Przechowywanie zapasów w nieużywanym domu

Dziś kolejny list, który otrzymałem od jednego z czytelników, Artura, nieco ponad tydzień temu.

Chciałbym prosić o opinię. Mam działkę poza Warszawą. Jest to moje „bug out location”. Licząc na szczęście, że tam w razie czego dotrę (muszę pokonać prawie całą Warszawę, żeby się tam znaleźć – mieszkam nie na tym końcu, co trzeba – Szukam połączeń alternatywnych, omijających miasto). Chciałbym składować tam żywność.

Mam jednak problem. Dom jest nieogrzewany i w ciągu roku temperatura w nim bardzo się waha. W lato w domu jest i 25 stopni, jednak w zimę temperatura potrafi spaść do minus 10 stopni. Pojawia się pytanie czy przy tak dużych wahaniach temperatur, dom nadaje się do składowania żywności (to bardzo ważne, mieszkam w bloku i nie bardzo mam gdzie składować zapasy. Poza tym, przecież mógłbym nie mieć czasu, aby wszystkie je zabrać w razie czego).

Moje zapasy stanowią rzeczy jak: woda, konserwy, MRE, miód, cukier czy sól. Wiele z tych artykułów do składowania (przynajmniej wedle deklaracji na opakowaniach) potrzebuje miejsc suchych i chłodnych. Drugi warunek jest spełniony – w domu zawsze jest chłodno, w niektórych jego miejscach max 15 stopni. Jednak ta „suchość” mnie niepokoi (i zmienność temperatur). Wziąłem stary radziecki higrometr i miesiąc temu wskazywał mi wilgotność powietrza na poziomie 90%.

I teraz moje pytanie – czy uważa Kolega, że dom nadaje się do składowania żywności? A jeśli są to warunki niesprzyjające – czy można coś z tym zrobić, tak aby w miarę tanio przystosować warunki do zapasów? Zwyczajnie nie mam możliwości gromadzenia w bloku większych ilości żywności. Ale, jak przypuszczam na podstawie wpisów na blogu, Kolega też coś o tym wie.

Jeśli chodzi o kłopot z przechowywaniem żywności w bloku, rozumiem Cię doskonale. Ten problem jest mi bardzo bliski, bo sam mieszkam w bloku i walczę z ciasnotą, by gdzieś schować żarcie. Podobnie jak Ty, ja również myślę, by część zapasów ukryć gdzieś na mojej działce. Tyle że tam z kolei nie ma nic, więc musiałbym albo coś zbudować, albo zakopać to wszystko w ziemi.

Wilgotnością bym się zupełnie nie przejmował. Można przecież zapakować puszki, cukier, czy sól w worki foliowe i szczelnie je zamknąć (najlepiej — zgrzać), co odetnie dopływ wilgoci z powietrza. Tak zapakowana żywność przetrzyma nawet powódź czy inne katastrofy, o ile rzecz jasna folia nie zostanie przedziurawiona.

Martwi mnie natomiast temperatura. O ile cukier i sól dadzą radę przy przechowywaniu na mrozie, o tyle miodem, MRE i konserwami bym się martwił. Bo one niestety zawierają wodę, która ma przykrą właściwość powiększania objętości w czasie zamarzania. Tym sposobem puszki czy słoiki może trafić szlag.

Zdecydowanie spróbowałbym na Twoim miejscu zbudować ziemiankę, choćby niewielką. Byle była dostatecznie głęboka — moim zdaniem nie powinna być przykryta warstwą ziemi cieńszą, niż 1 m, a i półtora metra to nie będzie za mało… Choć metod przechowywania żywności pod ziemią jest cała masa, duża ziemianka będzie najlepsza, bo się przyda też do innych celów. Jeśli ziemianka nie wchodzi w grę, możesz zakopać żywność pod ziemią w jakimś szczelnym pojemniku. Słyszałem, że zwykłe plastikowe rury kanalizacyjne z wklejonymi na końce zaślepkami dadzą radę. Ale znów, trzeba je wkopać głęboko, głębiej, niż grunt będzie zimą przemarzać.

Masę ciekawych metod na przechowywanie żywności pod ziemią (łącznie z ziemianką z wkopanego w grunt małego samochodu dostawczego) znajdziesz w książce, której okładkę wkleiłem po lewej.

Survivalista (admin)

Artur Kwiatkowski. Magister inżynier, posiadacz licencjatu z zarządzania. Samouk w wielu dziedzinach, ale nie czuje się ekspertem w żadnej. Interesuje się zdrowym życiem i podróżami. I przygotowaniami na trudne czasy, rzecz jasna!

Mogą Cię zainteresować także...

14 komentarzy

  1. Anno pisze:

    Co do sloikow ostatnio testowalem, kupilem salatki/surowki (jak zwal to zwal) w duzych sloikach zostawilem w garazu na mrozie i nie zauwazylem zamarzania wody w tych produktach. Tak samo bylo z woda mineralna, aby zamarzla musialem mocna ja udezyc w tedy odrazu zaczynal sie proces krystalizacji. Co do odizolowania produktow sypkich od warunkow atmosferycznych/wilgoci uzywam butelek plastikowych po wodzie mineralnej.

    Pozdrawiam

    • Survivalista (admin) pisze:

      No woda w ogórkach kiszonych raczej nie zamarznie, a przynajmniej nie od razu. Mimo wszystko -10°C to już spory mróz i nie wiem, czy wszystkie konserwy i przetwory są dostatecznie posolone, by woda w nich nie zamarzła…

  2. Aqua pisze:

    Nie wiem jak ta działka wygląda, ale ja bym pomyślał nad grubym zaizolowaniem jednego małego pomieszczenia i tam trzymał żywność. Przy grubej izolacji i szczelnym odcięciu od reszty, wilgotność powietrza też zmaleje – pomieszczenie możnaby dodatkowo suszyć latem. Na Allegro (pewnie nie tylko tam – ale ja tam kupiłem swoje) są worki, w które można zapakować jakieś rzeczy, a potem podłączyć do odkurzacza i wyssać powietrza. Próżniowo i hermetycznie zapakowane domowym sposobem 🙂

  3. Obiad pisze:

    Mieszkając w bloku wydaje mi się, że rozwiązałem problem przechowywania żywności, a mianowicie odkupiłem od sąsiada piwniczkę pod schodami i tam trzymam swoje zapasy. W każdej klatce schodowej są takie piwniczki, a jeśli nie ma to radzę szybko zająć miejsce i sobie ją tam zrobić.

  4. Artur pisze:

    Na wstępie bardzo dziękuję za odpowiedź. Dowiedziałem się czegoś nowego. Ja temperaturą się nie przejmowałem wcale (wychodząc z założenia, że jak zimno, to dobrze przecież. Darmowa lodówka) – zaskoczył mnie Kolega stwierdzeniem, że wilgocią można się nie przejmować. Pisze Kolega o „workach foliowych” i szczelnym ich zamknięciu i zgrzaniu. Czy mógłby Kolega rozwinąć tę myśl? Czy chodzi o worki próżniowe? Co Kolega ma na myśli przez „szczelne” zamknięcie i „zgrzanie”?
    Co do ziemianki – jest pewien problem. Mamy wysoki poziom wód gruntowych (mam to również za zaletę – wykopię dół i mam wodę, do pewnego stopnia przefiltrowaną przez ziemię). Podejścia pod budowę ziemianki nie czyniłem, ale kilka łopat i straszna wilgoć murowana (albo i woda sama).

    Aqua – dzięki za pomysł. Sam też się chyba workami zainteresuję.

    • Survivalista (admin) pisze:

      Ziemiankę można zrobić nadziemną, w postaci usypanej górki. Trzeba tylko pilnować grubości warstwy ziemi. Pisząc o szczelnym zamknięciu miałem na myśli zamknięcie tych woreczków foliowych tak, żeby nie dostawało się do środka powietrze, ani woda. Niekoniecznie z wykorzystaniem próżni.

  5. Artur pisze:

    A, jeszcze jedna sprawa. Zdarzało mi się zostawiać na działce na zimę całe zgrzewki wody niegazowanej (to samo robię teraz z wodą, którą składuję na zapas). Kiedy zamarzała – nie rozsadzała plastiku. Sprawę potwierdziłem kilka razy, zawsze z tym samym rezultatem. Temperatura minimalna w domu w tym okresie = minus 11 stopni. Innym tematem jest jednak czy (potencjalnie) wielokrotna zmiana stanu skupienia nie wpływa negatywnie na taką butelkowaną wodę.

    • Survivalista (admin) pisze:

      Butelki od wody są dość odporne, ale jakbyś miał wodę gazowaną, to by z całą pewnością rozwaliła butelkę. 🙂

      • anno pisze:

        Zaprzecze gazowana nalenczowianka nie wymucha tylko zamarza i tyle.

        • Survivalista (admin) pisze:

          Mnie zamarzła jakaś mocno gazowana woda (marki nie pamiętam). Gaz był osobno, lód osobno, butelka powiększyła swoją objętość niemal dwukrotnie, w końcu pękła na szwie.

  6. Aqua pisze:

    Butelka z gazowaną wodą szybciej wybuchnie w momencie wzrostu temperatury niż spadku. Gazy w cieczach rozpuszczają się lepiej w niższej temperaturze.

    • Survivalista (admin) pisze:

      No jasne, ale w lodzie chyba jednak znacznie gorzej, niż w wodzie?

      Tak czy siak, ja się nie upieram. Zdarzyło mi się raz, wiążę wybuch butelki z zamarznięciem i mocnym nasyceniem gazem. Ale może to z jakiejś innej przyczyny nastąpiło. Nie powtarzałem tego eksperymentu później. 😉

      • Aqua pisze:

        Ja bym powiedział, że w momencie zamarzania wody, gaz w niej rozpuszczony po prostu zostaje w tym lodzie uwięziony jako inkluzje w postaci bąbelków, a ponieważ sprężystość gazu jest większa niż wody (można sprawdzić ściskając zatkaną palcem strzykawkę z wodą i z powietrzem) to ten gaz wytwarza pewnego rodzaju bufor, który zmniejsza napór zwiększającej swoją objętość wody na ścianki naczynia.
        Ale myślę, że to jest zależne od temperatury, stopnia nasycenia wody gazem (ciśnienia) oraz zawartości jonów w wodzie (im wyższe tym niższa temperatura zamarzania) i jednemu woda wybuchnie, a innemu nie.
        Np. mocno schłodzone (ale nie zamarznięte) piwo można bardzo łatwo zamrozić uderzając w butelkę (czymś co jej nie zbije) – zwiększa się ciśnienie i całość zamarza w sekundę – dwie.

  7. fog pisze:

    przypadek tej zimy… na tylnym siedzeniu w samochodzie pozostawiłem butelke gazowanej cisowianki… rano nie zdziwilem sie, ze w samochodzie w srodku jest duzo szronu… rozerwana butelka lezala pod siedzeniem, a kawałki i pył lodowy były wszedzie… sprzatanie zajelo mi tyle czasu, ze teraz na to zwracam uwage… ;]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Notify me of followup comments via e-mail. You can also subscribe without commenting.

banner