Przepisy z zapasów – zapowiedź cyklu

Wiemy wszyscy, jak bardzo istotna w naszym życiu jest żywność i jej zapasy. Bez prądu ludzie żyli tysiące lat, podobnie było w przypadku bieżącej wody, osiągnięć nowoczesnej medycyny i broni palnej. Co by jednak nie mówić, jeść musimy, bo robimy to kilka razy dziennie i jest nam to niezbędne do funkcjonowania na biologicznym poziomie.

Dlatego tak mocno promujemy robienie zapasów żywności: kupowanie i kopiowanie puszek, produktów sypkich, przypraw, suszenie warzyw i owoców, itd.

Ale samo przygotowywanie zapasów żywności to dopiero połowa sukcesu. Trzeba je regularnie wymieniać na świeże produkty, przed upływem terminu ważności, co wymaga włączenia ich do codziennej diety. Dzięki temu nie marnujemy pieniędzy na kupienie czegoś, co później zmuszeni jesteśmy wyrzucić — i zapas żywności robimy praktycznie bezkosztowo, co też jest ważne!

Włączanie potraw z zapasów do codziennej diety ma też i inne zalety.

Po pierwsze, pozwala sprawdzić, co nam smakuje, a co nie. Dzięki temu możemy w razie potrzeby dokupić więcej produktów jednego rodzaju, lub jednej marki, jeśli nam wyjątkowo dobrze smakują. Albo je wyeliminować, jeśli są niesmaczne.

Po drugie, pozwala naszym dzieciom oswoić się z tego typu potrawami. Każdy, kto ma dziecko, wie jakim trudem jest niekiedy przekonanie go do zjedzenia czegoś nowego. Ponoć to pozostałość rozsądnego mechanizmu wykształconego przez ewolucję, gdy w miarę samodzielne już dziecko mogłoby się oddalić w lesie od matki i zjeść trujące jagody, które zobaczyło pierwszy raz na oczy. Tak czy siak, w czasie kryzysu stresu będzie dostatecznie dużo, by jeszcze dokładać go sobie stres wynikający z trudności z nakarmienia marudzącego pięciolatka. 😉

Po trzecie, pozwala sprawdzić, czy nasz organizm zwyczajnie jest w stanie tolerować tego typu produkty. Jeśli okaże się, że wywołują u Ciebie przeróżne dolegliwości żołądkowe, po prostu wyrzuć je z zapasów na dobre. Nie chcesz przecież narażać się na odwodnienie z powodu biegunki wywołanej przez jakąś konserwę.

W tym miejscu oczywiście ktoś powie, że jadanie na co dzień takiego świństwa, jak puszkowane warzywa i mięso spowoduje z pewnością potworne kłopoty zdrowotne, z rakiem na czele. Jasne, że zjadając taką żywność pochłaniamy pewną ilość konserwantów, ale nie można dać się zwariować. Konserwanty jemy też i w innych produktach, podobnie jak wdychamy mnóstwo szkodliwych chemikaliów razem z powietrzem…

Poza tym posiadanie zapasów żywności i ich wymiana nie oznacza wcale, że musimy codziennie jeść chleb z mielonką. Bo przykładowo patrząc na rozpiskę moich zapasów wiem, że w styczniu 2014 r. skończy mi się ważność 4 słoików i puszek z owocami, 800 g makaronu, małej puszki tuńczyka, dwóch zupek chińskich, słoika kawy rozpuszczalnej i puszki golonki wieprzowej. Te rzeczy będę musiał wtedy zjeść na przestrzeni całego miesiąca. Nie jest to chyba wiele konserwantów, prawda?

Kierując się tymi wszystkimi czynnikami zdecydowaliśmy, że warto będzie pokazać Wam na łamach bloga przeróżne przepisy wykorzystujące produkty, które łatwo jest przechować przez kilka lat w szafce czy piwnicy. Takie, które można tanio kupić i łatwo wykorzystać do codziennych potraw. Czyli przede wszystkim puszkowane warzywa i owoce, mięso, wysokokaloryczne sypkie produkty. Gdzie to możliwe będziemy się starali unikać gotowania, mając na uwadze, że w kryzysie o energię do gotowania może nie być łatwo. Do współpracy zaprosiliśmy Agatę Chmielewską z bloga kulinarnego Eksperymentalnie.com, bo sami się na gotowaniu nie bardzo znamy i wolimy się uczyć od mądrzejszych od siebie. 😉

Pierwszy odcinek cyklu „Potrawy z zapasów” znajdziecie tu na blogu już pojutrze, we środę, o 10. rano. 🙂

Survivalista (admin)

Artur Kwiatkowski. Magister inżynier, posiadacz licencjatu z zarządzania. Samouk w wielu dziedzinach, ale nie czuje się ekspertem w żadnej. Interesuje się zdrowym życiem i podróżami. I przygotowaniami na trudne czasy, rzecz jasna!

Mogą Cię zainteresować także...

4 komentarze

  1. Przemek pisze:

    Z 800 g makaronu i puszki golonki wieprzowej można zrobić „shit kluskowy”. Sprawdzone w akademiku „danie” kryzysowe:)
    Pozdrawiam

  2. Piotr Lisiecki pisze:

    1. Przeceniacie ilości konserwantów w konserwach.
    2. Wielką zaletą rotacji zapasów jest okazja do przećwiczenia sposobów otwierania konserw.
    Niektóre z moich puszek okazały się zrobione z lepszej blachy niż samochody. Przy ich otwieraniu stoczyłem walkę z ofiarami w ludziach = skaleczony palec.
    Konkluzja: Teraz do zapasów kupuję puszki otwierane bez otwieracza i słoiki. W sytuacji kryzysowej, gdy będę musiał działać na 300%, odpada problem bandażowanych ran ciętych 😉

  3. Pierre Dupont pisze:

    Panie Krzysku, wykonal Pan kawal dobrej roboty, ale taki kometarz chyba slyszal Pan juz setki razy.

    W ramach cyklu i na protest wystrzegania sie trujacego bisfenolu zawartego w puszkach zaproponowalbym kilka filmow z przygotowaniem dan miesnych, ktore idealnie sprawdza sie na trudne czasy tj. sloikowka czyli 3-dniowa pasteryzacja mielonego badz zwartych czesci miesa drobiowego, wieprzowego, wolowego tzw. sloikowka, beef jerky, wedliny dojrzewajace itp.
    Majac pod reka zaledwie chlodne miejsce mozna tym przedluzyc zywotnosc miesa do kilkunastu/-dziesieciu mscy.

    Pozdrowki z Ursusa.

    • Survivalista (admin) pisze:

      Akurat ten wpis napisał Artur. 😉

      A jeden taki przepis już przerabialiśmy, znajdzie go Pan tutaj. Inna rzecz, że nie poddaliśmy mięsa tyndalizacji (3-krotnej pasteryzacji), tylko pasteryzacji pod podwyższonym ciśnieniem.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Notify me of followup comments via e-mail. You can also subscribe without commenting.