Jak się przygotowywać na trudne czasy, gdy się nie ma kasy?

Pod wpisem o przygotowaniach na zimę stulecia pojawił się komentarz, na który chciałem odpowiedzieć w osobnym materiale.

Komentarz ten brzmiał tak:

Podsumowując jak jest kasa to można się przygotować.
A jak przygotować się zatem bez kasy?

Na łamach niniejszego materiału chciałbym omówić o kilku strategiach postępowania w takiej sytuacji.

1. Poszukaj pieniędzy

Niestety, ja wiem, że to porada w stylu „zmień pracę, weź kredyt”, ale niestety od tego musimy zacząć. Jeśli nie masz pieniędzy, musisz zacząć ich szukać — oszczędności poprzez minimalizację kosztów, dodatkowych dochodów, jeśli masz niepotrzebne rzeczy, które można sprzedać, też to zrób.

Ogromna większość „trudnych czasów” to nie pandemia, powódź czy wojna, tylko strata pracy lub śmierć członka rodziny. Prędzej będziesz potrzebować pieniędzy na przeorganizowanie sobie życia po śmierci żony, niż żywności ze względu na ogólnoświatowy głód.

Jeśli masz w tym celu popołudniami rozwozić pizzę, albo zatrudnić się do montowania sąsiadkom karniszy i wymiany żarówek w charakterze złotej rączki, to zrób to!

2. Coś, czego nie możesz kupić, zastąp czymś darmowym

Jeśli nie stać Cię na kupienie działki i zbudowanie na niej domku do wykorzystania jako cel ewakuacji, przygotuj się do jego zaimprowizowania albo do ucieczki do bliskich w innej miejscowości. Albo do przetrwania w lesie, co jest najgłupszym rozwiązaniem, ale lepiej być przygotowanym do ewakuacji w taki sposób, niż nie być przygotowanym wcale!

3. Zdobywaj umiejętności

Szukaj bezpłatnych albo dofinansowanych kursów, choćby na nową kategorię prawa jazdy albo uprawnienia do jazdy wózkiem widłowym. Oglądaj filmy na YouTube i ćwicz na ich podstawie samodzielnie. Lutowanie srebra, garncarstwo, umiejętności sprzedażowe. Mogą się przydać w trudnych czasach, do zarabiania pieniędzy, znalezienia pracy, czy wręcz do przeżycia.

Mamy też osobny materiał o umiejętnościach, które pomogą zarobić pieniądze w trudnych czasach.

4. Gromadź informacje i wiedzę

Zbieraj książki, materiały szkoleniowe, instrukcje, podręczniki, w postaci papierowej i w PDFach. Z ich pomocą będziesz w stanie w kryzysowej sytuacji zrobić coś samodzielnie, zamiast kupować to już teraz.

Jeśli nie stać Cię na zbudowanie w tej chwili na działce ziemianki, ściągnij Nuclear War Survival Skills i dowiedz się, jak go wykopać w sytuacji kryzysowej. Zamiast kupować filtr do wody i kuchenkę turystyczną na kartusze, zrób filtr z butelki i węgla drzewnego i kuchenkę na alkohol z puszki.

5. Do zapasu żywności kupuj produkty tanie, ale wartościowe.

Zacznij od naszego materiału o najtańszym zapasie żywności na pół roku. Tak, to są głównie puste kalorie pod postacią cukru, węglowodanów i tłuszczów, ale lepiej mieć je, niż nie mieć nic. Prawie na pewno będzie się dało zdobyć coś, co pozwoli uzupełnić dietę opartą o takie produkty także o inne składniki odżywcze.

Jednym z najlepszych produktów do zapasu żywności na trudne czasy jest pszenica, która pod postacią ziarna może przetrwać bardzo długi czas, zaś po skiełkowaniu jest źródłem mnóstwa cennych substancji odżywczych.

Pozostałe produkty do zapasu żywności (np. konserwy mięsne i warzywne) kupuj na przecenach i okazjach. Orientuj się w ich cenach i kupuj produkty na zapas, gdy są tańsze, np. w promocji. Nie kupuj drogich produktów takich, jak wojskowe racje żywnościowe, których cenę winduje zapakowanie do nich np. sztućców, serwetki, podgrzewacza chemicznego i gumy do żucia.

6. Kupuj rzeczy tanie, jeśli nie stać cię na drogie.

Lepiej mieć tani multitool niż nie mieć drogiego. Lepsza latarka z dyskontu niż brak latarki markowej. Oczywiście, może tania latarka czołowa z dyskontu przestanie działać na kilkunastogodzinnym marszu na mrozie w górach (czego by nie zrobiła latarka markowa), ale z pewnością będzie lepsza, niż brak markowej — ale także w wielu względach lepsza, niż markowa zwykła latarka (nie-czołowa).

Wreszcie, zastanów się, czy rzeczywiście te wszystkie rzeczy musisz kupić. Czy potrzebujesz agregatu, gdy pod domem masz go w samochodzie?

Krzysztof Lis

Magister inżynier mechanik. Interesuje się odnawialnymi źródłami energii, biopaliwami i nowoczesnym survivalem.

Mogą Cię zainteresować także...

16 komentarzy

  1. Michał napisał(a):

    Przygotowania należy zacząć od zrobienia porządku w swoich rzeczach.

    • Andrzej napisał(a):

      Słuszna uwaga.

    • Piotr napisał(a):

      Jestem zdania, że od zrobienia porządku w swojej głowie 🙂 To w głowie wszystko się zaczyna, cała reszta to tylko naturalne konsekwencje naszych nawyków, przekonań, mentalnych filtrów postrzegania świata (interpretacji rzeczywistości), zdolności podejmowania skalkulowanego ryzyka itp.

  2. Pozyskiwacz napisał(a):

    Od porządków też, ale nawet wcześniej , czy równolegle z inwentaryzacją zasobów trzeba zacząć zdobywać wiedzę jakie problemy nam grożą, na co tak naprawdę trzeba się przygotowywać. Inne zagrożenia czekają kogoś kto mieszka w bloku , w dużym mieście , w sąsiedztwie zakładów chemicznych, a inne kogoś z zapadłej wioseczki na ścianie wschodniej.
    Jak będziemy już wiedzieć co nam grozi, to trzeba zdobywać wiedzę jak tym zagrożeniom zapobiec , albo jak je przetrwać. I dopiero wtedy przyjdzie czas na zdobywanie odpowiedniego sprzętu.
    Czasami problemem jest to żeby przejść z fazy teoretycznej do praktycznej – np. oprócz oglądania filmików na you tubie wybrać się samemu w teren.

    • Piotr napisał(a):

      Temat jest o tym jak się przygotować gdy nie ma się kasy. Moim zdaniem kluczowa w filmie Krzyśka jest pierwsza rada, czyli „poszukaj pieniędzy”. Jak się nieco głębiej nad tym zastanowić, to jest to rada znacznie szersza niż dotycząca tylko kwestii samego stanu konta bankowego. To jest rada aby stwierdzenia „nie mam pieniędzy” nie traktować jako usprawiedliwienia, tylko jako wskazówki – skoro ktoś nie ma kasy, to znaczy że w pierwszej kolejności powinien pracować nie nad betonowym bunkrem atomowym, tylko nad poprawieniem własnej sytuacji finansowej, bo kryzys atomowy może kiedyś nadejdzie a może nie, ale kryzys finansowy ta osoba JUŻ MA W TEJ CHWILI (tylko być może się do niego przyzwyczaiła i go nie zauważa, traktując to jako coś normalnego).

    • Piotr napisał(a):

      Oczywiście można też na to spojrzeć szerzej (nie tylko z perspektywy finansowej), czyli zamiast skupiać się na problemach (nie mam kasy, nie mam działki za miastem, żona jest przeciwna itp.) lepiej skupiać się na szukaniu możliwości i rozwiązań (jak mogę zarobić dodatkową kasę poza etatem, co mogę zrobić niezależnie od wsparcia żony itd.).

  3. Linkolm napisał(a):

    Jak nie ma pieniędzy i widoków na szybką poprawę finansów to w pierwszej kolejności w przygotowaniach uwzględniamy swoje zdrowie.Znacznie taniej zapobiegać,albo leczyć wcześnie wykrytą chorobę niż zaawansowaną,pierwszy przykład z brzegu to zęby,taniej założyć porządną plombę niż wstawić cały ząb. Oczywiście trzeba przemyśleć dlaczego budżet domowy jest szczuplejszy niż powinien być i postarać się coś z tym zrobić.

  4. Rafał M. napisał(a):

    Trzeba ograniczyć konieczność korzystania z pieniędzy.
    Dwie wydawałoby się przeciwne sytuacje – brak pieniędzy na zakupy i brak towarów w sklepach, obydwie sprowadzają się w zasadzie do jednego – umiejętności przeżycia bez korzystania z pieniędzy.

    Przede wszystkim należy obciąć stałe koszty życia. A jeśli dzięki temu będzie jakaś nadwyżka finansowa, można sobie kupić na przykład złote monety, zawsze lepiej mieć za dużo pieniędzy niż za mało.
    Rachunki to forma zniewolenia, dług sam z siebie się pojawia i narasta, wierzyciela nic nie obchodzą chwilowe problemy finansowe dłużnika, naśle komornika lub firmę windykacyjną.

    Należy:
    1. Unikać wszelkich kredytów. Niektórzy nie mają innego wyjścia niż wziąć kredyt mieszkaniowy, tylko im współczuć, będą niewolnikami systemu przez kolejne 20 lat.
    2. Obciąć zużycie prądu. U mnie rachunki za prąd miesięcznie wychodzą niecałe 50 złotych (średnie zużycie 100W), a podobno ludzie płacą po 150…250 złotych. W kryzysowej sytuacji łatwiej zapłacić 50 złotych, niż 200 złotych.
    Wymieniłem wszystkie żarówki na LED, nawet żaróweczkę w lodówce, żarówki zostały tylko w mikrofali i piekarniku (z oczywistych powodów tam się nie wsadza, bo LED to układ elektroniczny). Nie będę tu reklamował konkretnych producentów, ale ci poważniejsi mają laboratoria, gdzie badają barwę światła oraz jego parametry, co mniej męczy oczy.
    Laptop dużo nie pobiera.
    Drugi telewizor LCD 28 cali ponoć pobiera średnio 17W, ale nie mierzyłem.
    Dużo pobiera mi modem od kablówki (zasilacz do 25W), ale razem z głównym telewizorem jest podpięty przez listwę do wyłącznika czasowego dołączonego do gniazdka sieciowego (można taki wyłącznik kupić za niecałe 10 złotych) i automatycznie wyłącza się po północy aż do rana, co oszczędza 1/3 poboru.
    Pralka i zmywarka są na stałe podłączone, nie wiem ile pobierają w trybie standby.
    W telewizorach celowo zrezygnowałem z dekodera od kablówki, na rzecz karty dekodującej do telewizora, co też oszczędza parę watów.
    Trochę za dużo płacę za kablówkę, jakieś 80 złotych miesięcznie (z internetem, telefonem stacjonarnym, oraz kartami do dwóch telewizorów), mogłem zejść do prawie połowy, ale i tak stopniowo ograniczyłem, kiedyś dochodziło do 120 złotych miesięcznie. W zasadzie w dobie Netflixa i naziemnej telewizji cyfrowej kablówka ostatnio staje się zbędna, nie ma czego oglądać w telewizji, tylko kwestia internetu. Za Netflixa mam najtańszą opcję, bo i tak na laptopie nie obejrzę w FullHD z racji rozdzielczości monitora, na kilku sprzętach jednocześnie też nie.
    3. Rachunki za telefon. Podobno według statystyk ludzie płacą średnio 100 złotych abonamentu. U mnie w domu są 3 telefony komórkowe i są za zero, w jednym (pełniącym funkcję zapasowego i awaryjnego) nalicza do 1 złotówki dziennie bez limitu rozmów, jak danego dnia się nie używa to nie nalicza, w drugim raz mi naliczyło 2 złote za rozmowy w roamingu.
    Może ktoś dostać telefon lub kartę SIM służbową, bez limitów rozmów, wtedy prywatna karta może zostać tylko do odbierania, nie ma sensu nosić ze sobą dwóch telefonów z rozmowami bez limitu. Są już bez limitu za około 20 złotych miesięcznie, można też poszukać taką ofertę na kartę, bez abonamentu, by w każdej chwili zmienić taryfę, włącznie z darmową.
    4. Gaz. Oczywiście gotowanie pod pokrywką. Kotlety odgrzewam w mikrofali w naczyniu do mikrofali do gotowania na parze.
    5. Samochód. Rzadko używam, ale kosztów ubezpieczenia się nie obejdzie. U mnie dochodzą też koszty corocznego serwisowania. Czasami samochód się przydaje, może nie mnie osobiście, ale czasem muszę kogoś gdzieś podwieźć, więc tego kosztu nie obetnę. Choć jeśliby wprowadzili miejskie autka na godziny…
    Ale chodzi o to, że samochody potrafią się znacząco różnić kosztami eksploatacyjnymi. Czasem ludzie biorą za duże, ze zbyt mocnym silnikiem, tak tylko dla szpanu. Z dużymi jest też problem choćby opon, bo przystępne cenowo są do około 195/65/R15, o tej samej średnicy ale na feldze 16 cali są już dużo droższe.
    W małym samochodzie może być problem z pomieszczeniem bagażu na wczasy, ale kiedyś ludzie się mieścili w Maluchu. Kwestia przemyślenia co zabrać ze sobą.

    Jak zminimalizuje się koszty rachunków, to zostają jeszcze tylko koszty żywności, bo większość sprzętu działa niemal za darmo. Tu już trudniej, ale ponoć niektórzy żywią się za około 200…300 złotych miesięcznie, kwestia umiejętności, oraz unikania stołowania się na mieście.

    Co do zakupu sprzętu, to trzeba przemyśleć bez emocji co naprawdę jest potrzebne. Myśleć jak minimalista. Jedną uniwersalną rzeczą zastąpić kilka. Zrobić listę, z czego korzystało się przez ostatni miesiąc, przemyśleć, poprawić, poskreślać, później z tą listą robić zakupy rzeczy. Bo się okaże, że ze sprzętu to w zasadzie wystarczy tylko laptop i smartfon, w smartfonie jest nawet latarka i wystarczy kupić tylko drugą na zapas do domu, na baterie.
    Na nieprzemyślane, impulsywne zakupy, można niechcący wydać każdą sumę i niewiele z tego będzie pożytku.

    Niektóre sprzęty mają tańsze odpowiedniki, bo koszty produkcji nie są wysokie. Na przykład w supermarkecie kupiłem latarkę LED na 2 bateryjki paluszki AA za około 7 złotych. Markowa, znanej firmy produkującej baterie. Bo to tylko plastik i dioda, a diody są w hurcie za grosze. Świeci tak sobie, nie za mocno, ale też i wystarczająco, za to stosownie do świecenia zużywa mało prądu.
    W Chinach kupiłem krótkofalówkę za około 170 złotych z przesyłką, dużo lepsza od popularnego Bofenga.

    • Piotr napisał(a):

      Opis przypomina raczej instrukcję jak oszczędzać gdzie się tylko da i żyć skromnie bo tak lepiej. I jak wytłumaczyć to rodzinie, twierdząc że pomoże nam to w trudnych czasach.

      Można nieco ten wpis przerobić i np. nie trzeba już dziś oszczędzać prądu radykalnie skoro DZIŚ nas stać. Wystarczy przemyśleć sprawę, jakiś dzienny test i wymiana żarówek (to nie tylko prepersowskie ale też eko).

      Można mieć kablówkę ale warto zawrzeć umowę na czas nieokreślony, wtedy W RAZIE KRYZYSU rezygnujemy. Czasem wystarczy nie podpisywać nowej umowy po 2latach i mamy z automatu na czas nieokreślony.
      Podobnie w telefonem. Dziś mnie stać, ale trzeba się zastanowić jak ograniczyć koszty w razie w.

      Samochód w mieście? Idąc tropem totalnego oszczędzania to po co? Jest komunikacja miejska, taxi. Przy sporadycznym użytkowaniu taxi wyjdzie sporo taniej. Ale są oczywiście osobiste przyzwyczajenia.

      I najważniejsze nie jest to jak oszczędzamy, ALE ŻEBY ZA TE PIENIĄDZE COŚ MIEĆ a nie żeby zostały przejedzone.

      • Piotr napisał(a):

        Moim zdaniem trzeba spojrzeć prawdzie w oczy i nie unikać problemu tylko się z nim zmierzyć. Jeśli ktoś nie potrafi zarabiać wystarczającej ilości pieniędzy aby zaspokoić potrzeby rodziny, to w pierwszej kolejności powinien popracować nad sobą i nad inteligencją finansową. Pieniądze nie biorą się z oszczędności i zaciskania pasa, tylko z tego że skuteczniej je pozyskujemy.
        Co innego ograniczenie rozrzutności (wielu ludzi tak ma, że niezależnie od tego ile zarobią, to będą biedni, bo natychmiast wszystko roztrwonią na bzdury i jeszcze pobiorą kupę kredytów bo bank chętnie da :-)) a co innego oszczędności i zaciskanie pasa. Jeśli ktoś zarabia „na styk” to oszczędzanie zawsze odbędzie się kosztem czegoś, czyli niby będzie kasa zaoszczędzona, ale kosztem braku wydatków które i tak prędzej czy później trzeba będzie zrobić.
        Jeśli ktoś nie jest rozrzutny a mimo wszystko nie ma kasy na podstawowe przygotowania, to jego problemem jest to, że nie zarabia wystarczająco dużo (a nie że za mało oszczędza) i powinien w pierwszej kolejności myśleć o podniesieniu dochodów a nie o zaciskaniu pasa 🙂
        Żeby móc oszczędzać, to trzeba najpierw mieć z czego oszczędzać, jeśli w rodzinie brakuje kasy na to żeby kupić dodatkową torebkę ryżu czy tanią latarkę i zapasowy komplet baterii, to problemem w tej rodzinie nie jest brak przygotowania na awarie prądu, tylko brak wystarczających środków finansowych na normalne jej funkcjonowanie – w tej rodzinie już jest kryzys mimo że prąd w gniazdku płynie, nikt z głodu nie umiera a zoombie nie biegają po ulicach.

        PS: Zbieżność nicków z „przedpiścą” przypadkowa – nie dyskutuję sam ze sobą 🙂

        • Rafał M. napisał(a):

          Nie chodzi mi o wyrzeczenia.
          Ale o cięcie stałych opłat – rachunków, abonamentów i kosztów eksploatacyjnych. O to, żeby to co się ma nie ciągnęło na dno przy pomocy wysokich kosztów związanych z posiadaniem.
          Drugi sposób cięcia wydatków to przemyślenie co jest potrzebne i unikanie zakupu rzeczy zbędnych.

          Nie wiem czemu ludzie sobie wyobrażają niskie wydatki z jakąś nie wiadomo jaką biedą, odmawianiem sobie, czy nie wiadomo z czym, może spaniem w kartonie pod mostem. To zupełnie nie tak.

          Choćby przykład latarki.
          Można kupić niedrogą latarkę, można bardzo drogą, cena nie zawsze jest proporcjonalna do jakości, czy do jasności światła, to bardziej skomplikowane. Bo latarka to prosty konstrukcyjnie przedmiot, trochę plastiku, włącznik i dioda świecąca, diody są naprawdę tanie u producentów.
          Poza różnicą w cenie, są latarki na bateryjki-paluszki, są na jakieś nietypowe akumulatorki, są też modele z akumulatorkiem wbudowanym na stałe. Najdłużej przeżyje model na zwykłe, powszechnie dostępne bateryjki, więc nie dość że najtańszy, to i później będzie znacznie rzadziej wymieniany, jak nie ulegnie fizycznemu uszkodzeniu to najprawdopodobniej przeżyje swojego właściciela.

          Przedmioty można trafić naprawdę tanio i naprawdę długowieczne. Sam mam w domu używane na co dzień talerze i sztućce, pamiętające jeszcze czasy przedwojenne.
          Przedmioty nie są tu problemem, problemem są stałe rachunki.
          Nawet żywność nie jest aż tak dużym problemem, coraz mniejszym, bo można wyłudzić z jakiejś organizacji dobroczynnej, wykradać ze śmietników pod supermarketami, pojawiają się punkty wymiany itd.
          W pobliżu domu mam sklep z kotletami i pierogami, jak ktoś leniwy, 1 kotlet to około 3…6 złotych, ziemniaki kupowałem ostatnio po 1zł10gr kilo, czyli 30 groszy za porcję, kapusta kiszona po chyba 5zł za 3kg pojemnik, za 4..6 złotych można zrobić obiad. Gar rosołu to mi wychodzi chyba 6…8 złotych. Można ze sobą zabrać kanapkę, oraz termos herbaty, wyjdzie dużo taniej niż stołowanie się na mieście.

          Za wyrzeczenie można by uznać powstrzymanie się od impulsywnych, nieprzemyślanych zakupów niepotrzebnych rzeczy. Ale niepotrzebnych rzeczy, więc bez nich standard życia się nie pogorszy.

          • Piotr napisał(a):

            Bieda/bogactwo (w sensie finansowym) to stosunek wpływów do wypływów pieniądza – jeśli ten stosunek jest większy od 1 to się bogacisz (im większy tym szybciej). Stosunek ten oczywiście można poprawić zarówno przez zwiększanie wpływów jak i zmniejszanie wypływów pieniądza.
            Masz oczywiście 100% racji że należy eliminować zbędne wydatki (zbędny wypływ pieniądza czy to w postaci opłat stałych czy „zakupów impulsowych”) ale jak ktoś zarabia przysłowiowe 2000zł „na rękę”, to więcej zyska podnosząc swoje zarobki do 2100zł niż o odpowiednią kwotę tnąc koszty, bo wbrew pozorom bilans nie wychodzi taki sam (ten co podniósł zarobki ma i 100zł i „bzdety” a oszczędzacz ma tylko 100zł).
            Jasne że wydatki powinny być racjonalne (do pewnego stopnia, bo nie można z tym przesadzić) ale podstawowym kierunkiem myślenia powinno być zwiększanie przychodów a nie cięcie kosztów.

  5. Linkolm napisał(a):

    Czasami trzeba zacisnąć pasa i odłożyć większą kwotę,którą przeznaczymy na podniesienie kwalifikacji czy wyrobienie dodatkowych uprawnień (np.obsługa wózka widłowego,spawarki czy piły spalinowej),albo na przysposobienie się do innego zawodu.To wszystko może pomóc w przyszłości poprawić sytuację finansową.Trzeba też przemyśleć czy problem nie tkwi w sposobie myślenia i niechęci do zmian.

  6. GNOM napisał(a):

    Panowie każdy z Was ma po części racje.
    Popieram Rafała bo nie każdy musi posiadać rzeczy markowe- niekiedy to właśnie te „teoretycznie gorsze” są tymi lepszymi.
    Z drugiej strony rację ma Piotr- nie ma sensu żyć jak mnich i kazać tak żyć całej rodzinie tylko po to że może kiedyś będzie nam potrzebne to czy owo.
    Każdy powinien żyć normalnie, ale być przygotowany na złe czasy.

    Nie zgadzam się z pkt2. – nie każdego musi być stan na działkę budowlaną – jeśli mówimy o działce w centrum miasta- ale każdego stać na zakup działki dalej od miasta i nie musi to być działka budowlana- może być rolna- nawet na rolnej można coś postawić zgodnie z prawem (np. piwniczkę na płody rolne, bądź mały budynek np.suszarnie do 35 m2 z piwniczką i pięterkiem). Ważne aby mieć gdzie wyjechać i to najlepiej swoje- bo rodzina na wsi chętnie przyjmie ale…. na tydzień, no może miesiąc, potem stajemy się ciężarem który wyżera im zapasy. A czy widzicie siebie z rodziną przez zimę w lesie? A gdzie chcecie zaimprowizować schronienie (jak pisze w tekście Krzyś) lub dokąd uciekać do sąsiedniej miejscowości (staniecie się takim samym uciekinierem jak cała masa innych nieprzygotowanych z tobołem na plecach i dzieckiem na rękach).
    Niestety własna działka (budowlana/rolna/las/nieużytek) powinna być pierwszym celem w waszych planach. Jeden z moich znajomych kupił stary budynek od PKP w zapadłym miejscu na końcu świata- cena 35.000 zł, ale do tego jest 30 arów gruntu. Drugi przejął trzy działki w ROD-zie przy samym płocie- tylko dlatego że za płotem jest już las 🙂 razem ma 16 arów na których legalnie stoi obskurna, brzydka z zewnątrz ale ocieplona murowana altanka z piwnicą, strychem, ogrzewaniem i prądem. Dopiero jak ktoś przyjrzy się dłużej i dokładniej to może zobaczy że okiennice to nie atrapy.
    Naprawdę jak ktoś chce to da rade.

  7. bura2 napisał(a):

    Napisane wcześniej – brak kasy to już są trudne czasy. Ktoś kto kupuje filtr do wody do plecaka ucieczkowego a jednocześnie ledwo domyka budżet…. Dla mnie ma coś nie tak z priorytetami, albo ma niesamowicie pewny cynk że coś tak łupnie, że o swój kredyt we frankach nie będzie się musiał martwić…..

    Bliscy którzy zamkną przed Tobą drzwi to fajni „bliscy”. Ciężarem możesz być, lub nie. Bo potrzeba będzie ludzi do pracy fizycznej/ochrony gdy np. nie będzie prądu i paliw.

    Osobiście najpierw skupiłbym się na tym żeby mi komornik nie zapukał do drzwi. Później zakupy typu ziemia. Postawienie i wyposażenie chałupki to nie 1000 zł tylko kilkakrotnie więcej + duży nakład pracy własnej nawet jeśli masz wiedzę i umiejętności i materiały po taniości. I wciąż nie masz gwarancji że ktoś Ci tej chałupki nie zdewastuje/zdemoluje/zajmie silą. No i rosnący koszt stały w postaci podatku, niewielki ale zawsze.

    Dobry patent, warto zwrócić uwagę, że ziemia za miastem to nie muszą być miliony, ale wciąż uważam ze jak ktoś nie ma kasy to niech się skupi na zarabianiu kasy a nie „budowaniu schronów”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Informuj mnie o odpowiedziach poprzez e-mail. Możesz również subskrybować wpis bez zostawiania komentarza.

banner