Jak przeżyć długotrwały brak prądu?

Pod jednym z ostatnich wpisów pojawiła się sugestia, bym spróbował na łamach bloga w osobnych wpisach omówić kilka prawdopodobnych scenariuszy katastrof, z jakimi może przyjść się nam zmierzyć.

Na początek zacznijmy od braku energii elektrycznej, trwającej nie krócej, niż dwa tygodnie, lecz kilka miesięcy lub rok. Przyczyn takiego zdarzenia może być kilka, począwszy od rozbłysków na słońcu a skończywszy na awarii sieci przesyłowej. Zwłaszcza ta ostatnia przyczyna jest całkiem prawdopodobna w naszych warunkach, już się bowiem takie sytuacje zdarzały.

Skutki braku prądu

Jak już wspominałem, energia elektryczna w dzisiejszych czasach jest nam przydatna do życia, ale także niezbędna. Przydatna, bo ułatwia wiele rzeczy, uprzyjemnia też spędzanie wolnego czasu. Niezbędna, bo bez niej nie jesteśmy w stanie zaspokoić naszych podstawowych potrzeb. Oto lista miejsc, urządzeń i potrzeb, które wykorzystują energię elektryczną:

  • ogrzewanie domu/mieszkania — pompka sterująca obiegiem wody w centralnym ogrzewaniu, sterowniki, dmuchawa w kotle,
  • oświetlenie domu,
  • woda bieżąca — pompa wody, hydrofor, pompa cyrkulacji ciepłej wody użytkowej,
  • ciepła woda — elektryczny bojler, sterownik gazowego przepływowego ogrzewacza (tzw. termy, junkersa czy piecyka kąpielowego),
  • komunikacja publiczna — tramwaje, trolejbusy, metro i kolej,
  • przygotowanie posiłków — czajnik elektryczny, ekspres do kawy, kuchenka mikrofalowa, wreszcie zwykła elektryczna kuchenka,
  • lodówka i zamrażarka,
  • pralka i suszarka, że o żelazku nie wspomnę,
  • golenie, suszenie włosów,
  • spędzanie wolnego czasu — komputery, telewizja,
  • komunikacja — telefonia komórkowa i stacjonarna, internet.

I wymieniłem tylko te miejsca, w których bezpośrednio my korzystamy z energii elektrycznej, bo pośrednio na nasze potrzeby zużywana jest też przez:

  • sklepy i banki, obsługujące nasze transakcje płatnicze,
  • przedsiębiorstwa wodociągowe i kanalizacyjne (oczyszczalnie ścieków, filtry),
  • stacje benzynowe,
  • dystrybutorów gazu ziemnego i płynnego (w butlach),
  • służbę zdrowia,
  • straż pożarną, policję.

W naszym domu bez prądu będzie więc ciemno, cicho i zimno, z kranów nie będzie płynąć woda. Sąsiedzi też nie będą mieli lepiej. Pozostanie tylko siąść i płakać, bo do pracy nie dojedziemy (pusto w baku, komunikacja miejska nie działa) a zresztą i tak nie miałoby to sensu — bo nasz pracodawca pewnie też zamknął firmę na cztery spusty, bo bez prądu nie jest w stanie funkcjonować.

Niezbędne i przydatne urządzenia elektryczne

Energia elektryczna służy nam do zasilania urządzeń, które w naszym domu są niezbędne. Ale też sporą jej część wykorzystujemy dla przyjemności.

Ma to znaczenie z tego względu, że do zasilania urządzeń nam niezbędnych musimy mieć własną energię elektryczną z alternatywnych źródeł. Resztę urządzeń zaś łatwiej będzie zastąpić innymi lub z nich zrezygnować w ogóle.

Moim zdaniem tak naprawdę niezbędne będą nam dwa rodzaje urządzeń:

  1. te, które zaopatrują nas w bieżącą, czystą wodę (niekoniecznie ciepłą), czyli pompa głębinowa, hydrofor, itd.,
  2. pomocnicze urządzenia do ogrzewania.

Dla tych urządzeń trzeba przygotować alternatywne źródła zaopatrzenia. Osobiście popieram anglojęzyczne powiedzenie, że two is one and one is none, czyli że jedno urządzenie warte jest tyle co nic a pewność daje dopiero posiadanie dwóch urządzeń. A jeśli chodzi o źródła prądu, to powinno być ich kilka.

Po pierwsze, na krótkotrwałą awarię, dwa agregaty prądotwórcze. Duży i mały. Ideałem byłyby dwa na różne paliwa (mały na benzynę, większy na olej napędowy), co zwiększy szansę na zdobycie do nich paliwa. I zwiększy możliwość wykorzystania paliw alternatywnych (biodiesel i olej rzepakowy do diesla, spirytus do benzyniaka).

Po drugie, wiatrak i baterie słoneczne, podłączone do dużego zestawu akumulatorów. I odpowiednia przetwornica 12/230 V.

Pod to wszystko przygotowałbym jeszcze energooszczędne oświetlenie. Bo nie będzie zużywać dużo prądu, a będzie jednak bardzo przydatne. Świece, oczywiście, w domu być powinny, w dużych ilościach. Choćby na wymianę.

Zastąpić pozostałe urządzenia elektryczne

Pozostałe urządzenia elektryczne w mojej opinii trzeba będzie zastąpić czymś innym. Oto kilka przykładów:

  • kuchenkę — kuchnią na drewno, kuchenką gazową korzystającą z butli,
  • lodówkę — ziemianką, ale także przechowywaniem żywności w formie suszonej (np. biltong, jerky), kiszonej lub konserwowanej,
  • pralkę — balią z tarą,
  • telewizor — książkami i grami planszowymi,
  • telefon komórkowy — krótkofalówką,
  • komunikację miejską i samochód — rowerem.

Inne uwagi

Warto mieć zapasy żywności, paliwa, leków, ale także gotówki. Bo ich w razie prądu może naprawdę brakować…

Warto też mieć w domu zapas grubych zasłon, które w razie potrzeby rozwiesimy w oknach. W razie głębszej awarii nie chcielibyśmy, by nasi sąsiedzi wiedzieli, że mamy prąd podczas gdy oni muszą marznąć po ciemku. Więc jeśli zapalamy światło, to tylko przy zasłoniętych oknach.

Survivalista (admin)

Artur Kwiatkowski. Magister inżynier, posiadacz licencjatu z zarządzania. Samouk w wielu dziedzinach, ale nie czuje się ekspertem w żadnej. Interesuje się zdrowym życiem i podróżami. I przygotowaniami na trudne czasy, rzecz jasna!

Mogą Cię zainteresować także...

58 komentarzy

  1. piotr34 pisze:

    A tu ciekawy film znalazlem.

    http://tiny.pl/hfgzb

  2. wiktor pisze:

    Od braku prądu zaczęła się moja przygoda z nowoczesnym survivalem – wtedy właśnie dotarło do mnie, że wystarczyły 2 godziny, a u mnie w domu zapanował chłód, niemożność zjedzenia czegokolwiek, brak wody… masakra. Od tamtej pory się pilnuję

  3. HansKlos pisze:

    Polecam do ogrzewania i gotowania posiłków żeglarski piecyk naftowy. Na żaglach się sprawdził wielokrotnie. http://www.sail-info.pl/sklep/product/5834/Piecyk-naftowy Nie nada się on do domu, ale w mieszkaniu w bloku jak znalazł. Do tego z 10 litrów nafty i dwa tygodnie można ogrzewać jeden pokój oraz gotować. Alternatywą jest oczywiście butla gazowa, ale na pewno nie do tych mieszkań, gdzie są montowane kuchenki elektryczne;-) Ponadto zgromadzona nafta może posłużyć do oświetlenia. Świeczki nie są tak jasne, a wątpię, aby przez dwa tygodnie bez prądu w sklepach jakieś baterie się ostały.

  4. Boungler pisze:

    Nafta ok, chyba najbardziej popularne i uniwersalne paliwo na wojnie. Ja postawiłem na gaz w butlach, mówię o butlach dużych – nie turystycznych. Zapas 10 butli wystarcza na bardzo długo a jest to wydatek początkowo 1400 zł + później regularna wymiana po 1 szt za 40 zł.

  5. Pozyskiwacz pisze:

    Gaz w butlach ma kilka wad w stosunku do nafty:
    -większa masa opakowania w stosunku do masy produktu,
    -niepodzielność opakowań,nie możesz np. na wymianę odlać komuś 2 l , musisz od razu pozbyć się całej butli.
    -w razie ewakuacji/ucieczki ciężko zabrać butle ze sobą.
    -mimo wszystko mniejsze bezpieczeństwo.
    -w niskich temp. lepiej zachowuje się nafta.

    Kilka butli (mniejszych i większych) można mieć, na pewno się przydadzą.Ale podstawę oświetlenia awaryjnego osobiście oparłem na nafcie i klasycznych lampach naftowych.Trochę trudno u nas dostać naftę w większych opakowaniach niż 0,5l i jest droga. Swój zapas przywiozłem z Ukrainy (w bańkach 5l).

  6. Boungler pisze:

    @Pozyskiwacz nic bardziej mylnego.
    – Większa masa opakowania
    Duża butla, zastosowanie w DSP, grube (pancerne) opakowanie może wiele przetrzymać, jeżeli skończy się gaz – tych samych pojemników po opróżnieniu i odkręceniu zaworu – możesz użyć jako zbiorniki na paliwo ciekłe. Mój kolega opowiadał mi jak ratowali płonącą halę i z piwnicy wynosili przez rękawice gorące butle gazowe, w małych opakowaniach raczej nie dało by rady.

    – Niepodzielność
    Spokojnie możesz odlewać na wagę jeżeli masz zawór, tak samo jak możesz sprzedać komuś 0,5l paliwa, nafty, ropy…
    Byłbym ostrożny z negowaniem gazu kiedy kupa ludzi go używa i ma osprzęt na gaz – zwłaszcza na wsiach. Mało kto się przerzuci od tak na naftę, reszta ludzi będzie szukała gazu. 10 butli to spory zapas i jednocześnie wystarczający.

    -w razie ewakuacji/ucieczki ciężko zabrać butle ze sobą.
    Kto zabiera 10-15l butlę z gazem w razie ucieczki? 😀
    W razie ucieczki możesz przygotować do wyboru względem okoliczności
    A) plecak ewakuacji – na pieszo
    B) quada z rozbudowanym systemem mobilnym – do wyrywania przez las w dużym tempie i zaopatrzonym na trasę
    C) samochód osobowy – wyposażony w gruby zestaw EDC + PE
    D) Offroada lub traktor…
    nie mam pojęcia skąd ci przyszło to do głowy żeby uciekać z taką konfiguracją gazu. Jeżeli już to przelałbym go do mniejszych butli – o ile w ogóle uciekając zabierałbym gaz ze sobą. To już przerabialiśmy i trochę mnie zaskoczyłeś.

    -mimo wszystko mniejsze bezpieczeństwo.
    Takie samo jak paliwa. nafta oczywiście jest znacząco mniej agresywna, ale nie zapominajmy że nie będziesz miał samej nafty prawda? Będziesz miał również ropę i benzynę, ja gazu nie trzymam w domu tylko w osiatkowanej klatce. Sam nie używam gazu w domu w konwencjonalny sposób, tylko go starannie wydzielam sobie tylko tyle ile mam zapalić. Nie dopuszczam też u siebie stałych instalacji gazowych, a po zakończeniu grzania lub palenia wynoszę na zewnątrz. Więc wszystko jest dla ludzi.

    -w niskich temp. lepiej zachowuje się nafta.
    Tak, ale to raczej słabe porównanie, nie stanowi jakiegoś znaczącego argumentu.

  7. Cały czas przymierzam się do obiecanego artykułu o lodówkach.
    Lodówki na wkłady i różne patenty z nimi mam doskonale ostatnio przerobione.

    Ale przy przerwie długotrwałej lodówka turystyczna nie wystarczy.

    Na razie znalazłem ofertę lodówki turystycznej 12V za ok 100 zł, z chęcią bym potestował, co mi brakuje do finalizacji artykulu, ale musiałbym jechać po nią 60km w 2 strony. Nie mam na to czasu. Poczekam na okazję lokalnie na razie.

  8. gość codzienny pisze:

    Powiem jak to jest u mnie:
    UPS na pełnej sinusoidzie z dużym aku (był 65Ah samochodowy będzie 100-200Ah węglowy, wytrzymuje częstsze głębokie rozładowania) – podtrzymuje na wydzielonym obwodzie pompę obiegową w Junkersie, turbinę kominka (dystrybcja gorącego powietrza), lodówkę i napęd bramy przesuwnej – spokojnie na całą noc.

    UPS zwykłe – podtrzymują indywidualnie obwody oświetlenia (kompakty i LEDy) – też na parę godzin, są też przy komputerach ale to tylko na krótki czas.

    Kuchnia – gotowanie na butli (mimo, że mam gaz sieciowy np do Junkersa) plus awaryjna druga pełna butla (ta pierwsza jakoś tak zawsze się skończy w trakcie gotowania i to w weekend)

    Woda – 50 baniaków po 5l w piwnicy (kranówka), pełna rotacja plus kilka baniaków wody mineralnej, rotacja

    Paliwo – kanister 10+20l benzyna – rotacja – do auta, do kosiarki, do piły łańcuchowej

    Żarcie – konserwy – mielonki, zupy gotowe (moja peferencja grochówka)

    W planach – solar (elektryczny) doładowujący aku (teraz doładowanie w strefie nocnej) bardziej jako eksperyment (w Polsce jest za mało dni słonecznych ale 1W mocy koszuje już poniżej 10zł więc można już próbować). Solara na wodę nie przewiduję (za dużo przeróbek instalacji, za mało dni słonecznych – ale są dopłaty z NFOŚ), zakup generatora małej mocy (do 1kW) – mam możliwość wpiąć się w gniazdko na ogrodzie i zasilić obwód chroniony UPSem „od tylca” (po jednym rozłączeniu na zabezpieczeniu obwodu z sieci).

    Póki co najdłuższa przerwa prądu trwała kilkanaście godzin, ale zaliczyłem też powódź majową 2010 (mnie nie zalało ale wokoło wszystkich – mój dom jest z zamysłem „podniesiony”).

  9. Boungler pisze:

    Prosto, rzeczowo i konkretnie. Ja na początek staram się w miarę szybko postawić fotowoltaicznie ładowanie 200 Ah, na razie pieniądze idą na inne wazniesze rzeczy. Niestety coś się zaczyna dziać. Dzisiaj pisałem na stronach swojego projektu o dziwnej sytuacji na świecie. Transformatory zaczynają eksplodować co jest najprawdopodobniej wynikiem (nie aktywności słońca) lecz elektromagnetyzmu pochodzenia kosmicznego. Ewidentnie się on nasila. Zobaczymy jak polska elektryka sobie z tym poradzi. Generalnie warto się już teraz przygotować na częstsze awarie dostaw energii elektrycznej, bo ten problem będzie niebawem dotyczył całego globu. Uszkodzenie transformatora to już nie to samo co zerwanie liny przesyłowej.

    • Mc pisze:

      Boungler, podaj naukowe (nie paranaukowe albo paranoidalne) źródło informacji o tym elektromagnetyzmie kosmicznym, bo na razie uważam że bredzisz.
      Trafa eksplodują gdy są przeciążone/przegrzane/uszkodzone, w środku jest olej który ma chłodzić, jak się zagotuje to wybucha.

      • rth pisze:

        Transformatory wybuchają jak sobie opiekunowie na GPZ zlewają z nich olej do innych potrzeb i sie szybciej przegrzewają. O przeciążenia poza w/w bym się nie bał

  10. Boungler pisze:

    Linki do informacji potwierdzających moje twierdzenia nie mają żadnego znaczenia. Każdy widzi to co tylko potrafi zrozumieć. Resztę uważa za wymysł lub brednie.

    • promieniowanie słoneczne, kosmiczne i różne fluktuacje magnetosfery to rzecz najzupełniej normalna – co jest w tym hiper-super-tajemniczego, niezgłębionego, itp.? nie za bardzo rozumiem? kosmiczna rutyna, ot co.

      cywilizacja techniczna trwa po prostu na razie dość krótko, aby takie rzeczy mocno dały się nam we znaki

      natomiast pytanie jest takie – czy jakieś kosmiczne bum nie uszkodzi tez fotowoltaniki?

      • Boungler pisze:

        Wiesz to też nie jest tak do końca, transformatowy wywala bo wszelakie przewody które sa porozciągane po miastach działają jak cewki indukcyjne. W przypadku ogniw fotowoltaicznych to raczej takie pole nie grozi. Prędzej zauważymy to w działaniu GPS’a lub samej łączności. Generalnie należy spodziewać się wzrostu takich anomalii, z różnych innych powodów.

        • co do powodów to się nie wgłębiałem, wiem, że jest możliwy pad całej sieci energetycznej, albo i całkowite zniszczenie po jednym mocnym rozbłysku słonecznym

          kiedyś w Kanadzie padła duża część sieci, koło 100 lat temu w Stanach padła na amen sieć telegraficzna – w obu przypadkach kilka lat odtwarzali infrastrukturę

          satelity spalają się w miarę regularnie

          normalna sprawa

    • zyzio pisze:

      polecam taki oto film o burzy słonecznej
      według Mnie jest to genialna symulacja dokumentalna
      http://www.youtube.com/watch?v=VHpf8ZJuJ0I

  11. Pozyskiwacz pisze:

    Boungler-troche masz racje.Fakt, uciekając nie ma sensu zabierać gazu,ani nafty.Źle to sformułowałem, bardziej myślałem o zmianie miejsca zamieszkania, nie panicznej ucieczce,ale spokojnej przeprowadzce (pojazdem) w bezpieczniejsze,lub korzystniejsze do życia rejony.Nieważne zresztą-masz racje że nie ma sensu myśleć o zabieraniu nafty czy gazu.
    Butle po gazie oczywiście mogą być użyte jako pojemniki na paliwo ciekłe, ale przyznasz że wygodniej by było w kanistrach po nafcie 🙂 Podobnie przelewanie, jasne że się da, ale znowu nafta wygodniejsza w operowaniu. Bezpieczeństwo, tu też masz racje że przy zachowaniu podstawowych reguł bezpieczeństwa gaz jest bardzo bezpieczny (pracowałem kilka lat przy montażu LPG w samochodach i na stacji tankowania, więc wiem co mówię). Ale z drugiej strony, konsekwencje błędu w przypadku gazu mogą być dużo większe niż nafty.
    W jednym masz 100% racji- większość ludzi ma kuchenki czy piecyki na gaz, a na naftę mało kto. Więc jako produkt do okazjonalnego handlu nafta raczej odpada. Podobnie bardzo trudno będzie uzupełnić zapasy, a ropa czy nafta lotnicza jednak bardziej śmierdzą i dymią. Gaz jednak jest bardziej rozpowszechniony,choćby w transporcie. Muszę pomyśleć nad zwiększeniem jego zapasów.Zastanowię się nad tańszym rozwiązaniem niż butle,mianowicie stary zbiornik gazu z samochodu, mam ze 2 szt. w domu.Musze porobić przejściówki do tankowania butli i powinno byc dobrze.

    • Boungler pisze:

      U mnie wygląda to tak… nie lubię gazu i nie chce go w domu. Żona to wie i śpimy spokojnie. Jak chce gotować obiad to robię to na specjalnych swoich palnikach ładowanych po 45 minut ciągłego ognia. Reszta butli siedzi tam gdzie nawet jak dupnie to mi się nic nie stanie. Miałem już przypadki że sąsiadów z domu wyciągali bo się przydusili więc żadnych butli wewnątrz nie chce i nie trzymam.

      Co do magazynowania dla DSP, 10 butli (tych dużych) spokojnie wystarczy na dłuższy czas, nawet jeżeli masz tym grzać wodę i gotować. Na dobra sprawę możesz tym tez tankować samochód. Znam takie patenty. Więc dodatkowy plus dla samochodó na gaz. Generalnie widzę w tym same plusy, ale to też jest przecież mój wybór, ktoś inny może nie chcieć ani nafty ani gazu. Każdy ma jakąś swoją wizję przygotowań. I dobrze!

  12. fog pisze:

    Rozpoczynam generalny remoncik 160 metrowej chałupy… Wlasnie jestem w trakcie kombinowania jak przygotowac chalupe nie tylko do normalnego zycia ale i do „awarii”… Wymyslilem prócz standardowych obwodow elektrycznych obwod „awaryjny” jadacy na solidnym UPS-ie plus agregat znajdujacy sie obok ziemianki w ogrodzie. Zasilanie pompy CO, pompy wody obwodu oswietlenia awaryjnego i lodowki. Wychodzi mi jakies 500-800W. Agregat jakies 1000-1200W. Szukam tylko malego urzadzenia ale mogacego pracowac przez dluzszy czas. Patrzac na zapiski na forach to agregaty padaja jak przyslowiowe „kawki”. I jestem otwarty na szeroko pojete sugestie… Przewiduje: spizarnie, piec chlebowy, wedzarnie, awaryjne szambo/kanalizacja jest/,awaryjne zrodlo wody pitnej/nielegalna glebinowka/ plus ukryta w krzaczorach jezyn ziemianka obsypana przynajmniej 1 metrowa warstwa ziemi niby na przechowywanie ziemniaków ale z mozliwoscia przystosowania przystosowania na wypadek ostrego „dupniecia”. Odleglosc od duzego miasta 15km. W cieniu wybrzuszen terenu w przypadku jakiegos uderzenia A… Jakies sugestie…? ;]]]]]]]

  13. Ja w swoim przyszłym domu wyobrażam sobie jednak piecyk kuchenny-grzewczy na drewno/węgiel oraz dodatkowo drugi – elektryczny.

    Gaz? Nie mam obecnie na tyle zaufania. Mimo, że w bloku gotuje na gazie.
    Nie mówię nie, ale nie wiem. W pierwszej kolejności klasyczne spalanie drewna, potem jakieś alternatywy.

  14. Pozyskiwacz pisze:

    Co do drewna. Tak to podstawa do gotowania i ogrzewania,u mnie również. Teraz latem gotuje na gazie bo wygodniej,ale zimą ogrzewam i gotuje spalając drewno.
    Mam dwie uwagi-w razie kryzysu ludzie na pewno rzucą się na drewno,najłatwiejszy sposób uzyskania ciepła i wszyscy o tym wiedzą.Przy takim wzroście zapotrzebowania na pewno będzie go brakować.Zwłaszcza lepszych rodzajów.Przydało by się żeby nasz piec miał możliwość spalania różnych odpadów i małych gałązek , a nie tylko poszczypanych „metrówek” bukowych . Dlatego myśle że trzeba mieć oprócz CO , jeszcze jakiś kominek , albo kuchnie kaflową.
    Druga uwaga- pomyślmy o pile i paliwie do niej.Jak ktoś tylko dzwoni i zamawia pocięte drewno do domu to może się zdziwić ile to roboty naciąć zapas na zimę siekierą i ręczną piłą,nie mówiąc o transporcie.

    • Survivalista (admin) pisze:

      Na szczęście dość łatwo można sobie zrobić zapas drewna nawet na kilka lat. Trzeba je tylko ułożyć w stertach i przykryć czymś, żeby schło.

      W sumie to nawet rozsądniej jest kupić tanie mokre drewno rok wcześniej i na własną rękę je suszyć.

  15. gość codzienny pisze:

    Kombinujecie jak koń pod górkę. Wpis jest o przeciwdziałaniu deficytowi energii elektrycznej. Jak się tanio a skutecznie zabezpieczyć macie w moim wpisie nieco powyżej. W ten sposób można przejechać kilka dni aż się paliwo skończy i akumulatory padną. Potem już dupa zbita. Fotowoltaiką za dużo nie nadgonicie. Trzeba by mieć kilka lub kilkanaście paneli o łącznej powierzchni całej południowej połaci dachowej (moja ma 100m2) i mocy powyżej 1kW. No i modlić się o słońce.

    Co do drzewa, to ja opalam nim dom już 11 lat. Kominek jest podstawowym źródłem ciepła. Jak rozpalę we wrześniu to praktycznie jadę ciągle do maja. To praktycznie 3/4 roku. Spalę w tym czasie 30-40 kubików drewna. Gdybym miał je kupować na składzie wydałbym na nie więcej niż na gaz czy prąd. Kupuję okazjonalnie gdzie się da, z reguły wiatrołomy. Roboty przy tym jest od cholery. Samo cięcie i rąbanie plus układanie tej ilości drzewa to zajęcie na wiele dni. Coś za coś. Jedyny minus kominka to brak możliwości regulacji – w okresach przejściowych wiosna czy jesień czasami jak przygrzeje słonko jest trochę za ciepło, a przecież kominka nie zgasicie jak peta.

    Co do gazu – bez histerii. Raz do roku gdzieś butla pieprznie bo ktoś kombinował przetłaczanie z butli do auta. Równie dobrze można się bać cegły, bo może spaść na głowę. Gaz z dużej butli mnie wystarcza na 3 miesiące codziennego gotowania. Mając drugą butlę w zapasie mam spokój nawet na pół roku. Ile musiałbym mieć zapasu nafty, żeby zapewić sobie to samo? Chyba cysternę.

  16. Boungler pisze:

    A kto powiedział że 1 butla gazu ma wystarczyć na 3 miesiące codzinennego gotowania? Pisałem o zapasie 10 dużych butli w moim przypadku. Nie jest to duży koszt jeżeli ma się już butle (same butle to zakup jednorazowy przecież).

    Jak ty palisz w sezonie 30-40 kubików drewna to chyba ogrzewasz jakąś halę produkcyjną (1 kubik = 1m3). W tym sezonie – czyli 2010/2011 do tej pory poszły 4 kubiki i chodziłem w domu w podkoszulku. Dodam jedynie że mam strych nieocieplony i całe ciepło spieprza dachem.

    Co do nafty zo się zgadzam, może do jakichś drobnych zadań ale na pewno nie jako główne paliwo.

  17. fog pisze:

    Czyli podsumowujac dlugotrwalego braku pradu nie przezyjemy… ;]]]

    Do ogrzewania jedynym rozwiazaniem jest kominek/koza lub piec CO nie posiadajace dodatkowych pomp. Piec „śmieciuch” z grawitacyjnym obiegiem, rury 2-3 calowe plus solidne żeliwne grzejniki. Taa… łociec w latach 70-tych tak zrobili… Działało tylko wegla nie nadarzalo sie ładowac :/// Co by tu wymysleć…

    no wlasnie jak zachowaja sie ludzie z blokowisk; zima -10 stopni i brak pradu przez 2-3 tyg… z instalacji wode pewnie po jednym dniu zaczna spuszczac… ale co z ogrzewaniem… brak pradu to i brak wody, gazu… kurde jaki moze byc prawdopodobny scenariusz… ://// ewakuacja??

    • artur xxxxxx pisze:

      W części Kijowa w tej zimie nie było ogrzewania przez tydzień. Jakoś ludzie przetrwali.
      Co do lamp naftowych, które Ci się podobają, ma to niestety jedną wadę. Na suficie pozostaje paskudny ślad od spalin. Więc chyba tylko na sytuacje kryzysowe się nadają, nie na parę godzin bez prądu.

  18. fog pisze:

    jesli chodzi o nafte… zawsze mi sie podobalo jak bylem gnojkiem u dziadka… nawet mial specjalne szczypce do przycinania knotow w lampie gazowej… i te aksamitne miekkie swiatlo… tak swoja droga lampe i 5l nafty sobie kupie… ze zdziwieniem takie perelki widzialem w okolicznym GS-ie… nafta w 5l blaszanym okraglym pojemniku ;]]]]

  19. Zamiast nafty do oświetlenia polecam olej parafinowy – trochę mniej śmierdzi. Lampy te same.

    Niektóre wasze patenty nadają się na mojego bloga – a nie na Domowy Survival. Kupić tanio/półdarmo drewno, ale narobić się fizycznie ile wlezie – oszczędzić – ok – ale co to ma wspólnego z tematyka tego bloga? Szkotów i Poznaniaków zapraszam w moje ‚pokoje’.

    I macie racje – mieszkanie w bloku to d**a zbita w razie jakiejkolwiek awarii. Jesteś zależny od wszystkiego z sieci. Zero niezależności.

    Mieszkanie w bloku – koszmar nas – surwiwalistów.

  20. HansKlos pisze:

    @Racjonalne Oszczędzanie

    „Zamiast nafty do oświetlenia polecam olej parafinowy – trochę mniej śmierdzi. Lampy te same.”

    Generalnie wszystkie urządzenia do spalania nafty mogą pracować na olejach jadalnych, z tym, że dym nieco przyczarnia ściany;-), ale i na to jest rozwiązanie, o ile się chwilę pomyśli.-)

    „Mieszkanie w bloku – koszmar nas – surwiwalistów.”
    Tutaj raczej butla gazowa odpada. Nie można jej trzymać w piwnicy, ani na balkonie, bo narażamy siebie i sąsiadów na wybuch. Z kolei trzymanie butli nie przyłączonej do kuchenki, to również zagrożenie wybuchem.

    W blokach gdy nie ma prądu, podstawowym problemem staje się oświetlenie i ogrzewanie. W Polsce grzać trzeba od połowy października do połowy kwietnia, czyli 1/2 roku, a wtedy najczęściej zdarzają się takie awarie. Gdy wtedy można kupić butle z gazem, to OK, inaczej pozostaje nam nafta.

  21. Radio pisze:

    Szukam radia. Male, na baterie i na korbke, panele.
    Lekkie! Majace latarke i ładujace komorke + usb.
    Najlepiej jak by mialo wyjsce jeszcze 12V.

    Jesli nie znajdziemy nic takiego to wersja mini. Male lekkie dzialajace przez miesiac i wazace nie wiecej niz 400g

  22. Pozyskiwacz pisze:

    Mam to radio z Tesco.Powiem tak: za ta cene jako radio awaryjne,do wysłuchania komunikatów może być. Generalnie kiepska jakość dźwięku i jakby się rozstrajało, w trakcie słuchania trzeba poprawiać strojenie.

  23. gość codzienny pisze:

    @Boungler

    Jeden kubik drzewa to tzw „metr przestrzenny” czyli w praktyce około pół metra sześciennego masy a reszta powietrza (przestrzenie między klockami). Mój skład na drewno to zadaszony boks 2×2,5x8m. Staram się zawsze mieć pełny na zimę. Drewno kupuję bardzo tanio ale jest ono często suche, dużo próchna, nieregularne kształty. Nie takie fajne jak buczyna czy dąb ze składu za 200 zł za metr przestrzenny. Chałupa nie powiem duża 11×14 po obwodzie, dwie kondygnacje, w sumie jakieś 300m2 do ogrzania. Temperaturę trzymam 21,5-22. Licząc masowo (tak płacę za drzewo) muszę mieć na sezon minimum 10-12 ton żeby nie brakło na wiosnę. Zużycie zależy od jakości drzewa no i od samej zimy. Raz wychodzi się na zero, raz coś zostanie, tylko raz mi zabrakło na kwiecień.

    • Boungler pisze:

      Ja wiem co to jest kubik drewna i jak się go liczy. Wbrew wszelkim pozorom z leśnictwem mam bardzo dużo wspólnego, zwłaszcza podczas wyrąbku i zliczania. W standardzie przymuje się na m3 (-) 25-30% góra! A nie połowę jak podajesz. Ale nie będę się sprzeczał, każdy ma swoje własne wyliczenia.

      30-40 jakie podajesz to jest ogrom drewna, nigdy w czacie największych mrozów nie spaliłem więcej niż max 30% z tego.

    • artur xxxxxx pisze:

      Palisz 40m3 drewna na sezon do ogrzania domu 300m2???
      Dobrze zrozumiałem???
      Ja mam domek 170m2, segment, grzeje tylko kominkiem z płaszczem wodnym, gazu nie używam. Wychodzi na sezon około 10m3 drewna (dąb, akacja, jesion, buczyna).

    • Boungler pisze:

      To jest na pewno jakies nieporozumienie, zwłaszcza że niedoczytałem temperatury jaką osiągasz 22″ ?????? Przychodzą mi do głowy 2 wnioski.
      1. To jest jakaś pomyłka – tym bardziej że jak przed momentem policzyłem, drewno pocięte i poukładane obowiązuje współczynnik -20% a nie jak podałem -30%, jeszcze dopytałem się specjalnie szwagra lesniczego.
      2. 40m3 to jest stodoła drewna! Nawet jeżeli spalając taką ilość (w co gorliwie nie wierzę) uzyskujesz jedynie 22″ to nawet sie nie przyznawaj nad takim marnotrawstwem.

    • artur xxxxxx pisze:

      oczywiście miałem na myśli mp, nie m3

  24. Pozyskiwacz pisze:

    Mnie tez na sezon wychodzi jakieś 12 kubików (buk i grab), przeważnie jest tak że jak w jednym roku kupie 15 to mi zostaje i na drugi kupuje 10. Chociaż często udaje mi sie załatwić jakieś odpady drewniane.Ale rozmawiamy o drewnie w „metrach”. Dom nieduży dwie kondygnacje 115 m kw.

  25. No dobra, koledzy kominkowcy,
    widzę, że mam tu kompetentnych użytkowników.

    Powiedzcie mi zatem czy takie ogrzewanie ma wg was sens do mini domku letniskowego/wielosezonowego stawianego na zgłoszenie, czyli 5x5m?

    będzie: mini łazienka + jedna izba z aneksem

    • Kominek do takiego maleństwa? Moim zdaniem zwykła żeliwna koza w granicach 500 PLN się nada. Są takie z szamotem.

    • artur xxxxxx pisze:

      Za 1000zł można kupić bardzo ładne egzemplarze żeliwne.
      Taka koza pewnie będzie ozdobą domku.
      Można też postawić mały kominek, na polana dł. 30cm, ale wyjdzie drożej.
      P.S. Obecne przepisy umożliwiają chyba też budowę poddasza użytkowego w takim domku.

      • No tak, wszyscy macie racje, do takiego maleństwa – malutkie urządzenie.

        Hmm, nie słyszałem że te domki na zgłoszenie mogą mieć poddasze – ma ktoś jakieś konkretne info/linki?

        Obawiam się, że zbyt ładna i droga żeliwna koza może znaleźć amatora – to samo z resztą ładnych urządzeń.
        W takim domku nie będzie człowiek przebywał cały czas.

        Widziałem już małe słupkowe mikro piecyki z szybą i także z płytą grzejną – dość ładne.

  26. Pozyskiwacz pisze:

    Dokładnie tak.Piecyk „koza”, albo tzw. „piec kominkowy”, czyli też „koza” tyle że z szybą.Co do szamotki to zależy jak będziesz to używał.Jeżeli do dłuższego pobytu to super, ale jak na kilkugodzinne pobyty, to bez sensu. Z szamotka dłużej się nagrzewa (ale i dłużej stygnie).
    Można też na takim piecu poukładać zwykłe cegły (lub kamienie), albo najlepiej szamotki (ja stosuje ze starego pieca akumulacyjnego), super się spisują jako akumulator ciepła.
    Ważne żeby do pieca weszły kawałki przynajmniej na 35 cm. Wtedy typową „metrówkę” tniesz na 3 części i już.A jak palenisko jest mniejsze to trzeba ciąć na 4 i znacznie więcej roboty,poza tym takie małe kawałki trudniej ułożyć w stosy.

    • no dzięki także – to ważny dylemat – czy ma się szybko rozgrzać czy dłużej akumulować ciepło.

      tak w ogóle to chyba konstrukcja takiego domku musi być szkieletowa, drewniana – nie wiem czy ściana z suporexu nie będzie zbyt długo trzymać chłodu

  27. gość codzienny pisze:

    @artur xxx
    Owszem, palę 30-40mp na sezon bylejakiego drewna, nie kupuję na składzie. Liczyłem wagowo, że wychodzi nawet 100kg na dobę, ale palę na okrągło nie tylko do wieczornego dziennika. Chata ma ponad 300m2, nie mam płaszcza wodnego, rozprowadzam gorące powietrze trubiną. Drewno mieści się w zadaszeniu przy północnej ścianie budynku, stodoła nie potrzebna. Gdybym miał dęba lub buczka, pociętego i porąbanego na wymiar, na pewno wystarczyłaby połowa tej ilości na sezon. Barierą są koszty – 10mp buka to 4000 PLN do wyłożenia na stół. Mnie ta ilość drewna nie kosztuje nawet 400 zł. Dochodzi kupa własnej pracy, ale warto.

  28. Krzychoo pisze:

    Ogrzewanie domu zimą to temat rzeka. Na forach o ogrzewaniu rozstrzał zużycia paliwa na sezon jest olbrzymi. Podam swój przykład: dom z lat 70-tych, kwadratowy klocek z płaskim dachem, 200 m2. Wymienione wszystkie okna, nieocieplony dach, nieocieplone fundamenty wystające z ziemi na ok. 0,5 m. Pierwszy sezon po wymianie pieca na ekogroszek: 10 ton groszku po 750 zł/tonę-to nie jest żart. Drugi sezon: zmiana oprogramowania sterownika, założyłem termostaty na wszystkie grzejniki: 7 ton. Trzeci sezon: ocieplenie dachu 20 cm styropianu + ocieplenie fundamentów 10 cm: 4,5 tony, choć mogłoby być mniej.
    Znajomy, który kupił nowy dom, dobrze ocieplony, ok. 150 m2: 2,5 tony na sezon, ale w ciągu dnia wyłanczają piec, bo są w pracy.
    Wiele osób poczytuje sobie za punkt honoru pochwalić się jak najmniejszym zużyciem paliwa, dla poprawienia sobie samopoczucia. Gość ogrzewający stary, nieocieplony dom, też mi kiedyś wmawiał, że zużywa 2 tony miału na cały sezon. Największe oszczędności daje ocieplanie czego się da. Pozdrawiam.

    • night_rat pisze:

      zgadza sie, nawet stary dom brany przez miastowych za ruine 🙂 sporo zżera węgla, u rodziców ok. 4-6 ton na samą zimę (czyli grzanie na 1-2 piece,kaflowy i kuchenny, co 1-2 dni), czyli tylko gdy jest nieznośnie zimno. od czasu, gdy wszystko kosztuje, 2-3 tony min plus drewno, a ostatnich parę zim własciwie tylko drewno- mialem troche czasu w lecie na zapieprz z siekierką 🙂
      od zeszłego lata odkrywam w praktyce uroki kominka- fantastycznie, pare nawet mokrych konarów grzeje całą noc albo naręcz chrustu ostro płonie cały wieczór, aż wręcz gorąco i miło.

  29. Mc pisze:

    Dyskusja zeszła na drewno kominkowe,
    a nawiązując do tytułu wątku w kontekście dzisiejszego wybuchu na Słońcu,
    chciałbym zapytać, jakie generatory polecacie?
    Ostatnio zupełnie przypadkiem oglądałem generatory w Praktikerze,
    te o rozsądnych cenach są 2 lub 4-suwowe, czy jest sens kupować 2-suwowe?
    (olej do 2-s mam bo mam kosiarkę)

  30. Johny pisze:

    Zamiast awaryjnego ogrzewania najlepiej się ubrać w ciuchy jakich używa się zimą w górach. Wtedy ogrzewanie niepotrzebne.

    Prąd z agregatu i UPS.

  31. night_rat pisze:

    hmmm w sytuacjach wyższej konieczności czy ratowania życia… bo normalnie to nielegalne… są linie, na których może być napięcie nawet po awarii linii przesyłowych. do podładowania radia starczy.

  32. Dix pisze:

    Jako ogrzewanie koza, sprawdza się i daje radę. Owszem nie będzie 22 stopnie ciepła w dalszych pomieszczeniach ale będzie na plusie. Przy małych mrozach nawet nie trzeba grzać non stop a jak temperatura spada do 16 stopni w chałupie da się żyć. Zimno zaczyna się odczuwać jak jest spadek do 12 stopni.
    Prąd tak sobie myślę że na dłuższy czas to tylko solar. Zawsze w dzień drochę prądu da aby posłuchać ewentualnie radia bądź CB. Baterie się skończą, paliwo sie skończy a jak słonko zaświeci to kilka amper sie wykrzesa do zasilania radia. Dyskoteki nie będzie ale takie będa czasy.
    Woda to problem bo trzeba będzie ją donosic a i tak czysta nie będzie, trochę z rynny nakapie no i studnie trzeba będzie wykopać, raz kopałem masakryczna robota i co chwile trzeba gramolic sie na powierzchnię z uwagi braku tlenu. Najlepiej robić to w kilku z zabezpieczeniem linowym, na dole w pewnym momencie jest tylko wydychany dwutlenek wegla.

  33. Nowy ale doświadczony pisze:

    Witam, osobiście zakupiłem agregat diesel 7KW 3x220V zapas ropy na kilka m-cy i cały dom pociągnie bez problemu. Liczę że będzie chodził 10h dziennie czyli 10l ropy x30dni=300l czyli beczka na m-c. Dla mnie rewelacyjne rozwiązanie. Zakup zrobiony i sprawdzony chodziłem na agregacie ponad miesiąc i wszystko ok. Polecam

  34. Brendi pisze:

    W dzisiejszych czasach wystarczy zaatakować elektrownię i unieszkodliwić ją na 1 miesiąc żeby kraj się poddał. Ludzie nie wytrzymają bez prądu gdyż musielibyśmy się cofnąć do epoki jaskiniowców. Już widzę lawinę problemów w związku z brakiem prądu, począwszy od komunikacji poprzez zepsute jedzenie, choroby, zimno itd. Na krótką metę można się jakoś zabezpieczyć ale nie na miesiąc czy 2.

  35. Mirek pisze:

    Nie wyobrażam sobie dzisiaj życia bez prądu. To jest wywrócenie całego życia do góry nogami, to jest jak kataklizm tyle że bez ofiar.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Notify me of followup comments via e-mail. You can also subscribe without commenting.

banner