Pilsko i moja granica wytrzymałości

Byłem sobie niedawno na przedłużonym weekendowym wyjeździe. Pokazywałem go już na Instagramie, dziś będzie o tym trochę więcej. Vlog i trochę przemyśleń o mojej granicy wytrzymałości.

Każdy z nas ma swoją granicę wytrzymałości. Każdy ją ma, choć nie każdy ma świadomość jej istnienia. Moim zdaniem warto do niej kiedyś dotrzeć, a przynajmniej sprawdzać swoje możliwości w zakresie większym, niż nam to kiedyś w awaryjnej sytuacji będzie potrzebne.

Opowiem to na swoim przykładzie, właśnie z minionych dni, ale też i wspomnę o innych momentach, w których tę granicę znalazłem.

Tak się złożyło, że weekend w Korbielowie zacząłem we czwartek wieczorem. W poniedziałek rano ruszyłem w trzydniową delegację. Miałem do odwiedzenia trzy konferencje w Katowicach, Poznaniu i Gdańsku. Na każdej z nich dwudziestominutowa prezentacja. Marynarka, wyprasowana koszula, te sprawy. Od rana do popołudnia na konferencji, potem dojazd do kolejnego miasta, hotel, i choć rzut oka na zaległe maile. Potem jeden dzień w Warszawie i znowu przyjazd do Korbielowa. Łącznie do tej chwili na przestrzeni ostatnich 10 dni pokonałem samochodem jakieś 2 200 km, śpiąc jednak trochę za krótko.

Najgorsze były wcale nie ostatnie kilometry tych wieczornych przejazdów w poniedziałek, wtorek, środę i czwartek. Najgorsze były dla mnie okolice godziny 20-21, gdy już było ciemno, a ja po raz pierwszy zaczynałem dość mocno odczuwać zmęczenie.

Nie umiem dokładnie opisać tego uczucia, ale jestem w stanie zauważyć, gdy naprawdę zaczynam być śpiący. Gdy naprawdę muszę niezwłocznie zatrzymać się, przespacerować trochę, rozprostować kości. Albo zacząć w jakiś inny sposób walczyć z sennością. Ja sobie po prostu włączam muzykę i zaczynam śpiewać, to mnie zawsze bardzo szybko rozbudza.

Dzięki temu, że znam swoją granicę wytrzymałości na niespanie i takie zmęczenie, jestem w stanie zauważyć u siebie ten stan i odpowiednio zareagować. Może dzięki temu kiedyś uniknę zaśnięcia za kółkiem. Mimo to, w dłuższą podróż zawsze wolę mieć drugiego, trzeźwego i wypoczętego kierowcę. Niech sobie nawet śpi przez całą drogę, to potem w razie potrzeby go obudzę i będzie mógł mnie zastąpić.

Drugą swoją granicę zauważyłem wchodząc na Pilsko. To górka, na której kiedyś dużo jeździłem na nartach, ale latem byłem tam dopiero drugi raz. Wlazłem na Halę Miziową, zjadłem obiad i poszedłem sobie dalej, na szczyt Pilska. Gdzieś tak w połowie drogi na szczyt dotarło do mnie, że tak naprawdę to już jestem całkiem mocno zmęczony fizycznie. Zaczęło mnie boleć jedno kolano a mięśnie przy większym wysiłku zaczynały drżeć.

To są u mnie niedające się z niczym innym pomylić objawy zmęczenia, którego nie wolno jest mi lekceważyć. Znaczy oczywiście, Pilsko to nie Rysy czy Orla Perć, ryzykuję co najwyżej poślizgnięcie i wywrócenie się na jakimś zabłoconym kamieniu, gdy stracę koncentrację. Czyli jakieś potłuczenia. Albo skręcenie nogi w kostce czy kolanie. Takie zdarzenie raczej nie pozbawi mnie życia, bo w przepaść raczej nie spadnę.

Tym niemniej, w moim aktualnym życiu wyłączenie z pracy na kilka tygodni nie jest czymś, na co mam ochotę.

Cieszę się, że znam swoje możliwości. 

Że gdy jadę samochodem wiem, kiedy muszę przestać, przespać się, albo zamienić się z innym kierowcą. Przydaje się to na co dzień, bo na wakacje lubię jeździć samochodem. Przyda się, gdy będzie trzeba samochodem ewakuować się jak najdalej z miasta. 

Że gdy chodzę po górach wiem, kiedy zmęczenie mojego organizmu daje się we znaki. Przydaje się to na urlopie, bo mogę się niepotrzebnie nie forsować, by później przez kilka dni dochodzić do siebie (i marnować urlop). Przyda się, gdy w trudnych czasach będę musiał iść z plecakiem przez trudny teren. Zresztą widziałem to także w czasie obu podejść Domowy Karaluch Challenge.

Trudne czasy to nie jest moment, gdy chcemy przekraczać granice wytrzymałości swojego organizmu. Wtedy wszelkie błędy mogą nas kosztować więcej, niż teraz. Warto więc teraz, w wolnym czasie, poznawać swoje ograniczenia i możliwości, aby później nie być zaskoczonym.

Do tego Was gorąco namawiam.

Krzysztof Lis

Magister inżynier mechanik. Interesuje się odnawialnymi źródłami energii, biopaliwami i nowoczesnym survivalem.

Mogą Cię zainteresować także...

2 komentarze

  1. mar_kow pisze:

    Po prostu starzejemy się Panie Krzysztofie… 🙂 Z każdym rokiem nasza granica wytrzymałości się przesuwa na naszą niekorzyść…

  2. Daniel pisze:

    Czas przesiąść się do Kampera i tak spędzać wolnu czas. Latka lecą jak napisał w.w

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Notify me of followup comments via e-mail. You can also subscribe without commenting.

banner