Mój zestaw ucieczkowy (72-godzinny)

Przygotowując się do Domowy Karaluch Challenge, chciałbym opisać Wam tu na łamach bloga mój zestaw ucieczkowy (ewakuacyjny, 72-godzinny, bug-out bag). Przyjdzie mi go przetestować w praktyce już za 3 tygodnie, bo ruszamy (najprawdopodobniej) 12.10.

Opisuję ten zestaw tutaj po to, by dostać od Was jakieś konstruktywne uwagi odnoszące się do jego zawartości. Nie jestem zapalonym pieszym turystą, nie lubię chodzić z plecakiem, więc nie mam kompletnie pojęcia, co przydaje się w czasie takich sytuacji. Dlatego dobierałem zawartość plecaka w dużej mierze zupełnie na chybił-trafił.

Proszę tylko, abyście pamiętali, że to nie jest zestaw przygotowany na jedną wycieczkę w konkretnych, ustalonych warunkach. Wycieczka też ma symulować sytuacje, w których przyszłoby mi ewakuować się z domu i uciekać pieszo do wybranego zawczasu celu ewakuacji. Ja chcę taki zestaw zbudować w ten sposób, by pozwolił mi na pełną niezależność od pomocy z zewnątrz, pod każdym względem. Nie chcę być zmuszonym do szukania żywności czy wody. Nie chcę marnować czasu na budowanie szałasu w lesie. I tak dalej, i tak dalej. Brakuje w nim szeregu rzeczy (komórka, nóż), które noszę w zestawie EDC, który też na wycieczkę zabiorę (i w razie ucieczki z domu też bym go zabrał).

Po tym przydługim wstępie, pora na listę zawartości plecaka:

  1. 4,5 litra wody w dwóch butelkach i jednokwartowej manierce,
  2. żarcie:
    • racja W3 arpol (940 kcal),
    • mieszanka studencka 2×100 g (950 kcal),
    • sezamki 2×30 g (310 kcal),
    • chałwa 100 g (520 kcal),
    • wykwintny gulasz wieprzowy – puszka 500 g (625 kcal),
    • paprykarz szczeciński – puszka 440 g (390 kcal),
    • konserwa śniadaniowa wieprzowa – puszka 340 g (580 kcal),
    • biała fasola w sosie pomidorowym – puszka 430 g (470 kcal),
    • groszek konserwowy – puszka 130 g (100 kcal),
    • kukurydza – puszka 140 g (130 kcal),
  3. zestaw plastikowych naczyń turystycznych + sztućce,
  4. kubek emaliowany 0,5 l,
  5. herbata, cukier,
  6. przyprawy,
  7. podstawowe środki opatrunkowe,
  8. płyn na komary,
  9. wiatrówka (rewolwer) + śrut + naboje CO2,
  10. mały ręcznik turystyczny,
  11. papier toaletowy,
  12. chusteczki mokre,
  13. spodnie długie z odpinanymi nogawkami (cienkie)
  14. bluza polarowa,
  15. bielizna, koszulki, w tym termoaktywne z długim rękawem,
  16. płaszcz przeciwdeszczowy krótki bez kaptura,
  17. arafatka,
  18. śpiwór
  19. latarka maglite 2AA + 8x baterie,
  20. wkład do znicza,
  21. kuchenka turystyczna benzynowa,
  22. 0,5 l denaturatu,
  23. zapałki, zapalniczka gazowa,
  24. paracord,
  25. hamak,
  26. plandeka,
  27. śpiwór,
  28. kompas.

Krzysztof Lis

Magister inżynier mechanik. Interesuje się odnawialnymi źródłami energii, biopaliwami i nowoczesnym survivalem.

Mogą Cię zainteresować także...

74 komentarze

  1. kaloryfer pisze:

    Tak na oko to jakieś 10 kg. To dość sporo żeby to nieść na plecach i uciekać z tym. Potrzeba by to nieco ograniczyć wagowo i objętościowo, bo taki spichlerz może stać się nie wygodny i ciążący dla uciekiniera.

  2. GvG pisze:

    Po kalorich wnoszę że racje z podgrzewaczami. Nie lepiej dla oszczędności wziąść zwykłe z puchami + esbit? Arpoloskie gulasze są znośne, przy odrobinie wprawy dają się podgrzewać w puszkach. A esbit jest mały, lekki i niezastąpiony 🙂
    Odpadnie Ci kuchenka, przybędzie kalorii?
    3&4 kubek który wstawisz na kuchenkę i do ogniska + niezbędnik + głęboki talerz który także położysz na kuchence/węglach, całość mam campusa sprawdza się od lat, mało waży.
    7 tu kryje się mała acz uszyta pod Ciebie apteczka, Prawda?
    Tyle krytykanctwa, tylko tuptam o relacje.
    Aaa weź gaz pieprzowy, na różnego rodzaju zwierzaki także te dwunożne ;]

    • Gaz mam, w zestawie EDC.
      Rzeczywiście część naczyń turystycznych mogę wyrzucić (mam coś takiego), nie ma sensu nosić dwóch kubków.
      Rację mam tylko jedną Arpolu, taką akurat miałem pod ręką, więc taką wsadziłem do zestawu. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, by wywalić stamtąd podgrzewacz — ale czy rzeczywiście tak dużo na tym oszczędzę?

  3. Lex pisze:

    Po pierwsze, ten plecak trzeba odchudzić. Nie jestem pewien ile to waży ale wydaje mi się, że ponad 25 kilogramów. Nr 18 i 27 – dwa śpiwory czy po prostu się zdublowało? Na pewno nie trzeba brać zapałek (choć te akurat dużo nie ważą). Nawet gdyby w zapalniczce wyczerpał się gaz, przy odrobinie wprawy można za pomocą iskier rozpalić ogień. Czy kuchenka turystyczna również jest potrzebna? Można łatwo zbudować kuchenkę na chrust, z pustej, metalowej puszki po konserwie. Jest też stanowczo za dużo wody, większość twojego jedzenia to produkty w różnych sosach lub w zalewach, nie będziesz aż tyle pić. Do zachowania higieny lepiej się nadają jakieś chusteczki odświeżająco – myjące. Lepiej jest też wziąć do picia jakiś napój izotoniczny lub sok. Jak dla mnie starczy 1,5 litra soku i 1,5 l wody. Niby to nie wiele mniej ale w trasie będzie się liczył każdy kilogram. Wydaje mi się, że żywności też jest za dużo… To co bym dorzucił do plecaka: leki na biegunkę, jakiś antybiotyk, mocną taśmę klejącą (np. jeżeli od buta odpadła by podeszwa). Pozdrawiam i życzę powodzenia!

    • Śpiwór się zdublował, ale nie będę go już usuwać z listy (tylko skreślę), bo się zamieszanie z numeracją zrobi.
      Mam tabletki multiwitaminowe do rozpuszczania, sztuk chyba z 6.
      Za sugestie co do dorzucenia do plecaka dziękuję!

  4. przechadzka pisze:

    Im więcej wiesz/umiesz, tym mniej dźwigasz 🙂
    Żarcia moim zdaniem trochę za dużo i za roznorodnie. herbata i cukier zbędne, z naczyń wystarczy jedno naczynie do wszystkiego + lyzko-widelec. Przyprawy do usunięcia, ręcznik, wkład do znicza, połowa baterii również. Zamiast plandeki niech będzie dobry tarp.

    • O ile się nie mylę, to tarp na język polski tłumaczy się właśnie jako plandekę. Ale nie spierając się o to, mam chyba coś takiego, o czym myślisz: to (choć nie pamiętam, czy akurat dokładnie w takich wymiarach).

      • Chodzi właśnie o coś takiego. Do zastosowanie jako zadaszenie. Waży i zajmuje dużo mniej miejsca niż typowa plandeka dostępna w sklepach budowlanych. Plandeka jest dobra i tania, ale ciężka i objętościowo dużo miejsca zajmuje. Jeśli plandeka budowlana, to tylko ta zielona lub szara, nają gęściej plecione włukna niż niebieska, która przy dużym deszczu potrafi przepuszczać kropelki.

      • 8godz pisze:

        Tarp to nie plandeka ale tropik. Plandeka to takie budowlane cos do wszystkiego.

  5. Grimm pisze:

    No cóż. Pytanie zadałeś dość obszerne, a w dodatku nie ma na nie jednoznacznej odpowiedzi. Podstawą takiego BoB jest ścisłe przystosowanie do osobistych potrzeb, warunków fizycznych i umiejętności. Np. moja narzeczona nosi zapasowe okulary korekcyjne i powiększony zapsa medykamentów, ale praktycznie nie posiada sprzętu typowo surwiwalowego, gdyż i tak nie potrafiła by z niego skutecznie skorzystać. Sam dość dużo nad tym myślę i mój zestaw można powiedzieć na okrągło się zmienia. Nie jestem też żadnym autorytetem, ale skoro zadałeś pytanie to podzielę się z Tobą swoimi wnioskami.
    Zaczynając projektować mojego BoB’a podstawowym pytaniem na jakie musiałem sobie odpowiedzieć było- czemu ma służyć? Było to niezbędne do określenia jakiej wielkości mam być plecak i co ma się w nim znaleźć. Za podstawę przyjąłem sobie przetrwanie w praktycznie dowolnych warunkach ok. trzech dni z ewentualnym „rokowaniem” na przedłużenie się moich tarapatów. Założeniem moim miało być posiadanie plecaka w którym znajdowałyby się wszystkie przedmioty które mogą mi się przydać w sytuacjach od dość codziennych „wpadek” jak konieczność nocowania u znajomych, przez utknięcie w samochodzie w czasie śnieżycy, kompletne przemoczenie, wypadek do wręcz przeżytych kataklizmów. I to się okazało odpowiedzią na moje zadane wcześniej pytanie. Bo cały czas miałem w głowie świadomość, że taki BoB to jednoczesny „depozyt” pewnej części mojego sprzętu i zasobów, które ze względu na dość skromny budżet miałem również ograniczone. Takie rzeczy jak czołówka, nóż, siekierka, komplet odzieży termoaktywnej, dobry kompas musiały być cały czas w BoBie, gdyż jego idea zakłada posiadanie wszystkiego pod ręką w jednym miejscu, a nie w razie potrzeby bieganie po domu i garażu i zbieraniu poszczególnych elementów. Łapiesz i spierniczasz.
    Dlatego też idealnym miejscem na mojego BoB’a okazał się bagażnik samochodu. Owszem zawsze, zawsze się może zdążyć kradzież całego samochodu, ale w tedy najmniejszym naszym zmartwieniem jest utrata plecaka. Powoduje to, że w 90% sytuacji mam dostęp do swojego sprzętu w zasięgu 30-1000m. Bezpośrednio w domu mi się on raczej nie przyda, a jeśli już to zawsze mogę po nie skoczyć do auta.
    Wymogło to również odpowiednie rozmiary mojego BoB’a, który w pierwszej wersji był 90l plecakiem ze stelażem obwieszonym dodatkowym dyndającym shitem. Nigdy się nie odważyłem go zważyć, ale ważył nie wiele mniej niż moja narzeczona. Można zapomnieć o zabraniu go do autobusu, bieganiu z nim, a i trzymanie go w bagażniku mojej Pandy nie było takie łatwe. Po wielu próbach, testach (głównie na wyprawach górskich małych i większych) stanęło na pojemności ok 40-50l. Dokładnie trudno mi określić, gdyż koniec końców sam uszyłem swój plecak. Pojemność okazała się idealna dla mojej budowy. Nawet ciężki teren górski nie stanowi katorgi i nie zamorduje mi kolan; kolory (zielony i dark earth) nie zdradzają mojej osoby jaskrawością, a jednocześnie nie wskazują jakoś konkretnie na „mój militarny charakter”; plecak po wrzuceniu w krzaki jest wystarczająco zamaskowany postronna osoba nie szukająca konkretnie w tym miejscu miała szanse go znaleźć, system molly i cała gama moich patentów zapewnia całkowitą jego modularność i możliwość zwiększenia pojemności o kolejne 45l, albo i więcej, doczepiania kurtek, śpiworów itp;
    Jeśli chodzi o zawartość to poza indywidualnymi zapotrzebowaniami jest grupa rzeczy które raczej każdy posiadać powinien. Jednak spojrzenie na tą grupę rzeczy zmieniło się po poznaniu „zasady trójek”. Od razu uprzedzam, że jest to zasada raczej mająca nam uzmysłowić pewną zależność i nie koniecznie określa wszystko co do joty (to taka uwaga wszystkich hejterów, którzy zaraz się na mnie rzucą z tekstami „a wcale, że nie 3 bo 6 albo coś takiego”. Wracając do zasady mówi ona, że człowiek przemoczony bez schronienia i odpowiedniego ubrania wytrzyma na konkretnym zimnie ok 3 godzin, bez wody ok.3 dni, a bez jedzenia ok.3 tygodni. Oczywiście sprawa jest uwarunkowana indywidualnymi predyspozycjami, ale pokazało mi to na co trzeba stawiać na początku, a co można sobie trochę odpuścić.

    • Przyjąłem podobne założenie odnośnie zawartości plecaka — 72 godziny + ewentualnie dłużej. Dlatego nie chcę np. rezygnować z żywności czy wody, bo nie mam ochoty po zakończeniu 72 godzin być głodnym i spragnionym.

    • Mc pisze:

      Zamiast ryżu proponuję kuskus – wystarczy zalać wrzątkiem a jeszcze lepiej wrzątkiem z rozpuszczoną kostką bulionową i jest pożywne jedzonko bez gotowania.

  6. Grimm pisze:

    – Więc najpierw ciuchy na zmianę. Ciuchy termoaktywne, więc ciepłe, oddychające i zajmujące mało miejsca (zestaw spodnie soft shell PCU Patagonia, koszulka termoaktywna (ciepła) BW, trzy pary skarpet trekingowych. Biorę pod uwagę, że na co dzień chodzę w kurtkach typu gore lub soft shell a one dość szybko schną. Wcześniej w skład wchodził również zapasowy polar, ale zajmował on sporo miejsca i dorzucam go do BoBa jedynie w okresach zimnych. Poza tym wypełnić ocieplaczem goreteks można różnego pochodzenia i rodzaju.
    – Sprawa następna- spanie. Jeśli człowiek się nie wyśpi chociaż tych kilku godzin, to odbija się to na jego skoncentrowaniu, zaczyna popełniać więcej błędów, spada jego odporność i morale. Poza tym w niektórych sytuacjach o nocy po prostu nie należy podróżować i jeśli to nie jest konieczne należy tego unikać. Na początku był to super lekki śpiwór z zakresem temperatury komfortowej w okolicach 0 stopni, Bivi bag (goreteksowy worek na śpiwór do spania pod gołym niebem) oraz hamak. Teraz jest to połączenie takiego Bivi baga i hamaku w jednym (na razie jeszcze w fazie przeróbek i testów)oraz ten sam śpiwór. Śpiwór waży 800g, a ustrojstw do spanie po złożeniu mieści mi się w kieszeni cargo spodni bojówek. Dodatkową opcją jest karimata BW. Ciekawa opcja bo składa się w kostkę, a nie roluję jak inne. Jest bardzo cienka, a można ją jeszcze bardziej odchudzić lekko ją skracając (potrzebuję izolacji od głowy do połowy uda, a nie 15cm poza moje buty) i stanowi jednocześnie usztywnienie pleców w moim plecaku.
    – gruba folia malarska (można z niej robić cuda – poncha, namioty,zadaszenia, oczyszczacze wody, pułapki na ryby, worki na wodę)
    – folia NRC
    – zestaw do rozpalania ognia. Wszyscy na YT pokazują jak o łatwo jest rozpalić ognisko z w miarę suchych materiałów. Ale rozpalcie ognisko w tedy kiedy jest wam najbardziej potrzebne – w strugach deszczu lub mokrego śniegu. kiedy jesteście bliscy wychłodzenia i potrzebne jest wam ono już, a nie za 10h jak ciepło waszego ciała wysuszy wam naturalną hubkę. Już nie koniecznie musi się wam lać na to ognisko, ale macie wyłącznie mokre materiały. To jest sztuka i w tym upatrywałbym największej potrzeby. Dlatego też odpuszczam sobie typowo bushcraftowe zapędy w stylu krzesiwa (kiedyś jak już może osiągnę level pro w jego używaniu to zmienię zdanie) i inwestuję w porządną zapalniczkę, zapałki sztormowe, kilka tamponów, 2 tea lighty, paczkę (6 pastylek) paliwka stałego do kuchenek Esbit i takową kuchenkę (to właściwie składany stojak pod garnek, ale sprawdził się wyśmienicie na wielu wyprawach). Jak dobrze pokombinujecie to część tego w ogóle wam się do tej kuchenki zmieści. Taki zestawi pozwoli wam na rozpalenie mini ogniska w którym będziecie osuszać i palić coraz to większe gałęzie aż do zadowalającego was poziomu.
    – Woda. Ciężki temat. Dosłownie. Mój zapas wody jest najcięższym elementem mojego wyposażenia. Można przyjąć, że 1litr to 1kg. Po wielu próbach stanęło na trzech litrach w Camellbacku (tak na prawdę firmy Source :P) i 800ml w podręcznej butelce firmy Esbit. Ogólnie z butelki bym zrezygnował, ale sprawdziła się wyśmienicie podczas wypraw na napoje inne niż woda (herbata, kawa… izotoniki) jak również jest to efekt dość długich poszukiwań. Butelka jest bidonem z dużym wlewem z wszelkimi zaletami Nelgane (czy jak to się pisze), ale nie jest z kompozytu czy aluminium, dzięki czemu spokojnie możemy w niej gotować- uzdatniać wodę. Podsumowując, uważam, że spokojnie dało by się wytrzymać na jednej butelce 1,5l wody, ale było by to dalece niekomfortowe, poza tym trzeba uwzględnić takie przypadki jak więcej gęb do napojenia, ewentualne zatrucia pokarmowe, duży wysiłek fizyczny itp. Całość zamykają tabletki do uzdatniania wody (chyba 28szt = 28l). W przyszłości marzy mi się filtr firmy Katadyn, ale to wydatek rzędu 500zł :/
    – Jeśli chodzi o jedzenie to nadal nie jestem pewien i nadal szukam ideału. Ogólnie jest to dział na którym z biegiem czasu najbardziej zaoszczędziłem na miejscu i wadze. Ucieczkowy zapas jedzenia mam w turystycznej torbie z dużymi, szerokimi kółkami. Jest to konkretny zapas, dość mobilny który w razie niebezpieczeństwa lub problemów z transportem ukryję lub wręcz porzucę. Na razie są dwie porcje z MRE na ciepło bez gotowania (podgrzewane reakcją chemiczną ze zwykłą wodą). Jeśli znalazłbym się w sytuacji bez możliwości rozpalenia ognia to chociaż ciepłym posiłkiem się ogrzeję, a podgrzewacz może później robić za termofor. Do tego dochodzą cztery torebki ryżu po 100g (jako, że stawiam głównie na węglowodany). W planie są też pozycję ze sklepu Karaluch. Wszystko razem z mini przyprawami i łyżko-widelcem udało mi się upchnąć w menażce helikona (garnuszek-talerz).

    To by była również moja rada dla Ciebie. Ogranicz trochę cześć związaną z jedzeniem i jego przygotowywaniem. Płyn na komary o tej porze roku też możesz sobie darować. Z mojego doświadczenia wynika też, że w takim przypadku od latarki ręcznej dużo lepiej sprawdza się czołówka. Teraz dość szybko robi się ciemno i jeśli nie zdążysz to niektóre prace będziesz musiał wykonywać przy sztucznym świetle. Czołówka ułatwia życie. Poza tym nie wiem jaki to model maglite, ale zwróć uwagę, żeby twoja latarka była już diodowa – niebywała oszczędność baterii. Polecałbym również małą siekierkę tudzież jakiś toporek. Bardzo ułatwia sprawę przygotowania chrustu pod ognisko, ułatwia jakieś bardziej ambitne prace w drewnie i nie tylko, umożliwia przebicie się przez niektóre przeszkody (wyobraź sobie potrzebę pokonania ścianki z gipskartonu – niby materiał nie najmocniejszy, ale zrób to tylko scyzorykiem), ba nawet wycięcie niektórych elementów karoserii, a i za przedmiot do prostych wykopów posłuży.

    Dość ciekawą opcją (prostą, dość praktyczną i w miarę łatwo dostępną) jest zaproponowana przez Ciebie wiatrówka. Do polowania na ptactwo raczej się nada, a i na niewielkie gryzonie chyba da radę. Jednak na waszą wyprawę bym sobie ją odpuścił. Chyba, że masz już jakieś doświadczenia z zakresu polowania, sprawiania i przyrządzania takich zwierząt. Przypomnę również, że to kłusownictwo, więc jak nie trzeba to lepiej sobie darować ten kilogram.

    No i nie zapomnij o niezbędniku każdego McGiver’a – szarej taśmie Power Tape 😀

    • Rzeczywiście, płyn na komary spokojnie można wyrzucić. Zakładałem, że zestaw będzie zmieniany 2-4 razy w roku by dostosować jego zawartość m.in. do pogody, więc spokojnie mogę ją stamtąd wyciągnąć.

      Polować nie zamierzam, po to biorę ze sobą dość żarcia. 🙂

  7. Piotr pisze:

    A jakie buty zamierzasz zabrać na wyprawę? Bo tak z punktu widzenia turysty chodzącego na kilkudziesięciokilometrowe wycieczki, w złych butach możesz wogóle nie dać rady przejść takiego dystansu, albo będziesz miał bardzo słabe tempo z poobcieranymi/przemoczonymi stopami.

    • Mam jakieś turystyczne buty prawie za kostkę, kupione m.in. z myślą o takich okazjach właśnie. Na co dzień w nich nie chodzę (na lato są trochę za ciepłe), ale w razie czego bym nie narzekał…

  8. Pozyskiwacz pisze:

    Widać spore zainteresowanie, fajnie. Można się dowiedzieć wielu ciekawych rzeczy. Miałbym taka uwagę odnośnie wody. Lepiej zabierać jej zapas w kilku mniejszych pojemnikach -dla mnie najlepsze są PET-y 0,5-0,7 l , najlepiej z szerokim wlewem. Dlatego w kilku mniejszych butelkach , bo często uzupełniając wodę nie jesteś do końca pewny jej jakości. i np. masz w 2 litrowej butelce jeszcze połowę czystej wody, a natrafiasz na źródło które wygląda na czyste,ale dla pewności pasowało by przegotować ta wodę.Jeżeli wlejesz ją do butelki to będziesz musiał gotować całość, a mając inną możesz oddzielić niepewną wodę i przegotować ją np. na wieczornym biwaku. Poza tym nie do końca wypełnione butelki potrafia mocno chlupotać. Łatwiej utrzymywać je pełne jeżeli są mniejsze.Łatwiej też spakować kilka mniejszych niż jedną dużą. Szeroki wlew ułatwia napełnianie z innych źródeł niż kran i ułatwia mycie. Mimo że odporniejsze na pęknięcia np. przy upadkach są zwykłe, małe zakrętki do petów.
    Problemów z chlupotaniem można uniknąć stosując miękkie worki na wodę, ale nie spotkałem się z mniejszymi niż 1,5l. Dlatego osobiście preferuje kilka mniejszych opakowań, zamiast jednego dużego, godząc się niestety z tym że będę miał większą wagę opakowania, licząc na litr wody.
    Jeszcze jedno, w terenach górskich, skalistych (wiem że w tym przypadku to was nie dotyczy, pisze tak ogólnie)warto mieć kawałek (ok. 1 m) cienkiego wężyka plastykowego. Często dobra, czysta woda jest głęboko między kamieniami.Posiadanie wężyka znacznie ułatwia nabieranie i picie.

  9. 8godz pisze:

    Czytam i może coś zaproponuję:

    Jeśli już masz MRE polskie to wywal opakowanie. Po prostu poupychaj to co jest wewnątrz do plecaka. Wywal papier i łyżeczki itp. Worek jest solidny i jesli potrzebujesz pojemnika na brudna wodę (czyli taka, ktora chcesz potem uzdatniać to moze nie otwieraj MRE). Ja jednak wolalbym wywalić opakowanie i ew. kupic za 15 zl worek apteczke odporną na wodę. Wygodniejsza, ma rączke i mniej wazy.

    Naczynia turystyczne powinny byc papierowe. Możesz je potem spalić i nie śmiecisz. Sa lekkie. Niestety nie dostaniesz glebokich talerzy wiec jednak te weź plastikowe.

    Recznik turystyczny wywal. Weź tetrowa pieluche i taki ręczniczek wielkości 2 dloni do nóg. Lżejsze i wygodniejsze.

    Nie polecam kuchenki benzynowej. Lepsza jest gazowa. Sam mam benzynowo-gazową + pojemnik na benzynę 😉 z pompą. Ten pojemnik jest stalowy i kupisz go w kazdym sklepie outdorowym. Wole nie pytac w czym nosisz ten denaturat. Pamietaj, ze kuchenki na paliwo ciekle trzeba zasem rozpalac polewajac je odrobina benzyny. Musisz zatem miec dobre buty lub rekawice bo moze bedziesz musial to gasić. jesli nie uzywales nigdy takiej kuchenki zrob to PRZED wyjazdem. Pamietaj tez o kluczyku.

    Wklad do znicza zamien na zwykla swieczke. Wkladu nie mozna uzywac wewnatrz pomeiszczenia (namiotu, wiaty). Swieczka jest lepsza.

    Ja pewnie bralbym spiwor i zostawil plandeke. Plandeka niebieska jest czesto lzejsza niz tarp. Ale to Twoja sprawa. Masz troszke za duzo sprzetu a za malo dbasz o spanie. Nie napisales nic o karimacie. Jesli masz hamak (co popieram) to zapominasz ze od dolu bedzie ci wialo po nerach. Wez jakąkolwiek karimatę bo inaczej przyznasz mi racje szczekajac zebami.
    Weź tez porzadna folie nrc, ale nie taka co sie rozrywa samoistnie tylko dobrą.

    Dziwi mnie, ze nie bierzesz mapy papierowej. Nie bierzesz woreczkow strunowych chocby do rozpuszczenia sniegu. Mozesz brac karimate z folia odblaskowa to zrobisz sobie kuchenke sloneczna jak bedziesz mial slonce.

    Generalnie oszczedzasz na dziwnych rzeczach. Bierzesz kubek (i tak dobrze, ze 0.5L) ale czemu emaliowany? Idz do supermarketu kup stalowy za 3-5 zł i zrob w nim 3 dziurki wiertarką. wazne by nie byly one w miejscach gdzie pijesz na przeciw raczki i tam gdzie stykaja sie usta. mozesz zrobic w 4 miejscach i weź cienki drucik jaki kupisz na dziale ogrodniczym (ten bez plastikowej oslonki).
    Bedziesz mogl w nim cos ugotowac.

    Weź też jakieś rozpuszczalne plussssz lub coś takiego. Nawet 2 tabletki. Ja bym zapakowal Jerky beef.

    Generalnie powodzenia. A… i podaj date i powiedz czy inni też się moga pojawić 😉

    • Ja biorę ze sobą taką tanią kuchenkę, jak tu już była opisywana.

      Nie planujemy już dalszego zwiększenia obsady ponad 3 osoby (ja, Lars, Doxa). Wyjdzie z tego pielgrzymka, a tego nie chcemy.

      Kubek emaliowany, bo taki akurat był w markecie, kiedy szukałem jakiegoś do kupienia.

      Mam hamak i namiot. Hamak teoretycznie wiatroszczelny, z tej samej tkaniny, co tarp.

      • Julek pisze:

        1. Papierowe mapy.

        GPS to jest zabawka a nie narzędzie.

        Spałeś kiedyś w hamaku? Osobiście standardowo kimam na brzuchu i po jednej nocy w hamaku jestem tak zmięty, że każdą następną spędzam na glebie. Choćby gołej.

        • Mapy mi nie są potrzebne, przynajmniej nie na scenariusz ucieczki. Znam dobrze po kilka tras dotarcia do każdego z celów ewakuacji, które biorę pod uwagę. Poradzę sobie w dzień i w nocy, także bez mapy i bez GPS.

  10. 8godz pisze:

    Nie piszesz co masz w edc, ale czy masz szczoteczke do zebow? Grzebień? Kup paste do zebow czerwoną. Ja bym dolorzyl jeszcze filtr do wody. Nawet jakis rurkowy. i jodyne do dezynfekcji wody. Generalnie unikaj wody blisko pol i zwierząt. Bedzie ci sie chcialo pic. 5 litrow to juz jest malo na 3 dni.

  11. 8godz pisze:

    @Grimm
    ogrzewacz chemiczny (ten z karbidu) nie nadaje sie jako ogrzewacz jak piszesz do spiwora czy hamaka. Zatrujesz się.

    Generalnie zobaczysz w praniu, ale na pewno odchudzisz jedzenie a dopakujesz wody (chyba, ze bedziesz jak jednak pozyskiwal) niestety przy suszy lub skażeniu biologicznym, radioaktywnym nie bedzie to wykonalne. Woda przy opadach radioaktywnych powinna pochodzic z pokladow minimum 10m pod ziemią. A najlepiej 15m.

    Zanim pojdziesz zaeksperymentuj z 2 rzeczami. Zjedz liście lipy (jak sałatę), teraz nie jest smaczna, ale jest. Zjedz też jarzębine (minimum 12m od drogi i najlepiej jak by byl żywopłot lub krzaki wtedy dystans sie zmniejsza prawie o polowe) na surowo (nie wiecej niz kilogram). Zjedz pokrzywę. To wszystko nie daje duzo kalorii, ale daje witamine C, daje mineraly. Jak wiesz jak wyglada dzika roza mozesz zjesc owoce (6 szt. daje tyle co dzienne zapotrzebowanie na witaminy w czasie stresu i wysilku). Wazne bys wywalil ostre igielki i nasiona z wewnatrz owocu rozy. (wszystko daje sie zjesc, ale nie bede pisal bo za dlugo).

    Zapewniam, ze to lepsze niz te ciastka i dostepne. Reszte nie bede pisal bo to trzeba wiedziec. np. czosnek niedzwiedzi mozna pomylic z konwalia (szkodliwe).

    • Przechadzka pisze:

      Lepiej niech nie je dzikich roślin jak sie nie zna, bo może być nieciekawie. Np. taka jarzębina jest bez przemrożenia niejadalna, zawiera toksyczny kwas parasorbinowy wywołujący nudności, wymioty, biegunki, a nawet powodujący uszkodzenie wewnętrzne narządów układu moczowego. Nawet pałkę wodną z irysem można pomylić i sie zatruć.
      Irys: http://przechadzka.pl/wyprawy/akacja/irys.php
      Pałka: http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/2/2d/Typha-angustifolia.JPG
      Zreszto zapewne chłopaki nie będą mieli czasu na zabawę z roślinami (no chyba, że po drodze jakieś dzikie jabłka napotkają). Prześpia sie po wiatą, na stacje benzynową na obiadek wstąpią 🙂

    • cedric pisze:

      Na wiosnę czosnek niedźwiedzi można z wyglądu pomylić też z zimowitem.
      Ale zapach jest jednoznaczny. Teraz mozna objadać się głogiem zwłaszcza z dodatkiem rokitnika, żeby nie był taki mączny w smaku Zawierają oprócz witamin tłuszcz.

  12. cedric pisze:

    Wyrzuciłbym kukurydzę – zapewne GMO i groszek – wzdęcia. Duża waga i objętość/wartości kalorycznej, potem duże pragnienie . Przypominam- najlepsze są tłuszcze (masło lub domowy smalec i suchary), ,dostarczają najwięcej energii i uzupełniają wodę – mniejsze pragnienie, mniej wody w plecaku, spłaszczona i wydłużona krzywa cukrowa, większa wytrwałość.
    higiena- chusteczki Bambino -kilka sztuk do worka foliowego-
    http://www.aptekagemini.pl/bambino-chusteczki-dla-niemowlat-63szt.html
    odświeżą bez mycia
    skladana szczoteczka do zębów
    http://allegro.pl/blacksword-bcb-szczoteczka-do-zebow-i2637696021.html
    sprawy medyczne-węgiel drzewny , Dalacinhigiena, kilka tygodni przed- wypiłbym srebra , złota koloidalnego, tab. Rivanolu, KMNO4 odkazi nawet wodę do picia,
    saperka wielofunkcyjna
    http://allegro.pl/saperka-siekiera-noz-pila-pokrowiec-sp-01-i2599951480.html

  13. Danger pisze:

    Z góry przepraszam za mój zły polski, nie jestem polakiem in jeszcze sporo błędów robię.

    Sam podobny test rok temu robiłem, i od razu zauważyłem jaka istotna jest waga plecaka. Jak nie jesteś wysportowani do niska waga jest bardzo ważna, szczególnie przy 72h. Mój pierwszy zestaw był podobny do twojego, ale teraz już jest mocno wyszczuplony. Dzisiaj wiem ze każde kilo mniej ułatwia mi ucieczkę. Jeżeli się wybieram na kemping jest to oczywiście coś innego.

    Zadałem sobie pytanie co to znaczy „ucieczka”. Jeżeli ja jestem zmuszony uciekać przed kimś albo czymś, to jestem przekonany ze brak takich luksusów jak herbata i cukier, przyprawy, naczynia, kuchenka turystyczna, … nie będzie moim największym problemem w tym momencie.

    Ja osobiście jeszcze by odjąłem (poza tym u góry) płyn na komary, wkład do znicza, latarka maglite 2AA + 8x baterie, 0,5 l denaturatu i hamak.

    Dodałem by latarka czołową + 1x zestaw baterii (daje możliwość łatwego poruszania w nocy), lornetka lub monookular (ułatwia odnaleźć drogę), duży nóż lub multitool i ewentualnie „Bivouac sack” na zimne noce.
    Tez mi się wydaje ze masz trochę za dużo jedzenia i wody ale to już trudniej ocenić.

    Mam nadzieje ze dało się zrozumieć 🙂

  14. Novik pisze:

    Wybitna dyskusja
    Na 3 dni to możesz w ogóle łyżki i widelca nie brać. Weź żarełko które można jeść nożem lub wystruganą w marszu łyżką, którą potem spalisz po posiłku :). Kabanosy (osobiście biorę z łososia, bo jem tylko ryby) Puree ziemniaczane, takie z cebulką lub boczkiem, które sprzedają z plastikowym kubeczkiem. Wywal kubeczki, przesyp wszystko do woreczka strunowego. Trzymałbym się tego co napisał Grimm. Jedzenie rzecz trzeciorzędna. W obecnej porze roku spokojnie znajdziesz jabłka. Oprócz tego bez problemu zidentyfikujesz chrzan, lebiodę, pokrzywy, jarzębinę (do spożycia po przetworzeniu lub przemarznięciu). Osobiście polecam też pumpernikiel, suchary bieszczadzkie, weź trochę miodu. Takie dwie kromy pumpernikla z miodem i mieszanką studencką, którą zabierasz z całą pewnością dają radę podnieść morale. Nie napisałeś przez jaki teren będziecie szli, to robi dużą różnicę w tym co trzeba wziąć. Na końcu pragnę zwrócić uwagę, że wasz Cel to dojście do punktu ewakuacji. Moja propozycja: karimata, plandeka, żarcie na 3 duże posiłki, przekąski/czekolady itp, 3l wody, 2 pary gaci, 3 pary skarpetek i 3 koszulki (zużyte używane jako ręcznik). Kubek stalowy z tesco, nóż, podpałka do grila (kilka kostek). Kuskus, makaron ryżowy/chiński kostki rosołowe. Taką kostkę możesz wrzucić do garści pokrzyw i makaronu i będzie OK. Koniecznie plastry, bandaże. Co do środka odkażającego to polecam 200ml spirytusu. Odkazisz, rozpalisz…wypijesz 🙂 Wasz cel to dojść szybko i sprawnie, a nie taszczyć 20kg plecak do miejsca gdzie z założenia powinniście mieć więcej przygotowanego sprzętu. Jak dla mnie liczy się szybkość dotarcia do celu. Powodzenia

    • Jaka jest trwałość kabanosów? Pisałem przecież, że ja nie wybieram się na wycieczkę, tylko testuję zestaw, który na co dzień ma leżeć na szafie i czekać na ewentualność jego użycia. Nie mogę co 2 tygodnie wymieniać zawartej w nim żywności, bo to nie o to chodzi.

      Mój cel to przeżyć 72 godziny w oparciu o plecak. Ewakuacja do celu jest jednym ze scenariuszy, gdy to może być potrzebne, ale niekoniecznie jedynym. Dlatego nie zamierzam rezygnować z uniwersalności zestawu tylko po to, by plecak zrobił się lżejszy. 🙂

  15. Grimm pisze:

    Ogólnie, to spora część z nas ma różne wizje. Ale jednocześnie łączy nas przede wszystkim to, że mam jako takie doświadczenie praktyczne (turystyczne, biwakowe, paramilitarne, surwiwalowe) za mało tego, żeby wypowiadać się jako niepodważalne autorytety, ale wystarczająco żeby wiedzieć mniej więcej jakie są nasze ograniczenia, czego potrzebujemy itd. Ja swojego BoBa jak już pisałem pisałem kompletowałem sporo czasu i nadal ciągle go zmieniam, wymieniam poszczególne elementy na lepsze, lepszej jakości. Ale praktycznie wszystkie opcje były testowane najpierw w warunkach „kontrolnych”. Do dziś wspominam noc przy -5 w moim hamakowo-bivibagowym ustrojstwie. Ale wiesz co ? Testowałem to u siebie na podwórku i co jakiś czas ktoś do mnie przychodził sprawdzić jak się czuje. Miałem budzik nastawiony na dzwonienie co 30min i zakładałem, że jak tylko zacznę się trząść to wracam do domu. Ty zebrałeś kupkę dość przypadkowego sprzętu (w większości nowego), zakładam, że pewnie nawet ich jeszcze wszystkich nie spakowałeś i zobaczyłeś jak to się nosi 😛 I wybierasz się na 3 dni w teren. Moja rada: podziel to sobie wszystko na grupy tematyczne i przetestuj, wypróbuj w krótszym czasie niż taka wyprawa. Masz jeszcze czas na zmiany i refleksje. Na wyprawie będzie na to za późno. Realnie myśląc, życia raczej nie naraisz, ale sporo niewygód i może zdrowia może Cię ten spontan kosztować. Oczywiście Ci tego nie życzę i trzymam kciuki. Ale przemyśl to. Masz z tej wyprawy wynieść spostrzeżenia i doświadczenie, a nie tylko wspomnienie horroru, otarć i chłodu.

  16. Anno pisze:

    A zastanawial sie ktos z was na temat przyczepy ktora zapina sie na pas biodrowy i ciagnie sie na niej rzeczy. Cos w tym stylu http://rowery.trojmiasto.pl/Bagaznik-czy-trzecie-kolo-A-moze-jedno-i-drugie-n34149.html

    http://www.swistak.pl/a27619889,Pas-biodrowy-szelki-do-pulki-sanie-transportowe.html

    Pozwolilo by to na zabranie wiekszej ilosci rzeczy. Latwiej ciagnac niz nosic 50kg

  17. Grimm pisze:

    Ja się zastanawiałem. I uważam, że jest to dobry pomysł. Nie podchodzi raczej pod idee BugOutBag, ale w przypadku potrzeby ewakuacji jest to wyśmienity pomysł. Co prawda nie w postaci tej przyczepki akurat którą zapodałeś w linku, ale jest sporo tego typu patentów które moim zdaniem bardziej by się nadawały. Ja mam torbę podróżną do dużych kółkach (takich od wózka dziecięcego), a myślę nad patentem przyczepki rowerowej którą w razie potrzeby można by również ciągnąć samemu.

  18. super pisze:

    Aaaaa wypowiem się. Co mi tam 😉
    Śpię w hamaku prawie co weekend i teraz niestety zaczynają się zimne noce. Jak chcesz się wyspać to koniecznie przemyśl ten temat. Musisz mieć specjalne docieplenie które dopina się pod hamak.
    W idei BOBa jest ucieczka a więc raczej w grę wchodzi szybkie przemieszczanie się i nocowanie w takich warunkach i miejscach aby nie wzbudzać żadnych podejrzeń. Dlatego też mimo że fajnie śpi się w hamaku to bym go zostawił. Musisz spojrzeć na to z innej strony. Ucieczka. Śpisz jak mysz pod miotłą w dziwnych miejscach. A jak nie będzie drzew?
    Ja stawiałbym na bivi-bag z Gore i bashę lub poncho z kompletem gum do szybkiego rozpięcia. Nisko się śpi i w miarę zamaskowanym.
    Do żarcia nic nie mam. To wychodzi w praniu. Każdy ma inny metabolizm.
    Na pewno wywaliłbym;

    zestaw plastikowych naczyń turystycznych + sztućce,
    przyprawy,

    płyn na komary,
    wiatrówka (rewolwer) + śrut + naboje CO2,
    mały ręcznik turystyczny,

    bluza polarowa,
    bielizna, koszulki, w tym termoaktywne z długim rękawem,(tylko sztukę)
    płaszcz przeciwdeszczowy krótki bez kaptura,(lepsza kurtka typu Gore)
    arafatka,
    śpiwór
    latarka maglite 2AA + 8x baterie,(lepsza czołówka )
    wkład do znicza,(lepsze małe podgrzewcze do herbat)
    kuchenka turystyczna benzynowa,(epi na 72 h a pózniej jakaś kuchenka na drewno)

    zapałki, zapalniczka gazowa,
    paracord,(+dużooo innej cienkiej i taniej linki tak z 30m)
    hamak,(tak jak pisałem)
    plandeka,(poncho +gumy)
    śpiwór,(+ bivi bag)
    kompas.(busola +mapa terenu na jakim jesteś +mapa całego kraju)

    a moje ;
    -ciepła czapka zawsze
    -wazelina na obtarcia pachwin lub tyłka co przy długich marszach się zdarza
    -rękawiczki
    -piła do cięcia drzewa (obecnie tylko łańcuchowa, składana 😉
    -tabletki do oczyszczania wody + filtr
    – zapasowe skarpety
    -ostrzałka do noża
    -kilka worków foliowych

    Pozdrawiam

    • super pisze:

      się walnąłem ..jeśli chodzi o wywalenie to pozbyłbym się oczywiście tego;

      zestaw plastikowych naczyń turystycznych + sztućce,
      przyprawy,
      płyn na komary,
      wiatrówka (rewolwer) + śrut + naboje CO2,
      mały ręcznik turystyczny,

  19. Adamisko pisze:

    Witam.

    Z czescia komentarzy sie zgadzam z czescia nie 🙂 Troche sie nachodzilem i najadlem konserw 😉 Powiem Panu ze 4,5 litra wodz na 2 dni intensywnego marszu z plecakiem to malo. Zwlaszcza ze konserwy zawieraja zazwyczaj duzo soli i ‚suszy’ jak diabli. A mowil Pan o samowystarczalnosci… Moim zdaniem uzdatnianie wody bedzie konieczne, choc nie niezbedne. W ogole radzilbym mocno odchudzic plecak. Lepiej (fizycznie ale i psychicznie) czlowiek czuje sie z lzejszym plecakiem niz objuczony jak osiol. Tym samym wypije Pan mniej wody i bedzie potrzebowal mniej jedzenia… Wiec troche reakcja lancuchowa 🙂
    Ja bym zabral mniej jedzenia (przy dwoch dniach nie bedzie problemu a czlowiek przy duzym wysilku dostaje czesto malego przykurczu zoladka i az tyle sie nie je), do tego po jaka cholere ta wiatrowka?! To bedie jakis ekstra kilogram… A jeszcze ktos sie wystraszy. Co innego bron ostra no ale to osobny temat. No i kompas wydaje sie zbedny jesli chce sie isc drogami. Lepiej mapa/atlas samochodowy wojewodztwa.

    Pozdrawiam
    Adam

  20. night_rat pisze:

    z czasem można przejść na oporządzenie- szelki militarne z plecakiem do tego. śpiwór i płachtę da się zmniejszyć- ściągnąć pasami lub w specjalnym worku (stuff compresor sack). wieksze worki foliowe i grubsza folia malarska, uniwersalne. żarcie spoko, są też MRE 500g z 2,5kcal na 72h- przy takiej wadze wziąłbym drugą. fasolę,groszek i kukurydzę zmieniłbym na bretońską a do mięsnych dodał sucharki-lepiej się je i regulują kupkę. słodycze extra- raczej batoniki, cukierki do ssania, czekolada- można podjadać i wymieniać, jak się znajdzie to glukoza w tbl (dextrose), zwalcza zmęczenie i głód (cukier prosty szybko się wchłania, złożony i tłuszcze mogą nasilać zmęczenie). kuchenka jest, ja preferuję na dowolne paliwo płynne (palniczek i mała buteleczka), najmniejsze to na tbl (heksamina). armia bryt. ma niezły zestaw- manierka, pasujący na nią kubek i kucheneczka pod to. WODA. Nie ma drogiej butli filtrującej, to są tbl albo „słomki” wielkości markera za ok. 100zł z filtrem na 700l. gwizdek- alarmowanie, odnajdywanie się. Latarkę masz, sam dla zasady mam zawsze 1xAAA na szlufce. sznurek jest, na dłużej przydaje się cienki kordonek, coś jak dratwa lub zwój cienkiego drutu. ew. rękawiczki- cięcie krzaków i brudny chrust itp. NRC. mam monokular 10×25, może być i mini-lunetka. bielizna- zapas 2x gatki, skarpuchy i koszulki to luksus na długo. zmieniamy skarpety i osuszamy między palcami. na dłużej: jeśli chcemy się myć, to małe mydło w płynie, spec. ręczniczek, golitko, jak ktoś ma obsesje zarazków to odkażający spreik do rąk, odór też zabija. dodałbym dobry gaz typu franc. żandarmerii z przemalowanym opakowaniem (estetyka, przecież nie namawiam do nielegalu).
    kolory ciemnoszare/oliwka/blue jeans- łaciate camo rzuca sie ludziom, policji i wojsku w oczy. wkład do znicza chyba kopci, chyba że masz taką świeczkę z 15cm grubości gromnicy, w niepalnym plastiku- nie kapie, długo sie pali.
    what-if: np. co jeśli skręcę/złamię nogę? zgubię się? zostanę napadnięty? będę musiał unikać ludzi (lub szybko spier… daleko)? teren będzie skażony? będzie straszna ulewa? złapie mnie sraczka, gorączka? zamiast 3 dni będę musiał koczować tydzień w ukryciu? stracę plecak? itp.
    dla komandziochów- śmieci można palić, kupkę do woreczka i zakopywać, ognisko musi być widziane z kosmosu a drzewa uszkodzone rzucaniem noży; dla celebrytów- po drodze trzeba fotkę z uratowania zwierzątka, omdleńca czy zabłąkańca 😀

    • Super pisze:

      Tylko pytanie się rodzi z tą fasolką. Przecież MRE zatrzymuje wydalanie. Czy fasola pomoże w regularności mimo chemii z MRE ?

  21. Kriss pisze:

    No tak.Zestaw ‚ ucieczkowy’ 72 h. Tylko po co ladowac wtedy zestaw turysty/podroznika , i zabierac to wszystko co moze sie przydac przez miesiac ( lub wielokrotnosc ) , a nie tylko na 3 doby ? Takie zestawy jakie opisujecie to mozna uzywac na wielotygodniowych trekkingach w Himalajach , a i tak tego moze byc za duzo :-). Ktos powyzej zadal dobre pytanie : przed kim, przed czym uciekac ? Zatem rowniez, czy jest do czego wracac ? No i czy uciekamy z bazy gdzie zgromadzilismy wszelkie dobra, czy odwrotnie – zmierzamy do niej ? Osobiscie mam male doswiadczenie w bytowaniu w Bieszczadach o calkowitym glodzie ,jedynie z plecakiem i woda – tydzien wytrzymalem spokojnie ( pelne 7 dni i nocy ), aczkolwiek spadek ‚mocy’ przy mocniejszym wysilku.Przy okresie 24h – 72 h naprawde wystarczy minimalizm, no chyba ze zakladamy, ze nasz dom splonal, zostal rozgrabiony , inne nieszczescia – i dalej musimy zyc z tym co mamy na plecach.Inna sprawa rowniez wtedy , kiedy musimy zapewnic byt rodzinie – a to juz nie jest takie beztroskie.

    • Rzecz w tym, że ten okres 72h jest tylko umowny. Tak naprawdę nie ma sytuacji, w których wystarczy przeżyć akurat te 3 dni, żeby wszystko wróciło do normy.

      Cholernie istotne jest to, jak kto wyobraża sobie wykorzystanie tego zestawu ucieczkowego.
      Dla mnie ma on posłużyć przede wszystkim w okresie przejściowym — od momentu ucieczki z domu, do jednego z wyznaczonych wcześniej celów ewakuacji. Zakładam, że będę zmuszony dotrzeć tam pieszo i że powinno mi się to udać w czasie krótszym, niż te 3 dni. Po tym czasie będę korzystać z infrastruktury i zapasów w celu ewakuacji.

      Ale jeśli będę musiał opuścić dom ze względu na inne zdarzenia, np. pożar bloku, w którym mieszkam, to też zabiorę zestaw. Przynajmniej będę mieć przy sobie kilka sztuk ubrań na zmianę…

  22. commando ernie pisze:

    mógłbyś dać zdjęcie tego wszystkiego gotowego do ucieczki ? bo mi to wyglada jakby bez taczek sie nie obeszło 😉

    • Na pewno dam zdjęcie, albo nawet filmik, jak tylko zakończę przygotowania zestawu. Na razie całość praktycznie mieści się w 55-litrowym plecaku z przyległościami.

  23. Czarny pisze:

    Jóż ktoś pisał, żeby wywalić plastikowe naczynia.
    Zamień kubek emaliowany na stalowy – można w nim zagotować wodę.
    Zobacz u mnie na blogu, obrabiałem temat dość dokładnie:
    http://ps1560.blogspot.com/2012/02/bug-out-bag-i-szkodliwosc-nauki-z.html
    pozdrawiam
    Czarny

  24. Grimm pisze:

    Ja swój zestaw ucieczkowy analizuje na wypadek przeróżnych sytuacji których pomysły podpowiadają mi telewizja, książki, czy treści taki stron. Pomysłów może być miliard, a i tak znając prawo Murphy’ego nie przewidzę tej która mi się przytrafi lub nie przytrafi mi się nigdy nic takiego (nie obraziłbym się za taki wariant). Czytając większość tych postów zauważam, że większość z was zapomina, że autor bądź co bądź chce przetestować zestaw BoB mając do dyspozycji akurat wypad do lasu, a nie stworzyć zestaw stricte na taki wypad przewidziany. Dla tego znajdują się w nim różne rzeczy, które w danej sytuacji mogą mu się nie przydać, (bo jest to jak większość z was zauważyła prosty wypad do lasu, na który wiele nie trzeba) ale już w całej gamie innych przypadków już raczej tak.

  25. Boungler pisze:

    Jak widzę na poczatku już ktoś o tym wspomniał ale ja jeszcze raz podkreślę. W Twoim zestawie nie ma skarpet na zmianę – własnie umarłeś w butach!

    Jesteśmy już po zlocie PB – cała masa doświadczenia i uwag, których nie można od tak sobie znaleźć w sieci. Najważniejsze z nich to płacisz niesamowitą karę za każdy gram zbędnego wyposażenia, które w efekcie nie jest aż tak istotne a zabraliśmy je tylko tak na wszelki wypadek.

    Na razie nie chcę nic podpowiadać, aby nie psuć Twojego wyniku bo warto je później porównać.
    Działaj.

    • W spisie nie ma, ale powinny gdzieś być, w którejś z kieszeni plecaka.

    • Kriss pisze:

      Co do zbednego wyposazenia i gramow.Jesli chodzi o sama wage tego co dzwigamy , to optymalna ilosc kilogramow na grzbiecie to ok 8 kg 10 kg max , przy organizacji na kilka dni – np trekkingi ( nawet do tygodnia , jesli mamy sprzet na tydzien to przezyjemy i miesiac , lub dluzszy okres ) , a sam plecak tez juz swoje wazy.Jesli dodamy do tego namiot,jedzenie, wode to niech bedzie max 15 kg – to juz naprawde solidny ciezar.Moze na nizinach jeszcze to jakos ujdzie , ale np w warunkach gorskich to kazdy kg to juz istne cierpienie.Z tego co wiem ekstremisci od napakowanych plecakow wszelkich dobrem nosza ciezary 25 – 30 kg, ale to juz masakra :-).Nie wiem, moze napychaja plecak puszkami :-P.W sytuacji ekstremalnej, taka waga moim zdaniem nie nadaje sie w ogole do transportu ( w czasie pokoju dla turysty/podroznika to i tak moim zdaniem przesada).Niektorzy przeliczaja ciezar w stosunku do masy ciala, ale nie wyobrazam sobie przy moich 95 kg dzwigania 30 kg obciazenia.

  26. yamabushi pisze:

    a wlasnie wez wiatrowke i caly majdan do niej – i zobacz jak sie to nosi – jak sie to chowa i jak wyjmuje i ile trwa w nocy ladowanie srucin albo wymiana pojemnika CO2 w trakcie marszu z plecakiem – jak sie celuje po przebiegnieciu paru metrow z obciazeniem – jak slychac pykanie w nocy – jak sie strzela w swietle latarki – jak robi sie posilki i spi kiedy musisz miec wiatrowke caly czas przy sobie (jezeli cwiczenie ma nam cos dac to powinno byc „jaknajprawdziwsze”)…

    czy wiatrowka ktora niesiesz to zabawka czy sprzet na polowanie a moze symulacja broni palnej?

    a moze zabrac proce?

    • Wiatrówkę chcę wziąć, bo uważam, że broń jakiegoś rodzaju powinna znaleźć się w zestawie. Broni palnej nie mam i raczej nigdy mieć nie będę, na czarnoprochowca mi na razie szkoda kasy, więc zostaje wiatrówka. Schowana w plecaku, bo nie mam do niej kabury a nie zamierzam też nosić jej na wierzchu podczas całego marszu. Co by nie było, będzie to wyglądać podejrzanie.

      Proca nie ma sensu. Trafienie z procy w cokolwiek przeze mnie graniczy z cudem. To ja już wolę wiatrówkę…

      • commando ernie pisze:

        czyli jak wyleci ci jakis glodny murzyn z maczeta to masz zamiar rzucic plecak i zaczac w nim szukac wiatrówki ?

        • Dziś nie spodziewam się ataku głodnego murzyna. Za to nie zamierzam za wszelką cenę dążyć do realistyczności testu, kosztem wzbudzania niezdrowej sensacji na ulicy.

          Chyba nie sądzisz, że w razie czego chodziłbym z wiatrówką w plecaku?

  27. Kriss pisze:

    Co do broni.To juz lepiej stosowac luki – tradycyjne, lub bloczkowe.Kupujcie, poki sa jeszcze legalne 🙂 Nie liczac broni bialej wszelkiego rodzaju, luki pozostaja nadal realna, smiercionosna bronia.W wprawnych dloniach sa wyjatkowo celne i skuteczne.Nadaja sie do strzelan sportowych, czy łowiectwa ( u nas oczywiscie jest to zakazane ), a cwiczyc mozna do woli :-).Z tego co widzialem to nowoczesna strzala z luku bloczkowego ma niesamowita moc przebicia, zreszta kazda inna z luku tzw tradycyjnego tez jest w stanie powalic zwierzyne ( i nie tylko ).Sa rozne lokalne grupy, stowarzyszenia, ktore organizuja strzelania , zawody i spotkania integracyjne.Nie wiem jak wyglada sprawa z kuszami.Mozna je bez problemu nabyc , chyba nawet on line, ale nie wiem, czy potrzebna jest jakas rejestracja .

  28. Viking pisze:

    Kusza jest niestety w Polsce zakazana. Co do broni to na wypadek ucieczki polecam gaz pieprzowy lub np mały toporek – wiatrówka jest zupełnie niepraktyczna i nieskuteczna a z łuku większość z nas nie potrafi strzelać jak Legolas wiec nie sprawdzi się on z bliskiej odległości. Może też być broń czarnoprochowa lub nawet zwykły kostur. Bardzo efektywna i efektowan jest broń średniowieczna taka jak nadziak, buzdygan itd widok czegoś takiego za paskiem odstarszy większość potencjalnych napastników. Oczywiście wszystko to nie pomorze nam w polowaniu ale chyba zakładamy że przez 3 dni ucieczki nie będziemy tego robić? Sama wiatrówka o dziwo do polowania może się przydać – można z niej strzelać do małych ptaków które z powodzeniem nadają się do jedzenia.
    Co do zestawu jedzenia w plecaku myśle że jest za duży przynajmniej dla mnie. W sytuacji gdy ucieczka ma trwać 3 dni lepiej dźwigac mniej i jeść mniej niż być obładowanym. Jestem dośc doświadczonym survivalowcem więć myśle że poradziłbym sobie nawet bez niczego do jedzenia ale ktoś bez doświadczenia w tym temacie powinien zabrać jak najwiecej kalorycznych a lekkich produktór (mieszanka studencka, czekolada, suszone mięso).
    Hamak też myśle że jest zbędny tak jak denaturat i kuchenka – to tylko trzy dni gdzie liczy się szybkość a nie wygoda.

  29. literaki pisze:

    Weż światełko rowerowe lub odblaski bo bedziesz chodzil poboczem.

  30. Viking pisze:

    W czasie prawdziwej ewakuacji bym raczej światełek nie polecał;)

  31. night_rat pisze:

    radio masz w komórce? bo w razie shtf nasłuchiwać komunikatów lokalnych dla ludności czy choćby prognozy i info o korkach.
    żel uśmierzający na stopy, a jeśli poharatasz stopy w zagrożeniu może będzie trzeba i pobandażować czy założyć 2. miękką skarpetkę.
    masz czapkę bejsbolówkę na lato i szalokominiarkę na zimę?
    może wyczaisz jakąś studnię na uboczu czy choćby hydrant? bierzesz trochę srebrnych monet? właśnie pomyslałem o jakiejś lasce czy kijku trekingowym, psychologicznie może odstraszać. ciekawostka: mam kurtkę z goretexu, bez polarowej podpinki da się złożyć i zmieścić w… kieszeni bojówek, a ciepła i chroni p/deszczem do pół uda

    • Czapkę noszę na co dzień, więc nie umieszczam jej w zestawie.
      Radio mam w komórce. Mimo to nie jestem przekonany, czy to dobre wyjście, bo bateria się pewnie dość szybko rozładuje.
      Srebra nie biorę.

      • Viking pisze:

        Jeśli chcesz coś na wymiane to można też paczke fajek zabrać – papierosy mogą być kiedyś wartościowsze niż pieniądze a i teraz masz szanse zdobyć sympatie jesli kogoś nimi poczęstujesz.
        Z broni to chyba solidny kostur będzie najwłaściwszy – jest zawsze pod ręką, nie prowokuje jeśli się nim podpierasz a zrobiony z dobrego drewna jest doskonałą bronią zwłaszcza gdy na wiejskich drogach atakują cię psy;)

  32. theredel pisze:

    Ja uwagi tzlko co do diety, bo na tym przede wszystkim się znam:
    1. Ogólnie mało wody/płynów, jak na wysiłek fizyczny (jeśli dobrze rozumiem, chodzenie będzie jakąs istotną częścią challenge’u), pewnym rozwiązaniem moze być na wstępie hiperhydratacja, a potem uzupełnianie płynów. Hiperhydratację najlepiej osiągnąc przez popijanie na kilka godzin przed challenge’m max. 5% roztworu gliceryny (do kupienia na allegro za grosze), żeby efekt wchłaniania wody był lepszy warto na każdy litr r-ru wrzucić 100 mg magnezu i ćwirć łyżeczki soli.
    2. Na sam challenge też pomyślałbym o czymś innnym, niż tylko woda, powiedzmy połowa zapasu to roztwór wody i gliceryny (przypominam max 5%, inaczej biegunka). Druga połowa, to woda z około 5% węglowodanów (50 g cukru najprościej wsypać na litr wody) i ćwiara łyżeczki soli, oraz 100 mg magnezu, ewentualnie trochę potasu (nawadnia szczególnie mięśnie, co jest ważne przy wysiłku).
    3. Jedzenie: jeśli nie masz oporów, to skorzystałbym z koncentratów kalorycznych, czyli tłuszczu (bez obaw, nie umrzesz). Konkretnie: chleb ze smalcem, a może adekwatniej smalec z chlebem, czyli spora dawka smalcu na cienkim chlebie (głównie jako konstrukcji nośnej), złozona w tzw. klapsznity (tak po śląsku się mówi na kanapki, gdzie „obrazki” sa w środku, a z góry i z dołu są kromki chleba).
    Jesli zwracasz dużą uwagę na smak, polecam posypanie smalca odrobiną chilli (poprawi tez wchłanianie składników odzywczych), solą i dodanie bardzo cienkich plasterków cebuli – ochrona przed ew. infekcjami wynikającymi z trudnych warunków.
    Raczej jeśli chodzi o żywność, to postawiłbym własnie na w/wym konstrukcję kanapkowo – smalcową (masło też może być, jesli smalca nie lubisz), w mniejszej objętości masz większą ilość kalorii, niż w jedzeiu, które wymieniłeś. Oczywiśie zabierz też inne produkty, bo różnorodność powinna byc podstawą każdej diety, także surwiwalowej, z tą uwagą, że „smalcowe koncentraty kalorii” zwiększ do około 50% wagi.
    Generalnie musisz przyjąc, że przy wysiłku lekkim, jak chodzenie, zuzyjesz co najmniej 3000 kcal dziennie. Łatwiej to pokryć z tłuszczu (nasycone tłuszcze, jak w smalcy 9 kcal/g), niż z żarcia będacego niskotłuszczową mieszanką białek i weglowodanów (oba makroskładniki około 4 kcal na gram).
    Oczywiście jesli challenge ma tylko 3 dni, to i samą woda się obejdziesz, a organizm sobie kalorie pobierze z wewnętrznych zapasów, jak mięśnie i tkanka tłuszczowa, zakładam jednak, że po tych 3 dniach nie chcesz wyglądać jak pół trupa.

    • Kanapek na wycieczkę robić nie będę. Mam zamiar przetestować zestaw, który ma być uniwersalny, a nie przygotowywać go pod kątem jednej wycieczki. W razie ewakuacji z zestawem 72h nie będę przecież robić kanapek ze smalcem — prędzej bym zgarnął słoik ze smalcem z lodówki. 😉

      Cukier w zestawie mam, sól też, mogę mieszać, żeby się lepiej nawadniać.

  33. yamabushi pisze:

    JAKIE WNIOSKI
    co zmieniasz – co wyrzucasz – co zostaje – co dorzucasz – co doradzasz a co odradzasz?

    • Cholernie trudno mi na to odpowiedzieć, skoro cały eksperyment skończył się w połowie. Z rzeczy, które zmieniłem w stosunku do opisanego tutaj, to było:
      * wywalenie części puszek (zostawiłem tylko 3 z mięsem, w tym 1 z racji arpolu),
      * dołożenie paczki racji Seven Oceans,
      * dołożenie wody (w sumie 6 litrów),
      * wywalenie naczyń turystycznych i stalowego emaliowanego kubka, zamiast nich aluminiowa menażka,
      * latarka maglite zamieniona na czołówkę,
      * denaturat zamieniłem na benzynę ekstrakcyjną,
      * wkład do znicza zamieniony na kilka tealightów.

      Teraz wywaliłbym również hamak i w jego miejsce wziął coś innego. Może nawet samą karimatę, razem z plandeką powinienem być w stanie sobie zmontować z tego jakieś wygodne schronienie na noc.

      Mam duże wątpliwości co do wody. Zamiast części mógłbym przecież wziąć jakiś filtr, ale nie jestem skłonny tego robić, bo nie jestem przekonany, że zawsze będę mógł polegać na pozyskaniu wody z otoczenia.

      Co do żarcia to mam mieszane uczucia. Przemkowi dobrze sprawdziły się racje MRE, na samych racjach Seven Oceans bym nie przeżył.

  34. Grimm pisze:

    Drogi panie kolego, po Tym co pan pisze…, a używa pan dużo stwierdzeń typu „niedbałym rady”, „nie mógłbym jeść” i innych tego typu tekstów – wnioskuję, że mało wiesz o możliwościach ludzkiego organizmu, woil przetrwania i o tym do czego sam byłbyś zdolny gdybyś poczuł kostuchę na dupsku 😛 Teoretycznie, nikt kto nie znalazł się w tak ekstremalnie trudnej sytuacji nie wie do końca ile byłby w stanie z siebie dać. Jednak z własnego doświadczenia wiem, niektóre przedsięwzięcia mogą dać Ci blade pojęcia o swoich granicy. Polecam… Sam siebie możesz zaskoczyć.

  35. Rafał1981 pisze:

    Ludzie poszaleliście!!!!! To ma być zestaw pozwalający wam przetrwać 72 godziny w każdych warunkach !!!
    A nie wycieczka na kemping !!!

    Ma to mieścić się w małym plecaku ,pomóc wam rozpalić ogień ,zjeść cokolwiek by zaspokoić głód i pozwolić się w cieple przekimać nawet nie wyspać .I ewentualnie opatrzeć odcisk bo na tyle można samemu się przygotować!!

    Uwierzcie w wojsku mieliśmy kwartalne marsze 30 km w tempo z mały plecakiem wojskowym co ważył 25 kilo .Padaliśmy na ryje ale nas dowódcy ciągnęli , mieliśmy mega odciski obtarcia -Jestem pewien że 90 procent z was tak ciężki plecak wywaliło by !!!! Do kosza bo był by ciężki , by was opóźniał , mieli byscie problemy z poruszaniem a ucieczka zamienila by się w katastrofe

    • Survivalista (admin) pisze:

      Napisz zatem, co Twoim zdaniem powinien konkretnie zawierać taki plecak. A potem napisz, ile to będzie ważyło.

  36. Rafał pisze:

    W zestawie brakuje jakiejś maski przeciwgazowej, choćby jej namiastki. Myślę, że powinna wystarczyć zwykła przemysłowa maseczka przeciwpyłowa, najlepiej klasy P3 z węglem aktywowanym. Są małe, lekkie, sprzedawane w kompletach po kilka szt.
    Bo oprócz kataklizmów naturalnych (jak mniemam małe jest prawdopodobieństwo wybuchu wulkanu lub superwulkanu w Polsce), może się zdarzyć jakiś kataklizm wywołany przez człowieka, czyli wojna lub awaria. A to oznacza skażenie powietrza pyłem zawierającym cząstki radioaktywne (broń jądrowa, awaria lub zniszczenie elektrowni atomowej, uran z amunicji przeciwpancernej) lub jakieś chemikalia (awaria lub zniszczenie fabryki chemicznej, broń chemiczna).

    No i koniecznie filtr wody. O ile wodę ciężko przenosić w większych ilościach, to stosunkowo łatwo znaleźć, gorzej z nadawaniem się jej do spożycia (może wyglądać na czystą, ale zawierać np. pasożyty).
    Najprostsze i najtańsze rozwiązanie, to butelka typu bobble (ok. 50zł), ma filtr węglowy. Ale lepiej choćby najmniejszy filtr ceramiczny (np. któryś Katadyn), będzie jak znalazł w przypadku powodzi lub awarii wodociągów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Notify me of followup comments via e-mail. You can also subscribe without commenting.

banner