Motorower 50 jako dobry pojazd dla Przetrwalsów

Autorem dzisiejszego wpisu gościnnego jest Kuba

Od 5 lat jestem użytkownikiem chińskiego motoroweru 50 ccm znanego jako Benzer Shaft. Przez te 5 lat bardzo się zżyliśmy i odkryłem wiele jego mocnych stron. Posiadam również inne motocykle i pojazdy, jednak moim zdaniem ten konkretny model posiada wiele zalet których inne nie posiadają. W niniejszym artykule postaram się przekonać Państwa o zaletach motoroweru 50 ccm jako pojazdu ucieczkowo/przetrwaniowego. Swoje wywody poprę przykładami z własnego podwórka.

motorower-50-1

Motorower w stanie surowym.

Ekonomia

Zacznijmy od najważniejszej rzeczy czyli cen. Ceny pięćdziesiątek wahają się  od 1600 PLN do 3000 PLN za nowy egzemplarz. Cena nie jest wygórowana i jest to wydatek na który spokojnie można uzbierać, tym bardziej że oszczędności na paliwie powodują szybką amortyzację zakupu. Motorower spala w teorii około 3 litrów na 100 km – w praktyce nawet mniej przy rozsądnym użytkowaniu. Samochód – nawet z gazem pali dużo więcej możemy więc założyć że oszczędzamy około 30 PLN na 100 km – czyli średnio po 6 000 km pojazd się amortyzuje. Przy codziennym dojeździe do pracy zwrot następuje szybko. Możemy też odliczyć koszty parkingów – no i stanie w korkach nam nie grozi. Ja swoim motorowerem jeżdżę od końca marca do pierwszych przymrozków.

Koszty eksploatacji również niezbyt duże – zakup oleju i wymiana raz na parę tysięcy km. Części również bardzo tanie – przez 4 lata nie zdażyło mi się zrobić naprawy za więcej niż  100 PLN a to było w przypadku zatarcia tłoka! W przypadku scenariusza typu utrata pracy albo kryzys mamy do dyspozycji pojazd którego koszty są znikome, natomiast możliwości bardzo duże, o czym za chwilę.

Niezawodność

Tutaj zdania są mocno podzielone, i myślę że dużo zależy też od egzemplarza na jaki się trafi. Ja w swoim raz zatarłem tłok (naprawa 120 PLN) ale to akurat z mojej winy. Miałem też usterkę modułu elektronicznego (20 PLN) i jeszcze jakieś pomniejsze rzeczy. Dodatkowo budowa tych motorowerów jest tak skomplikowana że o ile mamy ze sobą klucz nastawny i śrubokręt to jesteśmy w stanie dokonać większości napraw nawet w środku pola. Właściciele multitooli mogą powiedzieć że jeżdżą razem z warsztatem. Czyni to z niego dobry pojazd ucieczkowy tym bardziej, że kompletny zestaw części na wymianę można zmieścić w plecaczku, albo kuferku.

Zasięg

Motorower Benzer posiada zbiornik o pojemności około 17 l co biorąc pod uwagę jego spalanie daje nam zasięg ponad 500 km pomiędzy tankowaniami. Myślę że taki zasięg dla przetrwalsa jest więcej niż zadowalający. Co prawda prędkość pozostawia wiele do życzenia (max 45 km/h i niestety nie jest to ograniczenie sztuczne – po prostu z tych silników ciężej wycisnąć już więcej mocy), ale jeśli chcemy zainwestować można po szokującej kwocie 150 PLN kupić zestaw powiększający pojemność naszej maszyny do 72 ccm co pozwala już jechać trochę szybciej, a na pewno więcej na niego naładować.

Jazda terenowa

Nie jest to co prawda maszyna offroad, tym niemniej „daje radę”. Ja swoim Benzerem jeździłem po polach, orankach, kopalniach piachu i lasach. Jego niewielkie gabaryty pozwalają poruszać się pomiędzy samochodami (a jak wiemy w razie W może się zdążyć że ulice zostaną zakorkowane przez tych co chcą uciec z miasta). Dużo daje też niewielka masa motocykla – jest to około 100 kg. Kilka razy zdarzało mi się dojechać do rowu z wodą – wówczas po prostu zsiadałem z motocykla i przestawiałem go na drugą stronę. A teraz wyobraźmy sobie scenariusz gdzie usiłujemy wydostać się z miasta a ulice wyjazdowe zastawione są przez wojsko/anarchistów/zombie. Po prostu jedziemy gdzie indziej i wyjeżdżamy inną drogą. Nie ma dla nas granic jako takich (nie próbowałem jeszcze wciągać motorka na mur, ale sądzę że i to jest wykonalne).

motorower-50-2

Pojazd w trakcie przebudowy.

Agregat prądotwórczy

Tak, tak! – wystarczy założyć do instalacji gniazdko typu zapalniczkowego, przetwornica i mamy prąd. Jedyną wadą tego rozwiązania jest to że silnik chłodzony jest powietrzem, dobrze więc byłoby dołożyć jakiś wentylatorek albo chłodniczkę oleju (do kupienia na znanym portalu – prosta w instalacji i tania) które pozwolą pracować silnikowi stacjonarnie przez dłuższy czas. Motorower można odpalać kopniakiem więc nie jesteśmy zdani na konieczność posiadania akumulatora, a rozładowanie go do zera nie spowoduje problemów z zapaleniem.

Ładowność

Możemy jeździć w dwie osoby (chociaż nie dwie osoby po 100 kg – próbowałem – idzie, ale ciężko). Możemy założyć sakwy i plecaki i zmieścić w nich żywność, wodę, wyposażenie. Dodatkowo możemy wziąć parę części na zmianę – nie zajmą dużo a mamy wtedy pewność że ciężko będzie nas zaskoczyć. W moim motorowerze przyciąłem trochę tylne siedzenie a w zamiast zainstalowałem więcej ładownic.

Podsumowując, myślę że zakup takiego motoroweru jest na pewno dobrą inwestycją zarówno w czasach spokoju jak i na godzinę W. Posiada on przyzwoitą ładowność, więc możemy nim wozić zarówno zestawy ucieczkowe jak i zakupy. Jest tani w eksploatacji oraz bardzo prosty w naprawie, nawet z dala od warsztatu. Daje nam również ogromną mobilność w niewielkim stopniu tylko ograniczoną przeszkodami terenowymi. Dodatkowo możemy sami rozbudowywać go o potrzebne nam moduły. Sam byłem nieco sceptyczny do chińskiego sprzętu, ale silnik jest kopią silnika Hondy (DAX) więc jest to przyzwoita jednostka która naprawę wiele zniesie.

Gość redakcji

Pod tym kontem publikowane są artykuły gościnne, napisane przez wielu różnych autorów. Staramy się notki biograficzne podawać przy każdym z tych tekstów.

Mogą Cię zainteresować także...

32 komentarze

  1. Nie wie nikt pisze:

    W tych czasach lepiej kupić 125 – lepiej trzymają cenę, spalają podobnie, a można jeździć z normalnymi prędkościami, a do tego wcale nie są droższe – ja kupiłem nowego ogara 125 za 2300zł 🙂
    Ale chińczyków do jazdy tereneowej innej niż dukt leśny nie polecam…

  2. odkrywca pisze:

    A co sądzisz o zakupie jakiegoś rometa np. ogar 200, komar. Chyba są mniej awaryjne, ale nie wiem czy da się z nich zrobić „agregat”

  3. Fomalhaut pisze:

    Ciekawy wpis. Różnica w przypadku pojemności czy np 125 czy 50 cm3 jest poza możliwościami technicznymi w posiadaniu prawka na 125. W motorowery 50 można uzbroić rodzinę bez praw jazdy co ma znaczenie w przypadku porządku prawnego. W przypadku motorów 125 możemy wybrać jednostkę enduro o lepszych własnościach offroadowych. Sam pomysł jako środek na „W” ma wiele zalet ale ma też wady: Stosunkowo małą pojemność bagażu, hałas w czasie jazdy, uzależnienie od paliwa. Gdyby był elektryczny (do zrobienia) przy posiadaniu panela foto galwanicznego bylibyśmy w pewnym sensie samo wystarczalni w paliwo. Ale cena byłą by inna.

  4. Marcin pisze:

    Posiadam podobny motorower (Zipp Xrace), więc pozwolę sobie na kilka uwag.

    Chińskie motorowery to nie jest sprzęt, do którego wystarczy lać benzynę i jeździć. Wymagają one troski, żeby pojazd działał niezawodnie. Zgadzam się z autorem wpisu, że naprawa jest prosta i tania, ale prawdą jest też to, że trzeba ze sobą wozić narzędzia, żeby ciągle coś przy naszym pojeździe poprawiać.

    Ja w swoim motorowerze wymieniłem silnik na 125. Posiada również uwolniony wydech. Ważę ponad 90kg, ale jestem w stanie rozpędzić się ponad 80 km/h. Zawieszenie i hamulce mają większy potencjał. Niestety silnik przy tej prędkości ma wysokie obroty (ponad 10 tys.) i szybko się nagrzewa. Bezpieczna dla silnika prędkość to 60km/h, udało mi się z taką prędkością przejechać trasę 50km w lecie przy temperaturze powyżej 30’C. Kupiłem chłodnicę oleju, ale jeszcze jej nie zamontowałem.

    Osobiście nie zamierzam korzystać ze swojego 'chińczyka' podczas ewakuacji. Mieszkam w bloku w Warszawie. Jeśli ewakuacja za pomocą samochodu nie będzie możliwa ,zamierzam uciekać rowerem. Rower ma tę przewagę, że jest niezawodny i prawie bezobsługowy. W rowery można wyposażyć całą rodzinę. Rower można wyciągnąć w środku zimy, napompować dętki i uciekać. W razie potrzeby można jechać nawet po śniegu.

    Swój motorower traktuję jako rezerwowy środek transportu, który czeka na mnie w moim pierwszym celu ewakuacji. Mam tam skromny warsztat i zapas części. Jeśli będę zmuszony zostawić samochód w Warszawie, to motorower będzie musiał go zastąpić.

    PS. Pierwsze motorowery, np polski Komar, miały pedały i silnik spalinowy. Wymażona konstrukcja na trudne czasy, gdy nie zawsze będziemy mieli dostęp do paliwa. Niestety obecnie produkowane motorowery to w rzeczywistości motocykle z małymi silnikami. IMHO o wiele bliżej pierwotnej koncepcji motorowera są rowery z silnikiem spalinowym lub elektrycznym. Zwłaszcza ta druga opcja jest ciekawa jeśli mamy wiatrak i/lub panele PV w naszym celu ewakuacji.

    • Autor pisze:

      Zgodzę się z głosami że rower jest o wiele lepszy pod wieloma względami. Ma on natomiast pewne minusy które jako prepers musimy uwzględnić.
      Aby ewakuować się rowerem potrzebne jest dobre zdrowie fizyczne – w moim przypadku kiedy rodzina jest nieco większa nie wyobrażam sobie ewakuacji np 70 letniego dziadka rowerem w środku zimy, o ciężarnej żonie nie wspomnę. Łatwiej jest ich zapakować na takie 50tki bo wtedy właściwie muszą tylko kręcić manetką.
      Używanie roweru wiąże się również ze zwiększonym zużyciem żywności.
      Jadąc gdzieś na rowerze powiedzmy 2 dni potrzebujemy min 3 litry wody dziennie i powiedzmy litr żywności. Łącznie jest to 8litrów objętości. W dwa dni jesteśmy w stanie przejechać około 200km (przy dobrej kondycji). 8 litrów benzyny pozwoli nam przejechać więcej niż 200km w czasie znacznie krótszym od 2 dni.
      Porównując motorower i rower możemy stwierdzić że:
      W sytuacji kiedy liczy się czas (np. granice kraju zostaną zamknięte za 3 dni muszę uciekać) lepszy jest motorower.
      W sytuacji kiedy bierzemy pod uwagę ekonomię lepszy jest rower
      W sytuacjach kiedy jesteśmy ranni lub mamy osoby o ograniczonej sprawności – łatwiej podróżować na motorowerze
      W sytuacjach kiedy chcemy pozostać niezależni od jakiejkolwiek infrastruktury na dłuższy czas lepszy jest rower.

      Myślę że każda sytuacja surwiwalowa jest inna i różne środki transportu w jednych się sprawdzą, w innych nie. Ja natomiast nie chcę udowadniać wyższości motoroweru nad wszystkich innym – a tylko pokazać jego zalety w pewnych sytuacjach.

      • Marcin pisze:

        Dobra kondycja fizyczna jest wskazana zawsze, a zwłaszcza na trudne czasy. Jeśli Twój dziadek na codzień jeździ skuterem to OK. Generalnie do ewakuacji osób starszych, chorych, małych dzieci itp. o wiele lepszy jest samochód. Najważniejsze, żeby we właściwym momencie podjąć decyzję o ewakuacji. Jeśli przegapimy moment i wyjazdy z miasta będą już zakorkowane trzeba mieć plan B. Co do żywności i wody to zakładam, że decyzję o ewakuacji podejmujemy na tyle wcześnie, że mamy jeszcze wystarczające zapasy. Trudniejsza sprawa to jak te zapasy pomieścić na rowerze. Na motorower, a nawet motocykl dużo więcej nie załadujemy, więc kluczowe jest opracowanie dobrego planu ewakuacji. Jeśli mamy do przejechania 200km to w grę wchodzi tylko motocykl lub samochód.

        • djans pisze:

          Samochód nie nadaje się do ewakuacji. O ile nie mieszkasz na wsi, nie masz auta offroadowego i nie zamierzasz ewakuować się do innej wsi, to auto prawie na pewno na nic się nie zda.

          Samochód jest bardzo dobry jeśli chcemy się przemieścić ZANIM zaistnieją wyraźne przesłanki ku ewakuacji. Jeśli już jednak wystąpią, to w najlepszym wypadku będziemy się ślimaczyć w korkach, a w najgorszym utkniemy na, zablokowanej przez stłuczki, drodze na amen

          • Marcin pisze:

            Każdy powinien sobie sam zaplanować najlepszy dla niego sposób ewakuacji. O tym, że samochód może utknąć w korku wszyscy wiemy. Z drugiej strony, trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie czy wolimy stać w korku czy zostawić babcię/dziadka/osobę niepełnosprawną na pastwę losu.

          • marko pisze:

            ja uważam że na ewakuacje z miasta najlepszym samochodem jest Polonez truck 1.9 Diesel.Silnik nie jest najlepszą jednostką napędową, ale można go zasilić nawet olejem opałowym(słyszałem nawet o próbach użycia oleju spożywczego). Największym plusem jest duża ładowność, która pozwala na dostosowanie do większości trudnych sytuacji. Np. jeżeli utkniemy w korku możemy zdjąć z kipy motocykl, rower czy hulajnogę i dalej przemieszczać się alternatywnym środkiem transportu. Nie jest to drogi samochód, więc byłbym w stanie porzucić go w korku.
            nie wspominam już o oczywistych zaletach o których pisał Marcin w komentarzu powyżej

      • djans pisze:

        Bardzo ciekawy wpis. Zwłaszcza z niniejszym rozszerzeniem o porównanie roweru z motorowerem.

    • djans pisze:

      Ad PS – Są do kupienia silniki spalinowe do montażu na zwykłym rowerze. Jeśli rozpatrywać taką hybrydę, to raczej właśnie żeby to był rower z silnikiem, niż pojazd zasadniczo silnikowy a z opcją napędzania pedałami.

      • Marcin pisze:

        Dokładnie to miałem na myśli. Dostępne w sprzedaży są także silniki elektryczne do rowerów.

  5. Pozyskiwacz. pisze:

    Zgadzam się że motorower/lekki motocykl , w uniwersalnym,klasycznym stylu , czy nawet skuter , jest bardzo przydatny na terenach wiejskich/podmiejskich. W dużych miastach pewnie też, ale tam nie mieszam to się nie wypowiadam. Nie zawsze scenariusz katastrofy to od razu apokalipsa zombie . Czy wojna atomowa. Osobiście dobrze pamiętam czasy kartkowej benzyny, kiedy mając samochód (i przyznane na niego kartki) spalało się przydziałową benzynę we wszelkiej maści motorowerach. Jeździło się do pracy, na zakupy, do znajomych , albo z towarem na targ. Czy odwożąc mleko do zlewni.Mimo wszystko szybciej i lżej niż na rowerze, zwłaszcza w górach.
    Co do części , narzędzi i umiejętności – warto mieć czym i umieć naprawiać wszystkie posiadane sprzęty techniczne, przynajmniej w podstawowym zakresie. Jak się nie umie to trzeba się uczyć.
    Stare motorowery z pedałami -Marcin, a próbowałeś na tym jechać z nożnym napędem ? W czasach mojej młodości były jeszcze dość popularne i oprócz zalety łatwiejszego rozruchu – kręcenie pedałami na stopkach pozwalało uruchomić np. zalany silnik, nie trzeba było pchać motoroweru. Nie miało to innego sensu. Na pewno nie dało się tym jeździć „jak rowerem”. Uwierz mi że wielokrotnie próbowaliśmy . Nie ta masa i nie to przełożenie.

    • Marcin pisze:

      Jeździłem kiedyś kolegi Komarem i zgadzam się, że na pedałach daleko nie da się zajechać. Co innego zwykły rower z doczepionym silnikiem, to może być sensowne rozwiązanie.

  6. gość pisze:

    według mnie ogolnie jednoslad to dobry pomysl na pojazd w razie „w” czy rower czy też coś innego napędzanego nie tylko siłą naszych mięśni

  7. GNOM pisze:

    Jeśli już mowa o pojazdach mechanicznych innych niż samochód to zamiast motocykla/motorowera/rowera/hulajnogi proponuje qada.
    Konkretnie polecam (bo ostatnio śmigałem takim w Kotlinie Kłodzkiej u kolegi i teraz sam zamierzam kupić) Polaris Ranger 500 Crew.
    A dla mających nadmiar kasy i chcących mieć bardziej wojskowy sznyt polecam Polaris Defense Dagor- choć ten to już chyba przesada 🙂
    Ranger 4 osobowy z paką za miejscami do siedzenia na którą zmieścicie naprawdę dużo. W razie „W” zmieścicie cały pakiet ucieczkowy i jeszcze trochę więcej. Kolega zamówił niestandardowe troch wyższe burty do paki i plastikowe zamknięcie. Polecam wszystkim surwiwalowcom.

    • Marcin pisze:

      Wszystko zależy jakie ma być przeznaczenie tego pojazdu. Jeśli ewakuacja z miasta to najlepszy będzie motocykl lub rower. Quadem nie przejedziesz pomiędzy samochodami stojącymi w korku. Problem może być nawet przy dużym motocyklu z bocznymi sakwami. Jeśli nie musimy martwić się ewakuacją z zakorkowanego miasta to najlepszym wyborem będzie samochód terenowy. Używany pick-up np. Nissan Navara albo Toyota Hilux można kupić w cenie nowego quada Polarisa. Dzielność terenowa pick-upa 4×4 jest moim zdaniem wystarczająca.

      Wg mnie quad to dobra opcja jako drugi pojazd, którym będziemy mogli się poruszać po okolicach, gdy już dotrzemy do naszego celu ewakuacji. A w spokojnych czasach można go wykorzystywać do rekreacji.

      PS. W razie „W” poruszanie się pojazdem o wyglądzie wojskowym nie jest najlepszym pomysłem. Staniesz się celem dla obu walczących stron.

      • djans pisze:

        „Używany pick-up np. Nissan Navara albo Toyota Hilux można kupić w cenie nowego quada Polarisa. Dzielność terenowa pick-upa 4×4 jest moim zdaniem wystarczająca.”

        Otóż to.
        Różnice w mobilność terenówki i kwada są w zasadzie pomijalne, w każdym razie nie aż takie, by robić z zabawki alternatywę dla auta.

        • marko pisze:

          jeżeli już upieracie się przy terenówkach, to polecam coś co nie rzuca się w oczy(np. Łada Niva lub uaz). pamiętajcie też że jazda w trudnym terenie to nie to samo co jazda po mieście. Napęd 4×4 i duży prześwit nie zastąpi umiejętności

          • Marcin pisze:

            UAZ czy Łada mniej rzucają się w oczy, ale w Rosji. W Polsce częściej można spotkać japońskiego pick-upa.

  8. Darek pisze:

    5+ same zalety dla określonej liczby osób.
    Pamiętajcie że jednym z głównych kryteriów powinna być cena, nie wymyślajmy sprzętów za 50 tysi.
    Dla dwóch osób idealny.
    Ja mam inny problem a mianowicie osoby dorosłe = 4, psy = 4, koty = 3.
    Dwa psy moga być razem ale dwa pozostałe trzeba trzymać z dala od siebie, koty to do kontenerków i miałczą ale z psami masakra bo jak jeden na drugiego wejdzie to zaraz jatka się zaczyna (o szkoleniu nie ma mowy).
    Na siłe to upakuję w samochodzie ale będzie wesoło; 2 psy do bagażnika (honda HRV), jeden pod nogi z przodu i jeden pod nogi z tyłu, najgorzej te trzy kontenerki upakowac z kotami. Tak sie zastanawiałem po doczepieniu przyczepki bo takowa jest nie uwiązać każdego psa w jednym rogu? No i weź człowieku rusz to całe zoo.
    Nie zawsze jest tak że ratujemy sie sami, czasami trzeba i kota uratować!

  9. bura2 pisze:

    Nie wiem jak można dyskutować o sensie posiadania roweru. Wg mnie każdy kto ma w domu 10 lat skończone powinien mieć choćby najprostszy rower. Dlaczego? Bo można jeździć za darmo, rozwijać kondycję obcować bez przeszkód z naturą, załatwiać jakieś drobne sprawy w mieście bez płacenia za strefy parkingowe itp. A w czasie problemów finansowych mamy tani pojazd powiedzmy do 15 km codziennie do pracy. W czasie kompletnego chaosu, może się zdarzyć że w ogóle nie da się ewakuować.
    Jestem za rowerem bo ma więcej zastosowań w czasie P. Jeśli już motor to 125cm. W konwój uciekającej rodziny na 50tkach jakoś nie wierzę.

  10. Szwagier Kolaska pisze:

    Witam wszystkich.
    Wprawdzie jak zwykle bronię się przed uznaniem siebie samego za preppersa, ale moje wypady turystyczne i „ekspedycje” niczym nie różnią się od ucieczki podczas np. wojny.;)

    Używam na co dzień zwykłego kombi z napędem 4X4, tak dużego, że wewnątrz można wygodnie spać, gdy nie mam ochoty rozkładać namiotu. Usunąłem przedni fotel pasażera i zyskałem miejsce na 2 składane rowery górskie (SWISSIKE/PARATROOPER) wpięte pasami bezpieczeństwa. Rowerem poruszam się tam, gdzie nie dojadę autem, lub gdy nie opłaca się odpalać samochodu na kilka kilometrów, albo dla zdrowia. Pasażerka podróżuje na tylnej kanapie. Takie rozwiązanie idealne jest dla Was w oczekiwaniu na apokalipsę, ponieważ na co dzień używacie zwykłego samochodu na dojazdy do pracy a w razie godziny „W” macie środek transportu a gdy zbraknie benzyny, lub ulegnie awarii to wyjmujecie rowery składane z wnętrza i dalej uciekacie na nich. Żadnych kompromisów.

    Moim zdaniem motocykle i quady dobre są TYLKO do zabawy a w przypadku cieczki posiadają wszystkie wady samochodów i rowerów, ale żadnej ich zalety. Duet samochód + rower to najlepsza forma podróżowania podczas wypraw i podczas apokalipsy.

    • Szwagier Kolaska pisze:

      Zapomniałem dodać, że Wy na czas Apokalipsy możecie bez problemu założyć rowery na bagażnik zewnętrzny, na dach lub na hak holowniczy. Jednak gdy jedziecie na objazdowe wakacje po świecie to trzymanie rowerów na zewnątrz jest niewygodne i niebezpieczne (dla rowerów), gdyż często zostawiacie samochód w centach miast aby zwiedzać, lub pójść na obiad. Wtedy najlepiej mieć wszystko schowane wewnątrz samochodu.

    • djans pisze:

      Chyba nawet już tu kiedyś było prezentowane to idealne połączenie: auto, tak długo i tam, gdzie tylko się da, rower – wszędzie indziej.

      IMO, o ile quad żądnych specjalnych zalet nie posiada, o tyle motocykl wypada od niego dużo lepiej, łącząc niektóre zalety roweru i auta. Co prawda nie weźmiesz go na plecy i nie wniesiesz, jak roweru, ale w przeciwieństwie do samochodu, czy czterokołowca, możesz go przez dobrych kilka km pchać, przewieść niedużą łodzią, czy nawet pontonem, przecisnąć przez wąskie przejścia, etc.

  11. paprokles pisze:

    o to to, panie kolego djans – swego czasu w ramach „komandoskiego” eksperymentu przewioslowalem 2 rowery gibotliwa plaskodenka na druga strone jeziora (udalo sie bez wywrotki)… ale gdyby sie jednak calosc wywalila to poza stratami moralnymi i katarem wiekszego nieszczescia by nie bylo (prawie wszystko bylo jakos powiazane sznurkiem)… no to teraz wyobrazilem sobie wywrotke na wodzie ze skuterem…

    /zanim ukradli mi skuter mialem przyjemnosc pchac go przez pol miasta z dziurawa opona – szczerze – WOLALBYM WTEDY NIESC 2 ROWERY NA PLECACH/

  12. czeki pisze:

    Znalazłem chwilę aby podzielić się swymi przemyśleniami. W razie W tylko rower z doczepianym silnikiem. Pali 2 l na setkę, silnik praktycznie bezawaryjny i da się go użytkować jak zwykły rower. Mowa o silnikach doczepnych napędzających koło tylne poprzez dodatkową zębatkę. Wszelakie pędniki „na oponę” niszczą szybko gumę oraz gdy mokro same się ślizgają.
    Komarem na pedał jeździłem i jak już wspomniano to wspomaga rozruch ale nie da się tym jeździć normalnie, prędkość zerowa o mocy włożonej w pedałowanie nie wspomnę.

    Sam posiadam dość szybki skuter 125, uważam że bez przeszkolenia i treningu ucieczka rodziny motorkiem czy skuterem jest niebezpieczna trzeba umieć jeździć, skręcać czy hamować tego nie da się wyuczyć na zasadach krótkiego instruktażu. Trzeba jeździć refularnie aby nabrać odpowiednich nawyków.

    Rower i tylko rower 7-latek potrafi przejechać 70-80 km bez napinki, kwestia motywacji, dodatkowo jazda na rowerze nie wyniszcza tak stawów jak marsz, ma same zalety.

    Wyobraźcie sobie wielką terenówke mającą przebić się przez zakorkowany most, na nic 4×4 i wielka moc skoro miejsca nie ma i już. Najlepiej mieć taki pojazd gdzieś na obrzeżach miasta, na rowerze do auta (10-20km od centrum) i polami do punktu ewakuacji. Niestety nie każdy, z różnych przyczyn, ma ziemiankę po tej samej stronie rzeki :).

  13. GRIMM pisze:

    Kluczowym przy wyborze pojazdu jest ocena potrzeb i przeszkód jakie wniknęły podczas analizy opcji mojej ewauacji i środków jakie mogę na nie przeznaczyć na dzień dzisiejszy. Moim podstawowym kryterium podczas przygotowań jest zasada ” Nie inwestuj w coś co na co dzień będzie leżało na półce”. Powody są w sumie dwa : I szkoda życia, żeby oblegać się przedmiotami, które możliwe, że nigdy się nie przydadzą oraz II – kiedy przyjdzie „ten” okaże się, że nie do końca umiesz korzystać z większości swoich gadgetów. Tą samą zasadę stosuję również co do środków transportu. Wiadomo, że im większy pojazd, im większa ładowność i zasięg – tym lepszy. Jednak w moim przypadku motocykl (tu akurat Honda Varadero 125) sprawdza się kiedy trzeba się szybko przemieścić w korkach. Tutaj są dwa scenariusze : Coś się stało i trzeba jak najszybciej spitalać. W takim wypadku jestem w stanie w około 8h dotrzeć do granicy państwa z żoną, dzieckiem i niewielkim bagażem na paliwie w baku i niewielkim kanistrze. Muszę po coś (lub kogoś) udać się w gęsto zaludnione miejsce w awaryjnej sytuacji. Na co dzień mam przewagę nad kolegami na „dużych” motorach, że zalewam swój motor najlepszą benzyną pod korek za mniej niż 80zł i jadę w całodniową trasę, albo z nudów nad morze i z powrotem gdzie dla nich to koszt jak samochodem.

  14. mirek pisze:

    pozdro dla wszystkich
    Motorower o pojemnosci 125 cc, to najlepszy pojazd na duze miasta, nawet nie mowie o sytuacjach katastrof czy kataklizmow ale o codziennym poruszaniu sie. Najwieksza zaleta jest swoista manewrowosc, 125 mozna sie przecisnac miedzy dwoma samochodami w korku, 4 litry paliwa wystarczy na tydzien codziennej jazdy, brak I to absolutny brak problemow z parkowaniem I jest ono za darmo, niektore motorowerki jak Honda cube czy Suzuki vanvan to pojazdy rownie kultowe jak garbus lub ogorek. Maja swoje fan cluby I zloty. Vespa to juz styl zycia, ciuchy z motocyklowych butikow, dodatki ktore moga zamienic vespe w wielkanocna choinke, lustereczka, lampki, swiatelka, crush bary, scudo fartuchy, panoramiczne szyby, dodatkowe baki na paliwo I karnistry, podwojne kola zapasowe I przyczepki w tym przyczepki namiotowe, caly swoisty kult. Dodatkowo niema zadnego innego motocykla, ktory by wyprzedzil vespe na pierwszych 60 metrach ze startu , praktyczne zastosowanie tej rewelacji jest takie, ze jadac vespa w kretych drogach uciekniemy zawsze kazdemu poscigowi. Na youtube sa temu przyklady.
    Honda cube to osobna historia, cube 90 to byl kiedys motorower dla dostawcow pizzy, obecnie wyparty przez honde sh 125, cube pomimo wszystko ma zalety nad sh125, praktycznie sie nie psuje wcale, jest bardzo odporny na jakosc paliwa bo ma niski stopien sprezania, wszystkie czesci sa dostepne na calym swiecie, zapasowy silnik mozna po prostu zabrac do bagaznika. Jeden podroznik przejechal na cube z Sidney do londynu, na nowej gwinei paliwo z dolana woda, przejazd przez Rohtang pass, potem pustynia z dolewkami oleju jadalnego do oleju silnikowego I pomimo to zapasowy silnik okazal sie balastem.
    W londynie scooter 125 mozna kupic za 600 funa, co jest porownywalne z wartoscia roweru z tym , ze tanszy rower na dluzsza mete zawiedzie bo wiekszosc czesci bedzie aluminiowa a drozszy rower napewno zostanie ukradziony I im drozszy tym szybciej. Scooter zawsze mozna sprzedac bo rynek jest bardzo prezny. Nie mozna jezdzic 125 po autostradzie co jest jedyna niedogodnoscia, na dluzsze trasy trzeba kupic cos wiekszego lub korzystac z innych drog.
    pozdrowienia

  15. mirek pisze:

    dodatkowo przy okazji nalezy przypomniec polskie motocykle wsk 125 byl to wiejski sprzet kaskaderski, byly rozne wersje gil, lelek, potem byl kobuz 175,
    Na tych sprzetach mozna bylo objechac cala polske za darmo, nawet jak benzyna byla na kartki, normalnie palil od 2,5 do 3 litrow a spokojnie mozna bylo zejsc ponizej 2 litrow na 100 kilo.., do paliwa nalezalo dolac mixolu I troche nafty lub spirytusu, paliwo wtedy bylo chrzczone woda I nafta lub spirytus wiazala wode.
    Potem jak sie juz wytlukly to przerabiano je na ciagniki rolnicze. Przerobek bylo kilka rodzajow, na korpus od ciagnika Dzik wtedy zmieniano silnik w ramie Dzika, robiono tez przerobki do ramy wsk dolaczano skrzynie od rozbitej syrenki a tylny byl od czegos tam, byla to trajka czesto z tylnymi kolami tzw nie w parze czyli o innej srednicy, takim wehikulem wykonywano wszystkie mozliwe prace ogrodniczo sadownicze, orka, bronowanie, narzedzia byly od ciagnika dzik lub konne wersje przystosowane do traktorka. Byly tez wersje tzw pelne czyli traktorek na ktorym sie siedzialo a ramy byly od tzw koliby byla to maszyna budowlana
    Silnik nie dawal sie zatrzec nigdy ,

  16. mirek pisze:

    Tzw Koliba jest to nazwa wlasna, byla to maszyna budowlana do wywozu gruzu, ziemi z miejsc budowy na skladowisko. Miala charakterystyczna mini wywrotke z przodu a z tylu silnik benzynowy Dzik. Napedzane byly przednie kola a tylne byly skretne. To byla super bardzo poszukiwana maszyna, kazdy przetarg na wybite stare koliby byl ustawiany. Ogloszenie bylo na tydz wczesniej w lokalnej prasie. Byl pewien rynek na te maszyny. Tzw towarzysze kupowali je na przetargu po cenie zlomu potem sprzedawali na rynku wtornym. Sam fakt ze maszyna posiadala most , mechanizmy skretne , rame czynil ja przedmiotem marzen wszystkich konstruktorow malych ciagnikow rolniczych. Po malej przerobce , gdzie zamieniano uklad kierowniczy na normalny czyli traktorek jezdzil do przodu I napedzane byly kola tylne, przenoszono silnik na przod I zamieniano go na ropniaka tzw s lub andoria, otrzymywano bardzo udany ciagnik rolniczy. Takie ciagniki byly rejestrowane jako s, przy rejestracji nawet nie pytano skad jest silnik. Silnik s 15 lub s18 to byly silniki do motopomp, agregatow pradotworczych,i inne kieraty mogly pracowac 3 tys do 5 tys godzin non stop bez wymiany oleju, jest to pol roku. Rzeczywistosc byla taka, ze olej do nich byl mineralny I jesli silnik nie pracowal na pelnej parze I olej sie nie zweglal to nie wymieniano go od 1984 do 1992.,a potem juz powoli odchodzily w mrok historii, zapomniane I niepotrzebne robocze konie prl u. Paliwem do nich byla ropa, mazut, jakies inne asfalty dostepne u ruskich, na barkach, stoczniach, hutach.
    Jesli nie bylo dostepu do silnika typu s to trzeba bylo kombinowac paliwo do silnika z wsk I, czyli benzyniaka I byl problem, bo benzyna byla na kartki I jej nie bylo. Pomocny byl bimber, nastawy byly z ziemniakow I burakow w beczkach 70 litrowych. Potem to pedzono w parnikach na drewno, 3 lu 4 krotnie. Destylat mial ponad 85 proc, moczono w nim smole az sie rozpuscila, dodawano benzyny lakierniczej, nafty z rozpuszczalnikow, w zaleznosci co bylo dostepne. Byly nawet broszury jak to zrobic. Destylatu bylo 50 max 60 proc, potem smola, nafta rozpuszczlnikowa, benzyna lakiernicza I normalna benzyna po 10 proc. Nafta I benzyna lakiernicza byla zawsze w duzych zakladach do konserwacji mechanizmow. Efekt koncowy byl taki ze wehikul jezdzil latami az zmienily sie warunki ekonomiczne. Inna sprawa kto mial dostep do samogonu to mial dostep do wszystkiego w zamian za ten samogon.

  17. Semen pisze:

    Historia gospodarki niedoboru w pigułce

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Notify me of followup comments via e-mail. You can also subscribe without commenting.

banner