M.E.A.L. – dania do zadań specjalnych? [Recenzja]

Jakoś pod koniec zeszłego roku dostaliśmy do przetestowania 6 puszek z daniami gotowymi marki M.E.A.L. Niniejszy materiał jest zapisem krótkiego testu dwóch z nich.

Dania, jakie dostaliśmy, to:

  • gulasz wieprzowy z warzywami w sosie pomidorowym,
  • grochówka żołnierska (zupa grochowa z boczkiem i kiełbasą),
  • golonka wieprzowa z kapustą

i dwa pierwsze testowaliśmy w ostatni weekend.

Oczywiście jak w każdym tego typu przypadku, przekazanie nam czegoś do przetestowania, nie gwarantuje pozytywnej recenzji. Już na samym początku korespondencji zaznaczyliśmy, że tego typu produkty (w opakowaniu z kamuflażem, albo wojskowe czy militarne w nazwie) zawsze są dla nas podejrzane.

Te miały się bronić jakością. Czy tak jest rzeczywiście i czy warto je mieć w zapasie żywności na sytuacje awaryjne — dowiecie się z powyższego filmu.

Dania dostępne są m.in. w sklepach Biedronka.

A poniżej dwie fotki etykiet, na wypadek, gdyby kogoś z Was interesowały wartości odżywcze lub skład. Od lewej, odpowiednio gulasz, golonka i grochówka.

Krzysztof Lis

Magister inżynier mechanik. Interesuje się odnawialnymi źródłami energii, biopaliwami i nowoczesnym survivalem.

Mogą Cię zainteresować także...

10 komentarzy

  1. mar_kow pisze:

    Hmmm… Wizualnie żadnej części ciała nie urywa. Właścicielem marki jest Arteta Sp.z o.o., która należy do litewskiej grupy kapitałowej NDX, UAB. Geografia holdingów obejmuje Szwecję, Niemcy, Polskę, Czechy, Białoruś, Litwę, Słowację i inne kraje europejskie i azjatyckie. Firmy działają w branży produkcji żywności, żywności dla niemowląt oraz karmy dla zwierząt domowych i sprzedaży w całej Europie. Swego czasu Polacy na saksach żywili się karmą dla zwierząt którą te puszki jak sam Krzysztof zauważył przypominają… Wszystko zależy od promocji i od promujących… Moim zdaniem średnio się nadają…

  2. Bura2 pisze:

    Nie jadłem. Ale wygląda mi to na zwykłe dania takie jak w słoikach tylko w dużej puszce.
    Do plecaka za ciężkie, do domu lepszy słoik bo mamy potem słoik na własne przetwory.

    Nie wszystko co „militarne” jest dobre dla preppersa.

  3. Linkolm pisze:

    Krzysztof może zwróć się do producenta z zapytaniem czy można podgrzewać te dania bezpośrednio w puszce ,po co żyć w niepewności.

  4. Michał pisze:

    Słabe są te dania. A tak swoją drogą to nie wiem gdzie można zgłosić propozycje dot. sklepu, ale Karaluch asortymentowo też jest słaby. Dlaczego skoro nie ma radyjek Freeplay to nie ściągniecie banalnie dostępnych, świetnej jakości radyjek globalnych Tecsun?

    • Survivalista (admin) pisze:

      Propozycje dotyczące sklepu najlepiej zgłosić na adres sklepu: info@karaluch.com.pl .

    • Piotr pisze:

      Tecsuny są mało „surviwalowe” (no może za wyjątkiem modelu Green-88) – to radia dla „radiowców” ale niekoniecznie dla survivalowców. Nie mają żadnych funkcjonalności typu latarka, „piszczek”, autonomia pracy (panel fotowoltaniczny lub ładowarka na korbkę), nie mają funkcjonalności podładowania urządzeń zewnętrznych, nie są zabezpieczone przed niekorzystnymi warunkami eksploatacji (wilgoć/deszcz, pył, mróz, upadek). No i są stosunkowo drogie, większość modeli to wydatek rzędu 200-300zł i więcej. Jeśli już brać Tecsuna, to model z obsługą SSB (aby w razie czego dało się też słuchać łączności amatorskich, CB-radiowców, ewentualnie odbierać faxymile z mapami pogody po podpięciu do smartfona itp.), ale jako typowo survivalowe radio, to nie są moim zdaniem najlepszym wyborem (można kupić znacznie tańsze i prostsze radia pozwalające na odbiór LW/MW/FM albo w cenie Tecsuna można kupić radio z większą funkcjonalnością survivalową, na przykład z ładowarką na korbkę, latarką, IPX-em itp.)

  5. elpiwo pisze:

    A nie walą w wątrobę? Koledze, który sie żywił tego typu produktami z Biedry zdiagnozowano „alkoholizm” bo wysiadła mu wątroba właśnie pomimo abstynencji a żywienia sie przez kilkanaście miechów głównie takimi gotowcami…

    • xyz pisze:

      Przetestowałem przez 2 tygodnie na mazurach z moją załogą. Na dłuższą metę nie polecam (chodzi o te dania obiadowe). Ciężkostrawne, po tygodniu każdy czuł się napęczniały i ociężały. Po 2 tygodniach praktycznie u każdego zwiększona ilość pryszczy, zapach potu (mimo poprawnej higieny;) ) nie do zniesienia

  6. Kwas pisze:

    Właśnie „spróbowałem” golonki w kapuście. Koszmar! Wielkość „golonki” – jak dla niemowlaka, o ile to jest golonka. Przyprawione chyba jakimś izotopem uranu czy czymś. Nie lubię narzekać ale wolałbym zginąć niż zjeść wszystko. Odradzam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Notify me of followup comments via e-mail. You can also subscribe without commenting.

banner