Jasnowidz przepowiada wojnę – jak się przygotować?

W dzisiejszym odcinku porozmawiamy o przepowiedniach Nazara i Krzysztofa Jackowskiego, ale także innych jasnowidzów. Pogadamy także o tym, jak się przygotowywać na trudne czasy w kontekście tych ich przepowiedni.

Dla części z was to nie będzie materiał, którego się spodziewaliście i dlatego tym bardziej powinniście go obejrzeć.

Bezpośrednio do nagrania materiału zainspirowała mnie dyskusja na naszej facebookowej grupie dyskusyjnej i rozmowa, która toczyła się w czasie ostatniej transmisji na żywo. W obydwu przypadkach chodziło o to, że ktoś wspomniał o przepowiedniach Nazara Ibraimowa i pytał, jak się w ich kontekście ma przygotowywać na trudne czasy.

Ja za moment przedstawię wam moje podejście do tego typu przepowiedni, moje podejście do tych najnowszych, które mówią o wojnie, jaka ma być w listopadzie. Opowiem wam, jak ja się na te sytuacje przygotowuję. A ponieważ zazwyczaj radzę wam to samo, co sam robię i co radziłbym moim bliskim, to właśnie dokładnie to dziś zarekomenduję.

Jak powinniśmy podchodzić do przepowiedni i jasnowidzów?

Jak podchodzić do tych najnowszych, może też troszkę wcześniejszych, że czeka nas wojna? Wskazujących konkretne miejsca w Polsce, w których ma być bezpiecznie? Moim zdaniem w ogóle nie powinniśmy do nich podchodzić. W ogóle nie powinniśmy ich śledzić. I już mówię dlaczego.

Zawsze twierdziłem (choć nie sam na to wpadłem, bo to cytat z Sapkowskiego), że nie jest sztuką przepowiadać przyszłość — sztuką jest przepowiadać przyszłość trafnie. I jeśli się prognozuje odpowiednio duża liczbę trąb powietrznych, wojen, krachów finansowych, i jeśli się o tym mówi odpowiednio długo, to prędzej czy później w jakimś momencie te przepowiednie zaczną się sprawdzać.

I ja was zawsze zachęcam do tego, byście byli bardzo czujni, ostrożni i bardzo nieufni. Żebyście nie wierzyli we wszystko to, co usłyszycie, przeczytacie, zobaczycie w telewizji, na YouTube, na moich materiałach. Żebyście starali się te informacje, które dostaniecie, zweryfikować. Żeby nie było takich sytuacji, że obejrzeliście film jak to się w dyni, wydrążonej w środku, robiło 70% bimber, fermentując wnętrze dyni z cukrem (co jest oczywiście nieprawdą) i próbowaliście to zrobić, bez zweryfikowania tych informacji. I żebyście nie podejmowali decyzji w oparciu o przesłanki wyssane z palca. O czyjeś niestworzone teorie.

To jest przyczyna, dla której jestem ogromnie nieufny względem różnego rodzaju przepowiedni i jasnowidzów. Bo o ile przepowiednie formułowane przez analityków, ludzi, którzy pewne zjawiska widzą, łączą fakty, wyciągają wnioski w oparciu o to, co się działo w przeszłości, dzieje teraz, co się działo historycznie w podobnych okolicznościach, tego typu przepowiednie jesteśmy w stanie racjonalnie rzecz ujmując i racjonalnie do nich podchodzą zweryfikować. Jeśli przykładowo Jacek Bartosiak podaje jakąś informację, możemy sprawdzić, czy jest ona prawdziwa, czy omawia fakty, do czego zawsze gorąco zachęcam — do weryfikowania faktów.

Jeśli mamy do czynienia z przepowiednią kogoś, kto miał jakąś wizję, albo twierdzi, że miał wizję, to tych wizji nie jesteśmy w stanie w żaden sposób zweryfikować. I w żaden sposób nie możemy sprawdzić, czy on jest w stanie przepowiadać przyszłość, ma takie nadprzyrodzone moce, czy po prostu nie buduje sobie w ten sposób biznesu. Czytałem taką teorię, że wskazywanie konkretnych miejsc w Polsce gdzie ma być bezpiecznie, służyło zarabianiu pieniędzy przez zaprzyjaźnionych handlarzy nieruchomościami. Czy tak było? Nie mam pojęcia! Nie mam powodu ani dowodu, by w to wierzyć, ale mieści mi się w głowie taki scenariusz…

I żeby nie było — ja nie hejtuję ludzi, którzy wierzą w tego typu przepowiednie. Ludzi, którzy czytają horoskopy. Którzy fascynują się znakami zodiaku, ezoteryką, astrologią, którzy uważają, że jak jest retrogradacja Merkurego, to coś tam się stanie złego (albo dobrego… nie wiem). Rozumiem, że ludzie chcą… zaplanować jakoś swoje życie, przygotować się na to, co ma ich spotkać. Chcą wiedzieć, co nastąpi, żeby nie byli zaskoczeni, żeby mogli uniknąć jakichś złych konsekwencji, podejmowania złych decyzji. Ja to wszystko doskonale rozumiem. Rozumiem ludzi, którzy potrzebują czuć, że po śmierci czeka na nich coś nadprzyrodzonego, jakaś nagroda za to, że robią dobre złe rzeczy teraz, albo że nie robią teraz złych rzeczy.

O ile ludzie mają takie podejście i nie krzywdzą przy tym nikogo dookoła jednocześnie, na przykład zmuszając bliskich do robienia konkretnych rzeczy, to ja nie mam z tym absolutnie żadnego problemu. Rozumiem, że ludzie mogą takich rzeczy potrzebować w swoim życiu. Ja nie potrzebuję, ale rozumiem, że inni mogą ich potrzebować.

I rozumiem ,że ludzie chcą wiedzieć. Że chcą śledzić takie przepowiednie. Rozumiem, dlaczego są skłonni zadzwonić do wróżki albo dawać sobie powróżyć z dłoni. Rozumiem, po prostu ja taki nie jestem. Ja jestem człowiekiem racjonalnym, staram się patrzeć racjonalnie. Staram się chociaż trochę przewidywać przyszłość, ale w oparciu o racjonalne, mierzalne, weryfikowalne przesłanki. Nie w oparciu o to, co twierdzi ktoś deklarujący, że ma nadprzyrodzone moce, jakich nie jestem w stanie zweryfikować.

Mam problem z tym, gdy ktoś tego rodzaju wróżbom czy przepowiedniom podporządkowuje swoje przygotowania na sytuacje awaryjne. I troszkę zasygnalizowałem to w ostatnim Q&A. Tu nie chodzi o to, że ktoś wierzy w jakąś przepowiednię i później robi to, co ona mówi. Problem mam wtedy, gdy ktoś podejmuje jakieś decyzje w kontekście tych przygotowań, biorąc pod uwagę wyłącznie jeden, wybrany scenariusz. I to mogą być takie decyzje na zasadzie: będzie wojna, jedynym bezpiecznym miejscem jest Świętokrzyskie czy tam Małopolskie i dlatego sprzedaję cały mój majątek i przeprowadzam się tam. Kupuję sobie tam dom, będę tam mieszkać, tam będę bezpieczny. Nieważne, że zostawiam pracę, szkołę moich dzieci, że tak naprawdę rozwalam wszystkie więzi społeczne, które tworzyłem latami. Te więzi, które w sytuacji awaryjnej jak utrata pracy albo ciężka choroba kogoś z rodziny, mogą być ogromnie pomocne. To jest nieważne, wszystkie więzi przecinam i przenoszę się w inne miejsce.

To uważam za błąd.

Podejście odwrotne, gdy nie zrobię czegoś, co mi pomoże w ogromnej liczbie przypadków tylko dlatego, że w razie jednego (mało prawdopodobnego) scenariusza się nie sprawdzi, też jest błędne. Przykładowo nie kupię choć symbolicznego zapasu paliwa do samochodu, trzech kanistrów paliwa, bo ktoś mi je może ukraść, albo może przyjść wojsko i mi je zarekwirować. I to jest powodem, by tego nie zrobić.

To jest taki sam błąd, jak podejmowanie wszystkich decyzji tylko ze względu na jeden, przepowiedziany przez kogoś, wymyślony albo wręcz zmyślony scenariusz.

I dopóki człowiek nie rzuci wszystkiego i nie wyjedzie w Świętokrzyskie czy tam Małopolskie, to nie ma tragedii. Zwłaszcza jeśli czynimy przygotowania słuchając jakichś przepowiedni, w myśl prostej zasady nowoczesnego survivalu: kupuję coś, co mi pomoże w razie tej wojny zapowiadanej przez Nazara Ibraimowa na listopad, ale co jednocześnie nie pogorszy mojego życia, co nie będzie dużym kosztem, co nie spowoduje, że będę musiał sobie czego odmawiać. Jeśli docelowo pomoże mi w podniesieniu jakości życia na co dzień, róbmy to! Nie jest ważny pretekst do zrobienia na dachu instalacji fotowoltaicznej, jeśli pozwoli ona oszczędzać pieniądze i uniezależnić się od sieci!

A jeśli już potrzebujecie słuchać kogoś, kto wam powie, co was czeka i co macie robić, starajcie się raczej słuchać analityków. Różnego rodzaju, w tym analityków bankowych (którzy przewidują ruchy cen surowców, na przykład ropy naftowej), analityków zajmujących się zagadnieniami geopolitycznymi, którzy dostrzegają, jakie działania mogą być na rękę jakiegoś mocarstwa. Którzy są w stanie zauważyć i pokazać i wykazać jakieś prawidłowości, mechanizmy, które powodują, że ludzie podejmują takie, a nie inne decyzje. Chodzi tu zarówno o to, co robią politycy, ludzie biznesu, jak i wszyscy zwykli ludzie na samym dole łańcucha pokarmowego, którzy na przykład rzucają się na sklepy, albo stacje paliw — jak teraz w Wielkiej Brytanii, gdy problemy z zaopatrzeniem w paliwo są pogłębiane przez to, że ludzie rzucają się po zakupy, niczym w Polsce po cukier, gdy zaczynał drożeć).

Słuchajcie takich ludzi zwłaszcza wtedy, gdy jesteście w stanie samodzielnie zweryfikować podawane przez nich informacje. Gdy możecie sami sprawdzić, czy rzeczywiście jakieś zagraniczne medium coś takiego kiedyś pisało / mówiło. Czy rzeczywiście jest takie badanie, że kilka lat temu antyszczepionkowe trolle na Twitterze były opłacane przez jedno z mocarstw. Czy rzeczywiście raporty dotyczące energetyki, gospodarki paliwowej, kryzysu klimatycznego czy imigracyjnego zawierają te informacje, o jakich oni mówią.

Jesli jesteście w stanie samodzielnie to zweryfikować, ten scenariusz zrozumieć, prześledzić tok rozumowania (zweryfikować przyczyny i zrozumieć mechanizmy powstawania skutków), to właśnie takimi scenariuszami powinniście kierować się w przygotowaniach.

Nie śledzę przepowiedni Jackowskiego ani Nazara. Nie wiem, jakie są. Nie podejmuję się udowadniać, że ich przepowiednie są błędne, że się mylą, albo że kłamią, żeby zarobić pieniądze. Co więcej, jak nawet nie stawiam takich twierdzeń, bo przecież nie znam tych przepowiedni. Poza tym nie jestem jasnowidzem, więc nie wiem, co się stanie. Dlatego nie podejmuję się tego oceniać. Chcę, żebyśmy się dobrze rozumieli!

To, do czego chcę was przekonać, to żebyście się w ogóle nie sugerowali tymi przepowiedniami, decydując o tym, co robić i jak się przygotować na sytuacje awaryjne.

Krzysztof Lis

Magister inżynier mechanik. Interesuje się odnawialnymi źródłami energii, biopaliwami i nowoczesnym survivalem.

Mogą Cię zainteresować także...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Notify me of followup comments via e-mail. You can also subscribe without commenting.

banner