Ile tak naprawdę wytrzyma żarcie w puszce?

Jestem gorącym zwolennikiem filozofii budowania zapasów żywności z tego, co jadamy na co dzień i konsekwentnej wymiany zapasów. Staram się kupować do zapasów to, co byłbym skłonny zjeść na obiad (gotowe dania różnego rodzaju), do kanapek (puszki z pasztetami, mięsami, rybami) czy zamiast surówki (ogórki konserwowe, brzoskwinie w syropie). Przy każdych zakupach w markecie kupuję parę produktów o długim terminie trwałości (głównie puszki). Staram się zjadać to, co zbliża się do terminu przydatności podanego na opakowaniu (np. wczoraj jadłem makaron świderki, który leżał w zapasie od roku, a przeterminowałby się w październiku).

Im więcej jednak interesuję się tematem, tym bardziej uświadamiam sobie, że być może nie warto? Że wcale niekoniecznie trzeba przejmować się terminami przydatności.

Fakty są takie — terminy przydatności do spożycia istnieją po to, by stanowić dupochron dla producentów żarcia. Wyznaczanie tych terminów nie odbywa się w oparciu o precyzyjne metody naukowe, bardziej zaś na podstawie tego, co pomysłodawca wyczyta na suficie. Kiedyś terminów przydatności nie było, a mimo to ludzie jakoś zjadali konserwy, niespecjalnie się martwiąc. Ot, jeśli puszka po otwarciu wykazywała oznaki zepsucia, to się ją wyrzucało. Jeśli nie, to się ją zjadało.

Takie podejście jest oczywiście nie do przyjęcia na gorsze czasy. Nie po to robimy zapas żywności na 3 miesiące życia, by później 2/3 jego być zmuszonym wyrzucić, gdy okaże się zepsuty. Mimo wszystko warto wymieniać zapasy żywności, również ze względów takich, jak m.in.:

  • regularne sprawdzanie jakości kupowanych produktów (po to, by nie kupić 100 puszek czegoś, co kiedyś było świetne, a teraz nadaje się tylko do karmienia psów),
  • eksperymentowanie kulinarne z kreatywnym wykorzystaniem produktów zmagazynowanych w zapasach.

Tak czy siak, w sieci można znaleźć sporo doniesień o tym, że zupełnie nie ma się czym przejmować, jeśli chodzi o trwałość konserw, przechowywanych w odpowiednich warunkach. Weźmy na przykład artykuł „The mother of all food storage myths” (ang. matka wszystkich mitów dotyczących przechowywania żywności):

Badanie przeprowadzono na puszkowanej żywności liczącej 100 lat, odnalezionej we wraku parowca Bertrand. Należy zaznaczyć, że Bertrand zatonął z ciężkim ładunkiem na rzece Missouri w 1865. Odnaleziono go później w 10-metrowej warstwie mułu.

Przebadano wydobyte z wraku puszki z małżami, brzoskwinie w brandy, pomidory, miód i mieszankę warzyw. Zawartość liczących 100 lat puszek została sprawdzona pod kątem obecności bakterii i wartości odżywczych. Badania wykazały, że żywność utraciła swój świeży wygląd i zapach, ale nie zawierała mikroorganizmów i była tak samo bezpieczna do spożycia, jak w momencie zapuszkowania. Witaminy A i C rozłożyły się, ale żywność zawierała wciąż duże ilości białka, a zawartość wapnia nie zmniejszyła się. Żywność została uznana za porównywalną do dającej się kupić obecnie.

Survivalista (admin)

Artur Kwiatkowski. Magister inżynier, posiadacz licencjatu z zarządzania. Samouk w wielu dziedzinach, ale nie czuje się ekspertem w żadnej. Interesuje się zdrowym życiem i podróżami. I przygotowaniami na trudne czasy, rzecz jasna!

Mogą Cię zainteresować także...

25 komentarzy

  1. jacek pisze:

    a mieso z 82 roku ze szwecji ktora karmiono w polskich domach opieki ?;)

  2. Gregor pisze:

    No właśnie zostawiłem taki komentarz pod jednym z niedawnych wpisów. Puszki dobrej jakości mogą trwać latami.
    Godna przypomnienia jest jednak historia wyprawy Franklina:
    http://en.wikipedia.org/wiki/Franklin%27s_lost_expedition
    jednym z powodów tego, że z wyprawy nie powrócił nikt, były nieszczelne puszki. Nowa technologia lutowania wieczek nie sprawdziła się, sporo żarcia wyrzucili (szacuje się, że 2/3 pod koniec wyprawy), a część marynarzy zmarła po zatruciach.

  3. night_rat pisze:

    konserwy należy przeglądać, czy szczelne, może wystąpić bombaż- wybrzuszenie pod wpływem gazów (dw. węgla, siarkowodór, wodór, amoniak)- możliwy botulizm (jad kiełbasiany)i 10-25% szansa na zgon, więc bezwzględnie wyrzucamy. wydęcie możliwe też z reakcji blachy i zawartości albo wskutek zamrożenia zawartego płynu (się rozszerza). Gulkę można nacisnąć i sprawdzić, czy odskoczy z powrotem (jeśli tak, pewnie gaz wewn.-achtung, jeśli nie, to może deformacja opakowania).
    na długą metę trochę mniej bym ufał pasztetom, smalcowi i boczkom.
    Nie wiem, jak robią konserwy dla zwierząt (i które można jeść).
    PS Adminie, a sam byś nie zrobił testów na walory przeterminowanych produktów? 😉

    • Survivalista (admin) pisze:

      Nie mam w zapasie nic przeterminowanego, więc nie dam rady. Ale jak coś się przeleży i przydarzy okazja do przetestowania, to z pewnością to zrobię.

      Przez jakiś czas miałem pomysł, by kupować powiedzmy 3 puszki jakiegoś produktu z jednej partii, a następnie robić 3 testy: bezpośrednio po zakupie (pod kątem smaku), bezpośrednio przed terminem przydatności (pod kątem smaku i jego zmiany), parę lat po zakupie. Ale to by strasznie długo trwało, zanim bym doczekał końca okresu ważności, to by pewnie zaprzestano produkcji danego produktu… 😉

  4. ciacho pisze:

    ale tu włąsnie kolega dał dobry pomysł – co z konserwami dla zwierząt ? niektóre ponoć lepszej jakość od tych „ludzkich”….

  5. Doxa pisze:

    Ciekawy wpis. Robilem na sobie eksperymenty z przeterminowanymi MRE 😉 Czas przeterminowania to 1-2 lata. Czesc produktow nie nadawala sie do jedzenia, szczegolnie ‚jerky beef’ zapakowany z serem, jako przekaska. Smakowalo to psom i kotom, ktore nadal zyja 😉 Orzechy w czekoladzie byly nieco stechle. Niektore potrawy mialy dziwna konsystencje, chyba skrobia troche sie rozkleila 😉 Ale poza tym wszystko ok, zyje.

  6. Pi pisze:

    Film National Geographic-Czekajac na apokalipse

    http://www.youtube.com/watch?v=AY7dgSFn8hA

  7. Cuthorn pisze:

    Swoją drogą – dobry tytuł: „żarcie” a nie „jedzenie” 🙂

  8. Jesiotr pisze:

    Jeśli chodzi o te konserwy z 82 roku czy wogóle o jedzenie w puszkach, to mogę powiedzieć tak że u mnie w domu generalnie nie patrzy się na daty ważności, no chyba że chodzi o produkty wątpliwej trwałości. Żyję i mam się dobrze, nie mam żadnych problemów gastrycznych a jadłem już często przeterminowane jedzenie. Dodatkowo moja mama kupuje pod miastem w gospodarstwie świeżo robioną szynkę konserwową która jest pakowana do słoików. I nie ma na niej daty ważności, chociaż żadko leży dłużej niż pół roku ;). Moja mama pracuje w sanepidzie( w labolatorium i na codzień bada żywność) i ona jest w tej kwesti dla mnie autorytetem. Generalnie jeśli żywność jest przechowywana w DOBRYCH warunkach to ze spokojem można trzymać niektóre produkty dłużej niż jest opisane na opakowaniu. Wystarczy po prostu przed zjedzieniem spróbować, powąchać i będzie wiadomo czy da się to jescze jeść. Kilka takich akcji i będziemy mieć orientacyjną świadomość o ile można sobie przedłużyć długość życia niektórych produktów. Bo czy warto wyrzucić np. jogurt którego data ważności skończyła się wczoraj skoro był zamknięty, leżał sobie w lodówce i nie pachnie ani nie smakuje jakby był zepsuty ??

  9. Kahzad pisze:

    Data przydatności do spożycia w rzeczywistości jest datą, do której producent zapewnia, że produkt ma określone walory (smak, zapach, kolor, składniki zgodnie z tabelką, etc.). Po tym terminie nie mamy pewności, czy jedzenie będzie nam smakowało 🙂

    ALE!

    Warunkiem jest przechowywanie w odpowiednich warunkach. Zimno (ale nie zawsze mroźno!), ciemno i sucho.

    ALE!

    Na długość czasu, przez który możemy przechowywać żywność (i nadal ją zjeść), wpływa również nie tylko to, jak MY przechowywaliśmy to żarcie, ale również jak było traktowane u producenta (krótko) i w magazynach po drodze (długo!).
    Pracowałem w kilku magazynach, również z żywnością i z tego co widziałem bardzo luźno podchodzą do zachowywania odpowiednich warunków.
    Po pierwsze: żywność, nie raz i nie dwa, stała tuż obok tzw. chemii (np. wybielaczy). Dotyczyło to również słoiczkó z żywnością dla niemowląt!
    Po drugie: nie raz w magazynie potrafił być upał. Zwłaszcza jak słońce przygrzało i blachy się rozgrzały.
    Po trzecie: wielokrotnie widziałem olbrzymie warstwy kurzu sugerujące, że produkty stoją już dłuższy czas. Normą jest, że „się zapomina” i paleta stoi gdzieś na najwyższej półce przez pół roku.
    Po czwarte: wilgotność – wysoka! Dachy przeciekają (nawet w magazynach „poważnych” firm w UK), zdarza się, że z górnych pólek coś kapie – pęknięta puszka po coli, przebity karton soku, etc.

    Moja rada – jeżeli kupować żywność do długiego przechowywania i nieprzejmowania się datą przydatności do spożycia, to tylko u producenta. Wtedy możemy być pewni, że produkt nie leżał w nieodpowiednich warunkach.

  10. Segitarius pisze:

    Chcę zwrócić uwagę na jeszcze jeden aspekt, o którym nie wspomniano. Z moich obserwacji wynika, że konserwa wytrzymuje dłużej jeśli nie ma tzw „zawleczki”. Proszę się przyjrzeć, że te z łatwym otwieraniem mają nacięty rowek, prawie na wylot, który ma ułatwić otwieranie zawleczką. Te starsze konserwy, które trzeba otworzyć otwieraczem, nie mają takich słabych punktów. Z racji zawodu mam dostęp do informacji, które kazały mi zaopatrzyć się w dużą ilość żywności o długim terminie przydatności. Wszystkie konserwy, które zakupiłem są starego typu. Istnieją obawy, że będą musiały starczyć na długo.

    • waldi pisze:

      a co ty, mesjasz jesteś?

      • Segitarius pisze:

        Gorzej. Mesjaszowi zdarzało się mylić.

        • normalny pisze:

          segitarius …Mesjasz w/g Ciebie może się mylił,ale ja jestem pewien ,że jesteś typowym fantastą.Konserwy jeśli masz to tylko z powodu ,że tyrasz u szkopa i targasz te tanie aby taniej wyszło Ci żarcie o 5 euro na miesiąc a nie z powodu proroctw twojego szefostwa….no chyba że mówią kup na rok bo do domu nie pojedziesz a jeść musisz.:-)

  11. normalny pisze:

    Oj.Wiem ,Ty od RYDZYKA jesteś,albo z PIS.Dużo trzebabędzie zjesć tych konserw zanim dojdziecie do władzy,tak że dokup jeszcze z 2 tiry

  12. piotras pisze:

    mi się wydaje ze kiedyś konserwowano lepiej – poprzez 3 krotne podgrzewanie – teraz dodaje się chemii i pakuje gorące żarcie do puszki – to starcza na kilka lat ale 30 czy 40 lat taka konserwa nie wytrzyma – szczególnie rzeczy w plastikowym opakowaniach one są utrwalane jedynie chemicznie.

  13. humidorek pisze:

    Miesiąc temu jadłem mięso z puszki, która była zamykana 20 lat temu. Smak bardzo dobry, na zdrowie nie narzekam 🙂 W Polsce firma Marlej produkuje puszki o nazwie „Wek Prepersa” i „Udo Prepersa”. Skład to 98% mięsa, sól i przyprawy naturalne (bez konserwantów). Polecam też film na ten temat https://www.youtube.com/watch?v=kg7exQPk2eE

    PS. Jestem ich klientem, nie przedstawicielem 🙂

  14. Rafał pisze:

    Robię zapasy na wypadek wojny.
    Konserwy mimo nadruku dwuletniej gwarancji, jeśli były pasteryzowane przez trzy godziny, powinny wytrzymać 20 lat.
    Najlepiej zadzwonić do producenta.

  15. darecki pisze:

    po pierwsze to producent podaje date minimalna by pozniej go nie podac do sadu, po drugie sposob przechowywania- temeratura, wilgotnosc a nwet cisnienie, data przydatnosci to zecz wzgledna, podam przyklad konserwa trzymana w temeraturze
    kolo 3 stopni wytrzyma nie 3 lata a 20 spokojnie, natomist smak moze sie pogorszyc a przysmak przejdzie blacha, produkty suche sam czesto urzywalem jakis przypraw czy fixow ktore maja +2 lata od termin i czasami skutek uboczy to brak zwitrznie, kawa mielona dobrej marki ktora przelerzala + 2 lata nadaala sie do kubla zero smaku kawy, pomimo hermtyczgo opakowania, jaja przeterminowane trydn ugotowac gdyz polow ich plywa na wodzie:) jak to mowia sa niezatapialne, natomiast wysmarowane oliwa czy olejem wytrzmuja spokojnie rok a nawet dwa w chlodnym miejscu, dzis mie napomknelo do tematu gdy znalazlem konserwe krakus ktora sie przeterminowala o blisko 30 dni 🙂 wyladawala w lodowce i sie scina zelatyna, na dniach rafi na chlebek i wcale sie nie boje, czesc jogurtow i serkow smakowych mozna wcinac nawet po miesiecznym przeterminowaniu, szcgulnie gdy produkt jest dedykowany dla maluchow, sa produkty ktore niestety nie powinno se jescs po terminie, ale to nie konserwy czy puszkiny „:) makrel wedzona, 5 dni po terminie w chlodziarce zrobila sie oslizgla i nie apetyczna, nie powiem ze skwasnila czy cos takiego bo awalek zjadlem, nic m nie bylo, ale niestety wyglad byl kiepski, chleb i tu wlasnie jest pole do popisu bo trzymamy w lodowce wytrzyma bardzo dlugo byc morze miesiac, moj chlebus to chlebus kilk dniowy, nie luie takiego prosto z pieca, powiem tak lubie po czesku, GDZIE SWIERZY OZNACZ CZERSTWY A CZERSTWY OZNACZA SWIERZY, sorry za bledy i brak polskich znakow ale takie mamy czasy:) pozdrawiam darecki kuchcik

  16. Andrii pisze:

    ciśnienie 1.03 BAR = 15 PSI = 103kPA
    temperatura 121C
    czas 75 minut (przy tym ciśnieniu)
    To jest sowietski standard (GOST) dla weków (m.in. wojskowych)
    które z czasów WW2 lat jeszcze są przydatni do używania

  17. Rocco pisze:

    mam zamiar zjeść przeterminowane konserwy mięsne i rybne po dwóch latach przydatności do spożycia i mam nadzieję że nic mi nie będzie . kupiłem je w supermarkecie i o nich zapomniałem a szkoda było by wyrzucić Myślę że się nadają jeszcze do spożycia

  18. TypowyJanusz pisze:

    Jadłem jogurty przeterminowane o pół roku bo się „zapodziały” w lodówce a lubię i mi było szkoda:), innym razem zgrillowałem rok po terminie szaszłyki z biedry, bo odkopałem w zamrażarce a datę zobaczyłem dopiero po zjedzeniu. Słyszałem też że dobrze puszki czy nakrętki dobrze posmarować olejem roślinnym żeby nie rdzewiały. Tyndalizowałem jeszcze bigos 3 lata temu i wygląda dobrze, smakuje też normalnie.

  19. Jan pisze:

    Własnie wtryniam konserwe miesna (kurczak) z 2017 roku. Puszka lekko zardzewiała ale zapach przyjemny i smak idealny.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Notify me of followup comments via e-mail. You can also subscribe without commenting.

banner