„How to Survive an Atomic Attack” — jak przetrwać wojnę atomową wg amerykańskich broszur obrony cywilnej

Gdy byłem w Londynie by nagrać dla Was film o zestawie EDC, który można zabrać na pokład samolotu, wpadłem do Imperial War Museum. Tam obejrzałem wszystkie ekspozycje, zrobiłem sobie parę fajnych fotek (m.in. z jedną z pięciu oryginalnych bomb Little Boy) i kupiłem trochę fajnych książek. Pytałem Was o to, którą omówić na blogu i kanale w pierwszej kolejności.

Padło na „How to Survive an Atomic Attack – a Cold War Manual”.

Książka to tak naprawdę reprint trzech zimnowojennych broszur (kolejność jak w druku):

  1. Fallout Protection – What to Know and Do About Nuclear Attack z 1961 r.,
  2. Family Shelter Designs z 1962 r.,
  3. Survival Under Atomic Attack z 1950 r.

Ja lubię takie publikacje przeglądać, bo dają one pogląd na to, jak wyglądało podejście amerykańskich władz do przygotowań ludności cywilnej na skutki wojny jądrowej.

Trzecia jest tak naprawdę skrótem najważniejszych informacji. Podsumowuje zagrożenia wynikające z użycia bomby atomowej, wyjaśnia, co tak naprawdę w przypadku jej wybuchu zabija i rozprawia się z mitami (np. stwierdza, że użycie broni jądrowej nie zniszczy świata — choć należy mieć na uwadze, że to stwierdzenie odnosiło się do ówczesnych realiów i ówczesnego arseału atomowego — w 1950 r. mocarstwa atomowe miały ok. 300 głowic, a w tej chwili prawie 16 000).

Pierwsza jest znacznie obszerniejsza i zawiera więcej informacji o broni atomowej i o tym, jak się przed nią zabezpieczyć. W tym zawiera kilka pomysłów na zaimprowizowane schrony przeciwradiacyjne i listę rzeczy, które trzeba do takiego schronu zabrać.

Druga publikacja z kolei to właśnie plany takich schronów. Zarówno takich, które można wykonać zawczasu (nawet o dość ambitnej konstrukcji), ale i takich, które można awaryjnie wykonać we własnej piwnicy pod domem, pod jej ścianą, z użyciem desek i piasku.

Warto ją zdobyć — niekoniecznie kupując, bo w zasadzie wystarczy ściągnąć i wydrukować podlinkowane przeze mnie PDFy. 🙂

Krzysztof Lis
"How to Survive an Atomic Attack - a Cold War Manual"
51star1star1star1star1star

Krzysztof Lis

Magister inżynier mechanik. Interesuje się odnawialnymi źródłami energii, biopaliwami i nowoczesnym survivalem.

Mogą Cię zainteresować także...

18 komentarzy

  1. luk pisze:

    Cześć! Czy uważasz, że wiedza z lat 50 i 60tych jest wciąż aktualna?

    • Krzysztof Lis pisze:

      Uważam, że jest dostatecznie aktualna, by brać ją pod uwagę przy planowaniu własnej strategii przetrwania wojny atomowej.

      • luk pisze:

        Za mało precyzyjnie zapytałem 🙂
        Skoro mamy teraz mocniejsze bomby to czy należałoby przeskalować choćby parametry schronów? Masz jakąś konkretną wiedzę na ten temat, ktoś podjął się aktualizacji tych wskaźników czy bazujemy na wiedzy zimnowojennej?

        • Krzysztof Lis pisze:

          Jeśli chodzi o schrony przeciwradiacyjne, to nie ma potrzeby ich przeskalować. Takie właśnie schrony, mające za zadanie zapewnić ochronę przede wszystkim przed promieniowaniem (i tylko w niewielkim zakresie przed falą uderzeniową) są w publikacji przedstawione.

          • luk pisze:

            Dzięki!

          • Piotr pisze:

            Moim zdaniem nie do końca. W czasach kiedy powstawały te książki głównym zagrożeniem jeśli chodzi o broń jądrową były klasyczne atomówki i wodorówki, których głównym „czynnikiem rażenia” (oprócz fali uderzeniowej) było promieniowanie beta i gamma (no i alfa, ale ono się zatrzymuje na byle czym). Obecnie jest możliwe użycie także bomby neutronowej (choć państwa nie przyznają się do tego, że ją mają ale to na tej samej zasadzie jak bajka że Izrael nie ma żadnej broni atomowej :D), bo taka bomba ma przewagę jeśli chodzi o użycie taktyczne. Bomba neutronowa ma znacznie mniejszą falę uderzeniową przez co nie niszczy infrastruktury typu mosty, budynki itp., emituje znacznie mniej promieniowania beta i gamma (przez co teren jest „czysty” dla wojska już po mniej więcej 48h) a głównym czynnikiem rażącym jest śmiertelne w skutkach promieniowanie neutronowe emitowane podczas wybuchu, które ma znacznie większą przenikliwość niż promieniowanie gamma.

          • Krzysztof Lis pisze:

            @Piotr, oczywiście masz rację co do bomby neutronowej, ale mam wrażenie, że i tak ochrona przed nią jest poza zasięgiem przeciętnego budżetu. No bo przecież metrowego basenu z wodą nad ziemianką i dookoła niej nie zrobimy…

          • Piotr pisze:

            @Krzysztof Problemem ochrony przed atakiem bronią neutronową nie jest budżet, tylko czas reakcji. Aby skutecznie się „obronić” przed promieniowaniem neutronowym trzeba być w schronie w momencie eksplozji a to dla przeciętnej osoby jest zadaniem niewykonalnym.

    • Piotr pisze:

      Prawa fizyki się nie zmieniły 😀 Jeśli chodzi o książki z lat 50-tych i 60-tych w ogólności, to weź poprawkę, że część podręczników dla wojska w tamtych czasach (zarówno po stronie ZSRR jak i NATO) „zaniżała” skutki działania promieniowania na organizm ludzki aby żołnierze nie bali się działać na terenie napromieniowanym w czasie działań wojennych. Te powyższe w artykule Krzyśka są ok, ale krążą też w internecie podręczniki wojskowe dla „mięsa armatniego” (zwłaszcza te z Układu Warszawskiego) których celem było „wypranie mózgów” żołnierzy aby nie mieli świadomości, że idą na pewną śmierć.

      • szary4all pisze:

        I o tą Fizykę głownie chodzi. Przeciętny obywatel o Fizyce tylko słyszał i najczęściej że jest coś takiego. Wszelkie publikacje poza Naukowymi są obarczone perspektywą intencji autora/autorów, broszurki w szczególności, bazując jednocześnie na manipulowaniu emocjami czytelników. Z jednej strony publikuje się „harcerskie” sposoby na przetrwanie utrzymując narrację że da się przeżyć, z drugiej publikuje apokaliptyczne wizje przenoszą skutki w świat magiczny. Fakty są takie że w muzeach nie znajdzie się rezultatów badań po testach nuklearnych, generalnie się ich nie znajdzie w przestrzeni publicznej, co najwyżej szczątkowe raporty opisujące spekulujące o wynikach badań. Pozostaje Fizyka, Chemia i Biologia. Te mentalnie są passe bo było nie było sporo czasu i pracy należy poświęcić by dociec do tego co jest przed opinią publiczną ukrywane. Tymczasem przeżycie „wybuchu” to tylko pierwszy etap z przetrwania w środowisku które staje się wyjątkowo niegościnne.
        Publikacje popularne i tego rodzaju broszury przypominają „instruktażowe filmy bhp” które pomijając marne aktorstwo nie grzeszą charakteryzacją. Nawet „hollywood” w filmach ugładza wizję w katastroficznych czy wojennych filmach i to bynajmniej nie wojnie z uderzeniem atomowym. I o ile jeszcze niedawno w popularnym serwisie można było zobaczyć bez cenzury np to co się działo na Ukrainie to dzisiaj wszystko jest (o ile jest) rozmyte, wykropkowane, zakreślone. A rozpływający w wyniku choroby popromiennej szczur nie daje się przełożyć na wizję człowieka (być może takiego którego znamy albo kogoś z rodziny) który dostał śmiertelną dawkę.
        Ja tam polecam wymienione Nauki bo nic lepszego nie ma. Drukowaną propagandę (której dziś mnóstwo) można sobie darować.

        • Coyote pisze:

          Nowoczesna bomba jądrowa to niewielkie skażenie , czy porażone topornymi prototypami na granicy z brudną bombą Hiroszima i Nagasaki są dzisiaj zarastającymi ruinami ? A atomowe poligony w Kazachstanie ? Jest o wiele gorszy problem o którym się powszechnie zapomina , elektrownie jądrowe i składowiska zużytych prętów . Uszkodzone w wymianie uderzeń termojądrowych czy po prostu pozostawione samopas mogą narobić bigosu . Raczej lokalnego w dłuższej perspektywie ale mocno dającego tłem .

  2. Cieśla z Nazaretu pisze:

    W firmie, gdzie kiedyś pracowałem był schron który w ścianach miał płyty grafitowe i prawdopodobnie było to zabezpieczenie przeciw promieniowaniu neutronowemu. Schronu już nie ma, a szkoda bo był dosyć obszerny, a wokół jest osiedle nowych bloków, wiec na czarną godzinę byłby jak znalazł. Sprawnego dozymetru też szukać ze świecą więc ciężko w razie użycia atomu lub czegoś podobnie działającego. Może zamiast grafitu można by użyć okrytego złą sławą flotu lub mułu węglowego odpowiednio sprasowanego i przygotowanego.

  3. Coyote pisze:

    Jest też możliwość atomowego terroryzmu wspomniana w książce „Sekundę za późno” detonacji głowicy termojądrowej na odpowiednio dużej wysokości paląc elektronikę na bardzo dużym obszarze . W latach 50-60″ mało groźne , poszłyby bezpieczniki w radiach , dziś zdolne względnie tanim kosztem „wyłączyć” pół kontynentu

  4. Fomalhaut pisze:

    Jest bardzo fajna strona o tej tematyce – niestety nie aktualizowana.

    http://www.noweklimaty.com/

    Co do samego ewentualnego ataku atomowego uważam ,że:
    – wzajemna wymiana ciosów atomowych przez mocarstwa jest nadal mało prawdopodobna, ale już jakiś pojedynczy atak pod „false flag” jest niestety bardzo możliwy (nawet w czasie pokoju).
    – podstawowym warunkiem bezpieczeństwa jest zachowanie odległości minimum 10 do 15 km od epicentrum. wybuchu. (wszystkie duże miasta odpadają, oraz tereny ważne strategicznie jak np. lotniska, porty itp
    – trzeba mieć przygotowane bezpieczne murowane schronienie na wypadek opadu oraz problemów z „bandami” i to na minimum 40 dni – nawet do roku. Wymaga to odpowiednio zorganizowanych przygotowań, zbudowania grupy zaufanych osób, zgromadzenie pieniędzy na żywność i wyposażenie , jak również przeszkolenie pod wieloma względami tych ludzi. Sam schron to za mało – patrz film:

    http://www.filmweb.pl/film/The+Divide-2011-546049

    pozdrawiam

  5. bura2 pisze:

    Mogę prosić o konkretne przykłady kiedy podręcznik wojskowy rozmija się co do wielkości np. Dopuszczalnej dawki przyjętej znacząco od cywilnych? Ja kojarzę 40 rentgenów norma dla pracowników el jądrowej i 50 dla żołnierzy. Co niekoniecznie jest wynikiem ogłupiania a raczej faktu że pracownik będzie narażony przez. X lat a żołnierz x tygodni.

    A w przypadku konfliktu np. Atomowego lub innego który powoduje zniszczenia na szeroką skalę problemem podstawowym jest rozpad funkcjonującego społeczeństwa. Nie jest problemem to że ktoś zniszczy jedno miasto – wtedy wszystkie okoliczne rzucają się na pomoc. Problemem jest to że każdy oberwie ponad swoje możliwości…

  6. mirek pisze:

    W tych ksiazkach sa bardzo ladne rysunki schematyczne, wydane byly w czasach gdy do estetyki rysunku technicznego schematycznego przywiazywano duza wage. Bardzo ladnie I logicznie pokazane zasady budowy I inastalacji.
    Co do budowy takiego schronu w obecnych czasach to wiekszosc ludzi nie jest w stanie tego zrobic.

  7. GNOM pisze:

    Co tam książki – tutaj survival na żywo, a właściwie na bombowo.
    https://www.o2.pl/artykul/mial-w-domu-250-bomb-posiedzi-3-lata-dla-sadu-byl-survialista-nie-terrorysta-6233438369052801a

    no i mamy ciekawy temat- jak to wygląda w naszym kraju

  8. bw pisze:

    Skoro o książkach mowa – już dawno chciałam polecić Panu książkę Ganbare! Katarzyny Boni. O tsunami w Japonii i awarii w Fukushimie. Można sie dużo nauczyć i dowiedzieć – jak wygląda katastrofa, jak świat po niej i także bardzo dużo o strategiach przetrwania – szczególnie od strony psychologicznej (co jak wiemy, może być kluczowe). A poza tym świetnie napisane…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Notify me of followup comments via e-mail. You can also subscribe without commenting.

banner