Latarki survivalowe

W dzisiejszym wpisie chciałem Wam opowiedzieć trochę na temat latarek i ich wykorzystania w nowoczesnym survivalu. Opiszę najpopularniejsze rodzaje latarek, które możemy dostać na naszym rynku, wskazując mniej więcej, gdzie w zestawie survivalowym jest ich miejsce.

Może się wydawać, że latarka to urządzenie trywialne, bo przecież każdy z nas (jeśli jest chłopcem) od małego latarkami się bawi. W każdym domu latarka jest, ale czy aby na pewno ta latarka, którą masz w szufladzie nocnej szafki przyda się też gdy nadejdą gorsze czasy? Dodam, że nie mam tu na myśli tylko tego, czy posiada komplet naładowanych baterii…

Zwykłe latarki

Zdecydowanie nie polecam kupowania zwykłych latarek. Co ja mam na myśli, pisząc o zwykłej latarce? Zwykła latarka to taka, która ma zwykłą żarówkę i nie ma żadnych specjalnych funkcji, które by uzasadniały wykorzystanie właśnie takiego źródła światła.

Latarki LED

To już coś znacznie lepszego od zwykłych latarek. Po pierwsze, dłużej wytrzymują na bateriach. Po drugie, mogą dawać więcej światła. Po trzecie, diody LED mają dłuższą żywotność, niż zwykłe żarówki. Dzięki temu prędzej zgubisz latarkę, niż będziesz musiał wymienić jej diodę LED.

Latarki LED dostępne są w najróżniejszych wzorach, rozmiarach, wielkościach. Do popularnych latarek nie-LED można dokupić zestawy pozwalające na zamianę ich w latarki LED (np. konwersje do latarek Maglite).

American Classic: 3D Maglite

Latarka Maglite 3D LED -- duża, ciężka i fajna. Daje naprawdę silny strumień światła!

Ja sam kupuję teraz tylko latarki LED. Ostatnio kupiłem Maglite 3D LED, taką, jak przedstawiona na powyższej fotografii. Oprócz tego mam jeszcze miniaturową latareczkę za kilka PLN z Allegro, na jedną baterię AA, którą noszę przy sobie.

Latarki taktyczne

To te, które mocuje się do pistoletu, karabinu czy pistoletu maszynowego. Pewnie większość z nas nie będzie miała potrzeby użycia takiej latarki, chyba że na manewrach ASG.

Te latarki zazwyczaj mają zwykłe żarniki (tzn. nie-LED, choć różniące się znacznie od żarników w tanich marketowych latarkach). Dają bardzo mocne światło, szybko zżerają baterie (np. dają radę świecić tylko przez półtorej godziny), zresztą najczęściej korzystają z nietypowych baterii takich jak CR123A. Do tego same żarniki zużywają się po kilkudziesięciu godzinach.

Jeśli nie bawisz się w ASG czy paintball, nie ma sensu chyba kupować takiej latarki, bo i po co?

Still GLOCK

Glock z latarką taktyczną. Nota bene, fajny kamuflaż. 😉

Latarki czołowe

To zupełnie inna klasa latarek. Te się nie nosi w ręku, tylko na głowie. Chodzi o to, by oświetlać sobie drogę przed sobą bez używania rąk do noszenia latarki.

Jeśli ktoś nie wie, jak to wygląda, musi mu wystarczyć poniższe zdjęcie. Lepszego na Flickrze nie znalazłem. 🙁

Basic Exploring Gear

Latarka czołowa na głowie jakiegoś urban-eksploratora.

Latarki czołowe oczywiście warto kupować w wersji LED, bo mniej zużywają prądu.

Latarki na korbkę

O jednej takiej latarce na korbkę z innymi fajnymi funkcjami pisałem ostatnio. Moim zdaniem takie urządzenie musi znaleźć się w zestawie przetrwania każdego szanującego się nowoczesnego survivalisty. Bo jest to najtańsze źródło światła, które działać będzie niemal przez wieczność a nie wymaga baterii.

Nie ma sensu nosić takiej latarki ze sobą na co dzień, ale do zestawu ucieczkowego nada się świetnie.

Latarki na akumulatory

Hit 10 lat temu, to latarki, które dało się ładować. Najfajniejsze, kupione od Rosjan na bazarze, miałby na jednym końcu wtyczkę i wystarczyło je wetknąć w gniazdko, by się ładowały. Dziś takie latarki są oczywiście znacznie bardziej wyrafinowane.

Takiej latarki bym osobiście nie kupił, bo moim zdaniem nie ma po co. Lepiej mieć dobrą zwykłą latarkę, która będzie działać na akumulatorkach AA lub AAA, oraz metodę na ładowanie tych akumulatorków, np. z gniazda zapalniczki w samochodzie albo z baterii słonecznej.

Survivalista (admin)

Artur Kwiatkowski. Magister inżynier, posiadacz licencjatu z zarządzania. Samouk w wielu dziedzinach, ale nie czuje się ekspertem w żadnej. Interesuje się zdrowym życiem i podróżami. I przygotowaniami na trudne czasy, rzecz jasna!

Mogą Cię zainteresować także...

21 komentarzy

  1. wiktor pisze:

    Ostatnio do mojego ‚zestawu samochodowego’ kupiłem ledową czołówkę. Przy grzebaniu w silniuku albo wymienianiu koła po zmroku – super.

  2. Julek pisze:

    Światła chemiczne opisz 🙂

  3. Jan2 pisze:

    Bardzo prosze dodac linki do rss

  4. Jan2 pisze:

    Ja bym w zestawie domowym (niemobilnym) zapakował tez jedną latarke na dynamo za 3zł. Ale zapakowałbym ja w papier i w folie i ta folie podłączył do czegoś metalowego. Przy wybuchu komety lub atomowym wiekszosc latarek po prostu nie bedzie działać. A naewt potem moze byc problem bo bedzie dosc duza jonizacja.

  5. lubin pisze:

    kilka słów:

    – absolutnie rewelacyjne są urządzonka wielofuncyjne jak w ostatnim wpisie – mi się marzy coś w stylu PMR MAXCOM WT 300 Solar ale dodatkowo z mocną latarka LED

    – kiedyś w podziemiach zamku – ciemno jak w ***** – latarka padła i poratowałem się mini latarką led wbudowaną w komórkę sony

    – zauważam, że wciąż egzamin zdaje klasyczna świeczka / lampa naftowa / lampka olejna – cena śmieszna w porównaniu do gadżetów z LED – a przy awarii prądu na dłużej przyjemniej się funkcjonuje przy takim archaicznym ciepłym oświetleniu, zamiast przy trupiobladym LED – polecam tanie skromne białe znicze parafinowe, koniecznie szklane – po zdjęciu osłonek doskonale służą jako awaryjne światło

  6. Kołobrzeg pisze:

    Mam przygotowane kilka paczek białych świec, do tego wszelkie świece ozdobne: grube i kolorowe a nawet świece Caritasu oraz zapas wkładów do zniczy na cmentarz i kilka starych pochodni rodem chyba z prl.
    Zamierzam dokupić fajerwerki i petardy.

    Wszelkie lampki na korbkę szybko ulegają zużyciu lub awarii.

  7. lubin pisze:

    „Zamierzam dokupić fajerwerki i petardy.”

    po co?

    • Kołobrzeg pisze:

      Zauważ że pisałem to przed Sylwestrem.

      Pozatym naprzykład przy poszukiwaniach, dawaniach sygnału itp może byc to potrzebne. A jak nie to zawsze 31 grudnia sie przyda:)

      Pozatym latarkę na baterie rozładuje zawsze niska temperatura.

  8. MaciekP pisze:

    Koniecznie nalezy wspomniec o latarkach zebralight. Jestem lekkim swirem latarkowym, szczegolnie czolowkowym, gdyz doswiadczenie wskazuje ze nie ma nic lepszego niz czolowka, ktora za zwykla latarke tez moze sluzyc.

    Idealnym minimalistycznym rozwiazaniem jest Petzl e+lite. Ma sporo trybow, dwie malutkie baterie litowe o dziesiecioletniej trwalosci, gwizedek na pasku i obudowa do mocowania na pasek.

    zebralight robi doskonale czolowki. Szczegolnie polecam serie z „w” na koncu nazyw oznaczajacym cieplejsz, bardziej przyjazna barwe. Na popularny rozmiar AA dobrym rozwiazaniem jest H51W lub H31W na CR 123. Oczywiscie w jednym i drugim przypadku bateria litowa, takze w wariancie AA, czyli energizer L91.

    Co wazne , obie zeberki maja tryby o bardzo niskim poborze pradu, sa male , lekkie i wodoodporne

  9. can pisze:

    Sam używam latarki LED i jestem bardzo zadowolony. Rozsądny bilans pomiędzy ceną a jakością.

  10. adam pisze:

    W IKEA są sprzedawane świeczki po 100 sztuk ,każda pali się 4 godziny .Taki komplecik kosztuje mniej niż 15 zł.(te świeczki to podgrzewacze).

  11. sebus pisze:

    Te podgrzewacze pala się 4:30 godziny i można je nabyć w każdym superM za ok 10zł 😀

  12. Piotr pisze:

    Podgrzewacze są ok (zwłaszcza używane wewnątrz UCO Micro – fajny klimat :D) natomiast co do wkładów do zniczy (czy samych zniczy) to część z nich nie nadaje się do używania wewnątrz pomieszczeń (szkodliwe produkty spalania), podobnie zresztą jest z lampami na paliwa ciekłe – trzeba używać naft/olejów przeznaczonych specjalnie do lamp, bo taka naftą „malarską” można się nieźle zatruć.

    Rozszerzając temat ciekawym źródłem światła mogą być lampy ciśnieniowe (na paliwa ciekłe) takich firm jak Coleman czy Petromax, mocniejsze modele świecą około 4-6 godzin na litrze paliwa emitując światło porównywalne z 75-100W żarówką a przy tym działają niezawodnie niezależnie od temperatury (baterie zwykle mają znacznie niższą sprawność/żywotność w niskich temperaturach). Minusy to duże rozmiary, hałas (dysza „szumi”), przystosowane do pracy ciągłej (długotrwałe uruchamianie: trzeba nalać paliwa, napompować zbiornik, wygrzać generator itd.) oraz stosunkowo mała odporność mechaniczna (knoty żarowe są dosyć delikatne). Plusy to niezawodność działania (także w niskich temperaturach), ogrzewanie jako „efekt uboczny”, płynna regulacja mocy światła, stała moc podczas pracy (światło nie „słabnie” tak jak to ma miejsce przy latarkach elektrycznych), ciepłe światło (znacznie mniej męczą oczy niż ledy). Oczywiście takie lampy dają światło rozproszone dookólne, więc nie nadają się jako „szperacze”, natomiast idealnie sprawdzają się jako oświetlenie podwórka, tarasu, garażu czy wszędzie tam, gdzie potrzebujemy oświetlić „całościowo” jakiś większy obszar (do przeciętnej wielkości pokoju wystarczają świece).
    Posiadam lampę Coleman Northstar (wersję benzynową) i sprawdza się idealnie jako awaryjne oświetlenie podwórka i wejścia do domu.

  13. Pozyskiwacz pisze:

    Po kilkuletnim badaniu tematu, swoja drogą, jak ten czas leci.Mialbym kilka uwag na temat oświetlenia awaryjnego.
    Po pierwsze osobiście zrezygnowal bym z wszelkich latarek, radia itp. ladowanych „na korbkę”. Wszędzie są polecane, ale to nie to. To dobre rozwiazanie na kilka tygodni, góra miesięcy. Przeważnie są bardzo niskiej jakości, nieodporne na upadki czy wodę. Ale ich największą wadą są wbudowane akumulatory,niskiej jakości i o malej pojemności. Bez wskaźników stopnia naladowania. Szybko się zużywają,nawet nieużywane, pojemność spada, a wymienić jest ciężko, bo nietypowe i trzeba wlutowywać, nie każdy to potrafi.Zdecydowanie lepszym rozwiązaniem jest porządna latarka (czy radio) na typowe baterie np.AA i jakiś sposób niezależnego ladowania takich akumulatorków.Najlepiej kilka sposobów-panele sloneczne, agregat,ladowarka na korbkę itp.
    Druga sprawa – w razie impulsu EMP lepiej mieć jakąś awaryjną latarkę na zwykle żarówki, na pewno będzie bardziej odporna od napakowanej elektroniką diodówki.
    Tak naprawdę oprócz światla elektrycznego, najbardziej niezawodne będzie światlo plomienia. Zacznijmy od kominka z szybą, potem świece. Jak najwięcej. Nie psują się odporne na wszystko oprócz pożaru. Względnie tanie. Teraz po Wszystkich Świętych na cmentarzach jest dużo niespalonej parafiny. Nie mówię żeby kraść znicze, ale bardzo często w śmietnikach lądują niedopalone , z resztkami parafiny. Można je przetopić, dodać knot i odlać pelnowartościowe świece. Za darmo mamy zapas świec na dlugi czas. Do tego to przecież recykling, oszczędzamy środowisko.
    Mocniejszym źródlem światla będą lampy naftowe. Takie do wnętrza-stojące i wiszące, oraz latarnie odporne na wiatr.Kiedys jak nie bylo latarek elektrycznych ludzie poslugiwali się wlasnie takimi.Najlepszym paliwem będzie oczywiście nafta do lamp , ale awaryjnie można używać nawet ropy, czy lepiej nafty lotniczej (paliwa do lotniczych silników turbinowych). Poszukajcie znajomych wśród pilotów czy obslugi lotnisk.Bardziej kopci-częściej trzeba czyścić szklo i wentylacja pomieszczeń musi być dobra, ale świeci tak samo i jest bezpieczna.
    Lampy ciśnieniowe-naftowe, czy benzynowe, oraz tańsze gazowe, to już potężne źródlo światla, porównywalne z elektrycznym. Tylko bardziej skomplikowane od lamp knotowych, wymagają staranniejszej obslugi i sa delikatniejsze.Nie oparl bym na nich podstawowego oświetlenia, ale jedną czy dwie warto mieć na wypadek potrzeby mocnego światla.
    Podobnie zapomnianym, a bardzo mocnym źródlem światla są lampy karbidowe. Warto poszperać po gieldach staroci. Może być tak że nie będzie nafty czy świec, a zdobędziemy karbid. Dywersyfikacja to podstawa.

    • Kasztelan Mirmił pisze:

      Zgadzam się z Tobą. Warto wspomnieć, że światło ognia jest przyjemniejsze dla oczu niż LEDy. To będzie miało znaczenie, gdy przyjdzie nam przebywać godzinami w takim oświetleniu. Na tym warto oprzeć oświetlenie domu. Ważne jest to, o czym wielokrotnie pisał Admin czyli, że nie należy pokazywać innym, że się przygotowaliśmy-zaciemniamy okna i nie tracimy zasobów na oświetlenie przed domem, które radośnie marnuje prąd teraz.

      Ja zamiast akumulatorków do latarki wolę mieć zapas baterii AA, [zaczynam malutki offtop, proszę o wybaczenie] którymi zasilam radio, latarkę żarówkową i urządzenia komunikacji (CB, PMR). Mam jeszcze ups do komputera i ładowania komórek (może być też laptop). To już całe moje zabezpieczenie na wypadek awarii zasilania (wyłączając sprawy samochodu), ponieważ ogrzewanie i gotowanie są niezależne od prądu. Ten system jest prosty, więc nie ma co nawalić:)

  14. Kasztelan Mirmił pisze:

    To zależy od osobistych potrzeb.

    W razie awarii będę używał więcej baterii, niż codziennie. Nie ma sensu trzymać nieużywanych akumulatorów a zapas baterii zdążę wymienić przed upływem terminu. Są tez tańsze.

  15. marcin pisze:

    Moje 3 grosze.

    Skoro surwiwal i godzina W , itd, to trzeba zapomnieć o wszystkich zaawansowanych latarkach. Najlepsza jest, zwykła żarówkowa, na baterie R20 (2szt) które mają ogromną pojemność. Korpus z tworzywa sztucznego, i wodoszczelność do 5-10m. Żadnej chińszczyzny – lepiej poszukać na giełdzie starszym modeli Sonca albo czegoś w tym typie. Jest to jedyny rodzaj latarek które są odporne na EMP.
    Pracuje przy magnetyzerach impulsowych dużej mocy – a one bardzo dobrze symulują EMP. Ile pracownicy potracili zegarków i telefonów to historia (a wnoszą mimo zakazu). Jako inżynier, nie miałem problemu z wsadzeniem testowanej latarki w sam rdzeń magnetyzera. Każda latarka diodowa została ‚zabita’ od razu. Baterie litowe w telefonach potrafią ‚spuchnąć’ przy udarze (na szczęście żadna nie eksplodowała), podobnie baterie litowe R6. Baterie alkaiczne znoszą udary bez problemu. Zwykłe żarówki i żarówki halogenowe też.
    Aha – owijanie latarek folią aluminiową to taki dowcip. Takie ekranowanie (patrz klatka Faradaya) zabezpiecza przed stałym potencjałem (pole elektryczne), nie zabezpiecza przed zmiennym polem magnetyczny, a to zmienne pole magnetyczne indukuje napięcie w przewodach.

    Trzeba sobie więc zadecydować : styl postapo czy faktyczne zabezpieczenie na godzinę W. Jeżeli tylko styl – dioda &lit. Jeżeli faktyczne zabezpieczenie – halogen&alkaiczna.

    • soli1 pisze:

      @marcin – czy wiesz jak zachowają się ogniwa fotowoltaiczne poddane EMP? Wyzioną ducha, czy podobnie jak baterie alkaiczne przetrwają?

      • marcin pisze:

        Prawdę mówiąc – nie wiem. Za duże i nie mieszczą się do magnetyzera. :-(. Trzeba by się przyjrzeć budowie wewnętrznej. Jeżeli bateria składa się z miniaturowych ogniwek (takich jak w kalkulatorze) -raczej nie. Bo takie ogniwa nie wytrzymają dużego prądu. Jeżeli to są duże (okrągłe, sześciokątne) struktury monokrystaliczne – powinny. Taka struktura ma ogromny prąd przewodzenia – parę mA jej nie zarżnie. Poza tym – duże ogniwa montowane na dachach mają zabezpieczenia przepieciowe 1kV. Na wypadek ładunków statycznych, nie-bezpośredniego trafienia pioruna, i wadliwego połączenia panelu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Notify me of followup comments via e-mail. You can also subscribe without commenting.

banner