James Wesley Rawles: „Jak przeżyć koniec świata” – recenzja

Pełny tytuł książki Rawlesa, którą chciałbym dziś tutaj omówić, to „Jak przeżyć koniec świata. Plan na niepewne czasy”. W oryginale książka ukazała się ponad 10 lat temu pod tytułem „How To Survive The End Of The World As We Know It” i od tamtego czasu skrót TEOTWAWKI w świecie anglojęzycznych prepperów stał się synonimem apokalipsy — końcem znanego nam świata.

Książka ta jest mi bardzo bliska, bo przeczytałem ją jakieś 8 czy 10 lat temu i była to jedna z pierwszych książek o przygotowaniach na sytuacje awaryjne, które przeczytałem. I ona mi się wtedy bardzo spodobała, ponieważ był to kompletny poradnik opisujący takie przygotowania, choć pisany z perspektywy warunków panujących w USA. Wziąłem do siebie to, co w niej jest opisane i starałem się przenieść tę wiedzę i rozwiązania na moje własne, polskie warunki.

Rawles, autor książki, jest byłym oficerem wywiadu amerykańskiej armii, a jak wiadomo, w świecie survivalu tradycyjnego i nowoczesnego byli żołnierze zawsze uważani są za ekspertów. 😉 Autor od 2005 r. prowadzi też survivalblog.com.

A książkę tę uważam za jedną z lepszych książek o nowoczesnym survivalu, jakie przeczytałem.

Azyl – najważniejszy aspekt przygotowań

Najważniejszym chyba aspektem przygotowań na sytuacje awaryjne jest posiadanie wybranego z góry celu ewakuacji, który Rawles nazywa azylem. Optymalnym rozwiązaniem, sugerowanym przez autora książki, jest przenieść się tam ze swoim życiem na stałe, po prostu mieszkać tam na co dzień.

I ja początkowo też chciałem wybudować sobie dom pod Warszawą, na działce, aby stał się moim azylem, abym mógł sobie tam budować swoją samowystarczalność i niezależność. Ostatecznie to się nie udało, więc działkę traktuję jako doraźny cel ewakuacji, z którego skorzystam, gdy będzie taka potrzeba, a na co dzień wciąż mieszkam i pracuję w stolicy.

Sugestii Rawlesa, by ten azyl ulokować co najmniej 300 mil (500 km) od dużych miast, oczywiście w polskich warunkach zastosować się nie da. Inne jego rady, np. by jego lokalizacja była także z dala od głównej drogi, są jak najbardziej słuszne i możliwe do zastosowania.

Produkcja żywności

Autor kładzie spory nacisk na produkcję żywności we własnym zakresie i robi to w sposób, jaki mnie nie przyszedłby na myśl. Rawles wspomina na przykład o szeregu przedmiotów, które pod kątem tej produkcji żywności warto zakupić już teraz. Wśród nich wymienia na przykład narzędzia do kastracji prosiąt.

Jestem zdania, że najlepiej zacząć produkcję żywności już teraz (bo w sytuacji awaryjnej może to być trudne), ale jeśli nie jesteś w stanie tego zrobić, to przynajmniej zrób zapas tego, co Ci będzie do niej potrzebne.

Broń palna

Dużo miejsca autor poświęca na omówienie broni, którą warto mieć — do samoobrony i pozyskiwania żywności (polowania).

Co ciekawe, mimo faktu, że książka napisana jest w USA, w zasadzie tę część można przełożyć na polskie warunki niemal jeden do jednego. Broń, którą autor opisuje, można bez problemu kupić w Polsce na łatwe do uzyskania pozwolenie na broń do celów sportowych, o którym kiedyś nagraliśmy materiał.

Oczywiście, nie mamy prawa do posiadania broni zapisanego w konstytucji i musimy najpierw zrobić pozwolenie (a w USA, w większości stanów, nie ma tej konieczności), to jednak nie zmienia faktu, że możemy kupić dokładnie takie same strzelby, karabinki i pistolety, jak opisuje autor.

Polski przekład

Polski przekład książki stworzyli Rafał „Rufus” Wierzbicki i Tomasz Jurewicz. Gdy oni skończyli swoją pracę, przyszedł czas na mnie, bo mnie powierzono redakcję polskiego wydania. Staraliśmy się ze wszystkich sił, by opisane tam aspekty dostosować do polskich warunków.

W niektórych miejscach było to, rzecz jasna, niemożliwe. Autor przykładowo zachęca, by mieć namiary na wszystkich właścicieli gruntów i nieruchomości w promieniu 5 mil (8 km) od naszego azylu. W warunkach amerykańskiej głuszy to porada bardzo sensowna, ale w Polsce oznaczać to będzie setki, jeśli nie tysiące osób.

Natomiast sugestia, by mieć namiary na sąsiadów, jest jak najbardziej słuszna także i u nas. Bo przecież zawsze lepiej mieć możliwość zadzwonić do sąsiada z pytaniem, czy wichura połamała nam na działce jakieś drzewa, zamiast tam jechać przy każdej tego typu okazji.

Sporo wysiłku wymagało za to znalezienie polskich odpowiedników instytucji i organizacji, o których wspominał autor. Ale to chyba też wyszło nam całkiem nieźle.

Zresztą w ogóle opinie, które czytałem na temat polskiego wydania książki były pozytywne, co mnie bardzo cieszy. 🙂

A jeśli doczytałeś (doczytałaś) do tego miejsca i chcesz dostać od nas egzemplarz książki, to zajrzyj do opisu pod filmem na YouTube. 🙂

Krzysztof Lis

Magister inżynier mechanik. Interesuje się odnawialnymi źródłami energii, biopaliwami i nowoczesnym survivalem.

Mogą Cię zainteresować także...

1 Response

  1. ErtYwek pisze:

    Wczoraj doszła informacja. Adolf Kudliński zmarł. Przyczyny nieznane.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Notify me of followup comments via e-mail. You can also subscribe without commenting.

banner