Mój najgorszy zakup na trudne czasy

W dzisiejszym materiale opowiem o czymś, co kupiłem pod kątem trudnych czasów i co później okazało się bardzo złym pomysłem.

Zgodnie z filozofią nowoczesnego survivalu kupiłem sobie coś, co miało mi służyć na co dzień do rekreacji (choć oczywiście nie codziennie), a w sytuacji awaryjnej zaspokoić jedną z najważniejszych moich potrzeb.

Mianowicie chodzi o to, że kupiłem sobie samochód na trudne czasy.

Kupiłem sobie fantastyczny samochód, o którym sądziłem, że będzie świetnym rozwiązaniem na sytuacje awaryjne. Dziś, będąc ponad pół roku po sprzedaniu tego samochodu, mogę z czystym sumieniem podsumować, jak bardzo zły to był pomysł.

Przy różnych okazjach wspominałem, że to najprawdopodobniej samochodem właśnie będę się ewakuował z Warszawy, gdzie mieszkam. Mam rodzinę, mam sporo rzeczy do zabrania, spodziewam się, że będę potrzebował i chciał się ewakuować właśnie samochodem. Ucieczka z miasta samochodem będzie po prostu szybsza, wygodniejsza i bezpieczniejsza no i umożliwi mi zabranie dużo większej ilości sprzętu.

I to nie jest tak, że nie miałem żadnego samochodu, bo miałem wcześniej już zwykłą osobówkę. W mojej historii miałem w ogóle sporo dziwnych samochodów, bo zaczynałem od malucha (fiata 126p) kupionego chyba w 2003 r., przez samochód kempingowy i smarta. I mając trochę doświadczenia z samochodami (nie mogę powiedzieć, żebym miał dużo wiedzy na ich temat) sądziłem, że najlepszym pojazdem na trudne czasy będzie jakiś kołowy transporter opancerzony: BRDM-2 albo SKOT.

Ponieważ tego typu pojazd był bardzo odległy od moich możliwości finansowych szukałem dalej. Drugim kierunkiem moich poszukiwań był samochód terenowy. Ale nie pierwszy z brzegu samochód z napędem 4×4, jakieś audi czy golf, tylko konkretny: pickup z podwójną, pełnowymiarową kabiną. By móc wozić rodzinę i jednocześnie na pace różne rzeczy (drewno, beczkę z wodą, czy nawet generator gazu drzewnego).

No i to oczywiście bardzo mocno ogranicza wybór, bo takich pickupów jest garstka modeli na polskim rynku.

Gdy się więc dowiedziałem, że do kupienia jest SsangYong Musso Sports, to pomyślałem, że to idealny samochód dla mnie, bo:

  • to ten sam koncern co samochody marki Daewoo,
  • ma dobry silnik na licencji mercedesa (OM 602.662.910, 2.9 litra z turbodoładowaniem i intercoolerem),
  • ma odłączany napęd 4×4 i reduktor,
  • napęd da się włączyć podczas jazdy, bez wychodzenia z samochodu.

Pierwsze problemy

Pierwszy pojawił się przy pierwszym dalszym wyjeździe, praktycznie zaraz (kilka tygodni) po kupieniu samochodu. Okazało się bowiem, przy próbie wyjechania z oblodzonego parkingu, że czteronapęd nie działa i musiał mnie wyciągać z niego gość jakąś zwykłą osobówką (który miał przyczepność na asfalcie).

I to jest dość powszechny problem w przypadku samochodów z napędem 4×4, bo o ile działanie napędu jako takiego sprawdzić łatwo (samochód jedzie, albo nie jedzie), o tyle nie sposób ustalić, czy napędzane są wszystkie koła. W tym celu trzeba albo zerwać przyczepność wszystkich kół, albo podnieść cały samochód.

I to zostało naprawione poprzez zamontowanie w piastach kół sprzęgiełek, które się ręcznie przełączało. To rozwiązanie jest dużo odporniejsze na usterki, ale z drugiej strony wymaga zatrzymania samochodu i wyjścia z niego.

Terenówka na co dzień

Dość szybko okazało się też, że ten samochód nie bardzo pasuje do mojego codziennego życia. Do pracy nim nie jeździłem, bo palił znacznie więcej, niż osobówka. Zresztą i tak poruszałem się ówcześnie do pracy głównie komunikacją publiczną.

W trasie i tak samochód palił o połowę więcej, niż osobówka. I w zasadzie traktowałem go i tak tylko jako samochód na wyjazdy weekendowe czy wakacyjne. To nie jest złe, pod warunkiem, że one się zdarzają w miarę często. Bo jak się samochodem nie jeździ, to on się psuje.

Duża awaria

O tym przekonałem się dość szybko, gdy któregoś dnia miałem po pracy jechać na spotkanie do centrum Warszawy. Ruszając ze świateł usłyszałem dziwny dźwięk spod maski, ni to wybuch, ni to łomot, a potem już nie mogłem silnika odpalić ani ruszyć. Na całe szczęście samochód zatrzymał się w takim miejscu, że nie blokowałem za bardzo ruchu, bo akurat przejeżdżałem przez spore skrzyżowanie. Poczekałem na lawetę i zaholowaliśmy go z powrotem na parking pod biurem.

Sporo trwało nim udało mi się go naprawić. Czy może raczej, zorganizować naprawę, w pierwszej kolejności — znaleźć odpowiedniego mechanika. Także częściowo dlatego, że już się na samochód trochę obraziłem. Ostatecznie okazało się, że urwała się rolka od paska rozrządu, przez co w jednym cylindrze tłok zderzył się z zaworami i silnik wymagał poważnego remontu, za który zapłaciłem jakieś 5 czy 6 tysięcy złotych.

I w tym momencie moje wyobrażenia o tym, że ten silnik jest rzeczywiście dobry, wzięły w łeb. Choć całkiem prawdopodobnie do awarii by nie doszło, gdybym samochodem po prostu częściej jeździł.

Ostatecznie po naprawie samochodu zabrałem go do domu i prawie nim już nie jeździłem. Jakiś czas później okazało się na przykład, że coś gwiżdże w turbinie.

I to był moment, gdy przekonałem się, że

To nie był samochód dla mnie

Ja się na samochodach nie znam. Dla mnie samochód powinien być na tyle niezawodny i bezobsługowy, że przychodzę, przekręcam kluczyk i jadę.

Nie mam zaplecza, by samochód naprawiać czy samodzielnie modyfikować. Nie mam garażu (choć na kilka lat udało mi się go od miasta wynająć), narzędzi, ale przede wszystkim wiedzy i umiejętności, żeby się za to brać. W maluchu jeszcze kilka rzeczy potrafiłem zrobić, ale raczej to były drobne rzeczy.

I dlatego uznałem, że samochód trzeba sprzedać.

Wnioski

Uważam, że to był mój najgorszy, najgłupszy zakup na trudne czasy, który kiedykolwiek poczyniłem. Straciłem przez to grube kilka tysięcy złotych, na naprawy, na nowe opony (oryginalnie były jakieś zimówki, a kupiłem ładne opony AT), wreszcie też trzeba policzyć jego stratę wartości.

Najlepszy samochód na trudne czasy to samochód sprawny. Samochód niesprawny nadaje się co najwyżej na zaimprowizowane schronienie, albo na urządzenie w nim kurnika.

Liczyłem, że terenówką będzie mi się łatwiej ewakuować się z Warszawy. Ale i tak nie można zakładać, że uda się nią przejechać przez szczere pole, bo samochód terenowy unieruchomi pierwszy z brzegu rów melioracyjny.

Dlatego nie nastawiaj się, że samochód z napędem 4×4 rozwiąże wszystkie Twoje problemy w zakresie ewakuacji. Moja strategia ewakuacji trochę się zmieniła na przestrzeni lat i w tej chwili liczę się z tym, że jeśli nie będę mógł uciekać samochodem, użyję roweru. A jeśli wyjadę z miasta samochodem i utknę gdzieś na trasie, dalej kontynuować będę ją piechotą.

Może kiedyś jeszcze będzie mnie stać, by kupić porządny samochód z napędem 4×4, nowy, prosto z salonu. 🙂

Krzysztof Lis

Magister inżynier mechanik. Interesuje się odnawialnymi źródłami energii, biopaliwami i nowoczesnym survivalem.

Mogą Cię zainteresować także...

18 komentarzy

  1. Marcin pisze:

    bo trzeba było kupić prawdziwą terenówkę a nie koreański wynalazek terenówkopodobny… jak myślisz? dlaczego tych ssanjongów nie ma na rajdach offroad? przypadek?

    • Krzysztof Lis pisze:

      Pewnie tak. 🙂

      Można też było kupić traktor, sherpa, albo stara 6×6.

      • Marcin pisze:

        Myslę że motorower jednak ci wystarczy 🙂 twoje ego się z trudem zmieści ale dacie radę 🙂

        • Krzysztof Lis pisze:

          I po co Ci ta pasywna agresja? Czujesz się dzięki niej lepiej?

          A może sądzisz, że w ten sposób sprawisz, że ja poczuję się dotknięty, czy coś?

          Bo na mnie to wrażenia nie robi, ale jeśli dzięki temu poprawiłeś sobie humor i poczułeś się lepszy, to świetnie! Są zdrowsze metody na dbanie o samoocenę, ale może po prostu nie znasz innych.

  2. WildslaV pisze:

    Jest jeszcze jeden minus samochodów terenowych. W razie W mogą być zmobilizowane przez służby.
    Możliwość konfiskaty naszego mienia możliwe jest nie tylko w czasie wojny ale i w czasie pokoju. W czasie pokoju służby mogą zgłosić się po pojazd w trzech przypadkach:
    sprawdzenie gotowości mobilizacyjnej (na czas do 48 godzin i najwyżej 3 razy w roku),
    wykorzystanie go podczas ćwiczeń wojskowych (maksymalnie 7 dni, raz w roku)
    podczas walki z klęskami żywiołowymi (bez ograniczeń czasowych).

    • Krzysztof Lis pisze:

      To jest też swoją drogą ciekawe zagadnienie, bo służby mogą też zmobilizować i ciężarówki. A mój samochód był, wedle dowodu rejestracyjnego, samochodem ciężarowym (choć poniżej 3,5 tony). I przez bodaj 6 lat, gdy go posiadałem, nikt nie „zaproponował” mi wpisania go na listę. 🙂

      • WildSlaV pisze:

        Na listę oni sami wciągają z urzędu wg danych rejestracyjnych. Najwyraźniej Twojego nie potrzebowali, ale znam wypadki, że samochody 4×4, ciężarówki, autobusy, dźwigi, itp „szły w kamasze”.

        • Krzysztof Lis pisze:

          No właśnie dlatego byłem zdziwiony, że nie wciągnęli. Może dlatego, że lecą po modelach?

          W każdym razie, szkoda, że zapomniałem o tym powiedzieć na filmie. 🙂

        • Rafał M. pisze:

          Dacia Duster też była 🙂

  3. Cień pisze:

    Panie Krzysztofie uważam że samochód może okazać się skrajnie niepraktyczny w ogóle kiedy musiałby pan uciekać z miasta.(zwłaszcza dużego).
    Jeśli powiedzmy że zabrakłoby elektryczności i wybuchłyby zamieszki o żywność.
    (Niektórzy ludzie tylko na to czekają bo to eldorado dla chcących niszczyć, kraść i zabijać bezkarnie oraz zemścić się na znienawidzonym sąsiedzie, pracodawcy itp.)
    Ludziom w takiej sytuacji puszczają wszystkie hamulce moralne.

    Podczas takich zamieszek przejechanie samochodem może być niemożliwe ze względu na rozhisteryzowane walczące ze sobą i służbami tłumy ludzi na ulicach całkowicie blokujące ruch.
    Samochód zwraca uwagę bardziej niż rower lub zwykły marsz na piechotę oczywiście z koncepcją szarego człowieka w szarym stroju. Samochodem zwłaszcza terenowym przyciągnie pan niepotrzebną uwagę a to może wiązać się tylko ze śmiercią wszystkich pasażerów.
    W czasie zamieszek samochody są palone, a nawet ostrzeliwane bo mogą zostać użyte jako ‘’taran’’. Zadymiarze mogą wpaść na pomysł żeby zrobić atak samobójczy na policjantów wypakowując samochód butlami LPG.

    Należy się przygotować na marsz przez miasto w warunkach podobnych do Powstania Warszawskiego. Strzelają ,zabijają się, kradną ,budynki się palą i walą, jest pełno dymu i gruzu.
    Niepostrzeżenie przemknąć się od osłony do osłony od uliczki do uliczki licząc że nie dorwą zbłąkane kule ani nie zauważą ludzie chcący zastrzelić na dzień dobry by później okraść truchło.
    Że nie wpadnie się w jakąś zasadzkę i ni
    Jeśli jest to większa grupa ocalałych to poruszać się w grupkach podzielonych na 3-6 ludzi koordynowanych przez Walkie Talkie. Najpierw przechodzi jedna później druga tak na raty.

    Jeśli miałbym zwiewać z miasta z ‘’paczką poinformowanych znajomych z rodzinami’’ to zrobimy to na piechotę z zestawami 72 godzinnymi i dojdziemy do miejsca poza miastem gdzie powinien panować przynajmniej względny spokój trochę dłużej.
    W tym miejscu odgrzebać schowane motorowery elektryczne i zwykłe z resztą sprzętu i do następnej ‘’tymczasowej cichej przystani’’ ale już daleko daleko na mazury.

    • 0lek pisze:

      A ja uważam wręcz przeciwnie. Samochód jest niesamowicie praktyczny bo używamy go codziennie (w moim przypadku tak jest). Auto powinno być tej wielkości, aby pomieściło naszą rodzinę na wyjazd wakacyjny, a także aby był praktyczny w codziennej eksploatacji. Wg mnie najlepszy wybór to względnie prosty i popularny (i trwały) silnik benzynowy + LPG (tak wiem, gaz do kuchenek). Dlaczego? Jest to silnik tańszy w eksploatacji niż diesel (piszę o prostym silniku benzynowym bez wtrysku bezpośredniego i np. turbo), a do tego benzyna nie krzepnie w ujemnych temperaturach. LPG zapewnia nam dodatkowo oszczędność na codzień, a także większy zasięg w razie W. Dodatkowo powinniśmy mieć w aucie sprzęt na codzień taki jak kable rozruchowe, kilka kamizelek odblaskowych, linke holownicza, jakiś koc, polar itd. (tutaj trochę według uznania, ja mam jeszcze płyn chłodniczy na ew. dolewkę, trochę oleju silnikowego na ew. dolewkę, płyn do spryskiwaczy, żarówki itd.)
      Auto powinno spełniać normy techniczne dla naszego kraju tj. nie montujmy niebieskiego podświetlenia tablicy rejestracyjnej, niebieskich żarówek pozycyjnych albo pseudo ksenonów bez homologacji (ostatnio to widziałem na drogach więc piszę tylko z autopsji)- po co policja ma nam zabrać dowód rejestracyjny.
      Idealnie by było gdybyśmy umieli zrobić przy aucie jak najwięcej czynności serwisowych (oczywiście jest to w niektórych przypadkach nierealne, gdyż czasem nawet mechanik samochodowy odsyła ludzi do elektryka, elektronika jeśli naprawa jest z tym związana).
      Jeśli mamy rodzinę to polecałbym jakieś auto typu SUV z prostą benzyną i LPG. Wbrew pozorom takie auto nie jest fanaberią. Jest dużo bardziej wygodne do codziennych dojazdów, pakowne, a także bezpieczne. Jeśli dodatkowo jest wyposażone w napęd 4×4 i założymy mu pony AT to mamy pseudo terenówkę, która nam wystarczy w 99% przypadków (chodzi o zaśnieżone drogi, koleiny, błoto, rozjeżdżone przez traktory ścieżki między polami), nikt tego auta nie zamierza raczej topić po dach w wodzie- to ma być auto na codzień. Niestety codzienna jazda na ATkach jest nieopłacalna, należałoby mieć drugi komplet kół- co też może być problemem.
      Ew. jeśli ktoś nie lubi suvów to kompakt/ klasa średnia w większości ludzi wystarczy do poruszania się na codzień, a także ucieczki z miasta 😉
      Ważne jest aby wiedzieć, gdzie w piątek po południu na wylotówkach z miasta nie ma korków- którędy ew. je ominąć.

      Jeśli ktoś ma kombi lub większego suva, a tylna kanapa kładzie mu się na równo to można mieć dmuchany materac (nawet go wozić w środku) i mieć „pseudo kampera”. Jeśli fotele się kładą ale jest próg to mój znajomy w Dacii zrobił tak, iż ze sklejki zrobił płaskie platformy (ok 15 cm wysokości), tak aby mieć po złożeniu foteli płaską przestrzeń. W środku ma umieszczone szuflady na różne graty.

      Wg mnie przedstawiony wyżej scenariusz przemykania pomiędzy budynkami jako greyman jest raczej utopijne, tak samo jak ucieczka do lasu czy na Mazury. Dlaczego?
      Rodzaj konfliktów się troszkę zmienił ostatnio (tak wiem, wiem, zaraz ktoś przytoczy przykład ukraiński). Obecna technologia (chociażby termowizja) pozwala na szybką lokalizację źródeł ciepła. Mazury ? Nie wiem czy Warmia, Podlasie itd. są dobrymi kierunkami. Mimo wszystko jest to wschód kraju, a chyba wszystko raczej wskazuje na to, iż to zachód będzie jednak ciut bezpieczniejszy.

      I najważniejsze, musimy znać swoje auto. Umieć nim jeździć. Znać jego obrys (przy parkowaniu wiedzieć mniej więcej czy już rysujemy samochod obok zderzakiem, czy jeszcze nie). Wiedzieć z jaką prędkością wjeżdżać nim w jaki zakręt itd.

      • Cień pisze:

        Niezapominaj że łatwiej zlokalizować samochód termowizorem niż człowieka bo wydziela większą temperaturę.
        Odpowiednie ubranie może ograniczyć ślad termowizyjny do minimum. Dodatkowo może zniknąć on podczas pożarów które będą powodować rozproszenie fal ciepła. Wysoka temperatura powietrza też nie pomaga termowizji bo ludzkie 36,6 jest trudniej dostrzegalne na jej tle.

        Miałem na myśli nieopanowaną totalną anarchię z powodu ostatnio coraz liczniejszych prostestów agresywnych ludzi a nie konflikt zbrojny państwo-państwo. Odpowiednio sfrustrowany człowiek może zostać doprowadzony do szału zabijania zwykłym nadepnięciem na stopę w tłumie, słowną obelgą(niezamierzoną) lub szturchnięciem łokciem.
        Spodziewałem się również tego latem ponieważ w wyższej temperaturze powietrza ludzie robią się bardziej agresywni.

        Już w grudniu jeden chciał wysadzić komisariat by pozabijać policjantów.
        https://www.polsatnews.pl/wiadomosc/2020-12-12/chcial-wysadzic-komisariat-w-warszawie-23-latek-byl-pod-wplywem-narkotykow/ Więc niewykluczone że znajdą się trzeźwi naśladowcy z większą ilością butli i lepszym zapalnikiem.
        Plan nie był zły tylko wykonanie kiepskie. Podczas zamieszek mogą takimi samochodami mogą szarżować w tłumy policjantów żeby się wysadzić. Sprawdzona taktyka powszechnie stosowana na bliskim wschodzie.

        Po prostu nagle podczas jakiegoś protestu zaczną się wyrzucać z siebie frustrację zabijaniem funkcjonariuszy i okradaniem sklepów, magazynów. Doraźnie skrzyknięte bandy po 50, 100 ,150 ludzi zaczną masowo niszczyć, kraść i zabijać.
        Porządek społeczny upadnie od zbyt dużej ilości przestępstw i chaosu.
        Do tego raczej zmierzamy a nie do globalnego konfliktu zbrojnego. Może w niektórych państwach porządek się utrzyma trochę dłużej ale i tak one padną jak oszalałe z głodu tłumy ludzi będą szturmować ich granice aż się przebiją. W takiej sytuacji termowizja niewiele pomoże.

        Poruszanie się poza miastem na rowerze jest wykonalne. Byle dojechać po grajdołach i wertepach w miejsce mało widoczne na uboczu. Żeby przynajmniej były 2 dni spokoju do czasu aż pojawi się jakaś krwiożercza banda w okolicy bo nie będzie czego kraść w miastach. Samochód za bardzo zwraca uwagę już w ogóle duży.
        Przydatny będzie bardziej dla człowieka startującego na wsi niż w mieście. (mniejsza szansa na zablokowanie drug a zamieszki na wsiach się raczej nie zaczną chociaż do wsi krwiożercze bandy na pewno też zawitają.
        Wtedy samochód będzie przydatny i może uda się nim przejechać całkiem duży dystans ale w końcu może zajść potrzeba by go zostawić.

  4. Dzony pisze:

    I jak zwykle życie zweryfikowało nasze plany, ale wszystko ma swoje plusy i minusy przez 4 lata miałem Suzuki Vitara i urzywałem do wszystkiego co prawdę więcej palił jak zwykła osobuwka ale wszędzie nim wjechałem i wyjechałem o raz mieszkanie nim przewiozłem ale części droższe, teraz mam opla tańszy w utrzymaniu ale mniej miejsca i trzeba bardziej uwrarzać. Co do ewakuacji na piechotę mało realne tylko na bliskie odległości. Pozdrawiam

    • Rafał M. pisze:

      Ale nogi człowiek zazwyczaj ma przy sobie (rzadko bywają wyjątki), natomiast samochód to nie zawsze. W jakimś terenie miejskim, lesie, górach, to jednak nogi lepiej się spisują, dalej się wejdzie nogami niż wjedzie samochodem. Samochód to też łatwy cel. Więc nogi są podstawą, a ewentualne pojazdy to tylko ułatwienie.

  5. Rafał M. pisze:

    Z prepperskich samochodów wszechczasów to zdecydowanie najlepsze było Cinquecento. Kiedyś miałem, choć z silnikiem 700, a to już trochę zbyt słabe.
    Współcześnie to może Fiat Panda, albo Dacia.
    Same zalety : mały i wjedzie niemal wszędzie, tani w eksploatacji, tani i prosty w naprawach, nawet 5 osób wejdzie (z bagażem na kolanach). Wada jedynie taka, że komfort nieco niższy niż jakieś Audi lub Jaguar, zwłaszcza dłuższych podróży. Ale jak się trzeba przemieścić jednorazowo do 200 kilometrów, to da się przeżyć.

  6. Unono pisze:

    W zasadzie przedmówcy powiedzieli to co najważniejsze. Każdy ma trochę racji. Podchodząc do sprawy od strony technicznej. Musi to być samochód prosty. Nie żadne cudo naładowane elektroniką, turbodoładowaniem itd. Prosty silnik iskrowy, nie diesel. Dlaczego? jak ktoś ma wiedzę, wytworzy paliwo ze wszystkiego i pojedzie dalej. W razie kryzysu należy wybić sobie z głowy gaz LPG czy tankowanie na stacjach paliwowych. Postawienie generatora gazu drzewnego na kipie jest dobrym pomysłem, ale silnik wysokoprężny nie wytrzyma próby eksploatacji na gazie drzewnym. Dlatego do awaryjnego zasilania domu mam 10 kW generator diesla , ale dodatkowo mam 4kW agregat benzynowy , żeby móc zasilić go alkoholem czy właśnie gazem drzewnym ( ew wodorem z aluminium). Ewakuacja – wszystkie drogi, autostrady itd będą zawalone porzuconym złomem. Przedostaniesz się tylko motorem rowerem lub konno. Ja ewakuację traktuję jako ostateczność. Jestem samowystarczalny, chociaż motocykl mam przygotowany do dłuższej trasy. Rower też.

  7. Bura2 pisze:

    Nie będę wchodził w dyskusję jaki samochód jest dobry(I tak w większości kupujemy to co jest na rynku za dobre pieniądze), ani jak będzie wyglądać ewakuacja.

    Myślę że klu sprawy to nie to nieszczęsne auto tylko fakt że jest to rzecz kupiona i niewykorzystywana. Dlatego jest to zły zakup.

    Z artykułu nie wynika (filmu nie oglądam) żeby autor tym autem jeździł na zawody 4×4, po bezdrożach, czy nawet u znajomego na polu. Nie ma przećwiczonej tej jazdy, nie wie kiedy trzeba dać gazu, kiedy trzeba delikatnie. Nie wie co jest w zasięgu możliwości jego auta. Nie wykorzysta pewnie nawet połowy tego co może mu dać ta terenówka. A może nawet się przeliczyć i zakopać na polu w czasie ewakuacji.

    Lepiej by zrobił kupując zwykle auto z wyższym zawieszeniem i płacąc komuś za naukę jazdy terenowej. Tj. żeby ktoś z doświadczeniem w offroadzie wsiadł z nim kilka razy do jego np. dustera i przejechał po polach i leśnych drogach (za zgodą właściciela) pokazał na co się nie porywać takim autem a czego się nie bać.

  8. bk pisze:

    I tu polecam stare, nierzucajace się w oczy rozwiązania. Kombi. JEDYNY problem polega na tym, że teraz dobrych kombiaków nie robią. Nie, bo nie i *j. Bo niby konsumenci „chcom” kroplokształtne nie wiadomo co (bo ani to limuzyna, ani kombi, a aerodynamiką w osobówce, to mnie nie rozśmieszajcie proszę).
    Jest to jeden z powodów (drugi to brak kasy), dla którego któryś już rok jeżdżę 27-lenią cegłą „jedyniesłusznego” wytwórcy;).
    Zalety: nie rzuca się w oczy (ergo nikt z tłumu uciekających zombi nie będzie reflektował na takie brzydactwo), PAKOWNY. Sterowny. Jak dotąd mnie nie zawiódł. W zimie też. (No, od paru lat poniżej -10 C mam pod ręką aku rozruchowy, ale diesel w tym wieku, niechby nawet i utrzymany, ma prawo mieć fanaberie). Ma mało elektroniki!!!! (czyt. mało durnot o dużym potencjale psucia się; patrz służbowe auto z napędem na 4 – doturlałam się tym do domu i tam się rozkraczyło już finalnie i trzeba było 3 dni czekać na serwis, żeby… wymienił bateryjkę w pilocie!!!!). Bagażnik ma skrytkę mieszczącą oprócz standardowego wyposażenia także maczetę, siekierę, linkę i parę szpejów. W schowkach w nadkolach wożę: trochę suchego drewna, podpałkę i tez kilka prepitetów.
    Podstawa: NIE WIDAĆ, że samochód jest stale gotów „na godzinę wu” (zatankowany, ogarnięty, ZAŁADOWANY podstawowym szpejem). A skoro nie widać i skoro stale gotowy, to jest to sprawa podstawowa. uwaga, owo przygotowanie nie odbiera autu waloru użytkowości przy wyjazdach na zakupy lub do babci. No i w przeciwieństwie do bawidełek stylizowanych na „terenufki”, w kombiaku można spać. Normalnie. Jak w łóżku.

    SSaki to nie auta, tylko protezy, w dodatku rozpaczliwe.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Notify me of followup comments via e-mail. You can also subscribe without commenting.

banner