Mój zestaw EDC+ na 2021

Filozofia budowy mojego zestawu EDC+

Mój zestaw EDC+ zbudowałem, skompletowałem pod kątem przeróżnych sytuacji awaryjnych, jakie mogą mi się przydarzyć w codziennym życiu — gdy idę gdzieś z psem, na zakupy do centrum handlowego, do kina, do pracy (w pracy, ale także w drodze do niej i z powrotem) i na weekendowe wyjazdy.

EDC+ jest także dla mnie punktem wyjścia, gdy jadę gdzieś dalej, na przykład na tygodniowy urlop. Zabieram wtedy wszystkie jego elementy, oraz odpowiednią ilość ubrań na zmianę. 😉

Patrząc z tej perspektywy nie widzę za bardzo ryzyka, że utknę gdzieś na kilka dni i będę musiał przez ten czas przeżyć w oczekiwaniu na pomoc, tylko ze sprzętem i zapasami, które mam przy sobie.

I dlatego jestem przekonany, że w tym materiale nie pojawi się wiele rzeczy, które waszym zdaniem będą niezbędne. Spodziewam się komentarzy na ten temat.

Tylko ja to robię jak najbardziej z rozmysłem. Mój zestaw EDC uwzględnia te sytuacje survivalowe, jakie są najbardziej prawdopodobne, ze względu na mój styl życia.

Ja przecież nie spędzam większości mojego czasu na świeżym powietrzu, penetrując jakieś, dajmy na to, nieznane mi lasy, góry bądź jaskinie. Pod tym kątem jestem bardzo przeciętnym Polakiem — większość czasu spędzam w okolicy, w której mieszkam. A teraz, gdy pracuję niemal wyłącznie zdalnie (jeżdżąc do biura nie częściej, niż 3-4 razy w miesiącu) jest to jeszcze mocniej widoczne.

Przykładowo, kompletnie nie widzę sensu noszenia przy sobie krzesiwa, które jest przecież świetnym źródłem ognia na sytuacje survivalowe. Ale ja w zasadzie nie potrzebuję, tak naprawdę, żadnego źródła ognia, jako osoba niepaląca. Najczęściej używam go do rozpalania grilla na działce (bo mi się nie chce szukać innego) i do zapalania zniczy na cmentarzu (ale jadąc na cmentarz mógłbym przecież zabrać albo kupić zapałki — to przecież nie jest sytuacja awaryjna).

Moje EDC+ nie jest zestawem, który ma mi pomóc przeżyć w lesie, gdy się tam zgubię. Po pierwsze dlatego, że się nie zgubię w lesie. Chodzę po lasach, które znam. Gdy idę w miejsce, które znam gorzej, daję znać bliskim, gdzie jestem. Czasem zdarza mi się o tym zapomnieć, jak ostatnio, gdy sobie poszedłem na Ślężę, ale w takich warunkach trzymam się oznaczonych szlaków turystycznych. To zaś sprawia, że ryzyko zgubienia się, złamania nogi i oczekiwania na pomoc w miejscu bez łączności komórkowej jest znikome.

Dlatego nie ma sensu, bym nosił krzesiwo, sznurek i plandekę do zrobienia awaryjnego schronienia.

Gdybym szedł do jakiegoś lasu, którego nie znam, przepakowałbym rzeczy do plecaka i dodałbym takie, które pozwolą mi się lepiej przygotować do tego celu.

Ten artykuł ma także kolejne strony: 1 2 3 4 5

Krzysztof Lis

Magister inżynier mechanik. Interesuje się odnawialnymi źródłami energii, biopaliwami i nowoczesnym survivalem.

Mogą Cię zainteresować także...

5 komentarzy

  1. Dominik pisze:

    Trochę nie rozumiem zdziwienia faktem, że ktoś do swojego EDC włącza komplet ciuchów na zmianę. Jeśli często styka się z sytuacją, która potencjalnie może tego wymagać – czemu nie? Przecież to nie codzienne użycie jakiejś rzeczy, ale raczej wysokie prawdopodobieństwo jej użycia kwalifikuje do tego, by włączyć tę rzecz do EDC. Ja swojego noża także nie używam codziennie, ale codziennie mam go w kaburze z multitoolem przy pasku. Dlatego od dawna już nie patrzę jak na wariata na kogoś, kto w swoim EDC nosi sztyft do ust, choć kiedyś wydawało mi się to przesadą ( no bo co jeszcze, lakier do paznokci, a może krem do opalania?). Znałem kiedyś kierowcę ciężarówki, który w swoim EDC (choć tak tego nie nazywał, rzecz jasna) woził sprężyny do rozciągania. I grilla. Bo robił go sobie prawie codziennie.

    • Krzysztof Lis pisze:

      Nie tyle dziwił mnie fakt noszenia w zestawie EDC odzieży na zmianę, co noszenie jej ze względu na konieczność przebierania się po przejściu przez bagno.

      Sztyft do ust też gdzieś w torbie mam, tylko chyba na tyle głęboko, że się zapodział i nie dokopałem się do niego w torbie.

      Krem do opalania też nosiłem kiedyś, gdy regularnie wracałem piechotą z pracy do domu.

      • Dominik pisze:

        Rozumiem, chodziło mi raczej o to, że EDC jest jak odcisk palca – charakterystyczny i niepowtarzalny, uzależniony od bardzo indywidualnych potrzeb i życiowych konieczności. I nie znając właściciela nie jesteśmy w stanie o jego EDC powiedzieć nic mądrego. Za to EDC naprawdę dużo mówi nam o właścicielu.

  2. Altair pisze:

    Ja odnośnie tej listy 100 produktów. Zmieńcie tłumaczenie punktu 82. Freeze drying to po angielsku liofilizacja. Więc nie pojemniki na suche i mrożone rzeczy tylko na żywność liofilizowaną 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Notify me of followup comments via e-mail. You can also subscribe without commenting.

banner