Piecyk naftowy: awaryjne źródło ciepła optymalne tylko dla niektórych

W listopadzie mieliśmy na naszym kanale wyjątkowo dużo ruchu i zarobiliśmy na YouTubie więcej pieniędzy niż zwykle. Postanowiliśmy sporą część tych pieniędzy, 3 tys. zł, przeznaczyć na sfinansowanie materiałów, na które do tej pory nie było nas stać.

Poprosiliśmy Was o informację, na co przeznaczyć te pieniądze Waszym zdaniem. Jedna z ciekawszych odpowiedzi, jaka do nas przyszła, to właśnie test piecyka naftowego — urządzenia grzewczego, z którym personalnie nie miałem nigdy nic do czynienia. Nigdy też nie widziałem takiego urządzenia na żywo, pomijając stojące na półce w markecie i nie miałem bladego pojęcia, jak to działa.

Piecyk naftowy to urządzenie skomplikowane jak konstrukcja cepa, czyli proste, a jednak dość wyrafinowane. W niektórych kręgach tego typu sprzęty są bardzo popularne, na Zachodzie, w Skandynawii, w miejscach, w których nie ma prądu ani gazu z sieci, nafta bywa całkiem często wykorzystywana jako paliwo do oświetlenia, gotowania i właśnie ogrzewania.

Nie jestem zwolennikiem lamp naftowych, bo uważam, że lepiej jest zrobić zapas baterii do jakiejś latarki, ale muszę powiedzieć, że to urządzenie już po godzinie pracy skradło moje serce. I myślę, że właśnie taki układ:

w oparciu o jedno paliwo, wcale nie jest zły.

Testowane przeze mnie urządzenie to piecyk TOSAI 241A, o mocy 2200 W. W porównaniu do tego biokominka, który testowałem ostatnio, o mocy mniej więcej 0,5 kW, to ma moc 4 razy większą i czuć to o razu.

Nominalne zużycie paliwa to jest 187 g/h albo 0,23 l nafty na godzinę. Piecyk ma wyjmowany zbiornik na naftę o pojemności około 4 l (dokładniej 3,8 czyli po prostu 1 galon). Pełen zbiornik pozwala na pracę piecyka przez plus minus 16 godzin. Aha, do działania urządzenie potrzebuje nie tylko nafty, lecz także baterii (4XR14 / C).

Jak ja wybrałem ten konkretnie piecyk? Szukałem po prostu w miarę niedrogiego piecyka naftowego w danym serwisie aukcyjnym na A. W chwili pisania tych słów (kilka tygodni po zakupie piecyka) już się go znaleźć nie da, ale innych piecyków tej marki oraz innych marek jest dość sporo. Kupiłem do niego również 20 l nafty u innego sprzedawcy i zapasowy knot. [to linki afiliacyjne, jeśli w nie klikniesz i zrobisz zakupy, dostaniemy niewielką prowizję].

Wybrałem w miarę tani piecyk, o najmniejszej mocy jakiej udało mi się znaleźć, ponieważ wychodzę z założenia, że lepiej jest takie źródło ciepła eksploatować cały czas, przy mniejszej mocy, niż odpalać, np. na godzinę, co 4 godziny, albo po 3 razy dziennie na 4 godziny.

Jak to urządzenie działa? Tam w środku jest knot, taka okrągła plecionka, dookoła tego właśnie palnika. Dźwignią reguluje się, jak mocno ten knot wystaje. Odparowana z knota nafta spala się i podgrzewa tę blachę rozgrzewającą do czerwoności, dzięki czemu ona wypromieniowuje bardzo duże ilości ciepła. Oczywiście ciepło unosi się też nad piecykiem.

W stosunku do biokominka, który Wam pokazywałem ostatnio, jest to dużo lepsze rozwiązanie, ponieważ możemy to ciepło w jakiś sposób ukierunkować, stawiając go np. w miejscu, gdzie siedzimy. Możemy ogrzewać dużą przestrzeń, np. garażu, siedząc w garażu, grzejąc tylko naszą grupę, takim jednym piecykiem. Podczas gdy nie ogrzeje on całej tej przestrzeni, całej kubatury, natomiast ogrzeje nas, zapewni nam względny komfort cieplny. W ogóle w sytuacjach awaryjnych zawsze uważam, że taki właśnie ukierunkowany strumień ciepła tam, gdzie siedzimy, w tym pokoju, w którym jesteśmy, na łóżku, na którym śpimy czy na łóżkach, jest lepszym wyjściem, niż ogrzewanie całej przestrzeni, ponieważ ten sam komfort cieplny zapewni przy mniejszym zużyciu paliwa.

Do testu zużycia paliwa kupiłem już inne paliwo, zwykłą naftę oświetleniową w 0,5 l butelce, po to, żeby móc precyzyjnie odmierzyć konkretną ilość paliwa.

Procedura uruchomienia piecyka jest następująca:

  1. otwieramy klapkę obudowy, by wyciągnąć zbiornik paliwa,
  2. napełniamy zbiornik paliwa i umieszczamy go z powrotem w obudowie,
  3. czekamy aż paliwo spłynie do palnika, a w przypadku pierwszego uruchomienia, aż knot nasiąknie paliwem,
  4. naciskamy na dźwignię wysuwającą knot do oporu, aż uruchomi się sygnał dźwiękowy i iskrownik,
  5. regulujemy dźwignią wysokość knota tak, by znalazł się na odpowiedniej wysokości (pokonując częściowo ten opór),
  6. czekamy aż się zapali,
  7. po 10 minutach kontrolujemy wysokość płomienia, przesuwając dźwignię.

W instrukcji jest napisane, żeby tego piecyka nie używać w zbyt małych pomieszczeniach, minimum 34 m³. Ponieważ test robiłem w pokoju, który na pewno nie ma 34 m³, zostawiliśmy otwarte drzwi podczas pracy tego piecyka, żeby spełnić wymogi instrukcji.

Po 2 godzinach i 7 minutach od uruchomienia piecyk przestał się palić i zaczął mocno śmierdzieć. A zatem:

  • zalaliśmy go paliwem o wartości opałowej 11,85 kWh/kg, czyli energia wprowadzona w paliwie to 4,82 kWh,
  • po podzieleniu tego przez 127 minut pracy otrzymujemy średnią moc 2,28 kW,
  • koszt pracy to ok. 2,05 PLN/h, przyjmując zakup nafty w cenie 174 zł za 20 litrów.

Jeśli chodzi o ilość wytwarzanego CO2, to jest ona większa niż w przypadku etanolu, ale mniej powstawać będzie wilgoci (pary wodnej). Przyjmując, że nafta to C13H28 (nafta to mieszanina węglowodorów od C12H26 do C15H32) i że zużywamy jej 187 g na godzinę (jak podaje producent), wytrworzymy ok. 580 gramów CO2. Po godzinie w niewietrzonym pomieszczeniu o kubaturze 34 m³ stężenie dwutlenku węgla wyniesie.

Myślę, że można śmiało powiedzieć, że większość pokoi w Waszych mieszkaniach ten piecyk będzie w stanie ogrzać. Jak pokazaliśmy w ramach tego eksperymentu, stawiając na nim garnek, można również zagrzać w nim jakąś potrawę. Dużo bardziej efektywnie będzie gotować na kuchence naftowej, ale tu mamy możliwość zagospodarowania tego ciepła na drugi sposób, a stawiając tam po prostu garnek wodą i nagrzewając go to ciepło przechowamy na później, na czas, kiedy piecyk wygasimy.

Na pewno chcecie się dowiedzieć, czy śmierdzi naftą. Odpowiedź brzmi: tak, a potem nie, a potem znowu tak. To znaczy podczas rozpalania rzeczywiście trochę śmierdzi naftą, później, podczas pracy, praktycznie nie śmierdzi. To, że nie śmierdzi nią, wynika z tego, że piecyk całkiem dobrze spala całe to paliwo, gdyby śmierdział, mielibyśmy do czynienia ze spalaniem niecałkowitym, czyli oznaczałoby to, że część paliwa nie uległa spaleniu. Później, przy wygaszaniu palnika, kiedy już paliwa jest zbyt mało, żeby podtrzymać taką równomierną pracę na całym knocie, wtedy znów zaczyna śmierdzieć, bo część paliwa się pali, a część po prostu odparowuje.

Na wysokości, na której spaliśmy, na łóżkach, nie było czuć nafty, ją było czuć, kiedy się stanęło, czyli wyżej. No logiczne, opary tego paliwa grzane przez palnik unoszą się do góry, więc uciążliwość tego zapachu była nieduża i prawdopodobnie w normalnej eksploatacji użytkowałbym ten piecyk tak, że wlewałbym tam ten galon, te 3,8 l paliwa do środka i pozwalał mu się wypalić w całości albo grzałbym tylko przez, powiedzmy, nie wiem, 7, 8, 10 godzin, kiedy potrzebowałbym mieć najwięcej tego ciepła. Oczywiście wszystko dla oszczędności paliwa, ale wolałbym go nie odpalać, powiedzmy, na godzinę co 4 godziny, tylko raz, 2 razy na dobę, na powiedzmy 8 godzin. Właśnie dlatego, że ten zapach nafty jest najbardziej uciążliwy, kiedy się go odpala i kiedy się go gasi.

Czy to jest optymalne źródło ciepła na sytuacje awaryjne? Prawie na pewno nie, ale dla części z Was być może tak. To będzie rozwiązanie optymalne wtedy, kiedy za pomocą jednego zapasu nafty będziecie chcieli awaryjnie oświetlić i ogrzać dom, a także przygotować jakieś posiłki; ale z drugiej strony, jeśli macie kuchenkę naftową, to czy jest sens kupić dodatkowo piecyk, skoro kuchenka ma zbliżoną moc i spala paliwo równie efektywnie?

Jedyna różnica jest taka, że ten piecyk dzięki swojej konstrukcji wypromieniowuje dużą część ciepła w tym kierunku, w którym chcemy, natomiast kuchenka, tak jak biokominek, grzeje powietrze, czyli wyżej będzie cieplej niż niżej; i po to właśnie na tych świeczkach stawia się doniczki, żeby one się nagrzewały i wypromieniowywały ciepło na naszej wysokości, a nie grzały powietrze pod sufitem.

Co ważne, test robiliśmy dwukrotnie, za pierwszym razem z użyciem nafty kupionej w serwisie aukcyjnym na A i za drugim razem z użyciem nafty do celów oświetleniowych, a nie grzewczych. Ta druga pachniała już z butelki dużo intensywniej niż tamta, więc siłą rzeczy przy pracy palnika śmierdziała bardziej.

A zatem jeśli planujecie się ogrzewać za pomocą takiego piecyka, kupcie zapas nafty do tego celu dostosowanej, a nie pierwszej z brzegu. Być może ta do celów grzewczych będzie trochę droższa. W ogóle jest to dosyć drogie alternatywne paliwo, ale jeszcze do udźwignięcia.

Krzysztof Lis

Magister inżynier mechanik. Interesuje się odnawialnymi źródłami energii, biopaliwami i nowoczesnym survivalem.

Mogą Cię zainteresować także...

3 komentarze

  1. Mmx pisze:

    Posiadam taki piecyk, niestety naftą mocno czuć też przy uzupełnianiu paliwa jeśli robi się to w pomieszczeniu.

    Alternatywnie można rozpalić o ile mi wiadomo olejem opałowym a więc i napędowym (żadnego nie testowałem), podobno mocniej kopci, ale oznacza to, że wybór paliw jest dość szeroki. Dobra opcja do ogrzewania w warunkach mocnego przewiewu, np jakiś duży namiot, pomieszczenia bez okien itd.

    Dodam, że mój piecyk ma już prawie 30 lat, z czego 20 stal nieużywany w garażu. Wyciągnąłem go ostatnio, wsadziłem nowe baterie i odpalił bez problemu na paliwie z tamtych lat (choć gorzej niż na dodanym później świeżym). To jak dla mnie super rekomendacja w kwestii niezawodności i długowieczności.

    • ewetrt434e434t pisze:

      zachęcam przy takich kominkach (ale i przy gazowych) do używania swieczek, zwykłuch ale rozstawionych w kilku miejscach np. 4 szt. wbrew pozorom dużo spalaja materiału niespalonego. Zapach jest zdecydowanie mniejszy.

      testowac należy po prostu wchodzac do pomieszczenia po np. pól godzinie bycia gdzie indziej. Inaczej nasz węch się przyzwyczaja.

  2. Zbigniwe pisze:

    Zbigniew,
    Zakupiłem piecyk naftowy w sklepie Jula za 319 zł.
    Mam pytanie, co ile jest wymiana knota w dostępnych piecykach na rynku, zapalając go w okresie zimowym na 8h dziennie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Notify me of followup comments via e-mail. You can also subscribe without commenting.

banner