami bywa różnie , łatwość użycia i sprawdzona skuteczność HP .357 . Mój osobisty wybór . W niszę wspomnianą w linkowanym przez Ciebie artykule nieźle pasowałby Skorpion vz 61 . Mały , lekki , z rozkładaną kolbą , cichy nawet bez dodatkowego „wyposażenia” . Celność i praktyczny brak odrzutu pozwalały by na skuteczne trafienia tam gdzie wywoła to efekt . Przy okazji robiąc wszystko to co henry AR 7 z jego wiotką lufą , a różnica ceny pozwala zrobić solidny zapas amunicji mimo różnicy kosztów 7.65 vs .22 . Osobny temat , królowe starć na pistoletowych dystansach . Strzelby z chwytem pistoletowym i krótką lufą które można ukryć pod ubraniem . Dopiero potem karabin samopowtarzalny 7.62×39 lub .308 Win . Najlepszy przyjaciel gdy sytuacja kompletnie oszalała i utrzymywanie niskiego profilu nie ma już większego sensu .

        • mar_kow pisze:

          Prowadzicie fantazje na temat co lepsze tak jak gdyby po wprowadzeniu stanów kryzysowych „trudnych czasów” otworzono magazyny broni i każdy mógł brać co chce… Władza skonfiskuje całą broń i na rynku pozostanie tylko nielegalna na wyposażeniu bandytów… Drugą szansą na jej zdobycie to zbieranie resztek po konfliktach zbrojnych. Stąd wcześniej różnego rodzaju „obrzyny”. W tych czasach każdy rodzaj broni będzie na wagę złota i to dosłownie. Za czasów II wojny światowej – broń można było kupić za złoto…

          • Coyote pisze:

            Takie fantazje że II RP padała w takim tempie że nawet wszyscy durnie co chcieli zdać nie zdążyli . A tego kto zamarudził potem tak łatwo banderowcy piłą nie rżnęli 🙂

  13. Bura2 pisze:

    Zabiorą, nie zabiorą. Wolę już dziś mieć broń. CP albo zwykłą. I gromadzić praktyczną wiedzę i umiejętności. A nie powtarzać bajki o strzelającym wszystkim CP, strzelbach z których nie trzeba celować, i pistoletach które się non stop zacinają więc lepiej mieć rewolwer. Albo o polowaniu na grubą zwierzynę z.22lr .

    Trudne czasy to może być kryzys gospodarczy, niekoniecznie wojna. I związany z nim wzrost przestępczości spowodowany utratą pewności jutra przez wiele osób. Czy inflacja była kiedyś powodem do wprowadzania godziny policyjnej czy konfiskaty broni?

    Posiadanie broni to nie tylko „manie” narzędzia i amunicji. Ale też zdobywanie umiejętności, wiedzy, obalanie mitów i „wydajemisiów” (u niejednego posiadacza broni kurzą się różne dziwne kabury np. na szelkach które okazały się do niczego) i spotkanie na strzelnicach z innymi strzelcami u których można się sporo nauczyć.

    • mar_kow pisze:

      No i widzę że jesteśmy na tym samym torze myślowym 🙂 Przede wszystkim umiejętności… Broń klasyczna jest wpisana w mój zawód od 27 lat, CP można powiedzieć że się uczę, łuk bloczkowy – wszystko to co jest na dzień dzisiejszy legalne i można się doskonalić. I nie inflacja była powodem wprowadzenia godziny policyjnej ale stan wojenny – broń myśliwska była deponowana w komisariatach (innej prawie nie było). W przypadku stanu wyjątkowego w planach jest również przekazanie broni do depozytu. Nawet gdyby prawowity rząd nie przejął broni to na podstawie dokumentów administracyjnych przeciwnik może to zrobić bez problemu (nie są to dokumenty niejawne). Niestety prawowity obywatel w przypadku kryzysu ma przechlapane i o ile sam nie zadba o własne dobro to nikt tego nie zrobi…

    • Coyote pisze:

      Nie nie trzeba celować . Po prostu jeden , naprawdę rzadko dwa strzały w klatkę piersiową z 12×70 rozwiązują problem definitywnie . W przeciwieństwie do 9 mm gdzie wielokrotne trafienia mogą nie dać natychmiastowego efektu . Jest multum nagrań z USA z ich kamer policyjnych , statystyki itd. Rewolwer .357 to w moim przypadku taki kompromis gościa który po prostu broni krótkiej nie lubi , strzela całkiem nieźle ale zwyczajnie nie lubi i nie ufa . A gdyby byłą naprawdę potrzebna chce czegoś streso i idiotoodpornego . Mniejszego i poręczniejszego od lupary czy wz 61 które niestety ale tylko w tej śmiesznej kaburze na szelkach dają radę 😀

      • mar_kow pisze:

        Kolego Coyote nie obraź się ale piszesz jak napalony nastolatek na haju czerpiąc wiedzę z YT… Nie zdajesz sobie sprawy z konsekwencji użycia broni jak i możliwości porażki. Podczas misji w Afganistanie niejeden twardziel wymiotował po kontakcie ogniowym. Kwestia odporności psychicznej w sumie najważniejszej w takich sytuacjach. A już w przypadku jak przywieźli rannego postrzelonego w brzuch mało kto mógł wytrzymać smród tego co wylewało się z trzewi oprócz krwi… To samo może się przytrafić i temu kto strzela ale i rodzinie którą chce bronić. Nikt nie jest w stanie powiedzieć jak się zachowa jak znajdzie się pod ostrzałem i zaistnieje zagrożenie życia. Nie pomogą wtedy lupary i inne… Broń warto mieć ale jej użycie musi być bardzo przemyślane. Polowanie jest o.k. ale nikomu nie życzę aby znalazł się w sytuacji w której będzie musiał jej użyć w obronie własnej…

        • Coyote pisze:

          Swoje odsłużyłem . Swoje słyszałem od tych co krwawili na górskie skały czy wydmy . I na kwity , żelastwo i amunicje do niego swoje zarobione pieniądze przepuściłem , nikt nie sponsorował . Mam nadzieje że nigdy nie będę musiał tego użyć inaczej jak dziurawiąc papier . Ale jeśli będzie trzeba chce mieć najwredniejsze i najpaskudniejsze narzędzie jakie dam radę przy sobie nosić i skutecznie użyć . Zwiększa to szanse że nie będzie trzeba pociągnąć za spust bo potencjalny agresor uzna że to nie jego dzień . Podobno 90 % „sytuacji” w USA tak się kończy . I innym tutaj też tak Życzę , zwłaszcza dzisiaj . Żeby nikt nie miał takich sytuacji a jak już to kończyły się bez szwanku dla wszystkich zainteresowanych

  14. Shakti700 pisze:

    Panie Admin, polując na zwierzynę typu dzik czy jeleń, strzela się w komorę, a nie w głowę. Ostrzeliwanie czaszki, choć z pewnością daje kupę zabawy, nie ma większego sensu w kontekście polowania.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Notify me of followup comments via e-mail. You can also subscribe without commenting.

banner